Blask cierpiał ze względu na niezmieniającą się wciąż pogodę. Skwar przygrzewał opuszki jego łapy, gdy tylko postawił je poza posadzkę żłobka, to też ostatnio niechętnie go opuszczał, a choć bywały momenty, w których pyszczek kocurka ziewnął chłodny wietrzyk, to niewiele wskazywało o tym, iż szybko uda mu się ujrzeć upragnioną porę Opadających Liści. Dlatego też końcówka ogonka jego nerwowo drżała z zaskoczenia, gdy spostrzegł wracających z patrolu łowieckiego wojowników, których futra były mokre, jak gdyby sklejone, sprawiając, iż wyglądają na chudszych, mniej potężnych. Ruszył w ich stronę, by móc bliżej przyjrzeć się temu, co właśnie wypatrzył.
— Na dworze panuje niezła ulewa — niezadowolonym tonem chrząknął wojownik o.
Rudzielec spostrzegł, że melduje to Judaszowcowemu Pocałunkowi, czyli klanowemu zastępcy. Ciekawiła go reakcja ojca na wieść o tym, że jego wojownicy nie byli w stanie znaleźć za wiele zwierzyny, nadstawił więc uszu. Judasz spoglądał na nich, w jego wzroku dało odnaleźć się nutkę rozczarowania, kocur starał się jednak nie okazywać.
— Bywają dni, w których zimno deszczu spada na tereny czterech klanów, przez co zwierzyna chowa się w swoich norkach i wy nie możecie na to za wiele zaradzić. Klan Gwiazdy ma nas jednak w swojej opiece, to też łowy w następny wschód słońca uda wam się złowić coś, co wyżywi resztę klanu. — Blask był zadowolony z tego, jak ojciec jego poprowadził sytuacje.
Koniec końców deszcze nie były w ostatnim czasie częstym widokiem i na pewno kolejne łowy będą bardziej obfite. A i tak sukcesem było, że udało złapać się im ptaka oraz dwie myszki polne, które teraz leżały na stercie ze zdobyczą. Cóż, rudzielec był już w zasadzie poza żłobkiem, to też ruszył w stronę wodospadu, by móc zobaczyć, czy faktycznie ujrzy jakiś deszcz. Choć wodospad przysłaniał mu widok, to zdawał się widzieć liczne, nieustannie spadające w dół kropelki. Ciekawiło go, czy gdy zostanie uczniem, to będzie musiał męczyć się w deszczu, w słonecznym skwarze czy może nawet w grzmiącej burzy. I jakie obowiązki będą na niego czekać? Czy spodoba mu się jego uczniowskie imię i jak szybko zda szkolenie? — pytania pojawiały się w jego głowie tak szybko, że trudno było mu odnaleźć odpowiedź na którekolwiek z nich. Niby uważał siebie za kogoś o szerokim wykształceniu, dużej wiedzy, a jednak nie potrafił wiedzieć tego, co rzuci na niego los. Bolało go to, gdyż chciał wiedzieć, jaka przyszłość go czeka i czy faktycznie jest darem od gwiezdnych... A jeśli nie jest, to czy Judasz będzie z niego dumny mimo wszystko? Zbytnio się zamartwiał, chrząknął więc głośno, a następnie z ruszył w stronę żłobka.
— Przepraszam, Półślepy Świstaku, czy mógłbym się ciebie o coś spytać? — Gdy wszedł do środka, miauknął do czekoladowej kotki, która odwróciła się w jego stronę.
— Hm...? Pytanie... — mruknęła jakby do siebie. — Tak, jasne. Śmiało pytaj.
— Czy chciałabyś mi może wytłumaczyć, na czym polega życie ucznia? Wiesz, jakie obowiązki spadają na koty o tej randze i inne, tym podobne kwestie. — nerwowo zaczął ugniatać mech, który znajdował się pod jego białymi łapkami.
— Z początku twój mentor będzie zabierać cię na szkolenia, na których pokaże ci tereny, zaprezentuje techniki walki, nauczy cię łapać zwierzynę... — Przerwała, by przypomnieć sobie, czego właściwie sama musiała się nauczyć. — Dowiesz się, jak należy wspinać się na drzewa, poznasz sposób nawigacji w terenach i z tego, co pamiętam to będzie coś z otwieraniem krabów.
Sporo tego było i Blask aż wzdrygnął się z tego powodu. Będzie musiał wiele opanować, nim wkroczy na ścieżkę wojownika, no, chyba że wkroczy na inną ścieżkę, jednak w to akurat wątpił. Najgorsze jednak było to, iż kotka mówiła to wszystko w dużym uproszczeniu i domyślał się, że gdy faktycznie będzie musiał trenować to będzie czuł jeszcze większą obawę, niż w tej chwili.
— Pani Świstak, Blasku, o czym gawędzicie? — Wąsy rudzielca drgnęły, gdy usłyszał głos Łuny.
Nie rozmawiał z siostrą często, nie miał pojęcia, co było tego powodem, jednak chyba po prostu nie pasowało mu to, jak szybko koteczka przystosowała się do otoczenia, podczas gdy jemu... Jemu zajęło sporo czasu i nadal do końca nie rozumiał oraz nie chciał rozumieć tego, co działo się wokół niego.
— Cześć Łuno! — Półślepy Świstak przywitała szarą koteczkę. — Tłumacze twojemu bratu, na czym polega rola ucznia... Albo, na czym mniej więcej polega.
Kocurek stwierdził, że dobrze będzie sprawdzić, to, tylko w nim ta sprawa budziła lęk czy też stres. Spojrzał więc na nią nieco niepewnym wzrokiem. Koteczka również wbiła w niego swoje jasne oczęta, tyle że w nich odbita była jedynie czysta ciekawość, nie widział w nich wiele więcej...
— Egh... Cieszysz się z tego, że zaraz zostaniemy uczniami? — burknął cicho, natychmiast przekierowując głowę w dół, by ta nie mogła dostrzec obawy rysującej się na jego pyszczku.
<Łuno?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz