BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

31 sierpnia 2022

Nowi Członkowie Klanu Gwiazdy!

 
 Powód odejścia: decyzja administracji
Przyczyna odejścia: zatrucie rybą

Odszedł do Klanu Gwiazdy!
 Powód odejścia: decyzja administracji
Przyczyna odejścia: zatrucie rybą

Odszedł do Klanu Gwiazdy!

Od Zdradzieckiej Rybki

Nie było za dobrze z jego żołądkiem, ale powoli wracał do zdrowia. Widział to na podstawie ilości trosji, które wstrząsały raz po raz jego ciałem. Teraz były wręcz rzadsze, więc udział medyków i ich lekarstw, powoli zaczął przynosić efekty. Miał nadzieję, że nie wylecą z posady, bo bardzo się starali ich postawić na nogi. 
Orzechowe Serce również wyzdrowiał, więc siedzieli teraz razem nad jeziorem, obserwując martwe ryby, które nadal unosiły się nad wodą. Jego druga opiekunka jednak dalej siedziała chora. Na dodatek okazało się, że ktoś przyniósł jedną z ryb jego dzieciom, przez co Jesionek również się otruł. Nie miał pojęcia kto to zrobił, ale miał nadzieję znaleźć drania i wepchnąć mu następną wadliwą piszczkę do gardła. Chociaż... Dlaczego Jesionek? Gdyby Zajączek walczyła o życie, nie przejąłby się, wręcz oddychając z ulgą, jeśliby z tego powodu opuściła ten świat. Może dość okrutne myśleć tak o własnym dziecku, lecz mała z każdym dniem pokazywała mu, że nie wyrośnie na nic dobrego. Sam fakt, że groziła mu śmiercią i torturami wiele o niej świadczył. Nie wierzył już w jej słodkie oczka i słówka. Była kłamliwa i toksyczna. A Bławatkowy Potok tego nie widziała! Raz próbował na osobności jej to powiedzieć, udowodnić na wiele sposobów, ale ta za każdym razem twierdziła, że mówił tak z przemęczenia lub zwalała winę na jego urojenia. Szlak go wtedy trafiał, bo nie był takim wariatem, by sobie ubzdurać, że córka chcę go wykończyć! 
- Możemy iść go odwiedzić? - zapytał siostrzeńca, który wiedział kogo miał na myśli. 
Wojownik kiwnął głową, kierując się od razu do legowiska medyka. Już w wejściu widział zapłakaną partnerkę, która widząc go, zaniosła się głośniejszym szlochem. Co tu się działo? Niepokój ścisnął mu serce, gdy kotka wtuliła się w niego mocno. Muchomorzy Jad zwiesił smętnie głowę, a on tak samo jak kremowy, nie za bardzo wiedzieli co było tego przyczyną.
- Co się stało kochanie? - zapytał, lecz wojowniczka nie była zdolna nic z siebie wydusić, dalej mocząc jego futro łzami. 
Widząc jego pytający wzrok, medyk powiedział jedno zdanie. Jedno, które sprawiło, że cały świat nagle runął. Jak to... Jak to Jesionek nie żyję?! Nie mógł w to uwierzyć! Chciał tam wejść, zobaczyć to na własne oczy, lecz mocny uścisk partnerki mu to uniemożliwiał. 
- Nie patrz - łkała, próbując go tym sposobem uchronić przed bolesną prawdą. 
Musiał jednak to zrobić. Stracił matkę, a teraz syna? Jedynego, w którym żywił jakieś nadzieję na zdrowe relacje... To jakiś chory żart! 
- Puść mnie, Bławatek. Proszę. - miauknął, robiąc krok ku wejściu. 
Kotka niechętnie się odsunęła, patrząc na niego zbolałym wzrokiem. Od razu wpadł do środka jak burza, podchodząc do mchu, na którym leżał czekoladowy kociak. Miał zamknięte oczy, sierść gdzieniegdzie posklejaną od wymiotów, a pysk nadal otwarty, jakby łapiąc z trudem powietrze. 
Nie oddychał, nie ruszał się. Zmarł. 
Łzy same pociekły mu po policzkach, a szloch wyrwał z gardła. To nie mogła być prawda, nie mogła! Zwiesił łeb, garbiąc się nad ciałem malca, czując przeraźliwy ból w klatce piersiowej. Znów wydawało mu się, że czas się cofnął. Robił to samo nie tak dawno nad ciałem matki. 
Niech szlak trafi Kruczą Gwiazdę! To jej wina! Mogła wcześniej znaleźć wyjście z tak paskudnej sytuacji! Gdyby nie ten głód jaki dopadł ich klan... Jesionek żyłby. Czemu tknął tą cholerną rybę?! Ogarnęła go złość. Złość na ten cały niesprawiedliwy świat. Był taki młody... Całe życie stało przed nim otworem... A teraz? Teraz pewnie obserwował to wszystko ze swoim dziadkiem z Klanu Gwiazdy. 
- Lepiej wyjdź... - zasugerował Muchomorzy Jad. 
Jak to wyjść?! Zasyczał na niego, ignorując jak żałośnie teraz wyglądał. Nie miał zamiaru porzucać dziecka, jedynego syna, nawet jeśli ten był już tylko pustą skorupą. 
Widząc jego maniakalny wzrok, kocur zniknął na chwilę, zaraz przynosząc mu jakieś zielsko. 
- To przynajmniej to zjedz - podał mu bliżej medykament. 
Chciał go... ćpać?! Otarł pysk z łez, mordując wzrokiem niebieskiego. Nie pojmował, że chciał dobrze. Jego świat teraz zawęził się do widoku martwego ciała syna.
- Zjedz kochanie - Obok poczuł dotyk łap kotki, która przytuliła się do niego ponownie. - Już nic nie da się zrobić. 
Nie wierzył, że to mówiła. Jednak racja... postępowała rozsądnie, bo musiała zostać też przekonana do zjedzenia zielska, które nieco ją uspokoiło. Widząc stanowczy wzrok medyka, w końcu udało mu się zmusić do zjedzenia leku. Trwali tak przez chwilę w ciszy, aż ponownie nie zostali wyproszeni. Tym razem nie walczył. Udał się z partnerką na ubocze, kontynuując cierpienie po stracie dziecka. 

Od Chłodnego Omenu

 Według Dziczej Siły jej uczennica była gotowa, by przejść test na wojownika. Obserwował jak Mroczna Gwiazda wraz z wieloma ciekawskimi kotami, odchodzi na bok, by koty nie biły się w centrum obozu. Sam ruszył za nimi, bo jeszcze nigdy czegoś takiego nie widział, a ciekawiło go jak pójdzie uczennicy i kogo dostanie na przeciwnika. Może Gęsią Łapę? Kocur powinien sobie z nią poradzić. Wręcz nie mógł się doczekać, kiedy pokaże na co go stać i w końcu będą mogli razem spędzać czas w legowisku wojowników. 
— Zaczynajcie — zarządził lider, obserwując z uwagą dwie kotki. 
O nie! Tak się zamyślił, że wypadło mu z głowy, co kocur do nich powiedział. Wychodziło jednak na to, że Frezjowa Łapa miała zmierzyć się z własną mentorką. Podszedł bliżej koła, które zrobiła widownia, wpychając się tuż obok Szczurzego Cienia, który po ich ostatniej rozmowie, nadal nie wyglądał najlepiej. Czy on pójdzie kiedyś do tego medyka? Może powinien powiedzieć o problemie Kuniej Łapie i mieć nadzieję, że spełni swój obowiązek, zaganiając chorego do leczenia. Bury widząc go, spiął się tylko, na szczęście nie odchodząc. Widział jak Irgowy Nektar zerkała w ich stronę, najwidoczniej zadowolona, że oboje przyszli oglądać ten spektakl. 
Na rozkaz Mrocznej Gwiazdy, walka się rozpoczęła. Obserwował jak córka Motylego Trzepotu stara się powalić Dziczą Siłę. Jednak musiał przyznać, że niezbyt jej to wychodziło. Walka z wojownikiem zamiast innym uczniem, była cięższa. A jej przeciwniczka, tak jak jej imię wskazywało, miała krzepę. 
Pojedynek rozstrzygnął się niestety na korzyść mentorki, która powaliła kotkę na ziemię. Jego wzrok od razu powędrował na ojca, który siedział niezbyt zadowolony z przebiegu widowiska. 
— Obyś następnym razem miała więcej szczęścia, Frezjowa Łapo — zaczął zimno. — To hańba, by po tak długim treningu nie pokonać własnej mentorki.
Uczennica skuliła uszy na te słowa. Widział jak Dzicza Siła rzuca jej pokrzepiające spojrzenie obiecując, że przyłożą się bardziej do poprawy jej błędów. 
Wszyscy zaczęli się rozchodzić. Szczurzy Cień zadygotał obok niego. 
— Jak dobrze, że nie wymyślił tego wcześniej — skomentował nową ceremonie wojownik, wracając do swoich spraw. 
Rzeczywiście... Byłoby kiepsko, gdyby miał walczyć z ojcem, gdyby inni uczniowie nie byli gotowi, by się z nim zmierzyć. To dopiero byłoby wielkie upokorzenie; dla niego jak i samego lidera. 
Zastępczyni widząc, że stał w miejscu, podeszła do niego, rzucając mu pytające spojrzenie. 
— Wymyślił sobie rozrywkę... — miauknął do niej, kręcąc głową. 
— Ty też musisz ćwiczyć — powiedziała, dając znak ogonem, by ruszył za nią. 
Spojrzał jeszcze za siebie, ale nikt nie zainteresował się ich wyjściem. Śnieg powoli już topniał, pozostawiając na ziemi błotnistą breję. Przeprawa do jaskini okazała się dość śliska, bo kilka razy prawie się wywrócił, przez wsysające działanie ziemi. 
Kiedy dotarli na miejsce, nie zdziwił się, gdy ich lekcja przerodziła się w zwykły relaks i rozmowę. To wszystko co budziło w nim kiedyś obawy w tym miejscu, zniknęło. 
— Jesteś już gotowy — jej głos niczym echo dobił się od skalnego sklepienia. 
Uniósł łeb, próbując wypatrzeć ją w ciemnościach, lecz było to dość trudne. Czując muśnięcie na swoim pysku, wstał i udał się za zastępczynią do innej komory, gdzie czekał na niego ostateczny test. 

Od Zdradzieckiej Rybki

 Takich dziwów to on się nie spodziewał. Tulipanowy Płatek dostała ucznia, a zaraz potem skończyła w żłobku. Nie miał pojęcia co się wydarzyło; kto w ogóle zawrócił jej w głowie na tyle, by zrobić jej potomstwo, ale cieszył się obrotem tej sprawy. Jego nowa opiekunka, dawna wilczaczka - Wzburzony Potok, nie miała takich dzikich preferencji do krzywdzenia go. Może i charakter miała nieco... trudny, lecz sadystką to ona nie była. Zauważył, że wystarczyło się jej słuchać, a była nawet w porządku. Nie rozumiał jednak jej trajkotania o wyższości kotek nad kocurami. Zbywał to jej gadanie, mając nadzieję, że nie zamieni się niedługo w potwora żądnego krwi, gdy zauważy co robił.
Dzisiejszy dzień był... błotnisty. Nadeszła Pora Nowych Liści, a temperatura wzrosła. Nie wierzył, że dożył do tego momentu. Głód był potworny i nawet teraz odczuwał nieprzyjemną pustkę w żołądku. Dawno nie widział w lesie ani grama piszczki. Na dodatek, po tym jak nieznana grupa kotów odebrała im tereny, obszar polowań się zawęził. Jedyne na co mogli liczyć to jezioro, które odtajało. Ryby musiały się namnożyć przez ten długi okres mrozów, gdzie nikt na nie nie polował. To była ich teraz ostatnia deska ratunku.
Wojownicy pełni nadziei, skierowali najpierw tam swoje kroki. Jego obstawa zmusiła go, by również za nimi ruszyć, co sprawiło, że cały się spiął. Kolejna lekcja pływania? Po tym jak morsował w lodowatej wodzie, już samoistnie drżał. Jednak jego strach, by wejść do jeziora powoli wygasał. Potrafił walczyć o przetrwanie i nie dać się ciemnym odmętom wody. A to było już coś. 
- Niesamowite! To znak od Klanu Gwiazdy! - usłyszeli okrzyki radości. 
Obserwował zszokowany jak wojownicy rzucili się do wody, wynosząc z niej... ryby. Zaskoczony stanął z boku, kierując wzrok na wzburzoną przez koty tafle. Rzeczywiście... masa ryb pływała na powierzchni. Ślinka pociekła mu na ten widok. Wzburzony Potok chwyciła jedną z nich, wgryzając się w mięso i mrucząc z zadowoleniem. Zauważył, że prawie wszyscy pożerali ten dar. Orzechowe Serce chwilę się zastanawiał czy dołączyć do świętowania, lecz i go pokonał głód. Wskoczył do jeziora, wyławiając swoją porcję i jedząc ją wygłodniale. 
Czekoladowy jednak się wahał. Coś mu tu nie pasowało. Skąd nagle taka masa martwych ryb? Nie były przypadkiem czymś zatrute? W dziejach nie słyszał, by Klan Gwiazdy zrobiłby taki miły uczynek dla żywych. Patrzył na tą istną ucztę, nie mając pojęcia co zrobić. Z jednej strony, pragnął zjeść przynajmniej jedną piszczkę, z drugiej powinni najeść się wyżsi od niego rangą, by Krucza Gwiazda go nie oskubała z sierści; w końcu czuł się tu jak więzień, a nie jeden z wojowników. Jednak ryb starczyłoby na wykarmienie całego klanu... Może jak zje kawałek, to nikt nie zauważy? W tym celu musiał wejść do wody. Zrobił to gnany głodem, brodząc w jeszcze zimnej cieczy, chwytając zdobycz w pysk. Wychodząc na brzeg, rzucił ją na ziemię, wąchając i przyglądając jej się uważnie. Nie dojrzał w niej jednak nic podejrzanego. Może za dużo się zamartwiał? Powinien cieszyć się, że zaraz zaspokoi głód, a nie tyle myśleć. Wgryzł zęby w ten dar od losu, pożerając posiłek w kilku kęsach. Jak dobrze... żołądek bardzo tego potrzebował, po tak okropnej Porze Nagich Drzew. 
Przez chwilę w oczy rzuciła mu się sylwetka Zajęczej Gwiazdy u boku liderki, ale to szybko zniknęło, gdy rozpoznał w nim Niezapominajka. Jakie było jego zdziwienie, gdy niedawno wyszedł z legowiska lidera, jak gdyby nigdy nic. Chyba nawet zemdlał wtedy na jego widok. Większość sądziła, że był martwy, a tu proszę. Jednak żył. Nie miał pojęcia, czy miał się z tego cieszyć czy nie. Krucza Gwiazda nadal tytułowała się liderem, co budziło w nim niepokój. Dwóch liderów w klanie... kto by pomyślał, że do czegoś takiego kiedykolwiek dojdzie. Teraz jednak ta para obserwowała, to co się działo nad brzegiem. 
- Dobra starczy tego - miauknął jego siostrzeniec. - Przenieśmy te ryby na stos - zarządził, wchodząc do wody i rzucając im je pod nos. Wojownicy poszli za jego radą i chwilę później stos pękał w szwach od nadmiaru pożywienia. 
Dzisiejszy dzień zdawał się dla nich jakąś dobrą passą. Oby to trwało jak najdłużej.

***

Kilka godzin później pożałował, że tknął tą rybę. Połowa klanu się zatruła, wymiotując i skarżąc się na bóle brzucha. Go również to dopadło, jednak znosił to nieco lepiej. Możliwe, że był bardziej odporny na ból, po tym jak przeżył istne piekło, które zafundowano mu we śnie oraz na jawie. Nie pomogło mu to jednak zahamować wymiotów, które brudziły legowisko medyka raz po raz. Wraz z nim, leżeli tu też inni chorzy, którzy skarżyli się na podobne objawy. 
- To był zły omen - ktoś syknął, przełykając żółć zbierającą mu się w pysku. - Wraca zza grobu nagle ktoś, kto dawno zdechł i od razu pojawiają się martwe ryby. 
- Pewnie Klan Gwiazdy jest zły, że mamy dwóch liderów. Kto to widział? 
- Krucza Gwiazda powinna odejść z tego stanowiska i dać prawowitemu liderowi rządzić. Co z tego, że wcześniej się starała, sama mówiła, że to tylko chwilowe zastępstwo - mówił drugi. 
Zgadzał się z ich opinią. To jak nic wina tej czarnej wariatki. Krucza Gwiazda powinna już odejść w kąt. Przez nią cierpiał klan, mordowała niewinne koty i jeszcze twierdziła, że robiła to dla ich dobra! 
Nie brał udziału w tych rozmowach. Nie mógł jeszcze bardziej podpaść władzy, bo jego życie mogło diametralnie się zmienić. Zamknął więc oczy, by oddać się słodkiej ciemności. Torsje jednak znów wstrząsnęły jego ciałem. Widział jak medyk i jego uczennica uwijają się, podając im zioła. Najgorszej jednak było to, że nic co im dawali, nie pomagało. 

***

Minęło kilka dni i nadal tu kisł wraz z innymi. Z tego świata odszedł jeden wojownik, co wywołało ogólną panikę. Nikt nie chciał umrzeć z powodu zatrucia! Sam poczuł niepokój. Piaskowa Gwiazda już dawno się do niego nie odzywała. Brakowało mu jej głosu i zapewnień, że wszystko będzie dobrze. Na dodatek nieprzychylne komentarze co do władzy, coraz częściej wypadały z pysków chorych. Wsłuchiwał się w nie, czerpiąc satysfakcję, jak gnoją Kruczą Gwiazdę. 
Nagle wszystkie głosy umilkły jak jeden mąż, gdy w wejściu do legowiska pojawiła się obgadywana czarna. Zmierzyła każdego ostrym spojrzeniem, jakby zdając sobie sprawę, co takiego teraz myśleli. 
- Co to ma znaczyć? Czemu nadal jest tu tylu chorych? - zwróciła się do Muchomorzego Jadu. Medyk starał się coś powiedzieć na swoją obronę, lecz ta go uciszyła, machnięciem ogona. - Klan Nocy nie potrzebuje takich słabych medyków! Jeżeli nie naprawicie sytuacji, to was wywalę na zbity pysk! Zrozumiano? 
Kocur zjeżył się na te słowa, lecz znów nic nie mógł powiedzieć, bo zmora jak się pojawiła, tak zniknęła. 
Wspaniale. Zaraz ta wariatka pozbędzie się wszystkich medyków i dopiero wtedy będzie przesiew. Czuł, że dla ich klanu nadchodzą ciężkie i mroczne czasy.  

Od Zwęglonego Kamienia cd Kamiennej Gwiazdy

Bardzo się ucieszył, gdy Pożar został ukarany i cofnięty do rangi kocięcia. Zasłużył. Po tym wszystkim co mu uczynił... Jak z niego zakpił... To było sprawiedliwe. 
Słysząc słowa liderki, uśmiechnął się do niej. Naprawdę żałował, że nie byli spokrewnieni. Kotka bardzo wiele dla niego robiła, więcej od biologicznej matki. 
— Wybacz, że nie powiedziałem ci o tym wcześniej... w sensie za rządów Piaskowej Gwiazdy, ale... Miałaś własne problemy. Nie chciałem dokładać ci swoich... — miauknął.
— Nie dołożyłbyś mi swoich problemów, kupo futra — prychnęła, podchodząc do niego. — Mam swoje problemy, ale jestem tu też dla ciebie, Węgielku. Zawsze możesz mi powiedzieć wszystko. Nigdy nie ufałam temu bachorowi. Widać, że wdał się w swoich rodziców. Teraz jednak dosięgnęła go sprawiedliwość. Chociaż... Mówił, że go uderzyłeś.
Położył po sobie uszy. Czyli w taki sposób próbował się bronić przed oskarżeniami? Prawda... Uderzył go. Nawet nie wiedział kiedy i jak jego łapa dała mu plaskacza w ten głupi pysk. Nie zamierzał okłamywać kotki i zaprzeczać. Zasługiwała na prawdę. 
—  T-to było niechcący. Wyzywał mnie, a ja miałem już dosyć i... i nie wiem co we mnie wstąpiło. A-ale to nie było nawet mocno... Przeprosiłem go —  Spuścił łeb, spinając się z niepokojem, że zostanie ponownie ukarany. 
Usłyszał jej ciężkie westchnięcie. 
— Wierzę ci. Skoro cię wyzywał, nie dziwię się, że to zrobiłeś. Też bym pewnie nie wytrzymała. Już niejeden raz biłam się z Żarem, gdy to on ze mnie drwił. Są siebie warci — mruknęła z odrazą. — Ale to niebezpieczne, Węgiel. Piaskowej Gwieździe pewnie bardzo zależy na swoich prawnukach. Gdyby się dowiedziała, to nie miałaby skrupułów cię nawet zabić, uwierz mi. Już niejednego kota tak zabiła. Dobrze, że ten gówniarz trzymał język za zębami.
— Wtedy... wtedy nie wiedziałem, że w Zajęczej Gwieździe jest ona... —  Wziął głęboki oddech, powoli się rozluźniając. —  P-pewnie połamałaby mi łapy, jak temu nocniakowi przed śmiercią... A ja myślałem... że naprawdę to Zając. Starałem się go nie zawieść, bo mówił, że jestem jego synem... Pamiętam jego wzrok, gdy chciałem by zmienił mi imię i przyznałem się do bycia kotką... Cieszył się z tego i nawet nie dopytywał...
Kamienna Gwiazda spuściła wzrok i westchnęła głęboko.
— Cóż. Odkąd zaszłam w ciążę, dowiedziałam się, kto siedzi za maską mojego... przyjaciela. Na początku planowałam ci powiedzieć. Ale po tym, co przeżyłeś, nie chciałam cię martwić. Chciałam dać ci przestrzeń, byś nie musiał znowu cierpieć. W końcu wróciłeś na ten świat z przekonaniem, że cierpienie, jakie było za jej czasów, minęło. Nie chciałam psuć tego uczucia — mruknęła. — Ta, to zdecydowanie pasuje do Piasek. Pewnie bawiło ją to, że zmieniłeś płeć. To psychopatka. — na wieść o stanie prychnęła jedynie, bijąc ogonem. — Piaskowa Gwiazda jedynie potwierdziła plotki, że ja i Zając... Że jesteś moim biologicznym synem. Nie mówię, że bym tego nie chciała... Ale to odbiłoby się na twojej relacji z rodziną. Byłam wściekła, gdy Piasek publicznie nazwała Sowią Łapę swoją córką. Nie kłamała, ale przez to, zniszczyła mi jeszcze bardziej życie. Ta ciąża to wyłącznie jej wina. Zgwałciła mnie i śmiała przypatoczyć swoje dupsko do kociarni, gdy byłam pozbawiona jakiejkolwiek nadziei. A to na mój temat pojawiały się plotki. A to, że się puściłam, a to, że miałam romans z liderem. W życiu nie zabrałabym Glinie Zająca. Był dla mnie ważny, ale nie w ten sposób. Pewnie musiała się cieszyć, że pozbyła się rebelii. Ale dość dużo wycierpiałam, by się poddać. Mimo wszystko.
To brzmiało... okropnie. Piaskowa Gwiazda naprawdę była potworem. Nie dziwił się czemu kotka tak bardzo jej nienawidziła. To co jej uczyniła, było gorsze niż to co spotkało jego. 
—  Teraz już na szczęście jej nie ma, a ty rządzisz. Poprowadzisz nasz klan w lepszą stronę —  miauknął, mając taką nadzieję. —  Dziękuję za rozmowę... Dobrze zrobiłaś chcąc mnie przed nią chronić, lecz i tak to niezbyt wyszło —  westchnął. —  Jestem już dorosły... Następnym razem powiedz mi gdyby coś się działo. Dałbym ci swoje wsparcie —  zapewnił ją.
— Mam taką nadzieję — mruknęła jedynie, odwracając się. — Leć, Węgiel. Nie będę cię dłużej zatrzymywać. Masz pewnie sporo rzeczy do roboty. No i ten twój partner, pewnie na ciebie czeka — skrzywiła się nieznacznie.
Kiwnął łbem, po czym szybko skierował kroki ku Czarnowronowi, który rzeczywiście na niego czekał. 

***
*jeszcze Porą Nagich Drzew*

Nigdy nie sądził, że do tego dojdzie. Właśnie nieśmiało polizał kocura w policzek, który odwdzięczył się mu tym samym. To było takie dziwne, obce i niewłaściwe. Chociaż robił to ze względu na zastraszenie, pod pewnym względem mu się to podobało. Teraz on pokazywał wszystkim, że rudzielec należy do niego. Mógł go pożerać, tak jak robił to wcześniej z nim partner.
Tylko... był mały problem. Nie był tak odważny, by to zrobić na oczach całego obozu. Dlatego też stanęło na całusach w policzek, co dla niego i tak było sporym wyzwaniem. Za każdym razem, gdy muskał jego futro, miał ochotę piszczeć jak małolata, czerwieniejąc się pod futrem tak, że gdyby nie czerń sierści, mógłby uchodzić za rudzielca. Czarnowron zdawał sobie z tego sprawę, posyłając mu te cudowne uśmiechy, po których miękły mu łapy. Był okropny. W takich chwilach zapominał, że był niebezpieczny. Gdy nie sprawiał mu problemów, życie z nim było przyjemne. Dużo go to jednak kosztowało. Bardzo dużo. Brak własnego zdania, bolał najbardziej. Chciałby porozmawiać ze swoimi siostrami o wszystkim, nie bojąc się jego wściekłości, jakby wygadał za dużo. Pewnie gdyby nie ukrywał się ze swoją naturą w klanie, zakazałby mu rozmawiać z każdym bez swojej obecności. Ze względu na Kamienną Gwiazdę nieco tą zasadę poluzował, przez co nerwy zżerały go za każdym razem, gdy nie było go w pobliżu. Bał się swoich słów, tego że mogły być niewłaściwe i niezgodne z jego wolą. A wtedy... Nie chciał nawet o tym myśleć. 
—  Nadal nic nie ma... —  powiedział do kocura, patrząc na pusty stos. Żołądek ścisnął mu się boleśnie. Tak dawno nie miał nic w pysku, że jeszcze chwila, a zapcha się śniegiem. 
—  Powinniśmy szukać poza terenami. Tam też jest świat. —  miauknął swoje zdanie wojownik, zerkając w stronę legowiska lidera, gdzie grzała się Kamienna Gwiazda. 
Położył po sobie uszy. Tak dobrze znał jego ruchy, że zdawał sobie sprawę, że nie przepadał za czarną. 
—  M-może to jej zaproponuje?—  zasugerował, na co od razu dostał jego dezaprobatę samym wzrokiem. —  P-powiem tylko to co zechcesz. P-przekonam ją do tego. J-ja też nie chcę tak umrzeć. —  Pociągnął nosem, czując jak znów zaczyna ryczeć przez taką błahą sprawę. Kocur otulił go ogonem, przytulając.
—  Już, ciii. Jesteś takim delikatnym kwiatuszkiem. Na pewno chcesz wziąć tą rozmowę na swoje barki? 
Sądził, że nie był w stanie rozmawiać z liderką? A może nadal mu nie ufał... Nie powinien się dziwić. Zawiódł go. 
—  M-mnie posłucha. 
—  Widziałem jak cię słucha —  Strzepnął uchem, a w głosie dało się wyczuć zirytowany pomruk. 
O nie. Nie chciał znów go denerwować, schodząc na te tematy! Trzeba było uspokoić potwora, nim wyjdzie z pieczary. Otarł się o jego szyję, dając mu całusa w pysk, co odwróciło skutecznie jego uwagę od tych myśli. 
—  T-to chodźmy razem —  Owinął swój ogon o ten jego, mając nadzieję, że to go przekona do odwiedzenia z nim liderki.
Rudy chwilę patrzył na niego, pogrążony w myślach nim skinął łbem.
—  Dobrze. Ale masz być grzeczny słońce. Pochwal przy okazji Leśną Łapę. Powiedz, że cię przeprosił, a ty mu wybaczyłeś dawne krzywdy. 
Skrzywił się, bo nie chciał tego robić. Nie znosił kocura, nawet jeżeli ten zrobił się sztucznie miły. Wzrok partnera był jednak stanowczy, nie przyjmujący odmowy. W sumie po tym co mu powiedział na osobności i tym jak go ukarał za naskarżenie na Leśną Łapę, bał się powtórki. 
—  Tak zrobię — zapewnił, kierując kroki ku legowisku lidera. 
Kotka na szczęście była w środku. Weszli do środka, otrzepując się ze śniegu, który osiadł na ich futrze. Miał nadzieję, że nie zacznie jej ryczeć, ale był już w takim stanie, że brała go prawdziwa desperacja. Musieli coś zmienić. Dla dobra całego klanu. 
—  Kamienna Gwiazdo? M-mamy do ciebie prośbę —  zaczął.
— Zamieniam się w słuch — miauknęła, patrząc na dwójkę partnerów.
—  Klan głoduje. Nie ma już nic na stosie ze zwierzyną. Tereny są jałowe. Wynieśmy się stąd. Błagam. Pozwól nam zapolować na terenach niczyich. Może będziemy mieć szczęście i uda na coś się natknąć. Jak tak dalej pójdzie, to wszyscy poumieramy. Ja już sam ledwo wytrzymuje ten głód — powiedział z goryczą w głosie.
Liderka uniosła brew.
— Te tereny są pełne samotników, którzy korzystają z tego, że żaden patrol nie może ich stamtąd wygonić. Jest niewielka szansa, że coś się tam kryje. Powodem braku zwierzyny nie są zbyt liczne polowania, a silne mrozy, które zmusiły ją do ukrycia się w legowiskach. A to oznacza, że polowanie tam prawdopodobnie nic nie zmieni. Te tereny są tak samo pokryte śniegiem i wichurą, jak nasze. Wszystko co mogę zrobić to wysłać tam oddziały, ale nie przewiduję, że to cokolwiek zmieni. 
—  To wolisz siedzieć i nic nie robić? Czekać na co? Aż umrę? —  Pociągnął nosem. —  Zawsze jest nadzieja, że samotnicy nie wszystko ogołocili. Ja nie chcę tak zginąć. Trzy dni nic nie miałem w pysku. Czarnowronowi wystają już żebra. Musisz coś zrobić. Cokolwiek. Błagam. Zrób cokolwiek. Miałaś być naszą nadzieją.

<Kamień?>

Od Źródlanego Dzwonka CD. Niezapominajkowej Gwiazdy

Miała powoli dość słuchania narzekań i teorii spiskowych. Z jakiegoś powodu Sumi Plusk uznał, że będzie idealną towarzyszką rozmowy o tym, jaki on biedny. Po paru takich spotkaniach, gdy Orzechowe Serce nie miał jak jej uratować, ze względu na pilnowanie Zdradzieckiej Rybki, była gotowa wejść siłą do legowiska liderów i wyciągnąć stamtąd tego domniemanego trupa, byle tylko arlekin dał jej spokój z gadaniem, jaka to Krucza Gwiazda jest zła. 
Oczywiście, że się z tym zgadzała; w końcu się nad niektórymi znęcała i klan wcale nie stawał się potężniejszy z jej władzą. Nie ruszyła z nimi na wojnę, jak liderka powinna i przegrali tereny, a teraz wciąż głodowali, choć zbliżała się wiosna. Ogłosiła na zgromadzeniu magiczne kocięta, narażając ich na potencjalne wojny, kiedy jej kocięta nie miały żadnych nadprzyrodzonych umiejętności. Dodatkowo nie odzyskali też terenów skradzionych przez klan burzy ani wrócili wciąż do starego obozu, tylko siedzieli blisko miasta. Jej kocięta były niestabilne i nawet nie próbowała się nimi opiekować i nikt nie wiedział co działo się ze starym liderem. Nie było trupa, ale nikt go nie widział od siedmiu księżyców. Po co przed ich legowiskiem miałaby być straż i dlaczego kocur nie mógł tak długo się z nikim spotykać, czemu choroba tak długo go trzymała. Tulipanowy Płatek zdawała się nie wiedzieć co się w środku działo, bo nie było żadnych pochodzących od niej plotek.
Co miała do stracenia. Nikogo nie musiała chronić, a jej ewentualna śmierć nikogo by nie skrzywdziła. 
Machając kikutem ogona, poderwała się z legowiska, zostawiając lamentującego starszego kocura. Krucza wyszła. Nie wiedziała gdzie, pewnie gdzieś w las rozprostować łapy. Czasami to robiła.
Nawet nie rzuciła spojrzenia na Astrowy Poranek, która właśnie nadchodziła pilnować legowiska, też zauważając wyjście Kruczej Gwiazdy. Była jednak świadoma jej ruchu i przyspieszyła kroku. 
— Nie możesz tam wejść! — syknęła kotka, na co machnęła uchem. Niestety udało jej się ją dogonić i teraz blokowała jej drogę. Kminek skrzywiła się, strosząc futro. 
Chwilę im zajęły przepychanki słowne, powoli przeradzające się w stresujące popychanie. Na szczęście o tej porze część kotów była na polowaniach i patrolach; zostali tylko tacy, jak Sumi Plusk lub ci, co leczyli wciąż rany po ataku Owocowego Lasu i nikomu nie przyszło do głowy im przeszkodzić. W końcu zirytowana pacnęła ją po pysku błotnistą ziemią, bez wysuwania pazurów i wykorzystała element zaskoczenia na przedarcie się do środka.
W mroku widziała jasną plamę, która się poruszyła, gdy usłyszała jej kroki. Oh, czyli jednak nie był to rozkładający się trup, chybachyba że miał ostatnie pośmiertne podrygi. Śmierdziało podobnie, bo przecież kocur nie wychodził poza obóz ostatnie księżyce i musiał się gdzieś załatwiać.
— Tak…? — miauknął z niepewnością w głosie. Definitywnie nie był zwłokami. Tym bardziej że coś w jego oczach się zmieniło i wstał. Uniosła głowę, śledząc oczy kocura — Czego.
Wyglądał gorzej niż wygłodzony klan; oni przynajmniej się ruszali. Czy on miał jakieś pozostałe mięśnie? Jego łapy wydawały się zbyt chude, by udźwignąć ciężar ciała, a przez sierść przebijała się skóra.
Zmrużyła oczy. Cofnęła się pół kroku. 
— Ktoś musiał w końcu sprawdzić, czy lider umarł, tak jak mówią plotki. — miauknęła.
— Jak widzisz, żyję. — odparł podobnym tonem co wcześniej.
— Cóż, gdyby nie wyznaczona przez ciebie liderka i jej zakaz i przepędzanie kotów, może ktoś by przyszedł — mruknęła z przekąsem — Skoro żyjesz, to miło by było, gdybyś wyszedł, Niezapominajkowa Gwiazdo.  — Z racji, że weszła tu bez żadnego planu i adrenalina z niej już zeszła, powoli zaczynały trząść się jej łapy ze stresu. Natrętne myśli kazały jej tu impulsywnie wejść, zrobiła to, koniec. Może iść powiedzieć, że lider żyje. Odwróciła się, by wyjść — Do widzenia.

< Niezapominajkowa Gwiazdo?>

30 sierpnia 2022

Od Róży do Mrocznej Gwiazdy

 Zdążyła się ucieszyć, że dwa obrzydliwe kocury wyniosły się że żłobka, a już przyszły kolejne. Jeden wyglądał jak kopia tego kocura, co zrobił jej aferę. Mroczna Gwiazda, czy jak mu tam było. Oba były tak samo brzydkie.
Było jeszcze gorzej, bo jeden z nich właśnie ryczał niedaleko niej. Zatykała sobie uszy i sapała wściekle. Co ta wronia strawa sobie myślała? Że będzie przeszkadzać jej swoim rykiem w odpoczynku? Oj nie. Kotka fuknęła i wstała. Trzepnęła ogonem, a następnie ruszyła w stronę czarnego bicolora.
– Możesz mazgaić się ciszej? – syknęła, podchodząc do niego.
– Nie mazgaje się! – zawył, podnosząc łeb.
Jak to nie? Wył w mech, bezsensownie, niewiadomo po co. Widać, że kocur. Kotki tak nie robiły. Jeszcze miał takie brzydkie oczy. Fuj.
– No a co robisz? Śmiejesz się? – zawarczała  wysuwając niewielkie pazury.
Kocur westchnął i posłał jej groźne spojrzenie. Jego sierść była zjeżona. Zanim czekoladowa zdążyła się ruszyć, już dostała w twarz.
Odsunęła się i zamrugała parę razy, zacisnęła zęby, próbując nie pokazywać swojego gniewu. Wymasowała polik i odeszła w kierunku swojego legowiska. Jak on śmiał ją uderzyć? To ona powinna była mu to zrobić. Paskudny!
Prychnęła cicho i przeniosła wzrok na kocura wchodzącego do żłobka. Mroczna Gwiazda. W głowie już powstał jej pomysł na zemstę. Naskarży na niego!
Srebrna podreptała w kierunku czarnego i stanęła przy jego łapach.
– Mam pytanie – zaczęła. – Nie sądzisz, że te kocury nie powinny tutaj być? Jeden nawet mnie uderzył – oznajmiła, patrząc w jego chłodne niebieskie ślipia.

< Mroczna Gwiazdo? >

Od Kminkowej Łapy (Źródlanego Dzwonka) CD. Kurki (Kurkowej Łapy)

 Kotka przestała wpatrywać się w mentora z wyrazem pyska mówiącym "wiedziałam, że tak będzie" i skorzystała z wolności łapy od zębów, by nią trzepnąć. Odsunęła się od dzieciaka, by najbliższą osobą, w którą mógł wbić zęby, był Trzcinowa Sadzawka i zaczęła przyglądać się łapie, szukając krwi. Na szczęście nie przebił skóry. Na wszelki wypadek jednak potarła kończyną o śnieg, chcąc pozbyć się zarazków młodego.
Kociak wciąż wisiał w pysku kocura, co wykorzystali, by go prychającego i buczącego, odnieść do żłobka.
***
Pamiętała swoje mianowanie, gdy tylko rozpoczęła się wiosna. Dokładnie cztery pory temu. Niedługo dzieciaki Kruczej Gwiazdy miały zostać uczniami. 
Siedziała na obrzeżach obozu, pogrążona w melancholijnych wspomnieniach. To było tak dawno… aż czuła się okropnie stara i zmęczona.
Z tyłu świadomości zarejestrowała Kruczą Gwiazdę wychodzącą z legowiska; ocknęła się, dopiero gdy ta zawyła, zwołując zebranie. 
Westchnęła i dźwignęła się na łapy, by podejść bliżej i zobaczyć jakie biedne dusze zostały wybrane mentorów tych (niby) magicznych kociąt. 
Wiedziała, że nie będzie to ona — dopiero co ukończyła treningi i została wojowniczką. Na pewno Krucza Gwiazda da swoim dzieciom wojowników lepszych i bardziej jej zaufanych.
Jedno kocię zostało mianowane. Teraz kolejna trójka i może sobie iść siedzieć… albo polować… chociaż wciąż nie było na co, i jedyne co, to topiła się w błocie.
Wzdrygnęła się, gdy zostało wywołane jej imię. Że co. Spojrzała na kocię siedzące przy liderce i szeroko otworzyła oczy, widząc tam tego zmutowanego kleszcza. Dyskretnie rozglądnęła się i widząc spojrzenia, wiedziała, że wcale się nie przesłyszała. Ruszyła w ich stronę, gotowa na to, że dzieciak dziabnie ją w nos.

<Kurko?>

Od Szczekuszki

Odkąd tylko otworzyła oczy, nie czuła się bezpiecznie. Otaczali je obcy. Pachnieli inaczej, a raczej należało użyć określenia, iż cuchnęli. Wyglądali inaczej. Pierwszy, łysiejący, bez oka i łapy, z ogromną blizną na pysku. Drugi, wielki, z wystającymi żebrami i rażąco fioletową, wystającą skórą wokół szyi. Trzeci, śliniący się, z chrapliwym oddechem i wychudzony jak kościotrup. Krążyli wokół nich niczym sępy nad padliną, by na końcu połknąć je w całości. 
Najbardziej nienawidziła tego burego kaleki. To on codziennie się pojawiał i odbierał im mamę na niezliczone godziny. Reszta nie była wiele lepsza. Nierzadko pałętali się w pobliżu, odciągając uwagę jej własnej rodziny od nich. A bez bliskich było zimno. Było tak strasznie zimno. 
Jeśli tak dalej pójdzie, kompletnie zamarznie. 
W brzuchu burczało jej często, pożywienia nie było wystarczająco dużo. A kto obżerał się tuż przed jej oczami? Oczywiście, że ONI. 
Ci obcy. 
Ci intruzi. 
Te pasożyty. 
Zabiorą im każdego po kolei. Zabiorą im wszystko po kolei. 
Nie mogła do tego dopuścić. Musiała ich jakoś powstrzymać, by przeżyć. Na razie była jeszcze mała. Słaba. Kompletnie bierna wobec zastałej sytuacji. Ale kiedyś urośnie, stanie się silniejsza. I wtedy już nic jej nie powstrzyma przed spełnieniem swojego największego pragnienia. Ona przeciwko im. 
Zrobi wszystko, żeby ich się pozbyć. 

Od Pierwszego Brzasku cd. Fioletowego Spojrzenia

Dźwięk burczącego brzucha dotarł do niego jak z oddali. Brzask przyjął do wiadomości przesyłany przez żołądek komunikat, ale tak, jakby dotyczył kogoś innego. Ostatnio niewiele rzeczy było w stanie go dotknąć. Na jego pyszczku przez większość czasu malował się przyjazny uśmiech, myśli płynęły zaś zupełnie wolno. Dlatego nie od początku dotarły do niego wieści o nowych członkach klanu. Zresztą, informacje miały to do siebie, że dziwnym trafem do starszyzny trafiały na samym końcu, odbierając mieszkającym tam kotom ich ostatnią i największą przyjemność – plotkowanie.
Bury bardzo chciał poznać maleńkich Klifiaków. Gdyby nie zawroty głowy, których doświadczał po przejściu więcej niż trzech kroków, od razu poszedłby do żłobka. W końcu to były jego wnuki, dzieci… Kocur usilnie próbował przypomnieć sobie, czyimi dziećmi miały być maluchy. Rozmawiał z nią przecież niedawno, to była… ich pełna energii, szylkretowa córka? Chyba nie. Ostatecznie, to przecież nie było takie ważne. Uśmiechnął się. Ciocie Borsuk i Jastrząb już na pewno tam byłby. Niebieska pewnie musiała zaciągnąć partnerkę siłą, jego siostra nigdy nie lubiła kurtuazyjnych wizyt, ale wiedział, że w głębi serca jej to odpowiadało. Ceniła sobie rodzinę równie mocno, co on.
Do jego uszu dotarły kroki. Skierował mordkę w stronę ich źródła, uśmiechając się do przybysza.
– T-tato?
Zastrzygł uszami. Znajomy głos. Czuł, że kotka podchodzi bliżej. Przed oczami pojawił mu się obraz szczupłej szylkretki. Jego córcia. Tylko jak miała na imię?
– Cześć, kochanie – miauknął, wskazując, by usiadła obok niego. – Coś się stało?
Odpowiedziało mu milczenie. Chyba trafił w punkt. Przysunął się do kotki, szukając jej sylwetki. Gdy ją znalazł, przytulił ją lekko.
– Zmizerniałaś – w jego głosie brzmiała troska. – Nie jadasz ostatnio najlepiej? To niedobrze, musisz o siebie dbać. Powiem Jaśmin, żeby… – zamarł, czując wilgoć na swoim futrze. Ona… płakała? – No już – wymruczał pocieszająco. – Już dobrze. Coś się stało? Opowiedz mi, proszę. 
Ruch. Kotka starła łzy.
– Z-zrobiłam coś strasznego. Coś złego. Czego nie powinnam była robić.
– Nie martw się, nie ty jedna – miauknął, przytulając ją. – Ostatnio był tu Truskawe… Truskawka. Była – bury się zaplątał. – Też mówił, że stało się coś strasznego i wcale tak nie było. Mówiła. Powiedział, że… Powiedziała… Mówili, że… – kocur urwał, zaplątując się zupełnie. Na dodatek tak prawdę mówiąc zdążył zapomnieć, co chciał powiedzieć. – W każdym razie będzie dobrze, zobaczysz. Wychowacie je oboje i jakoś to będzie.
Poczuł, że kotka sztywnieje.
– Bo w końcu jeśli się kogoś kocha, to się go nie zostawia, nie ważne, co by się nie działo. No i ze zwykłej kociej przyzwoitości. Bo oni to ponoć się nie kochają. Ale Borsuk też tak mówiła, a widzisz, jak to się skończyło. Miłość to miłość. Jak ja i mama… – Kocur urwał. Widocznie powiedział już wszystko, co przychodziło mu do głowy. Po chwili jakby przypomniał sobie, od czego w ogóle zaczęła się ta rozmowa. – No, to co się dzieje? Możesz mi powiedzieć, nie wygadam Iskierce.


<Fiolet? Brzask trochę nie ogarnia ale chętnie pomoże :P>