- Przysięgam.
- A zatem nadaję ci nowe imię. Od tej chwili będziesz zwana jako Brzozowy Szept...
Dalsze słowa burej liderki zagłuszyły wrzaski..
- Brzozowy Szept! Brzozowy Szept! - krzyczała Błękit radośnie, wraz z innymi klanowiczami. Pointka wydostała się spomiędzy tłumu kotów i wtuliła się mocno, w niebieską sierść, dawnej już mentorki. Cętkowana odwzajemniła ścisk. Po chwili świeżo mianowana wojowniczka rzuciła się pędem w kierunku Sosnowej Kory i Tulipanowego Pąku. Błękit uniosła radośnie ogon i uśmiechnęła się ciepło do liderki, która właśnie zeskoczyła z podwyższenia.
***
Od tego wydarzenia minęło wiele księżyców. Błękit chodziła po obozie, radosna jak zawsze, chociaż w głębi serca miała jakąś dziwną pustkę. Musiała się komuś wyżalić, po prostu musiała! Zacisnęła zęby i skierowała się do legowiska liderki. Przeszła prze wejście i w wątłym blasku słońca dostrzegła buraskę. Zielonooka spojrzała na wojowniczkę i zamruczała cicho.
- Coś nie tak, Błękit?
Cętkowana machnęła nieco ogonem, odpędzając złe myśli i przybierając na pyszczek uroczy uśmiech.
- Nie, nie, chciałam po prostu zapytać, czy poszłybyśmy na polowanie? Razem, tylko we dwie?
Skierowała pytający wzrok na pyszczek najstarszej córki Białej Sadzawki i ku swojej uldze, zobaczyła na nim delikatny uśmiech.
- Dobrze - powiedziała po prostu liderka, wstając i ruszając do wyjścia z legowiska. Błękitna Cętka uniosła radośnie ogon i pospieszyła za siostrą. Szły w milczeniu od wyjścia z obozu, depcząc łapami śnieg. Wojowniczka zmrużyła oczy, beztrosko, rozkoszując się cichym śpiewem swojej przyszłej ofiary, zimnem śniegu i ciepłem słońca Pory Nagich Drzew. Były już niemal przy granicy z Klanem Nocy, gdy liderka zatrzymała się i gestem wskazała niebieskiej, by usiadła.
- Przecież nie jestem głupia, widzę, że coś cię gryzie - burknęła z troskliwym wyrazem pyszczka. Błękit skrzywiła się nieco, spuszczając wzrok, po czym kopnęła niewielką bryłkę śniegu, która potoczyła się z chrzęstem.
- Po prostu się martwię. Tym wszystkim... - wypuściła powietrze przez nos, tworząc chmurkę pary. - Konwaliowa Rzeka nie żyje, a przecież była kilka wschodów słońca starsza ode mnie! Dlaczego ona nie żyje, a ja sobie spokojne biegam po ziemi?! Poza tym Czapla chodzi smutny, mama ma już swoje księżyce... Do tego ten kocur z Klanu Klifu, który tutaj ostatnio przyszedł... Czy to był Lisek?
Ciernista Gwiazda w milczeniu skinęła głową.
- Dokładniej to Lisia Gwiazda.
- Tak myślałam - potaknęła smutno Błękit.
Poczuła ulgę. Jakby niewidzialny ciężar spadł z jej grzbietu. Oblizała pyszczek, a w jej oku pojawiły się radosne iskierki. Zamruczałą na próbę. Z jej gardła wydobyły się najprawdziwsze wibracje, a nie ta marna namiastka prawdziwego mruczenia, jaką dysponowała w ciągu ostatniego księżyca. Ściszyła nieco głos.
- No i jeszcze jedno...
Ciernik, kochana Ciernik, zbliżyła się, by wysłuchać siostry. Błękit wyprostowała się gwałtownie, wyskakując niemal pionowo w powietrze. Tak jak to zrobiła niegdyś ze Świetlistym Potokiem, pchnęła ciało buraski, która wpadła w ogromną zaspę. Nie było to szczególnie trudne, ciało liderki składało się z samej skóry i kości. Całość tej sytuacji przypomniała Błękit wrzucenie Żmijowej Łuski do rzeki. Teraz miała jednak pewność, że ta kocica nie zmieni jej w mokrą plamę... Chyba? Przywódczyni wynurzyła się, plując śniegiem. Błękitna Cętka pośpieszyła do niej czym prędzej, po czym polizała siostrę za uchem, przestając chichotać.
- Dziękuję, że mnie wysłuchałaś - mruknęła cicho i całkowicie szczerze, wtulając się w jej krótką, burą sierść.
<Ciernik^^?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz