Siewka patrzyła w swoje odbicie w wodzie. Wpatrywała się w drobną przestraszoną kotke. Wciąż w głowie dudniły jej słowa szylkretowej wojowniczki. Wiedziała, że to utrudnia jej życie. Jak przez jej głowę nawet najprostrze sprawy, jakie przychodziły jej siostrze naturalnie, dla niej były nie do pokonania.
Przerastały ją. Ją i jej najbliższych. Widziała jak matka cierpi z jej powodu. Jak mentor zamartwia się, gdy myśli, że jest zajęta. Jak Klifiaki nie wróżą jej przeszłości. Zioła nie pomagały. Były tylko chwilowe. A gdy brała ich za dużo bolał ją brzuch i kończyła u medyczki. Była w kropce. W totalnej beznadziei. Bez szans na wyjście na prostą. Nieważne jak się starała. Jak bardzo próbowała się zmienić.
— Siewko?
Głos mentora sprowadził ją na ziemię. Jego zielone ślepia przepełnione były troską. Cierpieniem jakie przynosiła mu jego własną uczennica.
Była okropna.
— Zamyśliłam się. — skłamała.
Zdawał się to wiedzieć. Zbyt dobrze ją znał. Odpowiedział jej smutnym uśmiechem. Nienawidziła tego. Nie chciała, żeby smucił się przez nią. Był zbyt cudownym kotem. O złotym sercu. Nie powinien się tak czuć z jej powodu.
Wracali do obozowiska przez polanę. Przepełniona kwiatami wyglądała niczym wyśniona kraina. Przepełniona dobrem. Pozbawiona zła. Siewka chciała, żeby tak zawsze wyglądał świat. Może wtedy przestała by się tak wszystkiego bać. W kolorowej lawinie kwiecia nic nie mogło jej grozić.
Bordowe płatki sypnęły się na jej łebek w momencie, gdy odpłynęła myślami. Spojrzała na roślinę. Dobrze ją znała.
Mak.
Niepewne uczucie wkradło się w nią. Świerzbiło ją w łapy. Korciło. Skrecało.
Rozwiązanie wszystkich jej obaw rosło wręcz przed nią. Kiwało się na boki targane przez powiew morskiej bryzy. Zastygła niezdecydowana. Obawy i niepokoje grzmiały w jej głowie. Lecz słodka i lekka wizja ukojenia także mąciła jej umysł.
Ze strachem spotkała się ze wzrokiem mentora. Spróbowała dostrzec czy przejrzał jej zamiary. Czy odkrył jaki chory pomysł narodził się w jej głowie. Nawet jeśli, nie zdradzał tego. Nie dopuszczał do siebie tej myśli. Im dłużej to przyciągała tym bardziej podejrzana była.
Poczuła jak drży.
— Mogę... — zaczęła drżącym głosem. — Zerwać parę kwiatów do legowiska?
Pokrzywek westchnął. Chyba z ulgą. Kiwnął głową, siadając. Siewka zaczęła zbierać kwiatki. Dla niepoznaki zebrała inne, których nazw nie znała. Z niepokojem zerwała i pozbawione płatków maki ukryła je w bukiecie drżącymi łapami. Czuła się jakby łamała prawo. Gwiazdkom na niebie na pewno się to nie podobało. Musiali wrócić nim zapadnie zmrok.
[Trening słów 387]
[przyznano 8%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz