*Akcja dzieje się po wyprowadzeniu Bucka z równowagi przez Cętkę i ich rozejściu się*
Już nie słyszał pogróżek wykrzykiwanych pod jego adresem przez burego szczeniaka. Rzucił jej tylko pogardliwe spojrzenie, myślami będąc zupełnie gdzie indziej. Machinalnie przeskoczył strumyk, nie zastanawiając się, dokąd zmierza.
Wspomnienia. Analizował je fragment po fragmencie, uczucie po uczuciu. Starał się wychwycić twarze, rozpoznać miejsca, ale im bardziej się na nich skupiał, tym mniej wyraźne się stawały. Ruchome sylwetki będące sumą zapachów, przytłumionych dźwięków i barwnych plam.
Polował. Całe jego ciało drżało, upojone poczuciem potęgi. Mięśnie śpiewały pieśń wytężonego wysiłku, nakręcane wonią krwi i przerażenia ofiary.
Byli jednością. Rozumieli się bez słów i wiedział, że czują to samo. Byli Rodziną, jedną duszą w wielu ciałach. Nie mieli imion, nie mieli pragnień. Liczyło się tylko dobro ich wszystkich.
Był wtedy młodszy. Dużo młodszy…
Coś ciągle nie dawało mu spokoju… To wspomnienie wydawało się starsze niż wszystkie pozostałe, przypominało bardziej sen niż przeszłość.
Euforia opadła. Im więcej sobie przypominał, tym większy mętlik miał w głowie. Ech, gdyby tylko istniał ktoś, kto może mu pomóc…
Buck wrócił myślami do dnia, w którym obudził się zupełnie sam w obcym lesie. Wtedy nie pamiętał nic, był bezradny jak szczenię…
Przystanął.
Ale moment… Czy na pewno był wtedy sam? Miał problemy z przypomnieniem sobie czegokolwiek, spanikował, może coś przeoczył? Może był tam ślad, chociaż niewielki, po jego Rodzinie?
Był tylko jeden sposób, by się dowiedzieć. Odnaleźć miejsce, w którym się obudził.
Westchnął. To nie będzie takie proste… Jakoś nie miał ochoty wracać tą samą drogą, którą tu przyszedł. Nie, żeby się bał, groźby burej kuli futra były co najmniej śmieszne, ale wolał nie tracić czasu ani energii, szczególnie na nią. Na dodatek, ze względu na jego wcześniejszy stan, mógł nie być w stanie przypomnieć sobie, którędy szedł. I oczywiście nie znał terenu, na którym się znalazł.
Przytłumiony szmer strumyka poddał mu pewien pomysł...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz