Już od słów "spotykam się z tobą" jego puls przyspieszył. Z kolejnymi było tylko coraz gorzej. Wspomnienie o randkowaniu zupełnie przelało czarę – miał wrażenie, że serce zaraz wydrze mu się z piersi.
Czyli sama była nim zauroczona? To było to, co chciała mu przekazać?! Tak, Szałwiowe Serce, tak... — odezwał się ten zawiedziony głos w jego głowie. Mówił, że musi coś zrobić. Coś odpowiedzieć. Teraz, szybko, mijają uderzenia serca, jedno po drugim! Nie możesz jej zostawić tak długo bez odpowiedzi! Dalej, kłap jęzorem, cokolwiek!
Jednak on nie był w stanie nawet wypuścić oddechu. Ruszyć ogonem, pazurem. Nic. Zesztywniał całkowicie, w każdym miejscu swojego ciała, jakby swoim głosem poraziła jego układ nerwowy.
RANDKOWALI. Powiedziała to właśnie. RANDKOWALI. Nagle jednym słówkiem zakończyła całą batalię, która do tej pory rozgrywała się na polu bitwy, jakim był jego mózg. Jakimś cudem nie przyniosła mu tym ulgi. Wręcz przeciwnie. Pierwszym, co poczuł (zaraz po szoku) był nagły strach, który tylko spotęgował jego zamarcie. Niewiedza, ona doprowadzała go do szału, ale był w niej pewien komfort. Mógł się przekonywać, że niczego między nimi nie było. Gdyby tylko coś poszło źle, mógłby o tym wszystkim zapomnieć. Pomyślałby sobie, że ta wielka miłość to jego wielkie urojenie. Łuna nigdy nie żywiła do niego uczuć. Poradziłby sobie tak, jak poradził z Czereśniowym Pocałunkiem.
Teraz nie było tego odwrotu! Rany boskie, naprawdę się nie mylił! Pragnął się mylić! Ten jeden raz z ulgą nazwałby się mysim móżdżkiem i walnąłby w łeb z uśmiechem wymalowanym na pysku. Chciała go? Kochała go? Jego trzewia zapłonęły ogniem. Jak, dlaczego, miał tyle pytań. Nie dziwiło go to, że sam się w niej zakochał. Był durniem. To do niego pasowało. Do niej? Była na to zbyt dobra, zbyt ułożona, zbyt lojalna swoim zasadom. Jej ojciec był samym przywódcą, żyła jak on, wiedziała jak to jest. I nadal wystąpiła wbrew zasadom? I to jeszcze dla kogoś takiego jak on?!
Milczał długo. O wiele za długo, by móc teraz wrócić do tej rozmowy jakby nigdy nic. Zresztą, co miałby jej teraz powiedzieć? Nic nie wiedział! Na gardle miał pętlę, a w umyśle same nierozwiązywalne supły. Ona też czuła się z tą ciszą niekomfortowo. Widział jej delikatny ruch; odwracała się, by spojrzeć na niego, by zmusić go do udzielenia jej tej odpowiedzi. Zadrżał, gdy zobaczył tylko błysk złotego ślepia. Nie, nie... Nie!
— Wszystko dobrze, Szałwiow –
— Nie! Tak? Nie wiem! — wrzasnął, zrywając się z miejsca jak poparzony. Widział to spłoszenie w jej postawie. Czegokolwiek się spodziewała z pewnością nie było tym... To. Na Klan Gwiazdy, co on najlepszego wyprawiał? — Przepraszam cię Łuna, naprawdę bardzo cię przepraszam! Nie wiem o co mi chodzi! Ja... Nie mogę! — powiedział, kręcąc gorliwie głową i momentalnie pognał w las, jakby próbował uciec przed konsekwencjami samej... Ucieczki?
<Łuno?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz