*akcja dzieje się około księżyc temu*
Wiedział, że ich tam nie ma. Deski były tylko symbolem tak jak pozostawiona obroża.Symbolem ich śmierci.
Panika zacisnęła dłoń na jego sercu i umyśle.
To nie mogła być prawda. Zaraz ich znajdzie. Zauważą go, ucieszą się i zabiorą z powrotem do domu. I będą razem, będą polowania i dni lenistwa, gonienie kotów wchodzących na ich teren i zabawy.
To nie może się tak skończyć.
Poczuł się nagle mały i zagubiony. Zupełnie obcy.
Nie miał już nikogo. Nie był już częścią Rodziny, bo jego Rodzina leżała gdzieś, pogrzebana przez zupełnie obce osoby.
A on nawet nie miał jak się pożegnać.
Nie, nie, nie, nie, nie!
Łapy same go niosły, starając się zabrać jak najdalej od ogarniającej go rozpaczy. Nie zauważył, że prawie zginął pod kołami, biegł. Uciekał.
Cieszył się z nadejścia nocy.
Mrok ukrył go, pozwolił na zwinięcie się w wysokiej trawie i pogrążenie w rozpaczy.
Jaki sens miało teraz jego istnienie? Miał wartość jako część Rodziny, jako samotnik nie znaczył zupełnie nic… Co miał robić? To stado regulowało codzienność, nadawało sens każdej czynności.
Dlaczego przeżył? Dlaczego nie mógł zginąć? Może razem znaleźliby się na niebie, jako kolejne stado wokół Psiego Pasterza? Może zasłużyłby na zostanie gwiazdą wskazującą innym drogę?
I nie byłby sam.
Zupełnie sam jak teraz.
Tak bardzo tęsknił.
Uniósł łeb i dał upust rozpaczy, wyjąc do Srebrnego Wilka i wzywając Rodzinę, znajdującą się gdzieś wśród Gwiazd.
Miał nadzieję, że jeśli zapomni o świecie dookoła, to świat także zapomni o nim.
Udawał, że nie dostrzega buszujących w trawie (która okazała się złota) gryzoni ani ptaków. Ignorował głód i pragnienie, leżąc zwinięty w kłębek, tam, gdzie cień był najgłębszy. Leżał i marzył o śmierci.
Wspominał. Poszukiwał strzępów wspomnień o utraconej Rodzinie, rozpaczał na widok każdej szczęśliwej chwili, którą udało mu się przypomnieć. Przeklinał los, przeklinał swoje życie, przeklinał instynkt, który go uratował.
I może udałoby mu się dołączyć do Rodziny gdzieś między Gwiazdami, ale nadeszli dwunodzy. Nie miał siły protestować, gdy jeden z nich go złapał i włożył do pudełka. Zresztą, było mu wszystko jedno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz