*akcja dzieje się około księżyc temu*
Wędrówka wzdłuż strumyka zajęła mu niemal cały dzień.W międzyczasie posilił się złapanym po drodze kretem (łowy chwilę mu zajęły, ale ciało szybko przypominało sobie wyuczone odruchy) i gdy stanął pod lasem, na niebie pojawił się już Srebrny Wilk.
Przystanął i spojrzał w niebo.
Nigdy nie potrafił przejść obojętnie obok jego piękna. Nieprzebrane ilości jasnych punktów, zdających się tak blisko, a równocześnie daleko… Dzięki ich obecności, żaden wilk nie czuł się nigdy samotny, nawet gdy patrolował teren z dala od reszty, w końcu towarzyszyły mu setki zasłużonych, łaskawie spoglądających z góry.
Patrzenie w gwiazdy zawsze sprawiało, że czuł się mały, ale dawało też spokój, bo dzięki tej małości był częścią czegoś większego, częścią Rodziny większej niż ta jego, częścią życia.
Jego matka… Potrafiłaby nazwać wszystkie te gwiazdy i opowiedzieć historię wyjaśniającą, jak wilk zasłużył sobie na zaszczyt umieszczenia na nieboskłonie.
Dotarło do niego, jak bardzo tęskni za nimi wszystkimi. Za matką, braćmi… Za poczuciem przynależności.
Westchnął i odwrócił wzrok. Zagłębił się między drzewa, próbując uciec od dławiącego uczucia.
Obudził się i wygrzebał z jamy. Nie chciał tego przyznać przed samym sobą, ale nienawidził spać samotnie.
Wczoraj uznał, że nie ma sensu wędrować po lesie w ciemności, znalazł więc dogodne miejsce i zasnął. Teraz należało wyruszyć dalej.
Trochę błądził, zanim wychwycił ledwo dostrzegalne strzępy własnego zapachu. Podziękował w duchu Gwiazdom i ruszył swoim śladem sprzed niemal kwadry.
Wkrótce wyjaśniło się, dlaczego jego zapach tak mocno tu osiadł.
Niebieski strzęp był brudny i zdecydowanie nie nadawał się do noszenia. Brakowało błyszczącej przywieszki, którą pewnie zaopiekowały się jakieś ptaki. Na strychu miejsca, w którym kiedyś mieszkał, gniazdował kiedyś podobny złodziej…
Bez wątpienia, to tu się obudził.
Wróciły do niego pierwsze odzyskane wspomnienia. Tym razem spokojnie próbował je zrozumieć. Wiedział jedno - stało się coś strasznego, coś, przez co stracił pamięć i czego skutki dalej odczuwa w żebrach i łapie. Ale nie stało się to tutaj.
Zaczął wietrzyć, poszukując jakichkolwiek wskazówek. Obszedł też to miejsce parę razy, ale poza zniszczoną obrożą nie dostrzegł nic więcej.
Coś poczuł. Ten sam zapach, który czuł wtedy. Słodkawy, ciężki, wielowarstwowy. Przywodzący na myśl gorąco, martwe rośliny i nagrzany metal.
Czyli już coś miał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz