Uśmiechnął się krzywo, co zauważyła idąca z nim kocica, ale w żaden sposób nie skomentowała.
Widział, że cały czas rozważa, czy dobrze postąpiła i w dalszym ciągu zastanawiał się, co sprawiło, że tak łatwo się zgodziła zaprowadzić go do reszty członków Klanu. Tak, coś rzeczywiście wisiało w powietrzu… Pewnie dlatego była podejrzanie miła.
Zastanawiał się, kiedy buraska zauważy, że idzie za nimi jeszcze jeden kot, czy raczej szczeniak. Cóż, widocznie wydzielał na tyle silną woń…
Zamyślił się i nieświadomie skręcił w stronę puchatej kulki, czym zasłużył na niezbyt miłe spojrzenie przewodniczki. Odpowiedział tym samym i wrócił na wyznaczoną przez jej kroki ścieżkę.
Musiał przyznać, że siedziba Klanu, jeśli tak można ją było nazwać, z daleka była niewidoczna.
Teraz albo nigdy. Jego szansa, by poznać prawdę.
Bura machnęła na niego, zachęcając do wejścia.
Pierwszym, kogo zauważył, był rudy kocur. Później dostrzegł więcej kotów.
Kotów.
Klan Wilka składał się z kotów.
Prychnął, przeklinając w myślach. Jak mógł być tak głupi. Powinien od razu się domyślić, gdy tylko zobaczył wtedy tę burą kulę kłaków.
Koty.
Jego ostatnia nadzieja…
- Cętkowany Liściu? - przemówiła jedna z postaci, widocznie zwracając się do jego przewodniczki.
Nie, nie może. Zaraz oszaleje.
Odwrócił się i ruszył przed siebie.
Po raz kolejny miał uciekać. Trudno. Jeśli w ten sposób ma coś zdziałać…
- Ej! - zaprotestowało coś miękkiego, co właśnie nadepnął.
Szczeniak. No tak. Jak mógł zapomnieć.
Przyjrzała mu się uważnie.
- Znalazłeś ich, prawda? - uśmiech rozpromienił jej pyszczek. - Udało nam się! - Kotka zaczęła radośnie skakać wokół niego, dowodząc, że z jej łapą nie było wcale tak źle.
Musiał się jej pozbyć.
Wziął głęboki wdech.
- Tak, udało się. Chodź już, przedstawisz się reszcie.
Wbrew wszystkiemu, co czuł, obrócił się i ruszył z powrotem do obozu.
Widząc jej ekscytację, poczuł się trochę lepiej. Przynajmniej to mu się udało…
- Ten szczeniak chciałby do was dołączyć. Twierdzi, że spotkał wcześniej kogoś z was.
- Nagietka! I obiecał, że po mnie wróci! - wpadła mu w słowo.
- No, to zajmiecie się nią, tak? - Spojrzał na zaskoczoną buraskę. - To ja już pójdę. Udanych łowów, czy coś.
Powstrzymał go piskliwy głosik.
- Ty… chcesz mnie tu zostawić?
Westchnął, ignorując ukłucie wyrzutów sumienia.
- Chciałaś odnaleźć przyjaciół, zrobiliśmy to. Jesteś w Klanie, bezpieczna. Na mnie już pora.
- Ja… Nie zostanę, jeśli ty nie zostaniesz.
Spojrzał w wielkie, żółte ślepia. Było w nich tyle ufności, tyle nadziei…
- Nie mogę. - Prychnął. Jeszcze tego brakowało… Nie potrzebował robić za niańkę, już podróż z nią tutaj była wyzwaniem dla jego nerwów. Miał cel. Musiał dowiedzieć się, kim była jego pierwsza rodzina.
Po prostu na niego patrzyła. Milczała i widział, że walczy z napływającymi do oczu łzami.
Nie mógł tu zostać. Jego przeszłość…
Nie potrafił jej tego zrobić.
Posłał kotce najbardziej zrezygnowane i rozczarowane spojrzenie, na jakie go było stać.
- Zgoda.
Nie był przygotowany na puchaty pocisk, który w niego wystrzelił. Przewróciła go, przytulając.
- Dziękuję! Dziękuję, dziękuję, dziękuję!
Odsunął koteczkę od siebie z niesmakiem.
- No, idź, poszukaj Nagietka czy coś.
Pobiegła, rzucając mu jeszcze szczęśliwe spojrzenie.
Odwrócił się w stronę zszokowanej buraski.
- Przyczepiła się do mnie po drodze i nie chciała odczepić… To jak z tym Klanem?
<Cętko? Przepraszam, że tyle to trwało, ale przygotowywałam plot-twist xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz