BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

04 sierpnia 2023

Od Bławatka do Sówki

Leżał spokojnie na posłaniu u Witki, która w ciszy szeleściła obok jego łapy.
— Jest lekko zwichnięta. Wyliżesz się z tego, po prostu nie jej przemęczaj — Miauknęła cicho, unikając kontaktu wzrokowego z Bławatkiem.
— Dzięki — Obdarzył ją promiennym uśmiechem. — Swoją drogą, ostatnio słabiej się czuje. Chciałem z tym do ciebie iść, ale zapomniałem. — Zaśmiał się nerwowo, czując na sobie wzrok medyczki, którą najwidoczniej nie obchodził wstęp kocura. — Jakiś czas temu zacząłem wymiotować, a teraz czuję się coraz gorzej.
Witka zastrzygła uszami i zniknęła w magazynku z ziołami. Wróciła po kilku minutach z mchem ociekającym wodą i jakimś zielskiem w łapie.
— Zjedz to. — Miauknęła, podsuwając mu liście pod pysk. Uczeń bez zastanowienia połknął zioła. Witka wróciła do segregowania leków. — Wypij tą wodę. Ogólnie się nawadniaj. — Zerknęła w jego stronę. — Jeśli nie będziesz, to raczej nie będzie najlepiej. Będę cie z tym pilnować. — Miauknęła poważnie.
Bławatek pokiwał głową i zajął się wylizywaniem z kulki wody. Nim jednak zdążył dokończyć picie płynu, do legowiska wbiegła pręgowana koteczka.
— Cześć! — Brązowa wpakowała się na posłanie Bławatka, ugniatając mech łapkami. — Usłyszałam, że ktoś siedzi u medyka, więc przyszłam do towarzystwa! Musi cie boleć, prawda? — Pomimo radosnego uśmiechu zdobiącego jej pyszczek, jej oczy nie zdawały się mówić tego co reszta ciała. Wręcz przeciwnie, wydawały się być smutne, przepełnione żałobą. Czyżby bliska któregoś z wygnanych?
— Cześć, coś się stało?
<Sówko?>
[219 słów]
[Przyznano 4%]

Wyleczeni: Bławatek

Od Rozwydrzonej Łapy

- Nie masz żadnych kleszczy. - stwierdziła Rozwydrzona Łapa. Tfu, Nocka. Nienawidziła tego nowego imienia.
- Dzieciaku… Popełniłam błąd. Duchy mówią, że nie byłaś jeszcze gotowa, aby poznać swój los. Ale to się niedługo zmieni. Jeśli zaakceptujesz decyzję duchów i odrzucisz gwiezdnych zgodnie ze swoim przeznaczeniem, możesz zostać jeszcze uratowana. - mówiła Stokrotkowa Polana, kiedy Nocka wymieniała jej legowisko.
- Przepraszam panią za to, co się wydarzyło na zgromadzeniu. Naprawdę nic chciałam… Działałam impulsywnie. Nic pani nie zrobiłam, prawda? - zapytała z nadzieją.
- Nie tak łatwo mnie zabić. Duchy twierdzą, że niedługo odkryjesz swoje przeznaczenie. - powiedziała.
- Uh, to dobrze, że nic pani nie jest. To ja sobie już pój… - zaczęła.
- Czekaj. Co o niej sądzicie? Też tak myślę. - starsza zaczęła mówić do ściany.
- Przepraszam? - zapytała Nocka, a wtedy Stokrotkowa Polana odwróciła się do niej.
- Duchy zobaczyły nową ścieżkę. Możesz w nią skręcić lub iść dalej. Mrok cię pochłonie. Nie dzisiaj, ani pewnie też nie jutro. Mrok będzie wszędzie. Ciemność zapanuje w twym sercu, a dookoła będzie chłód. Wtedy dojrzysz światło. Promyczek nadziei, jednak i on zgaśnie, jeśli podejmiesz złą decyzję. Musisz być ostrożna. Klan Gwiazdy zgotował dla ciebie ten zły los. Musisz uważać, żeby światło nie zgasło, jednak będzie to droga długa i niebezpieczna. Ciężka i żmudna. Zanim dotrzesz do celu może się skończyć twoje życie. Zamiast tego możesz po prostu pozwolić, żeby mrok cię pochłonął. I być z nim jednością. Stać się mrokiem. Możesz sama ugasić promyczek i pozwolić ciemności się z tobą zjednoczyć. Wtedy kara będzie mniejsza, a wieczne tortury lżejsze. - powiedziała proroczym tonem.
- Jeśli jest jakaś nadzieja, zamierzam ją wykorzystać. - powiedziała z mocą.
- Dziecko, źle mnie zrozumiałaś. Nie ma już dla ciebie nadziei. Musisz stać się mrokiem. - szepnęła cicho.
***
Uczyła się z Gęsim Wrzaskiem wspinania się na drzewa. Lubiła wysokości, więc całkiem dobrze jej szło. Zaczepiała się pazurami w korę i wspinała na coraz wyższe gałęzie. Kiedy doszła na sam szczyt drzewa, przeskoczyła na kolejne i zeszła do Gęsiego Wrzasku.
- Teraz będziesz siedziała na gałęzi, a ja będę ci to utrudniać. - powiedział mentor. Nocka wiedziała, że jego celem jest, żeby spadła. Nie zamierzała się poddać tak łatwo. Pokiwała głową i weszła na stabilną i grubą gałąź.
- Zaczynajmy. - poprosiła.
- Wejdź wyżej, Rozwydrzona Łapo. - powiedział z politowaniem. Nocka posłusznie weszła na szczyt. Gęsi Wrzask trząsł gałęzią. Zacisnęła pazurki i zacisnęła oczy, ale się utrzymała. Kiedy otworzyła oczy, mentor zarządził walkę na gałęzi. Byli tak wysoko, że gdyby spadła, to na pewno by coś sobie złamała. Może uda jej się przetrwać ten dzień.
***
Udało jej się. Teraz starała się być dla wszystkich miła. Posłuszna. Zapracuje na normalne traktowanie w klanie. Zabrała się do wykonywania jednej z prac obozowych. Już wymieniła legowiska starszych rano, teraz wsadzała kolce z posłań w barierę z cierni otaczającą Klan Wilka. Kiedy skończyła, zapadł już mrok. Weszła do uczniowskiego legowiska i ułożyła się obok Pierzastej Łapy. Jako jedyny oprócz Kuniej Norki jej nie odrzucił. Będzie mu musiała niedługo powiedzieć, co dokładnie się stało na zgromadzeniu, bo raczej nie znał całej prawdy. A może znał? Zapadła w sen.
[495 słów]
[Przyznano 10%]

Od Diamenta CD. Ametysta

Kociak jak błyskawica biegł za piłeczką. Dzwoneczek w środku brzęczał, pewnie dlatego Błotniste Ziele i jego rodzeństwo się obudzili. Jednak kocurek nie zauważył tego, tak naprawdę nawet nie zdawał sobie sprawy, że jest środek nocy. Sądził, że to już ranek. W końcu odwrócił się i zobaczył wlepione w niego trzy pary oczu. Diament od razu zauważył, że byli zdziwieni i rozzłoszczeni. I wtedy zobaczył na zewnątrz światło księżyca.
Eh… - pomyślał sobie. Spuścił głowę i ogon ze skruchą, następnie podreptał do posłania i ułożył się na kocu, nakrywając nos ogonem. Zapadł w płytki sen, w którym biegał za bardzo głośno brzęczącą piłeczką.
***
Kociak stał wraz z Ametystem przy Gnieździe Dwunożnych. Wcześniej brat na własne oczy widział, jak czarny potwór znika. Podeszli do dziury w ścianie z metalową klapką. Z wielką ostrożnością weszli do Gniazda przez kocie drzwiczki. Łapy Diamencika swędziały z podekscytowania i lekkiego niepokoju. Chociaż wiedział, że Dwunożnych nie ma, denerwował się. No bo przecież zawsze mogą wrócić.
A co, jeśli się zgubimy? - ta myśl pojawiła się w głowie podenerwowanego kocurka, jednak tak szybko, jak się pojawiła, tak się ulotniła. Diament pozbył się wszelkich obaw, przypominając sobie, że jest bohaterem i robi to dla brata. Kociaki poszły do misek. Tę drogę znały na pamięć. Często przychodzili tu z Cynamonką, żeby się napić. Diamencik zgasił pragnienie, szybko siorbiąc wodę. Gdy skończył, podbiegł do brata.
- To, gdzie masz ten worek? - spojrzał na Ametysta pytająco. Miał nadzieję, że brat pamiętał drogę. Byłoby słabo, jakby nie.
- Tam. - Amek wskazał łapą właściwe miejsce. - Chodź. - klucząc między szafkami i półkami, biegając po drewnianych deskach dotarli do miejsca, gdzie stało kilka pudeł. Diament szybko podbiegł do kartonów. Właził do każdego i sprawdzał, czy nie ma tam worka.
- No dobra. - miauknął do braciszka. - Tutaj? - pokazał jedno z pudeł. Ametyst zgrabnie dotarł na miejsce i wskazał łapą właściwy karton. Diament od razu się tam znalazł, pomógł drugiemu kocurkowi odrzucić koce i wyciągnął worek. Był duży, ale nie taki ciężki, jak się spodziewał. Ale wydawał się brudny. Kociak syknął na przedmiot groźnie, gdyż obawiał się, że zabrudzi swoje piękne futerko.
- Daj, pomogę Ci. - miauknął jego brat i chwycił worek w zęby. - Choć. - miauknął niewyraźnie, przez przedmiot w pysku. - Pospieśmy sę. - szybko wrócili tą samą trasą, klucząc między szafkami i różnymi rzeczami dwunożnych. Przebiegli obok misek i wyskoczyli przez kocie drzwiczki na dwór. Od razu wczołgali się pod krzaki, bo zobaczyli Bazalta i Błotniste Ziele siedzących w ogrodzie. Diament spojrzał na Ametysta. Brat dał mu znak ogonem, żeby szedł pod osłoną krzaków dalej. Jakoś dali radę ominąć mamę i wbiegli do szopy. Puścili worek.
- Dobra, musimy go ukryć. - miauknął Amek. - Może tam, gdzie twój. - Diamencik nagle znieruchomiał i stanął prosto zszokowany. - Gdzie twój worek? - jak przez mgłę usłyszał te słowa, których tak bardzo się obawiał. Nie wiedział. Ale musiał wiedzieć. Wszystko zepsuł!
- Wiesz co, Ametyst… Nie wiem. - miauknął ze skruchą.
<Braciszku?>

Od Tuptającej Łapy CD. Makowego Pola

 Kolcolistkowa Łapa próbował pocieszyć kocicę w każdy możliwy sposób, ale nic nie działało. Jedyne co by ją w tym momencie pocieszyło, to była zmiana mentora, ale to graniczyło z cudem! Mglista Gwiazda w życiu przecież nie zmieni jej mentora, jeśli coś złego nie stanie się z jej aktualnym mentorem. Pod jej łapami wylądowało pióro, które dostała od niebieskiego kocura. Było piękne, jednak nie rozwiązywało jej problemów związanych z mentorką. Westchnęła cicho.
 - Słodko z twojej strony, jednak w taki sposób niestety mi nie pomożesz. - Powiedziała czarna kocica i posłała uczniowi lekki uśmiech. Wstała ze swojego posłania i pożegnała się z nim, bo musiała pędzić na trening z Makowym Polem. Kiedy wyszła z legowiska, to dostrzegła, że mentorka już na nią czeka, co nie było dobrym znakiem.
 Po chwili znalazła się obok niej i swoje pojawienie się potwierdziła mruknięciem. Na nieszczęście, jej mentorce się to nie spodobało i dostała cały wykład o tym. Prychnęła, gdy usłyszała, że wojowniczce nie podoba się jej nowe imię.
 - Nie porównuj mnie do tej plamy błota! - Syknęła tylko, gdy srebrna kocica wspomniała o czekoladowej kotce. To, że jej poprzednia uczennica była głupią, czekoladową plamą, która nie umiała nic zrobić, to nie oznaczało, że ona też taka będzie.
 Prychnęła ponownie i nie mówiąc nic więcej, zmierzyła za mentorką. To, że Mglista Gwiazda dała jej takie imię, to nic znaczyło! Obie kocice ruszyły w stronę wyjścia z obozu, aby po chwili stanąć przed wodą. Cały obóz był otoczony przez tą dziwną i zimną ciecz. Już to się jej nie podobało. Weszła jedną łapą do wody i przerzuciła wzrok na mentorkę.
 - No dalej Gęsia Łapo. - Powiedziała tylko Makowe Pole, wskazując, aby uczennica weszła do wody.
 - Prędzej utopię się, niż wyjdę z tego obozu. - Rzuciła zła Gąska. Cofnęła łapę, stawiając ją ponownie na brzegu. O nie, ona tam nie wejdzie, chyba że ta wrzuci ją tam siłą. Na chwilę obecną nie chciała jeszcze kończyć swojego pięknego życia.

[316 słów]
<Mak?>

[Przyznano 6%]

Od Srebrnego CD. Piaska

Spuścił wzrok na jego niezbyt ciekawą imitację zabawki. Skryte pod kremową łapą piórko nawet nie miało na sobie śladów po prawdziwej zabawie. Nie było ani trochę postrzępione czy też upaprane od kurzu. A większość kulek mchu, za którymi Srebrny ganiał całymi dniami po żłóbku, były brudne przez fakt częstego użytkowania.
— Ty się tym w ogóle bawiłeś? Bo nie widać — stwierdził śmiało, obchodząc kocura dookoła i przyglądając się jego zdobyczy z każdej strony.
Niebieski przypadkowo smyrnął ogonem bok cętkowanego, na co ten gwałtownie odsunął się. To spotkało się z przepełnionym zdziwienia spojrzeniem zielonych ślepi. Młodszy przekrzywił łeb w zadumie, nie odzywając się przez dłuższą chwilę.
Piasek był śmieszny. I gdybając o tym, syn Różanej Przełęczy nie miał na myśli pogardliwego określenia. Kocur pochodził z tej nawiedzonej rodzinki, z której Zięba dalej mroziła go wzrokiem, a Lew używała dziwnych słów do wyjaśnienia, dlaczego jest nudna. Samiec według niego odstawał od obrazu zadufanych w sobie kotek. Był w pewien sposób inny, przez co zdobył jego zainteresowanie.
— Mama dopiero co mi to dała — przyznał nieśmiało.
— Uuu — zamruczał błękitny. — Mogę się z tobą pobawić? — zapytał, bez pytania trącając łapą piórko. Ciężko to swoją drogą było nazwać dobrą rozrywką, bo wyrwana z jakiegoś ptaszora rzecz ledwo co unosiła się do góry i opadała tak wolno, że Srebrny zdążyłby obejść całą kociarnę, nim to dotknęłoby ziemi.
— Raczej nie powinieneś — odparł, kuląc lekko uszy.
— Czemu? — spytał, wbijając w niego intensywne spojrzenie. Gdy przez dłuższą chwilę nie dostał odpowiedzi, parsknął w końcu, przewracając oczami. — Bo twoja mamusia będzie zła? No weź, olej ją. Jest nudna, chcesz skończyć tak jak ona? — zagadnął.
Kremowy momentalnie obruszył się, a jego ogon gniewnie uderzył o ziemie.
— Nie jest nudna! — burknął. — Ona wie, co dla mnie najlepsze, więc będę się bawił sam — zadecydował.
— Aha, ale z ciebie mamisynek — rzucił, a z jego pyska uciekł dźwięk podobny gwizdowi. — Moja mama też "wie co dla mnie najlepsze", co nie znaczy, że robię wszystko, co mówi — dodał dumnie z powodu swej buntowniczej natury, którą z każdym dniem odkrywał coraz bardziej.
Powiew na niego nie krzyczał, a szylkretka zdawała się przyzwyczaić do jego wybryków, choć i tak nie obywało się bez karcących pouczeń.
O których Srebrny na następny dzień i tak zapominał.
— A twojej mamie nie jest przez to przykro? Przez to, co robisz? — zapytał z lekka zdziwiony. — Ja nie mógłbym zawieść tak mojej...
— A czemu miałaby być przez to smutna? Nie robię niczego złego, próbuję trochę jedynie pozwiedzać obozu za wczasów, nie będzie przez to cierpieć, nic mi się nie stanie — zapewniał, na nowo wbijając spojrzenie w pióro. — Swoją drogą, czemu nie możesz bawić się czymś innym? Mam już trzy kulki mchu, mogę ci jedną dać, skoro twoja stara to sknera i nie chce ci dawać takich bajerów — dodał.
On nie miał problemu dzielić się tym, co ma. Jeśli Piasek przestanie chodzić dzięki temu z takim grymasem na pysku, to był gotów oddać mu swoje zdobycze.

<Piasek?>

Od Diamentu

 Srebrne kocię otworzyło oczy i przeciągnęło się, próbując odgonić resztki snu. Doskonale wiedziało, co dziś będzie robić. Był wczesny ranek, więc jego mama wraz z rodzeństwem spała. A może tylko leżała z zamkniętymi oczami? Trzeba było zachować ciszę. Ostrożnie wypełzł spod mieszaniny łap i futer swojej rodzinny. Następnie szybko ruszył ku wyjściu z szopy. Obejrzał się, żeby zobaczyć, czy mama nadal śpi. Gdy ponownie zaczął patrzeć przed siebie, za późno zauważył małą gałązkę, na którą zaraz nadepnął. Nieco zrezygnowany zamknął oczy, gdy usłyszał głośny chrzęst. Gdy je otworzył, zobaczył, jak mama podnosi głowę. Próbował szybko wrócić na posłanie, żeby nic nie podejrzewała, ale nie zdążył.
- Diament, gdzie się wybierasz? Błotniste Ziele nic o tym nie wie… - usłyszał zaspany głos matki i uśmiechnął się nerwowo.
- Em, ja…? Ja…poszedłem rozprostować kości. Spałem dzisiaj w bardzo niewygodnej pozycji i mnie łapki bolą. - przybrał minę smutnego niewiniątka, zrobił wielkie oczy i spojrzał na mamę, jakby nigdy nic. Zdawał sobie sprawę, że słabo kłamał, dlatego trzeba było to nadrobić wyrazem pyszczka.
- Aha… No dobrze. - gdy tylko kocurek usłyszał słowa, odwrócił się, tak, żeby Błotniste Ziele nie widziała niepowstrzymanego uśmiechu na jego pysku. Następnie powoli wyszedł z szopy, machając łapami, żeby mama myślała, że je rozprostowuje. Szybki rzut okiem za siebie pozwolił mu się upewnić, że już nie zwraca na niego uwagi i jest bezpieczny. Podbiegł do płotu odgradzającego ogród i zaczął szukać dziury.
- Ugh! Gdzie to mogło być? - miauknął szeptem, gdy po dłuższej chwili nic nie znalazł. Jeszcze trochę pochodził, w końcu zauważył nadłamaną deskę. Przyciskając brzuszek do ziemi, przecisnął się i rozejrzał. Usłyszał głosy niedaleko, więc niewiele myśląc, wpełzł pod jakiś gęsty krzak. Kolczaste gałązki i liście z ostrymi krawędziami przyciskały go do ziemi i trzymały w niewygodnej pozycji, zostawiając małe zadrapania.
- Wracajmy. - w znajomym tonie głosu rozpoznał Śmiecia. Zaraz odpowiedział mu drugi głos.
- Dobra, już i tak dużo upolowaliśmy. - to zdecydowanie była Skowronek. Usłyszał odgłos jej kroków i nawet zobaczył szylkretowe futro, gdy stanęła przy jego krzaku. Diament cofnął się powoli, nie chciał, żeby go zobaczyła. Ale to był błąd, bo wpadł na masę liści i rozległ się głośny szelest.
- Słyszałaś? - szepnął Śmieć. - Myślisz, że to zdobycz? - kociak na te słowa westchnął cichutko zasmucony i zrezygnowany. Chciał tylko pozwiedzać. Teraz modlił się do kamieni, żeby Skowronek powiedziała, że to pewnie tylko wiatr. Ale tak się nie stało.
- Nie sądzę. - powiedziała niezadowolonym tonem. - Zwróć uwagę na zapach. Nie przypomina Ci czegoś? - kotka podeszła do kryjówki kocurka i podniosła go, następnie położyła przed sobą. Kociak uśmiechnął się łobuzersko.
- Heeeeej - miauknął, przeciągając samogłoskę. Śmieć i Skowronek wbili w niego spojrzenia pełne politowania.
- Nie powinieneś przypadkiem być w ogrodzie? - zauważył kremowy kocur. - Jeśli dobrze mi wiadomo, nie możesz wychodzić sam.
- No tak. Wiem. - Diament podniósł wysoko główkę i machnął ogonem. - Ale i tak wyszedłem. Przecież nic mi nie jest, nie bądźcie tacy nudni. - miauknął z akcentem na ostatnie słowo.

***

Mimo marudzeń i sprzeciwu kociaka został zaniesiony do obozu, a Skowronek i Śmieć donieśli o wszystkim mamie. Wcześniej ich lubił, ale teraz był obrażony. Jedyne z czego się cieszył, to z tego, że tym razem to nie Bazalt naskarżył. Nie chciał, żeby jego brat się do tego przyzwyczaił.

Od Zajęczej Troski CD. Spienionej Łapy

Podążała wzrokiem za ruchem młodszej kotki, a dotychczas błogi spokój wymalowany na jej pysku, rozmył się w powietrzu, ustępując swojego miejsca zmieszaniu. Obiecała sobie wcześniej, że będzie żyć tak, jakby nic się nie stało, ale na samo wspomnienie tamtego dnia strach paraliżował ją wskroś, odbierając jej podstawową zdolność mowy.
W porę jednak zorientowała się, że jej milczenie może wydawać się dziwne, wręcz podejrzane, toteż cicho odchrząknęła, kierując uszy we wskazanym kierunku. Nawet stąd dostrzegała jasne pnie brzóz, które były ledwo co widoczne przez otaczający je puch.
— Z tamtej strony nie mamy żadnych sąsiadów — odpowiedziała w końcu. — Przynajmniej w postaci klanów. Za widocznym stąd Brzozowym Zagajnikiem stoją puste tereny i ciężko stwierdzić, co znajduje się dalej, ale nieraz mieliśmy już sytuację, że w tamtych rejonach kręcili się przeróżni... samotnicy — dodała z trudnością, bo te słowa wręcz grzęzły jej w gardle.
Nie myślała już nawet o tym jednym, przebrzydłym białym kocurze. Gdy tak dłużej się nad tym gdybało, te okolice mogły uchodzić za niezwykle niebezpieczne, bowiem nikt z wojowników nie miał tak naprawdę pojęcia, co kryją dalsze skrawki ziemi.
— Utraciliśmy kiedyś te tereny w wyniku ataku pewnej grupy. Nie wiadomo skąd się wzięli ani skąd o nas usłyszeli, ani jaki też mieli dokładnie cel. Wielu niewinnych zginęło i dopiero po kilku księżycach ruszyliśmy w bój o tę ziemię — mruknęła, zerkając na pełną zainteresowania minę kotki.
Zając nie chciała jej straszyć, ale i zarazem nie zamierzała okraszać jej tej historii słodkimi kłamstwami. Przedstawiała realia, nieraz okrutne, jednak lepiej było zawczasu ostrzec młodą o potworach stąpających tuż przy ich granicach, niż potem znosić konsekwencje niezrobienia tego.
— Brałam w tym udział. Wrogów nie było wielu, my wzięliśmy ich z zaskoczenia, więc udało nam się podołać tej misji z niewielką stratą — przyznała, mając na myśli młodą, świeżo mianowaną wojowniczkę, która tego feralnego dnia straciła życie. — Nie mamy jednak pewności, że nic nie kryje się wśród tamtejszych zarośli. Nie pójdziemy tam dzisiaj, ale podpytam mentorów twoich sióstr i jeśli się uda, to przejdziemy się tam za niedługo w większym gronie, będzie to o wiele bezpieczniejsze i przyjemniejsze. Może akurat zrobi się cieplej? Będzie przynajmniej cokolwiek widać.
Gdy tylko zamknęła pyszczek, skupiła w pełni swój wzrok na liliowej. Biel w interesujący sposób zdobiła jej ciało, a w zielonych ślepiach iskrzyło od zaciekawienia. Z pewnością trening tego szkraba będzie ciekawym przeżyciem. Dawno nie widziała w nikim tyle pokładów chęci do życia i radości.
Miała tylko nadzieję, że nigdy nic ani nikt nie zabije tkwiącej w Spienionej Łapie słodkiej niewinności.
— Czy wojny są czymś częstym? — zapytała z pewną nieśmiałością.
Vanka w zamyśle uniosła w górę pysk.
— Nie. Gdybyśmy się nienawidzili z innymi klanami do takiego stopnia, że dzień w dzień wywoływałoby to walki, Klan Gwiazdy zaingerowałby. Istnienie czterech klanów pozwala na zachowanie pewnej równowagi i ciągłe konflikty wszystko by psuły — stwierdziła, strzygąc uchem. Pomimo swoich wcześniejszych przemyśleń odnośnie szczerości, nie chciała aż tak straszyć Pianki w ich pierwszy wspólnie spędzony dzień. — Nie martw się, mamy też masę wyćwiczonych wojowników, a z tak ambitnymi i pełnymi potencjału uczniami jak ty, nasze szeregi stale będą zasilane przez silne i waleczne koty. Nikt nie odważyłby się nam podskoczyć — mruknęła, puszczając jej oczko.
Wierzyła w kotkę. Była wychowana przez Sroczy Lot, a spod jej łap wychodziły same dobre rzeczy.
— Dziękuję. Jeszcze co prawda nie zdążyłam zbytnio zaprezentować żadnych umiejętności, więc... Po czym tak sądzisz? — zapytała.
— Wydajesz się mocno zaangażowana i widzę, że podchodzisz do treningu na poważnie. Same chęci stanowią już dużą część do sukcesu, a jeśli na twoje szkolenie poświęcimy dużą ilość czasu, to z pewnością wyrośniesz na wspaniałą istotę — zapewniła. — Poczekaj tylko, jak śnieg stopnieje i zaczniemy na poważnie naukę pływania. Według mnie to najfajniejsze, co cię czeka — dodała.
Zajęcza Troska znacznie lepiej czuła się w wodzie. Na lądzie odstawała, chociażby prędkością od reszty, więc gdy w grę wchodziły polowania, starała się atakować takie zwierzęta, które dało się wziąć z zaskoczenia, aniżeli na przykład ganiać nieskutecznie za prędkimi — o ironio — zającami.
— Wszystko brzmi fajnie — stwierdziła po chwili namysłu uczennica. — Czyli… Na dzisiaj to koniec?
Wojowniczka westchnęła tylko, dochodząc do wniosku, że nie bardzo ma ochotę rozstawać się już z młodą. Od koteczki emanowało dobrą energią, przez co ten dobry humor powoli przechodził i na jej mentorkę.
— Przejdźmy się jeszcze w jedno miejsce — rzekła. — Tak w ramach przyzwyczajenia cię bycia w ruchu całymi dniami — mruknęła pogodniej, z ulgą oddalając się od okolic Brzozowego Zagajnika.
Spieniona Łapa dotrzymywała jej cały czas kroku. Żółtooka nie starała się nawet o szybkie tempo, chcąc dać podopiecznej szansę na spokojny spacer. Jako jedyna z czwórki pociech Sroczego Lotu nie miała czarnego futra, a mimo to bez problemu zyskała sympatię Zając. W końcu — miały te samą barwę sierści. Vanka zastanawiała się, czy Mglista Gwiazda brała to pod uwagę przy wybieraniu mentorów.
— Byłyśmy już tu — zauważyła młodsza, rozglądając się po plaży. Piach wciąż był skryty pod grubą warstwą puchu, aczkolwiek nie dla niego tu przyszły.
— Owszem. Widzisz, bystra jesteś, szybko się uczysz — rzuciła, przysiadając bliżej morza. Zimny grunt nie przeszkadzał jej aż tak bardzo. Wierzyła, że dopóki tyłek nie przymarznie jej do tego miejsca, nie ma się czym przejmować. — Spójrz w dal, co widzisz?
— Wodę — odparła niemal natychmiastowo.
Z pyska Zając uciekł krótki śmiech.
— Nie jest to zła odpowiedź, jednak nie o to mi chodziło — oświadczyła, unosząc łapę. — Skup się na tamtej linii. Tam, gdzie teraz widzisz fale, wkrótce będziesz stała — rzekła poważniej, zerkając na kotkę i z rozbawieniem przyglądając się budującej się na jej mordce dezorientacji.
— Na wodzie? — powtórzyła niemrawo, z dozą niedowierzania w głosie.
— Tak. Co pełnię, gdy księżyc góruje w pełnym blasku ponad naszymi głowami, spośród tych fal wyjawia się wyspa. Na niej odbywają się zgromadzenia, o których pewnie już wiele słyszałaś, ale powtórzę ci, na czym polegają. Tak czysto w ramach formalności — mruknęła.
Dźwięki wody i szmer wiatru były wręcz kojącymi dla niej dźwiękami. Zmrużyła oczy, coraz bardziej ignorując kujący chłód. Streściła po swojemu całą ideę tych spotkań, nie omieszkując się napomnieć o tym, jak ich klan znacznie góruje nad resztą w swojej wspaniałości.
To, że byli lepsi, nie było żadnym kłamstwem.
— Chyba wystarczy jak na pierwszy dzień — stwierdziła, gdy mróz zaczął szczypać ją w poduszki łap. — Masz może jeszcze jakieś pytania? Chętnie udzielę ci odpowiedzi na wszystko, co cię trapi, w drodze do obozu — zapewniła z uśmiechem.

[1032 słowa]
<Pianko?>
[Przyznano 10%]

03 sierpnia 2023

Od Lew CD. Rumianku

 Uśmiechnęła się, że jej zmyślone opowieści wzbudzają zainteresowanie u kociaka. Jego głupie rodzeństwo nawet jakby było szylkretami jak ich matka i Rumianek, na pewno nie wykazałoby żadnego interesowania tym co miała do powiedzenia — zdążyła już ich wystarczająco dobrze poznać i była tego pewna, w końcu byli głupi i woleli się zajmować głupimi rzeczami jak ganianie brudnej kulki mchu.
— Opowiedziała. W pierwszej chwili myślała, że to dzieje się naprawdę, że jakiś kot do niej faktycznie przyszedł poinformować, że jej przyszłe potomstwo ma zostać dzielnymi wojownikami. Dopiero później, gdy postać się do niej zbliżyła zobaczyła jak jej ciało prześwituje, mieni się tak jak gwiazdy na niebie zrozumiała, że to sen od naszych przodków, Klanu Gwiazdy... Wtedy kot przedstawił się jako moja praprababcia, Piaskowa Gwiazda. Opowiadała jej o naszej przyszłości, niestety tego już mama nie mogła nam zdradzić. — opowiadała z dumą i radością w sercu, każde wspomnienie o byłej liderce sprawiało, że robiło jej się ciepło na sercu — Pod koniec spotkania dała mojej mamie i nam — zacięła się starając sobie przypomnieć słowo — błogosławieństwo. To takie coś, jak komuś życzysz dobrze i zdrowia. Jako dowód tego błogosławieństwa każde z nas, ja i moje rodzeństwo mamy oczy w kolorze żółtego, tak jak i właśnie nasza przodkini. To znak, że ona nas chroni, pilnuje by nic złego nam się nie stało. — zbliżyła się ku Rumiankowi i ściszyła głos, tak by nikt poza nimi ich nie słyszał— Mój brat, Piasek, jako że jest reinkarnacja Piaskowej Gwiazdy też potrafi takie rzeczy, ale cichutko. Mogę ci ufać, prawda? — zamruczała, podniosła się i usadowiła się bliżej kocurka, po jego prawej stronie napierając na niego lekko — W końcu przyjaciele powinni sobie ufać, a ty nim właśnie zostałeś.
Kociak pisnął z ekscytacji. Wszystko co opowiadała mu kotka wydawało się fascynujące! Klan Gwiazdy przychodził do każdej karmicielki i mówił jej kim będą ich dzieci? To było cudowne. Ciekawe co gwiezdni powiedzieli jego mamie o nim... Czy zostanie dzielnym wojownikiem? Jaki los go czeka? Skupił się bardziej na kocicy, gdy ta chciała mu powierzyć sekret. 
— Oczywiście, że możesz! — odpowiedział kociak, starając się zakryć swoją ekscytacje. Dokładnie słuchał słów kocicy, nie mogąc uwierzyć, w to co mówiła. — Nie jest to możliwe! On nie...! — Dopiero teraz kociakowi udało się zauważyć, że jest za głośno. — Przepraszam... — Dodał o wiele ciszej, podkulając swój ogon z wstydu. — I ty też jesteś moim przyjacielem! A raczej przyjaciółką.
Lewek dostrzegła, że Rumianek ucieszył się, gdy nazwała kocię przyjacielem. Teraz wystarczyło poczekać, aż młode skończy 6 księżyców i będzie mogła kontynuować oddalanie go od jego głupiej rodziny. Tak też powoli informowała też Rumianka o ideologii Piaskowej Gwiazdy. Przekręcała rzeczywistość tak, by jej przyjaciel nie przeraził się obrazem kotki. W końcu nie miał się czego bać. Pod jej rządami żyłby jak najprawdziwszy król, a jego rodzeństwo musiałoby mu usługiwać. Zdecydowała się jednak dawkować informacje, w końcu co za dużo na raz, to nie zdrowo.

***

skip, akcja dzieje się po tym jak Szept użarł Lew

Z dnia na dzień zaczęła być bardziej aktywna niż ten tydzień temu. Ślad po zębach Szepta już dawno znikł, w końcu to były małe igiełki. Ale ile szumu narobiła! I bardzo dobrze. Chciała by każdy wiedział o barbarzyństwie kocięcia. 
Trzymając piórko w łapkach oglądała je z każdej możliwej strony, podziwiając jego kształt jak i piękna barwę. W pewnym momencie uniosła wzrok na kolorowy kształt, którym okazał być się Rumianek. Kociak nieśmiało szedł w jej stronę. Nie odezwała się pierwsza czekając na rozwój wydarzeń. Była poniekąd zła na szylkreta, za to że łączy go pokrewieństwo z tym plebsem. Ale nie mogła od tak go teraz skreślić. Na ten moment go potrzebowała, i musiała sprawić, żeby i Rumianek jej potrzebował. Jej, i tylko jej. No i może jeszcze jej rodzeństwa.
— Lewku... 
— Tak? — odłożyła piórko skupiając wzrok na kociakowi, który nie zdecydował się do niej jakoś bardzo zbliżyć, w końcu po tej całej sytuacji z udziałem jego brata sytuacja w żłobku była bardziej napięta. A ona właśnie grała naburmuszoną damę, której trzeba było połechtać ego.

<Rumianku?>
wyciąga zegarek i hipnotyzuje
Twoja rodzina cię nie kocha, masz tylko mnie

Od Lew do Tajemnicy

 Czy to był sen? Zaskoczona zamrugała wpatrując się w rudawe futerko kocięcia, które po raz pierwszy w swoim życiu widziała. W jej oczach pojawiły się iskierki. To nie mógł być przypadek, że Lisi Ogon znalazła w tym momencie Tajemnicę. To musiał być znak, najprawdziwszy znak od przodków. 
— Mamo? Mogę iść do dziadka? — spytała Lew przekręcając łebek by móc spojrzeć na matkę za sobą
— Dobrze. Piasku... Iskierko? Wy również chcecie iść odwiedzić Rozżarzonego Płomienia? — spytała resztę swoich pociech, które na dźwięk ich imion wlepiły swoje złote oczy w matkę
— Tylko, że chce iść sama. — miauknęła ocierając się o matkę, mając nadzieję, że uda jej się wybłagać samotny wypad do legowiska starszyzny. Mogła iść z Iskierką, byleby nie szedł z nią Piasek. Nie powinno go być w trakcie rozmowy jej i dziadka — Mogę? 
— Dobrze. Ale nie siedź u niego zbyt długo. Przyjdę po ciebie, więc lepiej nigdzie sama się nie oddalaj. I pamiętaj...
— Zachowuj się jak dama — skinęła grzecznie kończąc zdanie. Ziębie niekoniecznie się to spodobało, że córka wcięła jej się w zdanie, jednak doceniła to, że Lew pamięta i stosuję się do zasad. 
Tak też rudą kotka ruszyła w odwiedziny do dziadka, któremu musiała opowiedzieć nowinę. Od razu powiedziała starszemu, że to jak nic Piaskowa Gwiazda sprawiła, że Lisi Ogon znalazła rudę kocię. I to nie byle jakie kocię. Kotkę. Ruda kotkę!
— Może w przyszłości będzie razem z Piaskiem. — pisnęła podekscytowana wizja związku tej dwójki, a jak na razie cała trójka miała towarzysza. Rudego towarzysza. — Co o tym myślisz dziadku? To jak nic sprawka Piaskowej Gwiazdy!
Kocur słysząc słowa wnuczki zaśmiał się, po czym pogłaskał ją po głowie. 
— Lewku, nie jesteś za młoda na bawienie się w swatkę? 
— Swatkę? — przekrzywiła główkę nie rozumiejąc słowa, kocur po chwili wyjaśnił jego znaczenie — Nie. Myślę, że na to nigdy za wcześnie. Nawet lepiej za wczasu takie rzeczy ustalić, nie uważasz dziadku? — miauknęła powodując po raz kolejny uśmiech na pysku starszego rudego kocura
Jak ona go kochała. Mogła do niego chodzić, rozmawiać na wszystkie tematy i słuchać o praprababci codziennie. I kochała plotkować ze starszym na temat tych paskudnych nierudych. Na samą myśl, że dziadka kiedyś zabraknie czuła uścisk w jej małym serduszku. W końcu, gdyby nie on, nie poznałaby tylu wspaniałych historii o kremowej kotce.
Gdy skończyła przedstawiać Rozżarzonemu Płomieniowi przyszłość jej brata, która sobie wymyśliła w swym małym móżdżku, kilka minut po tym przyszła po nią jej matka. Zaskoczona wpatrywała się w obojgu, a starszy skomentował tylko ich spotkanie zdaniem:
— Piasek jest w dobrych łapach, nawet gdy nas zabraknie
Zięba nie wnikała w szczegóły. Zabrała Lew z powrotem do żłobka, która gdy tylko nadarzyła się okazja podeszła do Tajemnicy. Musiała jej wyjaśnić kilka rzeczy. To, że należy do tych lepszych kotów i to ,że bawienie się mchem nie przystoi rudym damą.
— Tajemnica, tak? — spytała zdobywając się na uśmiech — Ciekawe imię. Bardzo ładne — próbowała podlizać się kotce. — Ja jestem Lew. Moja siostra to Iskierka. A tamten uroczy kremowy kocur to nasz ukochany brat Piasek, który kiedyś zostanie liderem. Chcesz z nami spędzić czas i się lepiej poznać? — No raczej, że powinna chcieć. Tylko głupek by nie chciał z nimi się zadawać, w dodatku po tym jak usłyszał informacje o tym, kto w przyszłości zostanie liderem.
W końcu chciała uprzedzić czwórkę (bo Rumianek jedyne dobre dziecko) pomiotów  zastępczyni przed skalaniem ich odrazą nowego nabytku, daru od samej Piaskowej Gwiazdy. Oby praprababka była hojna i za niedługo sprawiła, że dwójka kolejnych rudych kociąt zostanie znaleziona!


<Tajemnica?>

Od Wieczór (Wieczornej Mary) CD. Bieliczego Pióra

 Trochę ją bawiła rozmowa z Bieliczym Piórem. Kotka była dość miła i fajnie się z nią spędzało czas, ale jeszcze ciekawsze było powodowanie u niej wzrostu ciśnienia. Tak na serio to niezbyt wiedziała skąd się biorą dzieci, tylko sobie żartowała. Słyszała oczywiście rozmowy o młodych, lecz o szczegółach przecież nikt nie mówił w obozie! Chciałaby wiedzieć więcej, ale jak na razie zostało jej się domyślać. Może rosły na drzewach?...
- Nie zaszkodzi... Ja tam chętnie powiem starszym by ich uświadomić.
- Starsi raczej... wiedzą o takich rzeczach - miauknęła do niej. 
- Niektórzy nie. Przecież dzieci Jaszczurzego Syku wyglądają tak idiotycznie... Na pewno tego nie wiedzą.
To była racja, te całe jej pomioty to były jakieś niedorozwinięte. Głupie i strasznie nudne. Ktoś mógłby powiedzieć, że ona jest nudna bo się nie bawi, ale przecież ten rodzaj rozrywki to nie jest sens życia! Są ważniejsze sprawy, niż takie głupoty.
- Wieczór. Nie rozpowiadaj takich rzeczy dzieciom. - skarciła ją. Co tak ciocia reagowała? Nie robiła niczego nieodpowiedniego, nawet gdyby wiedziała i o tym opowiadała, to chyba mówienie czegoś co jest faktem, nie było wielkim grzechem.
- No ale... To nic złego. Mówię im prawdę. Mama mówi, że nie wolno kłamać.
- Ale one są... też jeszcze nie gotowe, by wiedzieć o takich rzeczach. To sprawy dorosłych. Mogą źle to zrozumieć i potem jeszcze same będą mieć za szybko kocięta, bo pomyślą, że to zabawa.
Zaczęła się śmiać. Zabawa? Kto mógłby pomyśleć, że takie poważne rzeczy były błahostką!? Przecież dzieci były na całe życie, trzeba się z nimi użerać i w ogóle… Jeżeli kiedyś będzie miała kocięta (a nie sądziła by to się stało bo żeby je mieć musiałaby mieć partnerkę, co było niemożliwe) to będą one tylko po tym jak się zastanowi, czy to rozsądne!
- To by było śmieszne! Teraz to jeszcze bardziej chcę im to powiedzieć!
- Nie! - odparła ostro. - Wieczór. To może źle się skończyć dla nich i dla ciebie. Nie namawiaj dzieci do takich rzeczy. To nienormalne. Jesteś mądrym kotem, więc pokaż to swoim zachowaniem i nie baw się w głupie żarciki.
- No ale... No dobrze...- wymamrotała cicho. Jest mądrym kotem… Ale chciała też porobić żarciki. Skoro nie potrafiła czerpać rozrywki z zabaw z innymi, to chciała chociaż trochę poczuć frajdę, wygłupiając się. Chyba każde dziecko tak robiło, racja? 
- Tu jest legowisko wojowników - kotka pokazała jej kolejne legowisko. 
- Tutaj śpi tata? Mogę mu wrzucić kolców do legowiska?
- Lepiej nie. Jeszcze się rozzłości.
No wiedziała, że się rozzłości, ale taki był plan! W ogóle nie chciał z nią spędzać czasu, a to nie było fajne. Omijał żłobek szerokim łukiem, a ona chciała go lepiej poznać! Był przecież jej ojcem…
- Uh... To co ciekawego mogę zrobić? Tego nie mogę, tego też…
- Jako kociak niewiele można robić. Też mnie to irytowało, ale taka prawda - westchnęła. No tak, ale pewnie potrafiła się dobrze bawić, czego z kolei ona nie umiała! Próbowała szukać innego sposobu na zwalczenie nudy, lecz wydawało się to być niemożliwe.
- To... Mogę opluć Upadłego Kruka?
Pokręciła łbem. No jak to?! Przecież był takim głupim kotem, czemu nie mogła?! Zasługiwał na oplucie, bo też nie chciał w ogóle odpowiadać na pytania i z nią spędzić trochę czasu. Przecież nie była aż taka irytująca, a chciała się tylko czegoś dowiedzieć.
- Nie. Nie zaczepiaj nikogo i nie szukaj sobie wrogów. To nie jest dość mądre podejście.
- Ale to jest fajne. I Kruk może być moim wrogiem, nie boje się.
- Racja, że nie może ci nic zrobić, ale co będzie jeśli kiedyś szczęście nie będzie ci sprzyjać? Lepiej myśleć przyszłościowo.
- No dobra, dobra... Uh. Czyli nie mam co robić- zrezygnowana wyłożyła się na niej. Zapowiadało się mdło przez calusieńki dzień. W końcu, co ona zrobi jak nic nie może? Miała na wszystko zakaz…

<Bielik?>