- Życie w żłobku byłoby sto razy lepsze niż trening z tobą - warknął Owca, jednak po chwili się zorientował, że może lekko przegiął i szybko dodał. - ale i tak nie chciałbym tam raczej wracać.
- Czyżby? Bo mogę cię tam w każdej chwili cofnąć.
- Proszę nie - jęknął Owca. - Dokuczanie tym bachorom jest zabawne, ale jak bym miał tam spędzić cały dzień to chyba bym zwariował i ktoś by na tym ucierpiał.
- Najpewniej ty.
- Może, może nie. Nie warto ryzykować - uśmiechnął się. - To co dzisiaj robimy?
Kotka owinęła ogon wokół łap i spojrzała na niego z powagą. Jego umiejętności były już tak samo dobre jak wojownika, ale jego zachowanie pozostawiało jeszcze sporo do życzenia.
- Chciałam tylko sprawdzić, czy twoje podejście do obowiązków członka klanu zmieniło się od ostatniego razu. Myślałam, że tak, ale najwidoczniej się myliłam.
- Jak to - oznajmił Owca. - Niemożliwe. Moje zachowanie jest najlepsze, nie ma w nim nic złego.
- Może skończysz żartować jak posiedzisz w legowisku uczniów jeszcze parę księżyców dłużej - ostro ucięła rozmowę Czereśnia i wyszła ze żłobka.
Kociaki Płomykówki, które wszystko podsłuchiwały wystawiły szybko głowę zza krzaka, gdzie podsłuchiwały i spojrzały jednocześnie na Owcę, który posłał w odpowiedzi jedno ze swoich lodowatych spojrzeń.
- Dokończę moją opowieść innym razem - mruknął i również wyszedł.
Kiedy wcześniej Czereśnia weszła do środka, był właśnie w trakcie opowiadania małym o tym, jak to pokonał kiedyś groźną kotkę z leśnych klanów podpalając ją, ale widocznie kociaki uznały historię za zbyt drastyczną na ich młode uszy i zaczęły piszczeć. Cóż, to nie jego problem, że są takie wrażliwe. Swoją drogą od dłuższego czasu chciał komuś powiedzieć o tym zdarzeniu, ale jakby usłyszał o tym jakikolwiek dorosły, to wpadłby w niezłe kłopoty. Jeśli kociaki powiedzą o tym swojej mamie to zawsze można skłamać, że coś sobie ubzdurały. No i ich reakcje były przezabawne.
Nagle, kiedy jak zazwyczaj był zajęty wymyślaniem sposobów na zabicie swojej mentorki i wszystkich kotów których nie lubi, jak już jesteśmy przy tym, (nie zamierzał tego zrobić naprawdę, po prostu były to naprawdę przyjemne myśli) uczeń prawie wpadł na swoją siostrę.
- Oh, cześć jak tam - mruknął.
- Cześć Owco! - krzyknęła kotka i wtuliła się lekko w jego futro, jednak ten odsunął się z obrzydzeniem.
- Odległość ogona, pamiętasz?
Kotka nagle spochmurniała i skuliła się.
- Przepraszam... zapomniałam.
- Tym razem ci wybaczę, ale będziesz musiała dla mnie w zamian coś zrobić - mruknął, udając nadal obrażonego. - Musisz iść do Czereśni i nazmyślać jej że zrobiłem coś dobrego dla klanu czy coś. Nie wiem, po prostu ma myśleć że jestem super, okej?
Kotka pokiwała szybko głową i pobiegła dalej. Kochana siostra, nigdy nie zadaje żadnych pytań. Owca pochodził jeszcze trochę po obozie bez celu, ale gdy zobaczył, że nie ma się do kogo przyczepić to po prostu poszedł spać. Obudziło go mocne walnięcie łapą i pierwsze co zobaczył, to zirytowany wzrok liderki.
- Co ty znowu nazmyślałeś tej swojej biednej siostrze, co? - warknęła.
Uh oh, najwyraźniej Puch nie była taka dobra w kłamaniu jak myślał. Jak to możliwe, że mają takie same geny?
- Ja? Nic, ona tak sama, ja tutaj spałem cały czas. Wiesz jak to jest z nią czasami.
- Nie wiem.
Kocur wzruszył ramionami i mruknął "Ja też nie" po czym ostentacyjnie przewrócił się na drugi bok, aby pokazać, że uznał rozmowę za zakończoną.
- Czyżby? Bo mogę cię tam w każdej chwili cofnąć.
- Proszę nie - jęknął Owca. - Dokuczanie tym bachorom jest zabawne, ale jak bym miał tam spędzić cały dzień to chyba bym zwariował i ktoś by na tym ucierpiał.
- Najpewniej ty.
- Może, może nie. Nie warto ryzykować - uśmiechnął się. - To co dzisiaj robimy?
Kotka owinęła ogon wokół łap i spojrzała na niego z powagą. Jego umiejętności były już tak samo dobre jak wojownika, ale jego zachowanie pozostawiało jeszcze sporo do życzenia.
- Chciałam tylko sprawdzić, czy twoje podejście do obowiązków członka klanu zmieniło się od ostatniego razu. Myślałam, że tak, ale najwidoczniej się myliłam.
- Jak to - oznajmił Owca. - Niemożliwe. Moje zachowanie jest najlepsze, nie ma w nim nic złego.
- Może skończysz żartować jak posiedzisz w legowisku uczniów jeszcze parę księżyców dłużej - ostro ucięła rozmowę Czereśnia i wyszła ze żłobka.
Kociaki Płomykówki, które wszystko podsłuchiwały wystawiły szybko głowę zza krzaka, gdzie podsłuchiwały i spojrzały jednocześnie na Owcę, który posłał w odpowiedzi jedno ze swoich lodowatych spojrzeń.
- Dokończę moją opowieść innym razem - mruknął i również wyszedł.
Kiedy wcześniej Czereśnia weszła do środka, był właśnie w trakcie opowiadania małym o tym, jak to pokonał kiedyś groźną kotkę z leśnych klanów podpalając ją, ale widocznie kociaki uznały historię za zbyt drastyczną na ich młode uszy i zaczęły piszczeć. Cóż, to nie jego problem, że są takie wrażliwe. Swoją drogą od dłuższego czasu chciał komuś powiedzieć o tym zdarzeniu, ale jakby usłyszał o tym jakikolwiek dorosły, to wpadłby w niezłe kłopoty. Jeśli kociaki powiedzą o tym swojej mamie to zawsze można skłamać, że coś sobie ubzdurały. No i ich reakcje były przezabawne.
Nagle, kiedy jak zazwyczaj był zajęty wymyślaniem sposobów na zabicie swojej mentorki i wszystkich kotów których nie lubi, jak już jesteśmy przy tym, (nie zamierzał tego zrobić naprawdę, po prostu były to naprawdę przyjemne myśli) uczeń prawie wpadł na swoją siostrę.
- Oh, cześć jak tam - mruknął.
- Cześć Owco! - krzyknęła kotka i wtuliła się lekko w jego futro, jednak ten odsunął się z obrzydzeniem.
- Odległość ogona, pamiętasz?
Kotka nagle spochmurniała i skuliła się.
- Przepraszam... zapomniałam.
- Tym razem ci wybaczę, ale będziesz musiała dla mnie w zamian coś zrobić - mruknął, udając nadal obrażonego. - Musisz iść do Czereśni i nazmyślać jej że zrobiłem coś dobrego dla klanu czy coś. Nie wiem, po prostu ma myśleć że jestem super, okej?
Kotka pokiwała szybko głową i pobiegła dalej. Kochana siostra, nigdy nie zadaje żadnych pytań. Owca pochodził jeszcze trochę po obozie bez celu, ale gdy zobaczył, że nie ma się do kogo przyczepić to po prostu poszedł spać. Obudziło go mocne walnięcie łapą i pierwsze co zobaczył, to zirytowany wzrok liderki.
- Co ty znowu nazmyślałeś tej swojej biednej siostrze, co? - warknęła.
Uh oh, najwyraźniej Puch nie była taka dobra w kłamaniu jak myślał. Jak to możliwe, że mają takie same geny?
- Ja? Nic, ona tak sama, ja tutaj spałem cały czas. Wiesz jak to jest z nią czasami.
- Nie wiem.
Kocur wzruszył ramionami i mruknął "Ja też nie" po czym ostentacyjnie przewrócił się na drugi bok, aby pokazać, że uznał rozmowę za zakończoną.
<<Czereśnia? TwT>>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz