BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Znajdki w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 8 lutego, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

05 lipca 2024

Od Daglezjowej Igły

przed masakrą
Czuła, że ktoś coś przed nią ukrywał. Kręciła nosem, kiedy widziała oczy co niektórych współklanowców, ciekawsko kierujących się w jej stronę. Kiedy tylko jednak chciała podsłuchać ich szepty, one cichły, jakby nie chcieli podzielić się z nią informacją. Daglezjowa Igła była pewna, że to kolejna durna plotka, z jakich słynął Owocowy Las. Rdzawa miała wrażenie, że co księżyc obóz śmiał się z nowej rzeczy, w czym zwykle chętnie uczestniczyła. Cóż to mogło być teraz, jeśli klan próbował ukryć plotkę przed największą i najgorliwszą z plotkar? Czyżby dotyczyło kogoś z jej bliskiego środowiska? Może nawet jej samej? Cóż też mogli takiego wymyśleć...
Leżała na gałęzi topoli, wpatrując się w wylegujące koty, jakie przyciszonymi głosami żywo rozmawiały o tym, czego nie było jej dane poznać. Słyszała tylko raz po raz swoje imię i zauważała krótkie spojrzenia z (kiepskiego) ukrycia. Musiało jej to dotyczyć w jakiś sposób. Jej końcówka ogona podrygiwała w irytacji. Nie lubiła, kiedy zatajano przed nią prawdę.
Zaczęła przylizywać sierść na swoim barku, by na chwilę zająć się czymś innym niż rozmyślanie.
— Ooo, przygotowania do randki pełną parą, widzę! — usłyszała dezorientujące miauknięcie z dołu, przez które zamarła, z językiem w powietrzu. Huh? Jakiej randki? Chyba się przesłyszała... — Powodzenia życzę! Ten kocur to twardy orzech do zgryzienia... Hi hi! — dodała szybko Brzoskwinia, zmywając się równie szybko, jak się pojawiła, nie dając czasu Daglezjowej Igle na odpowiedź. Czuła się bardzo zagubiona. O tym teraz szemrały owocniaki? O tym, że jakiś byle parobek stwierdził, że spróbuje zdobyć jej serce? Dobrze, że o tym wiedziała! Kto mógł mieć na tyle mały, mysi móżdżek, aby wygadywać takie bzdury?
— Widzisz! Nie zaprzeczyła! 
— Mówiłem ci, że to prawda!
— Ale jakim cudem? Przecież obóz to potrafi grzmieć od ich kłótni!
— Kto się czubi, ten się lubi, mawiają...
Przywódczyni wbiła wilczy wzrok w grupkę kocurów, podchodząc do jednego z nich. Padło na biednego, niewinnego Kamyczka, jaki jedynie podśmiechiwał ze słów kolegów...
— O co chodzi? Co to za pogłoski? — fuknęła do czarnego, jaki prawie podskoczył, kiedy zorientował się, kto do niego mówił. — Ja również się chętnie pośmieję.
— Oj, przepraszam! Nie, nie, ja nie mam nic przeciwko! — tłumaczył się nerwowo stróż, odsuwając od niezadowolonej kocicy. — To może... zajmę się czymś innym... — Kamyczek z uprzejmym uśmiechem i widocznym zdenerwowaniem pomknął w krzewy, również znikając z jej pola widzenia.
Czy ktokolwiek mógł powiedzieć jej, o co chodzi?!
— Ja myślę, że to było tak, że Daglezjowa Igła czuła się nieco samotna po odejściu od Lukrecji. A, że Lśniąca Tęcza był jedynym "bliskim" jej kocurem, prócz Ślimaka oczywiście, to... — odezwał się Orzeszek, nieco za głośno jak na obecność przywódczyni lisią odległość od nich. Zupełnie tak, jakby jej nie zauważył.
Daglezja poczuła, jak w jej oczach pojawiają się dwa wściekłe płomyki. Że co proszę? — chciała wykrzyczeć, lecz w porę się powstrzymała. Kto był w stanie wpaść na taką durnotę? Była w szoku. Ona i Lśniąca Tęcza? To był jakiś żart i to najbardziej suchy i okropny, jaki kiedykolwiek usłyszała.
— Przepraszam bardzo — odezwała się w stronę grupki, starając się utrzymać na pysku pogodny uśmiech. — Nie wiem, skąd wzięły się takie plotki, ale chciałabym je zdementować. Pomiędzy mną, a moim zastępcą, nie ma ŻADNYCH romantycznych uczuć. Prosiłabym o zaprzestanie rozprzestrzeniania takich fałszywych informacji, dziękuję — miauknęła i odeszła. Uff... Czy to tym zajmowała się teraz młodzież Owocowego Lasu? Miała nadzieję, że to tylko taki jednorazowy wybryk. Czym prędzej odeszła, by położyć się w swoim legowisku na drzemkę. Teraz, kiedy obóz ucichł, mogła odpocząć od tych głupstw...

***

Gdy się obudziła, było tylko gorzej. Stukrotnie gorzej. Daglezjowa Igła czuła się jak w jakimś koszmarze, właściwie, żałowała, że w ogóle otworzyła z powrotem oczy. Wolałaby już chyba umrzeć, niż słuchać wszystkich scenariuszy, jakie zakładały owocniaki za jej plecami. Mówili o samotnych schadzkach, czułych słówkach, ostrych flirtach... Ten jeden raz naprawdę nie wiedziała, co robić! Czuła się bezradna. Każda próba wytłumaczenia komukolwiek, że ukryty związek jej i Tęczy był bujdą, kończył się jedynie wybuchem większej ilości plotek. 
Leżała na jednej z polan Owocowego Lasku. Samotnie wylegiwała się na wilgotnej trawie, wsłuchując się w przyjemną ciszę. Ten jeden raz, miała dość kotów, dość rozmów, dość plotkowania. Musiała odsapnąć od tego całego głupiego gadania!
Zdawałoby się, że przynajmniej teraz mogła znaleźć spokój, lecz nie. Zerwała się na równe łapy, słysząc głośny szelest zza drzew. Słońce zdążyło już zajść, a widoczność w cieniach drzew nie była doskonała. Ruda zjeżyła sierść na grzbiecie. Być może teraz, gdy w lasach kryły się borsuki, nie powinna była się w nie zapuszczać...
Zza pnia, zamiast drapieżnika, wyłonił się jednak wyłącznie ciemny zwiadowca. Rozpoznała w nim swojego dobrego znajomego, Ślimaka, i wygładziła sierść na grzbiecie. Usiadła na ziemi, zastanawiając się, dlaczego się tu zjawił. Czyżby jej szukał?
— Witaj, Daglezjowa Igło! — miauknął, wychodząc z mroku. — Nieźle się porobiło w obozie, nieprawdaż?
— Nieźle? Fatalnie! — westchnęła głośno zrezygnowana pointka. 
— Wszystkiego się już dowiedziałem. Wiesz, że mogę ci pomóc — zaproponował, na co uszy Daglezji uniosły się do góry. Niedowierzała, nareszcie znalazł się ktoś, kto nie należał do bandy tych głupców! Spojrzała na niego z nadzieją iskrzącą w jej oczach.
— Na osty i ciernie, nareszcie ktoś to rozumie! — Uniosła wysoko do góry swój ogon. — W końcu ktoś widzi, że to tylko jakaś durna plota! Jakbyś mógł pomóc mi to zdementować...
— Nie, Daglezjo — kocur położył łapę na jej barku, uciszając ją i dezorientując. — Ja wszystko naprawdę rozumiem.
— To znaczy..?
— Musisz pozwolić sobie nieść się swoim uczuciom. Ja wiem, twój poprzedni związek nie był najbardziej udany, lecz ukrywanie swojego następnego nie sprawi, że coś się polepszy. Wiem, że się boisz, lecz to nie ta droga. Im szybciej to zrozumiesz, im szybciej przestaniesz zaprzeczać, tym szybciej dojdzie to do twojego serca.
Kocica wbiła w niego przeszywające spojrzenie, całkowicie milcząc. Dopiero po kilku długich uderzeniach serca wypaliła łapą w jego policzek, a gdy ten się odsunął, wskoczyła między wysokie drzewa.
— Czy wszyscy tu już postradali zmysły?! — lamentowała.

***

Teraz nawet jej już nie obchodziło, co powie Owocowy Las, jaką wymyśli porcję nowych opowieści. Z resztą, pojawiały się z prędkością światła, niezależnie od tego, co zrobiła, w którą stronę nie spojrzała, czego nie powiedziała. Daglezja nawet nie wiedziała, że to możliwe, by w tak szybkim tempie myśleć! Co dopiero tworzyć tak udziwnione historie... 
Pech chciał, że ją i jego towarzysza w lesie zastał deszcz, przez który musieli schronić się pod drzewami, jakie nie rosły zbyt gęsto. Rdzawa nie była jednak fanką pomysłu o powrocie. Wystarczyło, że owocniaki zauważyły, że ich dwójka tajemniczo zniknęła... chociaż starali się opuścić obozowisko ukradkiem i samotnie, nawet nie chciała myśleć o tym, co usłyszy po powrocie. Zaakceptowała nawet to, że jej ułożoną sierść mierzwiły rzadkie, deszczowe krople, spływające po niej i po jej zastępcy, wsiąkające w wilgotną ziemię. 
Kocica głośno sapnęła, patrząc nienawistnie bokiem na swojego "kochasia".
— Nie mogłeś sobie może znaleźć jakiejś baby? — skrzywiła się, fukając w stronę czarno-białego. — W życiu żadnej nie miałeś, to się nie dziwię, że biorą cię za jakiegoś... desperanta... — zmierzyła go wzrokiem.
— Bo ty miałaś — odburknął, kręcąc łbem. — Nikogo nie potrzebuję. Odpowiada mi żywot samotnego wilka. A pragnę ci przypomnieć, że ty sama w tej chwili nie masz partnera.
Brzmiał żałośnie, myślała Daglezjowa Igła. Samotny wilk... mówił, jak gdyby to nie było tak, że żaden kot w lesie by go nie chciał.
— Gdybym tylko kiwnęła palcem, to bym miała, uwierz mi — fuknęła. — Różnica jest taka, że ja lubię mieć swobodę. Ty możesz tylko marzyć o tym, by ktoś na ciebie spojrzał.
— Wygląda na to, że długo jesteś już swobodna... — wymamrotał Lśniąca Tęcza pod nosem, czego liderka nie usłyszała i dodała:
— Z resztą, to i tak ja jestem tą pokrzywdzoną.
— Że niby w jaki sposób?
— Wiesz, zdaje mi się, że większość kotów, gdyby jakimś dziwnym trafem pojawiła się plotka, jakobym się z nimi umawiała, raczej by się ucieszyła — podniosła wysoko brodę. 
— Jeśli tak, to bynajmniej ja do nich nie należę — odwrócił się z wymalowanym wstrętem na pysku. — Mówisz tak, jak gdyby te całe miłosne sprawy mnie obchodziły. Spróbuj czegoś innego, jeśli chcesz mnie urazić.
Ruda zamachnęła się ogonem. To nie było możliwe, by ktoś miał to wszystko w nosie! Daglezjowa Igła przyglądała się czarnemu tak, jak gdyby był kosmitą, długo myśląc nad ripostą, jakiej jednak nie znalazła. Widocznie musiał już księżyce temu zaakceptować fakt, że był zbyt paskudny dla kogokolwiek. Nie współczuła mu. To była prawda.
Wypuściła głośno powietrze.
— Nieważne — Daglezja odwróciła łeb, zupełnie nie patrząc na Tęczę. — Nie po to wyszłam w taką ulewę i to z tobą, aby się kłócić. Czy wiesz cokolwiek na temat tego, jak ta cała katastrofa w ogóle się zaczęła?
— Obawiam się, że wiem tyle co ty — odparł. Kocur wpatrywał się w oddal, pomimo że przed nim roztaczał się jedynie rozmyty przez deszcz, ciemny krajobraz. Nie poruszał się nawet o wąs, pomimo, że krople wody ciurkiem zlatywały z nieba na jego pysk. — Wystarczyło wrócić z patrolu, by te pogłoski zasypały mnie jak śnieżna zaspa.
— Trzeba się tego pozbyć, przecież jak to wygląda — gładziła pazurem swoją brodę Daglezja, w głębokim zamyśleniu. — Przecież to żart. Wyobrażasz sobie, co będzie na następnym zgromadzeniu? Dobrze, że do niego jeszcze dużo czasu. Nikt mnie nie ośmieszy lepiej, niż właśni współklanowcy — syknęła.
— Do tej pory zapomną. Trzeba im na to pozwolić. Przecież obóz świergocze co wschód słońca o czymś innym — mruknął Lśniąca Tęcza, liżąc się po łapie. — Przekonaj tą swoją Sadzawkę, może wymyśli jeszcze większą głupotę i zbajeruje te mysie móżdżki. 
Kotka przymrużyła wrogo oczy.
— Mówisz tak, jak gdyby cię to w ogóle nie obchodziło. 
— Dopiero co nasłuchałem się bluzgów na Przebiśniega i Padlinę. Zanim jeszcze wrócił Agrest, pół Owocowego Lasu gadała o tym, jak jego pozostałe latorośle porwie jeszcze Larwa ze swoją bandą. Zastanów się co ty gadasz — łupnął na nią okiem. — Przecież ja też zaprzeczam, jak ktokolwiek do mnie podejdzie, aby o tym pogadać. Naprawdę myślisz, że to mi się podoba? Już Brzoskwinia chciała mi doradzać w tym, jakie lubisz kwiaty.  — na jego twarzy pojawił się szeroki grymas. — Nie zauważasz, że to nic nie daje? Trzeba im pokazać, że koło ogona ci to lata. Zaciśnij zęby i przestań ryczeć jak kociak.
Kocica odsunęła się od zastępcy z odrazą. 
— Hę? Że ja ryczę? — Daglezjowa Igła fuknęła na niego, marszcząc nos. — Nie, kochany, ja dbam o moje dobre miano! Czy ty zdajesz sobie sprawę, jak mi to umniejsza? Wysoko postawiona, silna przywódczyni wielkiej społeczności... W której wszyscy zamiast się zajmować czymś pożytecznym, tylko plotkują o moim romansie, co nie dość, że nie istnieje, to jeszcze jest z tobą — warknęła ostro. — Tobie to lata koło ogona, a ja? — Jej głos przybrał dramatycznej barwy, a oczy zwróciły się ku niebu. — Istna tragedia. 
Lśniąca Tęcza milczał przez uderzenie serca, zwracając wzrok ku swojej rozmówczyni. Zachichotał pod nosem ze złośliwym uśmiechem.
— Wiesz, czasami zdarza mi się zapomnieć, jakim egoistycznym bucem jesteś — prychnął ze śmiechem, po czym na powrót jego twarz przyjęła kamienny wyraz. 
— Że ja? Ja egoistycznym...
Kocur nagle wstał i otrzepał się z wody, jaka zdążyła na niego skapnąć, ochlapując przy tym zaskoczoną liderkę.
— Hej, ty! Co ty sobie myślisz, co? Czy zdajesz sobie sprawę, jak długo się układa taką sierść? — Wrzeszczała na niego, choć ten zdawał się być tym niewzruszony. Zwyczajnie odszedł w deszcz, stopniowo znikając pomiędzy pniami owocowych drzew. To jedynie spotęgowało gniew Daglezjowej Igły. — Lisia wywłoka! — przeklęła kocura, kręcąc gorliwie łbem. Po kilku chwilach głośno sapnęła. 
Ulewa jedynie przybierała na sile. Jeśli nie wyjdzie teraz, przemoknie do ostatniego suchego kosmyka sierści, pomyślała Daglezja, oglądając już swoje i tak już mokre futro. Wzdychając ciężko, ruda ruszyła się z miejsca, podążając ścieżką wytyczoną przez Tęczę. Nawet nie chciała już myśleć o tym, co zostanie powiedziane na jej temat, kiedy tylko jej łapa przekroczy próg obozu. Teraz nie zaprzątała sobie tym głowy. Mysi móżdżek, przeklinała jedynie idącego parę zajęczych skoków od niego zastępcę owocniaków.

2 komentarze: