Liderka zamruczała, wtulając się w futerko i trochę skóry swojej córki. Wiedziała, że utrata Szałwiowej Łapy bardzo ją zabolała, jednak nie mogła zatrzymać treningu tamtego kocura z uwagi na rany cielesne wojowniczki. Teraz jednak była pewna, że Fiołkowa Bryza była w pełni zdrowia. Od księżyców samodzielnie polowała, chodziła na patrole i pełniła swoje obowiązki, jak każda inna wojowniczka. Cierń była pewna, że pora na kolejny krok. Przecież nie będzie zbijać bąków!
— Och, nie musisz mi tego obiecywać. Wiem, że będziesz najlepsza — zapewniła z szerokim, ciepłym uśmiechem, odsuwając się od koteczki. Orli Trzepot wybuchnął długim, opętańczym śmiechem.
— Oj, biedny ten jej uczeń, nie zazna spokoju — stwierdził, szczerząc się jak głupi do sera.
~*~
Było dobrze. Było już tak dobrze! Ciernista Gwiazda z frustracją wbiła pazury, w ziemię, zupełnie tak, jakby chciała zadać jej ogromny ból. Migoczące Niebo zniknęła już połowę kwarty temu, a ona czuła się zupełnie tak, jak wtedy, gdy straciła Księżyckę. Cały ten ból i frustracja wróciły do niej w jednej chwili, brutalnie spychając w otchłań rzeczywistości, do której przywykła. Rzeczywistości, która zabijała ją, dzień za dniem. Nie wiedziała, ile patroli już wysłała. Zdecydowanie jednak, za dużo. Westchnęła ciężko, gdy Biała Sadzawka przysiadła przy niej.
— Trzymasz się jakoś, kuleczko? — mruknęła, trącając ją w bok. Cierń podniosła na nią wzrok i uśmiechnęła się krzywym, wymuszonym uśmiechem.
— Jasne. Jak zawsze — stwierdziła cicho, wzruszając ogonem. — Przywykłam — dodała półgłosem. Jej rodzicielka pokręciła głową i wtuliła łeb w szyję córki. Cierń zamruczała cicho, tuląc się do o wiele większej od siebie, starszej kocicy, która przed prawie siedemdziesięcioma księżycami sprowadziła ją na ten okrutny, pozbawiony sprawiedliwości świat.
Tak. Teraz była pewna, że jedyną sprawiedliwą w ich nędznym życiu była śmierć.
— Wiesz, że musisz wybrać nowego zastępcę, prawda? — zapytała ostrożnie starsza. Cierń pokręciła głową, bardzo powoli. Nadal była pełna nadziei, że jej najlepszą przyjaciółka wróci do domu i to w jednym kawałku.
~*~
Wkroczyła do leża, gdzie znalazła swoją ukochaną, Kremową masę. Nie potrafiła nawet pomyśleć, co by zrobiła, gdyby to Brzoskwiniowa Gałązka zniknęła. Gdyby umarła. Nie była pewna, czy jej małe, kruche i poranione serduszko w ogóle by to wytrzymało. No już, zbierz się do kupy. Masz zadanie.
— Skarbie... Możemy pogadać? — zapytała ciepło, siadając obok niej. Brzoskwinka poderwała się, w pierwszej bowiem chwili nie zauważyła, że przywódczyni wchodzi. Zaraz jednak liznęła ją delikatnie za uchem.
— Tak... Oczywiście — powiedziała, wiążąc swój ogon z jej. Ciernista nie mówiła tego głośno, jednak wojowniczka była pewna, że to był dla niej okropnie trudny okres. Dla niej, oraz dla Ziołowego Nosa i Świetlistego Potoku.
— Muszę wybrać zastępcę i... Pomyślałam, że może... Nie chciałabyś... — Nie była pewna, czy to taki dobry pomysł. Brzoskwiniowa Gałązka była delikatną, niepewną siebie osóbką. Nie było jednak w całym klanie nikogo, komu Cierń ufała bardziej, a gdyby coś jej się stało, potrzebowała właśnie takiej osoby.
Bicolorka zamarła, zdziwiona.
— Ja? N-no nie wiem... — wręcz pisnęła, wbijając wzrok w ziemię. Cierń wtuliła się do niej delikatnie.
— Tylko na jakiś czas. Ja... Myślałam o Błękit, ale ona chyba wciąż nie jest gotowa. Zresztą, nadal mam nadzieję, że Migotka się znajdzie... Nie chcę, aby to był ktoś inny, skarbie. Wiem, że tobie mogę w pełni zaufać — wytłumaczyła spokojnie, patrząc niepewny, zatrwożony pysk ukochanej. Przez długą chwilę milczała, aby w końcu skrzyżować spojrzenie swoich niebieskich, niepewnych oczu ze spokojnymi, mimo iż zmęczonymi ślepa i burej kocicy. Westchnęła cicho.
— Dobrze. Ale tylko na jakiś czas — powiedziała w końcu Brzoskwinka, tuląc się do niewielkiego łebka partnerki. Cierń pokiwała powoli głową, aby następnie liznąć ją w policzek.
— Dziękuję, kochanie. Naprawdę — szepnęła, uśmiechając się ponuro.
~*~
Ogłoszenie klanowi nowego zastępcy było cholernie trudne, a bura cały czas czuła się tak, jakby zdradziła szylkretkę. W końcu to było miejsce Migotki. To ona powinna nosić miano zastępcy. Nic jednak nie mogła zrobić, Klan potrzebował następcy lidera. Niektórych zdziwiła jej decyzja, jednak burej nic to nie obchodziło. W ogóle mało co ją dzisiaj obchodziło. Spojrzała niechętnie w stronę stosu i burcząc coś pod nosen, skierowała się do legowiska.
— Mamo! — usłyszała karcące zawołanie Fiołkowej Bryzy. Odwróciła się i spojrzała na nią pytająco. Kocica w jednej chwili pojawiła się koło niej. — Nie jadłaś nic od rana. Co ty robisz? Wiesz, że to dla ciebie niezdrowe.
Cierń wzruszyła ogonem.
— Nic mi nie jest — stwierdziła tylko, uśmiechając się krzywo. Kolejny dzień, kolejne kłamstwa.
< Fiołkowa Bryzo? owo >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz