Niedawna przeszłość
Wdychała ciepło ojca. Był dla niej wielkim wsparciem w tej trudnej chwili. Bała się, że zawiedzie swojego brata. W tej chwili zdała sobie sprawę, że czasami za szybko chciała dorosnąć, za bardzo chciała tłumić emocję, które później osiadały w niej na dnie i wybuchały w najmniej oczekiwanym momencie. Przy tacie mogła zrzucić ten ciężar, który w większości sama na siebie narzuciła i się wypłakać w jego gęstym futrze.
Teraźniejszość
Kotka miała dużo roboty już od samego rana. W obozie było jeszcze dużo chorych. Firletkowa Łapa obudził się przed wschodem słońca, chcąc posłuchać kolejnych historii. Potem poszła na zbieranie ziół, a później przyszła do niej Niebiańska Poświata.
– Witaj, Ćmia Łapo! Witajcie, Jagnięcy Ukłonie i Aldrowando!
– Jagnięcego Ukłonu nie ma, a Księżycowa Aldrowanda jest u kociaków – poprawiła. – O co chodzi?
– Och, przy Złotych Kłosach coś mnie ugryzło. Myślałam, że to małe ugryzienie, ale później zaczęło się czerwienić. Obejrzysz to?
– Oczywiście. – Przytaknęła głową. – Która łapa?
– Tylna. – Podniosła łapę, aby uczennica mogła się lepiej przyjrzeć.
– Wdała się infekcja, Niebiańska Poświato. Następnym razem z każdym ugryzieniem przychodź do nas. Nałożę ci trybuli, ale nie wychodź dziś już z obozu, lek musi pozostać na ugryzieniu, aby zadziałał, dobrze?
– Dobrze – obiecała.
Kremowa przeżuła kilka korzeni, wypluła je na łapę pacjentki i rozsmarowała.
– Gotowe.
– Dziękuję, Ćmia Łapo, do widzenia! – Liliowa machnęła ogonem i wyszła z legowiska.
– Do widzenia! – odwzajemniła.
Srebrna wyminęła się z płowym kocurem, który kulał na jednej łapie.
– Witaj, Ćmia Łapo! – mruknął. – Coś mi się wbiło w łapę. Głupi Dwunożni, wszędzie te swoje przezroczyste kamienie zostawiają.
– Obejrzę łapę, dobrze? Tylko uwaga, jeśli to coś się wbiło głęboko, wyciąganie może zaboleć.
– Dobrze – odmruknął, prawdopodobnie zastanawiając się, czy medyczka go uważała za tchórza. Może kiedyś by tak myślała, w końcu stał przed nią brat uciekinierki, Truskawkowego Pola, ale po incydencie z Mroczną Puszczą nauczyła się, że nie zawsze należało oceniać kota po więzach krwi.
– O, znalazłam. Prawie cały wszedł! Wyciągnę go na trzy. Raz… dwa… trzy! – Wyciągnęła przezroczysty odłamek z łapy.
– Fakt, pociągnęło – odmruknął point.
– No, no, no, infekcja. Widać dzisiaj szybko mi się skończy trybula… – lekko zażartowała.
– Dziękuję, Ćmo – rzekł kocur, gdy skończyła.
– Nie ma za co, do widzenia! – mruknęła na pożegnanie.
Po kilku chwilach do legowiska przyszedł kolejny point, a właściwie pointka, bo kotka. Oszroniony Kieł.
– Dzień dobry, Ćmia Łapo, mam straszną chrypę – chrząknęła i dotknęła szyi.
– Witaj, Oszroniony Kle, już ci daje miód. Przychodź do mnie przez następne trzy dni na inspekcję i staraj się oszczędzać swój głos, inaczej możesz go stracić na zawsze, dobrze?
Kotka przytaknęła głową. Kremowa potrząsnęła swoim małym ogonkiem w kształcie pióra i podreptała po wiązkę mchu z miodem.
– Proszę, wyliż to.
Pointka schyliła się i wysunęła swój język, liżąc mech z lepką substancją.
Kotka schyliła łeb w podzięce i odeszła w stronę legowiska wojowników.
~*~
Kolejne kroki zostały złapane przez uszy koteczki, lecz zamiast kolejnego pacjenta, do legowiska wszedł jej ojciec, Trójoki Zając.
– Cześć, córeczko. – Kocur polizał ją między uszami. – Co u Firletkowej Łapy?
– Ostatnim razem jak sprawdzałam wszystko u niego w porządku. Jeszcze nie umie chodzić, głównie śpi. Jego rana po… amputacji, jeszcze się nie zasklepiła i musimy uważać na infekcję. A ty jak się trzymasz?
– Nie martw się, jest dobrze. Jeżeli będziesz miała czas, chcesz pójść na spacer? Dawno nie spędzaliśmy razem czasu.
Jej oczy się zaświeciły.
– Oczywiście! Pogadam z Jagnięcym Ukłonem, jak wróci. Może jutro się uda. – Uśmiechnęła się. Miała nadzieję, że uda jej się wyprowadzić go ze smutku, chociaż na chwilę. Firletkowa Łapa stracił łapę, ale dzięki Klanowi Gwiazdy przeżył i Ćma zrobi wszystko, aby jej rodzinie żyło się jak najlepiej.
Wyleczeni: Oszroniony Kieł, Niebiańska Poświata, Wędrujący Wibrys
<Kochany tato?>
[583 słowa]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz