BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

28 stycznia 2024

Nowa członkini Klanu Gwiazdy!


SKACZĄCA FALA
Powód odejścia: Decyzja właściciela
Przyczyna śmierci: Osłabienie i komplikacje poporodowe

Odeszła do Klanu Gwiazdy!

Od Gracji CD. Nocnej Tafli

Tym razem patrol odbył się w większym gronie. Gracja lubiła wykorzystywać każdą możliwość na wyjście z obozu. Nie czuła się wtedy taka bezużyteczna, nieporadna i spisana w całości na straty. Zazwyczaj — bo niestety nie zawsze — udawało jej się coś upolować, więc pomimo noszenia coraz bardziej uwłaszczającego jej zdaniem mienia stróża, wracała do obozu z dumą przyklejoną do pyska i ze zwierzyną bezwładnie zwisającą z pyska. Ku jej odwiecznej niechęci do polowań i do "niszczenia natury" zabijaniem wszelkiego rodzaju ptactwa i gryzoni, zaczynała to powoli lubić. Podobał jej się powiew wiatru w futrze, gdy rzucała się w gonitwę i uczucie spełnienia, gdy dopadała ofiarę w zębiska bądź po prostu przyszpilała ją łapą do ziemi. Jedynie kwestia pozbawienia bezbronnego stworzenia życia, pozostawała u niej powodem do masy moralnych wahań.
Może jednak mogła podjąć się roli wojowniczki? Powinna dać sobie radę, chociaż nie była pewna, jak wyglądał ich trening. Opowieści Malinka z przebiegu jego szkolenia brzmiały dosyć chaotycznie, ale skoro on jako tako sobie radził, to czy i ona nie byłaby ku temu zdolna?
Gdzieś, spomiędzy drzew, rozległ się nagły syk. Gracja zmrużyła oczy, oglądając się na swoich pobratymców, którzy również pochwycili owy dźwięk i niepewnie spoglądali na siebie.
— Słyszeliście to? — odezwał się Lśniąca Tęcza, unosząc pysk i węsząc. — Ktoś się gdzieś tłucze. Czy jakiś inny patrol szedł teraz w te okolice? — mruknął.
— Raczej nie, to pewnie jakieś przybłędy — stwierdziła z niesmakiem Sadzawka, pusząc futro wzdłuż grzbietu. — To co, idziemy ich przepędzić? — zaproponowała.
Czekoladowa szylkretka niepewnie przystanęła z łapy na łapę.
— A jeśli ktoś potrzebuje pomocy? — zagadnęła niemrawo, spuszczając wzrok na ziemię. Nie chciała widzieć tych zniechęconych jej altruistyczną postawą spojrzeń.
— W pierwszej kolejności, to nie powinien wchodzić w ogóle na nasz teren — burknęła w odpowiedzi wojowniczka, prostując się. — Chodźcie po prostu, za nim zdążą nam jeszcze skraść zwierzynę z terenów.
Gracja tylko chwilę się wahała, pozwalając całej trójce z patrolu wyprzedzić ją. Kamyczek milczał, jak to miał w zwyczaju. Chociaż kotka skończyła już swój trening, lubiła towarzystwo dawnego mentora. Nie był konfliktowy, po prostu robił to, co musiał robić.
Szli wodzeni za nos zapachem krwi. Lśniąca Tęcza zasugerował, iż ktoś mógł się w pobliżu bić, jednak w pewnym momencie zgubili swój trop. Rozdzielili się na moment, obiecując sobie zawołać resztę, gdy tylko ktoś coś znajdzie.
Szylkretka od razu pomknęła w lewy bok. W głowie przewodziła jej myśl, że ktoś mógłby potrzebować pomocy i jeśli pierwsza go znajdzie, to uda jej się zrobić w ukryciu dobry uczynek.
Stanęła jak wryta, widząc coś, czego zupełnie się nie spodziewała.
Znana jej samotniczka, której niegdyś pomogła odnaleźć wnuka, leżała zadrapana w kałuży krwi. Otaczało ją kilka kotów, najpewniej jej rodzina. Przysłuchiwała się wymienianym między nimi słowom, zdając sobie sprawę, że dla starszej kotki nie ma już ratunku. Umierała, ale najwyraźniej szczęśliwa, bo w towarzystwie bliskich.
Przełknęła ślinę, gdy wśród stojących przed nią, zapadła cisza. Powoli, stąpając najciszej jak potrafi, wycofała się. Miała wrażenie, że jeden z kotów ją zauważył. Ten, którego właśnie, tamtego dnia, szukała wraz z Nocną Taflą. Wyglądał na tak zszokowanego i przejętego, iż nie zaalarmował reszty o jej obecności.
Gdy Gracja znalazła się na wystarczająco sensownej odległości, odwróciła się i rzuciła biegiem w kierunku miejsca, w którym po raz ostatni byli w pełnym składzie. Nie chciała przerywać tak drastycznej chwili tamtej grupie. W pędzie nie dostrzegła burej sylwetki wyrastającej tuż przed nią z ziemi. Skończyła tak, że wpadła z piskiem w Sadzawkę i obie przetoczyły się kilka króliczych skoków dalej.
— Gracjo! — syknęła, podczas gdy czekoladowa w popłochu zerwała się z niej i odsunęła na bok, cicho przepraszając. — Na litość, twoje imię coś nie odzwierciedla twojego chodu! Coś ty taka zdyszana, dzik cię gonił? — westchnęła, przyglądając jej się podejrzliwe.
— Nieee, coś tam — wskazała przeciwny kierunek od tego, z którego przybyła — było chyba w krzakach. Wystraszyłam się, ale jak tak teraz myślę, to w sumie podmuch wiatru mógł po prostu zwalić gałąź i ją złamać. Nic wielkiego — zapewniła.
Bura nie zdawała się przekonana, ale ostatecznie machnęła na nią łapą, wstała i otrzepała się, nie spuszczając z niej karcącego wzroku. Następnie obie poszły poszukać reszty, a gdy doszli do tego, że nikt nic nie znalazł, jeszcze raz — tym razem wspólnie — obeszli fragment granicy i wrócili do obozu.

Nowy członek Klanu Gwiazdy!

 


Powód odejścia: Decyzja administracji
Przyczyna odejścia: Otrucie przez Naparstnicową Łapę

Odszedł do Klanu Gwiazdy!

Od Naparstnicowej Łapy

 Siedziała w legowisku medyka, była w nim sama, nie licząc Ważkowego Skrzydła, która od dłuższego czasu była jego mieszkańcem, od początku pory nowych drzew cierpiała na bezsenność. Dodatkowo wciąż zdrowiała po ranach, za które odpowiadał jej własny syn. Najpewniej by się już dawno zagoiły, ale Naparstnica chciała wypróbować swych własnych mieszanek ziół i innych leków narażając tym samym wojowniczkę na utratę zdrowia. Cóż, kocica w końcu w oczach pointki była marna i słaba, więc mogła chociaż tak klanowi się przysłużyć. 
Wcześniejszego dnia niechętnie zajęła się Goryczkowym Korzeniem, starając się poradzić coś na ból stawów starszej. Była uprzedzona do kocicy przez to, że ta ponoć w młodości była bardzo blisko z Kunią Norką. Dlatego też niby nie celowo, niby nie, dość niedelikatne zajęła się pacjentką, kilkukrotnie dotykając łapą bolącego miejsca i z wymalowaną niewinnością na pysku pytała się czy ją boli. 
Musiała dać upust złości na Nocny Kwiat. Miała nadzieję, że kocica padnie trupem szybciej niż powinna. Modliła się do Wielkich Przodków, mając nadzieję, że wściekłe duszę rozerwą zdrajczynię na strzępy. Na samo wspomnienie wydarzeń na zgromadzeniu mocniej zacisnęła łapę na medykamencie, zawiniętym w liść.
— Chcesz jagódkę? — spytała, spoglądając na półprzytomną matkę Śnieżnego Wichru. — Nie chcesz? Szkoda... — bąknęła wzdychając po czym wróciła do segregacji ziół, które przyniosła jej z samego rana Zaranna Zjawa 
Nucąc jedną z piosenek, które śpiewała jej kiedyś mama, mama Alba, kontynuowała swoją pracę jako nieoficjalna asystentka medyka. Tak też w trwała w swego rodzaju transie, gdy dostrzegła wpatrujące się w nią ślepia lidera. 
— Och, Błękitek — szepnęła lekko zaskoczona obecnością lidera w legowisku medyka. Właściwe to mógł chodzić gdzie tylko chciał, ale zmartwiła się tym, że poruszy temat chorej wojowniczki. Bo już powinna być zdrowa, a mimo to... — W czym mogę pomóc? Czy liderowi coś dolega?
— Mam dla ciebie zadanie Naparstnicowa Łapo... — miauknął wpatrując się w młodą kotkę, po czym przeniósł spojrzenie na skuloną pacjentkę. Upewniając się, że ta nie będzie potencjalnym zagrożeniem, mogącym zaprzepaścić plany, które miał zamiar w najbliższym czasie wprowadzić w życie, podzielił się nimi z córką Gęsiego Wrzasku. Nachylił się do uczennicy i cicho polecił, w co najbliższym czasie ma zrobić.
Szylkretka zaskoczona przysłuchiwała się temu co lider od niej wymagał. Oczy mieniły jej się jak pięć złoty. Nie spodziewała się, że dostąpi tego zaszczytu, że będzie kiedykolwiek mogła kogoś otruć. I to tak oficjalnie. A jednak. Właśnie teraz, sam lider, Błękitna Gwiazda, tego od niej wymagał. Sama również przyznała rację kocurowi, potwierdzając jego przypuszczenia na temat ojca zdrajczyni, jako że to z jego winy doszło do tej sytuacji. Cętkowany westchnął, na chwilę popadając w zadumę, jednak już po chwili kontynuował rozmowę z asystentką medyka.
— Liczę na dyskrecję. Nie możemy pozwolić sobie na kolejne tego typu sytuację...
— Nie zawiodę pana! — oznajmiłam czując wielką dumę, że to jej, a nie komu innemu powierzył to zadanie 
Musiała pokazać, że nadaje się na przyszłą kultystkę. A żeby to uczynić, musiała otruć Lwią Grzywę. Na pewno przydadzą się do tego jej autorskie połączenia ziół, które wpadły w jej łapki po śmierci Gęsiego Wrzasku. 

***

Gronostajowy Taniec skręcił tylną łapę w trakcie z jednego polowań. Ponoć wpadł w dół podczas pościgu. Jednak jak przystało na prawdziwego Wilczaka, pomimo skaleczenia, udało mu się dopaść zwierzynę i nim zagościł w skromnych progach medyczek, odłożył zwierzynę na stosie. 
— Jak Duszka? — spytała nagle w trakcie nakładania okładu z bzu — To straszne, co jej ten samotnik zrobił. Dobrze, że się nią zajmujesz.
Kremowy jedynie przytaknął głową, a na jego pysku pojawił się figlarny uśmiech.
— Cóż, ktoś musi... — dodał, po chwili z lekkością machnął ogonem. Ta sytuacja była mu na łapy, jednak Naparstnica postrzegała kocura jako dobrego samarytanina, dbającego o dobro prawdziwych Wilczaków.
— Naparstnicowa Łapo! — zaskoczona wzmożoną aktywnością kotów w jej i Zarannej Zjawy legowisku (tak, to legowisko było ich własnością, przejęły je na własność z dniem mianowania na asystentki), odwróciła się w stronę nawołującego kota, zadarła pysk ku górze w stronę wyjścia, by móc przyjrzeć się stojąca tuż za nią szylkretowej kocicy o pomarańczowych oczach. — Jesteś potrzebna. Lwia Grzywa najprawdopodobniej w tej chwili wydaje ostatnie tchnienie... — rzuciła dość chłodno, a na jej pysku pojawił się grymas
Cóż się dziwić, skoro czarny kocur dokonał żywota w legowisku wojowników. Nikomu się nie widziało spędzać kolejnej nocy w towarzystwie zimnego trupa, który od zgromadzenia chodził jakiś taki smutny, a w ciągu ostatnich dni jego stan drastycznie się pogarszał. Nic więc dziwnego, że skończyło się to tak jak się skończyło.
Dokończyła nakładanie okładu na łapę Gronostajowego Tańca, po czym obu, i Olszę, i chorego wygoniła z legowiska medyka na zewnątrz. W pustym wnętrzu w kącie pozostała tylko wciąż chora Ważkowe Skrzydło. Czym prędzej skierowała się wraz z szylkretową kocicą do legowiska wojowników, mając za zadanie potwierdzić faktyczny zgon jednego z wojowników, a tak naprawdę jednego ze zdrajców. Kilka kotów zaciekawionych przyglądało się poczynanią młodej asystentki.
— Tak... Już się nie obudzi. Trzeba go stąd jak najszybciej wynieść. — miauknęła spoglądając na silniejsze koty, które mogłyby pomóc jej z tym zadaniem. Nim jednak to nastało, kocica pacnęła kilkukrotnie czarnego po głowie, co niektórzy mogli odebrać jako głaskanie — Biedak. Jego serce nie zniosło tak nagłej ilości smutku... Musiało pęknąć z żalu, a na to nie ma już ratunku. — pokręciła łebkiem, po czym lekko wzruszyła ramionami. — Rozwydrzona Łapa nie jest tylko zdrajczynią, ale również ojcobójcą. — skwitowała, dając do myślenia pozostałym wojownikom
Aby celowo doprowadzić do śmieci rodzica, trzeba było być naprawdę zepsutym kotem. Ale Rozwydrzona Łapa taka była. Pomimo dawanych jej szans, na każdym kroku, przez dwóch liderów nadużywała ich cierpliwości.
— Szkoda, że złota kotka już za pierwszym wybrykiem się jej nie pozbyła — pomyślała koteczka wychodząc z legowiska, a tuż za nią dwa kocury wyciągnęły ciało czarnego kocura. Wypadało go pochować, chociaż zdaniem Naparstnicy można było też użyć go jako karmy, aby zwabić drapieżniki w okolicę Klanu Klifu, a żeby trochę uprzykrzyć życia wstrętnym Klifikom. 

[trening med 951 słów]
[Przyznano 19%]


Wyleczeni: Gronostajowy Taniec, Goryczkowy Korzeń 

27 stycznia 2024

Jaskrowy Pył urodziło!

 Jaskrowy Pył po ciężkim porodzie wydało na świat jedną córeczkę!


Nenufara

26 stycznia 2024

Od Makowej Łapy do Mrozka

Wszystko powoli wracało do normy. Chyba. Przynajmniej nie było już tak smutno po śmierci tylu kotów. Nawet w klanie mieli nowe kociaki i kolejne w drodze. Można powiedzieć bez problemu, że klan jakoś się rozwijał i wracał do normalności. Mak chodziła po obozie bez celu, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Była już po treningu i wszystkie obowiązki wykonała. W końcu wlepiła wzrok w ziemię i zaczęła szukać kamyków, nucąc przy tym coś pod nosem. Ostatnio nie miała czasu na szukanie, więc teraz musiała się tym zająć. Jednak wszystkie kamyki w obozie były takie same, szare. Mak widziała już takich mnóstwo, więc nie robiły na niej wielkiego wrażenia. Chwilę tak jeszcze chodziła, aż w końcu znalazła ciekawy kamień. Takiego jeszcze nie widziała. Był biały i jakby mienił się w słońcu. Mimo tego, że takich kamieni jest mnóstwo, spodobał jej się i szybko wzięła go ze sobą. Obserwowała go jeszcze chwilę i wtedy zauważyła, że coś się w nim zmieniło. Już nie błyszczał od promieni słonecznych. Liliowa spojrzała w niebo, na którym pojawiły się ciemne chmury. Po chwili krople deszczu spadły jej na nos i już zaczęła się ulewa. Makowa Łapa zjeżyła sierść i pobiegła do pierwszego lepszego schronienia. Gdy przekroczyła próg, poczuła zapach mleka i prędko zorientowała się, że jest w żłobku. Dawno jej tu nie było. Rozejrzała się i zobaczyła Różany Step, siedzącą na jednym z legowisk. Przywitała się z kotką i już po chwili zauważyła jedną z jej pociech, siedzącą obok matki. Była to jej córka, Lód. Nie minęło dużo czasu, a kolejna z córek Koszmarnego Omenu zwróciła jej uwagę. Szadź kręciła się w kółko i goniła swój ogon, śmiejąc się przy tym wesoło. Weszła, wgłąb legowiska, jednak daleko nie zaszła, ponieważ przez nieuwagę potknęła się o legowisko z mchu i paproci i wylądowała na ziemi. Syknęła coś cicho i wtedy przed jej pyskiem stanął mały kociak, o niebieskiej, pręgowanej sierści. Makowa Łapa szybko się podniosła, starając się ukryć jakiekolwiek emocje. W końcu musiała się zmienić i starała się to utrzymać.
- Em... Cześć – przywitała się tylko.

[338 słowa]
<Mrozek?>
[Przyznano 7%]

Od Mrocznej Łapy do Lód

 Różany Step urodziła. Przyjęła tę informację obojętnie, z lekkim zadowoleniem, że jej klan się powiększa. Potem usłyszała, kto jest ojcem. Koszmarny Omen, czyli wnuk Mrocznej Gwiazdy. Co znaczy, że kocięta były z nim spokrewnione. Czyli były spokrewnione także i z nią. Trochę to było wszystko dziwne, ale na pewno musiała odwiedzić swoje prawnuczki. Przecież musi dopilnować ich pierwszych księżycy, żeby wiedziały, w co mają wierzyć. Weszła wyprostowana do żłobka.
- Różany Stepie, Klonowy Upadku, witajcie. - miauknęła dostojnie pochylając głowę. Z gracją podeszła do swoich prawnuczek.
- Ta nazywa się Lód, to jest Szron, tu Szadź, a tu Mrozek. - zapoznała ją Różany Step.
- Czy mogę… - zaczęła.
- Jasne. - miauknęła kotka zachęcająco. Mroczna Łapa skupiła się na Lód. Wyglądała trochę tak jak Mroczna Gwiazda z opowieści. No cóż, teraz chyba wolał się odrodzić czarny z zielonymi oczami.
- Witaj na tym świecie, Lód! - miauknęła ciepło, a potem położyła ogon na drobnym ciałku.
- Będziesz wielką wojowniczką, o ile będziesz pamiętać, że nad tobą jest lider, zastępca, mistrzowie, Mroczna Puszcza i… ja. Tak, ja, bo to ja jestem Mroczną Gwiazdą. Zszedłem na ten świat, aby móc zemścić się na Klanie Burzy, poprowadzić klan i kult przez trudne chwile. I chociaż obserwuję ciebie z góry, to pamiętaj, że znajdziesz oparcie w Mrocznej Łapie. Uczennica ta jest mną a ja jestem nią. Nigdy nie zostawi prawnuków, chyba że zdradzą kult, klan, lub Mroczną Puszczę. Albo w jakiś inny sposób okażą się niegodne mojego uznania. Zasłuż na nie czcząc mnie i Mroczną Puszczę. - wyszeptała do uszka małej koteczki tak cicho, że nikt oprócz niej nie mógł jej usłyszeć.
- Dziękuję. - skinęła głową w stronę matki Lód i opuściła kociarnię. Nie była pewna, ile Lód zrozumiała, a ile zapamiętała. Pewna była jedna rzecz. Małe kocię nie będzie pamiętać Mrocznej Łapy, ale zapamięta jej głos i słowa. Od razu nabędzie do niej szacunku. Wyszła z ciepłego żłobka i wzdrygnęła się. Było trochę zimno, a ją czekał trening. Z westchnieniem poszła zawołać Zaranną Zjawę. Niech ten mysi móżdżek się trochę postara, bo inaczej, kiedy zostanie już liderką… A ona nie zmieni swojego postępowania… Da jej ostrzeżenie. Kotka nie może mówić Mrocznej Gwieździe, co ma robić. Co z tego, że jest jej mentorką? Mroczna Gwiazda nie przepuści jej tego płazem.

*****

Zdała sobie sprawę, że dawno nie zaglądała do Lód. Akurat miała teraz trochę czasu, a przecież musiała zobaczyć, jak rozwija się jej prawnuczka. Teraz będzie już na tyle duża, że będzie dało się z nią porozmawiać. Ciekawe, czy pamięta jej słowa.
- Witajcie. - miauknęła tylko wchodząc. Różany Step kiwnęła jej głową. Mroczna Łapa podeszła do Lód.
- Witaj Lód. - powiedziała elegancko podchodząc do niej. Kotka przekrzywiła główkę.
- Kim jesteś? - zapytała zdziwiona.
- Jestem… Mroczną Łapą. - miauknęła. - Przyszłam zobaczyć, jak się miewasz. On obiecał ci moją opiekę, pamiętasz? - zapytała. W młodej kotce coś drgnęło. Widziała to wyraźnie. Wybałuszyła oczy.
- Ja… chyba coś pamiętam. - miauknęła zdezorientowana.
- Oczywiście, że pamiętasz. Jesteś mądra. A on nad nami czuwa. Nawet lepiej. Jest tutaj. - miauknęła uroczyście.

 [481 słów]

<Lód?>
[Przyznano 10%]

Od Mrocznej Łapy

 Czekała na Zaranną Zjawę. Dlaczego ta kupa futra nie może przychodzić wcześniej. Wreszcie przyszła. Mroczna Łapa zaczęła machać nerwowo ogonem.
- Czy dzisiaj będziemy walczyć, Zaranna Zjawo? - zapytała się, kryjąc irytację.
- Nie. Wspinać. - oznajmiła tylko. Mroczna Łapa strzepnęła uchem niezadowolona, ale nie zaprotestowała.
- Jestem gotowa. - stwierdziła tylko. Wyszły. Nie rozmawiały za długo, no bo po co rozmawiać z kimś takim, jak Zaranna Zjawa. Wiedziała, że ta przewyższa ją znacznie umiejętnościami, co ją denerwowano. Szkoda, że nie mogła umieć wszystkiego już teraz! Pokiwała tylko głową i wyszła z obozu za mentorką. Wspinała się już wcześniej. Po co jeszcze raz! Bez słowa zademonstrowała mentorce swoją wspinaczkę.

*****

Masakra. Stępiły jej się pazury i w dodatku ta przemądrzała kocica mówiła jej co ma robić! Uczyła się jeszcze szybciej i efektywniej wiedząc, że Mroczna Gwiazda patrzy na nią z góry, ale już nie wytrzymywała. Urodziła się, by walczyć. Dowodzić. Zostać liderką i czcić Mroczną Puszczę! Wylizała się i naostrzyła pazury o korę. Mimo, że był już wieczór, wyszła z obozu. Otworzyła pysk i wyniuchała mysz. Przypadła do pozycji łowieckiej. Choć kilka razy zaszurała brzuchem o ziemię, mysz była zajęta i nie zauważyła jej obecności. Mroczna Łapa wyskoczyła w powietrze i chwyciła zdobycz w zęby. Zagryzła ją, ale delikatnie, aby jak najmniej ją uszkodzić. Przez chwilę zastanawiała się, czy jej plan ma sens. Nie lepiej byłoby po prostu to zanieść do obozu? Nie. Musi dokończyć to, co zaczęła. Ruszyła ze zdobyczą do Wierzbowej Zatoczki. Chwyciła tam największy liść, jaki znalazła i kilka lekkich patyków, które przyczepiła do liścia tworząc tak jakby koszyk. Sprawdziła, czy konstrukcja utrzyma się na wodzie. Tak. Było już prawie całkowicie ciemno, ale księżyc świecił jasno. Wsadziła mysz do koszyka i popchnęła konstrukcję nosem do wody. Następnie przytrzymała ją łapą.
- Duchy Mrocznej Puszczy wzywam was! - zawołała w ciemność. - Daję wam tą mysz jako ofiarę. Tym samym składam wam hołd i zaprzysięgam lojalność do końca mojego życia a także po nim. Proszę was o wsparcie mojej duszy w trudnych chwilach, o dodanie szybkości moim łapom i dodanie mi odwagi w niebezpieczeństwie. Mroczna Gwiazdo - do ciebie zwracam się szczególnie. Dziękuję ci, że od tylu księżyców opiekujesz się mną. Przysięgam ci i kultowi lojalność. Mroczna Gwiazdo, wielki i wspaniały przywódco, przyjmij moją ofiarę. - miauknęła uroczyście. Popchnęła łapą koszyk i sama weszła do wody. Asekurowała swój dar dla Mrocznej Puszczy przez jakiś czas. Kiedy już nie dosięgała łapami dna zaczęła płynąć cały czas pilnując, aby koszyk nie przechylał się i nie tonął. Była już zmęczona od ciągłego młócenia łapami i uważania na mysz. Kiedy już czuła, że nie wytrzyma, popchnęła koszyk jeszcze dalej.
- Mroczna Gwiazdo, przyjmij moją ofiarę. - miauknęła i zawróciła. Kiedy wgramoliła się na wyspę dysząc ciężko i drżąc z zimna, myszy już nie było widać. Prawdopodobnie zatonęła, bo przecież koszyk z patyków ledwo co połączonych i mysz w środku na grubym liściu nie mogły wytrzymać długo. Ale możliwe, że wcale nie zatonął. Może Mroczna Puszcza wysłuchała młodej kotki pragnącej zła i przyjęła swoją ofiarę. Pokłoniła się nocy. Gdzieś tam jest Mroczna Gwiazda. Patrzy na nią od urodzenia. Jeszcze raz się pokłoniła i ze spokojem na duszy wróciła do obozu.

[513 słów + wspinaczka na drzewa]
[Przyznano 15%]

Od Liściastego Futra CD. Rozczarowania (Rozczarowanej Łapy)

 - O co wam chodzi? Wszyscy się na mnie jakoś tak dziwnie patrzycie... milczycie... teraz nawet popychacie, a to jest naprawdę niemiłe i denerwujące... Hej mam coś na pyszczku? - miauczała Rozczarowanie, najwyraźniej rozdrażniona zachowaniem Gasnącego Promyka. Liściaste Futro poczuła, że lekka fala wstydu zalewa jej myśli. Ale to przecież nie była wina asystentki medyczki, tylko jej siostry... Mimo to Listek czuła się, jakby ponosiła za to odpowiedzialność.
- Nie. - odpowiedziała szybko na pytanie kociaka. - Naprawdę cię przepraszam. Porozmawiam z Gasnącym Promykiem. Jestem pewna, że poprawi się na przyszłość. - nie lubiła przepraszać za innych, sama by nie chciała, żeby ktoś za nią przepraszał. Ale, kto by miał za Liściaste Futro przepraszać? Ona przecież nigdy nie robiła niczego złego.
- Ale nie możesz mi powiedzieć, czemu tak robicie? - Rozczarowanie patrzyła na nią wyczekująco. - Przecież to chyba nie jest normalne! Czy ja wam coś zrobiłam? - Liściaste Futro spojrzała na nią przepraszająco i poszła do legowiska medyczki, ignorując prośby kociaka. Nie miała jak jej na to odpowiedzieć. Rozczarowanie była zbyt młoda. Ale koteczka nie odpuszczała, nadal za nią szła.
- Co ci szkodzi powiedzieć? - spytała jeszcze bardziej podenerwowana milczeniem medyczki. Listek przyśpieszyła, więc Rozczarowanie też. Ledwo nadążała za starszą kotką. - Ale odpowiedz chociaż! - pisnęła z frustracją. Liściaste Futro się zatrzymała i od razu została zalana falą pytań. - Czemu mnie ignorowałaś? Czemu tak dziwnie się na mnie patrzycie? Czemu Gasnący Promyk mnie popychała? Wyjaśnisz mi w końcu? - młoda kotka uspokoiła się w końcu i usiadła, czekając na odpowiedź.
- Ignorowałam Cię, bo uważam, że kociaki nie powinny wiedzieć o wszystkim. Niektóre sprawy są tylko dla dorosłych. - oznajmiła Liściaste Futro z powagą. Sama jako kociak, była o wiele bardziej ciekawska i często wtrącała nos w nie swoje sprawy, więc zdecydowała, że powie Rozczarowaniu, o co chodzi. - Ale dobrze, wyjaśnię ci. - powiedziała. Kociak uśmiechnął się zadowolony. - To, że Gasnący Promyk cię popychała, nie miało tak naprawdę nic wspólnego z tobą. Dlatego z nią porozmawiam. Ty jesteś niewinna, nie można cię winić za czyny twojego ojca. - Już miała kontynuować, ale Rozczarowanie jej przerwała.
- Za czyny mojego ojca!? Czyli Srokoszowej Gwiazdy! Co on zrobił? - spytała zdziwiona.
- Coś okropnego. - szepnęła Listek, próbując powstrzymać się od płaczu. Za każdym razem, kiedy o tym myślała, robiła się smutna. - Przed tym, jak został przywódcą, to Aksamitna Gwiazda rządziła w klanie Klifu. Uznała, że trzeba wprowadzić zmiany i każdy dostał nowe imię, bardziej urocze. Ja się nazywałam Listkowe Futerko. Do tego musieliśmy się codziennie bawić w berka. - głos jej się załamał.
- Co? - miauknęła Rozczarowanie. - A to było zgodne z kodeksem wojownika?
- Nie ma żadnej zasady dotyczącej imion. Poza tym to nikomu nie robiło krzywdy. Aksamitna Gwiazdeczka chciała dobrze. Srokoszowa Gwiazda był wtedy zastępcą i obalił ją. Była bezbronna, a on ją drapał... Stała się więźniem naszego klanu. Twój ojciec poszedł z nią i Niedźwiedzią Siłą na spacer i wrócił bez nich. Powiedział klanowi, że są zbiegami i nie są mile widziani na terenach Klanu Klifu. - powiedziała szybko. Nie mogła wytrzymać. Ten wielki smutek znowu przyszedł. Nie wiedziała, kiedy się go pozbędzie.
- A czemu to tak przeżywasz? - miauknęła cicho Rozczarowanie.
- Bo Aksamitna Gwiazdeczka i Niedźwiedzia Siła to moi rodzice. - wydusiła z siebie. Łza spłynęła po jej policzku i spadła na ziemię. Druga łza pojawiła się w kąciku jej prawego oka. Też spadła na ziemię. Coraz więcej łez pojawiało się i wypływało z jej oczu. Poczuła dotyk ciepłej łapki na policzku. Rozczarowanie ocierała łzy medyczki, patrząc na nią ze współczuciem.
- Bardzo mi przykro z tego powodu. - powiedziała koteczka.
- Nie przejmuj się. - szepnęła Liściaste Futro. - Chciałam Ci jeszcze powiedzieć, że trochę przypominasz moją mamę. - dodała.
- Tak? Ale z wyglądu czy z charakteru?
- Z wyglądu, ale z charakteru też. Jesteś tak samo miła i dobra jak ona. W każdym razie... muszę już chyba iść.

***

Liściaste Futro przeciągnęła się, ziewając przeciągle. Leżała na posłaniu w legowisku medyka. Była strasznie zmęczona, więc ucięła sobie krótką drzemkę. I tak za bardzo się nie wyspała, za dużo dźwięków dochodziło z centrum obozu, zwłaszcza, że Klan Klifu mieszkał w jaskini. Miauczenie pojedynczego kota odbijało się od kamiennych ścian i wracało do osoby echem. Medyczka leniwie przekręciła się na posłaniu i wstała. Jeszcze raz się przeciągnęła i otrzepała futro. Wyszła z legowiska, patrząc na koty rozmawiające i odpoczywające w obozie. Przysiadła przy legowisku medyków, wychylając pysk na słońce i ciesząc się ciepłem grzejącym jej futro. Zgodnie ze swoją codzienną rutyną, która tak naprawdę nie była rutyną, bo co mniej więcej dwa dni ulegała zmianie, teraz nadszedł czas na mycie futra. Wylizała swój grzbiet, boki, brzuch, łapy, ogon i na końcu pysk. Potem jeszcze raz obejrzała się po obozie, szybko zauważyła burą szylkretową kotkę siedzącą samotnie przy legowisku wojowników. Podeszła do niej energicznie z wyprostowanym ogonem.
- Promyczku! Zdaje się, że musimy porozmawiać. - zawołała, podchodząc i przytulając się na powitanie do siostry. Ta spojrzała na nią z politowaniem i odsunęła się. Liściaste Futro wtedy przysunęła się jeszcze bliżej, a bura kotka westchnęła z rezygnacją.
- O czym? - spytała z niechęcią.
- O tym, co zrobiłaś Rozczarowaniu. Czemu ją popychałaś? Ona ci przecież nic nie robiła. - miauczała asystentka medyczki łagodnie, ale z lekkim oburzeniem.
- A co cię to obchodzi? Możesz przestać wpychać nos w nie swoje sprawy? - warknęła wojowniczka podniesionym głosem. Futro na jej karku się nastroszyło, kotka wstała i odeszła od siostry.
- To jest moja sprawa! - zawołała na to Liściaste Futro, podchodząc do siostry i przytulając się do niej, żeby ją uspokoić. Wtuliła nos w jej sierść. - Promyczku, wiem, jak nienawidzisz naszego przywódcy. Wiem, że jesteś smutna i obrażona na niego. Ale wiedz, że nie jesteś sama. Ja też go nie lubię i też mi jest źle z tym, że naszych rodziców nie ma w klanie. - zamruczała ze smutkiem i żalem w głosie. Wzięła głęboki wdech. - Ale my nic na to nie poradzimy. - te słowa ledwo jej przeszły przez gardło. Gasnący Promyk nadal milczała. - A ja wiem, gdzie jest Księżycek. - zamruczała nagle Liściaste Futro do ucha siostry.
- Jak to? - spytała Gasnący Promyk zaskoczona. - Przecież jej już nie ma w Klanie Klifu. Zostawiła nas tak samo jak rodzice. - ostatnie zdanie powiedziała wyjątkowo ponurym i zrezygnowanym głosem.
- Jest w Klanie Nocy. Ma tam przyjaciół i kociaki z tego co wiem. Byłam u niej w obozie i rozmawiałam z nią przez chwilę. Nie była jednak zadowolona moim widokiem. Zachowuje się, jakby nie chciała mieć nic wspólnego z Klanem Klifu, chociaż ja wiem, że ona nadal nas kocha. To widać po jej oczach. - miauknęła. Powiedziała siostrze wszystko. Ufała jej, poza tym Srokoszowa Gwiazda i tak się dowie na zgromadzeniu.
- Ale byłaś w obozie Klanu Nocy? Jak go znalazłaś? Wiesz, że mogła ci się stać krzywda? Myślałaś trochę w ogóle? - chociaż Promyk te słowa wywarczała, Liściastemu Futru podobało się to, że ktoś o nią dbał. Razem z siostrą zostały same w klanie spośród ich bliskiej rodziny. Musiały się wspierać nawzajem.
- Jeden wojownik mnie zaprowadził. Ale spokojnie, nic mi się nie stało. Ja cię nie zostawię, siostrzyczko. Nigdy. - obiecała i odeszła z powrotem do legowiska medyka. Przy wejściu zauważyła Rozczarowanie. Przywitała się z nią.
- Mogę pozwiedzać wasze legowisko? - spytał kociak prosząco.
- Pewnie. - miauknęła z entuzjazmem Liściaste Futro i weszła do legowiska. Rozczarowanie szła za nią. Asystentka medyczki zobaczyła Czereśniową Gałązkę zajmującą się dwoma pacjentami. Zostawiła kociaka i pobiegła do medyczki, żeby jej pomóc. – Już jestem. Pomóc ci? – spytała, trącając kotkę ogonem.
- Zajmij się tymi pacjentami, a ja pójdę przynieść Gąsiorkowi zioła na ból głowy. – miauknęła Czereśniowa Gałązka, szybko wychodząc z legowiska i udając się w kierunku żłobka. Na dźwięk imienia swojej mamy Rozczarowanie podniosła głowę i nastawiła uszy, ale nic nie powiedziała. Kociak zatrzymał wzrok na Liściastym Futrze i patrzył, jak asystentka medyczki podaje Lśniącemu Księżycowi floks wiechowaty i lubczyk ogrodowy. Potem zajęła się Srebrną Szadzią, której utkwił kolec w łapie. Polizała poduszeczki kotki, cierń trochę się wysunął. Złapała go zębami i delikatnie wyciągnęła. Srebrna Szadź trochę się skrzywiła, ale nic nie powiedziała. Liściaste Futro nałożyła jeszcze maść ze skrzypu i owinęła łapę wojowniczki pajęczyną. Gdy wszystko było gotowe i pacjenci już poszli, asystentka medyczki odwróciła się do Rozczarowania.
- Przepraszam, musiałam się nimi zająć. Chcesz, żebym pokazała ci jakieś zioła? – spytała. Lubiła zachęcać innych, zwłaszcza kociaki do nauki leczenia. Uwielbiała błysk zainteresowania w ich oczach. Miała nadzieję, że Rozczarowanie też polubi medycynę.

<Rozczarowanie?>

Wyleczeni: Gąsiorek, Srebrna Szadź, Lśniący Księżyc

Od Rozczarowania (Rozczarowanej Łapy) CD. Wróbelka (Wróbelkowej Łapy)

 Chodziła niespokojnie kręcąc się w kółko, starając się znajdować jak najdalej od tych dziwnych znajdek, tak też wyszła poza kociarnie. Nie podobało jej się to, że kocięta spały wtulone w Gąsiorek. Nic jej się w żłobku nie podobało, odkąd pojawiły się w nim obce kociaki. Chciała jak najszybciej go opuścić, mając nadzieję, że może mama zmieni zdanie i również go opuści. Jednak nie zapowiadało się na to. A już za księżyc Rozczarowanie i jej rodzeństwo będą mianowani. Miała nadzieję, że dostanie fajnego mentora. Zniesie każdego, byleby nie ojca. Nie chciała go widzieć od czasu mianowania na ucznia, aż do czasu mianowania na wojownika.
— Będziesz musiał się nauczyć ciszej chodzić, bo inaczej nigdy nie zaskoczysz przeciwnika lub zwierzyny— odezwała się zerkając przez bark na swojego, tak jak myślała po tym jak usłyszała tuż za sobą ciężkie kroki, brata — Też masz dość tych przybłęd i tego, że nam zabrały mamę?
— Co? Nie... Ja... Po prostu byłem ciekaw dokąd idziesz. — odmiauknął miło bury kocurek, jednak widać było, że zmieszał się na zasłyszane pytanie — Roz... Czar. Przepraszam, że cię nie poparłem... No wiesz wtedy. — rzucił cicho, tak jakby nie będąc przekonany własnych słów 
— No nic. I tak nie mieliśmy nic do gadania w tej sprawie. Nawet jakbyśmy wszyscy zgodnie powiedzieli, że nie chcemy, aby nasza mama zajmowała się tymi kociakami to i tak by jej wcisnęli. Ugh... nie wierzę, że uważają, że z tych kotów będą w przyszłości dobrzy wojownicy. Jak oni nawet nie będą potrafić dopaść zwierzyny, bo mają takie małe koślawe łapy. Bożodrzewny Kaprys nie jest już uczennicą to mogłaby zostać królową i się nimi zajmować skoro zachciało jej się przynosić kocięta... Albo Delikatna Bryza. Jak chciały pomagać tamtej kotce, to powinny od początku do końca, a nie... — Zmarszczyła pysk i zastrzygła uszami. Przeniosła spojrzenie na wspomnianą szylkretową wojowniczkę, która rozmawiała właśnie z Prószącym Śniegiem. Obrzuciła obojga nieprzychylnym spojrzeniem — Idę do starszyzny — dodała po chwili, przypominając sobie, że jej brat się zapytał dokąd się wybiera — Może Zimorodkowy Sen opowie nam kolejną ciekawą historię? Idziesz ze mną?

***

Srokoszowa Gwiazda zwołał zebranie. To właśnie dzisiaj piątka z szóstki kociąt lidera dostąpiła zaszczytu zostania uczniami, cała piątka szkoliła się na wojowników. Rozczarowanie była ciekawa czy Kopciuszek również by szkoliła się na wojownika. W końcu była mała i słaba, co chwilę mama zabierała ją do medyków, więc może by została medyczką? Albo szkoliłaby się na protektora? Nie dowie się tego. Wróbelek, zwany z dniem dzisiejszym Wróbelkowa Łapa na mentora dostał Bławatkowy Wschód. Drugiemu bratu przypadł Koperkowe Wzgórze. Obuwikowi i Północy kolejno przypadły Gasnący Promyk oraz Delikatna Bryza. A Rozczarowanie? Jeszcze grzecznie czekała na otrzymanie swojego mentora, mając nadzieję, że ojciec nie zechce sam jej uczyć.
— Rozczarowanie, ukończyłaś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś została uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Rozczarowana Łapa. Twoim mentorem będzie Prószący Śnieg. Mam nadzieję, że Proszący Śnieg przekaże ci całą swoją wiedzę.
Ulżyło jej, że nie usłyszała imienia ojca. Ale zdziwiła się mocno. Prószący Śnieg został jej mentorem? Niepewnie zerknęła na występującego naprzód białego kocura, który posłał jej uśmiech. Musiała się uzbroić w cierpliwość i masę prób rozśmieszenia przez mentora.
— Proszący Śniegu, jesteś gotowy do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałeś od swojego mentora doskonałe szkolenie. Będziesz mentorem Rozczarowanej Łapy, mam nadzieję, że przekażesz jej całą swoją wiedzę.
Rozczarowanie dotknęła się czubkiem nosa z Prószącym Śniegiem, a następnie po skończonych ceremoniach mianowania na uczniów, współklanowicze wykrzykiwali imiona nowych uczniów. Na dźwięk swojego imienia skrzywiła pysk. Rozczarowana Łapa? No jak to brzmi!
Podczłapała do reszty rodzeństwa, które dokazywało już i rozmawiało między sobą. Pierwszym kotem, do którego Rozczarowana się zwróciła był jej bury brat.
— Gratuluję zostania uczniem... Ech, zazdroszczę ci mentora. Jest młody i podobny do ciebie, więc pewnie się dogadacie bez problemu. A mój... Za chwilę wyląduje w starszyźnie, a na siłę stara się być zabawny i mówić jak młode koty. Mógłby dorosnąć w końcu. — rzuciła, mimo to lekko się uśmiechnęła. Wciąż pamiętała jak białemu kocurowi udało się ją rozśmieszyć, gdy była małym kociakiem. Ale już taka mała i głupia nie była, a kolejne żarty które padały z pyska kocura były niczym innym jak sucharami. — Mam nadzieję, że jutro wezmą nas całą piątką na wspólny trening. Chociaż pewnie poza poznaniem reszty terenów nic więcej jutro nie zrobimy. Nie mogę się doczekać nauki otwierania krabów.

<Wróbelku?>

[trening woj 707 słów ]
[Przyznano 14%]