Śnieg już spadł, a Wilk osiągnął już dwie i pół księżyca. Słońce zapadło dość szybko, ale jest wystarczająco jasno, by móc wyjść na dwór.
— Czy tym razem mogę wyjść? — zapytał, na co Drżący Oddech z niechęcią kiwnęła głową. Od razu po kilku susach, kociak trafił na zewnątrz. Biały puch marzł jego małe łapki, a na futro spadały równie małe niby gwiazdki. Z daleka szarak zauważył tylko jak inne kociaki ganiają się po śniegu, bawią się w polowanie zwerzyną oraz w zabawę o liderach klanów... Jednakże jego wzrok natychmiast utknął gdzie indziej. Wiele kotów zabraniało mu tego, oraz każdy wiedział, że w pewnym momencie prędzej czy później tego dokona. Ale... Czemu nikt nie wiedział, że chce akurat teraz? Dzisiaj? Tego chyba nie da się rozwiązać. Każdy z wojowników miał jakieś zajęcie, więc Wilk miał okazję, by zobaczyć więcej. Rozejrzał się, by nie trafić na żadną osobę nie połączoną z nim krwią i zaraz wybiegł z obozu. Nie było aż tak źle, ponieważ miał długie futro. Co jak co, ale nie zmieniało to tego, iż kociak nadal jest mały i jest... Kociakiem. Mały rozpędził się, wzbijając w powietrze trochę lodowatych, białych płatków. Pora Nagich Drzew to pierwsza pora roku, jaką kociak widział, i jeszcze długo nie zobaczy, dlatego więc się nią cieszył. Po jakże długiej wycieczce, trafił do jakiejś... Jakiegoś strumienia? Idąc wzdłuż rzeki, kot Klanu Burzy zauważył gigantyczne, lekko ośnieżone drzewo, które o dziwo leżało, zamiast stać. Kompletnie jakby był śpiący, i urwał sobie drzemkę. On zaś postanowił do niego podejść, co nie było problemem, bo rzeka była zamarźnięta. Nagle spadający z góry śnieg stał się silniejszy i szybszy.
— C-co się dzieje?! — kociak wymruczał, ze strachu próbując chować się pod Wielkim Drzewem. Ale na próżno. Kotek był o krok od bycia pokonanym przez złowieczą zaspę prosto z Srebrnej Skóry. Po chwili usłyszał jakiś głos, mówiący aby się schował w środku drzewa, poczym zaczął energicznie biegać wokół drzewa, aby znaleść w nim dziurę. Całe szczęście udało mu się. Szary kociak schował się przed coraz to groźniejszą zamiecią. Z daleka zauważył trzy dorosłe koty, w tym jednego jakby panikującego. Śnieg padał tak szybko, że kociak nie mogł ich rozpoznać ani usłyszeć. Wyglądało na to, że to patrol, i to dość dziwny. Po wielu uderzeniach serca, koty zbliżyły się. Może nie wprost na niego, ale dało się ich już usłyszeć.
— Uspokój się, Drżący Oddechu, napewno go znajdziemy. — powiedział jakiś drżący głos.
— Biedny Wilczek! Pewnie go jakiś borsuk go pożarł! A-albo zasypał go śnieg! — wymruczał inny głos. Z tym ostatnim kociak by się zgodził. Ale zaraz... Drżący Oddech? Jego mama! Jego matka go szukała! Wilk szybko wybiegł z dziury, przebiegając ponownie przez lód który już prawie się pod nim załamywał. Wkońcu poznał wszystkie koty. Poza nią poszedł Orli Trzepot, który był jego ojcem oraz Fiołkowa Bryza, która prawdopodobnie dołączyła do poszukiwań po to, by poznać szaraka bliżej. Koty nie potrafiły wyrazić słowami szczęścia jakie doznali po odnalezieniu kociaka. Poza tym, zaraz zaczeli mu mówić, iż nie może więcej uciekać z obozu.
~•~
Wilk siedział teraz w żłobku, zanudzany wymywaniem przez matkę. Patrzył tylko jak Zajączek po tej burzy śnieżnej spokojnie mogła się bawić na dworze, gdy on przesiadywał w żłobku swoją karę. Tylko jest jeszcze jedno... Kto powiedział mu, by schował się w Wielkim Drzewie? Wkońcu nie było tam nikogo, a jednak był ktoś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz