BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

01 września 2022

Od Źródlanego Dzwonka CD. Niezapominajkowej Gwiazdy

Czuła jak podnosi jej się futro na karku. Oczywiście, że kotka będzie się teraz mścić za jedną impulsywną decyzję spowodowaną zirytowaniem. 
Lider mógł okazać się żywy, ale co z tego, gdy ciągle obracał się na partnerkę, sprawdzając, czy ta się z nim zgadza; jakby zaraz miała go strącić z tej kłody w szczęki psów.
Nie masz nic do stracenia — powtórzyła w myślach. Naprawdę wszystko było jej już chyba obojętne, była na to zbyt zmęczona.
Zrobiła kilka kroków do przodu i wyprostowała się, aż bolały ją kości, by wydać się większą, nie dać zdominować przeszywającemu spojrzeniu czarnej. Oczywiście, że wiedziała, co ta chce, by powiedziała. W końcu niedawno chwaliła jej lojalność. Liliowa potrafiła też czytać mowę ciała i konteksty. Ale co innego wiedzieć, a co innego posłuchać. 
— Przepiórcze Gniazdo była wybrana za twojej kadencji, Krucza Gwiazdo. Kadencji, która obfitowała w niepowodzenia i wstyd dla klanu. — Uniosła głowę, patrząc na liderów. Koty z klanu narzekały na nią coraz częściej — Nie poszłaś na wojnę, posłałaś na nią starszyznę, nie dałaś nam żadnego planu; przez ciebie zginęły koty i odebrano nam tereny. Wciąż nie zemściliśmy się na klanie burzy. W czasie twojej władzy zginęli starsi, koty osłabione, które powinno się bronić, a nie zaniedbywać, wszyscy w sposób nienaturalny. Bezchmurne Niebo wciąż się nie odnalazł. Nie wróciliśmy do starego obozu i ci wojownicy musieli umrzeć na wygnaniu. Nie dopuszczałaś nas do żadnego kontaktu z liderem przez siedem księżyców. Wciąż znęcasz się przez czyjeś łapy nad kotami z klanu, szczególnie nad Zdradziecką Rybką, tylko za to, że boi się pływać. Grozisz kotom wygnaniem za głupie błędy. Zmieniłaś nasz klan w pośmiewisko w czasie zgromadzenia, w którego czasie zapowiedziałaś magiczne kocięta. Żadne z nich nie przejawia jednak nadprzyrodzonych umiejętności. Nie sprowadziłaś na nas potęgi, a jedynie zniszczenie i głód. — skierowała ucho w stronę żłobka, z którego od początku zgromadzenia wystawały głowy wszystkich kociąt, nawet tego upierdliwego czarnego kleszcza. Pewnie dlatego, że pierwszy raz mogły zobaczyć ojca — W ciągu pierwszych godzin życia twoich dzieci zdołałaś jedno z nich zgubić, narażając je na stratę życia. To, że Kurka odnalazł się żywy, jest cudem, a ty i tak nie spędzasz z nimi czasu, zostawiając ich wychowanie im samym; a szukają twojej uwagi płaczem lub sprowadzaniem na siebie kłopotów. Nie widniejesz przez to w naszych oczach jako ktoś odpowiedzialny; nie potrafisz, nie chcesz, zająć się swoimi dziećmi, a co dopiero klanem. Zakładając też plotki o twoim romansie z zastępczynią i jej cichość, histerie, gdy coś pójdzie nie po jej myśli, nie jest ona dobrym wyborem. — Na chwilę zamilkła, chcąc dać kotom przerwę na przyswojenie faktów — Dlatego uważam, że Rudzikowy Śpiew, jako świadomy wybór naszego lidera, gdy ten był w pełni sił, będzie sprawiedliwą opcją, jeśli zgodzi się na pełnienie tej roli. Jeśli nie, proponuję, by zorganizować dla klanu głosowanie na kota na stanowisko. 
Zamilkła i cofnęła się, dając do zrozumienia, że skończyła. Będąc już w tłumie kotów usiadła, nie chcąc, by te dostrzegły, że gdy tylko minęło kilka uderzeń serca, zaczęły trząść się jej łapy. 

<Niezapominajek?>

Od Mgiełki CD. Nastroszonego

- Dawaj. Ugryź ją. - polecił brat. Tulipanowy Płatek spojrzała znów na syna chłodnym wzrokiem. 
- Będziecie. Przyniesiecie temu klanu chwałę. - stwierdziła z marszu Tulipan. Mgiełce podobało się takie nastawienie matki, prawdą było, że czuła się wyjątkowa. 
- Nie będę gryzła mamy, skoro masz tyle odwagi sam to zrób.
- Na razie mnie nie myje. Jak to zrobi to ugryzę - zapewnił ją, trącając ją łapą.
- Lubisz gadać Stroszku. Wziął byś się za coś. - mruknęła Mgiełka oddając się przyjemności kąpieli.
- Nie mów tak na mnie! Nie jestem żaden Stroszek. To brzmi okropnie - Skrzywił się. - Za co niby? Mama cię ukradła, a nie będę bawił się sam ze sobą.
- A nie wiem, poukładaj sobie mech gdzieś w kącie czy coś. A "Nastroszony" jest zbyt długie i głupie. - stwierdziła gdy język matki jeździł jej po czole.
- Sama masz głupie imię! "Mgiełka" brzmi jak coś dla mysiego móżdżku i słabeusza! Nie będę nic układał! Ta zabawa jest nudna. Ty takie jednak lubisz, więc może sama się w to baw. - zadarł nosek. Kotka posłała mu ostre spojrzenie ignorując słowa brata. 
- Jeszcze tu mamo. - wskazała miejsce, które chciała by zostało umyte. Nastroszony odszedł od siostry najprawdopodobniej w celu znalezienia sobie innej rozrywki.

***

Ciepły język gładzący jej futro na grzbiecie obudził kocię ze snu. Zerknęła na mamę uśmiechającą się do niej a następnie zaczęła rozglądać się po kociarni w celu znalezienia Nastroszonego. Dostrzegła kocurka wyprawiającego dziwaczne wygibasy na ściółce. Wyglądał jakby próbował naśladować chód wojowników. Srebrna przeciągnęła się leniwie i lekko zaspanym krokiem ruszyła do niego, był tak zapatrzony w siebie, że nawet jej nie zauważył.
- Uważaj gdzie stoisz. - miauknął do niej tylko, kontynuując kroki z powrotem pod wejście.
- A ty uważaj jak chodzisz. - odszczeknęła mu się. Swoją drogą... Co ty wyprawiasz? - zapytała przekrzywiając łebek. Patrząc na niego mogła jedynie wywnioskować skrywające się na pysku zażenowanie.
- Ćwiczę - miauknął, dalej maszerując przed siebie. - Jakbyś zainteresowała się światem, a nie bajkami mamy, to byś zobaczyła jak chodzą silni wojownicy.
Czyli jednak o to chodziło.
- Przecież jak zerkam za żłobek to widzę jak chodzą. - odparła pewnie. - Ty to robisz strasznie koślawo. - dodała po chwili nie szczędząc sobie uszczypliwości.
- Ja tam uważam inaczej. No i też ćwiczę, więc będzie lepiej - powiedział, robiąc znów w tył zwrot, wracając do siostry. - Jak chcesz możesz też poćwiczyć, a nie tak się gapić.
- Myślę, że kroku wojownika nie trzeba się uczyć i przyjdzie z czasem. - prychnęła sucho. - Ale jak tak bardzo chcesz poćwiczyć to może zapytajmy mamę, czy możemy wyjść z kociarni.

<Stroszek?>

Od Nastroszonego cd Mgiełki

Dostał mchem, ale tak naprawdę mało co poczuł. Zabawka w końcu była bardzo miękka i puszysta, niezdolna do wyrządzenia krzywdy. Mimo to, nie spodobało mu się takie zachowanie siostry. Nie to miał na myśli, gdy mówił o rzucaniu mchem! 
Z kamienną miną, zmierzył srebrną wzrokiem. Tak chciała się bawić? No to da jej nauczkę. 
- No dobra. To zapasy - Po czym rzucił się na nią, przewracając na ziemię.
Przez chwilę uczucie triumfu wypełniło go całego, nim kotka wykorzystała fakt, że była od niego lepsza w zapasach i kopnęła go w odsłonięty brzuch, zamieniając ich szybko rolami.
- Leżysz! Było zostać przy mchu, wiesz że jestem lepsza.
Niech to! Znów nie przewidział tego zagrania z jej strony! Wystawił jej język, sam kopiąc ją w brzuch, by nie być wcale tym gorszym. Jak już się lali, to niech też nabawi się nieco siniaków.
- Nie poddam się tak łatwo! 
Mgiełka musiała poczuć lekki ból jaki spowodował, bo odskoczyła. Otrzepała się i pokręciła łbem.
- To dobrze, bo ja też nie. - Podbiegła do niego gryząc w łapę, choć ciężko było to nazwać brutalną walką.
Czując jej ząbki, dał jej ogonem po pysku, sam wgryzając się w jej sierść na boku. Ból nie był zbyt mocny, lecz na pewno nieznośny. Wierzył, że był w stanie teraz się jej odpłacić!
- Auć! - prychnęła nie dając za wygraną. Zaczęła się wiercić we wszystkie strony, byle by się wyrwać. Po krótkiej chwili jej się to udało i znów to ona miała nad nim kontrolę, łapiąc go ząbkami i kopiąc tylnymi łapami.
Zacisnął pyszczek, by nie wydać z siebie upokarzających dźwięków. Dał jej łapką w pysk, odkopując od siebie. Musiał przyznać, że siostra była niezła, lecz nie zamierzał jej chwalić. Pff... ego by jej tylko wzrosło.
- Słabo ci idzie, Mgiełko.
- Myślałam że tobie. - odgryzła się mu. 
Zapasy przerwała im Tulipanowy Płatek, która złapała srebrną za kark, podsuwając ją sobie łapą do siebie, zaczynając wylizywać jej sierść po zabawie. Na bank to było spowodowane przez mech, który osiadł na ich futrze. Ale i tak co za natrętna ropucha z ich matki! Przeszkodziła im w takim cudownym momencie! Już dzisiaj przecież ich myła, co jej znowu odwalało?! Napuszył się, dreptając do siostry, która godziła się na te tortury. 
- Kiedyś będziemy silnymi wojownikami! - mruknęła zadowolona do brata. 
- Zobaczymy - miauknął. Wolał nie snuć głupich marzeń, które mogą się nie spełnić. Liczyło się dla niego jak na razie tu i teraz. - Powinnaś walczyć o wolność - mruknął, wskazując na Tulipan. - Dawaj. Ugryź ją. 

<Mgiełko?>

Od Mgiełki CD. Nastroszonego

- Ble, ble, ble. Jak tak ci zależy, to sama chodź tu - rzucił do siostry. No tak, mogła się tego spodziewać. Nastroszony był strasznie upartym braciszkiem, na siłę próbował im udowodnić, że coś nie istnieje. Mgiełka postanowiła inaczej to rozegrać.
- Mam pomysł! Pobawmy się w Klan Gwiazdy! Ja będę Gwiazdką i ty też, a mamusia będzie Srebrną Skórą! - zaproponowała młodszemu bratu. Mina kocura przybrała bardzo niezadowolony wyraz.  
- Dobra pobawię się, ale pod warunkiem, że później dasz mi spokój z tymi głupotami, jasne?
Pręgowana przewróciła oczami, nie podda się tak łatwo, ale na razie da mu ten zapragniony spokój.
- Dam, ci dam. - fuknęła niezadowolenie po czym wskoczyła na grzbiet Tulipan, która oddawała się kąpieli. - No na co czekasz?
Ruszył mozolnie do matki, wskakując na jej grzbiet i siadając przed siostrą. 
- No jestem - burknął.
- Ty Stroszku! Dołączyłeś do nas jako dzielny wojownik! - zaczęła przemowę. - Jednak nie gwarantujemy ci miejsca wśród nas, najpierw musisz przejść test! - wyjaśniła mówiąc cały czas w liczbie mnogiej, po sekundzie skoczyła na brata i oboje sturlali się z matki. - O nie! To Ciemny Las!
Oboje upadli na ziemię.
- Ale się boję - zafuczał na nią, obejmując łapami, by nie uciekła. - Ha! Nie wrócisz teraz na mamę. Ten jakiś dziki las, który jest ziemią żłobka, też cię pochłonął! - wymawiał te słowa z trudem.
- Nie! Nie! Ja jestem wojowniczką Srebrnej Skóry! - wykrzyczała próbując wygramolić się z objęcia brata. - Puść mnie zły kocie! Twoje miejsce jest w tym mroku, nie moje!
- Nie puszcze! - Uśmiechnął się, przytulając bardziej do siostry. Odwrócił się na bok, by przycisnąć ją do ziemi. - Jesteś tu ze mną! Nie wrócisz! - i na potwierdzenie swoich słów, dziabnął ją lekko w ucho.
- Nieee! - zaskomlała udając ból. Starała odczepić się od brata, co po kilku nieudanych próbach w końcu jej się udało, błyskawicznie wdrapała się z powrotem na grzbiet zerkając za nią czy nie ma jakichś kamieni. Znalazła dosyć mały kamyczek, który złapała w łapkę. 
- Czeka cię kara! - rzuciła w brata przedmiotem. Chybiła. 
Nastroszony ze zdziwieniem spojrzał na kamień, trzepnął ogonem i podbiegł pod pysk matki.
- No dawaj jeszcze raz!
Nie zawahała się, złapała za kolejny, nieco mniejszy, trafiając w pysk matki. Ta obróciła łeb i surowym spojrzeniem skarciła kocięta. Może to nie był najlepszy pomysł.
- Mgło i Nastroszony! Cieszę się, że uczycie się wiary, ale czy możecie na Klan Gwiazdy bawić się trochę delikatniej? 
- P-przepraszam mamo. - skuliła się kładąc po sobie pędzelkowate uszka.
- To jak wygrałem, to teraz ja wymyślam zabawę! - ogłosił ze zwycięskim uśmiechem. Młoda fuknęła niezadowolenie. Zeskoczyła z tułowia mamy i usiadła obok brata.
- To co wymyśliłeś? - zapytała jakby nie mając nadziei na lepszą zabawę.
- Masz do wyboru coś realniejszego. Rzucanie kulki mchu albo zapasy. Co wolisz? - miauknął zadowolony. Kocię już wiedziało co zrobi.
- Wybieram... mech! - odpowiedziała urywając część ściółki z posłania od razu bez ostrzeżenia rzucając w brata. - Masz za swoje!

<braciszek?>

Od Nastroszonego do Mgiełki

Tortura. Istna tortura. Język matki próbował ułożyć jego sierść, która niezbyt chętnie poddawała się pielęgnacji. Próbował już wszystkiego, aby się wydostać, ale za każdym razem słyszał to głupie "nie szarp się tak, wyglądasz jak rozczapirzona wiewiórka". No i nawzajem mamo. Nawzajem.
Odkąd otworzył swoje oczy i nauczył się sprawniej poruszać, słyszał od niej same niemiłe słowa. Jak nic miała wygórowane oczekiwania względem niego i nie przyjmowała do wiadomości, że jej dziecko może mieć odmienne zdanie. Dlatego jej niecierpiał. Jej i tego całego Klanu Gwiazdy, o którym ciągle trajkotała. Może z nim było coś nie tak, że nie odczuwał potrzeby ponoszenia się marzeniom, a może matka była wariatką. Na razie wiedział tyle, że urodził się w popapranej rodzinie, do której wcale nie pasował. 
W końcu Tulipanowy Płatek poddała się z głuchym westchnięciem, wypuszczając go spod swoich łap. Przez ten niespodziewany zwrot akcji, skończył noskiem na ziemi. Głupia mama! Najeżył sierść bardziej, powodując skrzywienie jej pyska, z czego był niezmiernie dumny. Tyle czasu układania jego sierści, poszło na marne. 
- Mgła! - zawołał do siostry, zwracając na siebie jej uwagę. - Teraz twoja kolej! - miauknął zadowolony. Chciał poobserwować, jak teraz ona męczy się z namolną starą. 
Mama chwyciła ją wielkimi łapami tak, że ta znalazła się zaraz pod jej brodą. Ciepły i szorstki język czesał futro Mgiełki. Z niezadowoleniem obserwował, jak kocię nie miało nic przeciwko temu. Lubiła gdy mama ją myła? Przecież w tym nie ma nic fajnego!
- Jesteś bardzo grzeczna, Mgiełko. - odparła matka. - Jestem taka szczęśliwa, że Klan Gwiazdy nam was zesłał. - mruknęła posyłając chłodniejsze spojrzenie synkowi.
Niebieska zaś uśmiechnęła się szeroko.
- Wiem mamo! Jeszcze Stroszka musisz wychować!
Słysząc to nastroszył się bardziej, wbijając w te dwie nienawistne spojrzenie. Znowu gadały głupoty o tym głupim Klanie Gwiazdy! Nie lubił tego, bardzo. Gdyby naprawdę coś takiego istniało, to pewnie już by to zobaczył. A jak na razie nic nie rzuciło mu się w oczy. Nie wierzył, że jego siostra mogła być aż tak naiwna! 
- Nie! - Tupnął łapką. - Nie będę się was słuchał, bo wasze gadanie o tych bajkach robi się już nudne - fuknął.
Tulipanowy Płatek razem z pierworodną posłały mu chłodne spojrzenie. 
- Będziesz słuchał bo to bardzo ważne! - skarciła go kocica zaś Mgiełka skinęła małym łebkiem.
- To nie jest nudne! Fajne! - miauknęło radośnie kocię.
- Nudneeee! - Skrzywił pyszczek, waląc ogonkiem o ziemię. - Nie widziałem ich, więc to bzdury. Jeżeli istnieją to zaprowadź nas do nich - zwrócił się do matki, posyłając jej zwycięski uśmiech. - A ty Mgiełko, nie słuchaj jej. Gwiazdki to gwiazdki, a nie koty.
Mała lekko zdenerwowana zachowaniem braciszka wypełzła spod objęć matki i szybkim krokiem podeszła do niego. Dzieliła ich odległość zaledwie mysiego ogona. Mgiełka wpatrywała się w kocurka machając na prawo i lewo kikutem.
Wbił w nią zaskoczony i zaniepokojony wzrok. Cofnął się o kroczek, prostując się od razu dumnie, by ukryć fakt, że nieco się wystraszył. 
- No co?
- Obrażasz mamusię! - naburmuszyła pyszczek. - A Gwiazdki istnieją i nas kochają! - prychnęła nie urywając kontaktu wzrokowego.
- W-wcale nie obrażam! - zrobił podobny wyraz pyszczka co siostra. Nie podobał mu się jej wzrok. Czuł jak przeżera mu duszę. - J-ja nie wierzę w nie i już! - znów zrobił kroczek do tyłu.
- Kiedyś uwierzysz, czy tego chcesz czy nie. - rzuciła matka rozdzielając dwójkę rodzeństwa.
- Jeszcze nie skończyłam mu mówić mamo! - zawyła. - Ja i mama ci pokażemy kiedyś dlaczego musisz wierzyć w Gwiazdki, a teraz chodź tu!
Trzepnął ogonem, wystawiając obu język. W nic nie zamierzał na siłe wierzyć. Póki nie dadzą dowodu, to mogą się bujać. 
- Ble, ble, ble. Jak tak ci zależy, to sama chodź tu - rzucił do siostry, chociaż wolał, by się do niego nie zbliżała, gdy była w takim budzącym w nim postrach stanie. 

<Siostrzyczko?>

31 sierpnia 2022

Od Szczawiowego Liścia

    Szczawiowy Liść był nauczony, że każdy dzień powinno się traktować jak swój ostatni. Cieszyć się najdrobniejszą rzeczą, przyjemnym momentem, gromadzić wspomnienia. Nostalgia dopadała go za każdym razem, gdy wpatrywał się w znajome miejsca, przywołując retrospekcje. Miał szczęście, że wiek nie odebrał mu dobrej pamięci. Wiele starszych kotów mogłoby pozazdrościć mu energii. Chociaż nie był już młodzikiem, wciąż czuł się młody, silny i wspaniały. Decyzja o dołączeniu do starszyzny była najtrudniejszą w jego życiu. Szczawiowy Liść nie chciał umrzeć ze starości. Nie chciał stać się jednym z wielu starszych, będących na łasce klanu. Nienawidził tego, że zamiast polować dla klanu, zabierał upolowaną przez kogoś zdobycz. Dlatego zawsze wybierał najmniejszą zdobycz, zwykle była to mysz. Wiedział, że musi jeść i dlatego to robił, choć gdyby miał możliwość, wolałby sam upolować dla siebie śniadanie. Tęsknił również za patrolami, sparingami, Zgromadzeniami. Za wszystkim, co wiązało się z utraconym wojowniczym życiem. Długo trzymał się ukochanej, ważnej pozycji. Niestety gdy mięśnie zaczęły go boleć i utrudniać wykonywanie codziennych obowiązków, musiał się wycofać, żeby Klan Klifu nie ucierpiał.
    Przyszedł na świat w Klanie Klifu jako pierworodny kociak Berberysowej Gwiazdy i Żywicznej Mordki. Ponieważ tutaj się urodził, to właśnie ten klan pokochał i stał się mu wierny. Uważał, że Klan Klifu jest najpotężniejszy, innymi klanami gardził. Swoją lojalność okazywał w działaniach. Twierdził, że jest najsilniejszym i najlepszym wojownikiem w całym klanie. Pokazywał to w swoich umiejętnościach. Kochał bycie wojownikiem. Był również świadomy roli czasu. Z beztroskiego kociaka, przeżywającego przygody i bawiącego się z rodzeństwem, stał się ambitnym uczniem Łabędziego Plusku. Kiedy jego szkolenie dobiegło końca, Szczawik nazywany wtedy Szczawiową Łapą, został mianowany na wojownika o dumnym, szlachetnym imieniu Szczawiowy Liść. 
    Liliowy kocur miał wrażenie, że im robił się starszy, tym częściej wracał pamięcią do dawnych czasów. Wspominał swoją rodzinę. Byli ze sobą bardzo związani. Miał szczęście, że urodził się w licznej, pełnej miłośni rodzinie. A oni mieli szczęście, że do niej należał. Żywiczna Mordka i Berberysowa Gwiazda byli dobrymi rodzicami. Kochał ich najmocniej na świecie. Pewnie obserwowali syna z Klanu Gwiazdy. Wiedział, że byli z niego dumni. Taki syn to skarb.
    Rodzice doczekali licznej gromadki kociąt. Tylko on pozostał wśród żywych. Rodzeństwo od dawna polowało z przodkami. Odchodzili jeden po drugim, pozostawiając po sobie wspomnienia i ból złamanego serca. Szczawiowy Liść nie mógł zliczyć ile razy przeżywał żałobę. Posiadanie dużej rodziny wiązało się z dobrymi, ciepłymi chwilami, ale również tymi smutnymi i nieprzyjemnymi. Różnili się charakterami, umiejętnościami, ale kochali się i wspierali. Szczawiowy Liść nigdy nie żałował, że był najstarszym z rodzeństwa. Czuł się dzięki temu jak ich mentor, przyjaciel, sojusznik. Starał się być dla nich oparciem. Rola, którą sobie nadał, wiązała się też z goryczą. Za każdym razem, gdy przyszło mu położyć kwiat na grobie siostry bądź brata, tęsknota i cierpienie rozrywały go na małe kawałeczki. Gdyby rodzice żyli, był przekonany, że cierpieliby mocniej od niego. W klanowym świecie nie istniała reguła, kto powinien dożyć największej liczby sezonów. Po prostu się umierało. W jednej chwili traciło oddech, serce przestawało bić, a kot wybierał się w podróż do przodków. Więc według prawa świata, w którym mieszkało pięć grup, to właśnie jemu przyszło odejść ostatniemu. Nikt z rodzeństwa nie pochyli się nad jego grobem, kładąc kwiat lub pozwalając łzom spłynąć po policzkach. Gdyby mięśnie nie odmawiały mu posłuszeństwa, ostatni raz wybrałby się poza obóz, żeby położyć świeże kwiaty na grobie Mysiego Kroku. Odkąd brat odszedł polować z Klanem Gwiazdy, Szczawiowy Liść kładł żonkile w miejscu jego pochówku. Jako wojownik robił to tylko wtedy gdy nie miał zaplanowanego patrolu. Jednak odkąd dołączył do starszyzny, mógł to robić znacznie częściej i tak wybierał się na grób ukochanego brata każdego ranka. Przynajmniej do czasu. Teraz jego ciało było słabe, mięśnie obolałe, każdy oddech odbierał mu siły. Z Mysim Krokiem był najbliżej z rodzeństwa. Tęsknił za bratem i chciał go ponownie zobaczyć. Śnił o wspólnym polowaniu, patrolu, a nawet wybraniu się na zbieranie kwiatów. To ostatnie stanowiło ulubione zajęcie Myszka. Brat nigdy go nie odwiedził we śnie, ale czasami liliowy kocur miał wrażenie, że czuje przy sobie jego obecność. Przypominał sobie wtedy czas radosnych zabaw w żłobku, przeżytych razem przygód, wspólnych psot i wypadów na Zgromadzenie. Z Rumiankową Pręgą, Daliowym Pąkiem i Fiołkową Doliną również miał wyjątkową więź. Doskonale pamiętał każdy szczegół ich pyszczków, umaszczenia, sposobu w jaki mówili. Z drugim miotem jego więź była słabsza. Może dlatego, że był już wtedy wojownikiem i nie mieli sposobności na dłuższe spędzanie czasu. Omszonej Mordki nie wspominał dobrze i był to jedyny członek rodziny do którego Szczawiowy Liść miał mieszane uczucia. Sam już nie wiedział, jaką relację stworzył z młodszym bratem. Natomiast Zroszoną Łapę zapamiętał jako dobrą, uroczą kotkę. Byłaby dobrą wojowniczką, gdyby nie zginęła tragicznie. Zimorodkowy Blask był mu najbliższy z drugiego miotu. Uwielbiał swojego trochę głupiutkiego brata. Zimorodek zawsze umiał powiedzieć coś miłego i szanował Szczawika. Liliowy kocur lubił jego komplementy i gdy tylko miał okazję, chętnie wybierał się z bratem poza obóz. Cieszył się również, że Zimorodkowi ułożyło się w życiu, założył rodzinę. Miał również kochanego siostrzeńca, Bursztynowy Pył. Teraz po rodzinie pozostały mu wspomnienia i nadzieja, że ich ponownie spotka. 
    Marzył o pozycji zastępcy, ale nie było mu to dane. Narobił sobie wrogów i przyjaciół. Uwielbiał swoje zdolności. Jako wojownik miał okazję zostać czterokrotnie mentorem. Piaskowa Wydma był dobrym, odważnym kocurem. To właśnie od niego się wszystko zaczęło. Szczawiowy Liść zasłużył się jako dobry mentor. Kasztanowy Pień, chociaż nie nacieszył się długo pozycją, również był warty zapamiętania. Wroni Wrzask stała się jego ulubienicą. Chętnie wracał wspomnieniami do wspólnych treningów. O Górskiej Łapie nie miał zbyt wiele do powiedzenia. Lubił przekazywać swoją wiedzę, patrzeć jak uczniowie zostają wojownikami. 
    Szczawiowy Liść był wierzący i wiedział, że zasłużył na znalezienie się na Srebrnej Skórze. Dlatego nie bał się śmierci. Każdy kto się narodził, powinien również umrzeć. Żaden wojownik nie powinien się tego obawiać. Szczawiowy Liść w swoich myślach, widział siebie jako najjaśniejszą z gwiazd na nocnym, pięknym niebie. Żyjąc w niebezpiecznym świecie, powinno się zachować świadomość, że śmierć czai się na każdym kroku. Nie każdy kot mógł doczekać spokojnej śmierci ze starości. On tego nie chciał. Myślał, że zginie podczas wojny albo zabity przez drapieżnika. Los miał jednak swoje plany i należało się z nimi pogodzić. Zostanie pochowany na ziemiach Klanu Klifu. Kiedyś był przekonany, że pamięć o nim będzie żyła w jego dokonaniach, ale obecnie nie był pewny, czy będzie pamiętany przez klifiaków. Na pewno kochał swój klan i uważał się za najlepszego z jego wojowników. 
    Niektóre fragmenty historii zdołały się zatrzeć. Wiek staruszka miał wiele minusów. Chociaż nie wszystko wspominał z dokładnością, nigdy nie zapomniał bliskich sobie kotów. Barwinkowy Podmuch przewijał się najczęściej w jego starczym, zmęczonym umyśle. Wszystkie wspomnienia związane z kocurem były dla niego dobrymi, nawet jeśli historia zapamiętała je inaczej. Wspomnienia ich tajnego miejsca, wyprawy poza obóz, zauroczenia w Barwinku i wyznania miłości. Było ich wiele i miał wrażenie, że zapełniały jego serce przez wiele księżyców, nawet po tym jak zostało złamane. Może spotkają się ponownie w Klanie Gwiazdy i tam ich opowieść zakończy się lepiej? Czasami przypominał sobie słodki zapach jego czarnej, miękkiej sierści. Innym razem przytulał się do boku swojego ukochanego, bawił jego ogonem, muskał nosem. W takich chwilach nie był przekonany czy to wspomnienia, czy marzenia. Zwykle był pewny wszystkich swoich gestów, słów, z uporem krocząc przez życie, narcystyczny i dokładny we wszystkim. 
    Pora Nowych Liści powitała leśnych mieszkańców. Podobno w obozie roiło się od błota. Szczawiowy Liść podniósł senny wzrok znad swoich łap. Powędrował nim przez legowisko starszych, kończąc na wyjściu z niego. Czuł jak żołądek ściska mu głód, mięśnie bolą z wysiłku. Westchnął. Chciałby ostatni raz wybrać się poza obóz, zapolować na zwierzynę, udać się na patrol, Zgromadzenie lub zwykły spacer, może poobserwować pogrążonych w rutynie pobratymców. To było jednak niemożliwe. Był świadomy swojego wieku i tego, że jego historia musiała się zakończyć. Los był dobry, pozwalając mu dożyć stu dwudziestu dwóch księżyców. Chrząknął, przeciągając przednie łapy, później wracając do poprzedniej pozycji. Znowu był zmęczony i miał ochotę na dłuższy sen. Szczawiowy Liść polizał się po piersi. Dalej dbał o swój wygląd jak o najcenniejszy skarb. Zachował piękne, zdrowe futro i radosne, pomarańczowe ślepia. Był z tego powodu dumny. Szczawik oparł pyszczek o mchowe posłanie. Czuł, choć nie umiał tego wyjaśnić, że dzisiaj był jego ostatni dzień w Klanie Klifu. Wojownik musiał odejść. Nadal tak siebie nazywał i nikt nie mógł mu tego odebrać. Już więcej nie zobaczy wschodu i zachodu słońca, deszczu, kołysania liści na wietrze. Nie usłyszy śpiewu ptaków, pisków kociąt, plotek pobratymców. Nie poczuje wody, ziemi pod swoimi łapami, krwi upolowanej zwierzyny. To miał być koniec, ostatni etap jego wielkiej wędrówki. Była doskonała. 
    Pomarańczowe ślepia powoli zaczęły się zamykać. Uśmiechnął się delikatnie. Wkrótce będzie po wszystkim. Przestanie odczuwać ból starego, słabego ciała. Zamknął oczy. Wziął ostatni oddech. Jego ciało znieruchomiało, głowa opadła na posłanie, bok przestał się unosić.
    Szczawiowy Liść spojrzał pod siebie, dostrzegając swoje piękne ciało, które musiał opuścić. Zaczął iść w stronę światła i gwiazd, żeby zanim się obejrzał, znaleźć się Klanie Gwiazdy. Znowu czuł się młody i pewny każdego ruchu. Do jego uszu docierało coraz więcej głosów. Rozpoznał w nich swoich rodziców, rodzeństwo, przyjaciół. Zostawił jeden dom, ale zyskał drugi. 


Żegnaj, Szczawiku [*]
Zmarły w wieku 122 księżyców

Od Szczawiowego Liścia CD. Barwinkowego Podmuchu

 dawno temu 

        Miłość i wolność. To właśnie czuł w ciągu tej niezwykłej, pamiętnej chwili. Spojrzenie najpiękniejszych niebieskich ślepi, muskana z wiatrem czarna, miękka sierść. Serce liliowego kocura biło jak oszalałe, w brzuchu trzepotało stado motyli, pazury wbiły się nerwowo w ziemię. Obawiał się, że mógłby zemdleć. Ale nie żałował tamtego momentu. Był wolny. Powiedział wszystko, co od tylu sezonów leżało mu na sercu. Był taki szczęśliwy! Barwinkowy Podmuch dowiedział się, że jest obiektem uczuć Szczawiowego Liścia. Wiedział, że ten liliowy, narcystyczny kocur kocha go całym sercem i marzy o wspólnym związku. Syn Berberysowej Gwiazdy zaczął niespokojnie przebierać łapami po ziemi, wyobrażając sobie nieśmiały, ale namiętny pocałunek. Tak, kochał Barwinka i był w stanie oddać wszystko, żeby ten odwzajemnił jego uczucia. Żeby mogli złączyć swoje ogony, przytulić do siebie, wdychać swój zapach i szeptać słodkie słówka. Nigdy nie był w związku, ale obserwował swoich rodziców i był pewny, że sobie poradzi. Będzie się starał od początku! Barwinek nigdy nie poczuje się nieszczęśliwy. Zamierzał podarować mu cały świat, obsypać zwierzyną, oddać całe uczucie pielęgnowane przez tyle księżyców. Dla Szczawika nie miała znaczenia różnica wieku. Może był młodszy, a Barwinek starszy, ale to nie stało na przeszkodzie do ich szczęścia. Mogli spróbować. Klan Klifu na pewno nie miałby nic przeciwko gdyby zobaczył, jak się uzupełniają. Przeżyją razem wiele cennych przygód.
    
- S-szczawiku…
    - Tak? - zapytał miękko wspomniany wojownik.
    Przypomniał sobie czasy, gdy był jeszcze małym kociakiem i wybrał się z Barwinkiem na przygodę. Z tym odważnym, uroczym i wspaniałym Barwinkiem, który wiele księżyców po tym zdarzeniu zdobył jego serce. Pomyśleć, że stracili tak wiele czasu dlatego, że Szczawik próbował się odkochać, a potem bał się wyznać przyjacielu swoje uczucia. To już przeszłość. 
    - J-ja… Przepraszam cię! - do jego błękitnych oczu napłynęły pierwsze łzy. - J-ja n-nie s-sądzę, ż-że k-ko-chan-ie m-mnie j-jest d-dobre - dukał słówko po słówku. - J-jest-em st-ar-y... N-ie c-chcę patrz-eć j-jak c-cierpisz. - pokręcił głową. - Z-znaj-dź s-sobie k-kogo-ś m-młodszego…
    Szczawiowy Liść otworzył szerzej pomarańczowe ślepia. C-co? Nie, nie, nie! To nie mogło się dziać! Barwinek nie mógł go odrzucić! Przecież Szczawik go kochał! Chciał z nim być! 
    - B-bo w-ie-sz...d-zięk-uję, ż-ze mnie ko-chasz. - zdołał mruknąć jeszcze. Otarł niemrawo łapą łzy. Barwinkowy Podmuch nie patrzył na niego. - M-mim-o, ż-że ja c-iebie t-eż… - szepnął.
    Pomału zaczął się rozpadać na drobne części. Krok po kroczku. Zaczęło go boleć serce. Starał się pamiętać o braniu oddechu. Chociaż chciał znaleźć się gdzieś daleko, zmusił się do patrzenia w oczy Barwinka. Myśl, że go straci bolała. 
    - A-ale p-pamięt-aj, ż-że j-ja tu j-jestem - pociągnął nosem. - Ni-ie z-apominaj o m-mnie, d-d-obrze…?
    Barwinek płakał. I to z winy Szczawika. Wojownik nigdy nie chciał ranić ukochanego kocura. Był dla niego najważniejszy, wsparciem, przyjacielem. Nawet jeśli się ze sobą kłócili, droczyli, mieli inne charaktery i nie zawsze wygrywał pojedynek walki. Łzy na policzkach Barwinka sprawiły, że odwrócił wzrok. Za bardzo raniły jego serce. Nie myślał o tym, że może znienawidzić lub uderzyć starszego wojownika. Czarny pokręcił głową.
    - C-chcia-łbym b-być m-młod-szy… - wydukał. - P-prze-praszam…N-nie z-znienawidź mnie...
    Liliowego pyszczka nie opuściły żadne słowa. Rozpłakał się i uciekł. Biegł tak szybko na ile pozwoliły mu łapy. Połykał własne łzy, dławiąc się nimi, ale nie zwolnił biegu. Nie wiedział czy Barwinkowy Podmuch za nim wołał, był w zbyt wielkiej rozpaczy. Nienawidził siebie za to, że zostawił czarnego bez odpowiedzi i jak kociak podkulił ogon. Nie potrafił jednak porozmawiać z czarnym po tym wszystkim, potrzebował więcej czasu na zebranie myśli. Jedynym, co przyszło mu wtedy do głowy, była ucieczka przed problemami, najlepiej przed całym światem i palącym wstydem. Miał złamane serce. Pierwszy raz w swoim życiu. Pokochał Barwinka i nie zamierzał z tego rezygnować. Ale nie chciał powiedzieć czegoś, co zniszczy ich przyjaźń. Jeśli nie mógł być z Barwinkiem, jak myślał w tamtym momencie, to chciał być przynajmniej jego przyjacielem. Chciał go widywać, bo brak obecności Barwinka byłby gorszy od śmierci. Po tym jak liliowy uciekł, ukrył się w jakimś krzaku na granicy, gdzie mógł pozwolić sobie na rozpacz. Nie chciał wracać do klanu zapłakany. Zadawaliby pytania. Zakrył pyszczek łapami. Potrzebował czasu. 

*

    Wrócił do obozu jeszcze tego samego dnia, ale nie spotkał się z Barwinkowym Podmuchem. Czas, którego potrzebował, okazał się być jego wrogiem. Szczawiowy Liść zaczął unikać czarnego kocura, ciągle szukając odpowiednich słów i zbierając myśli. Mogło być też tak, że liliowy obawiał się ponownego odrzucenia. Dni mijały, jeden po drugim, świat zmieniał kolory wraz z porami roku. Gdy doszło do ponownego spotkania, Szczawiowy Liść niepewnie stanął przed Barwinkowym Podmuchem, spuszczając wzrok na własne łapy i usiłując powstrzymać napływające łzy.
    - Ja... ja byłem taki głupi. Myślałem, że też mnie pokochasz. Że możemy zostać rodziną. Że nie będzie się dla ciebie liczyła różnica wieku. Kocham cię, Barwinkowy Podmuchu. Jestem gotowy wykrzyczeć to całemu światu. Już się nie wstydzę tego, że kocham innego kocura. Wiem, że mogę być dla ciebie najlepszym partnerem i że mogę uczynić cię szczęśliwym. Ale... ale nie mogę patrzeć na to, że jestem przyczyną twoich łez. Wahasz się i ja... ja nie mogę cię zmusić... Jeśli... Chciałbym żebyś pamiętał, że zawsze będziesz dla mnie najważniejszy i jeśli pewnego dnia zmienisz zdanie, nawet gdyby to miało nastąpić w Klanie Gwiazdy, to będę na ciebie czekał. Przepraszam, że wtedy uciekłem i że cię unikałem. 

*

    Nigdy nie zostali partnerami. Chociaż Szczawiowy Liść obiecał sobie, że będzie spędzał więcej czasu z Barwinkowym Podmuchem, to z czasem obecność czarnego kocura za bardzo go bolała, przypominając o głębokim uczuciu. Popadł w obowiązki, stając się niemal pracoholikiem, biorąc na siebie zawsze zbyt dużo patroli i polowań. Czasami udało im się porozmawiać, nigdy nie wracał do tamtego zdarzenia. Obserwował jak Barwinek się starzeje i pewnego dnia zniknął, stając się jedną z gwiazd. Obóz stał się pusty, niemal pogrążony w ciemności. Szczawiowy Liść popadł w żałobę. Każdego dnia wybierał się na grób Barwinkowego Podmuchu. Chociaż na początku jedynie milczał, wpatrując się zapłakanymi ślepiami w grób, z czasem zaczął opowiadać czarnemu kocurowi, co słychać u nich w klanie. Wszystko ze szczegółami. Nie chciał dopuścić do siebie myśli, że kocur może być na niego zły i wcale nie obserwować ze szlachetnego Klanu Gwiazdy. Chciał wierzyć, że czarny też za nim tęskni. I tak upływały sezony, aż pyszczek Szczawika zaczęły pokrywać siwe włoski. 

Od Niezapominajkowej Gwiazdy CD. Źródlanego Dzwonka

— Do widzenia.
Wyszła, pozostawiając go w morzu własnych myśli. Otulił się chudym ogonem. 
"Cóż, gdyby nie wyznaczona przez ciebie liderka i jej zakaz i przepędzanie kotów, może ktoś by przyszedł."
Zmarszczył brwi. Nic o tym nie wiedział. Przepędzanie kotów? Złapał się za głowę. Nic z tego nie rozumiał. Słowa Kminkowej Łapy nie zgadzały się z tymi Kruczej. 
Wstał niepewnie na wychudzonych łapach. Łamliwy krok w stronę wyjścia z legowiska. Chłodny powiew przywitał go. Zachmurzone niebo rzucało cień na obozowisko. Niemal zapomniał jak wyglądało. Niektóre koty zaciekawione spoglądały w jego stronę. Szeptały pomiędzy sobą. Zrobił kolejny krok. Pełen niepewności i lęku. Zimny śnieg topniał pod jego łapami. Utrzymanie prostej sylwetki nie należało do łatwych. 
— On żyje. — usłyszał głos Sumiego Plusku. — Ej, Węgorz patrz. Niezapominajkowa Gwiazdo, co powiesz na temat twojej toksycznej partnerki, która urządziła nam piekło?
Zdezorientowany spojrzał na kocura. Srebrny położył uszy. 
— Odcięła mu język? — szepnął do rodzeństwa, nie spuszczając oka z lidera.
Niezapominajek coraz bardziej czuł się przytłoczony tym wszystkim. Krucza urządziła im piekło? Nic z tego nie rozumiał. To ona spowodowała głód? Nie miała przecież jak. On był wszystkiemu winny. To on zgotował im taki los. Teraz i przez niego Krucza była osądza. 
— Nie odcięła, Sumi Plusku. — miauknął głośno do kocura.
Spoglądał na jego ucho, byle nie w ślepia. Czuł, jak powoli stres zaczyna zatruwać jego żyły. Serce mimowolnie przyspiesza, a poduszki łap stają się mokre. 
— Jeśli masz coś faktycznie do powiedzenia to możesz powiedzieć to Kruczej prosto w pysk. Zamiast piszczeć jak pisklę po kątach. — syknął na kocura, który skrzywił się, ale już nic więcej nie dodał. 
Lecz zamiast spokoju coraz więcej kotów zgromadziło się wokół niego. Coraz więcej szeptów. Rozmów. Pytań. Zalały go niczym zimny potok, odcinając drogę ucieczki. 


* * * 

Stał niepewnie na kłodzie. Liczne pary kolorowych ślepi wpatrywały się w niego. Wszyscy czekali na to. Na jego przemowę. Krucza siedziała mu jak rzep na ogonie. Nieustannie czuł jej oddech na karku. Ciepło bijące od niej. Dreszcz przechodzący mu po grzbiecie, gdy ich spojrzenia się spotkały.
— Tak, powróciłem. — zaczął, starając ukryć zżerającą go presję. — Tkwiłem wiele księżyców chory w swoim legowisku. Na ten czas Krucze Futro przejęła moje obowiązki, jak i zadbała o mnie. Dopóki nie powrócę do dawnej sprawności będzie moją prawą łapą. — ogłosił. 
Tłum nie wydawał się zadowolony z tego osądu. Ciche pomruki rozległy się po obozowisku. Bura głowa uniosła się. 
— Niezapominajkowa Gwiazdo, a co ze twoim zastępcą? — zapytał Bażancie Futro. — Przepiórcze Gniazdo nadal ma nadal tą posadę? Pomimo że została wybrana przez Kruczą Fu-... Gwiazdę? Co z Rudzikowym Śpiewem? 
Nie był wstanie spojrzeć na siostrzeńca. Ból i gorycz przelewały się w nim na widok rudego futra. Czuł, jak głos sam zacznie mu łamać. Nie chciał więcej narażać swojej rodziny na niebezpieczeństwo. Nie chciał znów go tracić. Nie chciałby skończył, jak Kasztanowy Dół. 
— Jeśli Rudzikowy Śpiew chce odzyskać stanowisko... — zaczął, zerkając niepewnie na Kruczą. 
Widział gniew rosnący w jej ślepiach. Furie szalejącą w niej. Bał się. Tak cholernie się bał. Nic z tego nie rozumiał. Z tego chorego cyrku. Położył po sobie uszy, starając pozostać wyprostowany. 
— Rudzikowy Śpiewie? — syknął, czując, że zaraz ugnie się pod spojrzeniem kotki. 
— Nie wiem, czy chcę — wykrztusił niemrawo rozglądając się. — To znaczy... To też twoja wola. Byłem twoim wyborem i jeśli uważałeś go za słuszny, to w pełni szanuję twoje zdanie i jestem gotów przysłużyć się w pełni klanowi.
Czarna prychnęła kpiącym śmiechem. 
— Klanie Nocy, czy uważasz, że kot, który sam nie wie czy jest gotów jest wstanie poprowadzić nas przez te ciężkie czasy? — zapytała Nocniaków. — Źródlany Dzwonku, może ty nas powiesz kogo uważasz za odpowiedniejszego? W końcu masz najbardziej obiektywne spojrzenie. — wbiła spojrzenie w liliową koteczkę. 


<Kminek?>



Od Gepardziej Łapy

Nadszedł koniec Pory Nagich Drzew. Śnieg stopniał, a na ziemi pojawiła się masa kałuż. Gepardziej Łapie właściwie nie przeszkadzał brud. Było jej to obojętne. Nie przejmowała się wchodzeniem w błoto czy deptaniem po ślimakach bez skorupy. Wracała właśnie z poszukiwania brakujących pajęczyn. Trzymała w pysku niewielką, białą sieć. Weszła do medycznego legowiska i otrzepała się z deszczu, który zmoczył jej futerko.
— Wróciłam, Wiśniowa Iskro — poinformowała, kładąc obok niej pajęczynę.
— Dziękuję — miauknęła w odpowiedzi szylkretowa.
Szynszylowa położyła się przy pomarańczowookiej i szeroko uśmiechnęła. Cieszyła się, że mogła jej pomóc.
— Chciałabym zrobić ci test sprawdzający, czy pamiętasz zioła, o których cię wczoraj uczyłam — oznajmiła Wiśniowa Iskra.
Niebieska kiwnęła łebkiem i podeszła do stosiku z ziołami.
— Do czego służy i jak nazywa się ta roślina? –— spytała medyczka, łapiąc w pazury listek.
— To kocimiętka, leczy się nią kaszel — powiedziała od razu.
— Dobrze – pochwaliła ją Wiśniowa Iskra. — A ten kwiat?
— Mniszek, leczy się nim użądlenia pszczół — odparła, machając ogonem z ekscytacji.
Była z siebie bardzo dumna. Zapamiętała wszystko!
— Masz rację. Sporo zapamiętałaś, bardzo dobrze — przyznała szylkretka.

***

W wejściu do legowiska pojawiły się dwie kotki. Ruda i szylkretowa. W tym ta pierwsza poruszała się bardzo dziwnie. 
— Chyba mamy nowych pacjentów — miauknęła niebieska, spoglądając na swoją mentorkę.
— Tak — odpowiedziała, wstając. — Zajmij się Głazowym Susem, ale zanim podasz jej zioła, pokaż mi je. Ja wyleczę Lisią Łapę — poleciła.
Szynszylowa podeszła do zielonookiej vanki i zaczęła wypytywać o to, co jej dolega. Niedługo na to wpadła – była to gorączka. Podeszła do sterty z ziołami i pokazała wybrany przez siebie kwiatek. Wiśniowa Iskra powiedziała, iż może podać je kotce. Ten dzień był super. Nie dość, że zapamiętała wszystkie rośliny, to jeszcze pierwszy raz, bez niczyjej pomocy sama wyleczyła kota!

wyleczeni: Lisia Łapa, Głazowy Sus

[przyznano 5%]

Tulipanowy Płatek urodziła!

A oto i para wcześniaków!