BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Owocowym Lesie!
(trzy wolne miejsca!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(trzy wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 16 sierpnia, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

31 lipca 2023

Od Sówki

Nie mogła uwierzyć w to, co się stało. Jej ojciec i przyjaciel zostali wygnani. Nie wiedziała, co zrobić. Nie wierzyła w wiarę w Owocowym Lesie, ale nie chciała, aby cokolwiek takiego się stało. Nie chciała walki, wylewu krwi. Gdy widziała jak Mniszek i Żbik opuszczają obóz, pod okiem wojowników, chciała za nimi biec, pójść z nimi, ale Jarząb ją zatrzymała. Albinoska wyglądała na strasznie smutną i przerażoną. Jej partner i uczeń zostali wygnani. Teraz została sama z córką. Po dniu albo dwóch Sówka dowiedziała się, że jej ojciec umarł. Nie żył. Nie mogła w to uwierzyć. Przecież jeszcze kilka dniu temu z nim rozmawiała, śmiała się i cieszyła jego obecnością. A teraz? Był gdzieś, poza jej zasięgiem, był duchem. Agrest wprowadził nowe zasady, które podobno miały zwiększyć bezpieczeństwo w Owocowym Lesie. Miała po prostu dość. 
- Hej, wszystko dobrze? - zapytał czyiś głos.
- A może być dobrze? - odpowiedziała pytaniem na pytanie uczennica - Mój ojciec umarł, przyjaciel został wygnany i jeszcze zmienią mi mentora! Nic nie może być "dobrze" - syknęła. Chyba pierwszy raz w życiu zachowywała się, jakby cały czas była zła i smutna. Kot, który do niej mówił, ewidentnie nie chciał odpuścić. A tym kotem była Jarząb. Albinoska usiadła obok córki i obserwowała ciemniejące niebo. Siedziały tak w ciszy, dopóki na niebie nie pojawiły się pierwsze gwiazdy.
- Może poopowiadać ci o gwiazdach? - zapytała Jarząb i zaczęła swoją historię. Gwiazd na niebie było coraz więcej. Sówka słuchała jak zaczarowana. 
- Mniszek też lubił słuchać o gwiazdach. Żbik też, a przynajmniej nie narzekał - powiedziała albinoska w pewnej chwili. Sówka pokiwała smutno głową. Nie chciała znowu o tym wszystkim słuchać. I wtedy wpadł jej do głowy pewien pomysł. Pożegnała się i pobiegła do swojego legowiska.

***

Kolejnego dnia wstała wcześniej i poszła na poszukiwanie ładnego, dużego kamienia. Oczywiście poszukiwanie odbyły się w obozie, bo sama nie mogła z niego wychodzić, przez nowe zasady panujące w Owocowym Lesie. Chciała zrobić coś, by zawsze pamiętać o Żbiku. Po znalezieniu odpowiedniego kamienia odcisnęła na nim swoją brudną łapę, tak by od tego, co znajdowało się na łapie, został ślad. Gdy to zrobiła pobiegła do Jarząb.
- Mamo! Mam pomysł - powiedziała i zaczęła tłumaczyć plan. Albinoska ucieszyła się z pomysłu córki, lecz zastanawiała się nad jednym:
- A co z Mniszkiem? 
- Mniszek żyje - oznajmiła Sówka. Miała nadzieję, że skoro żyje, jeżeli żyje, to wróci do Owocowego Lasu. Przecież to jego dom! Ma tu rodzeństwo i żył tu od początku. Z zamyślenia wyrwała Sówkę Jarząb i po chwili razem wyszły z obozu. A bardziej wyszłyby gdyby nie te nowe zasady od bezpieczeństwa. Uczeń może opuścić obóz, tylko w towarzystwie minimum dwóch mianowanych kotów. Musiały znaleźć jeszcze jednego kota. Zaczęły rozglądać się po obozie. W pobliżu kotek przechodziła Winogrono, więc Jarząb postanowiła spytać się, czy nie chce z nimi iść. Winogrono na szczęście się zgodziła i wszystkie trzy kotki wyszły z obozu. Sówka poprowadziła kotki w stronę Konającego Buku. Gdy były już blisko tego starego, zniszczonego drzewa, który robił most nad rzeką, na ich drodze pojawiło się piękne duże drzewo. Miało wiele wystających korzeni, a gałęzie były bardzo rozłożone i długie. Czekoladowa kotka uznała, że to drzewo będzie odpowiednie. Podeszła do korzeni, odgarnęła z nich śnieg, który powoli zaczynał topnieć i położyła kamień, z odciskiem swojej łapy. Po chwili ciszy pobiegła do jednej ze swoich kryjówek na liście, która była niedaleko i zabrała stamtąd jednego z ostatnich liści, które przetrwały Porę Nagich Drzew. Był czerwono-brązowy i był to liść jabłoni. Sówka położyła liść przy kamieniu i usiadła obok matki, obserwując swoją małą budowlę, która miała na celu przypominanie jej o Żbiku.

[587 słów]
[Przyznano 23%]

Od Gwiazdnicy CD. Bławatka

Gwiazdnica nie była raczej typem porannego ptaszka, więc to, że obudziła się tak wcześnie, było jakąś specjalną okazją. Takie stwierdzenie było prawdą, gdyż Mrówka wydała na świat malusieńkie dzieciusie. Była tak podekscytowana, że energia z niej wręcz buchała. Co prawda było już po porodzie, no delikatnie się spóźniła, jednak miała dobrą wymówkę. Musiała się jakoś przyszykować, za czym ma na myśli zmotywowanie się do pobudki, przeczołganie się do sterty, by nie iść z pustym żołądkiem do żłobka i przy okazji dać świeżej matce coś do schrupania. Teraz, przed wejściem do kociarni myślała, co by powiedzieć, by nie odwalić żadnej głupoty. 
Wdech, i wydech.
Wparowała energicznie do żłobka, zastając tam uśmiechniętą złotą kotkę i dwie malutkie paróweczki. Liliowa wydała z siebie ciche „Awwww!!!” podchodząc bliżej Mrówki. Położyła przed nią zdobycz, na co złota kiwnęła w podzięce, patrząc na uczennicę z uśmiechem. Do jej ucha dobiegły cieniutkie, niezadowolone piski czarno białego bąbelka. Maluszek otworzył malusieńkie patrzałki, najwyraźniej szukając czegoś. Przez chwilę stała w ciszy, zaraz niepewnie zapytała się matki malucha.
— Mogę go pogłaskać? — Na to pytanie Mrówka wybuchła śmiechem. Gwiazdnica nie do końca rozumiała, czemu kotkę to rozśmieszyło, ale posłała jej uśmiech. Złota po minucie zebrała się na odpowiedź, chociaż towarzyszył jej śmiech.
— Możesz… — odpowiedziała cicho, na co uśmiech point tylko się poszerzył. Liliową łapą delikatnie przejechała po główce dzieciśka. O mamciu był taki uroczy!
— Jak ma na imię? — spytała trochę pewniej, nie odrywając od kocurka wzroku.
— Bławatek. — Uśmiechnęła się Mrówka, również spoglądając na swoje dzieciątko. Wizyta u bobasków trwała dosyć długo. Dowiedziała się, że braciszek Bławatka nazywa się Goździk, a on był równie słodki co Bławatek. Wyszła ze żłobka z uśmiechem, pędząc do Traszki, by opowiedzieć jej wszystko.

***

Została stróżem. Szczerze nie było to takie złe. Nie musiała dużo harować, a jedynie sprzątać u starszych i w kociarni, utrzymywać porządek w obozie. Nie rozumiała, czemu każdy patrzył krzywo, jakby była jakimś odmieńcem. Nic nie rozumiała. Ta cała hierarchia według niej była bezsensu. Po co jakiś głupi podział na role, skoro miało się wojownika, który mógł pełnić kilka ról naraz? Nie było to łatwiejsze?
Jedyny fakt, z którego była szczęśliwa to z tego, że dostała swojego podopiecznego. Miała ucznia! Został nim syn Mrówki i Perkoza, Bławatek. Czarno biały szybko pochłaniał wiedzę i nie musiała powtarzać mu tysiąc razy jednej zasady. To ułatwiało jego szkolenie. Dzisiaj postanowiła trochę mu powciskać o ataku. Miała świadomość, że raczej stróżowi na nic taka umiejętność, jednak musiała zadbać, by młody mógł się obronić, racja?
Wraz z Bławatkiem udała się więc do Owocowego Lasku, gdyż po „lekcji” może mu wcisnąć jeszcze troszkę kitu na temat Wszechmatki.
Gdy dotarli na miejsce, usiadła, dając uczniowi chwilę na oddech. 
— Więc dzisiaj wpadłam na pomysł… — zaczęła, odwracając wzrok. — Nauczę cię co nieco o walce i innych duperelach związanych z polowaniem, gdyż nikt inny tego nie zrobi. — Uśmiechnęła się, na co Bławatek tylko spojrzał na nią zdezorientowany. — Zaczynając od początku, pokażę ci teraz pozycję łowiecką, zobacz. Musisz… em tak dziwnie się rozciągnąć i mocno podnieść dupę do góry, widzisz? — Podczas jej dziwnej przemowy kucnęła w charakterystyczny sposób. Czarno biały podniósł jedną brew. — Teraz twoja kolej Bławatku! — mruknęła do niego z uśmiechem, czekając, aż uczeń powtórzy to, co ona.

<Bławatku? Twoja mentorka ożyła >:)>

[525 słów] 
[Przyznano 21%]

Od Bławatka

Wciągnął do nozdrzy zimne powietrze. Bławatek nie przepadał za zimą, ale dalej starał doszukiwać się w niej piękna. Niestety, na razie bezskutecznie. Może i było romantycznie, ale na czas obecny niezbyt go to obchodziło. W większości zima zabierała członków klanu, chowała zwierzynę do norek i sprawiała, że owocniaki drgały wychudzone na patrolach łowieckich starając się znaleźć cokolwiek co mogłoby wykarmić klan. Zdecydowanie pomagała duża ilość ptaków które przylatywały na zimę, ale i tak były one małych rozmiarów i nie wystarczały nawet na młodszego ucznia. Westchnął cicho. Z jego pyszczka wydobył się biały obłoczek. Kocur odwrócił się od stosu zwierzyny, jednak zaraz po tym szybko do niego doskoczył, widząc przed sobą twarz Gwiazdnicy. Pisnął cicho.
 — Idziemy na trening — Miauknęła pogodnie, szturchając go łapą w kierunku wyjścia z obozu. 

***

Przemarznięty pomimo wczesnej pory dnia Bławatek, nieudolnie stawiał łapki na śliskich od zamarzniętej wody konarach. Gwiazdnica zdecydowanie nie była odpowiedzialną mentorką. Uśmiechnął się gorzko na tą myśl. Zazwyczaj starał się myśleć pozytywnie, ale zima wyciągała z niego wszystko co najgorsze. W zamyśleniu nieuważnie postawił krok na uginającej się pod nim gałązce. Na tyle nieuważnie, że runął całą masą ciała w dół. Kocur spadł prosto na plecy, podrywając w okół siebie biały puch. Niefortunnie łapą uderzył o wystający nad śnieżną kołdrę korzeń dębu. Kocur wykrzywił pysk z bólu i pisnął cicho. Dopiero wtedy liliowa pointka zauważyła swojego ucznia.
 — Och! Bławatku! Nie ociągaj się i wstawaj! — krzyknęła mu do ucha.
Niebieskooki jedynie pokręcił głową.
 — Boli mnie łapa.
Gwiazdnica westchnęła.
 — W takim razie wracamy — mruknęła nie kryjąc smutku. W końcu był to jeden z nielicznych treningów na które chodził Bławatek. 

[264 słowa] 
[Przyznano 10%]

30 lipca 2023

Wiosenne Dolegliwości!

  Nadeszła Pora Nowych Liści, a z nią kolejne dolegliwości!
Dolegliwości odczuwają wymienione niżej koty z:

Klanu Burzy:

Iskierka - wybicie barku
Gradowa Łapa - biegunka
Powiew - zatrucie pokarmowe
Zięba - zwichnięcie ogona


Klanu Klifu:

Wyjący Wilczek - niestrawność
Listkowy Bałaganik - skręcenie tylnej łapy
Nieśmiały Podgrzybuś - szkło w łapie
Ciemniusie Futerko - ugryzienie przez szczura
Uroczy Księżycuś - skręcenie tylnej łapy


Klanu Nocy:

Kotewka - bezsenność
Zajęcza Troska - użądlenie
Drozdowe Futro - skręcenie przedniej łapy
Poranny Ferwor - kolec w łapie


Klanu Wilka:

Różany Step - kleszcz
Błękitny Ogień - skręcenie tylnej łapy
Brzask - ból zęba
Jaszczurzy Syk - przegrzanie


Owocowego Lasu:

Kamyczek - infekcja ucha
Plusk - zranienie łapy/ogona
Brzoskwinka - szkło w łapie
Ważka - gorączka


Samotnicy i Pieszczochy:

Świetlik - skręcenie przedniej łapy
Jafar - odwodnienie


Choroby kotów, które nie poszły ze swoimi dolegliwościami do medyka i nie zostały wyleczone, przechodzą w II lub III stadium. Dotyczy to kotów z :

Klanu Burzy:

Wszyscy wyleczeni :D


Klanu Klifu:

Promienista Łapa - biegunka > odwodnienie
Dzwonkowy Szmer - niestrawność > ból brzucha
Lisi Ognik - wybicie barku > sztywność kończyny
Świstakowa Łapa - skręcenie tylnej łapy > zwyrodnienie > sztywność stawu


Klanu Nocy:

Lecący Czas - gorączka > osłabienie i odwodnienie
Morelowa Łapa - wyczerpanie > zmęczenie
Szafirowy Blask - skręcenie tylnej łapy > zwyrodnienie
Błotnista Plama - kolec w łapie > infekcja
Jaskrowy Pył - użądlenie > infekcja > niemożność stawania na łapę



Klanu Wilka:

Sosnowa Igła - wybicie barku > sztywność kończyny
Jabłoniowy Sad - odwodnienie > omdlenia
Goryczkowy Korzeń - zwichnięcie ogona > zwyrodnienie > sztywność stawu




Owocowego Lasu:

Mrówka - ból głowy > osłabienie
Pasożyt - biały kaszel > zielony kaszel
Bławatek - wymioty > odwodnienie > omdlenia
Traszka - poparzenie części ciała w pożarze
Goździk - zwichnięcie ogona > zwyrodnienie > sztywność stawu



Samotnicy i Pieszczochy:

Szczekuszka - odmrożenie części ciała > brak czucia
Ryś - wybicie barku > zwyrodnienie > trudności z poruszaniem się



Koty z dolegliwościami powinny udać się do medyka wiosną.
W przypadku grywalnej postaci należy napisać opowiadanie skierowane do medyka w klanie (jeśli jest on grywalny) lub opisać samemu wizytę u niego. Objawy nie muszą wystąpić od razu po rozpoczęciu wiosny - mogą w połowie a nawet i pod koniec.
Jeśli kot zlekceważy dolegliwości (tzn nie zostaną wyleczone w danej porze roku), mogą się one zaostrzyć i/lub przemienić w gorsze i niebezpieczniejsze choroby.
WAŻNE! Osoby, które same wstawiają swoje opowiadania proszę o dodawanie pod opowiadaniami z leczeniem etykietkę "choroby".
UWAGA! Proszę, żeby pod opowiadaniami z leczeniem (szczególnie NPC!!!), były w liście wymienione imionami koty, które otrzymały kurację!

Od Wieczornej Łapy (Wieczornej Mary) CD. Chłodnego Omena

 Dlaczego jej własny ojciec myślał, że nawet odważyłaby się zaprzyjaźnić z jakimś zdrajcą? Trochę czuła się przez to urażona, nie miała pojęcia o tym jak małe zaufanie miał do niej Chłodny Omen. Naprawdę była już dojrzała a czuła się, jakby miała mu to przypominać na każdym kroku. Poza tym po co on nawet wspominał o jakichś znajomościach? Trzymała się jedynie z Sosnową Igłą dla rozrywki i gnębienia Tchórzliwego Kruka. Maksimum swojego czasu spędzała na samodoskonaleniu się a nie rozmawianiem z jakimiś dzbanami. Nikogo do niej nie garnęło, ona nie garnęła do nikogo i na tym koniec. 
- I tak się z nikim nie przyjaźnię, więc o to się nie martw.
- Dlaczego? Powinnaś poznawać koty i spędzać z nimi czas - mruknął, przyciągając ją do siebie łapą. To było dziwne jak na jej tatę, który wydawał się być nią rozczarowany na każdym kroku - No i... może zdobywać pierwsze zauroczenia?
- Zauroczenia?- prychnęła.- No chyba nie. Nie mam czasu na spędzenie czasu z innymi kotami. Są wyjątki, ale... Nie. Są ważniejsze rzeczy do roboty.
Naprawdę miałaby się lizać w wolnym czasie z jakimś kotem? Ktoś taki jak ona miałby się zniżyć do takiego poziomu? Chyba nie. Gdyby miała w tym jakiś interes to może, ale tak z własnej woli? I to jeszcze w kimś z jej klanu gdzie wszyscy tutaj potracili mózgi już w macicy? 
- Niby jakie? Szkolisz się tylko na wojownika. Później masz przecież czas na spotkania ze znajomymi.
- Z takim mentorem będę musiała się uczyć do nocy by cokolwiek zrozumieć! No i jak już mówiłam, nie mam znajomych, więc nici z tych całych spotkań.
Tak naprawdę nie było aż tak źle, racja, ćwiczyła dużo sama, lecz miała też czas na to by się zatrzymać w biegu dnia codziennego. Gdyby bardzo chciała, to mogłaby się umawiać na jakieś wyjścia z kolegami… Których nie miała.
- To czas by sobie jakichś znaleźć. I nie przesadzaj... Nauka nie jest wcale taka skomplikowana.
- Czas by znaleźć... Ta, prosto powiedzieć... Może ciebie wszyscy wokół lubią, skoro myślisz, że to takie łatwe... Z moim charakterem jest to dość trudne.
- Nie lubią, nie lubią. Zwłaszcza jak każe im się lać. - Rozciągnął się, przewracając na bok. - Mam kilku dobrych znajomych... Tyle mi starczy. Mało w jakim klanie wszyscy kogoś lubią, córeczko.
Uśmiechnęła się lekko. Tata był jakiś... Mniej obrażony. Kiedy ostatni raz powiedział do niej “córeczko”? Chyba wtedy, kiedy jeszcze była mała i nie zdążyła go zawieść. Może w końcu jej wybaczył głupoty? Byłoby fajnie, ponieważ miała już dość obserwowania jak każdy ma kija w dupie w kontakcie z nią.
- Masz rację. Nikt nie jest idealny.

<Chłód?>

Od Turkucia (Turkuciowego Skrzydła) CD. Nastroszonej Łapy (Nastroszonego Futra)

 *dawno temu*

Uśmiechnął się szeroko. Zabawy z Nastroszonym były o wiele lepsze od długiego siedzenia w żłobku. Tam nie dało się nic ciekawego robić. Mama jeszcze by była z niego niezadowolona, bo coś źle robił, a tego zbytnio nie chciał. Poza tym, Nastroszony był tysiąc razy ciekawszy niż Daliowy Pąk… On pokazywał mu różne ciekawe rzeczy, bez których na pewno by nie został wojownikiem. Ba, w ogóle by nie mógł się uważać za kota z honorem! To dzięki niemu odkrył jak być prawdziwym kocurem. 
- Jaką śmieszną minę zrobił!- zachichotał.
- Prawda. Była bardzo zabawna - przyznał mu rację, przez co był jeszcze w lepszym humorze. Potrafił już trochę myśleć jak jego idol!
- To teraz postrzelam trochę do kotów, a potem będę mógł pobić ją? Nasypię jej śniegu do mordy!- zaśmiał się, chwytając kolejną śnieżkę i celując w losowego wojownika. Nawet ich nie znał, ale patrzenie się na zdziwione koty, które dostają po łbie śnieżką, to było coś.
- Dobrze. Pozwolę ci na to. Przyda jej się takie orzeźwienie - zamruczał kocur, zaczynając wylizywać mokrą od śniegu łapę. Naprawdę nie rozumiał, czemu nie mógł już teraz być uczniem a Nastroszony jego mentorem… Codziennie by ciężko trenował przecież, więc co liderowi szkodziło już mu zrobić mianowanie? Cóż, musiał się pocieszyć zwykłymi zabawami. Jak jakaś katapulta trafiał w koty, do momentu kiedy śnieżka nie uderzyła w zastępcę. Rozdziawił pysk i schował się za Nastroszonym. Niestety jego plan, by uczeń robił za tarczę się niezbyt udał i kiedy podszedł Trzcinowa Sadzawka, szary się odsunął. Nie chciał siedzieć w żłobku przez kolejne kilka dni!
- Nie rzucajcie w koty śniegiem - powiedział tylko, mijając ich. Uf, całe szczęście, że nie kazał mu wracać do matki! Inaczej chyba by umarł z nudy. Zastępca ma chyba dużo spraw na głowie, więc dobrze, że nie zrobił im awantury, jeszcze by stracił czas… Chociaż kłótnię mógł teraz wywołać Nastroszony, który się zaczął na niego dziwnie patrzyć. No co, przecież niczego złego nie zrobił! No przecież nic takiego nie wyczynił!
- Uważaj trochę, mogłeś nas wkopać.
Położył po sobie uszy. Tak tak, dobre sobie! Po prostu strzelał śnieżkami, nikt nie powinien mieć o to pretensji! Był przecież tylko dzieckiem, racja?
- Prze-przepraszam, już nie będę w niego rzucać.
- Eh... Chodź do Paskudy - powiedział nagle, ku jego radości. Czyli mógł znowu kogoś pobić! Szkoda tylko, że znowu udawała, że uciekła.- Paskudo, wyjdź do nas. - zawołał szary.
- Paskudo, wyłaź!- krzyknął na nią, jednak kotka udawała, że jej nie było. Zasyczał wściekły. No co za gnida! Chciał zobaczyć jak kot reaguje na śnieg w buzi, a nie siedzieć tu i marznąć!
- Musimy ją wyciągnąć, chodź - westchnął uczeń wchodząc do środka i podchodząc do "śpiącej" - Paskudo, mówię coś do ciebie.
Kotka dalej leżała jak kamień, a oznaką, że żyje było lekkie poruszanie się klatki piersiowej i nerwowe drganie ogona. Z warknięciem uderzył ją w głowę, ale to nie podziałało. Czemu kociaki musiały mieć tak mało siły?! Gdyby miał trochę więcej mięśni, spuściłby jej taki łomot… Lubił przemoc i to nawet bardzo, dlatego nie mógł się doczekać tej rozrywki. Nastroszony wyciągnął kotkę z legowiska.
- Idź po śnieg - rozkazał mu, kładąc ją blisko białego puchu.
Wlepił wzrok w zaryczany pysk kotki i położył na chwilę na nim łapę. Mimo, że był młodszy, to był od niej potężniejszy! Powinna być zawstydzona tym faktem strasznie! Po chwili poszedł po śnieg i zgromadził kupkę obok kotki, którą znowu dopadła ta głupia trzęsawica.
- Dalej. Wpychaj go jej gdzie chcesz - zaśmiał się uczeń. Zachichotał i z agresją zmusił ją do otworzenia pyska. Wrzucił tam sporą ilość śniegu, a jej reakcja była... Wprost zabawna. Nagle zaczęła piszczeć i próbować pozbyć się śniegu, co niezbyt jej wychodziła. Ostatecznie skomląc zaczęła się wić, chcąc wrócić na posłanie. No jak to, tak szybko mieli kończyć? Całe szczęście Nastroszony nie miał zamiaru już sobie iść i mu pomógł. Przycisnął ją do ziemi, przez co jej ruchy już były trochę ograniczone.
- Paskudo, spokój. Bądź grzeczna, bo inaczej cię zleję.
Kotka zignorowała go i dalej się wyrywała. Korzystając z tego jak rozdziawiała paszczę, wepchał jej tam jeszcze więcej śniegu chichocząc i gapiąc się na wijącą się uczennicę. Może powinien wypróbować tą zabawę na siostrze? Z pewnością by jej się to spodobało. W końcu, to była świetna rozrywka. Nastroszony chyba też tak myślał, bo chichotał wraz z nim.
- Jedz, Paskudo, jedz - zachęcał kotkę.
Rozbawiony oblepił jej mordkę śniegiem, nie mogąc powstrzymać głośnego śmiechu. Można było sobie z nią robić to co się żywnie podoba, bez konsekwencji! To był dopiero czad!
- Patrz, wygląda jak szkarada! A jak się śnieg stopi to nie będzie widać różnicy bo i tak jest cała zapłakana!
- Prawda. Będę miał co lizać.
Ku jego zdziwieniu Nastroszony pocałował ją w policzek i zlizał śnieg ze łzami. Zaskoczony spojrzał na czyn kocura, ale jedyne co zrobił to znowu zaczął wpychać jej śnieg w mordę, słysząc jak ta dalej piszczy. Nie podobało mu się to, że się tak wyrywała... Powinna to lubić, przecież jej nie bili ani nic, a ta próbowała uciekać. Już nawet by mieć pewność, że ta gnida nie czmychnie nigdzie, szary się na niej położył i znowu pocałował.
- Nie bój się Paskudo. To fajna zabawa, doceń ją.
Trzepnął kotkę w pysk, by się nieco uspokoiła i dalej wpychał jej śnieg. Nigdy mu się to chyba nie znudzi, mógłby to robić dniami i nocami!
- Patrz jak się naje!

<Nastroszony?>

Od Stokrotki CD. Lew

Stokrotka patrzyła na dwie kotki z przerażeniem w oczach. Nie chciała nic zrobić Lew, nie chciała, aby coś się komuś stało. Myślała, że za to, że przewróciła jedną z rudych, będzie mieć karę, wymierzoną przez ich rodzinę. Po chwili strach zamienił się w zdziwienie, gdy kotki zaczęły mówić o jakiejś zabawie. Tłumaczyły zasady, które nie do końca podobały się Stokrotce. 
- Jak złamiesz tę zasadę to duchy z miejsca, gdzie brak gwiazd oderwą ci język... - powiedziała Lew i podeszła do Stokrotki, pokazując swoje małe ząbki.
- I sprawią, że przestaniesz widzieć - dodała siostra Lew, podchodząc z drugiej strony - A potem cię zabiorą do siebie. I będziesz jednym z duchów tułającym się na Martwym Szlaku. Więc lepiej się nas słuchaj, jeśli nie chcesz tak skończyć.
Stokrotka skuliła się i wysunęła kocięce pazurki. Nie chciała tak skończyć. W jej głowie pojawiło się bardzo dużo obrazów, przedstawiających jej śmierć. Starsze kotki patrzyły na nią, ze złowieszczym błyskiem w oczach. 
- A muszę się bawić..? - zapytała młodsza kotka, odsuwając się od rudych. 
- Oczywiście! Chyba nie chcesz by od razu Duchy z Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd po ciebie przyszły, prawda? - zapytała Lew. Stokrotka pokiwała szybko głową, przerażona perspektywą oderwanego języka, czy stracenia wzroku. Krzyknęła do Powiewu, że jednak nie chce się bawić i poszła za Lew i Iskierką. Usiadły obok ściany żłobka, bliżej ich legowiska. Zięby i Piaska chyba nie było, może to i lepiej? Kociak nie chciał, by znowu matka Lew i reszty jej rodzeństwa, zaczęła na nią krzyczeć. 
- Dobrze. Twoim pierwszym zadaniem będzie... - zaczęła Iskierka i rozejrzała się po żłobku. Zobaczyła kulkę mchu, należącą do jednego z rodzeństwa Stokrotki - Musisz przynieść tę kulkę mchu.
Liliowa pokiwała głową. "To nie jest takie trudne" - pomyślała i pobiegła do leżącej na ziemi kulki. Wzięła ją i wróciła do kotek. Położyła kulkę na ziemi i spojrzała za siebie, na braci. "Ta kulką należy chyba to Rumianka..." - przeszło jej przez myśl - "Później zrobię mu nową". Kolejnym zadaniem Stokrotki było zniszczenie budowli Szepta. Niechętnie zakradła się do budowli barta i zaczęła ją niszczyć. Gdy skończyła, pozostało z niej tylko kilka połamanych patyczków i listków. Szept zauważył to i zaczął krzyczeć na siostrę. Powiew natychmiast do niej podszedł i kazał przeprosić brata. Kopia Powiewu rzucała wyzwiskami i innymi niemiłymi słowami w stronę Stokrotki, a ona posłusznie przeprosiła i uciekła z powrotem do rudych kotek, które obserwowały całą sytuację z rozbawieniem. Później musiała rzucić w swojego tatę śnieżką, kolejnym zadaniem było wskoczenie w śnieg, a kolejnym wyzywanie pierwszego kota, który wjedzie do żłobka. I tak minął cały dzień, a zadnia były coraz gorsze.
- Co dziś w ciebie wstąpiło? Zniszczyłaś budowle brata, rzuciłaś w tatę śnieżką i zaczęłaś wyzywać mnie, gdy tylko przekroczyła próg żłobka! - mówiła Różana Przełęcz. Mama liliowej kotki zaczęła wygłaszać długą przemowę o tym, co jest złe, a co dobre. Opowiadała też, jak kończą złe koty. Różna Przełęcz powiedziała, że pomyśli nad karą dla kociaka, a na razie kazała mu iść. Stokrotka wykonała polecenie i poszła do Lew i Iskierki.
- Robi się późno, więc to ostatnie zadanie na dzisiaj - powiedziała Lew - Musisz wyjść w nocy ze żłobka i pokazać, że jesteś odważna! Wtedy będziesz mogła się z nami kumplować.
- Będę mogła się z wami kumplować? - zapytała nie wierząc w to co słyszy. Bardzo chciała zdobyć jakichś przyjaciół. Miała barci, ale to przecież bracia, to rodzina. 

***

Był środek nocy. Kotki podeszły do wyjścia ze żłobka. Stokrotka coraz bardziej się bała. Coś przecież może ją zaatakować w ciemnościach. Lecz nie mogła pokazać, że się boi. Drżąc, postawiła łapę na białym puchu. Nie chciała tego robić, to było dla niej zbyt straszne, ale teraz już nie mogła się poddać. Chciała mieć przyjaciół i cały czas pamiętała, co mogą zrobić z nią dychy, za niewykonanie zadania.
- No dalej, idź! - pospieszała Lew. Stokrotka zrobiła kolejny krok. Przełknęła głośno ślinę i wyszła ze żłobka. Stała sama na pustej polanie. Dookoła był tylko śnieg. 
- Musisz iść dalej! - krzyknęła Iskierka. Młodszy kociak przesunął się trochę do przodu. Obracała się na wszystkie strony, bojąc się, że zaraz coś na nią skoczy. Po chwili ciemne chmury zasłoniły księżyc i zaczął padać śnieg. Na początku był mały, lecz potem się rozkręcił. Śnieżynki były bardzo duże i zasłaniały widoczność. To był jeden z ostatnich opadów śniegu, ale i tak był dość silny.
- Mogę j..już wrócić? P...pokazałam, że jestem o...odważna! - krzyknęła przestraszona. Robiło się coraz zimniej, a ona bardzo chciała już zakończyć to zadanie.

<Lew?>

Od Diamenta

 Kociak kierował się w kierunku wysokiej, chudej kotki o białym futrze, zastanawiając się, czy ta się z nim pobawi. Jeśli dobrze pamiętał, miała na imię Sroka.
- Heeeej! - miauknął wesoło na przywitanie. Wiedział, że trzeba udawać kulturalnego i słodkiego kiciusia, żeby łatwiej przekonać dorosłe koty do zabawy. Jednak, gdy kocica przekręciła głowę i spojrzała na kocurka, zobaczył w jej żółtych oczach pogardę.
Ech. - pomyślał. - Pewnie tylko mi się wydawało. Na pewno będzie przyjaźnie nastawiona. - podbiegł do niej i uśmiechnął się.
- Cześć, Sroka! - pisnął wesoło. Gdy kotka nie odpowiedziała na przywitanie, kontynuował prowadzącą do zabawy rozmowę. - Co robisz? Coś ważnego? - w jej oczach pojawił się błysk zirytowania, ale tylko na chwilę, bo zaraz zamienił się w błysk złości, a pysk białej kocicy się skrzywił.
- Czego chcesz. - parsknęła nieprzyjemnym tonem, a wypowiedziane przez nią zdanie w ogóle nie zabrzmiało jak pytanie. I może nim nie było, ale Diament nie zauważył złości kotki i nie zwrócił uwagi na jej ton, więc grzecznie odpowiedział:
- Pobawić się! - miauknął zgodnie z prawdą i znowu się uśmiechnął. - Może zobaczymy, kto jest szybszy? Ze mną nie będzie tak łatwo, jak z innymi kociakami! - to także była prawda, bo Diament potrafił bardzo szybko biegać, jak na jego wiek. - Chociaż pewnie i tak mnie pokonasz, no bo masz dłuższe łapy. Ale ja też mam długie, jak na kociaka, prawda?
- Myślisz, że mi się chce bawić? - syknęła Sroka i mocno machnęła ogonem. - Idź do mamy, albo do rodzeństwa i daj mi nareszcie spokój. - kocurek otworzył pyszczek zdziwiony. Jeszcze nigdy nie spotkał się z tak nieprzyjemnym kotem! W dodatku ta kotka gardziła zabawą.
Ja już jej pokażę. - pomyślał i machnął gniewnie ogonem, zaczął myśleć, co jej powiedzieć, tak żeby nie mówić żadnych głupot. Przede wszystkim musiał obronić kwestię zabawek. I samego siebie.
- A co Ci się nie podoba w zabawkach? - miauknął grzecznie, ledwo powstrzymując się od niemiłych słów i przezwisk. - Albo w mojej obecności? Ja byłem miły, to ty zaczęłaś na mnie syczeć. Właściwie zachowywałaś się tak od samego początku!
- Zabawki są nudne i nie chce mi się nimi bawić. - warknęła Sroka. - A w twojej obecności co mi się nie podoba? Po prostu nie dajesz mi spokoju, za głośno chodzisz i oddychasz. A skoro jestem niemiła, to czemu nadal tu jesteś?
- Właściwie to nie wiem. - pisnął kociak roztrzęsionym tonem, odwrócił się i pobiegł do szopy. W jego oczkach pojawiły się łezki. Chciał się przytulić do mamy, do rodzeństwa i już nigdy więcej się nie zadawać z tą okropną kotką. Ona mówiła, że zabawki są nudne. Był zły, więc nie patrzył, jak biegnie i wpadł na coś. A dokładniej na kogoś. Zobaczył przed sobą kremowego, pręgowanego dziko kocura. Otworzył szerzej oczy, gdy zobaczył na jego ciele pomiędzy półdługą sierścią blizny. Jedna znajdowała się na łapie, druga na karku, a pozostałe dwie obok nosa i na prawym policzku.
- Hej, uważaj, jak chodzisz! - miauknął kocur przyjaznym tonem i uśmiechnął się delikatnie. Gdy zobaczył łzy w oczach kociaka, wyraz jego pyska stał się nieco bardziej troskliwy niż przedtem. - Wszystko w porządku? Coś się stało?
 - O-ona o-ob-obraża za-zabawki! - zaszlochał kocurek i mocno przytulił się do łapy kremowego kocura. - A za-zabawki są wspaniałe! Najlepsze na świecie!
- Już dobrze. Sroka taka jest. - uspokoił go. - Nazywam się Śmieć, a ty, jeśli się nie mylę, musisz być Diament. - kociak pokiwał głową i uspokoił się nieco. Wziął kilka głębokich wdechów i spytał:
- A ty się ze mną pobawisz? - pisnął cieniutkim głosem. - Mogę przynieść zabawki, jak chcesz.
- No dobrze, to chodź, wybierzesz jakąś zabawkę i się pobawimy.

***

Długo się bawili ulubioną zabawką Diamenta, ale potem kociak zaproponował wyścigi. Wiedział, że Śmieć prawdopodobnie go prześcignie, ale i tak warto było spróbować. Stanęli obok siebie. Mieli dobiec do Gniazda Dwunożnych i z powrotem. Kocurek naprężył wszystkie miejsce i zamachał energicznie ogonem, czekając na sygnał kocura.
- Start! - miauknął kremowy i pobiegł do gniazda. Kociak biegł tuż za nim, w końcu, gdy przyspieszył, wyprzedził Śmiecia. Nie domyślił się, że dorosły kocur daje mu wygrać, myślał, że to on jest taki szybki. Gdy dotarł do białego domu, ostro zakręcił, a spod jego łap poleciał kurz zmieszany z resztkami topniejącego śniegu. Rozpędził się i biegł coraz szybciej, a gdy przekroczył linię mety, uśmiechnął się z satysfakcją.
- Wygrałem! - pisnął zadowolony. Zaraz potem na metę wbiegł Śmieć, udając sapanie i dyszenie, na które Diament oczywiście się nabrał. 

Od Uroczego Księżycusia do Aksamitnej Gwiazdeczki

 Uroczy Księżycuś! Czy to brzmiało normalnie!? Aksamitna Gwiazdeczka postradała zmysły. Była jej córką. Musiała z tym coś zrobić. Jedynymi osobami, które wydawały się być tym zadowolone to jej matka i Liściasta Łapusia. Te imiona były tak absurdalne i okropne! Jak jej matka mogła zrobić coś takiego! Nagle pomyślała o następnym zgromadzeniu i zaczęła się martwić. Trzeba koniecznie coś z tym zrobić. Co pomyślą o nas inne klany? Wszyscy chodzili niezadowoleni. Kotka szczerze wątpiła, że Klan Gwiazdy przekazał jej taką wiadomość. Kilka kotów dzieliło się zdobyczą i o czymś dyskutowało. Uroczy Księżycuś weszła do kręgu. Wojownicy spojrzeli na nią z popłochem.
- Słyszałaś o czym rozmawialiśmy? - zapytał Lśniący Księżyc.
- Nie. A o czym? - zapytała.
- Możemy jej powiedzieć. Jest godna zaufania. - stwierdziła Północny Szlak.
- Jest córką Aksamitnej Gwiazdeczki. - syknął kocur.
- I moją byłą uczennicą. - Północny Szlak stanęła obok niej.
- Niech ci będzie. Planujemy bunt przeciwko tym imionom i zabawie w berka. Taki ruch oporu. - wyjaśnił jej.
- To zrozumiałe. Nikt nie chce tych okropnych imion. Uroczy Księżycuś? - zapytała z pogardą.
- Właśnie! Łaciata Mordeczka? - pochwyciła jej była mentorka.
- Porozmawiam z matką. - oznajmiła Uroczy Księżycuś i ruszyła ku legowisku liderki. Weszła do środka.
- Tak Uroczy Księżycusiu? - zapytała matka.
- Nazywam się Księżycowy Blask. Bardzo ładne wymyśliłaś nam imiona, ale dużo kotów nie chce ich mieć. Uroczy Księżycuś to imię dla kociaka, a nie dla wojownika. Co pomyślą o nas inne klany? Możesz wprowadzić tą zasadę dla kociąt, ale nie dla wojowników. Nie zdziwiłabym się gdyby niedługo wybuchł jakiś bunt. Musisz być ostrożniejsza. - syknęła. Oblicze matki spochmurniało.
- Ale te imiona dodają nam uroczości! Ostatnio tyle kotków umiera, przydałoby się trochę wesołości w zabawi w berka! - zawołała matka.
- Zachowujesz się jak dwuksiężycowe kocię! - warknęła na nią.
- Uroczy Księżycusiu, przestań. Chyba nie chcesz obrazić mamusi? - powiedziała miłym tonem, ale spojrzenie miała gniewne. To było ostrzeżenie.
- Nie. Nie chcę. - odpowiedziała.
- A więc dobrze. Po co przyszłaś? - zapytała. Księżycowy Blask postanowiła podejść do tego inaczej.
- A tak po prostu, żeby spędzić z tobą czas! - zawołała sztucznie miłym głosem. Może zaraz uda jej się przekonać Aksamitną Gwiazdeczkę, żeby zmieniła te głupie imiona na normalne. Potarła pyskiem o bok mamy. Może się trochę podlizuję? Nagle zamarła. Naprawdę, brakowało jej bliskości matki. Odkąd opuściła żłobek, Księżycowy Blask się na nią obraziła, że ta ją zostawiła. Więc tak trwały w olbrzymim przytulasie. Zaraz się zapyta o te imiona. Musiała to zrobić dla innych i też dla siebie.

<Aksamitna Gwiazdeczko?>

Od Gronostajowej Bryzy

 Kotka szła na patrol graniczny w kierunku terytorium Klanu Klifu. Wraz z nią szli Czajkowe Zaćmienie, Owcza Pierś i Długie Rzęsy. Szylkretowa wojowniczka z rozkazu prowadzącej patrol Czajkowe Zaćmienie, sprawdzała pewne miejsce na granicy. Na początku nic nie wyczuwała, ale wtedy do jej nosa dotarł świeży zapach Klanu Klifu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby ta woń była na swoim terytorium. Ale nie była, więc Gronostajowa Bryza zamierzała znaleźć intruza i wygonić go z terenów Klanu Burzy. Słowami lub siłą. Zapach się nasilał, gdy wojowniczka podążała za jego tropem. W końcu zobaczyła drobną, szarą kotkę. Końcówka długiego ogona, którym energicznie machała, była biała. Tak samo, jak drobne łapki, szyja, pierś i brzuch. Miała krótkie nogi, a na okrągłej główce znajdował się różowy nosek i małe uszy. Nie zauważyła Gronostajowej Bryzy, a nawet jeśli, to nie dawała tego po sobie poznać.
- Tralalalala. Ziółka wszystkie znam jaaaaa. - do uszu kotki dotarło ciche nucenie. Intruzka wydawała się być uczennicą lub młodą wojowniczką. Szylkretowa kotka zastąpiła jej drogę i spojrzała na nią z góry. Ta wlepiła w nią spojrzenie dużych, niebieskich oczu i przestała śpiewać.
- Hej! - miauknęła wojowniczka oskarżycielsko. - Kim jesteś i co robisz na terytorium Klanu Burzy. - to zabrzmiało bardziej, jak stwierdzenie, ale Gronostajowa Bryza nie przejmowała się tym. Jeśli młoda kotka użyje mózgu, powinna się domyślić, że to było pytanie.
- Ja, proszę pani? - miauknęła szaro biała kotka miłym głosem. Wyglądała na nieco zdziwioną. Obejrzała się za siebie na terytorium Klanu Klifu. Teraz była jeszcze bardziej zdumiona. - Oj… To ja jestem na terytorium Klanu Burzy?
- Tak. - miauknęła Gronostajowa Bryza, i podniosła dumnie głowę. Musiała pokazać, kto tu rządzi. - Ale ja tu zadaję pytania. Kim jesteś i co tutaj robisz? - powtórzyła wcześniej zadane pytanie, na które intruzka nie odpowiedziała.
- No dobrze. - zamruczała klifiaczka. W jej oczach było widać odrobinę strachu, ale więcej było skruchy i zdziwienia. - Nazywam się Liściasta Łapa. Jestem uczennicą z Klanu Klifu. Uczennicą medyczki. - dodała, a wojowniczka z Klanu Burzy westchnęła. No tak, przecież na początku śpiewała piosenkę o ziołach.
- Czyli jesteś medykiem i masz prawo przejść przez nasze terytorium? - upewniła się nieco zdezorientowana i rozczarowana. Chciała wygonić tą uczennicę i przy okazji porządnie ją zastraszyć.
- Nie, nie! - Liściasta Łapa energicznie pokręciła głową, machając przy tym ogonem. Gronostajowa Bryza ponownie westchnęła. Nie rozumiała tej kotki. - Proszę Panią, to nie tak! Kompletnie nie tak, Pani źle zrozumiała! Ja wcale nigdzie nie idę, żeby się spotkać z jakimś medykiem, ja tylko sprawdzałam, czy ziółka wyrastają…
- Na naszym terytorium!? - krzyknęła wojowniczka, jeżąc sierść na karku i odsłaniając zęby. Syknęła groźnie.
- Nie, nie! Na swoim terytorium, bo ja przez przypadek przekroczyłam granicę. Pani mnie źle zrozumiała! - miauknęła Liściasta Łapa, robiąc jeszcze większe oczy. Powoli zaczęła się wycofywać. - Pani musi mi wybaczyć. Ja naprawdę nie chciałam!
- No… Dobrze. - Gronostajowa Bryza spróbowała się uspokoić, a następnie przetrawiła słowa uczennicy. - Tylko następnym razem uważaj, proszę. Podczas wojny sprzymierzyliście się z Klanem Wilka, więc nie można powiedzieć, że jesteście naszymi sojusznikami. Mógł Ci się trafić ktoś bardziej agresywny. - pokiwała z powagą głową. Widziała, że uczennica bardzo uważnie ją słucha, a na jej pysku pojawił się mały uśmiech, gdy wojowniczka przyjęła jej przeprosiny.
- Dobrze, proszę panią! Będę uważała! - Liściasta Łapa gorliwie pokiwała głową i kontynuowała proszącym tonem. - I, proszę pani, bo ja już chyba muszę iść. Czereśniowa Gałązka kazała mi sprawdzić jeszcze kilka miejsc, gdzie mogą być ziółka i muszę się pospieszyć, żeby nie martwiła się, czemu tak długo nie wracam. Czereśniowa Gałązka to moja mentorka.
- Wiem, wiem - miauknęła Gronostajowa Bryza. - No dobrze, chodź, odprowadzę Cię. - robiła to po to, żeby upewnić się, czy uczennica na pewno wróci od razu na swoje terytorium. Mogło przecież coś ją zainteresować, na przykład jakieś zioła. Ale młoda kotka chyba się nie zorientowała, o co wojowniczce chodzi, bo uśmiech na jej pysku stał się jeszcze większy.
- Dziękuję!!! - miauknęła Liściasta Łapa radośnie, i o ile to możliwe, znowu uśmiechnęła się jeszcze bardziej. - Bardzo jest Pani miła! Już Panią lubię. Moja mentorka też jest miła i jej była mentorka też… Ale i tak mam w klanie dużo takich marudnych kotów. To jest nie do pomyślenia, jak można tylko marudzić i w ogóle się nie uśmiechać. Absurdalne!
- Tak, tak, prawda… - miauknęła Gronostajowa Bryza, chcąc uspokoić uczennicę, ale najwyraźniej coś jej nie wyszło. Liściasta Łapa mówiła przez całą drogę do granicy i potem równie długo się żegnała, mimo, że wojowniczka bardzo chciała już iść.