*długo przed przeprowadzką, przed opętaniem Glinki*
Zaszyła się w swoim legowisku i odetchnęła, czując jak jej mięśnie wciąż się napinają po tym co doświadczyła. Wyciszyła się i zamknęła oczy. Nerwy pulsowały jej w głowie, gdy starała się łączyć fakty. Była wściekła.
— JASTRZĄB — wydarła się w myślach, mając nadzieję, że to przebudzi tego idiotę. — Ty... ty — nie mogła się wysłowić. Ująć w słowach swojej złości. — To wszystko twoja sprawka, prawda?! Ty idioto! Jak mogłeś pozwolić, by ona wpełzła do mojego snu?! — wybełkotała z obrzydzeniem.
Przestało już ją nawet dziwić, że regularnie rozmawiała z duchami, że musiała się ukrywać, gdy ktokolwiek z zaświatów ukazywał jej swój głos. Zostałaby uznana za wariatkę, gdy krzywiła się i wściekała do powietrza. Mimika jej pyska gwałtownie się zmieniała, bo tu chodziło o zagrożenie bezpieczeństwa jej i bliskich.
— Nie przypominam sobie, byśmy zawierali jakąś umowę o ochronie umysłu przed snami, moja droga.— wymruczał. — I dlaczego uważasz, że moja? Nie tylko ja kręcę się przy twojej osobie. Nie jestem z tobą zawsze. Muszę też odpoczywać.
Jego spokojny ton głosu doprowadzał ją do kompletnego szaleństwa.
Wysunęła pazury.
— Nie udawaj niewiniątka. Wiem, że maczałeś w tym łapy. A nawet jeśli nie, to musiałeś wiedzieć, że to zrobiła! Jak już siedzisz mi we łbie, to mogłeś jej powiedzieć, żeby łaskawie wypierdalała! — syknęła. — Co ja mam teraz zrobić Jastrząb? Jak tak zawsze świecisz swoimi radami to rusz chociaż tyłek i mi pomóż. Ona mnie zarżnie, bo tknęłam jej spierdolonego wnuka. Powiedziała że się zemści, a ja nawet nie wiem jak i kiedy to się stanie — prychnęła, spuszczając z gniewem wzrok na swoje łapy.
— Skoro tak się obawiasz trupa, to spełnij jej żądania. Złe duchy trzeba uspokoić darami. Bardziej nie mogę ci pomóc. Wiedz jednak, że nie pozwolę ci przedwcześnie umrzeć. Nie musisz martwić się o swoje życie.
Co z tego? Co z tego, że chciał chronić jej życie, skoro po śmierci i tak trafi do pierdolonej Mrocznej Puszczy? A tam będzie już tylko mogła czekać na rychły koniec z udziałem Piaskowej Gwiazdy. A tu przecież nie chodziło tylko o jej życie. Co z rodziną? Z Gliną? Wilczą? Wszystkimi bliskimi?
Z jej gardła wydobył się warkot.
— Co proszę? — warknęła. — Ta pizda odebrała mi rodzinę, zgwałciła mnie i załatwiła mi wyczerpanie psychiczne przez większość mojego życia, a ja mam jej jeszcze dziękować i składać dary? — prychnęła. — Nie mam zamiaru być tak naiwna jak Żar i włazić jej do tyłka wiedząc jaka okropna jest — na wieść o przedwczesnej śmierci wywróciła oczami. — Myślisz że mnie obchodzi moje życie? Umrę to umrę, tak już jest, ale co jeśli ona tknie kogoś na kim mi zależy? Glinę? W i l c z ą? Na to już pozwolisz?
— Nie mogę ich ocalić, bo nie wierzą w Mroczną Puszczę. Ktoś przesiąknięty zbrodniami jest... łatwiejszy do komunikacji i ratowania niż osoba czysta i wierna Gwiazdkom. — wytłumaczył jej. — Taki właśnie jest problem z duchami, Kamień.
— Też nie wierzę w tą twoją Bezgwiezdną Ziemię. Nie popieram was. I co? Jesteś tu — fuknęła. — Wilcza zamordowała, sam przyznałeś, że jedną łapą jest już w Mrocznej Puszczy, więc czemu nie mógłbyś jej ochronić? Glina też nie jest taki czysty. Chociaż... lepiej żebyś ich nie tykał swoimi łapskami. Nie jesteś lepszy od Piasek.
Odpowiedział jej charakterystyczny śmiech.
— Kamień, Kamień, Kamień... Wierzysz w nas, bo jestem dowodem na to, że po śmierci istnieje dalsze życie. Zrobiłaś wiele złego i to pewne, że do Klanu Gwiazdy nie trafisz. Owszem... Wilczą mógłbym uratować, lecz jaki miałbym w tym cel? Co byś mi zaoferowała za jej życie?— mruknął. — Och... ja nie opętuje nikogo i nie przejmuję władzy, raczej jestem tym milszym duchem, nie sądzisz?
Zacisnęła zęby.
— Mi pomagasz bezwarunkowo, taki jesteś dobroduszny, ale im to już nie łaska? — prychnęła. — Może nie opętujesz, ale za to starasz się nakłaniać mnie do złych rzeczy. Myślisz, że tego nie widzę? Nie jestem jak ty — fuknęła. — Zaoferowałabym... Nie wiem, do cholery. Jak już pozbyłam się ciebie to mogłabym pozbyć się twoich wrogów. Nie wiem... lider Klanu Wilka? Wątpię czy jesteś zadowolony, bo to ta... jak ona... Wiśniowy Świt była twoją zastępczynią. Władza się zmieniła chyba nie tak jak chciałeś, hm? — mruknęła już zadowolona z siebie, że być może tknęła jego czuły punkt. — Mogę zrobić dosłownie wszystko, żebyś ruszył swój cholerny zad i się na coś przydał choć raz. Ochronił ich przed tą nędzną idiotką.
— Klan Wilka jest bezpieczny moja droga, nie musisz się o nic martwić. Co do wrogów... Nie mam ich zbyt wielu, raczej po śmierci mi nie zagrażają. Oddychaj, Kamień. Nie denerwuj się tak. Ochronie ich życie, tylko i wyłącznie to ci obiecam, że nie umrą, dobrze? W zamian ty, oddasz mi swoją duszę lub dusze kogoś innego. Ofiara. Życie za życie.
Wybałuszyła oczy, jakby co najmniej widziała kota zamieniającego się w wiewiórkę.
— Mam ci oddać duszę? Po co? By skończyć jak Zając? — rzuciła. — Jak ten twój Klan Wilka jest bezpieczny, to może to zmienię, żebyś raczył ich uratować? — niechętnie podniosła wzrok. — Nawet nie wiem jak oddawać dusze, ale jeśli masz uchronić moich bliskich to weź sobie dusze tych paskudnych rasistów, oni mi nie są potrzebni.
— Nie tak, Kamień. Nie tak. Po prostu... zabij kogoś dla mnie. Wtedy jego duszą sam się zajmę. Twoi bliscy będą wtedy chronieni przed śmiercią. Nawet Piasek im nie zagrozi, bo ożyją, tak jak zrobił to twój kochany Zając.
Zakrztusiła się.
— Co? — rzuciła i parsknęła pod nosem, bo sama nie mogła uwierzyć. — Uważasz mnie za kogoś kto zniżyłby się do twojego poziomu? Myślisz, że bym kogokolwiek zabiła? — miauknęła. — Pszczoła, ty, Zając, wszystko miało swój cel. Ją zabiłam, bo było to potrzebne dla wyższego dobra. Ciebie, bo cię nienawidziłam, a Zająca, bo... to był wypadek i nigdy nie miał umrzeć, a jedynie wrócić do swojego ciała. Nie podniosłabym łapy na nikogo. Nie możesz, nie wiem, wziąć sobie pierwszej lepszej duszy z Mrocznej Puszczy i dać im dodatkowe życia?
— To tak nie działa. Musi to być dusza niewinna. Inaczej nie mogę ci pomóc, nawet jeśli bardzo bym chciał. Tak działają tu magiczne sztuczki. - wytłumaczył jej. — Nie namawiam cię do niczego. To twoja własna decyzja. Jak już mówiłem, mi nie zależy na twoich bliskich, więc nie będę nalegał byś kogoś zabiła. Szanuję twoją wolną wolę
Prychnęła.
— Nagle taki z ciebie dobroczyńca? No wielkie dzięki, że mogę jeszcze decydować o własnym życiu — westchnęła, mordując wzrokiem przestrzeń wokół siebie, jak gdyby stał przed nią Jastrząb. — Czyli będziesz siedzieć na dupie i patrzeć, jak Piasek wżyna swoje ohydne pazury w kogokolwiek na kim mi zależy? Chyba że mam ci przypomnieć, że jesteś tylko niematerialną duszą, a ja żywą materią i równie dobrze mogłabym pozabijać wszystkich których jakkolwiek lubisz? — rzuciła. Nie była potworem. Nie miała zamiaru nawet próbować, ale tak irytowała ją własna bezsilność. — Może to by cię zachęciło do ruszenia swojego zadu?
— Och, to w takim razie zabij moją siostrzyczkę. Jej strata by mnie bardzo zabolała. To jedyna moja bliska osoba, jak nie najbliższa. — miauknął starając się ukryć ironię. — A tak poza nią, to nie mam już na tym świecie nikogo, kogo bym lubił Kamień... No może... oprócz ciebie.
Zastygła w bezruchu, a wściekłe spojrzenie na chwilę się uspokoiło.
— Nie dam się nabrać. Śmierć Skały byłaby dla ciebie łaską — mruknęła. — Mnie? W którym momencie miałam się zaśmiać, bo chyba zapomniałam?
— To nie był żart, Kamień. Mówiłem poważnie — odpowiedział ze spokojem w głosie.
Była w czarnym punkcie. Jedna wściekła dusza miała zamiar się na niej zemścić, a drugi psychopata obsesyjnie się nią interesował.
Dziwiła się, że jej psychika to wytrzymała.
Może powinna mu po prostu zaufać?
* * *
*przeprowadzka*
Nie wiedziała, ile tak już szli. Nie liczyła świtów. Prowadziła Burzaków, a za nimi szedł Owocowy Las. Komar był w stanie poświęcić swoich wojowników, by jej pomóc. Chociaż z początku była do nich sceptyczna, dobro Burzaków liczyło się najbardziej, a Owocniaki mogły być silnymi sprzymierzeńcami. Zwłaszcza, że skopali dupę Klanowi Nocy. A Kamień już od pierwszego wejrzenia wiedziała, że ona i Krucza Gwiazda raczej się nie polubią.
I nie zamierzała tego ukrywać.
Szli przez noc, prowadzeni przez gwiazdę. Dopiero, gdy ciemność skąpała im pyski doszczętnie, zatrzymali się na postój.
Wtedy też wszyscy ułożyli się do snu.
Ona też.
Jej oczy wpatrywały się w gwiazdy. Przymknęła je, gotowa na odpoczynek. Jej umysł spowiła senna ciemność. Spokojna cisza, najlepsza przyjaciółka, z którą mogła po prostu rozluźnić się i na moment zapomnieć o każdej udręce.
Uśmiech.
Gwałtownie otworzyła oczy, ale obraz uśmiechającego się Zwęglonego Kamienia o mieniących się na tak znajomy, złocisty kolor oczu, nie chciał zniknąć z jej powiek. Zamknęła oczy. Raz. Drugi.
Ale za każdym razem, gdy próbowała zasnąć, sceneria wciąż się zmieniała, i to na bardzo przerażającą.
Koszmar ściągnął na nią widok opustoszałego, przerażającego lasu Mrocznej Puszczy. Smolistego jeziorka, z którego wysunęła się biała głowa, wpatrując się w nią z bólem w zielonych oczach.
"Zawiodłaś mnie"
"Nie tego spodziewałem się po swojej zastępczyni"
"Jak mogłaś mi to zrobić?"
Chociaż próbowała uciec, jej łapy tkwiły w bezruchu, a sceneria koszmaru nie pozwalała jej na wykonanie najmniejszej czynności.
Z czarnej wody wysunęła się kremowa głowa, śmiejąca się pod nosem, gdy szła powoli z burym kocurem u boku. A potem... Kolejna znajoma twarz. Mama, która wpatrywała się w nią ze wzgardą, gdy pazury tyranki wbiły się w jej łeb, a na czarną prysnął strumień zimnej krwi.
Obudziła się ze łzami w oczach. Wstawał świt, jednak wciąż było ciemno. Schowała pysk we własnych łapach, próbując zdusić płacz.
Nie powinna.
Nie mogła,
Nie mogła pozwolić sobie na okazanie słabości, teraz, gdy miała prowadzić Klan Burzy na nowe tereny.
Przyspieszony oddech i bicie serca nie dawały jej spokoju.
Nie chciała umierać.
Powtarzała to sobie w głowie jak obłąkana.
Po tylu księżycach, gdy lata młodości minęły, zdawała sobie sprawę, że przestała rosnąć - teraz już tylko się starzała. Może nie była jeszcze w aż tak zaawansowanym wieku, ale śmierć czyhała za rogiem.
A za tą śmiercią stały potwory, czekające by ją pożreć.
Uświadomiła sobie, co się z nią stanie, jeśli trafi do Mrocznej Puszczy. Nie będzie ratunku. Nikt jej nie pomoże. Nie mogła przecież uciekać w nieskończoność. Jeśli Piaskowa Gwiazda będzie chciała ją dorwać, to zrobi to bez problemu. Tak jak zrobiła z mamą. Z Zającem. Z Wilczą. Z Gliną. Ze wszystkimi, których kiedykolwiek kochała i na których kiedykolwiek jej zależało.
Klanie Gwiazdy.
Żałowała błędów swojej młodości. Popełniła dużo zbrodni dla dobrych celów, a to wszystko okazało się tylko jedną wielką iluzją. Kłamstwem. Żałosną próbą, która nie mogła się powieść.
Dlaczego ze wszystkich kotów, musiało to spotkać akurat ją?
Nie potrafiła się uspokoić. Czuła tylko szalone bicie własnego serca. Tylko zapach jej własnego strachu.
Jastrząb miał rację.
Nie miała żadnych szans z czymś, co należało do zaświatów. Jedyne, co mogła zrobić, by uratować siebie i bliskich to siedzieć na dupie i zgodzić się na każdy warunek postawiony przez Piasek. Ale na to było już za późno. Za późno na zgodę. Nie było zgody. Nigdy nie będzie między nimi pokoju. Zdawała sobie z tego sprawę. Ona też nigdy jej nie wybaczy. Będą toczyć ze sobą walkę, dopóki jedna z nich się nie złamie. I w najgorszym wypadku będzie to Kamień. Nie chciała o tym nawet myśleć, ale umysł nie pozwalał jej zapomnieć. Jedynym sposobem, by jakkolwiek zmniejszyć swoje cierpienie, było trzymanie się Jastrzębia. Był chory. Uzależniony od niej. Był psychopatą i traktował ją jak własną marionetkę. Wiedziała o tym. Ale nie pozwoliłby jej zabić. Ale tylko jej. Bliscy wciąż byli narażeni.
Zmusiła się do zamknięcia oczu. Klan Gwiazdy wygrał. Mroczna Puszcza została osłabiona. Czy miała się czego martwić? Może w tej chwili dusze nie miały już jak jej skrzywdzić?
Dopiero, gdy nastał jasny świt, liderka po nieprzestanej nocy wstała, by kontynuować podróż. Odrzuciła wszystkie swoje zmartwienia na bok. Miała ważniejsze rzeczy na głowie. Zimny i zdeterminowany wyraz pyska znów wrócił na jej twarz, starając się stłumić wszelkie wątpliwości i wziąć na barki kolejny dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz