— To ostatni raz jak cię budzę — warknęła. — Kociakiem to ty już nie jesteś. Nie jestem twoją niańką i nie będę nad tobą stać i prosić żeby jaśnie pan się obudził. Chcesz zostać wojownikiem, to dbaj o siebie i swój trening — rzuciła, odchodząc.
Sapnął zdenerwowany. Przecież większość kotów jeszcze spała. Głupia. Dlaczego to akurat ona musiałabyć jego mentorką? Już wolałby jakiegoś pasożyta pokroju Kuklika, przynajmniej nie znęcał by się tak nad nim.
Rozciągnął się i poderwał z ziemi, ruszając za kotką. Przeskoczył niskie krzaki, a jego łapy zmoczyła poranna rosa. Futro natomiast przeczochrał ciepły i całkiem przyjemny wiatr.
Jego oczom ukazała się zamglona polana z licznymi, rozłożystymi drzewami. No wspaniale. Zapewne będzie musiał się wspinać. Nie cierpiał tego robić. Bał się wysokości. Przypominało mu się, jak stracił ucho. Nie chciał tego pamiętać. Ale nie mógł o tym zapomnieć. Nie potrafił.
Pręgowana tygrysio kotka wskoczyła na drzewo, z łatwością pnąc się wyżej, wbijając pazury w korę i wykonując skoki na przód. Aż dreszcz przeszedł mu po grzbiecie. On też miał tak robić? W życiu. To wyglądało strasznie.
Kiedy tylko dotarł do drzewa, które wcześniej widział z oddali, poczuł się jeszcze gorzej. To wyglądało straszniej, niż z daleka. O wiele straszniej.
— Pokaż co potrafisz, pokrako — krzyknęła kotka, stając na kolejnej gałęzi.
Zacisnął zęby, powstrzymując się od syknięcia na nią. Czemu była aż tak wredna i złośliwa? Nienawidził tego. Jako kociak sądził, że to całkiem dobra i odważna wojowniczka, a teraz z chęcią rzuciłby się jej do gardła.
— Oj, cykasz się? — zakpiła. — Czego można spodziewać się po tak starym uczniu... Nawet twoja marna siostra cię przegoniła. Tak samo ten czarny arlekin, co nawet nie zasłużył na imię. Nie martwi cię to?
Z każdym jej słowem, był coraz bardziej wściekły. Gniew palił go w łapy. Chciał wskoczyć na to drzewo i zrzucić ją z wysokości. Pragnął tego. Coraz bardziej i bardziej.
Wysunął pazury i skoczył na drzewo. Rył pazurami w korze, ścierając je sobie. Teraz kierowała nim wciekłość. Lęk przed wysokością był na drugim miejscu. Obie te emocje toczyły ze sobą zaciętą walkę.
Kremowy wskoczył na gałąź, na której stała Fretka. Z trudem powstrzymywał się od spojrzenia w dół. Chwiał się, przerażony wizją spadnięcia. Jeszcze nigdy nie był na aż tak wysokim drzewie.
— Nie chwiej się tak, bo zlecisz — rzuciła liliowa. — Trzymaj się! — zawołała, gwałtownie uderzając łapami w gałąź.
Przytulił się do gałęzi, krzycząc w myślach. Cholernie się bał. Z nią było coś mocno nie tak. Przecież spadając z takiej wysokości oboje by się pozabijali!
Kiedy tylko kotka przestała bujać gałęzią, otworzył oczy. Zadyszał ciężko, będąc przerażony wszystkim, co teraz się działo. Co jeszcze wymyśli ta idiotka?
— To było cholernie niebezpieczne, zabilibyśmy się spadając z takiej wysokości! — zawył, a w jego oczach zebrały się łzy.
— Nie marudź — mruknęła. — To był test wytrzymałości. Postawiłeś się swojemu lękowi. Brawo — miauknęła cicho, schodząc z gałęzi.
Nigdy nie spodziewał się, że ta go pochwali. Wydawała się zimną istotą, która nigdy nie jest miła. To było ironiczne, czy powiedziała to szczerze?
[przyznano 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz