Odeta nie cierpiała gołębi z całego serca. Może była większa od tych gruchających monstrum, ale w jej większej niż standard sylwetce było po prostu więcej miejsca dla nienawiści względem nich. Szare, bure, brązowe, kremowe… każdy pojedynczy przypadek zasługiwał na oddzielne wyrażenie awersji. Nawet te ładnie upierzone nie były warte żadnego szacunku! Przynajmniej nie dla urażonej koteczki siedzącej zaraz za płotem, który przekroczyła nie tak dawno temu. Teraz, naburmuszona, szukała wyzwisk odpowiednich do użycia dla tych niszczycieli wszelkiej zabawy i radości. Zanim pokusicie się o komentarz - dla pieszczoszki było to dokładnie w takim kolosalnym stopniu ważne.
Otóż wyszła z domu zaraz po posiłku i skierowała się do drewnianej konstrukcji z myślą, że może powygląda trochę na dróżkę przed domostwem. Ledwo podeszła do wyznaczonego celu i wyjrzała ze szczeliny między belkami, a dostrzegła pięknie puściutką przestrzeń wręcz proszącą o wyjścia zza bariery. Jak mogła się oprzeć takiej chęci. Malutka przymierzała się… przymierzała… aż nagle – hyc! Skoczyła w górę i złapała się krawędzi płotu przednimi łapkami. Żeby nie spaść, wysunęła pazury i starała się wdrapać na górę. Tylnymi łapami rysowała powierzchnię, usilnie próbując złapać przyczepność. Po minucie walki wreszcie udało jej się podciągnąć i ustać na szczycie, pozostawiając po sobie tylko rysy pazurów na drewnie.
Chwiała się na wąskiej krawędzi nieprzystosowanej do stania, ale nie miała zamiaru się poddać. Starała się z całej siły przezwyciężyć drżenie, a jednocześnie rozeznać się w otoczeniu. Jej pysk otworzył się w niemym “o”, gdyż wszystko wyglądało z tej perspektywy inaczej. Mogła dostrzec przestrzeń odbiegającą od płotu naprawdę daleko. Starała się wypatrzeć coś w większej odległości; inne podwórko, chyba jakiś zaniedbany dom, może opuszczony… wtem nie była dłużej na płocie! Znalazła się na dole, mimo braku chęci zejścia. Zorientowała się szybko, iż wpadła w ogromne zarośla, przez które dostrzeżenie czegoś poza niebem było nie do zrobienia. Dlatego po otrząśnięciu się z zaskoczenia nieuniknionym upadkiem, nie szczędziła czasu i zaczęła tarabanić się w stronę potencjalnego wyjścia z buszu.
Otumaniona, po raz pierwszy sama poza ogrodem, stała tam jak kołek. Raz patrzyła w lewą, raz w prawą… a szczęście rosło w jej piersi z każdą sekundą, finalnie przeradzając się w chichot uciekający z jej pyszczka. Nie mogła uciszyć śmiechu, który nią zawładnął. Chodziła w kółko po asfaltowym kawałku drogi, nie mogąc uwierzyć w to, co robiła. Teraz naprawdę była godnym kotem! Może powinna dołączyć do jednego z tych klanów, o których opowiadał tata? Albo zostanie ulicznym kotem jak mama. Tyle było pomysłów, że kręciło jej się w głowie.
No i doszliśmy do punktu kulminacyjnego. Ni stąd, ni zowąd, pojawiło się to przekleństwo: gołąb. Na początku jeden, więc rozweselona Odeta zatrzymała się, tylko aby mu się przyjrzeć. Chodził sobie i wydawał swoje gołębie dźwięki, a ona nie zbliżała się, tylko stała w miejscu. On jednak zdawał się nie rozumieć aluzji przestrzeni osobistej i zaczął swoim dziwnym chodem zmniejszać dzielący ich dystans. Pierwszą myślą młodziutkiej bylo po prostu – okej, chodź tutaj. Im bliżej był, tym bardziej się ona przeobrażała… a gdy stanęli ledwie koci wąs od siebie, w pieszczoszkę powoli uderzyło ciepło nerwów. Nie przewidziała takiego strachu przed niższym sobie.
— He… tak, tak, ptaszku… — zamruczała pod nosem, bardziej do siebie niż do gołębia. Ten nic sobie z tego nie zrobił, ponieważ zajmował się intensywnym wpatrywaniem w spotkaną. Stale obracał głowę i zmieniał oczy, lecz nigdy nie spuszczał z niej wzroku. To zaniepokoiło kotkę w fundamentalnym stopniu. Ten wiedzący wzrok nie mógł należeć do ptaka, to nie było moralnie poprawne. Całe to spotkanie sprawiało wrażenie, jak gdyby nie powinno mieć miejsca. Panika stopniowo uderzała jej do głowy, więc zrobiła krok w tył. — Dobry gruchacz — próbowała koić zwierzę.
Pierzasty zdawał się skonfundowany tym przezwiskiem, przez co ruszył za nią. Dlatego też zrobiła kolejny unik, usuwając się w tył, lecz ptak nie odpuszczał. Nastroszył swoje pióra i kopiował; raz za razem, krok za krokiem! Radość zniknęła z rysów Odety, zastąpiona szczerym przerażeniem. Jej oddech zaczął mimowolnie przyspieszać, razem z tempem bicia serca. Czuła też gorąco sytuacji, które starała się zbić sztucznym parsknięciem. — Jesteś tylko ptakiem. — tłumaczyła mu, a zwłaszcza sobie, bo strach stawał się mocny i tłumił wszelkie racjonalne myśli nieproszony.
Bez uprzedzenia, bezczelny drań wydał okrzyk i zamachnął się skrzydłami, na co domowy kot wręcz podskoczył. Jakże to wyglądało, gdy on tak wypinał pierś niczym równie świadomy, jak stojąca naprzeciw Odeta. Poderwała się w górę bezmyślnie, a jej futro stanęło na sztorc też nie z jej inicjatywy. Autentycznie przeobraziła się w kulkę beżu z wytrzeszczonymi oczyma oraz wizją śmierci w głowie, gdyż nie potrafiła powstrzymać swojego instynktu samozachowawczego. Tamten natomiast nie odpuszczał i chyba nawet nie miał takiego zamiaru. Raptownie wyprostował swoją szyję, wydłużając ją o naprawdę sporą ilość. Była w potrzasku!
Wówczas stało się najgorsze. Znienacka na ziemię spadły cztery kolejne bestie z wyłupiastymi oczami, wszystkie skierowane ku niej. Była skończona; umrze przez gołębie i chowając jej ciało, powiedzą: nie miała szans z tymi podłymi mieszczanami… Dalej dziękowała wszystkiemu sobie znanemu za litość. Uratował ją Wyprostowany, przechodzący zaraz obok. Chociaż on nawet nie zauważył osobliwej sytuacji, to był zbawcą koteczki. Śmierć nie dosięgła jej tym razem, a ona czym prędzej umknęła oprawcom na dobrze znaną ziemię własnego podwórka, gdzie dosięgnięcie jej było bardzo trudnym. Nie oglądała się nawet za siebie. Aczkolwiek nie było szans na to, iż kiedykolwiek zaufa gołębiom.
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz