BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot u Pieszczochów!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

30 czerwca 2024

Nowa członkini Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd!

 


Powód odejścia: Decyzja właściciela
Przyczyna odejścia: Zawał serca
Zasłużenie: Kultystka Mrocznej Puszczy, morderstwa, wyrzeknięcie się Klanu Gwiazdy

Odeszła do Miejsca, gdzie Brak Gwiazd!


Od Bieliczego Pióra CD. Zarannej Zjawy

 Zamrugała zaskoczona. Nie spodziewała się, że w Zarannej Zjawie obudzi się taka gorliwość do nauki rytuałów. Z zainteresowanych to jedynie jej brat - Chłodny Omen, pytał ją o rady jak najlepiej jest coś zrobić, aby duchy były zadowolone z jego czynów. W końcu... kult wcześniej nie posiadał żadnych modlitw. To ona wprowadziła te nowe udogodnienia w życie, ponieważ czuła, że nie do końca oddają należytą cześć Mrocznej Puszczy. A tak? Tak poszerzały się ich horyzonty. Na dodatek nie wiedziała czy to co robiła naprawdę działało, ale duchy wiele nie potrzebowały. W porównaniu do Klanu Gwiazdy, Mroczna Puszcza chętnie kontaktowała się ze swoimi wiernymi. 
— No dobrze. Mogłabym cię nauczyć jak to się robi. Wiedz jednak, że to nie jest idealne. Zawsze dodaje parę nowych urozmaiceń, które spodobają się duchom. Jak dobrze wiesz, oni nie powiedzą ci czy coś im się podoba czy nie. Czasami zastanawiam się czy ich obchodzi jak coś jest zrobione. Może cenią minimalizm? Znam jednak cel. Zawsze musi to być upuszczona krew lub odebranie życia. Mroczna Puszcza jest krainą bezprawia i dzikości. Musimy więc odwzorować tam panujące pragnienia, by zwrócić na siebie ich spojrzenie — tłumaczyła kotce podstawowe zasady, które uznawała za coś oczywistego. 
Zaranna Zjawa słuchała uważnie jej słów z kamienną miną. Gdy skończyła skinęła głową, co dało jej potwierdzenie, że kocica wszystko zrozumiała. Zdziwiło ją jednak to, że nie miała pytań, ale być może takie tłumaczenie jej wystarczyło. 

***

Przez ostatni czas jej zdrowie nieco się pogorszyło. Czyżby tak wyglądała starość? Być może. Dalej starała się dbać o kult i wznosić modły do mrocznych duchów, ale powoli brakowało jej sił na zwykłe wyjście z obozu. Niczym Stokrotkowa Polana mogła jedynie dzielić się swą wiedzą, dlatego też, gdy Zaranna Zjawa ją odwiedzała, dopytywała ją o nowinki, tłumacząc jej kwestie dotyczące wiary, które ją interesowały. Ah... jak ten świat się zmienił. Odkąd była małym kocięciem minęło tyle księżyców, tyle zaobserwowała strat i tyle odchowała młodych pociech, że była zadowolona ze swojego życia. Poszła w ślady swojej mentorki i z radością mogła stwierdzić, że podołała. 
Dlatego też, gdy śmierć nadeszła, nie obawiała się jej. Sądziła, że przyjdzie jej dożyć sędziwego wieku tak jak Irgowy Nektar, jednak niezbadane były wyroki boskie. Gdy zamknęła oczy nad ranem, aby jeszcze chwile się zdrzemnąć, poczuła ostry, kłujący ból w klatce piersiowej. Nie zdołała zawołać o pomoc. Zasnęła na zawsze. 

rip [*]

Od Bieliczego Pióra CD. Makowego Nowiu

 Chętnie przystała na propozycje Makowego Nowiu. Spacer brzmiał cudownie. Ileż to mogła się kisić w obozie? Ostatnio nieco ciężej jej szło polowanie, czuła dziwny ucisk w piersi, gdy za bardzo się zmęczyła, więc starała się nie przeforsowywać. Nie była w końcu już młoda. Zresztą... gdy dotrą pod Cierniste Drzewo, gdzie chowano zmarłych od razu posprząta kopczyki należące do jej brata i ojca oraz innych kultystów. Chociaż nie sądziła, aby zmarły lider zasługiwał na taką troskę o swój grób. Z Mroczną Gwiazdą nie czuła się zżyta jak to było w przypadku Chłodnego Omenu. Tylko brat był na tyle szalony, by tak się cackać nad jego mogiłą. 
Niestety, kwiatów nie złoży, bo trwała Pora Nagich Liści. Pewnie i tak zmarłych nie interesowały takie ckliwe, sentymentalne rzeczy. Była pewna, że jej brat prędzej cieszył się towarzystwem ojca i nie zaprzątał sobie głowę śmiertelnikami. 
— Jasne, zbierajmy się póki jeszcze nie pada — zwróciła się do kotki, po czym obie skierowały kroki w las. 

***

Kiedy dotarli na miejsce, można było zauważyć powoli zbierające się chmury, które zwiastowały ulewę. Raz dwa ogarną groby, a potem będą mogły się gdzieś schronić i pogadać. Bielicze Pióro wzięła się za porządki, tak samo jak i jej towarzyszka, która zajęła się grobem Naparstnicy. 
Po jakimś czasie wszelkie ostre i kłujące ciernie zniknęły z mogił i obie mogły złożyć cichą modlitwę za ich duszę. Akurat miała w tym wprawę, w końcu wielokrotnie się modliła. Zamknęła oczy i wymamrotała pod nosem słowa do swych zmarłych bliskich, a następnie spojrzała z lekkim uśmiechem na swoją towarzyszkę.
— Jak ci idzie szkolenie Białej Łapy? Radzi sobie? — zapytała. 

<Mak?>

29 czerwca 2024

Nowy członek Pustki!


Powód odejścia: Decyzja administracji
Przyczyna śmierci: Starość

Odszedł do Pustki!

Od Stokrotkowej Łapy CD. Rumiankowego Zaćmienia

Chciało porozmawiać ze swoją siostrą, Liliową Łapą, dlatego wybrało się tego dnia do legowiska medyka. Weszło cicho do środka i rozejrzało się. Nigdzie nie było widać żadnej z sióstr.
- Witaj Stokrotkowo Łapo – usłyszało nagle głos Rumiankowego Zaćmienia – Jeśli poszukujesz Liliowej Łapy, to będziesz musiała niestety zaczekać. Wyszła ona jakiś czas temu z Margaretkowym Zmierzchem na wyprawę po zioła jakiś czas temu. Powinny niedługo wrócić – wyjaśnił medyk, jakby czytał w myślach Stokrotki. Uczennica pokiwała głową i znów zaczęła się rozglądać. Podeszła do jednej półki z ziołami, dokładnie je oglądając.
- Mogę je obejrzeć?
- Tylko nie zjedz niczego. Mogą ci zaszkodzić – powiedział Rumianek, ale pokiwał głową. Ruda zadowolona złapała jedną z roślin i obejrzała ją z każdej strony.
- Dalej nie mogę uwierzyć, że ty takimi roślinami leczysz innych! To naprawdę niesamowite! – oznajmiło Stokrotkowa Łapa.
- Heh, ale to też masa ciężkiej pracy i nauki – odparł medyk – Na pewno twoje siostry coś o tym wiedzą.
- Pewnie tak – odpowiedziało i odłożyło roślinę. Rozmawiało jeszcze chwilę z Rumiankowym Zaćmieniem, aż do legowiska nie weszła Liliowa Łapa.
 
***
 
Może nie znała się z medykiem Klanu Burzy jakoś bardzo, jednak i tak postanowiła się udać na cmentarz, by go odwiedzić, tak samo jak Lwią Paszczę. Gdy tylko znalazła jego grób, usiadła przy nim.
- Witaj Rumiankowe Zaćmienie – przywitało się. Siedziało tak chwilę w ciszy, zastanawiając się, czy coś jeszcze mówić. W końcu na coś wpadło – Wymyśliłam kiedyś historię o medyku. Nie jest jeszcze skończona, ale może ci się spodoba! – odparło i zaczęło opowiadać – Tak jak mówiłam, nie jest skończona... – powiedziało na koniec – ...ale i tak postanowiłam ci opowiedzieć. Jak tylko wymyślę resztę, to ci dokończę – obiecało. Znów nastała cisza. Stokrotkowa Łapa jeszcze chwilę siedziało przy grobie dawnego medyka, lecz w końcu poszło dalej.

[*] Żegnaj Rumianku
[282 słowa]
[przyznano 6%]

Od Makowego Nowiu CD. Bielicznego Pióra

Siedziała gdzieś z boku, a wzrok miała utkwiony w ziemi. Ostatni czas był dla niej bardzo ciężki, choć nie tylko dla niej. Cały klan był znalazł się właśnie w ciężkim okresie, tak samo jak kult. W końcu stracili dużą ilość kotów, również liderkę. To wszystko nie mieściło się w głowie liliowej. Była tym strasznie przejęta. Na szczęście miała jeszcze dwie siostry, na które zawsze mogła liczyć.
W końcu podniosła wzrok i rozejrzała się. W obozie nie było zbyt dużo kotów. Po chwili jej wzrok padł na stos zwierzyny. "Przydałoby się coś zjeść" – pomyślała. Od słów przeszła do czynów i niedługo później już stała przy stosie, wybierając sobie posiłek. Już miała wrócić na miejsce, lecz wtedy przyszła do niej Bieliczne Pióro, matka kultu, ale również kotka, która w połowie ją wychowała.
- Cześć Maczku. Chciałabyś się przejść? — zapytała starsza kotka. Liliowa spojrzała na nią. Chyba dobrze byłoby wyjść z obozu?
- Jasne – odparła Makowy Nów i ruszyła za córką Mrocznej Gwiazdy, w stronę wyjścia.
- W lesie jest dziś dość spokojnie – zauważyła Bielik, prowadząc młodszą w głąb terenów Klanu Wilka.
- Ewidentnie tak – potwierdziła bez emocji liliowa, co jakiś czas się rozglądając. Szły dalej w ciszy. Po jakimś czasie znalazły się przy Wierzbowej Zatoczce. Dopiero teraz Makowy Nów zdała sobie sprawę, jak rzadko tu przychodziła. Bieliczne Pióro usiadła niedaleko brzegu i zaprosiła do tego samego córkę Gęsiego Wrzasku. Ta wykonała polecenie, obserwując uważnie otoczenie.
- Ładne miejsce – powiedziała niebieskooka, uśmiechając się. Makowy Nów pokiwała głową.
- Nie myślałam, że takie coś znajdzie się na terenach Klanu Wilka – wyznała.
- No widzisz, a jednak. Nasze tereny mają w sobie wiele ciekawych miejsc – odparła Bielik.
 
***
 
Może i było zimno, ale to nie zatrzymywało Mak, przed wyjściem z obozu. A miała zamiar udać się na cmentarz, do Naparstnicowej Kołysanki i reszty jej rodziny. Dość dawno jej tam nie było, a chciała wykorzystać tę chwilę wolnego. Ruszyła więc w stronę wyjścia z obozu, ale wtedy zauważyła Bieliczne Pióro. Matka kultu siedziała gdzieś z boku, chyba nic nie robiąc. Makowy Nów postanowiła więc to wykorzystać. Chciała spędzić z nią trochę czasu, patrząc na to, że Bielik chyba jako jedyna miała z nią lepszy kontakt. Po śmierci jeszcze dwóch sióstr Mak czuła się strasznie samotna. A chyba tylko z tą starszą kotką miała jakieś głębsze relacje, w końcu ta trochę się nimi zajęła po śmierci Alby.
- Witaj Bieliczne Pióro – przywitała się liliowa, podchodząc do starszej wojowniczki. Ta tylko się do niej uśmiechnęła.
- Witaj Maczku – również się przywitała.
- Chciałabyś może się przejść? Idę na cmentarz do Napastnicy – wyjaśniła Mak.

<Bielik?>

Od Sówki CD. Agresta

*Dawno*

Zamknęła tylko oczy, chcąc by to wszystko było tylko głupim snem. Ale taka była rzeczywistość. Po chwili znów spojrzała na Agresta i tylko pokiwała głową, nie odzywając się. Mimo tego, że nie chciała przyznać, Agrest miał rację. A ona i tak nic nie mogła zrobić.
 
***
*Przed tragicznym patrolem*
 
Coraz częściej było słychać o tych borsukach. Te wielkie stworzenia częściej przekraczały granicę terenów Owocowego Lasu. Sówka była tym faktem lekko zaniepokojona, jednak trzymała się myśli, że coś uda się poradzić na te bestie.
Chodziła bez celu po obozowisku. Powoli wszystko układała sobie w głowie. W końcu nawet doszło do niej, że naprawdę może lubić bardziej Kaczkę. Tylko najgorsze było zebranie się w sobie i powiedzenie tego Kaczce. Choć Sówka była pewna, że tego nie zrobi, ta myśl również była gdzieś w jej głowie i powodowała, że czekoladowa starała się jakoś to przemyśleć. Zazwyczaj wszystkie te pomysły kończyły się tym, że Sówka coraz bardziej zniechęcała się do wyznania. Bała się, że wojowniczka ją wyśmieje, albo nie będzie chciała się chociaż przyjaźnić. Na tę myśl czekoladowa od razu posmutniała. Westchnęła cicho. Miała dwa wyjścia, ale obydwa nie podobały jej się. Albo powiedzieć Kaczce i zobaczyć co będzie, albo żyć z tym uczuciem, czekając aż przeminie. Zatrzymała się i spojrzała na legowisko starszyzny. Jarząb powinna być w środku. Ruszyła więc w tamtą stronę, łapiąc po drodze jakąś mysz. Powoli weszła do środka i rozejrzała się. Wewnątrz był tylko dawny lider Owocniaków - Agrest.
- O, witaj Agreście, wiesz może gdzie jest Jarząb? – zapytała Sówka, wchodząc do legowiska. Bicolor podniósł na nią swój wzrok i pokręcił głową.
- Niedawno wyszła, może jest u Witki – odparł Agrest. Córka Żbika pokiwała głową i usiadła na ziemi.
- Jeśli to nie problem to poczekam na nią, dobrze? Powinna zaraz być – powiedziała zwiadowczyni i spojrzała na niego. Położyła mysz na ziemi i przysunęła w stronę Agresta – Proszę – oznajmiła.

<Agrest?>

Od Makowego Nowiu DO Lodowego Omenu

Siedziała gdzieś w obozie, dokładnie jeszcze raz oglądając kamienie znalezione na zgromadzeniu, tym razem w świetle dnia. Niektóre były naprawdę ładne. Już chciała wziąć kolejnego, ale wtedy jakiś kot wbiegł w nią, rozrzucając przy tym kamienie liliowej.
- Co ty robisz?! – syknęła Makowy Nów i zaczęła rozglądać się za swoimi znaleziskami. Syczała coś cicho pod nosem, nie mogąc znaleźć wszystkich.
- To tylko kamienie, może sobie znaleźć nowe... – doszła do jej uszu czyjaś wypowiedź, która tylko jeszcze bardziej zdenerwowała Mak.
- Tylko kamienie? Dla ciebie może i tak! – warknęła, ale dalej wzrok miała wbity w ziemię. Spędziła nad ich szukaniem całe zgromadzenie z tym uczniem. A teraz miała je stracić! A ten kot nawet nie wiedział ile zajmuje takie szukanie! Syknęła coś jeszcze cicho i napięcie zwróciła się w stronę wyjścia z obozu. Musiała chwilę się uspokoić. Ruszyła więc w las, starając się zapanować nad swoim emocjami. Jak ona się cieszyła, że jej klan ma tereny w tym miejscu. Tylko ten teren potrafił jakoś wyrzucić z niej cały gniew. Szła więc pomiędzy drzewami, starając się zapanować nad swoim największym wrogiem. Zamknęła w końcu oczy i zaczęła cicho nucić, myśląc, że to ją uspokoi. Dalej przemierzała las, jednak wtedy nagle się przewróciła. Od razu otworzyła oczy i syknęła coś cicho. Rozejrzała się i wtedy zauważyła Lodowy Omen, stojącą niedaleko.
- Witaj Lodowy Omenie. Nie wiedziałam, że tu jesteś – mruknęła liliowa, podnosząc się z ziemi.

<Lodowy Omenie?>

28 czerwca 2024

NOWI CZŁONKOWIE KLANU GWIAZDY I PUSTKI!

 

Powód odejścia: Decyzja właściciela
Przyczyna śmierci: Zabicie przez Sroczą Gwiazdę

Odeszła do Pustki!

Powód odejścia: Decyzja administracji
Przyczyna śmierci: Zabicie przez Błotnistą Plamę

Odszedł do Klanu Gwiazdy!


Powód odejścia: Decyzja administracji
Przyczyna śmierci: Zabicie przez Błotnistą Plamę

Odeszła do Klanu Gwiazdy!

Od Sroczej Gwiazdy CD. Mandarynki (Mandarynkowej Łapy)

Księżyce mijały spokojnie, kocięta dojrzewały, a Klan Nocy rósł w siłę. Jedynym problem jaki się pojawił, było nagłe zniknięcie Kawczego Serca razem z Płotkową Łapą, które wywołało nie lada poruszenie wśród młodszej części klanu. Koty spoza rodziny i tak nie znały szczegółów jej zniknięcia. Po tym jak Spieniony Nurt przybyła do jej legowiska, na puchowych nogach, przejętym głosem szepcząc o decyzji byłej uczennicy Sroczej Gwiazdy, koty zaczęły się podburzać. Całe szczęście, była to jedynie część blisko związana z zaginionymi. Pozostali wojownicy, którzy otrzymali jedynie pobieżne informacje, z wersją bardzo uszczuploną w szczegóły, nie zdawały się być aż tak poruszone. Fakt, była to spora strata dla klanu, jednak po kilku nieudanych patrolach poszukiwawczych, każdy musiał powrócić do swojego normalnego trybu życia. Nawet najbliższa sercu Kawki kocica, była wojowniczka Klanu Klifu zwana Księżycowym Blaskiem, wydawała się nie znać planów partnerki, uparcie wyruszając na kolejne poszukiwania, których efekty były marne. Gleba była rozmokła, szybko przykrywana śniegiem, nie dając dużo czasu na odnalezienie rozpływających się w mgnieniu oka śladów. Liderka współczuła zarówno jej, Porannemu Ferworowi, jak i ich dzieciom. Kawcze Serce zawiodła ją. Popisała się swą samolubnością i hipokryzją, która do reszty zaślepiła jej umysł. Zabrała małe kocię, zaledwie sześcio księżycową uczennicę, na pewną śmierć. Pora Nagich Drzew, nawet lekka i bez mrozów takich, jak jeszcze sezon temu, była niebezpieczna, a koty nieprzyzwyczajone do samotniczego trybu życia miały niskie szanse na przeżycie. Srocza Gwiazda zdawała sobie sprawę z tego, jak wielkie różnice dzieliły życie kotów klanowych od samotniczych. Samotnicy i włóczędzy nie mieli zwykle na kim polegać, skupiając się na swoim własnym przeżyciu. Nigdy nie pomogliby też nikomu, nie mając pewności, że wyniosą z tego jakieś korzyści. Podczas mroźniejszych okresów wojownicy potrafili znajdować zwłoki samotników, walające się na granicach klanów, czy leżące w oddali po roztopach, kiedy pokrywający je śnieg się rozpuścił, odsłaniając martwe, wychudzone ciała. I o ile Srocza Gwiazda nie wątpiła w umiejętności czarnej, sama ją uczyła i wiedziała, że kotka świetnie sobie radzi zarówno w wodzie jak i na lądzie, tak polowanie na obcych terenach, kiedy grunt jest lepki, drapieżniki głodne, a włóczędzy krążą w okolicach klanów, co jakiś czas atakując niewinnych wojowników, nie wyglądało dobrze. Szczególnie, że kocica na swoich barkach nie miała tylko swojego życia, ale także tej małej, niewyszkolonej koteczki, która ledwo co sama zyskała człon “Łapa”.
Przykrym było, że zielonooka skazała siebie i czekoladową na śmierć, w imię idei, której Srocza Gwiazda nie mogła pojąć. Zabrała ją i siebie od domu, rodziny, stałego dostępu do pożywienia i ciepłego legowiska. Młodsza prawdopodobnie nie miała nawet za dużo do powiedzenia. Była dzieckiem. Musiała słuchać się starszych. Nie zdążyła poznać na tyle świata i życia, by samej móc zadecydować o swoim losie. W zimnych oczach liderki było to jawne morderstwo Płotkowej Łapy, która była zbyt młoda i niepewna, by podejmować tak poważne decyzje. A Kawcze Serce, jako dorosła kocica, wzór do naśladowania, samozwańcza wybawczyni, zmusiła ją do wiecznej tułaczki w samotności, bez własnego kąta. Mimo skrawków czekoladowej sierści, starej liderce nadal było żal kocięcia.
Piórolotkowy Trzepot i Karasiowa Ławica, którzy przybyli do niej kilkanaście wschodów słońca po tym wydarzeniu, wydawali się być, podobnie jak zbiegła Kawka, niewidomi wobec realiów świata. Nie widzieli, kto w rzeczywistości ranił ich klan, kto skazał Płotkową Łapę na śmierć i kogo oni tak zażarcie bronili. Liderka nadal doceniała ich próbę rozmowy, jednak w tym samym czasie, droga jaką musieli jeszcze przejść, była długa i pokrętna, ponieważ taką właśnie sobie wybrali. To kiedy przejrzą wreszcie na oczy było jedynie kwestią czasu i chęcią do zobaczenia czegoś więcej niż “urojonego dobra”, w jakie tak zaciekle wierzyli.
– Możesz już zejść, Mandarynkowa Łapo! – zakrzyknęła do uczennicy, zeskakując na bezpieczny grunt.
Srebrna spojrzała na nią z góry, niepewnym wzrokiem lustrując otoczenie w poszukiwaniu gałęzi, na którą może bez obaw wskoczyć. Po kilku uderzeniach serca zaczęła schodzić, raz po raz czepiając się pazurkami kory jesionu, na którym to chwilę temu uczyła się wspinać. Ostatecznie udało jej się wylądować obok babki, z zadowoloną i wysoko uniesioną główką.
– Dobrze ci poszło – pochwaliła wnuczkę łaciata – Musisz jedynie dopracować swoją technikę schodzenia. Parę razy omsknęła ci się łapa, ale jestem przekonana, że szybko udoskonalisz tę umiejętność.
Mandarynkowa Łapa przytaknęła. Starsza kocica cieszyła się, że młoda tak szybko nabiera wprawy. Większość umiejętności nabywała bez większego problemu, a jedynym do czego Srocza Gwiazda mogła się doczepić, było jej… zachowanie, wobec niektórych członków Klanu Nocy, konkretnie tych o czekoladowej sierści. Wierzyła jednak, że po paru przeprowadzonych z nią rozmowach, uczennica zyska więcej taktu. Wciąż była wszakże kocięciem, które dopiero się uczyło. Do tego Wirująca Lotka, jej zmarła matka, jeszcze za życia większość swej uwagi poświęcała Płotkowej Łapie, co zdaniem liderki, mogło częściowo uzasadniać jej wrogość wobec siostry. Do teraz pamiętała, jak Kawcze Serce potrafiła spozierać na srebrną. Jej oczy wypełnione były nieprzychylnością w stronę małej kotki.
– Wracamy już do obozu? – spytała niższa, rozglądając się na boki.
Liderka spokojnie skinęła jej łbem, ruszając przed siebie. Uczennica szybko zrównała z nią krok, po drodze jeszcze odkopując wcześniej skryte pod kupką ziemi i liści piszczki - rozespaną wiewiórkę, która spała w dziupli drzewa, na jakim trenowały kotki oraz rudzika. Obie trzymając pochwycone przez siebie zwierzęta kierowały się w stronę obozowiska, którego trzcinowe ściany widać było tak szybko, jak wyszły z leśnej gęstwiny. Spod topniejących kupek śniegu wyrastały pierwsze przebiśniegi i krokusy, zwiastuny mającej przyjść lada moment Pory Nowych Liści. Kolorowe kwiaty przypomniały liderce o wydarzeniu mającym miejsce parę wschodów słońca wcześniej, kiedy to Czapli Taniec i Wodnikowe Wzgórze przyszli do niej z prośbą o błogosławieństwo. Oboje byli już starsi, jednak nie wydawali się być tym szczególnie przejęci. Pierwsza podobna ceremonią, jakiej udzielała Srocza Gwiazda, była zawarta między jeszcze starszymi kotami - Jaskrowym Pyłem oraz Szyszkowym Zagajnikiem, którzy aktualnie wspólnie odpoczywali w legowisku starszyzny. Ślub był miłym wydarzeniem. Barwnym i pomimo braku świetlików wesołym. Szczególnie moment rozdawania prezentów i rzut żabą, którą Bratkowe Futro wygrzebała z mułu. Wszyscy uczestnicy zdawali się cieszyć chwilą, nawet ci nieproszeni, jak Kazarkowa Śpiewka, która cudem złapała żabę, by następnie przegrać ją w potyczce z cztero-księżcyową Zmierzch, jedną ze znajdek, którymi opiekowała się Bratkowe Futro.
– Jesteśmy już blisko – skomentowała Mandarynkowa Łapa, zanurzając się w zimnej wodzie.
Faktycznie, wejście do obozu znalazło się parę lisich długości od nich. Powoli zachodzące słońce nadało wodzie pomarańczową barwę, która działała kojąco na ostatnio zszargane nerwy liderki. Za nimi rozległ się chlupot - to jeden z patroli właśnie wracał, podobnie jak one, do obozu. Trzcinowisko szumiało, a pojedyncze kawałki lodu spływały powoli w stronę morza. Po wyjściu na stały ląd otrzepały się z kropli wody, szybko przesuwając się do przodu, aby nie stać dłużej w rozmokłym błocie. Były już w tunelu, kiedy do ich uszu dobiegł przeraźliwy wrzask, któremu zawtórowały kolejne, każdy coraz boleśniejszy. Mandarynkowa Łapa w ostatniej chwili została powstrzymana przed wystrzeleniem w przód, przez głośny syk, wypuszczony z pyska liderki. Za sobą poczuły wojowników, także próbujących przebić się do wnętrza obozu.
To, co zastała po wydostaniu się z korytarza, przerosło jej wszelkie oczekiwania. Na środku obozowej areny, która jeszcze chwilę temu musiała być głośna i zatłoczona, o czym świadczyły kotłujące się przy ścianach koty i rozrzucone wokół sterty na zwierzynę piszczki, leżało nieruchome, zakrwawione ciało Nawałnicowej Łapy. Szkarłat ściekał mu w dół, od karku do szyi, sugerując śmierć przez uszkodzenie kręgów. Mimo to jego skóra była pokryta zadrapaniami od pazurów. Niedaleko niego leżała Okraszona Polana z rozerwaną szyją i podobnie jak uczeń ciałem pokrytym szramami. Przy ścianie zataczał się Czapli Taniec, którego bark zdobiło ugryzienie. Na samym środku obozu stał sprawca tego wszystkiego. Zgarbiona postać, z niegdyś białym pyskiem, teraz pokrytym szkarłatem, z którego strumieniami ściekała ślina. Brązowe, posklejane i zaniedbane futro, poczochrane jak upiór. Błotnista Plama. Paskuda. Odrzucona przez Sroczą Gwiazdę siostra. Ta cicha, wiecznie przerażona dziwaczka, wariatka, jak niektórzy ją zwali, zmora kociąt i matka Kawczego Serca, która porzuciła ją już dawno temu. Krzycząca na widok własnego cienia. Jej morda wykrzywiona była w nienaturalnym uśmiechu, drgającym co jakiś czas, kiedy kolejne fale śliny zmieszanej z krwią wylewały się spomiędzy jej rozwartych szczęk. I te puste oczy. Obce, niekocie, niedrapieżne, niepiszczkowe, nieobecne. Wszystko trwało kilka uderzeń serca. Czekoladowa wojowniczka nagle zerwała się przed siebie, koślawo stawiając każdy krok, a jej świeżo porwane uszy poruszały się w mylący sposób. Kierowała się w stronę ściany żłobka, przy której zwinięta leżała Zmierzch. Wielkie, sparaliżowane strachem oczy czekały na swój koniec. W pysku kocięcia nadal zwisała kulka mchu, którą jeszcze chwilę temu musiała się bawić. Lisią długość dalej, przy legowisku starszyzny, Kotewkowy Powiew blokowała drogę Bursztynowi, próbując za wszelką cenę utrzymać go pomiędzy swoimi łapami i nie pozwolić, aby rzucił się do siostry. Spełniała swój obowiązek piastunki. Srocza Gwiazda skoczyła przed siebie, paroma susami skracając odległość między nią, a Paskudą. Powaliła ją w locie, tuż przed rzuceniem się na Zmierzch. Nie myślała długo, wgryzła się w szyję kocicy, nie puszczając, dopóki ta nie stała się wiotka i przestała wierzgać. Odsunęła się, wypluwając z pyska skrawki brudnego, przesiąkniętego odorem wymiocin i brudu futra oraz krwi. Przez chwilę myślała, że martwe oczy siostry wpatrują się w nią, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że nie było to prawdą. Zielone, matowe już od dawna ślepia utkwione były w nocnym niebie. Obróciła się przez ramię, chcąc upewnić się, że czarna jest cała. Przy kotce, ku uldze liderki, już czuwała piastunka i jej brat. Kotewkowy Powiew ciasno owinęła kocięta ogonem, uważnie oglądając całe ciałko roztrzęsionej, niedoszłej ofiary Błotnistej Plamy. Srocza Gwiazda wyprostowała się, rozglądając się po obozie. Strzyżykowy Promyk próbowała z pomocą Różanej Łapy odsunąć chlipiącego w futro partnera Wodnika, aby móc bliżej przyjrzeć się jego ranie, podczas gdy Pchli Nos, uczestniczący w tym samym patrolu co Wodnikowe Wzgórze, zawisł nad Okraszoną Polaną. Większość spojrzeń była jednak wbita w nią, bojąc się ruszyć, aż nie dostaną sygnału, że już po wszystkim.
– Nie żyje.
***
Minęło parę susów księżyca, a ten zdążył się już znaleźć na szczycie. Mimo trwającej nocy, po obozie nadal rozchodziły się szepty i rozpaczliwe łkanie, jeżące włos na karku. Parę kotów zgłosiło się do pomocy przy znoszeniu zwłok, wszystkich oprócz ciała Błotnistej Plamy. Pozbyciem się go miał się zająć zgodnie z prośbą Cuchnący Śledź. Zabrać tak daleko od obozu jak się da i zakopać jak najgłębiej, by słońce nie miało szansy do niej dotrzeć.
– Czy on wydobrzeje? – pociągnął nosem Wodnikowe Wzgórze, rozpaczając nad śpiącym małżonkiem.
– Oczyściłyśmy jego rany i je opatrzyłyśmy. Teraz zostało nam jedynie czekać.
– Ale! – próbował zaoponować niepocieszony pręgus, przestępując z łapy na łapę.
– Nie ma ale – upomniała go ruda – Zimorodkowa Łapo, podaj Wodnikowemu Wzgórzu nasiona maku. Pomogą mu zasnąć. Musisz być odpowiedzialnym wojownikiem i nie sprzeciwiać się medyczce. – syknęła do kocura, który już więcej się nie odezwał.
Liliowa księżniczka podała mu zwitek, w którego wnętrzu kryły się drobne, czarne nasionka, a następnia pozwoliła mu odejść. Strzyżykowy Promyk westchnęła ciężko.
– Srocza Gwiazdo, musimy natychmiast porozmawiać. Wy też – zwróciła się do swoich dwóch pomocnic.
Czarno-biała liderka, dotąd zachowująca milczenie, uniosła oczekująco wzrok na niebieskooką.
– Mów – poleciła.
– To… co dzisiaj zaszło w obozie... – zaczęła, przełykając ślinę ruda – To nie była zwykła sytuacja. – Srocza Gwiazda ledwo powstrzymała się przez zirytowanym parsknięciem – Błotnista Plama od dłuższego czasu wykazywała symptomy pewnych… problemów, jednak dzisiejsze wydarzenie… To choroba ciała, mózgu i duszy. Słyszałam o niej zaledwie parę razy, jeszcze jako uczennica, kiedy szkoliłam się u boku Muchomorzego Jadu. Jest rzadka, silnie zaraźliwa, jednak nieuleczalna. Przenosi się przez ślinę zarażonego. Nigdy nie przypuszczałam, że doświadczę jej na własne oczy…
Trójka kocic słuchała w osłupieniu. To co mówiła medyczka, brzmiało nierealnie, jak choroba stworzona przez Mroczną Puszczę.
– Czyli to dlatego kazałaś wszystkim ostrożnie obchodzić się ze zwłokami. To nie była troska o ich uszkodzenie, tylko o żyjących… – podsumowała Różana Łapa.
Srocza Gwiazda poczuła, jak Zimorodkowa Łapa przywiera do jej boku. Splotła z nią ogon.
– Czy uważasz, że to może być jakiś znak od Gwiezdnych? – zapytała bardzo bezpośrednio liderka.
To nie mógł być przypadek, że akurat czekoladowemu kotu odbiło. Że ktoś taki jak Paskuda stał się krwiożerczym mordercą, gorszym od borsuka, gorszym od tego co zrobiła chociażby Makowe Pole. Czyżby Klan Gwiazdy chciał pokazać, czym mogą stać się czekoladowi? Błotnista Plama nie była jedynym kotem o takim kolorze sierści, który był na skraju postradania zmysłów.
– Nie wiem – odparła zmieszana Strzyżyk.
Wewnątrz legowiska medyka nastała smętna, ciężka cisza, przerywana deszczem, który zaczął padać na zewnątrz.
– Ale… Skoro jest silnie zaraźliwa… To co z Czaplim Tańcem?
Słowa Zimorodkowej Łapy odbiły się głuchym echem po kamiennych ścianach. To było najważniejsze pytanie.
– Pozostało nam czekać.
***
– Koty Klanu Nocy! – zawołała z góry sumaka Srocza Gwiazda, zwracając się do zebranych w dole wojowników – Wczorajsza tragedia jest nie do pojęcia. To czego dopuściła się Błotnista Plama… Nie da się opisać słowami, które pochwaliliby przodkowie. Straciliśmy wojowniczkę, młodego ucznia, a w dodatku Czapli Taniec, jej były i jedyny uczeń, który jeszcze parę wschodów słońca wcześniej radował się ślubem, teraz leży w legowisku medyka, a jego stan jest niejasny. Strzyżykowy Promyk jest w trakcie interpretacji tego wydarzenia. Musimy jednak zachować ostrożność. Zdaje się, że niektóre koty mogą nosić na sobie swego rodzaju klątwę, chorobę obejmującą ciało, serce i duszę, którą zarażają innych, dlatego proszę, zachowajcie ostrożność, szczególnie wobec kotów wykazujących anormalne zachowania, takie jak ślinotok, obawa przed światłem, szukanie odosobnienia, niepokojąca lękliwość czy wymioty. – zapauzowała, by wziąć kolejny głębszy oddech i dać tłumowi czas na przetrawienie informacji, które o przekazanie prosiła ją medyczka – Chciałabym też uhonorować Nawałnicową Łapę, który zmarł zanim miał szansę dostąpić do swojej ceremonii mianowania na wojownika. Od dzisiaj będzie znany jako Nawałnicowy Ryk i z tym też imieniem spocznie i zostanie pochowany. Proszę, aby parę silnych i chętnych kotów zebrało się i pomogło w pochówku jego oraz Okraszonej Polany i w przepłynięciu rzeki przez Mgliste Spojrzenie.
Koty przez chwilę milczały, rozglądając się po sobie. W tłumie dostrzegła, jak Krzycząca Makrela zerka niepewnie na syna, wnuka Błotnistej Plamy. Jej uwagę szybko jednak odwrócił Pchli Nos, przyjaciel Okraszonej Polany, Wodnikowe Wzgórze, a nawet Biedronkowe Pole, która najwyraźniej poczuła obowiązek pożegnania swojego podopiecznego. Spodziewała się, że ktoś może sprzeciwić się jej werdyktowi, jednak najwyraźniej wszyscy uznali, że są rzeczy ważne i ważniejsze, a kłótnie nad zwłokami, które jeszcze wczoraj były ich rodziną i przyjaciółmi, były bardzo nie na miejscu. Podczas gdy inne koty zaczęły się przegrupowywać i przygotowywać do patrolu, wyczuwając zakończenie zebrania, na gałąź obok niej wspięła się Mandarynkowa Łapa.

[2339 słów ]
[przyznano 23% ]

<Mandarynkowa Łapo?