Dzisiaj jak zwykle trening dotyczył polowania i dodatkowo jeszcze tropienia. Coraz lepiej mi szło, a Szepczący Wiatr powiedział, że może kiedyś zabierze mnie na nocne polowanie! Jak na razie próbowałam się jednak skupić na obecnym polowaniu. Moja mentorka wybrała oczywiście jakiś gąszcz na ziemi, ale jak tylko ta wyszła poza mój widziany krąg, natychmiast wspięłam się wyżej. Na górze było zdecydowanie więcej przestrzeni, a drzewa rosły na tyle gęsto, że mogłam bez obaw wskakiwać z jednego na drugi. Otworzyłam pysk i wzięłam duży wdech, próbując wychwycić wszystkie zapachy, jakie kiedykolwiek się tu pojawiły. Wibrysami próbowałam jak najdokładniej określić, w jakich kierunkach wieje wiatr. Otworzyłam szeroko oczy i powoli kasowałam wszystko dookoła wzrokiem. Próbując wypatrzeć jakąkolwiek inną barwę na tym zielonym tle, pilnując się, by nie wykonać głową żadnego ruchu. Stałam kompletnie nieruchomo na gałęzi, próbując na maksa wyczulić wszystkie moje zmysły. Tylko mój ogon lekko drgał podekscytowany, a moje uszy od czasu do czasu zmieniały pozycję, by wychwycić dźwięki ze wszystkich stron. Spróbowałam się trochę rozluźnić z doświadczenia, wiedziałam, że będąc rozluźnioną, o wiele łatwiej zachowuje się równowagę.
Na sąsiednim drzewie hasała sobie jakiejś średniej wielkości wiewiórka, która prawdopodobnie poszła akurat na to drzewo z powodu ptasiego gniazda, który znajdował się na jego czubku. Kilka króliczych skoków za mną (nie wiem dokładnie na jakim drzewie) siedział jakiś ptak chyba dzięcioł.
Postanowiłam zacząć od wiewiórki. Powoli stawiałam łapy na gałęziach, starając zachowywać się jak najciszej. W końcu udało mi się podejść do gryzonia od dołu tak, żeby mnie nie zauważył. Uśmiechnęłam się, myśląc o pysznym posiłku dla klanu, a mój ogon wbrew woli powędrował do góry i uderzył o liście. Wiewiórka popędziła jak szalona przed siebie, a ja syknęłam niezadowolona z siebie i ruszyłam za nią w pogoń. Teraz przynajmniej nie musiałam stawiać tak ostrożnie kroków. Pędziłam po prostu przed siebie, skacząc tak gwałtownie, że niektóre gałęzie się pode mną łamały, jednak nim te upadały na ziemię, ja byłam już na następnej. Chciało mi się piszczeć z radości, czując powiew na policzkach. Zręcznie schylałam się przed gałęziami, które wywijały się na wszystkie strony po skokach wiewiórki lub niespodziewanie wyrastały mi przed nosem i po kilku chwilach już trzymałam w zębach mistrza drzewnych akrobacji. Lekko zdyszana, ale bardzo zadowolona pobiegłam (znowu drogą drzewną) na miejsce, gdzie zaczęłam polowanie. Zeskakując na ziemie, o mało co nie stanęłam na swojej mentorce.
- Myślałam, że jasno się wyraziłam, że dzisiaj masz polować na ziemi, a nie skakać po drzewach jak sarenka na łące - powiedziała, patrząc na mnie karcąco. W pierwszym odruchu miałam się ochotę skulić i położyć po sobie uszy, ale zamiast tego stanęłam wyprostowana i spojrzałam prosto w jej błękitne oczy. Były inne od moich. Bardzo głębokie, a pod ich spojrzeniem miałam wrażenie, że przeszywa moją duszę.
- Wyraziłaś się jasno, ale wygodniej mi było polować na drzewie - odpowiedziałam, nie spuszczając wzroku. Nie chciałam jej urazić, ale musiałam być z nią szczera. W końcu ma mnie wytrenować na dobrego wojownika, a ja nie powinnam jej tego utrudniać.
- Tobie wszędzie jest wygodniej na drzewie - odparła i leciutko się uśmiechnęła i przez chwilę wydało mi się nawet, że w jej oczach odbija się coś na kształt dumy, po czym dodała - ale nie wszystko się da na nich zrobić. Powinnaś być tak samo zręczna na ziemi, jak i na drzewie. Zrozumiałaś?
- Yhy - odparłam nie chętnie, przewidując już, co teraz będzie.
- Dobra, a teraz idziemy teraz na Wielką Polanę i masz zrobić wokół niej pięć okrążeń.
- Ale... - spróbowałam coś dodać. Jakiś argument bym mogła jeszcze trochę popolować na drzewach albo nawet na ziemi.
- Żadne "ale" i żeby było jasne, masz biegać po ziemi - powiedziała kotka, wyraźnie akcentując ostatnie słowo. Chcąc nie chcąc poszłam za nią. Nie potrafiłam się jednak długo smucić i stając na polanie, znowu byłam zmotywowana. Muszę przecież poprawić swój bieg, bo jak na razie to rzeczywiście, jeśli chodziło o wyścigi na płaskim terenie, coś za często zostawałam w tyle za moim rodzeństwem. Uśmiechnięta i z zaciętą miną zaczęłam bieg.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Wojna z Klanem Wilka i samotniczkami zakończyła się upokarzającą porażką. Klan Klifu stracił wielu wojowników – Miedziany Kieł, Jerzykową Werwę, Złotą Drogę oraz przywódczynię, Liściastą Gwiazdę. Nie obyło się również bez poważnych ran bitewnych, które odnieśli Źródlana Łuna, Promieniste Słońce i Jastrzębi Zew. Klan Wilka zajął teren Czarnych Gniazd i otaczającego je lasku, dołączając go do swojego terytorium. Klan Klifu z podkulonym ogonem wrócił do obozu, by pochować zmarłych, opatrzeć swoje rany i pogodzić się z gorzką świadomością zdrady – zarówno tej ze strony samotniczek, które obiecywały im sojusz, jak i członkini własnego Klanu, zabójczyni Zagubionego Obuwika i Melodyjnego Trelu, Zielonego Wzgórza. Klifiakom pozostaje czekać na decyzje ich nowego przywódcy, Judaszowcowej Gwiazdy. Kogo kocur mianuje swoim zastępcą? Co postanowi zrobić z Jagienką i Zielonym Wzgórzem, której bezpieczeństwa bez przerwy pilnuje Bożodrzewny Kaprys, gotowa rzucić się na każdego, kto podejdzie zbyt blisko?W Klanie Nocy
Ostatni czas nie okazał się zbyt łaskawy dla Nocniaków. Poza nowo odkrytymi terenami, którym wielu pozwoliły zapomnieć nieco o krwawej wojnie z samotnikami, przodkowie nie pobłogosławili ich niemalże niczym więcej. Niedługo bowiem po zakończeniu eksploracji tajemniczego obszaru, doszło do tragedii — Mątwia Łapa, jedna z księżniczek, padła ofiarą morderstwa, którego sprawcy jak na razie nie odkryto. Pośmiertnie została odznaczona za swoje zasługi, otrzymując miano Mątwiego Marzenia. Nie złagodziło to jednak bólu jej bliskich po stracie młodej kotki. Nie mieli zresztą czasu uporać się z żałobą, bo zaledwie kilka wschodów słońca po tym przykrym wydarzeniu, doszło do prawdziwej katastrofy — powodzi. Dotąd zaufany żywioł odwrócił się przeciw Klanowi Nocy, porywając ze sobą życie i zdrowie niejednego kota, jakby odbierając zapłatę za księżyce swej dobroci, którą się z nimi dzielił. Po poległych pozostały jedynie szczątki i pojedyncze pamiątki, których nie zdołały porwać fale przed obniżeniem się poziomu wód, w konsekwencji czego następnego ranka udało się trafić na wiele przykrych znalezisk. Pomimo ciężkiej, ponurej atmosfery żałoby, wpływającej na niemalże wszystkich Nocniaków, normalne życie musiało dalej toczyć się swoim naturalnym rytmem.Przeniesiono się więc do tymczasowego schronienia w lesie, gdzie uzupełniono zniszczone przez potop zapasy ziół oraz zwierzyny i zregenerowano siły. Następnie rozpoczęła się odbudowa poprzedniego obozu, która poszła dość sprawnie, dzięki ogromnemu zaangażowaniu i samozaparciu członków klanu — w pracach renowacyjnych pomagał bowiem niemalże każdy, od małego kocięcia aż po członków starszyzny. W konsekwencji tego, miejsce to podniosło się z ruin i wróciło do swojej dawnej świetności. Wciąż jednak pewne pozostałości katastrofy przypominają o niej Nocniakom, naruszając ich poczucie bezpieczeństwa. Zwłaszcza z krążącymi wśród kotów pogłoskami o tym, że powódź, która ich nawiedziła, nie była czymś przypadkowym — a zemstą rozchwianego żywiołu, mszczącego się na nich za śmierć członkini rodu. W obozie więc wciąż panuje niepokój, a nawet najmniejszy szmer sprawia, że każdy z wojowników machinalnie stroszy futro i wzmaga skupienie, obawiając się kolejnego zagrożenia.
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot u Samotników!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)
Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz