*akcja dzieje się około księżyc temu*
Wiatr ślizgał się po jego czarnym futrze, głaszcząc je delikatnie. Jego mięśnie pracowały w zgodnym rytmie, wyznaczanym przez wilki obok niego. Nie musiał na nie patrzeć, by wiedzieć, że wszystkie cieszą się z absolutnej wolności, jaką dawał cwał. Razem. Wolność w absolutnej jedności.
Nie wiedział, ile czasu minęło.
Przeszłość i teraźniejszość zlała mu się w jeden ciąg szarości i monotonii.
Dziś obudził się z dziwnym przeczuciem, że coś ciągle mu umyka. Coś niezwykle ważnego. Coś, o czym powinien pamiętać.
To nie była jego pierwsza Rodzina.
Wszystkie te wspomnienia polowań… One były sprzed. Dotyczyły wcześniejszej Rodziny.
Rodziny, która być może nadal żyła.
- To cud, że przeżył. - Kobieta spojrzała na śpiącego w klatce kota. Opatrzenie go zajęło jej sporo czasu, na dodatek zwierzę nie chciało jeść, co spowalniało powrót do zdrowia.
Mężczyzna pokiwał głową. Kota przyniesiono do lecznicy w tragicznym stanie - miał pęknięte żebro, które cudem tylko nie przebiło płuca, lekko skręconą łapę i paskudne rozcięcia, które nie za bardzo chciały się goić i był odwodniony.
- Nie wygląda na dzikusa, na moje oko to jedna z tych nowych, cholernie drogich ras - kontynuowała. - Nawet ma ślad po obroży.
- Może ktoś go porzucił?
- Eee, co ty. Takich kotów się nie wyrzuca, tylko opyla na giełdzie za niezłą sumkę. Już prędzej się zgubił. Wywiesiłam ogłoszenia, ale wątpię, żeby był stąd. Zapamiętałabym takiego cudaka - parsknęła.
- I co z nim zrobisz? - Patrząc na zwierzyniec, który kobieta urządziła sobie w domu, mężczyzna zapytał w zasadzie dla formalności.
- Jeśli właściciel się nie zgłosi, pewnie go przygarnę… - W głosie kobiety nie było ani cienia smutku.
To nie było jego życie.
Dwunożna, która go przygarnęła, robiła wszystko, żeby czuł się dobrze i wiedział, że powinien być jej za to wdzięczny, ale była nędzną imitacją Rodziny. Ze względu na stan zdrowia trzymała go osobno, co było mu jak najbardziej na rękę. Czuł obecność sześciu kotów, kilku kanarków, jeża i jeszcze kogoś i drażniło go to coraz bardziej. Był samotny tym najgorszym rodzajem samotności - czuł, że i tak go nie zrozumieją.
Och, jak strasznie tęsknił…
Miał cel. Musiał dowiedzieć się, kim była jego pierwsza Rodziną i co się z nią stało.
I już nawet wiedział, od czego zacząć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz