Buraska uśmiechnęła się, widząc, jak jej zięć nieudolnie próbuje być szarmancki.
— No witam, witam. Nie złapałeś przypadkiem zajączka? — zapytała z uśmiechem, a Zakręcone Ucho rzucił jej tak zdziwione spojrzenie, że miała wrażenie, iż jego gałki oczne zaraz wyskoczą z orbit i uderzą ją w pyszczek.
— Szto? Przesz Zaąc siedżi w kodziarni, co teszcowa wy... — przez bukiet kwiatów przedarł się krótki, urywany, nerwowy chichot. — A...Aha. Że takego zaącka. Nje. Maum dylko gwiadki. Proże.
Położył przed jej łapami swój skromny, niechlujny bukiecik, a ona pokiwała głową z uznaniem zmieszanym ze... Zmieszaniem. Cóż, może nie był to za ładny dar, jednak musiała przyznać, że był uroczy. Postanowiła, że później wyścieli nimi legowisko, na lewno będzie przyjemniej. Widać było, że Kręciołkowi zależy na dobrym wrażeniu na dawnej mentorce, a aktualnej teściowej, co bura bardzo doceniała. To prawda, że była zdziwiona wyborem córki, ale broń gwiezdni nie zamierzała w niego ingerować! Tak długo, jak Fiołek była szczęśliwa, szczęśliwa pozostawała i Ciernista Gwiazda. Nic prostszego.
— Dziękuję, to miłe — oznajmiła przyjaźnie, po czym spojrzała na Fiołkową Bryzę, która zerkała to na jedno, to na drugie. Dotychczasowa niepewność szylkretowej kotki ustąpiła miejsca radości i rozluźnieniu.
— Mieliśmy w planach polowanie. Wiesz... Żeby przynieść coś maleństwom Orzełka — calico uśmiechnęła się lekko, wspominając o kociętach. Ciernista Gwiazda pokiwała głową.
— Ach, tak, jasne, powodzenia — powiedziała, uśmiechając się, po czym zwróciła się do Zakręconego Ucha — tylko nie odstrasz swoimi przewrotkami całej zwierzyny, dobrze?
Kocur spojrzał na nią, lekko speszony, jednak widząc pokojowe, miłe spojrzenie jej oczu, doszło do niego, że to tylko taki żarcik, przyjacielska uwaga, ot co. Pokiwał głową, trochę zbyt energicznie i ruszył przed siebie, uprzednio wołając "ajajaj, kapitanie!". Bura przewróciła oczami, widząc jego zachowanie. Było nie było, wciąż był irytujący.
— Trochę się stresuje, to wszystko. Wiem, że bywa okropnie głupkowaty, ale to naprawdę dobry i czuły kocur, i... — Fiołkowa Bryza już automatycznie zaczęła tłumaczyć swojego ukochanego, jednak Cierń tylko liznęła ją w policzek, zamykając jej pyszczek.
— Cieszę się, że jesteś szczęśliwa — oznajmiła ciepło, a szylkretka uśmiechnęła się wesoło. Przytuliła ją krótko, po czym ruszyła za ukochanym.
~*~
Brzoskwiniowa Gałązka ułożyła się koło partnerki, biorąc głęboki wdech nosem.
— Ładnie tu pachnie — rzuciła z uśmiechem. Ciernista spojrzała na nią krótko, aby zaraz wtulić się w to mięciutkie, puszyste futerko, które tak bardzo uwielbiała. W istocie, podarunek od ich zięcia może i nie był najschludniejszy, ale za to miał przyjemny zapach, przypominający o tym, że nastała Pora Nowych Liści, a to w zupełności wystarczyło, aby małe leżę liderki stało się o wiele przytulniejsze.
— Dostałyśmy kwiatki od Zakręconego Ucha. Wyglądają trochę, jakby je wcześniej zjadł, ale woń mają niczego sobie — stwierdziła spokojnie, mrużąc oczy. Brzoskwiniowa Gałązka zachichotała, słysząc jej dość krytyczny komentarz.
— Czyli już wiesz? — zapytała wesoło. Zaraz. Czekaj. Jak to "już"? Bura poderwała się na równe łapy i spojrzała na ukochaną z wyrzutem.
— Wiedziałaś i mi nie powiedziałaś? — wręcz warknęła, chociaż nie brzmiało to wcale złowrogo. Kremowa westchnęła widząc, że Cierń nie jest szczególnie zadowolona z tego, co słyszy. Cóż, teraz czekała ją przykra konieczność udobruchania jej partnerki. A zapowiadał się taki miły wieczór...
— No, tak... Wiesz, oni bardzo chcieli powiedzieć ci sami. W końcu, ty nie przepadasz jakoś bardzo za Kręciołkiem i... No sama rozumiesz — zaczęła tłumaczyć, lekko poddenerwowana. Bura prychnęła tylko, odwracając głowę w przeciwnym kierunku.
— Rodziłam ją w pocie czoła parę godzin, a teraz dowiaduję się ostatnia, że ma faceta? Na gwiezdnych! — parsknęła, kładąc się gdzieś z brzegu, w pewnej odległości od kremowej, która jednak po chwili przysunęła się do niej i liznęła ją za uszkiem.
— No już skarbie, nie dąsaj się tak, nie mieli przecież na myśli nic złego. Po prostu jesteś... Dość wymagająca — podjęła ponowną próbę. Bura odwróciła głowę w jej kierunku, piorunując ją wzrokiem. Brzoskwinka po raz kolejny zadrżała, czując, że zaraz spanikuje. Jej partnerka bardzo rzadko się o coś dąsała, a co za tym szło, kremowa nie była pewna, jak to się dalej potoczy. — No d-d-daj spokój! Teraz już wiesz, prawda? Orzełek też nam od razu nie powiedział, że jest z Drżącą. Są dorośli, mają swoje tajemnice, to normalne. Ty też nie poleciałaś i nie poinformowałaś od razu swojej mamy, że jesteście razem.
Ciernista Gwiazda otworzyła pyszczek... I zaraz potem go zamknęła. Cholera, ta kupa futra miała rację. Wyglądało na to, że robiła ogromny huragan z małego powiewu wiatru. Uśmiechnęła się delikatnie, trochę speszona.
— Ta... Coś w tym jest. Chyba panikuję — stwierdziła, przytulając się do futerka kremowej, która zaśmiała się cicho.
— Panikujesz? — zdziwiła się. Cierń westchnęła ciężko.
— No, wiesz... Czuję, jakby życie uciekało mi między łapami. Jeszcze wczoraj obserwowałyśmy, jak rosną, a dzisiaj... Dzisiaj jesteśmy babciami. I kto wie, może nie minie chwila, a dorobimy się prawnuków? Czuję się stara.
Brzoskwiniowa Gałązka spojrzała na nią niepewnie.
— Cholera, jak o tym mówisz, to w sumie coś w tym jest. Zaczynam siwieć, wiesz? Czy to już pora pakować się w ziemię? — zaczęła pośpiesznie mówić, co... W jakiś dziwny sposób uspokoiło jej partnerkę. Liznęła kotkę za uchem, uśmiechając się.
— Może na razie lepiej pakować się do spania? Padam z łap — szepnęła leniwie, kładąc głowę na kremowym torsie. Faktycznie, dojrzała tutaj kilka siwych włosów, które liznęła z czułością. Brzoskwiniowa Gałązka zamruczała, a następnie otuliła ją ogonem. Miała nadzieję, że chociaż ta noc będzie spokojna.
~*~
Liderka Klany Burzy wróciła właśnie z popołudniowego patrolu i usiadła, aby zjeść wraz z Migoczącym Niebiem i Orlim Trzepotem. Kocur opowiadał jej o tym, jak mu minął dzień, WCALE przy tym nie sugerując, że chętnie wyszkoliłby jeszcze jednego ucznia, tak o, dla sportu. Ciernista zaśmiała się cicho, kiedy ten począł mówić, jakim to jest dobrym mentorem i jak chętnie podejmie się kolejnego wyzwania.
— Pomyślimy za paręnaście księżyców. Na razie mam już powybieranych mentorów — oznajmiła, nim wzięła w usta kolejny kęs posiłku. Po chwili dosiadła się do nich Fiołek, wraz z całkiem utuczonym królikiem.
— Cześć — przywitała się, aby po chwili zatopić zęby w swoim pożywieniu.
— O, na przykład Fiołka. Fiołek jest na mojej liście przyszłych mentorów — poinformowała syna Cierń. Szylkretowa kotka aż zaksztusiła się posiłkiem, co sprawiło, że wszystkie trzy głowy odwróciły się w jej kierunku.
<Fiołasek?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz