To, co działo się ostatnio było jakimś nieśmiesznym żartem. Srebrna była wściekła. Nie została uczniem medyka. Została uczniem jakiegoś zapchlonego, obrzydliwego kocura. To był koszmar. Nie była w stanie się z nim dogadać. Był zapatrzony w swoje przekonania i odrzucał pomysły czekoladowej. Uważał się za najlepszą istotę na świecie. Był cholernie uparty. Irytował ją wszystkim, co robił. A to wszystko wina tego samozwańczego lidera idioty, Mrocznego bobka.
— Różana Łapo — odezwał się rudy. — Idziemy pozbierać mech. Będziemy nim wykładać legowiska. Pośpiesz się.
Wywróciła oczami. Niech sobie sam go zbiera. Ona nie będzie brać w tym udziału. Leniwy głupek.
— Idziesz? — rzucił ponownie, odwracając się w jej stronę.
Podniosła się z ziemi i machnęła ogonem zdenerwowana. Rzuciła mu groźne spojrzenie, mając nadzieję, że ten w końcu zostawi ją w spokoju.
— Nie dąsaj się tak, idziemy — mruknął, ruszając do przodu.
Powolnie i niechętnie ruszyła za nim, bo przecież za chwilę rozkręci aferę. Chłodny wiatr uderzył w jej futro. Fantastycznie. Przed chwilą je układała. Tego brakowało.
Minęli sporo drzew i krzaków. Igły, które pospadały z drzew kuły opuszki jej łap. Cętkowany zatrzymał się na chwilę, by sięgnąć po mech. Odwrócił się do niej, pokazując czekoladowej swoje znalezisko.
— Jest go tutaj więcej — miauknął niewyraźnie. — Zerwij go, ja już nie dam rady unieść więcej.
Sapnęła głośno i z ogromną niechęcią podeszła do niego i sięgnęła po mech leżący przy jego łapach.
— Wracajmy, zaraz przyjdziemy po więcej — powiadomił ją.
To było idiotyczne. Miała się tak ośmieszać? W życiu. Najgorszy mentor, jakiego mogła dostać.
Ten Mroczny bobek był pozbawiony mózgu. W ogóle nie myślał.
Zamyślona pomarańczowooka wbiła wzrok w zachmurzone niebo. Dlaczego musiała skończyć w taki sposób? Uczennicą jakiegoś obrzydliwego, upartego kocura? Pragnęła być medyczką, uczennicą kotki, Kuniej Norki.
Z przemyśleń wyrwał ją głośny chlupot. Nadstawiła uszy i przeniosła wzrok na swoje łapy. Wdepnęła w błoto. Była brudna!
— Ajajaj — zaskomlała, wyskakując z brązowej kałuży. — Moje łapy są teraz okropnie brudne!
Jej koszmar się spełnił. Czy mogło być jeszcze gorzej? To wszystko było głupie. Cały ten Klan Wilka był jakąś jedną wielką porażką.
zbieranie mchu pod legowiska
[przyznano 10%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz