Kocica czuła się tak, jakby jej łapy zaczęły boleśnie puszczać korzenie, wbijając ją w ziemię. Nie oczekiwała kiedykolwiek usłyszeć tego pytania z ust kotki. Jasne, każdy byłby zainteresowany tym, skąd pochodzi, jednak bura nie spodziewała się takiej bezpośredności, a już tym bardziej w jej młodym wieku. Cierń westchnęła, patrząc w poważne, zielone oczy, które równie dobrze mogła odziedziczyć po niej. To czysta spekulacja. Pamiętaj. Tylko spekulacja upomniała się w myślach. Lubiła tę koteczkę, ale czuła ból za każdym razem, gdy na nią patrzyła. Przypominała sobie ten zapach, tak dokładny i głęboki, jakby Księżycowy Płatek stała tuż obok niej. Jednak równie dobrze mogło to być urojenie przerażonej, stęsknionej matki, którą ciągle gdzieś w środku była, prawda? Może i rana sprzed sześciu księżyców się zasklepiła, a ona nauczyła się z tym żyć, ale wciąż pozostawała blizna, której nie umiała się pozbyć. A owa blizna pulsowała okropnym bólem w takich momentach, jak ten.
— Może nie stójmy w centrum obozu? Chodź — rzuciła pospiesznie, trochę nerwowo, kierując się do wyjścia. W powietrzu panowała cisza tak gęsta, że jej pazury z powodzeniem mogłyby ją przeciąć, natomiast w gardle kocicy buzowało napięcie. Co powinna jej powiedzieć? I ile? Czy powinna przedstawić się, jako marnotrawna babcia, która boi się patrzeć w oczy swojej domniemanej wnuczki? A może nie powinna w ogóle nic mówić? Ale skoro tak, to pewnie powiedziałaby to w obozie. Teraz za późno na wymówki. Zresztą, wymówki nie były w jej stylu. Ale nie mogła, nie była w stanie jej powiedzieć wszystkiego. Prócz bólu, powstrzymywał ją także paraliżujący strach, przed rozwianiem ostatniego cienia nadziei, że Nów żyje i ma się dobrze. Nie wyglądała teraz tak wesoło, jak zwykła przez ostatni księżyc, czy może dwa. Och, nie. Gdyby jej futro mogła zbladnąć, przypominałaby teraz śnieg, który ledwo co opuścił ich tereny!
Zimna krew. Pamiętaj o zachowaniu zimnej krwii.
— Tooo... powiesz mi, czy będziemy szły w tej niezręcznej ciszy? — zapytała ponaglająco liliowa. Ciernista Gwiazda przystanęła i usiadła na tyłku, a niewiele mniejsza od niej świeża uczennica poczyniła ten sam krok, co ona. Bura zaczerpnęła w płuca powietrza, odliczyła w myślach do trzech i wypuściła je.
— Znalazłam cię, szukając kogoś innego. Ważnej dla mnie osoby, która zniknęła bez śladu. Nikogo nie widziałam, ale poczułam coś. Pachniałaś dokładnie, jak ona — oznajmiła ze wręcz lodowatym tonem głosu, patrząc na nią poważnie. Koteczka zamrugała, po czym spojrzała w dół, a wzrok Ciernistej podążył za nią. Jej niewielka łapka kręciła się po ziemi, tworząc niewielką dziurę. Buraska myślała, że zadławi się powietrzem.
Dokładnie to samo robiła w jej wieku, kiedy się denerwowała.
Przestań! Dopowiadasz sobie!
Ale przecież... Nie tylko ona to czuła, prawda? Fiołek, Migotka, Brzoskwinia... Nie ona jedna czuła od niej woń Księżycowego Płatka! Nie mogła zwariować. Nie wariowała, prawda? Och, na Gwiezdnych, niech to nie będzie szaleństwo!
— Kim ona była? — pytanie nie brzmiało podobnie do Niezapominajki. Zdawała się stracić całą swoją brawurę. Cierń westchnęła. Musiała jej powiedzieć. Musiała.
— Kotka, którą pachniałaś, była moją córką — odparła, o wiele spokojniej, niż się spodziewała. Poruszająca się nerwowo łapa zastygła w bezruchu, sprawiając wrażenie, jakby cały świat nagle stanął, zszokowany informacją, jaka wypłynęła z pyska przywódczyni.
<Niezapominajka?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz