BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

04 sierpnia 2023

Od Diamentu

 Srebrne kocię otworzyło oczy i przeciągnęło się, próbując odgonić resztki snu. Doskonale wiedziało, co dziś będzie robić. Był wczesny ranek, więc jego mama wraz z rodzeństwem spała. A może tylko leżała z zamkniętymi oczami? Trzeba było zachować ciszę. Ostrożnie wypełzł spod mieszaniny łap i futer swojej rodzinny. Następnie szybko ruszył ku wyjściu z szopy. Obejrzał się, żeby zobaczyć, czy mama nadal śpi. Gdy ponownie zaczął patrzeć przed siebie, za późno zauważył małą gałązkę, na którą zaraz nadepnął. Nieco zrezygnowany zamknął oczy, gdy usłyszał głośny chrzęst. Gdy je otworzył, zobaczył, jak mama podnosi głowę. Próbował szybko wrócić na posłanie, żeby nic nie podejrzewała, ale nie zdążył.
- Diament, gdzie się wybierasz? Błotniste Ziele nic o tym nie wie… - usłyszał zaspany głos matki i uśmiechnął się nerwowo.
- Em, ja…? Ja…poszedłem rozprostować kości. Spałem dzisiaj w bardzo niewygodnej pozycji i mnie łapki bolą. - przybrał minę smutnego niewiniątka, zrobił wielkie oczy i spojrzał na mamę, jakby nigdy nic. Zdawał sobie sprawę, że słabo kłamał, dlatego trzeba było to nadrobić wyrazem pyszczka.
- Aha… No dobrze. - gdy tylko kocurek usłyszał słowa, odwrócił się, tak, żeby Błotniste Ziele nie widziała niepowstrzymanego uśmiechu na jego pysku. Następnie powoli wyszedł z szopy, machając łapami, żeby mama myślała, że je rozprostowuje. Szybki rzut okiem za siebie pozwolił mu się upewnić, że już nie zwraca na niego uwagi i jest bezpieczny. Podbiegł do płotu odgradzającego ogród i zaczął szukać dziury.
- Ugh! Gdzie to mogło być? - miauknął szeptem, gdy po dłuższej chwili nic nie znalazł. Jeszcze trochę pochodził, w końcu zauważył nadłamaną deskę. Przyciskając brzuszek do ziemi, przecisnął się i rozejrzał. Usłyszał głosy niedaleko, więc niewiele myśląc, wpełzł pod jakiś gęsty krzak. Kolczaste gałązki i liście z ostrymi krawędziami przyciskały go do ziemi i trzymały w niewygodnej pozycji, zostawiając małe zadrapania.
- Wracajmy. - w znajomym tonie głosu rozpoznał Śmiecia. Zaraz odpowiedział mu drugi głos.
- Dobra, już i tak dużo upolowaliśmy. - to zdecydowanie była Skowronek. Usłyszał odgłos jej kroków i nawet zobaczył szylkretowe futro, gdy stanęła przy jego krzaku. Diament cofnął się powoli, nie chciał, żeby go zobaczyła. Ale to był błąd, bo wpadł na masę liści i rozległ się głośny szelest.
- Słyszałaś? - szepnął Śmieć. - Myślisz, że to zdobycz? - kociak na te słowa westchnął cichutko zasmucony i zrezygnowany. Chciał tylko pozwiedzać. Teraz modlił się do kamieni, żeby Skowronek powiedziała, że to pewnie tylko wiatr. Ale tak się nie stało.
- Nie sądzę. - powiedziała niezadowolonym tonem. - Zwróć uwagę na zapach. Nie przypomina Ci czegoś? - kotka podeszła do kryjówki kocurka i podniosła go, następnie położyła przed sobą. Kociak uśmiechnął się łobuzersko.
- Heeeeej - miauknął, przeciągając samogłoskę. Śmieć i Skowronek wbili w niego spojrzenia pełne politowania.
- Nie powinieneś przypadkiem być w ogrodzie? - zauważył kremowy kocur. - Jeśli dobrze mi wiadomo, nie możesz wychodzić sam.
- No tak. Wiem. - Diament podniósł wysoko główkę i machnął ogonem. - Ale i tak wyszedłem. Przecież nic mi nie jest, nie bądźcie tacy nudni. - miauknął z akcentem na ostatnie słowo.

***

Mimo marudzeń i sprzeciwu kociaka został zaniesiony do obozu, a Skowronek i Śmieć donieśli o wszystkim mamie. Wcześniej ich lubił, ale teraz był obrażony. Jedyne z czego się cieszył, to z tego, że tym razem to nie Bazalt naskarżył. Nie chciał, żeby jego brat się do tego przyzwyczaił.

Od Zajęczej Troski CD. Spienionej Łapy

Podążała wzrokiem za ruchem młodszej kotki, a dotychczas błogi spokój wymalowany na jej pysku, rozmył się w powietrzu, ustępując swojego miejsca zmieszaniu. Obiecała sobie wcześniej, że będzie żyć tak, jakby nic się nie stało, ale na samo wspomnienie tamtego dnia strach paraliżował ją wskroś, odbierając jej podstawową zdolność mowy.
W porę jednak zorientowała się, że jej milczenie może wydawać się dziwne, wręcz podejrzane, toteż cicho odchrząknęła, kierując uszy we wskazanym kierunku. Nawet stąd dostrzegała jasne pnie brzóz, które były ledwo co widoczne przez otaczający je puch.
— Z tamtej strony nie mamy żadnych sąsiadów — odpowiedziała w końcu. — Przynajmniej w postaci klanów. Za widocznym stąd Brzozowym Zagajnikiem stoją puste tereny i ciężko stwierdzić, co znajduje się dalej, ale nieraz mieliśmy już sytuację, że w tamtych rejonach kręcili się przeróżni... samotnicy — dodała z trudnością, bo te słowa wręcz grzęzły jej w gardle.
Nie myślała już nawet o tym jednym, przebrzydłym białym kocurze. Gdy tak dłużej się nad tym gdybało, te okolice mogły uchodzić za niezwykle niebezpieczne, bowiem nikt z wojowników nie miał tak naprawdę pojęcia, co kryją dalsze skrawki ziemi.
— Utraciliśmy kiedyś te tereny w wyniku ataku pewnej grupy. Nie wiadomo skąd się wzięli ani skąd o nas usłyszeli, ani jaki też mieli dokładnie cel. Wielu niewinnych zginęło i dopiero po kilku księżycach ruszyliśmy w bój o tę ziemię — mruknęła, zerkając na pełną zainteresowania minę kotki.
Zając nie chciała jej straszyć, ale i zarazem nie zamierzała okraszać jej tej historii słodkimi kłamstwami. Przedstawiała realia, nieraz okrutne, jednak lepiej było zawczasu ostrzec młodą o potworach stąpających tuż przy ich granicach, niż potem znosić konsekwencje niezrobienia tego.
— Brałam w tym udział. Wrogów nie było wielu, my wzięliśmy ich z zaskoczenia, więc udało nam się podołać tej misji z niewielką stratą — przyznała, mając na myśli młodą, świeżo mianowaną wojowniczkę, która tego feralnego dnia straciła życie. — Nie mamy jednak pewności, że nic nie kryje się wśród tamtejszych zarośli. Nie pójdziemy tam dzisiaj, ale podpytam mentorów twoich sióstr i jeśli się uda, to przejdziemy się tam za niedługo w większym gronie, będzie to o wiele bezpieczniejsze i przyjemniejsze. Może akurat zrobi się cieplej? Będzie przynajmniej cokolwiek widać.
Gdy tylko zamknęła pyszczek, skupiła w pełni swój wzrok na liliowej. Biel w interesujący sposób zdobiła jej ciało, a w zielonych ślepiach iskrzyło od zaciekawienia. Z pewnością trening tego szkraba będzie ciekawym przeżyciem. Dawno nie widziała w nikim tyle pokładów chęci do życia i radości.
Miała tylko nadzieję, że nigdy nic ani nikt nie zabije tkwiącej w Spienionej Łapie słodkiej niewinności.
— Czy wojny są czymś częstym? — zapytała z pewną nieśmiałością.
Vanka w zamyśle uniosła w górę pysk.
— Nie. Gdybyśmy się nienawidzili z innymi klanami do takiego stopnia, że dzień w dzień wywoływałoby to walki, Klan Gwiazdy zaingerowałby. Istnienie czterech klanów pozwala na zachowanie pewnej równowagi i ciągłe konflikty wszystko by psuły — stwierdziła, strzygąc uchem. Pomimo swoich wcześniejszych przemyśleń odnośnie szczerości, nie chciała aż tak straszyć Pianki w ich pierwszy wspólnie spędzony dzień. — Nie martw się, mamy też masę wyćwiczonych wojowników, a z tak ambitnymi i pełnymi potencjału uczniami jak ty, nasze szeregi stale będą zasilane przez silne i waleczne koty. Nikt nie odważyłby się nam podskoczyć — mruknęła, puszczając jej oczko.
Wierzyła w kotkę. Była wychowana przez Sroczy Lot, a spod jej łap wychodziły same dobre rzeczy.
— Dziękuję. Jeszcze co prawda nie zdążyłam zbytnio zaprezentować żadnych umiejętności, więc... Po czym tak sądzisz? — zapytała.
— Wydajesz się mocno zaangażowana i widzę, że podchodzisz do treningu na poważnie. Same chęci stanowią już dużą część do sukcesu, a jeśli na twoje szkolenie poświęcimy dużą ilość czasu, to z pewnością wyrośniesz na wspaniałą istotę — zapewniła. — Poczekaj tylko, jak śnieg stopnieje i zaczniemy na poważnie naukę pływania. Według mnie to najfajniejsze, co cię czeka — dodała.
Zajęcza Troska znacznie lepiej czuła się w wodzie. Na lądzie odstawała, chociażby prędkością od reszty, więc gdy w grę wchodziły polowania, starała się atakować takie zwierzęta, które dało się wziąć z zaskoczenia, aniżeli na przykład ganiać nieskutecznie za prędkimi — o ironio — zającami.
— Wszystko brzmi fajnie — stwierdziła po chwili namysłu uczennica. — Czyli… Na dzisiaj to koniec?
Wojowniczka westchnęła tylko, dochodząc do wniosku, że nie bardzo ma ochotę rozstawać się już z młodą. Od koteczki emanowało dobrą energią, przez co ten dobry humor powoli przechodził i na jej mentorkę.
— Przejdźmy się jeszcze w jedno miejsce — rzekła. — Tak w ramach przyzwyczajenia cię bycia w ruchu całymi dniami — mruknęła pogodniej, z ulgą oddalając się od okolic Brzozowego Zagajnika.
Spieniona Łapa dotrzymywała jej cały czas kroku. Żółtooka nie starała się nawet o szybkie tempo, chcąc dać podopiecznej szansę na spokojny spacer. Jako jedyna z czwórki pociech Sroczego Lotu nie miała czarnego futra, a mimo to bez problemu zyskała sympatię Zając. W końcu — miały te samą barwę sierści. Vanka zastanawiała się, czy Mglista Gwiazda brała to pod uwagę przy wybieraniu mentorów.
— Byłyśmy już tu — zauważyła młodsza, rozglądając się po plaży. Piach wciąż był skryty pod grubą warstwą puchu, aczkolwiek nie dla niego tu przyszły.
— Owszem. Widzisz, bystra jesteś, szybko się uczysz — rzuciła, przysiadając bliżej morza. Zimny grunt nie przeszkadzał jej aż tak bardzo. Wierzyła, że dopóki tyłek nie przymarznie jej do tego miejsca, nie ma się czym przejmować. — Spójrz w dal, co widzisz?
— Wodę — odparła niemal natychmiastowo.
Z pyska Zając uciekł krótki śmiech.
— Nie jest to zła odpowiedź, jednak nie o to mi chodziło — oświadczyła, unosząc łapę. — Skup się na tamtej linii. Tam, gdzie teraz widzisz fale, wkrótce będziesz stała — rzekła poważniej, zerkając na kotkę i z rozbawieniem przyglądając się budującej się na jej mordce dezorientacji.
— Na wodzie? — powtórzyła niemrawo, z dozą niedowierzania w głosie.
— Tak. Co pełnię, gdy księżyc góruje w pełnym blasku ponad naszymi głowami, spośród tych fal wyjawia się wyspa. Na niej odbywają się zgromadzenia, o których pewnie już wiele słyszałaś, ale powtórzę ci, na czym polegają. Tak czysto w ramach formalności — mruknęła.
Dźwięki wody i szmer wiatru były wręcz kojącymi dla niej dźwiękami. Zmrużyła oczy, coraz bardziej ignorując kujący chłód. Streściła po swojemu całą ideę tych spotkań, nie omieszkując się napomnieć o tym, jak ich klan znacznie góruje nad resztą w swojej wspaniałości.
To, że byli lepsi, nie było żadnym kłamstwem.
— Chyba wystarczy jak na pierwszy dzień — stwierdziła, gdy mróz zaczął szczypać ją w poduszki łap. — Masz może jeszcze jakieś pytania? Chętnie udzielę ci odpowiedzi na wszystko, co cię trapi, w drodze do obozu — zapewniła z uśmiechem.

[1032 słowa]
<Pianko?>
[Przyznano 10%]

03 sierpnia 2023

Od Lew CD. Rumianku

 Uśmiechnęła się, że jej zmyślone opowieści wzbudzają zainteresowanie u kociaka. Jego głupie rodzeństwo nawet jakby było szylkretami jak ich matka i Rumianek, na pewno nie wykazałoby żadnego interesowania tym co miała do powiedzenia — zdążyła już ich wystarczająco dobrze poznać i była tego pewna, w końcu byli głupi i woleli się zajmować głupimi rzeczami jak ganianie brudnej kulki mchu.
— Opowiedziała. W pierwszej chwili myślała, że to dzieje się naprawdę, że jakiś kot do niej faktycznie przyszedł poinformować, że jej przyszłe potomstwo ma zostać dzielnymi wojownikami. Dopiero później, gdy postać się do niej zbliżyła zobaczyła jak jej ciało prześwituje, mieni się tak jak gwiazdy na niebie zrozumiała, że to sen od naszych przodków, Klanu Gwiazdy... Wtedy kot przedstawił się jako moja praprababcia, Piaskowa Gwiazda. Opowiadała jej o naszej przyszłości, niestety tego już mama nie mogła nam zdradzić. — opowiadała z dumą i radością w sercu, każde wspomnienie o byłej liderce sprawiało, że robiło jej się ciepło na sercu — Pod koniec spotkania dała mojej mamie i nam — zacięła się starając sobie przypomnieć słowo — błogosławieństwo. To takie coś, jak komuś życzysz dobrze i zdrowia. Jako dowód tego błogosławieństwa każde z nas, ja i moje rodzeństwo mamy oczy w kolorze żółtego, tak jak i właśnie nasza przodkini. To znak, że ona nas chroni, pilnuje by nic złego nam się nie stało. — zbliżyła się ku Rumiankowi i ściszyła głos, tak by nikt poza nimi ich nie słyszał— Mój brat, Piasek, jako że jest reinkarnacja Piaskowej Gwiazdy też potrafi takie rzeczy, ale cichutko. Mogę ci ufać, prawda? — zamruczała, podniosła się i usadowiła się bliżej kocurka, po jego prawej stronie napierając na niego lekko — W końcu przyjaciele powinni sobie ufać, a ty nim właśnie zostałeś.
Kociak pisnął z ekscytacji. Wszystko co opowiadała mu kotka wydawało się fascynujące! Klan Gwiazdy przychodził do każdej karmicielki i mówił jej kim będą ich dzieci? To było cudowne. Ciekawe co gwiezdni powiedzieli jego mamie o nim... Czy zostanie dzielnym wojownikiem? Jaki los go czeka? Skupił się bardziej na kocicy, gdy ta chciała mu powierzyć sekret. 
— Oczywiście, że możesz! — odpowiedział kociak, starając się zakryć swoją ekscytacje. Dokładnie słuchał słów kocicy, nie mogąc uwierzyć, w to co mówiła. — Nie jest to możliwe! On nie...! — Dopiero teraz kociakowi udało się zauważyć, że jest za głośno. — Przepraszam... — Dodał o wiele ciszej, podkulając swój ogon z wstydu. — I ty też jesteś moim przyjacielem! A raczej przyjaciółką.
Lewek dostrzegła, że Rumianek ucieszył się, gdy nazwała kocię przyjacielem. Teraz wystarczyło poczekać, aż młode skończy 6 księżyców i będzie mogła kontynuować oddalanie go od jego głupiej rodziny. Tak też powoli informowała też Rumianka o ideologii Piaskowej Gwiazdy. Przekręcała rzeczywistość tak, by jej przyjaciel nie przeraził się obrazem kotki. W końcu nie miał się czego bać. Pod jej rządami żyłby jak najprawdziwszy król, a jego rodzeństwo musiałoby mu usługiwać. Zdecydowała się jednak dawkować informacje, w końcu co za dużo na raz, to nie zdrowo.

***

skip, akcja dzieje się po tym jak Szept użarł Lew

Z dnia na dzień zaczęła być bardziej aktywna niż ten tydzień temu. Ślad po zębach Szepta już dawno znikł, w końcu to były małe igiełki. Ale ile szumu narobiła! I bardzo dobrze. Chciała by każdy wiedział o barbarzyństwie kocięcia. 
Trzymając piórko w łapkach oglądała je z każdej możliwej strony, podziwiając jego kształt jak i piękna barwę. W pewnym momencie uniosła wzrok na kolorowy kształt, którym okazał być się Rumianek. Kociak nieśmiało szedł w jej stronę. Nie odezwała się pierwsza czekając na rozwój wydarzeń. Była poniekąd zła na szylkreta, za to że łączy go pokrewieństwo z tym plebsem. Ale nie mogła od tak go teraz skreślić. Na ten moment go potrzebowała, i musiała sprawić, żeby i Rumianek jej potrzebował. Jej, i tylko jej. No i może jeszcze jej rodzeństwa.
— Lewku... 
— Tak? — odłożyła piórko skupiając wzrok na kociakowi, który nie zdecydował się do niej jakoś bardzo zbliżyć, w końcu po tej całej sytuacji z udziałem jego brata sytuacja w żłobku była bardziej napięta. A ona właśnie grała naburmuszoną damę, której trzeba było połechtać ego.

<Rumianku?>
wyciąga zegarek i hipnotyzuje
Twoja rodzina cię nie kocha, masz tylko mnie

Od Lew do Tajemnicy

 Czy to był sen? Zaskoczona zamrugała wpatrując się w rudawe futerko kocięcia, które po raz pierwszy w swoim życiu widziała. W jej oczach pojawiły się iskierki. To nie mógł być przypadek, że Lisi Ogon znalazła w tym momencie Tajemnicę. To musiał być znak, najprawdziwszy znak od przodków. 
— Mamo? Mogę iść do dziadka? — spytała Lew przekręcając łebek by móc spojrzeć na matkę za sobą
— Dobrze. Piasku... Iskierko? Wy również chcecie iść odwiedzić Rozżarzonego Płomienia? — spytała resztę swoich pociech, które na dźwięk ich imion wlepiły swoje złote oczy w matkę
— Tylko, że chce iść sama. — miauknęła ocierając się o matkę, mając nadzieję, że uda jej się wybłagać samotny wypad do legowiska starszyzny. Mogła iść z Iskierką, byleby nie szedł z nią Piasek. Nie powinno go być w trakcie rozmowy jej i dziadka — Mogę? 
— Dobrze. Ale nie siedź u niego zbyt długo. Przyjdę po ciebie, więc lepiej nigdzie sama się nie oddalaj. I pamiętaj...
— Zachowuj się jak dama — skinęła grzecznie kończąc zdanie. Ziębie niekoniecznie się to spodobało, że córka wcięła jej się w zdanie, jednak doceniła to, że Lew pamięta i stosuję się do zasad. 
Tak też rudą kotka ruszyła w odwiedziny do dziadka, któremu musiała opowiedzieć nowinę. Od razu powiedziała starszemu, że to jak nic Piaskowa Gwiazda sprawiła, że Lisi Ogon znalazła rudę kocię. I to nie byle jakie kocię. Kotkę. Ruda kotkę!
— Może w przyszłości będzie razem z Piaskiem. — pisnęła podekscytowana wizja związku tej dwójki, a jak na razie cała trójka miała towarzysza. Rudego towarzysza. — Co o tym myślisz dziadku? To jak nic sprawka Piaskowej Gwiazdy!
Kocur słysząc słowa wnuczki zaśmiał się, po czym pogłaskał ją po głowie. 
— Lewku, nie jesteś za młoda na bawienie się w swatkę? 
— Swatkę? — przekrzywiła główkę nie rozumiejąc słowa, kocur po chwili wyjaśnił jego znaczenie — Nie. Myślę, że na to nigdy za wcześnie. Nawet lepiej za wczasu takie rzeczy ustalić, nie uważasz dziadku? — miauknęła powodując po raz kolejny uśmiech na pysku starszego rudego kocura
Jak ona go kochała. Mogła do niego chodzić, rozmawiać na wszystkie tematy i słuchać o praprababci codziennie. I kochała plotkować ze starszym na temat tych paskudnych nierudych. Na samą myśl, że dziadka kiedyś zabraknie czuła uścisk w jej małym serduszku. W końcu, gdyby nie on, nie poznałaby tylu wspaniałych historii o kremowej kotce.
Gdy skończyła przedstawiać Rozżarzonemu Płomieniowi przyszłość jej brata, która sobie wymyśliła w swym małym móżdżku, kilka minut po tym przyszła po nią jej matka. Zaskoczona wpatrywała się w obojgu, a starszy skomentował tylko ich spotkanie zdaniem:
— Piasek jest w dobrych łapach, nawet gdy nas zabraknie
Zięba nie wnikała w szczegóły. Zabrała Lew z powrotem do żłobka, która gdy tylko nadarzyła się okazja podeszła do Tajemnicy. Musiała jej wyjaśnić kilka rzeczy. To, że należy do tych lepszych kotów i to ,że bawienie się mchem nie przystoi rudym damą.
— Tajemnica, tak? — spytała zdobywając się na uśmiech — Ciekawe imię. Bardzo ładne — próbowała podlizać się kotce. — Ja jestem Lew. Moja siostra to Iskierka. A tamten uroczy kremowy kocur to nasz ukochany brat Piasek, który kiedyś zostanie liderem. Chcesz z nami spędzić czas i się lepiej poznać? — No raczej, że powinna chcieć. Tylko głupek by nie chciał z nimi się zadawać, w dodatku po tym jak usłyszał informacje o tym, kto w przyszłości zostanie liderem.
W końcu chciała uprzedzić czwórkę (bo Rumianek jedyne dobre dziecko) pomiotów  zastępczyni przed skalaniem ich odrazą nowego nabytku, daru od samej Piaskowej Gwiazdy. Oby praprababka była hojna i za niedługo sprawiła, że dwójka kolejnych rudych kociąt zostanie znaleziona!


<Tajemnica?>

Od Wieczór (Wieczornej Mary) CD. Bieliczego Pióra

 Trochę ją bawiła rozmowa z Bieliczym Piórem. Kotka była dość miła i fajnie się z nią spędzało czas, ale jeszcze ciekawsze było powodowanie u niej wzrostu ciśnienia. Tak na serio to niezbyt wiedziała skąd się biorą dzieci, tylko sobie żartowała. Słyszała oczywiście rozmowy o młodych, lecz o szczegółach przecież nikt nie mówił w obozie! Chciałaby wiedzieć więcej, ale jak na razie zostało jej się domyślać. Może rosły na drzewach?...
- Nie zaszkodzi... Ja tam chętnie powiem starszym by ich uświadomić.
- Starsi raczej... wiedzą o takich rzeczach - miauknęła do niej. 
- Niektórzy nie. Przecież dzieci Jaszczurzego Syku wyglądają tak idiotycznie... Na pewno tego nie wiedzą.
To była racja, te całe jej pomioty to były jakieś niedorozwinięte. Głupie i strasznie nudne. Ktoś mógłby powiedzieć, że ona jest nudna bo się nie bawi, ale przecież ten rodzaj rozrywki to nie jest sens życia! Są ważniejsze sprawy, niż takie głupoty.
- Wieczór. Nie rozpowiadaj takich rzeczy dzieciom. - skarciła ją. Co tak ciocia reagowała? Nie robiła niczego nieodpowiedniego, nawet gdyby wiedziała i o tym opowiadała, to chyba mówienie czegoś co jest faktem, nie było wielkim grzechem.
- No ale... To nic złego. Mówię im prawdę. Mama mówi, że nie wolno kłamać.
- Ale one są... też jeszcze nie gotowe, by wiedzieć o takich rzeczach. To sprawy dorosłych. Mogą źle to zrozumieć i potem jeszcze same będą mieć za szybko kocięta, bo pomyślą, że to zabawa.
Zaczęła się śmiać. Zabawa? Kto mógłby pomyśleć, że takie poważne rzeczy były błahostką!? Przecież dzieci były na całe życie, trzeba się z nimi użerać i w ogóle… Jeżeli kiedyś będzie miała kocięta (a nie sądziła by to się stało bo żeby je mieć musiałaby mieć partnerkę, co było niemożliwe) to będą one tylko po tym jak się zastanowi, czy to rozsądne!
- To by było śmieszne! Teraz to jeszcze bardziej chcę im to powiedzieć!
- Nie! - odparła ostro. - Wieczór. To może źle się skończyć dla nich i dla ciebie. Nie namawiaj dzieci do takich rzeczy. To nienormalne. Jesteś mądrym kotem, więc pokaż to swoim zachowaniem i nie baw się w głupie żarciki.
- No ale... No dobrze...- wymamrotała cicho. Jest mądrym kotem… Ale chciała też porobić żarciki. Skoro nie potrafiła czerpać rozrywki z zabaw z innymi, to chciała chociaż trochę poczuć frajdę, wygłupiając się. Chyba każde dziecko tak robiło, racja? 
- Tu jest legowisko wojowników - kotka pokazała jej kolejne legowisko. 
- Tutaj śpi tata? Mogę mu wrzucić kolców do legowiska?
- Lepiej nie. Jeszcze się rozzłości.
No wiedziała, że się rozzłości, ale taki był plan! W ogóle nie chciał z nią spędzać czasu, a to nie było fajne. Omijał żłobek szerokim łukiem, a ona chciała go lepiej poznać! Był przecież jej ojcem…
- Uh... To co ciekawego mogę zrobić? Tego nie mogę, tego też…
- Jako kociak niewiele można robić. Też mnie to irytowało, ale taka prawda - westchnęła. No tak, ale pewnie potrafiła się dobrze bawić, czego z kolei ona nie umiała! Próbowała szukać innego sposobu na zwalczenie nudy, lecz wydawało się to być niemożliwe.
- To... Mogę opluć Upadłego Kruka?
Pokręciła łbem. No jak to?! Przecież był takim głupim kotem, czemu nie mogła?! Zasługiwał na oplucie, bo też nie chciał w ogóle odpowiadać na pytania i z nią spędzić trochę czasu. Przecież nie była aż taka irytująca, a chciała się tylko czegoś dowiedzieć.
- Nie. Nie zaczepiaj nikogo i nie szukaj sobie wrogów. To nie jest dość mądre podejście.
- Ale to jest fajne. I Kruk może być moim wrogiem, nie boje się.
- Racja, że nie może ci nic zrobić, ale co będzie jeśli kiedyś szczęście nie będzie ci sprzyjać? Lepiej myśleć przyszłościowo.
- No dobra, dobra... Uh. Czyli nie mam co robić- zrezygnowana wyłożyła się na niej. Zapowiadało się mdło przez calusieńki dzień. W końcu, co ona zrobi jak nic nie może? Miała na wszystko zakaz…

<Bielik?>

Od Gęsiego Wrzasku do Wilczej Tajgi

 No tak, oczywiście, to on musiał wszystko robić. Nic nowego, domyślał się, że prędzej czy później tak się stanie. Poza tym, kultyści i tak jakoś bardziej woleli przychodzić do niego, aniżeli do tego cholernego bluźniercy, który kisił spasioną dupę w swoim legowisku.
Nic nie robiła.
Dosłownie nic.
Zastanawiał się, czy klan ma odpowiednią ilość ziół, by dotrwać do końca kolejnej pory nagich drzew. Ba! Był praktycznie pewien, że jeśli zielska starczy im do końca pory zielonych liści, to będzie to jakimś cholernym cudem. Też coś, żeby to on musiał się martwić takimi rzeczami… Niedorzeczne.
Spojrzał na Sosnową Igłę, która krzywiła się, kiedy grzebał przy jej łapie. Miał wręcz świetną świadomość, że kotka go wręcz nienawidzi. Sam sobie zapracował na to przez nieprzyjemny charakterek, jednakże głównie była to wina Chłoda, którego kocica wręcz nie znosi. No, a że byli razem to… cóż… Gęsi obrywał rykoszetem.
Na całe szczęście miał w głębokim poważaniu starą wariatkę.
— Przestań się wiercić, bo ci tę łapę wykręcę — warknął niezadowolony, gdy Sosna znowu szarpnęła kończyną, niemal wyrywając mu ją z łap. — Chyba że chcesz iść do Kuny. W takim wypadku zapraszam.
Rzucił pogardliwe spojrzenie kotce, która rzuciła w jego personę niewybrednym przekleństwem, do końca badania, czy może raczej leczenia, siedząc grzecznie.
— Staraj się nie przemęczać łapy, bo ci tak zostanie. Podobnie z wyrazem pyska — nie byłby sobą, gdyby nie oszczędził sobie paskudnych komentarzy w jej kierunku.
— Gęsi Wrzasku?
Z jego gardła wydobyło się niezadowolone warknięcie. Znowu ktoś mu dupę męczył.
— Czego. Kolejna chora a biedna psiemeńciona kunia nolka musi odpocońć? — zacmokał, celowo przyjmując ton głosu, którego zwykle używało się przy bachorach. Odwrócił łeb, a jego oczom ukazała się sylwetka Wilczej Tajgi. Czego ona do diabła chciała?

< Wilcza? >

Wyleczeni: Sosnowa Igła

Od Lisiego Ogona do Tajemnicy

 Przyśpieszyła tępa i chwyciła królika w przednie łapy. Zagryzła go szybkim ruchem szczęk i uniosła go dumnie. Upolowany. Kolejna zdobycz dla klanu w porze nagich drzew. Zakopała zdobycz i rozejrzała się za czymś jeszcze. Skoro już jej tak dobrze szło, to czemuby nie upolować czegoś jeszcze? Szła i szła, ale nigdzie nie wyczuwała innych królików. Docierała do końca wrzosowisk. Niedługo za rzeką znajdzie się na terenach niczyich. Postanowiła zawrócić, kiedy usłyszała pisk. Płacz. Przestraszona podążyła za źródłem dźwięku. Wydawało je kocię. Malutkie porzucone. Mogło mieć około czterech księżyców. Lisi Ogon rozszerzyła oczy z przerażenia. Próbowała podnieść kocię w pysk, ale było zbyt duże. Nie wiedziała kompletnie, co ma robić. Ułożyła je obok siebie. Owinęła je ogonem i zaczęła intensywnie wylizywać. Kotka wiedziała, że musi jak najszybciej zanieść je do obozu. Nie wiedziała, ile małe już tu było. Trzeba było je uratować. Kiedy poleżała dłuższą chwilę z kocięciem ogrzewając je. Sprawdziła płeć. Dziewczynka. Zaprowadzi ją do obozu i wszystko będzie dobrze. W końcu klany przyjmowały porzucone kociaki. Zgodnie z kodeksem wojownika nie mogła opuścić tego kocięcia. Nie obchodziło jej to, że mała może być chora i ją czymś zarazić. W obecnej chwili chciała jej pomóc. Kociak otworzył oczy. Odzyskała przytomność!
- Gdzie… gdzie ja jestem? - pisnęła. Lisi Ogon owinęła małą szczelnie swoim puchatym ogonem.
- W bezpiecznym miejscu. Nazywam się Lisi Ogon. - odpowiedziała uspokajającym głosem. Mała nie odpowiedziała, co nie przeszkadzało rudej. Od razu pokochała kociaka. Była mała i potrzebowała jej. Po dłuższym czasie trąciła kociaka nosem. Ta otworzyła oczka.
- A ty jak się nazywasz? - zapytała.
- Tajemnica. - odpowiedziała. Tajemnica? Kocię jej nie ufało.
- Dobrze, jak nie chcesz to nie mów. Jesteś tu sama? Gdzie twoja mama? - zapytała.
- Nie wiem. Mam jeszcze Sekret. Lubię ją. - odpowiedziała mała ze smutkiem.
- Jaki to sekret maleńka? - spytała.
- Sekret to moja siostra! A ja jestem tajemnica. - powiedziała Lisi Ogon uśmiechnęła się. Tajemnica…, czyli to było imię koteczki?
- Ładne imię. - stwierdziła.
- Zmęczona. Głodna. Zimno. - pisnęła cicho wtulając się w jej futro.
- Mogę cię zabrać do obozu. Tam będzie ciepło. I będzie jedzonko. Właściwie to… poczekasz tutaj chwilę? - zapytała.
- Nie zostawiaj. - wymamrotała.
- Nie zostawię. Chodź ze mną. - pomogła małej się podnieść. Zaprowadziła Tajemnicę do miejsca, w którym ukryła królika. Dała go kici do zjedzenia.
- Jak długo tu jesteś sama? - zapytała.
- Mamy nie ma od dwóch wschodów słońca. Ile jeszcze? Zmęczona! - miauknęła.
- Do obozu jeszcze chwilka. Zaraz będziemy. - skłamała. Jakoś udało jej się przejść przez drogę grzmotu z kocięciem. Potem doszły do obozu, a Lisi Ogon zaprowadziła kocię do żłobka.
- Już bezpiecznie? - zapytała Tajemnica.
- Tak. Już dobrze. - odpowiedziała małej.
- Lisi Ogonie, co to za kocię? - zapytała się jej Zięba.
- Znalazłam je. Gdybym je zostawiła, pewnie by umarła. Była sama. Uważam, że nadaje się idealnie na wojowniczkę. Jest silna, skoro tyle przetrwała. - Lisi Ogon nie była pewna swoich słów, ale musiała przekonać karmicielki, a potem Tygrysią Gwiazdę.
- Yhm. - Zięba od razu straciła zainteresowanie kicią. Na razie Lisi Ogon zostawiła ją samą w żłobku, a sama poszła do Tygrysiej Gwiazdy. Zatrzymała się przy wejściu do jej legowiska.
- Tygrysia Gwiazdo? - zapytała.
- Wejdź. - usłyszała odpowiedź.
- Znalazłam kocię. - powiedziała wchodząc. Tygrysia Gwiazda podniosła się, wyraźnie zainteresowana.
- Gdzie? - spytała.
- Na wrzosowiskach. - udzieliła jej odpowiedzi.
- Może to kocię Owocowego Lasu? - zapytała.
- Nie sądzę. Mówiła, że ma mamę i siostrę, ale nie wie, gdzie one są. - stwierdziła.
- Rozumiem. - odparła.
- Może u nas zostać? - zapytała z nadzieją.
- Oczywiście. Według kodeksu wojownika musimy udzielać pomocy kociakom. Należy się jednak upewnić, czy nie ma matki w okolicy, która go szuka. Zaraz zorganizuję patrol. Czy mogę ją zobaczyć? - zapytała. Lisi Ogon kiwnęła głową. Zaprowadziła liderkę do żłobka. Głowy karmicielek uniosły się, kiedy przywódczyni weszła do kociarni. Lisi Ogon od razu usiadła przy znajdce. Maluch spał. Może to i dobrze, po tym co przeszła. Otuliła kicię ogonem i spojrzała wyczekująco na Tygrysią Gwiazdę.
- Czyli może zostać? - zapytała.
- Tak. Może. - odparła. Lisi Ogon odetchnęła z ulgą i ułożyła się obok kocięcia szturchając ją, aby się obudziła.
- Już bezpiecznie? Jesteśmy w obozie? - zapytała Tajemnica.
- Tak już bezpiecznie. Jesteśmy w obozie. Są tu dwie kotki, które mogą cię wychować. Zięba i Różana Przełęcz. Do której chcesz pójść? - spytała.
- Ja chcę zostać z tobą. Zmęczona. Chcę spać. - wymamrotała przysuwając się bliżej Lisiego Ogona. Zostać… ze mną? To znaczy, że będzie siedziała razem z małą w żłobku. Kiedy patrzyła na zasypiające kocię, poczuła inne uczucie, którego nie czuła, odkąd Płomykówkowa Łapa odeszła. Miłość. Zamierzała opiekować się małą. W końcu to ona ją znalazła i czuła się za nią odpowiedzialna. Jeśli będzie taka potrzeba, zostanie z nią w żłobku i będzie jej przybraną mamą. Uważnie przyjrzała się śpiącej. Nawet nie zorientowała się, kiedy zamknęły jej się oczy. Owinęła się wokół kici i zasnęła.

***

Leżała w żłobku na posłaniu zrobionym przez uczniów obok Tajemnicy.
- Mama? - pisnęła po obudzeniu się. Żal ścisnął serce Lisiego Ogona. Mała najwyraźniej wciąż pamiętała swoją prawdziwą matkę i za nią tęskniła. Jednak mamy Tajemnicy nie było nigdzie na ich terytorium ani za drogą grzmotu. Nie mogli szukać dalej. Sama Lisi Ogon prowadziła jeden z patrolów poszukiwawczych, jednak powróciła z niczym. Koteczka musiała się pogodzić z tym, że już nigdy nie spotka matki.
- Nie ma mamy. Przykro mi. - odpowiedziała współczująco.
- Czy ty jesteś mama? - mała najwyraźniej wciąż śniła.
- Nie. Ale i tak cię kocham. - powiedziała i polizała małą kulkę zwiniętą przy jej boku.
- Dobrze. - odpowiedziała. Kiedy Tajemnica się obudziła, Lisi Ogon zaproponowała zabawę. Nie miała pojęcia, w co lubią bawić się kocięta. Może mała sama coś zaproponuje?
- W co? - spytała mała. Tego wojowniczka obawiała się najbardziej.
- A w co chcesz? - zapytała.
- W rzucanie mchu! - zawołała od razu. Rzucały sobie mchem przez dłuższą chwilę. W końcu się im to znudziło.
- A teraz co chcesz porobić? - zapytała małą.

<Tajemnica?<3>

Nowa członkini Klanu Burzy!

Od Błotnistej Plamy CD. Kawczej Łapy (Kawczego Serca)

 Po odejściu Nastroszonego Futra, czuła się pusto. Nie wiedziała co myśleć o tej całej sytuacji. Uciekł, zostawił z prawie dorosłymi już dziećmi i zapodział się jak kamień w wodę. Dlaczego?... Wiedziała o jego burzliwej relacji z Zajęczą Troską i innymi kotkami z Klanu Nocy, ale przecież bycie samotnikiem było pewnie bardzo niebezpieczne. No i poza tym, zostawił ją tak samą i… Mogła się czuć bezpiecznie. Chociaż nie można było wykluczyć opcji, że kiedyś wróci, by ją do końca dobić… Ale jak na razie zrezygnował z dalszego znęcania się nad nią, pozwolił jej na “lepsze życie”. Tylko co to było za życie… Jedynymi kotami, które powstrzymywały ją przed zwariowaniem do reszty, były jej dzieci, które powoli zaczynały się od niej odsuwać. Widziała to. Miały w końcu teraz pełną swobodę jako uczniowie, mogli spędzać czas z kim chcieli i nikt nie mógł im na to zabronić. Próbowała się ich wypytywać, czy wszystko z nimi dobrze. Morelce niezbyt chciało się z nią rozmawiać, a Makrelek… To Makrelek. Jedynie Kawka, już teraz Kawcza Łapa jakkolwiek chciała przy niej być. Była tym faktem trochę zaskoczona, ponieważ uczyła ją Sroczy Lot i nienawiść wobec kogokolwiek o czekoladowym futrze pewnie już była powoli wpajana jej do głowy. Mimo wszystko, całej trójce życie nie rzucało tak wiele kłód pod nogi jak się obawiała. Byli naprawdę silni i wierzyła w nich mocno, w to, że nie skończą jak ona. 
Była wycieńczona każdym dniem, chociaż wydawało się, jakby była nierobem. Naprawdę się starała. Było to dla niej ciężkie, ale dawała z siebie wszystko, by choć trochę być przydatna. Nie chciała zostać wywalona z klanu na zbity pysk. Chodziła na patrole nawet jeśli większość czasu patrzyła na ziemię próbując nie zwracać uwagę na obecność innych i starać się nie wywrócić, polowała nawet jeżeli wychodziło jej to marnie marnie, przynosiła jakieś mizerne piszczki do obozu... Sama za to praktycznie nic nie jadła, ponieważ mało co potrafiło przejść jej przez gardło. Zresztą, nie powinna nawet korzystać ze stosu zwierzyny, ponieważ na jedzenie zasługiwali lepsi wojownicy. Tacy, co rzeczywiście się przydadzą klanowi. Ona do takich nie należała, bo była czekoladowa i bezużyteczna. Całkowicie już to zaakceptowała. 
- Kawko… Jak tam trening?- zapytała, ignorując to co wcześniej mówiła jej córka. Nie musiała dbać o swoje futro, bo to było zbyteczne. Strząsnęła jednak z siebie trochę kurzu i lekko poprawiła sierść na szyi, by zadowolić Kawczą Łapę. Kotce nie spodobało się to, że zmieniła temat.
- Jest dobrze. Szybko się uczę, a Sroczy Lot jest dobrą mentorką- odpowiedziała, dalej się w nią jakoś dziwnie wpatrując. Nie chciała, by na nią patrzyła z taką… Troską? Nie chciała martwić córki. Nie chciała, by marnowała swój cenny czas na ledwo dychającą matkę. Cieszyła się, że dobrze jej szło szkolenie. Teraz tylko zostanie wojowniczką, będzie miała znajomych, może kiedyś znajdzie kogoś, kto ją będzie kochać… Takiego właśnie życia chciała dla swoich dzieci. 
- To… Super- wymamrotała tylko cicho, kuląc się jeszcze bardziej niż wcześniej. Już za niedługo nawet jej potomstwo nie będzie jej potrzebować. Będą całkowicie samodzielni i w ogóle…- A… Co z Makrelkiem? W-wszystko z nim d-dobrze? Bo wiesz, on… L-lubi się pakować w k-kłopoty.

<Kawko?>

Od Gąski (Tuptającej Łapy) CD. Kawczego Serca

 Słuchała z uwagą słów kuzynki. Przecież ta nie mogła mówić źle, prawda? Przychodziła nawet częściej niż mama, więc naprawdę musiała za nimi tęsknić. Wtuliła się w czarne futro wojowniczki, które zdecydowanie było lepsze niż to zimno, które atakowało ją z każdej strony. Ich rozmowa może nie trwała długo, jednak na końcu Kawcze Serce zaproponowała, aby iść zobaczyć zachód słońca. Oczy kocicy zaświeciły się. Skąd ona wiedziała, że ta kocha podziwiać zachody słońca? Chyba czytała w jej myślach!
 - Tak, tak, tak! - Krzyknęła czarna kocica. - Chodźmy zobaczyć zachód słońca!
 Długo nie myśląc, wybiegła ze żłobka i zmierzyła w stronę miejsca, które uznała idealne na tę okazję. Kiedyś widziała, że przywódczyni Klanu Nocy przemawia z pewnego miejsca, które było bardzo wysokie. To miejsce było z pewnością idealne na oglądanie zachodu słońca. Ciemna wojowniczka podążyła za nią. Powoli słońce zmierzało w stronę nieboskłonu, więc nie miały za dużo czasu. Gdy obie kotki dotarły na miejsce, to widok był przepiękny! Słońce powoli tonęło w wodzie, która otaczała obóz Klanu Nocy. Lepszego zachodu słońca jeszcze nie widziała!

****

 Tuptająca Łapa siedziała na skraju obozu, co chwilę rysując coś na ziemi. Lubiła to robić, gdy rozmyślała. Wyglądało to lepiej niż wlepianie wzroku w przypadkowych przechodniów. Podniosła wzrok, aby zobaczyć, jak Sroczy Lot wraz z Kotewkową Łapą zmierzały do wyjścia z obozu. Od kiedy mama została mentorką jej siostry, to Gąska czuła, że będzie widzieć się z mamą rzadziej, niż to robiła przed mianowaniem. Czemu jako jedyna musiała trafić na mentora, który nie był z ich rodziny?
 Ogonem przetarła ziemię, gdy zobaczyła, że Kawcze Serce zmierzała w jej stronę. Dalej pamiętała jej słowa przed jej mianowaniem. Jej obietnice. Czarna kocica powiedziała, że Gąska będzie widzieć mamę częściej, a stało się coś zupełnie odwrotnego! Wojowniczka podeszła do niej i usiadła obok uczennicy.
 - Wszystko w porządku Tuptająca Łapo? - Zapytała starsza kocica po dłuższej ciszy.
 - Kłamałaś. - Powiedziała czarno-biała kocica. - Kłamałaś odnośnie tego, że będę ją częściej widzieć. Nawet Ciebie teraz nie będę widzieć tak często przez to, że szkolisz Wirującą Łapę!
 - Gąs... Tuptająca Łapo. - Poprawiła się, a słowa kuzynki mocno ją zabolały. Rozumiała jednak gniew kotki, miała całkowite prawo być zła na Kawkę. - Mogę porozmawiać z Makowym Polem, Sroczym Lotem i Zajęczą Troską o tym, żebyśmy zorganizowały grupowy trening dla was. Wtedy wszystkie razem będziemy mogły spędzić czas. - Starała się uspokoić kuzynkę, jednak to przyniosło odwrotne skutki. Gąska już nie wierzyła pustym słowom wojowniczki, bo wiedziała, jak to wszystko się skończy. Tak samo jak spełniały się słowa jej własnej matki.
 - To nie naprawi tego problemu! Tymczasowe rozwiązanie nie zmieni nic. - Krzyknęła uczennica, wlepiając swe zielone oczy w czarną wojowniczkę. - Spotkamy się raz i co to zmieni? Znowu wrócimy do tego, że ty będziesz zajęta Wirującą Łapą, Sroczy Lot Kotewkową Łapą, a Zajęcza Troska Spienioną Łapą!
 Kawcze Serce nie wiedziała co odpowiedzieć kuzynce. Kotka miała rację. Westchnęła ciężko.
 - Jednak to tymczasowe rozwiązanie jest lepsze niż nic, prawda? - Uśmiechnęła się słabo, chcąc sprawić, żeby kuzynka dostrzegła pozytywy, w końcu chciała jej jakoś pomóc, tak aby i ona i reszta jej ukochanych kuzynek była zadowolona.
 - Nie, to nie jest lepsze. - Taką odpowiedź dostała od mniejszej kocicy. - Sprawiasz, że wszystko w moich oczach zaczyna się układać, aby po chwili uderzyła mnie rzeczywistość. Rzeczywistość, która mówi, że dzieje się coś odwrotnego! Tworzysz u mnie złudne nadzieje, że wszystko wraca do normy, gdy tak nie jest!
 Wstała ona i minęła kotkę. Jeśli tak miała wyglądać ich dalsza rozmowa, to nie chciała z nią rozmawiać. To były tylko puste słowa, puste obietnice, które nigdy nie zostaną spełnione. Brzmiało to strasznie podobnie do obietnic Sroczego Lotu, czego najbardziej obawiała się uczennica.

[591 słów]
<Kuzynko?>

[Przyznano 23%]