— Przepraszam! — rzuciła instynktownie. — Oh, Zimorodkowa Łapo, nie zauważyłam cię! — wyrzuciła pogodnie.
— Cześć! — odparł, otrząsający się lekko po zderzeniu. — Dawno cię nie widziałem! — oznajmił.
— Ja ciebie również — stwierdziła, zastanawiając się, czy jest jeszcze jakieś produktywne i interesujące zadanie, jakie powinna dzisiaj wykonać – Gdzie się tak spieszysz? – spytała z lekkim, kocim uśmiechem. Machnęła ogonem, kiedy zaczęła mocniej odczuwać aktualną porę Nagich Liści.
— Cześć! — odparł, otrząsający się lekko po zderzeniu. — Dawno cię nie widziałem! — oznajmił.
— Ja ciebie również — stwierdziła, zastanawiając się, czy jest jeszcze jakieś produktywne i interesujące zadanie, jakie powinna dzisiaj wykonać – Gdzie się tak spieszysz? – spytała z lekkim, kocim uśmiechem. Machnęła ogonem, kiedy zaczęła mocniej odczuwać aktualną porę Nagich Liści.
- No wiesz. Trening. Tańcząca Pleśń ostatnio uczyła mnie walki! Poznałem jej super moce!
Zgubna Łapa wydawała się zdziwiona oświadczeniem o magicznych zdolnościach jego mentorki.
- Jakie?
- A no wiesz... Rzuca się tak szybko, a potem ciach, prach, bęc. Mówi, że wyczuwa moje kroki. Czaisz? Na dodatek ma wzrok utkwiony nie we mnie, a gdzieś daleko. Jakby kontaktowała się z duchami - miauknął.
Jego jadaczka na dobre się rozkręciła. Zaczął jej opowiadać o treningu, polowaniu. Wspomniał, że raz widział sarnę i rzucił się za nią w pogoń, ale okazało się, że wpadł na Szczawiowego Liścia, który ją spłoszył twierdząc, że nie widział żadnej dużej zwierzyny. Następnie przeszedł do zgromadzenia, na którym poznał małych wojowników, którzy umieli się zmniejszać i chodzić po wodzie.
- No i kazali mi i Kwaśnemu gryźć liderów, ale uciekliśmy! Rzucili na nas klątwę wymiotowania żabami, jednak Wrona ona z nas ją zdjęła. - powiedział. - A wiedziałaś, że ona jest prawdziwą wroną? - dorzucił ciszej. - Latała. Pojawiała się tak nagle za naszymi plecami. A jak ją wołaliśmy "kra, kra", bo się zgubiła, to się zjawiła! Niesamowite! A i jeszcze brat podrywał Lisią Gwiazdę.
- Co takiego? - Zgubna Łapa zrobiła wielkie oczy.
No tak. Bo ona nie wiedziała o tajnych technikach podrywu, ani o tym co wywnioskował.
- Słuchaj. Lisia Gwiazda to tak naprawdę Lisia Łapa. - Kotka patrzyła na niego nadal nie rozumiejąc, jak do tego doszedł. - Wiesz czemu? Bo za dnia szkaradnością, w nocy zaś pięknością. I Lisia Łapa, czyli nasz lider, uczył się technik podrywu i podrywał jakiegoś wilczaka. A ja za to poderwałem Kwaśnego i Wronkę. I teraz jesteśmy przyjaciółmi! - Kiwnął łebkiem. - O no... Ty też jesteś moją przyjaciółką - szybko sprostował, żeby uczennica nie poczuła się urażona. - Poderwałem cię za kociaka.
Tego było chyba już za wiele dla biednej kotki, bo patrzyła na niego z szokiem i niedowierzaniem.
- Zimorodkowa Łapo? A co to znaczy poderwać? - zapytała ostrożnie.
- No... To... Że jak kogoś lubisz... To podrywasz. Czyli zaprzyjaźnić się. To właśnie to! - Kiwnął łebkiem zadowolony, że tłumaczy tak prostą rzecz.
<Zgubo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz