BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

04 sierpnia 2023

Od Makowego Pola CD. Tuptającej Łapy

 Zatkało ją. I ona była nocniakiem? Przecież musiała pokazać jej tereny, a nie zrobi tego jeśli ta nie wyjdzie z wyspy. To było dla niej śmieszne i niedorzeczne zachowanie. 
— Rozumiem więc, że nie chcesz być wojownikiem, tak? — prychnęła w jej stronę, mierząc ją ostrym spojrzeniem. 
Miała gdzieś fakt, że to była córka zastępczyni. Chociaż szanowała kotki i była dla nich łagodniejsza w obyciu od kocurów, to nie cierpiała jednego - braku szacunku. Rozwydrzone dzieciaki to najgorsze co mogło ją spotkać. A zachowanie czarno-białej wskazywało na problemy, które były porównywalne do jej poprzedniej uczennicy. Tamta zamiast jednak się buntować otwarcie, ryczała i jej unikała. A Gęsia Łapa? Wyrażała swoje zdanie otwarcie i upierała przy swoim. 
— Chcę! — odpowiedziała jej. — Ucz mnie tutaj — zażądała, co ją rozbawiło. 
Dalej stała po kostki w wodzie, starając się zrozumieć ten nieśmieszny żart. To było naprawdę żałosne zachowanie. 
— No ciekawe jak zostaniesz wojowniczką, gdy nie będziesz znać swoich własnych terenów. Na wyspie nie ma zwierzyny, na którą mogłabyś także zapolować. Większość czasu nasz klan spędza w wodzie, ponieważ zajmujemy się połowem ryb. Jeżeli będziesz się buntować i utrudniać mi pracę, to zapomnij o prześcignięciu rodzeństwa. Ci co się nie boją zmoczyć łapek, zostaną znacznie szybciej wojownikami, a ty zostaniesz w tyle, kisząc się jako uczeń — przekazała jej tą wiedzę, mając nadzieję, że to ruszy jej sumienie i kotka weźmie się w garść. 
Nie zamierzała jednak jej wciągać na siłę do wody. Pewnie wydarłaby się i uzyskała efekt odmienny od zamierzonego. A zresztą... Skoro to bachor Sroczego Lotu, zawsze mogła udać się do jej matki i wyjaśnić, że jej córka nie chciała się szkolić. To nie ona będzie czuć wstyd, że zawiodła oczekiwania rodziców. 

<Gęś?>
[276 słów]
[Przyznano 3%]

Od Jafara CD. Cynamonki

 Jego myśli błądziły ku tym ważniejszym sprawom, które od jakiegoś czasu zaprzątały mu głowę. Odkąd jego wróg powrócił, czujność mu się wyostrzyła. Nawet podwoił patrole wokół swojego domostwa. Ktoś kto miał pod łapą kogoś, kto dorównywał Bastet, nie mógł być lekceważony. 
Zastanawiało go jednak... Czego chciał. Co takiego kłębiło się pod tą jego głową. Gdyby chodziło o jego śmierć, już dawno by zaczął działać, miał do tego wiele okazji. Nawet wystarczyło nie wychodzić z ukrycia i zaatakować niespodziewanie. 
Te myśli przerwało pojawienie się dobrze znanej mu pieszczoszki. Uniósł łeb, spoglądając ze swojego kamienia, na którym wypoczywał, czekając aż ta się do niego zbliży. Jego wzrok od razu prześledził futro cynamonowej i zauważył, że wyglądała znacznie lepiej niż ostatnim razem. 
— Widzę, że powróciłaś do Dwunożnych — skomentował jej dobry stan odżywienia. 
Kocica położyła piórka u stóp kamienia, kiwając głową. 
— Tak. I znalazłam mojego przyjaciela. Jeszcze raz dziękuje za pomoc — podzieliła się z nim informacją. 
A tak... Szukała tego moczymordę z kanałów. Słyszał od swojego kota, który wrócił do niego z tej misji, że wszystko przebiegło bez żadnych problemów, a zguba się odnalazła. Cieszył się, że po raz kolejny jego gang pokazał się z dobrej strony. Dzięki temu mieli więcej klientów, którzy wybierali ich usługi. W końcu... Informacje szybko roznosiły się echem po Betonowym Świecie. Wystarczyło tylko wypuścić nici, a reszta robiła się sama. 
— Miło mi to słyszeć, ale rozumiem, że nie to cię do mnie sprowadza, nieprawdaż? 
Wątpił, aby przynosiła mu pióra po to, aby jeszcze raz podziękować mu za swój wkład w odnalezienie jej przyjaciela. Zapewne miała jakąś kolejną sprawę i przyszła się podlizać. 
Zeskoczył z kamienia i stanął naprzeciw niej, oglądając przyniesiony przez nią łup krytycznym okiem. No, no... Tym razem też się postarała. Bardzo ładne okazy. 
Cynamonka wbiła w niego spojrzenie, jakby zbierała się w sobie, aby wyjaśnić powód przybycia. 
— Chciałabym dołączyć do twojego gangu — miauknęła, a on zaskoczony wbił w nią wzrok. 
Usiadł, zadzierając wyżej łeb, bowiem jej przybycie było poważniejsze niż przypuszczał, a jako dobry pracodawca musiała czuć, że to on był tu szefem. 
— Rozumiem, że to przemyślałaś... — mruknął w zastanowieniu. — Co mogłabyś mi więc zaoferować swoją osobą, abym cię przyjął? — liczył na jakieś uargumentowanie powodu dla którego się tego podjęła. Rozmowa o pracę w końcu nie była prosta. Musiał ją bliżej poznać i dowiedzieć się, czy była warta czegoś więcej niż uroda. 

<Cynamonko?>

Od Lew CD. Piaska

 Zaintrygowana uniosła brew na słowo brata, gdy ten wspomniał, że spełni swoją powinność. Lekko otworzyła pyszczek, z którego wydobyło się ciche rozbawione prychnięcie. Wątpiła, że brat podoła. W końcu przez ten czas nie zauważyła, żeby Piasek zrobił jakieś większe postępy odnośnie wyzywania nierudych. Dlaczego więc teraz miało być inaczej? Przynajmniej może dziadek przejrzy na oczy, i dostrzeże, że Piasek nie jest tym całym wybrańcem, a wstydem i zdrajcą krwi, który zachowuję się tak jakby bał się swojego dziedzictwa. I wtedy Lew bądź Iskierka zastąpią go, nawet jeśli ich kolor futerka był ognisty, a nie kremowy. Mimo wszystko posiadały w swoich żyłach krew liderki. 
Usiadła obok dziadka przyglądając się jak Piasek kolejny raz się ośmieszy i tylko czekała aż znowu zapłakany pobiegnie ku nim.
A jednak się myliła!
Z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w scenę, która sprawiła, że po jej rudym futerku przeszedł dreszcz, a serce zaczęło szybciej bić. To nie Piasek wyzywał Wilczą Zamieć, żałosną kotkę, która cudem jakimś tylko dożyła tyłu księżyców. To nie był jej braciszek. To była sama Piaskowa Gwiazda we własnej osobie! Myliła się, sama zbłądziła tracąc wiarę w brata. Był wybrańcem. Był nikim innym jak sama reinkarnacja ich babki. Wróciła jej wiara w niego, w słowa odnośnie powrotu babki do żywych, które jeszcze nie tak dawno gadała Rumiankowi, chcąc mu pokazać, że cała trójka rudych kociąt taktycznie jest wyjątkowo, a Piasek w szczególności.
— Piaskowa Gwiazdo — odezwała się zwracając się do brata, przy którego boku się znalazła i nie zważając na nic, to jak się czuł, ani na jego wyraz pyszczka otarła się z radością o jego kremowe futerko, w którym zatopiła swój nosek — Przepraszam, że w ciebie zwątpiłam. Bałam się, że zbładzisz przez towarzystwo nierudych kotów, które tylko czyhają, aby skalać cię ich paskudnymi zachowaniami i zwyczajami. Nie zawiodłeś nas. — przymknęła oczy, z których kocików spływały łezki po jej policzku. Miała powód by płakać, na szczęście matki nie było więc nie mogła jej zganić. A może na nieszczęściem? W końcu nie widziała czego jej syn dokonał. — Jesteś naszą dumą Piasku. Będziesz wspaniałym liderem — uśmiechnęła się spoglądających w jego złotawe oczka, cofnęła się nieco do tyłu chcąc dać bratu odetchnąć, niestety nie na długo, bo już kolejna siostra uwiesiła się na bracie tuląc go i obiecując, że ta go nie zostawi
Spojrzała na dziadka, który również wyglądał na przeszczęśliwego z powodu tego co się stało. Mieli powód do radości i świętowania. Będą musiały opowiedzieć mamie i tacie tego co tu miało miejsce! 
Z pogardą zerknęła na zapłakaną kotkę, która trząsła się w kącie i swoim żałosnym płaczem psuła chwilę. Zbliżyła się ku niej od tyłu. Chciała jeszcze dolać oliwy do ognia, by słowa jej brata nie przestały zatruwać jej umysłu.
— Słyszałaś mojego brata... Ciesz się, że nie wyrwał ci tego drugiego oka! Powinnaś zasłużyć by móc na nas patrzeć, a na to nie zasługujesz! Na nic nie zasługujesz. Tak też oczy nie są ci do niczego potrzebne. — zakpiła z zapłakanej starszej, po czym szepnęła do niej zarażając jej umysł przeraźliwymi wizjami, które miała nadzieję będą dręczyć Wilczą Zamieć do końca dni jej marnego życia — Dobrze, że już jesteś stara i to kwestia księżyców jak umrzesz. Wyświadczysz klanowi przysługę, w końcu tacy słabi jak ty nie mają tu miejsca. Nawet po śmierci ta cała twoja ukochana Kamienna Gwiazda cię nie zaakceptuje — sypnęła na nią piachem, który zalegał w kącie, przy którym leżała, po czym sama z dumą zbliżyła się ku dziadkowi i Iskierce, która dalej tuliła ich brata, by móc dalej cieszyć się chwilą 
Ponownie otarła się do o brata mrucząc zadowolona. Jednak te lekcje, dużo lekcji opłaciło się. 

<Piasek? Siostra dumna bardzo 🤧>

Od Aksamitnej Gwiazdy(Aksamitnej Gwiazdeczki) CD. Niedźwiedziej Siły(Puszystego Niedźwiadka) i Kwiecistej Fantazji(Kwiatusiowej Drzemeczki)

Ściągnięcie córki taki spory kawał okazało się dla niej dość sporym wyzwaniem. Kwiatuszek była leciutka, ale że Aksamitka siłą nie grzeszyła, to ciągnięcie za kark śpiącej kotki pochłonęło jej dużo czasu. Co rusz zatrzymywała się jeszcze, by popodziwiać piękno przyrody, a przy okazji licząc, że młodsza zaraz to się zbudzi i wspólnie potuptają do domu.
Swoją drogą Niedźwiedź jak zawsze musiał wszystko popsuć. Nie powinno go co prawda obwiniać o to aż tak, bo sama po niego poszła, ale liczyła na inne zakończenie tej sytuacji. Sądziła, że jak sprowadzi go do jego ojca, to zobaczy, jak super się bawią i przestanie o nim tak źle mówić. Ostatecznie stracili szansę na dobry obiad.
Zasapana w końcu dotaszczyła kotkę do obozu. Obecni wokół wojownicy wydawali się zmartwieni stanem jej dziecka, ale zapewniła ich, że ta jedynie ucięła sobie drzemkę i zaraz będzie biegać pełna sił. Już ktoś inny zaniósł ją do legowiska medyków, a Aksamitka z uśmiechem na pysku próbowała po raz drugi uciec z własnego klanu, licząc, że jak się pospieszy, to natknie się jeszcze na Szamana.
— Zwariowałaś? Czego nie zrozumiałaś po naszej ostatniej rozmowie, że mój ojciec chce was zjeść! — Położyła nisko uszy po sobie, słysząc głos Niedźwiedziej Siły za plecami.
Zdążył wrócić. A to pech. — Wszystkiego, bo kłamałeś! Twój tatuś jest milutki i chciał nas poczęstować czymś dobrym, a ty jak zwykle robisz problemy tam, gdzie ich nie ma! — burknęła.
Bury westchnął cierpiętniczo, kręcąc głową z niedowierzaniem.
— Gdzie jest Kwiatuszek? — zapytał twardo. — Nie wierzę, że wciągasz w to naszą córkę...
— No u medyków, ale nie martw się, od spania jeszcze nikt nie umarł — oświadczyła. — Poza tym w ten sposób regeneruje się, więc to zdrowe. Aj Misiu, głupiutki czasem jesteś, że nie rozumiesz takich podstaw — dodała, patrząc na niego z niezadowoleniem.
Kocur jej dalej nie słuchał, bo od razu skierował swe kroki do wskazanego przez nią miejsca pobytu ich córki. Aksamitkę ciekawiło, czemu tak przeraża go urządzanie sobie drzemek. Może Niedźwiedź nie lubił tracić czasu na spanko?
Nie znała go jeszcze z tej strony, zazwyczaj wydawał się leniwy i ospały, ale skoro tak się sprawy miały, to nie będzie tego komentować. Nie mogła jednak zawieść dziecka i sama iść na smaczne jedzonko, toteż postanowiła tę podróż przełożyć na inny dzień.

***

Ostatnie zgromadzenie nie poszło po jej myśli. Nie otrzymała takiego odzewu, na jaki liczyła, a na dodatek Misiu powiedział, że własna siostra wszczyna jakiś bunt przeciw niej! Szylkretka ze skrzywionym nosem spoglądała na liliową pointkę. Dlaczego nawet najbliżsi nie rozumieli, jak ważna jest miłość i radość w tych czasach?
— Ah Kwiatusiowa Drzemeczko, tak się staram, a oni dalej marudzą! — westchnęła, padając przy leżącej na uboczu obozu córce. — Zaraz się jeszcze zarażę i też będę ciągle narzekać, straszne!
Młodsza rozejrzała się niespiesznie, z lekka ignorując słowa matki.
— A gdzie tata? — zapytała. — Nie widziałam go od zgromadzenia.
— Poszedł po twoją ciocię — odparła ze spokojem.
— Jak to ciocię? Przecież... Mam już tu ciocię...
— Tamta jest inna. Fajniejsza. Jej się z pewnością spodoba to, co się u nas aktualnie dzieje! Na pewno ją polubisz. Lisiaczkowy Puszeczek to jednak rasowa zrzęda przy niej — dodała. — O, jak już twój tatuś przyprowadzi Daglezje, to zaprosimy ją i pójdziemy jeszcze raz na obiad do twojego dziadka! Szkoda, że ostatnim razem nie wyszło... — westchnęła, śliniąc się z lekka na samą myśl o pysznym posiłku, jaki mógł przygotować im Szaman.

<Kwiatek?>

Od Piaska CD. Lew

 Chciało mu się płakać, słysząc słowa obu sióstr. Bardzo nim to wstrząsnęło, a w głowie przelatywały mu tumany myśli, które nie chciały się zatrzymać. Ostatnia szansa, ostatnia, by pokazać rodzinie, że był godny swojego miana. Ostatnia, by nie zostać zdrajcą krwi. To go przerażało do takiego stopnia, że gdy mama wróciła nie potrafił ukryć swojego wstrząśnięcia. Schował się pod jej łapki, ukrywając pyszczek przed całym światem, czując jak stres powoduje drżenie jego małego ciałka. Zięba oczywiście zdziwiła się jego reakcją i rzuciła pytające spojrzenie ku jego siostrą, ale Lew zręcznie z tego wybrnęła, mówiąc że zmarźli bardzo pod jej nieobecność. Królowa przygarnęła reszte swoich pociech, otulając ich z każdej strony, by zostali ogrzani. 
Był zmęczony tym dniem, nie tyle co fizycznie, a psychicznie. Zasnął dość szybko, wydając z siebie westchnienie ulgi. 

*** 

Czuł się obserwowany nie tyle przez mame, ale przez siostry. Iskierka już spisywała go na straty, a Lew była tego bliska. Dni mijały, a on nie potrafił funkcjonować normalnie, mając z tyłu głowy, że czas mu się kończył. Nie wiedział w końcu ile jeszcze pozostało do jego mianowania... Więc, gdy Lew zapytała o to mamusie, a ona jej odpowiedziała, jego serduszko mocniej zabiło. Tak mało czasu! Nie wiedział jak doprowadzić do płaczu dorosłego kota. Starsi byli trudniejsi, a do kociąt Różanej Przełęczy wolał się nie zbliżać z racji tego, że ich matka mogła go ukarać. Rozmyślał więc nad znalezieniem rozwiązania, które mogło okazać się najlepsze. 
I wtem, gdy pewnego dnia siostrzyczka wspomniała o dziadziusiu, wiedział do kogo mógł się zwrócić o pomoc.
— Mamusiu? — zwrócił się do Zięby, która poddawała go porannej kąpieli. — Mogę pójść dzisiaj do dziadziusia? Proszę. 
Kocica zgodziła się, ale najpierw musiała go porządnie doczyścić. Liczył na to, że puści go samego, ale niestety... Ruda traktowała go niczym jajo i przeniosła go za kark, aby nie dotknął topniejącego śniegu. Było mu żal, że nigdy nie pobawił się w nim, a ten już znikał. 
Dziadzio Rozżarzony Płomień właśnie budził się z drzemki, kiedy to kocica ułożyła go delikatnie w jego ramionach. 
— Witaj Piasku — wymruczał delikatnie starzec, a Zięba poinformowała, że wróci po niego nieco później. 
— Cześć dziadku — przywitał się z kocurem, czekając aż ruda ich opuści, gdy to się stało, otworzył pyszczek, aby kontynuować. — B-bo... Ja chciałbym nauczyć się być odważniejszy — wyznał cichutko. — Moje siostrzyczki uważają, że nie nadaje się na bycie ich bratem, bo nie umiem doprowadzić nierudego do płaczu. — Pociągnął noskiem, zwierzając się mu.
— Nonsens — prychnął rudzielec. — Zawsze będziesz godny. Twoje pochodzenie jest tego dowodem. Nie jesteś zdrajcą dopóki nie nawiążesz przyjaznych relacji z nierudym ścierwem — zaczął mu to tłumaczyć. 
Taaak... To nie pomogło zważywszy na fakt, że lubił przedstawicieli innego koloru futra i nie chciał ich skrzywdzić. Ale... Ale musiał jeżeli nie chciał zostać wykluczony przez rodzinę. 
— Dziadku. Pomóż, proszę. Ja się boje, że mnie przestaniecie kochać. Muszę sprawić, aby nierudy rozpłakał się, aby Lew i Iskierka nie chciały nowego braciszka. Proszę. — Przytulił się do niego, licząc na cud. 
Rudzielec zamyślił się nad tym, a następnie zaczął mu szeptać na uszko słowa. A były... przerażające. Dziadek doprowadził Kamienną Gwiazdę do płaczu? Wiedział co robić? Musiał użyć siły i nie być delikatny? Ale... ale był tylko kocięciem! Nie miał szans z większym od siebie, a nierude kociaki były zbytnio chronione, aby w taki sposób się nad nimi znęcać. Dziadek widząc jego minę, uspokoił go, obiecując pomoc. Wskazał ogonem na Wilczą Zamieć, która wyglądała żałośnie, kuląc się w kącie. Przełknął śline, gdy pojął co kocur proponował. 
— To naprawdę łatwy cel. Rozbeczy się raz dwa, a twoje siostry cię docenią. Będę przy tobie — zapewnił, a mu zrobiło się cieplutko na sercu. Przynajmniej miał wsparcie w Rozżarzonym Płomieniu. 

*** 

Kocur poszedł po jego siostrzyczki, które z zainteresowaniem wbijały w niego wzrok. Siedział prosto i dumnie z zaciętą miną, którą nauczył go dziadek. Musiał wyglądać na silnego, nawet jeśli w głębi siebie tego nie czuł. 
— O co chodzi Piasku? Czemu dziadek nas zawołał? — zapytała Lew przyglądając się mu z zainteresowaniem. 
— Spełnie swoją powinność — odpowiedział tylko, a następnie podszedł do posiwiałej czarnej. 
Siostry przyglądały sie temu z zainteresowaniem, podchodząc nieco bliżej, a dziadek ubezpieczał im tyły. 
Starsza widząc kociaka zamrugała zaskoczona, ale nic nie powiedziała, bo otworzył swój pyszczek jako pierwszy. 
— Szkoda, że nie wyrwałam ci i drugiego oka — Przybrał złowrogą minę, unosząc łapkę z pazurkami. Kocica przerażona, cofnęła się, lecz ściana uniemożliwiła jej ucieczkę. Zaczął podchodzić do niej powoli, starając się z całych sił nie wyjść z roli, którą ćwiczył z dziadkiem. — No co Wilcza Zamiecio? Sądziłaś, że Kamienna Gwiazda mnie powstrzyma? Mylisz się! Ja żyję, a ona nie. A ty... Niedługo dołączysz do trupów. Jesteś słaba... Obrzydliwa nieruda i wronia strawa. Nic dziwnego, że Kamienna Gwiazda cię nie chciała, pogardzała, a nawet wyśmiewała się z twojej słabości. — Czarna zadrżała, a w oku zaczęły zbierać się jej łzy. Prawie się udało! Jeszcze tylko chwilę. Teraz musiał ją walnąć. Podszedł bliżej, ale zawahał się na moment. To co robił nie było słuszne, jego moralność z nim walczyła, ale presja rodziny, która go obserwowała wygrała. Wysunął pazurki i dał jej po mordce, która zaczęła chlipać, piszcząc z przerażenia. 
Kocica rozbeczała się, kuląc i patrząc na niego ze strachem, który zakłuł go w serce. Nie chciał być potworem jak prababcia, nie chciał, aby koty ją w nim widzieli. A teraz... naprawdę się nią stał. 
Zasyczał jeszcze wrogo na Wilczą Zamieć, by ta bardziej się rozbeczała, a gdy osiągnął zamierzony efekt, skierował swoje kroki ku siostrom, którym aż szczęka opadła. Nie spodziewały się, że zacznie udawać prababcie. 
Rozżarozny Płomień wzruszył się, od razu go przytulając do piersi, że aż stracił oddech.
— To naprawdę ty. Naprawdę ty. Mówiłem, mówiłem. Wcześniej nawet nieco miałem wątpliwości, ale teraz one się rozwiały. Witaj wśród nas Piaskowa Gwiazdo. — Nareszcie go wypuścił, dają mu odetchnąć z ulgą. 
Mimo to... te słowa mu się nie podobały. Nie chciał być Piaskową Gwiazdą. To było przecież tylko udawane! Dziadek mu mówił jak powinien się zachowywać i co robić i tyle! Nie był żadną jej reinkarnacją czy co tam myśleli! Może jednak popełnił błąd? Może nie powinien bawić się w zmarłą? Przecież... To było złe! 
Ale... stało się. Liczył na to, że zdał test, któremu poddały go siostrzyczki. Odwrócił się w ich stronę, oczekując na werdykt. 

<Lew?> 

Od Koniczynowej Łąki Do Srebrnego

przed śmiercią Czajkowego Zaćmienia
Ruda szła wprost do żłobka z upolowaną chwilę wcześniej zwierzyną. Cieszyła się, że może w taki sposób wspomagać karmicielki. Uważała, że posiadanie potomstwa musi być bardzo radosne, a zarazem wyczerpujące.
Weszła do środka, niosąc w pysku jedzenie. Coś o niewielkim ciężarze uderzyło w jej tylną łapę. Spojrzała zdezorientowana na niebieską kulkę, która intensywnie zajęła się zaczepianiem jej ogona. Rozpoznała w kocurki jednego z piątki maluchów zastępczyni.
— Ale jesteś duziaaa — rzucił na dzień dobry, wbijając w nią wzrok swoimi zielonymi ślepiami. — Mama mówiła o tobie! Jesteś córką jej siostry, czyli jesteśmy kuzynami! — stwierdził z dumą, bez skrupułów w dalszym ciągu bawiąc się jej kitą. — Ale nie pamiętam, jak masz na imię...
Kotka spojrzała na kociaka z iskierkami w oczach. Wydawał się jej uroczy.
— Nazywam się Koniczynowa Łąka, miło cię poznać. A ty jak masz na imię? — zapytała z uśmiechem.
— Sleblny! — odparł natychmiastowo, spoglądając z zainteresowaniem na to, co przyniosła do jedzenia jego mamie. — Doble to? — mruknął, wyciągając w przód szyję, aby powąchać świeżą zdobycz.
Koniczynowa Łąka uśmiechnęła się do niego.
— Tak i właśnie niosę to dla twojej mamy. — Kotka uważała, że maluch był ciekawski i pełny energii. Przypominał jej ją z okresu, gdy sama była małym kociakiem.
W jego zielonych ślepiach zaiskrzyło, prawdopodobnie z ekscytacji.
— A jak myślisz, kiedy ja będę mógł jeść takie duzie posiłki?
— Jak trochę podrośniesz i będziesz potrzebował więcej pożywienia, aby mieć dużo siły do szkoelnia na wojownika. — Wytłumaczyła mu.
— Ojeju, to chyba... tlochę jeszcze poczekam? — westchnął z lekkim smutkiem. — Chciałbym jusz pozwiedzać obóz... Myślisz, sze moszesz pomóc mi uciec? — zapytał z nadzieją w głosie.
Spojrzała na niego ze zdziwieniem.
— Co takiego? Nie ma mowy! — odparła, wiedząc, że przez jej odmowę będzie ją mniej lubiał. — Dlaczego do głowy przyszedł ci taki głupi pomysł? Mógłbyś się zgubić, albo ktoś by cię przypadkiem rozdeptał! To nie jest miejsce dla takiego małego kocięcia jak ty — oświadczyła. Poza tym nie chciałaby podpaść przyszłej liderce, gubiąc gdzieś jej dziecko.
Srebrny momentalnie się skrzywił się.
— Jestem duzi, tylko ślepy by mnie nie zauwaził — stwierdził.
Popatrzyła na niego z rozbawieniem.
— Nie jesteś aż taki duży. Poczekaj, aż podrośniesz i będziesz mojej wielkości.
Prychnął cicho, odwracając sfochowany głowę. Przez dłuższą chwilę katował kotkę milczeniem, nim w końcu sam nie poległ w tej walce.
— Będie nawet większy! — zapewnił, prostując się dumnie.
Kotka posłała mu serdeczny uśmiech.
— W takim razie poczekam, aż podrośniesz i wtedy zobaczymy, kto miał rację. — Odwróciła się w stronę wyjścia, uprzednio zanosząc jedzenie do karmicielki. — Muszę już iść. Do zobaczenia niedługo! — Pożegnała go, a następnie wyszła ze żłobka.

<Srebrny?>

Od Lew CD. Stokrotki

 Oglądanie jak ta pokraka wykonuję ich polecenia było czymś świetnym. Rozbawienie dodatkowo u Lew powodował fakt, że Stokrotka naprawdę sądziła, że będą mogły się przyjaźnić. Lew nie przeszkadzałoby wprawdzie, gdyby córka Powiewa wielbiła ją i jej rude futro. Ale nie powinna oczekiwać przyjaźni ze strony potomkini Piaskowej Gwiazdy. W końcu tak powinno być. I ona już dopilnuje jak wyjdzie że żłobka, by nastała taka kolej rzeczy. 
— Widzisz to co ja Iskierko? Ona naprawdę to zrobiła... Może od razu trzeba było jej kazać przejść granicę, przynajmniej te całe wilczaki miałyby przekąskę... Ciekawe czy by ją zjadły. Skoro nazywają się Klanem Wilka muszą mieć z tymi bestiami sporo wspólnego.
— No wiesz co? Jak nic dostałyby bólu brzucha po jej zjedzeniu — obie kotki się roześmiały, w końcu tylko to mogło spotkać kota z Klanu Wilka po spożyciu małej kotku
— Czyli, co? Stokrotka to będzie nasza broń ostateczna w starciu z nimi? — Otarła łapką łezki — Nie mogę uwierzyć, że przed naszymi narodzinami klan był w niewoli. To wszystko wina tych nierudych. Gdyby zamiast nich były same silne czystej krwi rudzielce, na pewno coś takiego nie miałoby nigdy w życiu miejsca — odezwała się podnosząc i zbliżyła się do wyjścia, słysząc nawoływanie vanki. — Cicho! Chcesz cały obóz obudzić? — syknęła na nią, głupia nieruda pokraka wszystko popsuje! — Trzeba wymyślić dla niej jeszcze inne zadania, takie z którymi nikt nas niepowiąże  — szepnęła do siostry, w końcu musiały uważać, po czym zwróciła się ponownie do vanki — No już, wracaj. — dodała niechętnie, w końcu lepiej było żeby nikt ich nie przyuważył, ani też żeby ta pokraka tam nie zamarzła. Byłby to wtedy koniec zabawy dla rudych kotek
Stokrotka na dźwięk pozwolenia powoli ruszyła do żłobka, będąc całą poobklejana śniegiem. Wyglądała gorzej niż Lew, gdy ta opuściła żłobek. Dobrze jej tak.
— Moje gratulację Stokrotko. Pokazałaś, że jesteś odważna. Udało ci się zakończyć pierwszą próbę — miauknęła Lew, gdy młodsza uważnie jej się przysłuchiwała starając się pozbyć nadmiaru śniegu z futerka
— Dzie... Pierwszą próbę? — zamrugała zerkając na obie kotki, najpewniej sądziła, że się przesłyszała
— Tak. Ale teraz będzie z górki. W końcu jesteś taka dzielna — zamruczała — Ostatnia próba będzie cię czekać jak będziemy uczniami. Musimy się upewnić, że jesteś odważna na tyle, że będziemy razem się mogły bawić no i ,że będziesz nas chroniła. Bo my ciebie na pewno będziemy chronić. Nie możesz nas zawieść, przyjaciele czegoś takiego nigdy by nie zrobili. — podjęła szeptem, jej słowa wciąż miały w sobie moc, lepiej jednak już było nie przedłużać tego całego nocnego cyrku — A teraz idziemy spać. No i pamiętaj o tym co ci wcześniej mówiłyśmy... Duchy obserwują ci w każdej chwili i tylko czaja się w ciemnościach wyczekując dogodnego momentu, w którym okażesz słabość i złamiesz zasadę. — przypomniała jej o tym, by nic nikomu nie mówiła o czasie, który razem spędzały, czy też Lew spędzała na wyjaśnianiu kotce, gdzie tak naprawdę jej jej miejsce i że jedyne koty jakie powinna słuchać i wykonywać ich polecenia to te rude.
Patrząc się na nią z udawana czułością, będąca maska chowająca za soba wyższość i pogardę odczuwana do Stokrotki, odwróciła się na pięcie i w towarzystwie siostry skierowały się do matki, zostawiając Stokrotkę sama ze sobą. Najlepiej będzie jak również pójdzie spać i poczeka na ich kolejne zadania. Kolejne zadania, które miały popsuć jej reputację w oczach wszystkich klanowiczów, a w szczególności jej rodziny.

<Stokrotko?>

Od Sówki CD. Mniszka

przed wygnaniem Mniszka i tym całym ataku na Agresta
Mysz chowała się w korzeniach wielkiego drzewa. Sówka podkradła się do niej bezszelestnie, uważając, by nic nie spłoszyło myszy. Gdy była wystarczająco blisko zwierzyny, skoczyła na nią i wbiła kły w malutkie ciałko, pozbawiając je życia. Kotka zakopała ją w ziemi, by później po nią wrócić i poszła dalej. Czuła na sobie wzrok Mniszka. Przez całe polowanie ją obserwował. Sówka dziwnie się z tym czuła, ale próbowała nie zwracać na to uwagi. Kotka zaczęła rozglądać się a poszukiwaniu zwierzyny. To była końcówka pory Nagich Drzew, zwierzyny jeszcze nie było dużo. Złapała tylko dwie, chude myszy. Cała reszta zwierząt uciekła przez te liczne zamiecie śnieżne i przez zimno. Na szczęście Owocowy Las nie głodował i wszyscy przeżyli te kilka księżyców. Z zamyślenia wyrwał ją Mniszek, mówiący, że trzeba wracać już do obozu. Sówka pokiwała głową i razem poszli zbierać zakopaną zwierzynę. Sówka wykopywała jedną ze swoich myszy, gdy do jej nosa doleciał dziwny zapach.
- Mniszku! Czujesz to co ja? - zapytała i spojrzała na towarzysza. Kocur pokiwał głową. Ta woń przypominała... Woń lisa! Czekoladowa kotka podskoczyła z podekscytowania. Zapach był bardzo stary, więc to oznaczało, że gdzieś niedaleko była pusta nora! Skierowała się w stronę zapachu i poszła powoli w jego stronę. Po chwili jednak na jej drodze stanął van. Mniszek zaczął tłumaczyć, że to niebezpieczne, lecz Sówka go nie słuchała. Zrobiła to co on zazwyczaj i po prostu ominęła wojownika. Kocur powiedział coś pod nosem i podreptał za uczennicą. Szli i szli, aż z daleka było widać śmietnisko. W końcu woń przybrała na sile. Byli blisko nory. Sówka przyspieszyła i w końcu zaczęła biec w stronę, którą wskazywał zapach. Po chwili na ziemi zobaczyła kilka śladów lisich łap, każdy z nich był trochę rozmazany, co tylko potwierdzało, że lisa tu dawno nie było. W końcu znalazła norę. Była duża i przestronna. Stanęła w miejscu i przyglądała się swojemu znalezisku. Nagle od tyłu wpadł na nią rozpędzony Mniszek i razem potoczyli się do domu lisa. Wylądowali na środku nory. Czekoladowa chwiejnie wstała i wypluła piach wymieszany ze śniegiem z pyska. Spojrzała na vana, który głowę miał a ścianie jaskini. Zaczęła się śmiać, a wojownik próbował się wydostać. Gdy opanowała śmiech, podeszła do zniewolonego przez ścianę z ziemi wojownika i pomogła mu się wydostać.
- Spójrz Mniszku! Ta nora jest super! Można tu schować wszystko, na przykład liście! - zaczęła mówić i rozglądała się po znalezionej norze.
[392 słów, rozpoznawanie tropów lisów]
<Mniszku?>
[Przyznano 13%]

Od Skrzypu do Iskry

Sadzawka posłała mu ostrzegawcze spojrzenie.
— To, że jesteś synem Fretki nic nie znaczy. Masz szkolenie do skończenia.
Kocurek uśmiechnął się szeroko, wstając leniwie z posłania.
— Zbieraj się szybciej. — Warknęła, popędzając go do wyruszenia na trening.
Przez cały czas w którym to bura kotka była jego mentorką, Skrzypowi nie udało się wykształcić z nią zwyczajnej relacji uczeń - mentor. Wojowniczce też jakoś niesamowicie na tym nie zależało, a wręcz przeciwnie - według liliowego tylko to utrudniała. Pomimo prawie 50 księżyców na karku, niebieskooka wydawała się mu być małym upierdliwym kociakiem, który zrobi wszystko żeby cie zasmucić. W niektórych sprawach byli podobni. Może dlatego tak się nie dogadywali. Rzucił jej spojrzenie spode łba i wyszedł, nie czekając na nią.
— Dzisiaj trenujesz walkę. — Syknęła w jego stronę — Zabierzemy ze sobą Leszczynę z Daglezjową Igłą.
Skrzyp uniósł brwi słysząc, że jego mentorka zabiera na wspólny trening swoją córkę, jednak nie skomentował tej decyzji. Nawet współczuł młodej, to musiało być okropne, mieć tak nieprzyjemną z charakteru matkę.
— Co tak stoisz? Idź po nie!
Van wybełkotał pod nosem coś o rządzeniu się czarnej, jednak szybko poszedł w kierunku legowiska wojowników aby obudzić rudą.
— Daglezjowa Igło? — Miauknął cicho, zerkając na odpoczywającą ranem kotkę — Sadzawka chciała, żebyś zabrała swoją uczennicę na łączony trening.
Spojrzała na niego spod przymrużonych oczu i przeciągnęła się.
— Niech będzie. Za niedługo do was dołączę.
Biały kocur kiwnął głową i opuścił jej legowisko z wymuszonym uśmiechem. Nienawidził tej kocicy. Zapatrzona w siebie romantyczka.
— Za chwilę będą. — Poinformował mentorkę i nie doczekawszy się odpowiedzi, po kilku minutach, zaczął grzebać pazurem w ziemi.
— Już jesteśmy! — Zamruczała głośno Daglezja.
— W takim razie chodźmy.
Czwórka kotów wyszła w ciszy z obozu.
— Mam nadzieję, że Leszczyna nie jest problematyczna. — Jako pierwsza milczenie przełamała bura.
— Oh, oczywiście, że nie jest. — Uśmiechnęła się, wypinając pierś do przodu — Wiesz, jest świetną uczennicą. Niezwykle pilna z niej koteczka! — Pochwaliła dymną, która zdawała się ich kompletnie nie słuchać.
— W takim razie dobrze. — Uznała bez przekonania wojowniczka.
Srebrny zerknął na Leszczynę, zwalniając nieco kroku aby się z nią zrównać. Ta zastrzygła uszami i wzięła wdech.
— Mamooo! On mnie zaczepiaa! — Wrzasnęła na połowę lasu sprawiając, że Sadzawka skarciła wzrokiem córkę i swojego ucznia.
— No wiesz co? — Warknął do uczennicy z irytacją, na co ta niezgrabnie przyśpieszyła aby go bezczelnie wyminąć i zaczęła trajkotać matce o wszystkich niedogodnościach w jej życiu.
Masakra. — Stwierdził w myślach van, mierząc innych zdenerwowanym spojrzeniem.
Spuścił łeb w dół i resztę drogi przeszedł wpatrując się w ściółkę.
— Jesteśmy. — Mruknęła do niego mentorka.
— Sadzawko? Może ja pójdę z Leszczyną uczyć ją polowania, a wy będziecie trenować… to co trenujecie?
Czarna skinęła głową, kierując wzrok na ucznia.
— Więc, co już umiesz w walce?
— Pozycję.
— Zaprezentuj ją.
Skrzyp przykucnął na tylnych nogach, przypadając do ziemi.
Sadzawka wykrzywiła pyszczek w grymasie — Źle. Głowa do góry chyba, że nie chcesz widzieć przeciwnika. — Zakpiła, wywracając oczami, jakby zirytowana, że w ogóle musi kogoś tego uczyć.
Westchnął i poprawił się — Teraz dobrze?
Zmrużyła oczy. — Jak na ciebie to nie ma tragedii. — Miauknęła, podkreślając trzecie słowo.
…
Syn Fretki po treningu wszedł do obozu, kierując się do stosu zwierzyny. Był przeraźliwie głodny, a przez połowę treningu burczało mu w brzuchu. Usiadł przy stertce, przewracając zwierzynę aby znaleźć coś dogodnego do zjedzenia. Obok siebie zauważył siostrę, grzebiącą w jakichś zgniłych resztkach.
— Iskra? Masz obok lepsze jedzenie! Ślepa jesteś? — Zachichotał.
<Iskro?>
[545 słów]
[Przyznano 11%]

Od Stokrotki

Ostatnio Powiew skarżył się na bóle brzucha, przez co Stokrotka i jej rodzeństwo nie miało się z kim bawić. Różana Przełęcz nie chciała bawić się ze swoimi pociechami, więc kociaki były zdane na siebie.
- Musisz iść z tym do medyka - powiedziała Różana Przełęcz do Powiewu. Stokrotka podeszła bliżej, by lepiej słyszeć ich rozmowę.
- Zaraz pójdę. - odparł kocur.
- A mogę iść z tatą? - zapytała cicho Stokrotka, podchodząc do swoich rodziców. Matka kociaka pokiwała głową, więc Powiew i Stokrotka poszli do legowiska Wiśniowej Iskry. Legowisko Wiśniowej Iskry znajdowało się w Skruszonym Drzewie. Śnieg już zaczął topnieć, więc kociak mógł bez problemu przejść tę drogę na swoich łapkach. Wyszli ze żłobka i skierowali się w stronę legowiska medyczki. Obóz był bardzo duży, a w nim znajdowało się bardzo dużo kotów. Liliowa kotka rozglądała się po obozie z małym przerażeniem w oczach. Nigdy nie widziała tylu kotów na raz. Przyspieszyła nieco i schowała się za swoim tatą, by nie musieć witać się i rozmawiać z innymi kotami. Gdy przekroczyli próg legowiska, do nosa Stokrotki przyleciały zapachy różnorakich ziół. Niektóre były bardziej ostre, a niektóre łagodne.
- Witaj, Wiśniowa Iskro. - przywitał się Powiew i zaczął opowiadać o swoim problemie. W tym czasie liliowa kotka zaczęła zwiedzać legowisko medyczki. Było duże i miało kilka legowisk w środku, pewnie dla chorych kotów. Po drugiej stronie znajdowały się półki z ziołami. Podbiegła do nich i próbowała dosięgnąć jakieś zioło. Udało jej się zrzucić mech z żółto - zieloną cieczą. Skrzywiła się gdy powąchała to, co znalazła. Ciecz na mchu wydzielała bardzo nieprzyjemny zapach.
- Masz zatrucie pokarmowe. - oznajmiła medyczka i zawołała jakiegoś kota. Nagle obok Stokrotki pojawiła się niska czarno-biała kotka, która brała z półki jakieś zioła. Kociak uważnie patrzył, co brała kotka. Wzięła mały krzaczek o ciemnozielonych, spiczastych liściach, na których znajdowały się granatowe jagody. Podała to Wiśniowej Iskrze, a ona podała Powiewowi, mówiąc, że ma to zjeść. Kocur posłusznie wykonał polecenie. Stokrotka przyglądała się kolejnej garści ziół, podawanych przez uczennicę. Tym razem były to roślina o małych, okrągłych kwiatkach i mocnym słodkim zapachu. Uczennica dała małą ilość kwiatków kocurowi i kazała mu zjeść. Stokrotka w tym czasie próbowała odgadnąć, co to są, za ziała. "Może na ból brzucha?" - zastanawiała się - "Pewnie tak, ale jak się nazywają?". Bardzo chciała wiedzieć coś więcej o tych ziołach. Powiew chyba to zauważył i postanowił się spytać:
- A mogłyby wiedzieć co to za zioła?
- Jagody jałowca i wrotycz - oznajmiła Wiśniowa Iskra. - jagody pomogą na ból brzucha, a wrotycz pomoże na zatrucie. Stokrotka zapamiętała nazwy ziół i postanowiła się dowiedzieć czegoś jeszcze. Nieśmiało podeszła do uczennicy, popychając śmierdzącą kulkę mchu.
- M...mogłabyś poopowiadać mi c..coś o ziołach? - zapytała cicho. Czarno-biała kotka zgodziła się i zaczęła opowiadać o ziołach, biorąc je z półek.
- To, co trzymasz to mysia żółć, ona pomaga na kleszcze. - wytłumaczyła. - I strasznie śmierdzi!
Po chwili uczennica ściągnęła długie, cienkie, błyszczące nici znajdujące się na patykach. Wytłumaczyła, że to jest pajęczyna, którą zakłada się na rany.
- A i jestem Słoneczna Łapa!
- Stokrotka - przedstawiła się. - m...miło mi cię poznać.
I tak minął cały dzień. Dowiedziała się o istnieniu wielu ziół i o tym, na co one są. Trochę pomagała w legowisku medyczki. Spodobało jej się to. Zioła i leczenie innych zaczęły ją fascynować.
- Zapamiętałaś coś z tych ziół? Było ich strasznie dużo. - zapytał Powiew wracając z kociakiem do legowiska.
- Tak! Na przykład szczaw! Leczy zadrapania, ale piecze po nałożeniu, albo liście bluszczu, używa się ich do przenoszenia innych ziół. - wyjaśniła Stokrotka podekscytowana. - Praca medyka jest bardzo fajna.
Wyleczeni: Powiew