BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.W Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
28 sierpnia 2022
Od Daglezji (Daglezjowej Łapy) CD Zimorodkowego Snu
Od Chłodnego Omenu
Od Tygrysiej Smugi CD. Maleństwa
— Ale jesteś szczupły, wiesz... Zawsze mogła cię nazwać każdym kolorem futra, który nie jest rudy. To by cię chyba bardziej zabolało, prawda? — podsunęła niechętnie, bo przecież "Maleństwo" nie było aż takie złe.
— Nie — miauknął zirytowany. — Czarny, niebieski czy każdy inny kolor brzmi lepiej niż... niż to. To jest takie upokarzające! Czuje jak pale się ze wstydu, gdy mam wyjść ze żłobka — wyznał niezadowolony.
— To nie wychodź — mruknęła odruchowo, ale widząc jego zmęczone spojrzenie poprawiła się. — Naprawdę nie brzmi aż tak upokarzająco. To imię jest całkiem... Urocze — stwierdziła.
— Urocze, a przez to upokarzające. Brzmi jak imię dla kocięcia, mysiego móżdżka. Nie ma w nim siły. Nie zdziwię się, jak wszyscy w obozie zaczną ze mnie drwić bardziej. — Wziął głęboki oddech. — M-m-mogę patyka? — poprosił, co ją zaskoczyło, ale nie skomentowała tego.
Skinęła spokojnie głową i podeszła po drewniany kijek, leżący tuż za nią. Była gotowa na takie sytuacje. Zgarnęła go w pysk i podsunęła mu.
— Jeśli zaczną z ciebie drwić, to wina ich braku dojrzałości i tego, że nigdy nie wyrośli z kocięcego okresu — odparła.
Nie odpowiedział na to, od razu wgryzając się w przyniesiony przedmiot. Gryzł go, wyżywając się na nim i przenosząc na niego swój cały ból, żal i wściekłość. W końcu ten pękł na wiele drobnych kawałeczków.
Dźwięk rozszedł się po okolicy. Tygrysia Smuga z westchnięciem rozejrzała się po wnętrzu żłobka, zmartwiona zachowaniem rudego. Niegdyś wydawało jej się, że zrobili ogromne postępy. Teraz na nowo wracali do punktu wyjścia.
Czarna mogłaby dać jej większą swobodę, na zasadzie odpuszczeniu Żarowi paru rzeczy. Srebrna wiedziała, jak do niego podejść i liderka na ten moment jej to tylko utrudniała.
— Spokojnie, nie mamy aż tyle patyków — upomniała, widząc, jak dalej maltretuje gałązkę.
Spojrzał na nią, wypluwając resztki tego, co miał w pysku, wprost pod jej łapy.
— Gdybym mógł wyjść poza obóz, to mógłbym znaleźć sobie coś na zastępstwo — poinformował ją.
— Możemy się raz przejść czy coś — zaproponowała bez namysłu. — Z tym że proszę cię Żar, ufam ci na tyle, by cię stąd wyciągnąć na dłuższą chwilę, więc nie szastaj moją dobrocią i nie kombinuj nic — poprosiła.
— Naprawdę sądzisz, że Kamienna Gwiazda pozwoli nam wyjść z obozu? - Posłał jej zmęczone spojrzenie, bez nadziei i wiary, że ten jej pomysł wypali.
— Pozwoli. Poproszę ładnie i będę odpowiadać za ciebie. Zresztą, jakbyś uciekł, to pewnie... Nie robiłaby z tego awantury — mruknęła. — To znaczy, byłaby zła na mnie, ale nie płakałaby za tobą.
— Dobrze. To idź do niej. Ja tu poczekam — orzekł, kładąc łeb na łapach.
Niebieskooka wyszła ze spokojnym wyrazem pyska, starając się nie pokazać po sobie wątpliwości. Musiała tylko znaleźć czarną, przedstawić jej swoją propozycję wraz z zaletami takowej sytuacji, a potem mogła wrócić i choć na moment wyrwać kocura z ciasnej kociarni.
Wróciła do rudego kocura z lekkim uśmiechem na pysku. Poszła lepiej, niż się spodziewała. Liderka nawet nie stawiała żadnych warunków, po prostu się zgodziła.
— Wstawaj ponuraku, spacer nas czeka — orzekła z wesołością. Po drodze do kociarni znalazła opiekę dla swoich dzieci na czas ich podróży, więc nie musiała się martwić, że zostaną same.
Rudy uniósł łeb, gapiąc się na nią tak, jakby widział ducha.
— Co takiego? Nie wkręcasz mnie?
— Nie — odparła, kręcąc głową dla potwierdzenia swych słów. — Muszę ci przyznać, że sama jestem w szoku.
Wstał powoli i wyszedł za nią ze żłobka. Rozglądał się z pewną paniką w oczach.
— I możemy sobie iść? Sami? — dopytywał.
— Tak! — rzekła z lekko uniesionym od ekscytacji głosem, co było do niej niepodobne. — Tylko we dwoje, bez żadnych opiekunów siedzących ci na ogonie — dodała spokojniej.
Od Zdradzieckiej Rybki cd Zajączka
Od Chłodnego Omenu
Od Łasiczego Skowytu CD. Chłodnego Omenu
- To tylko niuanse. My to my. - prychnęła niezadowolenie na co brat przewrócił oczyma.
- No, no... Ty też widzę, że się zmieniłaś siostrzyczko. Orientuj się - ostrzegł ją, rzucając w nią śnieżką. Tym razem udało jej się zrobić unik, zamiast zrobić kolejną śniegową kulkę pognała do brata i obsypała go śniegiem przy ostrym hamowaniu. - Może ty się orientuj. Śnieg zasypał kocura tak, że wyglądał jak bałwan, mimo to otrzepał się tak, by wszystko poleciało na siostrę.
- O nie! - zaczął uciekać, próbując uniknąć śniegu siostry. Skrył się za jakimś cienkim drzewem, a gdy ta się zbliżyła, uderzył w nie, powodując że śnieg na gałęziach spadł na nich oboje. Kotka cała w śniegu usiadła krzywiąc swój pysk.
Od Agresta
*Ciąg dalszy*
Przerwał, gdy zgrzytliwy dźwięk przeszył otoczenie.
Powoli zszedł z ciała, intensywnie mrugając, by przyzwyczaić się do
widoku przed nim.
Twarz Janowca nie przypominała już pyska kota.
Zamiast tego wyglądała bardziej jak okrągło podobny kawał mięsa z
wystającymi uszami. Mięsa, z którego obficie wylewająca się krew,
tworzyła szkarłatną kałużę wokół. Mięsa, z gdzieniegdzie wydatnymi,
białożółtymi przebłyskami.
To jego dzieło.
Wstrząśnięty odwrócił głowę, by zobaczyć patrzącego się na niego Komara.
Ale jak to się stało? Przecież on nie… on nie mógł… Wiedział, że go rani, ale nie chciał… nie wiedział, że go-
— Ja tego nie zrobiłem — wykrztusił, bo to nie mogło się tak potoczyć. Po prostu nie mogło.
Niebieski uniósł brwi, jakby Agrest zwariował. I miał rację. On zwariował. Już kompletnie zwariował.
Przeszedł
go dreszcz. Przecież zastępca widział to wszystko. Wygnają go! Wygnają
go z klanu, jak o tym usłyszą! A przed tym jeszcze wyrwą mu wąsy. Każdy
go znienawidzi i zostawi, a on skończy jak niczego niewart śmieć.
—
Błagam, nie mów o tym nikomu! — Spojrzał z desperacją na niebieskiego,
mówiąc trzęsącym się głosem. — B-bałagam, proszę, ja… ja naprawdę! Ja
nie chcę, proszę-
— Dobra, już dobra — przerwał mu. — Przestań się
mazać — rozkazał, strzepując ogonem. — Nikt się nie dowie. Powiemy im,
że to Klan Nocy nas zaatakował i będzie dobrze.
Wojownik wypuścił drżący oddech.
—
Dzięki… dzięki — wyszeptał, czując, jak ciężar tego wszystkiego na nim
osiada. Wizja następnych wydarzeń ciasno oplotła się wokół jego gardła,
niczym bluszcz, uniemożliwiając mu dalsze używanie strun głosowych.
Komar albo go nie usłyszał, albo postanowił zignorować, gdyż zaraz kontynuował:
— Chodźmy się jeszcze przemyć w strumyku, żeby nie przerazić ich za bardzo.
Kiwnął
głową i podążył za kocurem. Szli w zupełnej ciszy, a wszystko wokół
nich sprawiało wrażenie tak nierealnego. Każde drzewo, każdy kwiat,
który bicolor widział już tyle razy – teraz wydawał się obcy. Nawet kos,
siedzący na pobliskiej gałęzi, nie patrzył się na niego w sposób, w
jaki powinien.
Jego ciemnobrązowe ślepia, zamiast być przepełnione
obawą i strachem ofiary, wyglądały na oceniające i błyskające gniewem.
Ptak zaraz odleciał, jednak Agrest i tak nie mógł się powstrzymać, żeby
nie podkulić pod siebie ogona.
Znajdując się prawie na miejscu,
zbliżył się do brzegu rzeki. To była TA rzeka. To tutaj poznał
autentyczne oblicze swojego ojca.
Z wahaniem nachylił się nad taflą
wody i spojrzał na własne odbicie. Półdługie futro ociekające świeżą
krwią, głęboka rana na oku i szyi, kilka zadrapań. Wyglądał niczym
prawdziwy morderca.
Przeraziło go to. Natychmiast zanurzył łapę w
potoku, by zaburzyć ten obraz. Po tym wyciągnął ją stamtąd i zaczął
pocierać swoje przedramię, pozbywając się śladów zbrodni. Robił
dokładnie to, co jego tata zaledwie kilka wschodów słońca temu.
Spoglądał
na swoje łapy, jakby widział je po raz pierwszy. Biały, który je
pokrywał był od niego. Odziedziczył go po nim. Nigdy nie będzie w stanie
go zmyć, nawet gdyby próbował. Już na zawsze z nim pozostanie.
Przełknął ślinę i kontynuował tarcie po swoim futrze, dopóki nie zniknęła z niego czerwona barwa.
Następnie
udał się wraz z Komarem do obozu. Po raz kolejny odnosił wrażenie, że
od tamtej chwili wszystko obróciło się przeciwko niemu. Pragnęło go
ukarać. Łapy drętwiały mu od mrozu i zapadały się pod śniegiem. Wrogie
krakanie, przelatującego nad nimi kruka, sprawiło, że niemal podskoczył.
Ponadto czuł się tak okropnie brudny. Dopiero co się umył, a mimo
to nie mógł wyzbyć się uczucia, iż właśnie posiadał najbardziej lepką,
ciężką i śmierdzącą sierść na świecie. Od podstaw skażoną i zhańbioną.
Dotarłszy
do obozu, Komar ogłosił, że oboje zostali zaatakowani przez Klan Nocy.
Agrest jedynie kiwał głową na potwierdzenie jego słów. Reakcja tłumu,
jednak nie była taka, jaka miała być. W mgnieniu oka sytuacja wymknęła
się spod kontroli.
Obserwował jak wściekłe koty, nie posiadają już
żadnych oporów, by wykrzyczeć władzy, co o niej myślą, a nawet to
pokazać, rzucając w obleganą trójkę śnieżkami. Przez te wszystkie
wrzaski, obelgi i przekleństwa, usłyszał zaledwie pojedyncze słowa, z
całych wypowiedzi rządzących. W pewnym momencie nawet przestał ich
widzieć, z powodu chmary współklanowiczów, która ich otoczyła.
Po chwili jednak wrzask, żeby się zamknąć, przebił się przez wrzawę i uciszył każdego.
—
Idziemy na wojnę! — To właśnie te słowa wybudziły Agresta z chwilowej
apatii. Spojrzał na swoje łapy rozszerzającymi się źrenicami.
Co on zrobił.
Od Kurki CD Kminkowej Łapy (Źródlanego Dzwonka)
Syknął z odrażeniem, próbując się wyrwać spod ciężkiej łapy liliowej. Była większym wyzwaniem niż jego rodzeństwo. Silniejsza. Cichsza. Mniej przewidywalna. Nie podobało się mu. Stanowiła dla niego zagrożenie. Musiał ją obserwować. Znaleźć słabości. Zniszczyć.
Próbował jakoś wygrzebać się spod jej łapy. Ugryź. Drapnąć. W końcu w akcje bezsilności ryknął charakterystycznym dla siebie wrzaskiem.
Kotka była twarda, syknęła na niego niewzruszona.
Niesłusznie.
— Kminowa Łapo, co się dzieje? — nieznany mu głos pojawił się znikąd.
Bury kocur pojawił się koło nich. Zdawał się znać liliową. Pomarańczowe ślepia spojrzały na wojownika. Był duży. Masywny.
— To nie tak jak myślisz, znalazłam go i chciałam zabierać do żłobka, ale się rzuca. — wyjaśniła liliowa.
Kurka zapiszczał obolały, próbując wydostać się spod łapy uczennicy. Bury westchnął.
— Może ja z nim spróbuję, co? — zaproponował. — Wiesz, że to kocię Kruczej Gwiazdy. Lepiej, żeby cały i zdrowy wrócił. — dodał ciszej.
Gdy tylko poczuł, jak ciężar kończyny znika z jego brzucha, spiął mięśnie. Przygotowany na uderzenie serca nieuwagi wbił w łapę szereg swoich zębów. Liliowa zagryzła zęby, tłumiąc w sobie pisk i spoglądając na mentora, który nie ukrywał zaskoczenia.
— Ma charakterek. — syknął cicho, łapiąc lekko kociaka za kark. — Kurko puść, brzydko tak innych gryź.
Warknął, ukazując w jak głębokim poważaniu ma burasa. Wgryzł się mocniej w ciało liliowej. Nie zamierzał dalej pozwolić, by nim pomiatała. Nie miał zamiaru dać się więcej dominować.
— Kto by pomyślał, że taki diabeł będzie po spokojnym Niezapominajkowej Gwieździe. — wymamrotał wojownik, próbując odciągnąć kociaka od łapy uczennicy.
Kurka słysząc to, puścił. Oburzony i zjeżony spojrzał na wojownika. Prychnął ostrzegawczo. Nie będzie porównywał go do truchła gnijącego gdzieś w obozowisku.
On nie zamierzał dać się zabić matce.
<Kminek?>
Od Zajączka CD. Zdradzieckiej Rybki
Odchrząknęła, stając dumnie na równych łapach i patrząc na niego z krzywym uśmiechem na pysku.
— Był kiedy wojownik. Uważany był za najdzielniejszego, gotowego do wszelkich poświęceń. Gdy przemierzał tereny klanu, wszystkim zapierało dech na jego widok. Budził podziw, swoimi czynami i słowami. Nastały dla klanu okrutne czasy. Dosięgła ich wojna, paskudna, pociągnęła za sobą wiele niewinnych żyć. Krew pobratymców głównego bohatera zalała ziemię, a ten nie był w stanie bronić się, więc został schwytany w niewolę. Złowrogie siły torturowały go. Ledwo co dychał, gdy rozcinali mu skórę bądź topili w lodowatych rzekach. Wojownik walczył zawzięcie, wspominając nieraz wszystkie złożone klanowi obietnice. Nie mógł się poddać, powinien być gotów stracić życie w ich obronie.
Niestety pewnego dnia poległ. Wygadał wszystko, bo okazał się zwykłym tchórzem. Łatka bohaterka nie była dla niego, on nim nie był, jedynie go udawał. W zamian za informację pozwolono mu odejść. Sam lider złowrogiego klanu był zaskoczony, że ktoś tak łatwo się poddał i sprzedał informacje o swoim domu. Obrzydzało go to zachowanie i nie chcąc więcej widzieć go na oczy, kazał mu odejść. Nie zabili go, bo jego zdradziecka krew przesiąknęłaby ich ziemię i skaziła przyszłe pokolenia na wieczną porażkę. Wojownik wrócił do domu, jednak smrodu zdrajcy nie da się przeoczyć. Jego klan dowiedział się, co uczynił i nie zamierzali tego dłużej znosić. Skazali go natychmiastowo na śmierć. Przed tym poddali go odpowiednim torturom. Zrywali z niego skórę, odgryzali ogon... — to mówiąc, w jej ślepiach zabłysnęła iskra zachwyty — a na sam koniec wrzucili go do dołu. Klan Gwiazdy zesłał ogromną ulewę, która zapełniła dziurę. Wojownik utonął — mruknęła dramatycznie. — Koniec! — miauknęła wesoło, wtulając się w futro ojca. — Piękna opowieść, prawda? Bardzo pouczająca.
Położył po sobie uszy, a jego ciało spięło. Czuła to, przykładając ucho do jego piersi i wsłuchując się w przyśpieszony oddech. Podniosła na niego zaciekawione spojrzenie.
Uśmiechnął się krzywo do córki.
— A czy ten wojownik nie mógłby zasłużyć na odkupienie? Czemu od razu musiał tak paskudnie skończyć? I to nie brzmi mi na bajkę dla dzieci skarbie — rzekł poważniej.Wstrzymała się od ironicznego parsknięcia. Jeszcze się pytał? Czy tak oczywista opowieść nie była dla niego wystarczającą aluzją, mówiącą mu wprost, co go czeka? Jak inaczej miała go zachęcić do dobrowolnego oddania życia w imię klanu, niż przez taką uroczą i niewinną historyjkę?
— Jak to nie dla dzieci? — zdziwiła się. — Słyszałam ją od bardzo miłej kotki, nie może być brzydka! A ten wojownik już na nic nie zasługiwał. Jego wina i jego kara, prosta zasada — oświadczyła, przewracając się na plecy. — Widzisz, ile mam białego w futerku? Super, co nie? Ty i mama nawet nie macie tyle razem wzięci!
— T-tak to naprawdę niezwykłe... — Skrzywił się, nie kontynuując tematu bajki. Najwyraźniej nie chciał dać jej tej satysfakcji. — Może masz to po prapradziadku... Dziadek mówił, że też miał dużo bieli w futerku — mruknął z niechęcią.
— Ah, a może ktoś z rodziny mamy był mocno biały? — gdybała. — Nie wszystko, co dobre musi być od ciebie, tatusiu! — stwierdziła z rozbawieniem, choć wewnętrznie umierała od każdego słowa, które wydobyło się z jej pyska.
Nie chciała być kojarzona z tą kanalią. Ani z jego matką, ani z nikim innym, choć cała reszta już raczej nie żyje. Co najwyżej kuzyni, ale sprawiali wrażenie niegroźnych, więc nimi się przejmować nie zamierzała. Orzechowe Serce i tak odpowiedni dopiekał jej ojcu, z tego co przynajmniej słyszała.
<Ojcze?>
Od Niezapominajkowej Gwiazdy CD. Rudzikowego Śpiewu
Zastępca uśmiechnął się do siostrzeńca.
— Myślę, że to dobrze, że mu się postawiłeś. — odparł. — Jestem dumny z tego co usłyszałem z twojego pyska. — dodał ciszej.
Widząc niewielki uśmiech na pysku wojownika, wstał.
— Może się przejdziemy?
Rudzik położył uszy, lecz wyszedł z krzaków.
— A c-co z Zbożową G-gwiazdą? I O-ognistym Językiem? — zapytał rudy.
Niezapominajkowy Sen przejechał ogonem po grzbiecie siostrzeńca.
— Myślę, że Zbożowa Gwiazda zrozumie twoje zachowanie. — miauknął jedynie, nie chcąc na głos mówić jakim upierdliwcem jest Ognisty. — Co powiesz na spacer. Jeszcze nie uczciliśmy twojego awansu. — zaproponował. van.
Rudzik spojrzał niepewnie na wujka.
— M-myślę, że n-nie ma czego uczcić. — odparł smutno.
Van szturchnął go, posyłając mu wspierający uśmiech.
— Dla mnie jest. Chodźmy, zanim Ognisty Język i do tego się przyczepi. — zażartował, kierując łapy w stronę kładki.
Drogę zastawiła im Krucze Futro. Żółte ślepia utkwiły w jego sylwetce. Lekko zawstydzony spuścił wzrok.
— A wy gdzie? — miauknęła, unosząc ogon zaciekawiona. — Gdzie uciekacie?
Niezapominajek wyszedł na wprost. Rudzikowy Śpiew za nim.
— Na spacer. — odpowiedział zwięźle.
Kotka przywarła nagle do jego boku. Żółte ślepia zabłysły rozbawieniem - zapewne na widok jego reakcji na to. Speszony położył uszy.
— To ja też się wybieram. — ogłosiła, spoglądając niechętnie na rudego. — Idziesz, czy nie?
— Nie możesz tak się pokazać światu. — ogłosiła od razu, zauważywszy, że nie śpi. — Wielki głód wkradł się do lasu. Potrzebujemy silnego i stanowczego przywódcy, Niezapominajku.
Kocur położył uszy. Nie miał na nic siły. Najchętniej odrzuciłby to wszystko. Pozostał tu na zawsze. Jedynie zawadzał całemu światu - nikt za nim nie tęsknił. Nawet Rudzikowy Śpiew go nie odwiedził. Klanu Nocy za panowania Kruczej Gwiazdy musiało się dobrze powodzić.
Kotka zauważywszy jego nastawienie, podeszła do niego. Niepewnie spojrzał na nią.
— Nie każę ci się zmieniać. Wystarczy udawać. — szepnęła mu do ucha.
Uniosła do góry jego pysk, zmuszając do spojrzenia jej prosto w ślepia.
— Jeśli nie chcesz by historia zatoczyła koła. — wyjaśniła. — W klanie są zdrajcy. Buntownicy. Walczę z nimi od wielu księżyców. Najgorszym z nim jest Zdradziecka Rybka. — wyznała.
Zdradziecka Rybka? To imię nic mu nie mówiło. Zmartwiony spuścił wzrok. Sam nie wiedział ile księżyców tu spędził. Jak wiele zmieniło się na świecie.
— Naraził nasz klan oddając się Klanu Burzy w niewolę. Wciągnął w to twojego siostrzeńca... — westchnęła dramatycznie. — Wciąż zdaje się szerzyć swoje grono faszystów. Oczernia mnie. Oczernia twoje dzieci... Myślę, że może i próbować nas zabić. Cała nadzieja w tobie, Niezapominajkowa Gwiazda. Musisz wziąć się w garść. Inaczej umrą wszyscy, których kochasz. — oznajmiła bezdusznie, wysuwając pazury.
Skrzywił się z bólu. Spuścił spojrzenie. Krucza puściła go. Odeszła na krok, by zmierzyć go smutnym spojrzeniem. Jej ogon nerwowo krążył w powietrzu.
— Nie chce umierać. Jaskier, Kurka, Łoś czy Mróweczka też. Nie możesz być wiecznie egoistą. Nie możesz nas wiecznie odrzucać. — pisnęła, zalewając się łzami.
Poczuł jak coś w nim pęka. Nie mógł znieść tego widoku. Zagryzł wargi.
— Postaram się. — obiecał cichym głosem.
Żółte ślepia spojrzały na niego ostro. Powietrze stało się cięższe.
— To może nie wystarczyć. — odrzekła oschło.
Zrobiła krok w jego stronę. Potem drugi. Czuł jak futro staje mu dęba. Łapy drżą.
Była oszałamiająca w swojej obsesji.
— Co mam zrobić? — wyszeptał.
Uśmiechnęła się, unosząc dumnie brodę do góry. Ciarki przeszły mu po grzbiecie.
— Oddać się mi. W zupełności. — miauknęła, łapiąc zębami za jego ucho. — Wszystko. Każde swoje słowo. Każdy gest. Pozwól, że zadecyduje za ciebie.
Zabrakło mu słów. Jedynie spoglądał wpatrzone w niego żółte ślepia. Niczym Jego. Tego, o którym tak bardzo próbował zapomnieć.
Czy mógł na to pozwolić?
— Niezapominajku? Decyzja. — zażądała.
Niechętnie kiwnął łbem. Nie miał sam siły nieść tego. Nie miał siły decydować. Ciężar odpowiedzialności za cały klan zawsze go przygniatał. Przerażał. Spędzał sen z powiek. Aż w końcu go przerósł. Sprawił, że ich klan stał się ruiną. A on sam trafił tu na długie księżyce. Nie mógł pozwolić dalej na to.
Aby wszystko zatoczyło koło.
*po akcji z Kminek z dzień-dwa*
— Dobrze cię widzieć. — powiedział jedynie, kierując spojrzenie na siostrzeńca.
<rudzik :< ?>