— Wierzbowy Brzegu?
Liliowa wzdrygnęła się na dźwięk głosu Deszczowego Futra. Nie zauważyła go, tępo wpatrywała się w drzewa i zamyśliła się na wiele uderzeń serca. Wpatrywała się w kocura, w jego błękitne oczy, dopóki nie ponowił pytania. Nerwowo polizała się w pierś.
— Tak, Deszczowe Futro?
— Proszę, mogłabyś zorganizować wieczorny patrol? Przejdź się po granicy z Klanem Burzy.
Dlaczego nie załatwił tego wcześniej? Kotce zabrakło odwagi na zadanie tego pytania, więc tylko kiwnęła głową, wciąż wpatrując się tępo w zastępcę.
— Dziękuje!
Nawet się nie obejrzała, a kocura już nie było. Jeszcze kilka sekund siedziała w bezruchu, po czym ruszyła powolnym krokiem w stronę rozmawiącej grupki kotów. Zdała sobie sprawę, że nie ma pojęcia kogo może wziąć, bo praktycznie nikogo nie znała.
W niewielkim skupisku kotów rozpoznała Oblodzoną Sadzawkę, Pstrągowy Pysk, Kączego Pląsa i Niedźwiedzią Łapę, przyglądającemu się rozmawiającym kotom. Wzięła głęboki oddech i głośno oznajmiła:
— Kaczy Pląsie, Pstrągowy Pysku i Niedźwiedzia Łapo, chcielibyście może przejść się na wieczory patrol?
Wojownicy spojrzeli na siebie i kiwnęli szybko głowami, przygładzając futra. Niedźwiedzia Łapa również energicznie kiwnął łebkiem i popędził do przodu, stojąc w tunelu.
Wkrótce patrol był gotowy, a niebo zabarwiło się na granatowy kolor. Srebrna Skóra błyszczała, tak samo przepięknie jak gwiazdy. Wierzbowy Brzeg wzięła głęboki oddech, czując zapachy lasu, rzeki i wieczornego powietrza. Szli marszem, a liliowa czujnie rozglądała się po bokach.
— Nie bądź taka spięta — prawie podskoczyła, cała zjeżona, słysząc cichy głos pręgowanej wojowniczki.
— Wystraszyłaś mnie.
— Zauważyłam.
Kotka parsknęła głośnym śmiechem. Wtedy popatrzyła się w górę. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, jak bardzo duża jest jej koleżanka z legowiska. Nigdy, przenigdy nie widziała tak olbrzymiego kota, a co dopiero kotki! Mogła przyrzec, że jest wielkości niedużego psa.
Kotki szły obok siebie, a Kaczy Pląs co jakiś czas odnawiał znaki graniczne. Wierzbowy Brzeg próbowała się rozluźnić, aczkolwiek wciąż miała oczy szeroko otwarte.
Ciężko było jej się przemóc, żeby cokolwiek do niej powiedzieć. Tak panicznie chciała podtrzymać rozmowę, że bała się, że powie coś głupiego. Szły w ciszy przez kolejne kilka minut, przerywanej rozmową kocura i ucznia z tyłu, rechotem żab i śpiewem nocnych ptaków.
Poczuła, jak mięśnie pręgowanej wojowniczki sztywnieją, a ona zaciska szczękę. Liliowa zatrzymała się, postawiła uszy i uważnie rozejrzała wokoło.
— Dlaczego stoimy? — Kaczy Pląs zapytał z tyłu.
— Och, nic się nie stało, tylko się zagapiłam. — odpowiedziała cicho Wierzbowy Brzeg, nie wiedząc nawet, czy wojownik ją usłyszał.
Cisza.
Poczuła się dziwnie, że oni tak otwarcie rozmawiają, a ona idzie z kocicą w milczeniu. Chciała zagaić, ale bała się, że kotka nie odpowie. Kolejne kilka minut minęło.
— Dlaczego jesteś cicho? — warknęła jej towarzyszka. — To mnie irytuje.
— Irytuje cię to, że jestem cicho?
— Tak. Dlaczego nie możemy porozmawiac normalnie, tak jak Niedźwiedzia Łapa i Kaczy Pląs?
Liliowa kotka rozmyślała nad jej słowami.
No właśnie, dlaczego nie rozmawiają? Faktycznie, to musiało trochę dziwnie wyglądać. Ale o czym mogłyby porozmawiać? Jaka jest twoja ulubiona zwierzyna? Banalne.
— Przestań tyle myśleć i zacznij działać. — warknęła Pstrągowy Pysk, wyprzedzając wojowniczkę.
Dlaczego muszę tyle myśleć?
Jak można się domyśleć, reszta patrolu dobiegła w ciszy. Nawet Kaczy Pląs przestał rozmawiać z Niedźwiedzią Łapą. Wrócili do obozu, kiedy panowała kompletna ciemność.
Tam, na środku obozu, czekał na Wierzbowy Brzeg Deszczowe Futro, chcąc, żeby zdała raport.
Pręgowana wojowniczka przepchnęła się przez ciernisty tunel, popychając liliową. Chcący czy niechcący?
— Witaj, Wierzbowy Brzegu. — Deszczowe Futro powitał wojowniczkę z uśmiechem na pysku. — Jak było na patrolu? Niedźwiedzia Łapa dobrze się sprawował?
No tak, przecież on był jego mentorem.
— Niedźwiedzia Łapa nie sprawiał żadnych kłopotów, zachowywał się jak najprawdziwszy wojownik. Jest cicho przy granicy, nic się nie działo.
— Dziękuje, Wierzbowy Brzegu.
Kocur powoli się oddalił w stronę stosu zwierzyny.
Wierzbowy Brzeg czuła się dziwnie ociężała i zmęczona. Nagle straciła apetyt i ruszyła pod paproć, aby wykonać wieczorną toaletę, aby potem pójść do legowiska i spokojnie zasnąć.
Już miała się umościć wygodnie w swoim legowisku, już zwijała się w kłębek, gdy poczuła czyiś oddech na swoim karku. Odwróciła głowę, aby potem ją podnieść, żeby spojrzeć na Pstrągowy Pysk.
Wyglądała jakby chciała coś powiedzieć.
<< Pstrągowy Pysku? >>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
29 czerwca 2019
Od Mokrej Blizny
Wracając z polowania, przechodziłem obok żłobka, z którego usłyszałem słowa Osiołka:
- Jutro zostanę uczniem!
Uśmiechnąłem się pod nosem, ściskając mocniej zające. Zaniosłem je na stos, wpadając na Kręciołka, który wybierał sobie z niego mysz.
- O, Zakręcone Ucho! - Przywitałem go. - Słyszałeś, że Osiołek ma jutro mianowanie?
- Huh? Tak, i Kucykowa Łapa dziś na wojownika. - Miauknął z lekkim uśmiechem.
Machnąłem ogonem, kiwając mu głową, po czym oddaliłem się.
Aż do południa leżałem na polance, wygrzewając się. Nie wzięto mnie na patrol, więc byłem, gdy Brzoskwiniowa Gwiazda zwołała koty na mianowanie. Widziałem, że stoi niedaleko niej Kucykowa Łapa, który nieco się stresował. Słońce chyliło się ku zachodowi, kiedy liderka zaczęła mówić.
- Ja, Brzoskwiniowa Gwiazda przywódczyni Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Kucykowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
- Przysiegam. - Kocykowa Łapa spoglądał na liderkę błyszczącymi oczami. On naprawdę dołączy dziś do wojowników!
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Kucykowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Kucykowy Ogon. Klan Gwiazdy cieni twoją dobroduszność i wytrwałość, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Burzy.
Kocur machnął ogonem, kiwając głową, a następnie przeniósł spojrzenie na koty.
- Kucykowy Ogon! Kucykowy Ogon! - Podszedłem do niego, by pogratulować.
- Gratulacje, Kucykowy Ogonie - Miauknąłem.
- Dziękuję, czeka mnie warta w nocy? - Zapytał, a ja przekrzywiłem głowę.
- Tak, takie są zasady. - Mruknąłem spokojnie.
Bury kocur pokiwał głową, po czym otoczyły go inne koty, chcące pogratulować i powitać na nowym stanowisku.
Tej nocy w legowisku wojowników zawitał nowy kot, przez to stało się nieco ciaśniej. Oczywiście tylko na chwilę, bo musiał pójść pilnować obozu w całkowitej ciszy.
- Jutro zostanę uczniem!
Uśmiechnąłem się pod nosem, ściskając mocniej zające. Zaniosłem je na stos, wpadając na Kręciołka, który wybierał sobie z niego mysz.
- O, Zakręcone Ucho! - Przywitałem go. - Słyszałeś, że Osiołek ma jutro mianowanie?
- Huh? Tak, i Kucykowa Łapa dziś na wojownika. - Miauknął z lekkim uśmiechem.
Machnąłem ogonem, kiwając mu głową, po czym oddaliłem się.
Aż do południa leżałem na polance, wygrzewając się. Nie wzięto mnie na patrol, więc byłem, gdy Brzoskwiniowa Gwiazda zwołała koty na mianowanie. Widziałem, że stoi niedaleko niej Kucykowa Łapa, który nieco się stresował. Słońce chyliło się ku zachodowi, kiedy liderka zaczęła mówić.
- Ja, Brzoskwiniowa Gwiazda przywódczyni Klanu Burzy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenował pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam go wam jako kolejnego wojownika. Kucykowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
- Przysiegam. - Kocykowa Łapa spoglądał na liderkę błyszczącymi oczami. On naprawdę dołączy dziś do wojowników!
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Kucykowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Kucykowy Ogon. Klan Gwiazdy cieni twoją dobroduszność i wytrwałość, oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Burzy.
Kocur machnął ogonem, kiwając głową, a następnie przeniósł spojrzenie na koty.
- Kucykowy Ogon! Kucykowy Ogon! - Podszedłem do niego, by pogratulować.
- Gratulacje, Kucykowy Ogonie - Miauknąłem.
- Dziękuję, czeka mnie warta w nocy? - Zapytał, a ja przekrzywiłem głowę.
- Tak, takie są zasady. - Mruknąłem spokojnie.
Bury kocur pokiwał głową, po czym otoczyły go inne koty, chcące pogratulować i powitać na nowym stanowisku.
Tej nocy w legowisku wojowników zawitał nowy kot, przez to stało się nieco ciaśniej. Oczywiście tylko na chwilę, bo musiał pójść pilnować obozu w całkowitej ciszy.
~•~
Następnego wschodu słońca, wraz z Kucykowym Ogonem i Pylistym Świtem wybrałem się na poranny patrol. Pytałem burego, czy nie jest zbyt zmęczony, jednak on bardzo chciał z nami iść.
Szliśmy w stronę terytorium Klanu Wilka, po drodze rozmawiając o ostatnich wydarzeniach. Dzisiaj Osiołek ma zostać uczniem, tak jak słyszałem.
- Wiecie kogo będzie miał na mentora? - Zapytał bury, jednak my pokręciliśmy głowami.
Wróciliśmy, Kucyk poszedł spać, dosłownie padł po całej nocy i patrolu.
W ciągu dnia wykonywałem obowiązki, by późnym południem móc uczestniczyć w mianowaniu Osiołka na ucznia. To dobrze, że nowy kotek będzie się uczył, być może w przyszłości zostanie świetnym wojownikiem.
Liderka zwołała koty, po czym zwróciła się do burego kocurka.
- Osiołku, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Ośla Łapa. Twoim mentorem będzie Brzozowy Szept. Mam nadzieję, że Brzozowy Szept przekaże ci całą swoją wiedzę.
Szliśmy w stronę terytorium Klanu Wilka, po drodze rozmawiając o ostatnich wydarzeniach. Dzisiaj Osiołek ma zostać uczniem, tak jak słyszałem.
- Wiecie kogo będzie miał na mentora? - Zapytał bury, jednak my pokręciliśmy głowami.
Wróciliśmy, Kucyk poszedł spać, dosłownie padł po całej nocy i patrolu.
W ciągu dnia wykonywałem obowiązki, by późnym południem móc uczestniczyć w mianowaniu Osiołka na ucznia. To dobrze, że nowy kotek będzie się uczył, być może w przyszłości zostanie świetnym wojownikiem.
Liderka zwołała koty, po czym zwróciła się do burego kocurka.
- Osiołku, ukończyłeś sześć księżyców i nadszedł czas, abyś został uczniem. Od tego dnia, aż do otrzymania imienia wojownika będziesz się nazywać Ośla Łapa. Twoim mentorem będzie Brzozowy Szept. Mam nadzieję, że Brzozowy Szept przekaże ci całą swoją wiedzę.
Następnie Brzoskwiniowa Gwiazda zwróciła się do Brzozowego Szeptu, kotka stała dumnie obok niej, czekając na jej słowa.
- Brzozowy Szepcie, jesteś gotowa do szkolenia własnego ucznia. Otrzymałaś od swojego mentora, Błękitnej Cętki doskonałe szkolenie. Będziesz mentorem Oślej Łapy, mam nadzieję że przekażesz mu swoją wiedzę. - Oznajmiła liderka, a kocica dotknęła nosem nosa Oślej Łapy, a wszyscy zebrani zaczęli wołać nowe imię uczniaka.
Poszedłem pogratulować kotce szkolenia ucznia, samemu myśląc o tym, czy sam kiedyś będę mógł kogoś szkolić.
Od Wilczej Łapy CD. Cienistej Łapy
Obrzuciłem ją naprawdę zaskoczonym spojrzeniem, a ja sam dziwnie poczułem się, gdy kotka przytuliła mnie. To uczucie było dobre. Ciepłe i przyjazne - nie umiałem dobrać odpowiednich słów. Chciałem teraz coś do niej powiedzieć, jednakże nie dziś i nie teraz. To tylko moja przyjaciółka. Już miałem się cofać, ale coś w środku zatrzymało mnie.
— Wyb-acz... Sam już niew-iem co właśnie zrobiłem... — nie chciałem wspominać o tym, że „nie kontrolowałem tego, co robiłem” — Ja n-nie chciałem cię zranić...
— Wy-bacz mi... — mruknąłem cicho przez łzy i dotknąłem ją noskiem. Nie wiem, czy w tym momencie byłem poważny, ale przynajmniej uczennica Drżącego Oddechu odwzajemniła to.
— Wybaczam ci — odpowiedziała Cienista Łapa. Powoli odeszliśmy do obozu. Nadal nie wiedziałem, co właśnie się stało, ale i w jak krótkim tempie odeszło. Chociaż to, co właśnie zrobiłem, nie było ani trochę mądre. Gdy byliśmy już w obozie, prowadziłem ją do legowiska medyka.
— Wilczy, nie muszę tam iść... Już mnie nie boli. — mruknęła pocieszająco klanowiczka, ale nadal ją tam prowadziłem.
— Musisz. Nie chcę byś jeszcze dostała jakiejś infekcji. — warknąłem i wprowadziłem ją do Burzowego Serca, zaś ja sam wskoczyłem na jedną z wystających skał i usiadłem, bijąc o kamienne podłoże ogonem. Miejmy nadzieję, że wyjdzie z tego cało. Może i mała rana, ale mogłem zrobić jej coś gorszego. Źle, że w ogóle pozwoliłem sobie na to! W dodatku te jej głupie „Nie rób niczego Niezapominajce”. Oczywiście, że jej zrobię! Moja zemsta nie dopełni się, gdy— Nie. Nie mogę mówić takich rzeczy. Niezapominajkowej Łapy tu nie ma. Nie sprawia kłopotów. Właściwie to dobrze, że jeszcze jej nie ma. Może poszła sobie do Klanu Klifu jako stały klient. Zauważyłem Świerkową Korę, która przywitała mnie wysoko postawionym ogonem. Ja zaś... odwzajemniłem to położonymi płasko uszami.
— Idziemy na trening, mam rację? To się śpieszmy — syknąłem, a mentorka otworzyła pyszczek, by coś powiedzieć, ale prędko zamknęła go. Zaprowadziła mnie do Północnego Zbocza.
— Znajdź i wypędź sforę psów — rozkazała mentorka.
— ŻE CO?! — warknąłem wystraszony, jednakże ona zaczęła się śmiać.
— Oj, to taki żart — mruknęła rozbawiona, jednakże ja prychnąłem nadal wkurzony.
— A więc, co mam robić? — spytałem, ale mentorka tylko powiedziała coś w stylu „Wykaż się umiejętnościami łowieckimi”. Phi! Może jeszcze wątpi w moją idealność? Obrzuciłem ją chłodnym wzrokiem i kiwnąłem głową. Gdy już wyczułem pierwszego zająca i miałem go łapać, poczułem, jak coś wskakuje mi na grzbiet.
— Sfora psów atakuje!! — wrzasnął rozchichotany nade mną głos. Gdy obróciłem się do przeciwnika, zauważyłem, że posiada czarną wymieszaną z białymi znaczeniami. Bardzo przypominała Cienistą Łapę. A może to nie była Cienista Łapa? Przecież tylko te zapchlone wilczaki mają najbliżej do domostwa dwunożnych oraz ich psinek!
— Wyb-acz... Sam już niew-iem co właśnie zrobiłem... — nie chciałem wspominać o tym, że „nie kontrolowałem tego, co robiłem” — Ja n-nie chciałem cię zranić...
— Wy-bacz mi... — mruknąłem cicho przez łzy i dotknąłem ją noskiem. Nie wiem, czy w tym momencie byłem poważny, ale przynajmniej uczennica Drżącego Oddechu odwzajemniła to.
— Wybaczam ci — odpowiedziała Cienista Łapa. Powoli odeszliśmy do obozu. Nadal nie wiedziałem, co właśnie się stało, ale i w jak krótkim tempie odeszło. Chociaż to, co właśnie zrobiłem, nie było ani trochę mądre. Gdy byliśmy już w obozie, prowadziłem ją do legowiska medyka.
— Wilczy, nie muszę tam iść... Już mnie nie boli. — mruknęła pocieszająco klanowiczka, ale nadal ją tam prowadziłem.
— Musisz. Nie chcę byś jeszcze dostała jakiejś infekcji. — warknąłem i wprowadziłem ją do Burzowego Serca, zaś ja sam wskoczyłem na jedną z wystających skał i usiadłem, bijąc o kamienne podłoże ogonem. Miejmy nadzieję, że wyjdzie z tego cało. Może i mała rana, ale mogłem zrobić jej coś gorszego. Źle, że w ogóle pozwoliłem sobie na to! W dodatku te jej głupie „Nie rób niczego Niezapominajce”. Oczywiście, że jej zrobię! Moja zemsta nie dopełni się, gdy— Nie. Nie mogę mówić takich rzeczy. Niezapominajkowej Łapy tu nie ma. Nie sprawia kłopotów. Właściwie to dobrze, że jeszcze jej nie ma. Może poszła sobie do Klanu Klifu jako stały klient. Zauważyłem Świerkową Korę, która przywitała mnie wysoko postawionym ogonem. Ja zaś... odwzajemniłem to położonymi płasko uszami.
— Idziemy na trening, mam rację? To się śpieszmy — syknąłem, a mentorka otworzyła pyszczek, by coś powiedzieć, ale prędko zamknęła go. Zaprowadziła mnie do Północnego Zbocza.
— Znajdź i wypędź sforę psów — rozkazała mentorka.
— ŻE CO?! — warknąłem wystraszony, jednakże ona zaczęła się śmiać.
— Oj, to taki żart — mruknęła rozbawiona, jednakże ja prychnąłem nadal wkurzony.
— A więc, co mam robić? — spytałem, ale mentorka tylko powiedziała coś w stylu „Wykaż się umiejętnościami łowieckimi”. Phi! Może jeszcze wątpi w moją idealność? Obrzuciłem ją chłodnym wzrokiem i kiwnąłem głową. Gdy już wyczułem pierwszego zająca i miałem go łapać, poczułem, jak coś wskakuje mi na grzbiet.
— Sfora psów atakuje!! — wrzasnął rozchichotany nade mną głos. Gdy obróciłem się do przeciwnika, zauważyłem, że posiada czarną wymieszaną z białymi znaczeniami. Bardzo przypominała Cienistą Łapę. A może to nie była Cienista Łapa? Przecież tylko te zapchlone wilczaki mają najbliżej do domostwa dwunożnych oraz ich psinek!
< Cień? Zgniottttt >
Od Łzawego Tańca
Nie spodziewała się, że poród aż tak ją wykończy. Cóż, pewnie byłoby znacznie lepiej, gdyby od razu skierowała się do Dryfującego Obłoka, ale jak dobrze wszystkim wiadomo, królowa unikała medyka, jak ognia. Teraz, okrywając młode długim ogonem, zażywała snu, którego tak bardzo było jej potrzeba. Z upływem wschodów słońca, kwart, a w końcu księżyców, jej złość na partnera znacznie zmalała, a żadna z jej pociech nie otrzymała imienia po Gołębiej Łapie, mimo że kocica nadal nie chciała rozmawiać z niebieskim. Gdy powoli rozchyliła oczy, zobaczyła, że niewielkie kuleczki, jakie z siebie wyrzuciła, nadal spały i uśmiechnęła się ciepło. U progu leżą królowych stał Bobrza Łapa, z płotką w pysku. Podszedł do starszej siostry i położył zdobycz u jej łap. Łezka zaśmiała się cicho.
– Jesteś kochany – mruknęła, posyłając mu czułe spojrzenie. Jej młodszy brat uśmiechnął się lekko, słysząc to. Od czasu śmierci Wydrzej Łapy był o wiele bardziej apatyczny, co Łezka doskonale rozumiała. Sama okropnie ubolewała nad jej stratą.
– Jak się czujesz? Słyszałem, że znowu stawiałaś opór przed Dryfującym Obłokiem. – Przy drugim zdaniu pokręcił z niedowierzeniem głową, na co Łzawa przewróciła oczami. Co oni wszyscy, durni? Przecież to oczywiste, że byle buc nie będzie odbierał porodu jej dzieci.
– I stawiałabym dalej, gdyby nie te urocze delikwentki. Ten kaczy mózg nie umie niczego zrobić porządnie – burknęła niewesoło, co wywołało westchnienie jej brata. Ani on, ani Wyderka nie wiedzieli, co tak naprawdę zaszło między Łzawym Tańcem, a Dryfującym Obłokiem, co najwyżej słyszeli, że ich siostra kiedyś się u niego uczyła. Wydra nawet raz zapytała Łzawej o jakieś zagadnienie medyczne, co bardzo zaabsorbowało cętkowaną. Od tego czasu temat pozostawał nienaruszony.
– Mogę je zobaczyć? – zapytał, a Łzawy Taniec pokiwała głową i odkryła maleństwa, wcześniej zakryte przez jej ogon. Dostrzegła, jak przez pysk niebieskiego kocura przepływa wzruszenie, jednak młodziak szybko je pohamował i tylko uśmiechnął się serdecznie. – Są śliczne – szepnął. Łezka pokiwała głową.
– Oczywiście, że tak. To w końcu moje dzieci, prawda? – stwierdziła wesoło, na co kocur się zaśmiał. – Poznaj Szopa i Światło – dodała, wskazując pyszczkiem na obie kotki. Bobrza Łapa pokiwał powoli głową, wciąż pozostawiając na pyszczku ten miły, radosny wyraz. Szopa i Światło. Światło i Szop. Jej dzieci. Jej i Horyzonta. Łezka poczuła wyrzuty sumienia, na myśl, że ten debil nie zna nawet ich imion. Nie rozmawiała z nim od czasów ich kłótni i czuła z tego tytułu pewien żal, jednak nie chciała dać za wygraną.
Ale przecież to wcale nie ona musiała mu powiedzieć, że się udało.
– Boberku, zrobiłbyś coś dla mnie? Ale to musi pozostać między nami – zaznaczyła, ściszając głos. Jej młodszy brat otworzył szeroko oczy ze zdziwienia, ale zaraz zapytał, czego to bura by chciała, a ta wyjaśniła mu, jak znaleźć i kim jest Horyzont. Prosiła tylko, aby przekazał temu "skończonemu idiocie" że Szop i Światełko są zdrowe i że zrobiła tak, jak chciał, nic więcej, bez odbioru. Kocur początkowo się zdziwił i zaczął zadawać pytania, na które ta skrupulatnie odpowiadała. W końcu, mimo wszystkim znanego lenistwa przystał na próbę młodej matki i wybył z obozu.
– Jesteś kochany – mruknęła, posyłając mu czułe spojrzenie. Jej młodszy brat uśmiechnął się lekko, słysząc to. Od czasu śmierci Wydrzej Łapy był o wiele bardziej apatyczny, co Łezka doskonale rozumiała. Sama okropnie ubolewała nad jej stratą.
– Jak się czujesz? Słyszałem, że znowu stawiałaś opór przed Dryfującym Obłokiem. – Przy drugim zdaniu pokręcił z niedowierzeniem głową, na co Łzawa przewróciła oczami. Co oni wszyscy, durni? Przecież to oczywiste, że byle buc nie będzie odbierał porodu jej dzieci.
– I stawiałabym dalej, gdyby nie te urocze delikwentki. Ten kaczy mózg nie umie niczego zrobić porządnie – burknęła niewesoło, co wywołało westchnienie jej brata. Ani on, ani Wyderka nie wiedzieli, co tak naprawdę zaszło między Łzawym Tańcem, a Dryfującym Obłokiem, co najwyżej słyszeli, że ich siostra kiedyś się u niego uczyła. Wydra nawet raz zapytała Łzawej o jakieś zagadnienie medyczne, co bardzo zaabsorbowało cętkowaną. Od tego czasu temat pozostawał nienaruszony.
– Mogę je zobaczyć? – zapytał, a Łzawy Taniec pokiwała głową i odkryła maleństwa, wcześniej zakryte przez jej ogon. Dostrzegła, jak przez pysk niebieskiego kocura przepływa wzruszenie, jednak młodziak szybko je pohamował i tylko uśmiechnął się serdecznie. – Są śliczne – szepnął. Łezka pokiwała głową.
– Oczywiście, że tak. To w końcu moje dzieci, prawda? – stwierdziła wesoło, na co kocur się zaśmiał. – Poznaj Szopa i Światło – dodała, wskazując pyszczkiem na obie kotki. Bobrza Łapa pokiwał powoli głową, wciąż pozostawiając na pyszczku ten miły, radosny wyraz. Szopa i Światło. Światło i Szop. Jej dzieci. Jej i Horyzonta. Łezka poczuła wyrzuty sumienia, na myśl, że ten debil nie zna nawet ich imion. Nie rozmawiała z nim od czasów ich kłótni i czuła z tego tytułu pewien żal, jednak nie chciała dać za wygraną.
Ale przecież to wcale nie ona musiała mu powiedzieć, że się udało.
– Boberku, zrobiłbyś coś dla mnie? Ale to musi pozostać między nami – zaznaczyła, ściszając głos. Jej młodszy brat otworzył szeroko oczy ze zdziwienia, ale zaraz zapytał, czego to bura by chciała, a ta wyjaśniła mu, jak znaleźć i kim jest Horyzont. Prosiła tylko, aby przekazał temu "skończonemu idiocie" że Szop i Światełko są zdrowe i że zrobiła tak, jak chciał, nic więcej, bez odbioru. Kocur początkowo się zdziwił i zaczął zadawać pytania, na które ta skrupulatnie odpowiadała. W końcu, mimo wszystkim znanego lenistwa przystał na próbę młodej matki i wybył z obozu.
~*~
Niedługo tym w jej nowym legowisku pojawiła się Rybi Ogon, przystając trochę od leża Łzy, która otworzyła szeroko pyszczek ze zdziwienia na jej widok. Poitka uśmiechnęła się, trochę niepewnie, widząc reakcję swojej dawnej uczennicy.
– Powinnyśmy porozmawiać, prawda? Już dawno.
Vanka poczuła, jak napływa do niej stres. Przecież mentorka była na nią zła! Czy chciała jej powiedzieć, jak bardzo jej nie znosi? Jak Łezka zepsuła jej trening z Szakłakiem, swoją zazdrością i zaborczością?
– J-jasne. Ch-Chodź. – Ze zdumieniem usłyszała, że się jąka i pokręciła głową z irytacją. Do cholery, kim ona niby jest, Oszronionym Płatkiem?
– Wiem, że mogłaś poczuć się odrzucona, kiedy dostałam Szakłaka, ale... Zawsze będziesz dla mnie ważna, wiesz o tym? Jesteś moją przyjaciółką, nie tylko uczennicą, głuptasie. Nie musisz z nikim rywalizować.
Łezka ponownie otworzyła szeroko pyszczek. Nie nienawidzi jej? Ale dlaczego się do siebie nie odzywały? Czemu to wszystko było takie dziwne?
– Przepraszam – mruknęła buraska, spuszczając wzrok – byłam okropna, prawda?
Rybi Ogon zachichotała.
– Byłaś. Ale zostawmy to, dobrze? Ciocia Rybka chce poznać twoje urocze kocięta!
Łezka zaśmiała się, słysząc, jak kocica nazywa się "Ciocią Rybką". Z radością pokazała jej maluchy, a potem spędziły długi czas na rozmowie. Gdy kotka wyszła, Łzawy Taniec spojrzała na swoje latorośle.
– Wszyscy chcą was zobaczyć, zauważyłyście? Jesteście takie piękne i urocze. Mamusia już nie może się doczekać, aby was lepiej poznać – szepnęła czule, uśmiechając się. Jej serce wręcz rosło na widok tych drobnych i nieporadnych kluseczek. Wiedziała, że zrobi wszystko, aby były szczęśliwe.
– Powinnyśmy porozmawiać, prawda? Już dawno.
Vanka poczuła, jak napływa do niej stres. Przecież mentorka była na nią zła! Czy chciała jej powiedzieć, jak bardzo jej nie znosi? Jak Łezka zepsuła jej trening z Szakłakiem, swoją zazdrością i zaborczością?
– J-jasne. Ch-Chodź. – Ze zdumieniem usłyszała, że się jąka i pokręciła głową z irytacją. Do cholery, kim ona niby jest, Oszronionym Płatkiem?
– Wiem, że mogłaś poczuć się odrzucona, kiedy dostałam Szakłaka, ale... Zawsze będziesz dla mnie ważna, wiesz o tym? Jesteś moją przyjaciółką, nie tylko uczennicą, głuptasie. Nie musisz z nikim rywalizować.
Łezka ponownie otworzyła szeroko pyszczek. Nie nienawidzi jej? Ale dlaczego się do siebie nie odzywały? Czemu to wszystko było takie dziwne?
– Przepraszam – mruknęła buraska, spuszczając wzrok – byłam okropna, prawda?
Rybi Ogon zachichotała.
– Byłaś. Ale zostawmy to, dobrze? Ciocia Rybka chce poznać twoje urocze kocięta!
Łezka zaśmiała się, słysząc, jak kocica nazywa się "Ciocią Rybką". Z radością pokazała jej maluchy, a potem spędziły długi czas na rozmowie. Gdy kotka wyszła, Łzawy Taniec spojrzała na swoje latorośle.
– Wszyscy chcą was zobaczyć, zauważyłyście? Jesteście takie piękne i urocze. Mamusia już nie może się doczekać, aby was lepiej poznać – szepnęła czule, uśmiechając się. Jej serce wręcz rosło na widok tych drobnych i nieporadnych kluseczek. Wiedziała, że zrobi wszystko, aby były szczęśliwe.
< Światło? Szop? >
Od Zlepionej Łapy C.D Koziej Łapy
Zlepek w panice przyglądał się przyjacielowi. Co mu się dzieje? Czy on umiera? Czy liliowy może mu jakoś pomóc? Czemu kocur mu tak długo nie odpowiada? Przecież minęły już trzy, może cztery uderzenia serca, a on milczy! Zlepek miał już te około dziesięciu księżyców, zabił też parę zwierząt na swoich treningach, ale w tym momencie jakby zupełnie zapomniał, jak wygląda śmierć i był przerażony, że Kozia Łapa już z teraz umarł.
– Sokole Skrzydło! – zawołał panicznie uczeń, nawet nie zwracając uwagi na to, iż tym razem się nie zająknął. Niebieski zaraz pojawił się obok i przyjrzał się liliowemu, po czym uśmiechnął się lekko.
– Nic mu nie będzie, Zlepiona Łapo. – Przyjaźnie poklepał syna Księżycowego Pyłu po głowie. – Jest osłabiony i nic w tym dziwnego. Podam mu coś na odporność, a ty może idź się przejdź. Twoja panika mu teraz nie pomoże.
Zielone oczy kocura wbiły się w podłoże, kiedy doszedł do niego sens słów asystenta medyka. Miał rację. Będzie lepiej, jeśli kocur sobie pójdzie. Spuścił ogon i powoli pokiwał głową, po czym wstał.
– Trzymaj się, Kozia Łapo – rzucił jeszcze, nim opuścił leżę medyka. Jego przyjaciel potrzebował teraz spokoju, a nie paniki, jaką ten niewielki kocur siał z każdym oddechem. Odwiedzi go, jak się uspokoi.
– Sokole Skrzydło! – zawołał panicznie uczeń, nawet nie zwracając uwagi na to, iż tym razem się nie zająknął. Niebieski zaraz pojawił się obok i przyjrzał się liliowemu, po czym uśmiechnął się lekko.
– Nic mu nie będzie, Zlepiona Łapo. – Przyjaźnie poklepał syna Księżycowego Pyłu po głowie. – Jest osłabiony i nic w tym dziwnego. Podam mu coś na odporność, a ty może idź się przejdź. Twoja panika mu teraz nie pomoże.
Zielone oczy kocura wbiły się w podłoże, kiedy doszedł do niego sens słów asystenta medyka. Miał rację. Będzie lepiej, jeśli kocur sobie pójdzie. Spuścił ogon i powoli pokiwał głową, po czym wstał.
– Trzymaj się, Kozia Łapo – rzucił jeszcze, nim opuścił leżę medyka. Jego przyjaciel potrzebował teraz spokoju, a nie paniki, jaką ten niewielki kocur siał z każdym oddechem. Odwiedzi go, jak się uspokoi.
~*~
Ten Kozia Łapa miał po prostu talent do pakowania się w kłopoty. Dobrze, może i liliowy też miał tendencję często odwiedzać medyków, ale jego wizyty trwały zazwyczaj tylko chwilę, a potem wracał do szarej codzienności. Syn Głuszczowej Łapy, natomiast? Który to już raz dorobił się poważniejszej kontuzji? Liliowy łebek z białą plamką na nosku wsunął się do leżą medyków i rozejrzał po nim. Na szczęście, jego przyjaciel nie spał, ani nie było w jego pobliżu nikogo innego, więc Zlepek mógł mu potruć dupę.
No dobrze, nie oszukujmy się, nie zamierzał truć mu dupy, tylko porozmawiać. Ostatnio brakowało mu kocura.
– Ko-Kozia Łapo? Cześć. N-nie przeszkadzam? – zapytał, podchodząc trochę bliżej i uśmiechając się przyjaźnie.
No dobrze, nie oszukujmy się, nie zamierzał truć mu dupy, tylko porozmawiać. Ostatnio brakowało mu kocura.
– Ko-Kozia Łapo? Cześć. N-nie przeszkadzam? – zapytał, podchodząc trochę bliżej i uśmiechając się przyjaźnie.
<Kózko? Wybacz panie, że króciutko>
28 czerwca 2019
Od Cienistej Łapy CD. Wilczej Łapy
Cień nie spodziewała się tego, co właśnie dowiedziała się od kocurka. Niezapominajka takie rzeczy robiła? Może to nie było coś, co miało siać globalne zniszczenie, ale jednak postawiła się w sytuacji Wilka. Zrobiłaby to samo, chciałaby się zemścić... Ale nie tak długi czas. Kocurek żywił nienawiść do Niezapominajki już bardzo długo. Jak on z tym żyje? No chyba przecież właśnie dlatego chce się zemścić. Kotka nie wiedziała, co odpowiedzieć, ale w końcu wysiliła się i spojrzała na niebieskiego.
- Rozumiem... Też bym tak postąpiła - spuściła głowę - jednakże wiesz... Może to oklepane, a może nie ale nienawiść jest jak trucizna, którą pijesz i masz nadzieję, że zatruje się osoba, której źle życzysz... - nastała cisza. Nikt jej nie przerywał, co doprowadzało ciemną do lekkiego szału, więc zlitowała się nad sobą.
- Wiem, jak się czujesz, ale proszę, nie rób nic Niezapominajce, w końcu to jest też kot z naszego klanu i jest po to, by go chronić i za niego walczyć, jak my... - położyła łapę na jego łapie i spojrzała nań. Kocurek obrzucił ją zimnym spojrzeniem i zabrał swoją łapę spod kotki.
- Nic nie rozumiesz! Ona mnie upokarzała przed innymi kotami! Myślisz, że to fajne?
- Nie... - skuliła uszy - ale myślę, że obydwoje nie powinniście chcieć siebie nawzajem wyeliminować. Drżący Oddech powiedziałaby, że to głupie - zamilkła i pogrążyła się w myślach. Często myślała o swojej mentorce. Mimo wszystko Cienistej Łapie jej brakowało, ale ta w końcu była na nią strasznie wkurzona, więc uczennica nie zamierzała na razie jej podpadać.
Widząc zmieszany pyszczek kocurka, wróciła na ziemię.
- Nie interesuje mnie, co ona ma do powiedzenia. Akurat ona interesuje mnie w tej kwestii najmniej - rzucił, odwracając głowę od kotki.
- Jak wolisz... Ja ci tylko mówię, a zrobisz, jak uważasz - ułożyła się do spania, dając tym sygnał Wilkowi, że rozmowa skończona i po niedługim czasie zasnęła.
Cień patrzyła przerażona na przyjaciela. Po chwili spojrzała na ziemię, przez co zobaczyła, że z jej policzka kapie krew. Mało ją to interesowało, słysząc słowa kocurka. Jak to nie mogą się przyjaźnić? Czy on oszalał?
Odruchowo podeszła do niebieskiego, a on wydawał się jeszcze bardziej przerażony od niej i stał, jakby zaraz miał uciec z miejsca zdarzenia.
- N-nic się przecież nie stało! - uniosła głos, bo buzowały w niej emocje i te negatywne i pozytywne do kocurka, które to zatrzymywały ją przy nim - to tylko mała rana i chcesz pozwolić jej na to, by zniszczyła naszą przyjaźń?
- Nie nadaję się n-na przyja-jaciela - przez łzy wydukał kocurek, a jej serduszko prawie pękło. Nie bolała jej już ta rana, ale w środku coś pękło i to ją bolało o wiele bardziej. Gdy tylko widziała łzy w oczach Wilka, sama powstrzymywała się od płaczu. Podeszła do kocurka i zrobiła coś, czego nigdy nie wykonała na nim, ale to był impuls. Przytuliła go i owinęła swoim ogonem.
- Ależ nadajesz się bardziej niż jakikolwiek inny kocur! Wiesz... - nie była pewna czy zwierzać się niebieskiemu, ale teraz walczyła o ich przyjaźń, a to było tego warte - nigdy nie sądziłam, że polubię jakiegoś kocura. Mój ojciec zostawił moją matkę, jak byłam mała, a ta w akcie desperacji zrobiła to samo dla niego... Przez to zginął mój brat - w jej oczach pojawiły się pierwsze łzy - a potem zaginęła moja siostra i nawet nie wiem, czy żyje... Więc wiesz, nie chciałam skończyć jak mama i polubić w żaden sposób jakiegoś kota płci męskiej, ale ty... Ty jesteś inny i żadnego kocura w klanie tak nie lubię, więc nadajesz się i gdybyś teraz mnie zostawił - zaczęła bardziej płakać, przez co oddaliła się od kocurka - to nie dałabym rady, jak jeszcze nie ma Niezapominajki... Tylko was i Świetlisty Potok mam w tym klanie tak naprawdę, ale to nie to samo... - nie wiedziała, dlaczego wspomniała o wojowniczce, w końcu ta przyprowadziła ją do klanu, gdy Cień była na granicy życia i śmierci. Zawdzięcza jej swoje życie i czuje niejaką więź z tą kotką.
Skończyła swoją przemowę i otarła łzy, patrząc na Wilka i przysłuchując się, co ma do powiedzenia.
- Rozumiem... Też bym tak postąpiła - spuściła głowę - jednakże wiesz... Może to oklepane, a może nie ale nienawiść jest jak trucizna, którą pijesz i masz nadzieję, że zatruje się osoba, której źle życzysz... - nastała cisza. Nikt jej nie przerywał, co doprowadzało ciemną do lekkiego szału, więc zlitowała się nad sobą.
- Wiem, jak się czujesz, ale proszę, nie rób nic Niezapominajce, w końcu to jest też kot z naszego klanu i jest po to, by go chronić i za niego walczyć, jak my... - położyła łapę na jego łapie i spojrzała nań. Kocurek obrzucił ją zimnym spojrzeniem i zabrał swoją łapę spod kotki.
- Nic nie rozumiesz! Ona mnie upokarzała przed innymi kotami! Myślisz, że to fajne?
- Nie... - skuliła uszy - ale myślę, że obydwoje nie powinniście chcieć siebie nawzajem wyeliminować. Drżący Oddech powiedziałaby, że to głupie - zamilkła i pogrążyła się w myślach. Często myślała o swojej mentorce. Mimo wszystko Cienistej Łapie jej brakowało, ale ta w końcu była na nią strasznie wkurzona, więc uczennica nie zamierzała na razie jej podpadać.
Widząc zmieszany pyszczek kocurka, wróciła na ziemię.
- Nie interesuje mnie, co ona ma do powiedzenia. Akurat ona interesuje mnie w tej kwestii najmniej - rzucił, odwracając głowę od kotki.
- Jak wolisz... Ja ci tylko mówię, a zrobisz, jak uważasz - ułożyła się do spania, dając tym sygnał Wilkowi, że rozmowa skończona i po niedługim czasie zasnęła.
~*~
Cień patrzyła przerażona na przyjaciela. Po chwili spojrzała na ziemię, przez co zobaczyła, że z jej policzka kapie krew. Mało ją to interesowało, słysząc słowa kocurka. Jak to nie mogą się przyjaźnić? Czy on oszalał?
Odruchowo podeszła do niebieskiego, a on wydawał się jeszcze bardziej przerażony od niej i stał, jakby zaraz miał uciec z miejsca zdarzenia.
- N-nic się przecież nie stało! - uniosła głos, bo buzowały w niej emocje i te negatywne i pozytywne do kocurka, które to zatrzymywały ją przy nim - to tylko mała rana i chcesz pozwolić jej na to, by zniszczyła naszą przyjaźń?
- Nie nadaję się n-na przyja-jaciela - przez łzy wydukał kocurek, a jej serduszko prawie pękło. Nie bolała jej już ta rana, ale w środku coś pękło i to ją bolało o wiele bardziej. Gdy tylko widziała łzy w oczach Wilka, sama powstrzymywała się od płaczu. Podeszła do kocurka i zrobiła coś, czego nigdy nie wykonała na nim, ale to był impuls. Przytuliła go i owinęła swoim ogonem.
- Ależ nadajesz się bardziej niż jakikolwiek inny kocur! Wiesz... - nie była pewna czy zwierzać się niebieskiemu, ale teraz walczyła o ich przyjaźń, a to było tego warte - nigdy nie sądziłam, że polubię jakiegoś kocura. Mój ojciec zostawił moją matkę, jak byłam mała, a ta w akcie desperacji zrobiła to samo dla niego... Przez to zginął mój brat - w jej oczach pojawiły się pierwsze łzy - a potem zaginęła moja siostra i nawet nie wiem, czy żyje... Więc wiesz, nie chciałam skończyć jak mama i polubić w żaden sposób jakiegoś kota płci męskiej, ale ty... Ty jesteś inny i żadnego kocura w klanie tak nie lubię, więc nadajesz się i gdybyś teraz mnie zostawił - zaczęła bardziej płakać, przez co oddaliła się od kocurka - to nie dałabym rady, jak jeszcze nie ma Niezapominajki... Tylko was i Świetlisty Potok mam w tym klanie tak naprawdę, ale to nie to samo... - nie wiedziała, dlaczego wspomniała o wojowniczce, w końcu ta przyprowadziła ją do klanu, gdy Cień była na granicy życia i śmierci. Zawdzięcza jej swoje życie i czuje niejaką więź z tą kotką.
Skończyła swoją przemowę i otarła łzy, patrząc na Wilka i przysłuchując się, co ma do powiedzenia.
<Wilk? Trochę smutno, ale nie miałam innego pomysłu.>
Od Jemioły CD. Pstrągowego Pyska
Wiele kotów mówiło jej jeszcze więcej wersji tej samej opowieści. O krwiożerczych kotach, zamieszkujących lasy, gotowych rozszarpać takich jak ona, takich jak tych, których znała i dzieliła z nimi podwórko. Mimo wszystko jednak Jemioła spokojnie stała przed dwiema, większymi od niej kotkami, uśmiechając się pogodnie, tak jak miała w zwyczaju. Jakby chciały ją zabić, zrobiłyby to już w momencie jak do nich podbiegła. Nie zrobiły tego, więc może nie są takie złe? W każdym razie dostała kilka wskazówek od Puszki, a jedną z nich była właśnie ta o przedstawieniu się imieniem, obowiązującym jakkolwiek w kanonie nazewnictwa owych dzikich kotów. Jak widać, tyle nie wystarczy, by napotkane nieznajome udzieliły jej pomocy.
— W Klanie Nocy żyje bardzo dużo kotów — warknęła Pstrągowy Pysk, otrząsnąwszy się ze zdumienia. Teraz była nie tyle, co zdezorientowana, co zirytowana. — A pomóc możemy ci najwyżej w wylądowaniu na Drodze Grzmotu. Mamy wystarczająco dużo problemów bez otyłych pieszczochów kręcących się nam po terenach i kradnących zwierzynę.
Koteczka zamrugała i uśmiechnęła się delikatnie, jakby w ogóle nie dotarły do niej te słowa.
— Na Drodze Grzmotu byłam całkiem niedawno kochanie, naprawdę nie chciałabym tam wrócić — miauknęła i nieznacznie poruszyła ogonem, odwracając się za siebie, niezbyt łapiąc aluzje co do pozbycia się jej. — Nie kradłam żadnej zwierzyny, naprawdę! Jestem tu dosłownie od kilku chwil. Nie mogłabym was okraść, to nieładne! — gdy mówiła, klepnęła na zadku, wpatrując się to w Pstrągowy Pysk, to znów na Wronią Łapę, po czym westchnęła i z wyrazem zdezorientowania opuściła łebek. — Zgubiłam się, nie wiem jak wrócić do domu. Naprawdę obiecuje, że nie będę sprawiać problemów kwiatuszki! Mogę jeść minimalne porcje, to nie problem!
Obiecała, spoglądając już bardziej błagalnie na burą kotkę w ciemniejsze cętki, bo to właśnie z nią dane było jej rozmawiać. Wronia Łapa jak była zdezorientowana, tak siedziała cicho, dając swojej mentorce nikły zaszczyt użerania się z Jemiołą. Zerkała co jakiś czas to na srebrzystą, byłą pieszczoszkę, a to na Pstrągowy Pysk. Niebieskooka natomiast, obserwowała obie kotki w nadziei, że udzielą jej pomocy, o którą prosiła. Nie było to wcale tak wiele. Jedynie chciała na jakiś czas uzyskać schronienie i potem poprosić o pomoc w odnalezieniu drogi do domu. Tyle! Potem jej już nie zobaczą nigdy na oczy oj nie. I tak już na bardzo długo zostawiła swoją mamę i rodzeństwo, naiwnie podążając za samotnikiem, który to ją pozostawił na łaskę owiec. Uszy koteczki uniosły się, kiedy dosłyszała słowa z pyska Pstrąg. Gwiezdni? Cóż to takiego? Czy to...te cale martwe koty, o których mówił Bratek i dziwny samotnik? Koteczka uniosła głowę do góry, chwile się rozglądając, jakby również chciała dostrzec owych Gwiezdnych. Po co kotka miałaby unosić łeb, gdyby nie po to, by coś ujrzeć? Niestety, nic oprócz koron drzew i skrawka nieba, córka pieszczoszki nie dojrzała, ale za to otrzymała dość dosadny sygnał, by ruszyła się z miejsca. Jaki? Została trzepnięta w grzbiet, i to nie tak delikatnie, przyjaźnie jak to czasem robiło się za kociaka - a tak mocno! Demonstrowanie siły w ten sposób było co najmniej zbędne. Wojowniczka mogła poprosić, Jemioła nie sprzeciwiłaby się. Nawet nie zdążyła podziękować za udzieloną łaskę pomocy, a już ją popędzają?
— I po co ta przemoc słoneczko? Wystarczyło poprosić, już idę idę — zaśmiała się i obdarowała większą z kotek przyjaznym spojrzeniem. Teraz nie bolały ją tylko łapy, a i grzbiet! Ile ta ma krzepy...oby nie spodobało jej się to popędzanie, bo nim dojdą tam, gdzie mają iść, to koteczka będzie już cała poobijana i na pewno do domu nie wróci!
— Idziemy z nią do obozu? — zapytała Wronia łapa, jakby dopiero teraz się obudziła. Poruszyła uszami i skinęła lekko głową, by po chwili ruszyć i narzucić dość szybkie tempo. A przynajmniej takie było dla tęgiej w swych gabarytach koteczki, która bez większych sprzeciwów ruszyła u boku kotów, będących jej ostatnią nadzieją.
Szła, trzęsąc się z przerażenia i zimna. Nie spodziewała się tego, co nadeszło, kiedy była tak blisko celu. Pstrągowy Pysk i Wronia Łapa bez problemu, gładko i zgrabnie przeszły po dziwnych kamieniach, jednak Jemiole poszło to...gorzej. Przy przedostatnim głazie, poślizgnęła się i z przerażonym piśnięciem runęła prosto w lodowatą paszczę wody. Młociła w niej łapami, przerażona i zdezorientowana. Prawie zniknęła pod powierzchnią pożerającej ją cieczy, jednak wtedy przyszedł szybki ratunek w postaci mocnego uścisku na karku i szarpnięcia. To bura wojowniczka wyciągnęła ją na brzeg, ratując przed utonięciem. Teraz, przemoczona i w dalszym ciągu oszołomiona, z napuszonym futerkiem i szeroko otwartymi oczami kroczyła przez obóz. Tyle spojrzeń, zaciekawionych, wrogich, zdziwionych. Czy była przygotowana na aż tyle kotów? Jak wielkie jest po podwórko, że oni wszyscy się mieszczą? Nie widziała żadnych misek z jedzeniem, żadnych ciepłych i wygodnych legowisk, czy chociażby pomieszczenia, gdzie zawsze się wylegiwała, na pachnącym, małym drzewie z drapakiem. Teraz się nie dziwiła, dlaczego Pstrąg tak ostro na nią zareagowała. Na jej miejscu również by odradzała komukolwiek życia w takich warunkach. Jednak...nie miała wyjścia! Musiała tu zostać, bo jak tak dalej pójdzie, naprawdę nigdy nie wróci do domu. Przecież prawie utonęła! Sierść na jej grzbiecie, piersi oraz brzuchu ponownie, delikatnie się poskręcała od wilgoci, na co zareagowała cichutkim westchnięciem. Otrząsnęła się z szoku, a wraz z trzeźwym umysłem, przyszło do niej zmęczenie. Teraz nie tylko wędrówką, ale i mizerną walką o życie w lodowatej wodzie. Brr nigdy więcej!
— Dzień dobry skarbeńki — miauknęła, kiedy mijała kilka kotów, posyłając im przyjazny uśmiech. Powtórzyła to kilka razy, a przez obserwujący ją tłum, przelał się zaskoczony szept.
— Żwirowa Gwiazdo! — zawołała niechętnie Pstrągowy Pysk, krzywiąc się delikatnie. Może też była zmęczona? Ktokolwiek by był, po wyciąganiu z wody takiej Jemioły? Chyba każdy by był!
— Pstrągowy Pysku? Wronia Łapo? Co się stało? — zabrzmiał kolejny głos, a szepty nieco ucichły. Z legowiska wysunęła się ładna, szylkretowa koteczka o niebieskich, bystrych oczach. Ich wzrok od razu padł na stojącą pomiędzy uczennicą a wojowniczką koteczkę, która otrzepała się delikatnie i cichutko przepraszając klnącą u jej boku burą Pstrąg, spojrzała na przybyłą.
— Och, Dzień dobry — miauknęła i... na moment umilkła nie wiedząc, jak ma się zachować. Żwirowa Gwiazda...czy to była właścicielka tych kotów o tu? Coś tam się w głowie niebieskookiej obijało, że kot z takim imieniem jest ważny. A skoro ważny, to i trzeba być miłym! — Jestem Ma- Jemioła. Zgubiłam się, wyprowadzona przez takiego jednego samotnika. Cały pokryty bliznami, wyobrażasz sobie? Ale do rzeczy. Powiedziano mi, że jesteście w stanie udzielić mi pomocy, a te dwie przekochane koteczki mnie tu zaprowadziły! O a ta większa nawet uratowała mi życie —
Wskazała ogonem na nadal niezadowoloną z bycia ochlapaną Pstrągowy Pysk i posłała jej wdzięczne spojrzenie i uśmiech. Żwirowa Gwiazda trzepnęła delikatnie uchem i zamrugała. Była zaskoczona, nawet bardzo. Nie codziennie przed jej łapy, przyprowadzane były takie...niespodzianki.
— Przeszłam spory kawał drogi i bardzo się ciesze, że mogę z tobą rozmawiać... Żwirowa Gwiazdo! Czy to będzie duży problem, jakbym tu z wami została?
— Została? To przecież głupi piesz-
Warknął jakiś kocur, jednak został szybko uciszony wrogim spojrzeniem liderki. Jemioła się nim nawet nie przejęła, a stała z uśmiechem wpatrując się w kotkę zmęczonym, wręcz wykończonym spojrzeniem. Fajnie by było, gdyby dano jej tu zostać... Koty wyglądają na bardzo przyjazne, więc... czemu nie? AH! Potrzebowała odpoczynku... snu... i może jakiejś miseczki jedzonka? Ale tu chyba mają inną kartę dań.
— W Klanie Nocy żyje bardzo dużo kotów — warknęła Pstrągowy Pysk, otrząsnąwszy się ze zdumienia. Teraz była nie tyle, co zdezorientowana, co zirytowana. — A pomóc możemy ci najwyżej w wylądowaniu na Drodze Grzmotu. Mamy wystarczająco dużo problemów bez otyłych pieszczochów kręcących się nam po terenach i kradnących zwierzynę.
Koteczka zamrugała i uśmiechnęła się delikatnie, jakby w ogóle nie dotarły do niej te słowa.
— Na Drodze Grzmotu byłam całkiem niedawno kochanie, naprawdę nie chciałabym tam wrócić — miauknęła i nieznacznie poruszyła ogonem, odwracając się za siebie, niezbyt łapiąc aluzje co do pozbycia się jej. — Nie kradłam żadnej zwierzyny, naprawdę! Jestem tu dosłownie od kilku chwil. Nie mogłabym was okraść, to nieładne! — gdy mówiła, klepnęła na zadku, wpatrując się to w Pstrągowy Pysk, to znów na Wronią Łapę, po czym westchnęła i z wyrazem zdezorientowania opuściła łebek. — Zgubiłam się, nie wiem jak wrócić do domu. Naprawdę obiecuje, że nie będę sprawiać problemów kwiatuszki! Mogę jeść minimalne porcje, to nie problem!
Obiecała, spoglądając już bardziej błagalnie na burą kotkę w ciemniejsze cętki, bo to właśnie z nią dane było jej rozmawiać. Wronia Łapa jak była zdezorientowana, tak siedziała cicho, dając swojej mentorce nikły zaszczyt użerania się z Jemiołą. Zerkała co jakiś czas to na srebrzystą, byłą pieszczoszkę, a to na Pstrągowy Pysk. Niebieskooka natomiast, obserwowała obie kotki w nadziei, że udzielą jej pomocy, o którą prosiła. Nie było to wcale tak wiele. Jedynie chciała na jakiś czas uzyskać schronienie i potem poprosić o pomoc w odnalezieniu drogi do domu. Tyle! Potem jej już nie zobaczą nigdy na oczy oj nie. I tak już na bardzo długo zostawiła swoją mamę i rodzeństwo, naiwnie podążając za samotnikiem, który to ją pozostawił na łaskę owiec. Uszy koteczki uniosły się, kiedy dosłyszała słowa z pyska Pstrąg. Gwiezdni? Cóż to takiego? Czy to...te cale martwe koty, o których mówił Bratek i dziwny samotnik? Koteczka uniosła głowę do góry, chwile się rozglądając, jakby również chciała dostrzec owych Gwiezdnych. Po co kotka miałaby unosić łeb, gdyby nie po to, by coś ujrzeć? Niestety, nic oprócz koron drzew i skrawka nieba, córka pieszczoszki nie dojrzała, ale za to otrzymała dość dosadny sygnał, by ruszyła się z miejsca. Jaki? Została trzepnięta w grzbiet, i to nie tak delikatnie, przyjaźnie jak to czasem robiło się za kociaka - a tak mocno! Demonstrowanie siły w ten sposób było co najmniej zbędne. Wojowniczka mogła poprosić, Jemioła nie sprzeciwiłaby się. Nawet nie zdążyła podziękować za udzieloną łaskę pomocy, a już ją popędzają?
— I po co ta przemoc słoneczko? Wystarczyło poprosić, już idę idę — zaśmiała się i obdarowała większą z kotek przyjaznym spojrzeniem. Teraz nie bolały ją tylko łapy, a i grzbiet! Ile ta ma krzepy...oby nie spodobało jej się to popędzanie, bo nim dojdą tam, gdzie mają iść, to koteczka będzie już cała poobijana i na pewno do domu nie wróci!
— Idziemy z nią do obozu? — zapytała Wronia łapa, jakby dopiero teraz się obudziła. Poruszyła uszami i skinęła lekko głową, by po chwili ruszyć i narzucić dość szybkie tempo. A przynajmniej takie było dla tęgiej w swych gabarytach koteczki, która bez większych sprzeciwów ruszyła u boku kotów, będących jej ostatnią nadzieją.
* * *
Szła, trzęsąc się z przerażenia i zimna. Nie spodziewała się tego, co nadeszło, kiedy była tak blisko celu. Pstrągowy Pysk i Wronia Łapa bez problemu, gładko i zgrabnie przeszły po dziwnych kamieniach, jednak Jemiole poszło to...gorzej. Przy przedostatnim głazie, poślizgnęła się i z przerażonym piśnięciem runęła prosto w lodowatą paszczę wody. Młociła w niej łapami, przerażona i zdezorientowana. Prawie zniknęła pod powierzchnią pożerającej ją cieczy, jednak wtedy przyszedł szybki ratunek w postaci mocnego uścisku na karku i szarpnięcia. To bura wojowniczka wyciągnęła ją na brzeg, ratując przed utonięciem. Teraz, przemoczona i w dalszym ciągu oszołomiona, z napuszonym futerkiem i szeroko otwartymi oczami kroczyła przez obóz. Tyle spojrzeń, zaciekawionych, wrogich, zdziwionych. Czy była przygotowana na aż tyle kotów? Jak wielkie jest po podwórko, że oni wszyscy się mieszczą? Nie widziała żadnych misek z jedzeniem, żadnych ciepłych i wygodnych legowisk, czy chociażby pomieszczenia, gdzie zawsze się wylegiwała, na pachnącym, małym drzewie z drapakiem. Teraz się nie dziwiła, dlaczego Pstrąg tak ostro na nią zareagowała. Na jej miejscu również by odradzała komukolwiek życia w takich warunkach. Jednak...nie miała wyjścia! Musiała tu zostać, bo jak tak dalej pójdzie, naprawdę nigdy nie wróci do domu. Przecież prawie utonęła! Sierść na jej grzbiecie, piersi oraz brzuchu ponownie, delikatnie się poskręcała od wilgoci, na co zareagowała cichutkim westchnięciem. Otrząsnęła się z szoku, a wraz z trzeźwym umysłem, przyszło do niej zmęczenie. Teraz nie tylko wędrówką, ale i mizerną walką o życie w lodowatej wodzie. Brr nigdy więcej!
— Dzień dobry skarbeńki — miauknęła, kiedy mijała kilka kotów, posyłając im przyjazny uśmiech. Powtórzyła to kilka razy, a przez obserwujący ją tłum, przelał się zaskoczony szept.
— Żwirowa Gwiazdo! — zawołała niechętnie Pstrągowy Pysk, krzywiąc się delikatnie. Może też była zmęczona? Ktokolwiek by był, po wyciąganiu z wody takiej Jemioły? Chyba każdy by był!
— Pstrągowy Pysku? Wronia Łapo? Co się stało? — zabrzmiał kolejny głos, a szepty nieco ucichły. Z legowiska wysunęła się ładna, szylkretowa koteczka o niebieskich, bystrych oczach. Ich wzrok od razu padł na stojącą pomiędzy uczennicą a wojowniczką koteczkę, która otrzepała się delikatnie i cichutko przepraszając klnącą u jej boku burą Pstrąg, spojrzała na przybyłą.
— Och, Dzień dobry — miauknęła i... na moment umilkła nie wiedząc, jak ma się zachować. Żwirowa Gwiazda...czy to była właścicielka tych kotów o tu? Coś tam się w głowie niebieskookiej obijało, że kot z takim imieniem jest ważny. A skoro ważny, to i trzeba być miłym! — Jestem Ma- Jemioła. Zgubiłam się, wyprowadzona przez takiego jednego samotnika. Cały pokryty bliznami, wyobrażasz sobie? Ale do rzeczy. Powiedziano mi, że jesteście w stanie udzielić mi pomocy, a te dwie przekochane koteczki mnie tu zaprowadziły! O a ta większa nawet uratowała mi życie —
Wskazała ogonem na nadal niezadowoloną z bycia ochlapaną Pstrągowy Pysk i posłała jej wdzięczne spojrzenie i uśmiech. Żwirowa Gwiazda trzepnęła delikatnie uchem i zamrugała. Była zaskoczona, nawet bardzo. Nie codziennie przed jej łapy, przyprowadzane były takie...niespodzianki.
— Przeszłam spory kawał drogi i bardzo się ciesze, że mogę z tobą rozmawiać... Żwirowa Gwiazdo! Czy to będzie duży problem, jakbym tu z wami została?
— Została? To przecież głupi piesz-
Warknął jakiś kocur, jednak został szybko uciszony wrogim spojrzeniem liderki. Jemioła się nim nawet nie przejęła, a stała z uśmiechem wpatrując się w kotkę zmęczonym, wręcz wykończonym spojrzeniem. Fajnie by było, gdyby dano jej tu zostać... Koty wyglądają na bardzo przyjazne, więc... czemu nie? AH! Potrzebowała odpoczynku... snu... i może jakiejś miseczki jedzonka? Ale tu chyba mają inną kartę dań.
<Pstrąg?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)




