Z samego ranka, dwa dni po spotkaniu partnerki liderki, postanowiłem samodzielnie przynieść (przyszywanej, ale jednak) mamusi jedzenie. Zebrałem informacje o miejscu przechowywania zwierzyny, po czym, gdy Kora zajęła się ściułaniem legowisk dla kociąt. Wilczek i Zajączek niedawno do nas dołączyli. Cudowne kociaki! A Wilczek jest taki puszysty! Siostrzyczka go kocha po prostu, a ja zazdroszczę mu futerka.
Tak więc, gdy Kora przygotowywała im legowiska, ja wyszedłem na świeże, wiosenne powietrze. Ah, cudownie że w końcu Pora Nagich Drzew się skończyła, no bo ile można? Tyle marznąć w tym śniegu, który wciąż gdzieniegdzie leży. Stanąłem przy małym kwiatku i powąchałem go. Ładnie pachniał, zresztą jak całe tereny naszego klanu. Muszę to powiedzieć liderce! Ucieszy się!
Z uśmiechem na pyszczku obróciłem łebek i skierowałem w stronę obozu, gdzie jest stosik z jedzeniem. Oczywiście, gdy tylko poczułem się wolny, moje drogie rodzeństwo musiało się napatoczyć! Czy ja się od nich nie uwolnie? Chociaż na chwilę? Przecież to jest jednoosobowa misja!
- Braciszku! - Zawołała głośno Niezapominajka. - A gdzie to bez nas idziesz?
Słowo daję, że w tym momencie chciałem odbiec od nich. To był mój pomysł, nie ich, dlaczego mają iść ze mną?
- N-nigdzie. Przejść się. - Mruknąłem, nie patrząc na obóz.
- Aj, nie umiesz kłamać - odparł z lekkim przekąsem Szuwarek.
- Dziwne, że wyszedłeś sam z siebie - odparowałem mu.
- Huh? Ja? Nigdy, to ona - pokazał głową na liliową, która deptała trawę wokół jakiś kwiatów polnych.
- Co ja? Wcale nie! Po prostu...Braciszek nie może sam chodzić bo coś mu będzie, o! - Sapnęła.
Westchnąłem, postanawiając ich zostawić. Bez słowa ruszyłem ku obozowi, a oni jak muchy pobiegli za mną. Wszedłem do środka, bardzo cicho, a dwie futrzaste kulki krok w krok po mnie, dosłownie, Niezapominajka to szła po moich śladach, które zostawiłem na wilgotnej ziemi.
- Wr, czemu za mną idziecie? - Miauknąłem cicho, bo dużo wojowników wciąż spało, lub po prostu odpoczywali. Nie chciałem im przeszkadzać.
- Mówiłam, lepiej ty powiedz. - Mruknęła liliowa.
- Chciałem...tylko przynieść mamie jakąś myszkę, w końcu nie ma ostatnio czasu bo są nowe kocięta no i... - Zacząłem mówić, szukając wzrokiem mojego celu. Gdzieś w tle Niezapominajka pochwaliła mój pomysł i mówiła coś, że jestem super synem, ale ja myślałem już, które zwierzątko wezmę mamie.
Nasze trzy ciała otoczyły z każdej strony stosik, a każde zaczęło szukać tej idealnej piszczki. A końcu uznali, że oni też przyniosą Korze, ale powiedzą, iż to mój pomysł.
W jednej chwili postanowiliśmy wyjąć upatrzone myszy, czego skutkiem było rozrzucenie pozostałych.
- No i co zrobiłaś? Widzisz ten bałagan? - Jęknąłem zawiedziony, z obawą że jakiś straszny wojownik na nas nakrzyczy.
- Hej, ty też miałeś w tym swój udział - obroniła się.
- Oboje jesteście siebie warci, ja nie zamierzam tego sprzątać. - Burknął Szuwarek.
- Ale to ona wyciągnęła Piszczkę z samego dołu! - Mruknąłem błagalnie. - Jeju...
Pochyliliśmy się nad naszym problemem, kiedy to usłyszałem poważny, lecz trochę zaspany głos:
- Wasze krzyki obudziły by umarłych - stęknęła liderka - Co zbroiliście? A tego zajmie wieki...
Jak na zawołanie zrobiło mi się smutno i głupio. Ciernista ma rację, mogłem poczekać, aż oni wyjmą swoje...ale z drugiej strony gdyby za mną nie szli to by teraz nie było! Komu ja się tłumaczę? Jako ich brat i pomysłodawca, wymyśliłem rozwiązanie.
- Ja posprzątam, wy zanieście mamie śniadanie. - Zarządziłem.
- Czemu? - zapytała liliowa.
- Okej. - Mruknął brat, po czym wziął jedną z dużych piszczek i pociągnął córkę Księżyców za ogon. Niechętnie, posyłając mi przepraszające spojrzenie, podążyła za Szuwarkiem.
Spojrzałem na moje zadanie. Od razu uznałem, że podzielę sobie zdobycze na myszki i zające. Najpierw te duże, a obok ułożę małe, żeby nikomu już nie rozsypało się...A później...
- Poważnie? - Zapytała starsza kotka. - Sam to sprzątniesz?
- Jako przyszły wojownik muszę brać odpowiedzialność za moje decyzje - powiedziałem. Usłyszałem coś podobnego, gdy Deszczowy Poranek nas odwiedził, tylko, że on nie mówił o "przyszłym wojowniku". Rozmawiał z Korą, nie wiem o czym, ale za coś miał wziąć odpowiedzialność.
Bura kotka pokiwała głową. Nie odezwała się od razu, a ja za to zacząłem układać myszy. Było ich dużo, bo były malutkie. Mijało parę uderzeń serca, później następne.
- Wiesz co, pomogę ci - postanowiła liderka.
- Nie, proszę nie. - Zaprotestowałem, a gdy dotarło do mnie, do kogo to powiedziałem, zamarłem w bezruchu. Moje serce zaczęło szybciej bić ze stresu, to przecież sama liderka Klanu Burzy! Ona może robić co chce, a jakiś kociak nie mógłby jej zabraniać...Ale się wygłupiłem.
- Słuchaj, jeśli ktoś ci proponuje pomoc, przyjmij ją. To nie będzie żadna zmaza na honorze, każdy potrzebuje czasem pomocy. - Wyjaśniła, a jej słowa chłonąłem jak gąbka wodę. Była bardzo mądra!
- Umm... - Mruknąłem, gdy ta bez ogródek zaczęła układać wraz ze mną myszy. - Jak to jest być mądrym?
Odłożyła zwierzynę na mały stosik, a ja nosiłem zajace, które zresztą były takie duże!
- Chciałbym takiego kiedyś upolować - Mruknąłem w międzyczasie, kiedy bura zastanawiała się nad odpowiedzią.
<Cierniu? Ale cię załatwiłXD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz