Buraska spojrzała na niego krótko, wdychając nosem chłodne, rześkie powietrze. Właściwie, to spodziewała się, że o to zapyta. Pytał o wszystko, więc tak widoczny element na pewno wzbudził jego ciekawość.
— Nie, myślę, że nie o to chodziło. Klan Burzy wie, że jestem coraz starsza i słabsza, to fakt. Myślę jednak, że zwyczajnie nie oczekiwali, że przydzielę sobie jeszcze jednego ucznia — wyjaśniła spokojnie, tak, jakby to nie było nic znaczącego. Bo dla niej nie było. Była doskonale świadoma swojej pozycji, którą zresztą potrafiła pokazać, jeśli tylko chciała. A wcale nie chciała. Niech każdy członek jej klanu myśli sobie o niej, co tylko chce, byleby czuł się tutaj dobrze i bezpiecznie.
— A... Dlaczego to zrobiłaś? Przez to, co mówiłem? — zdziwił się. Ciernista uśmiechnęła się delikatnie, tajemniczo, co tylko bardziej zaintrygowało świeżo upieczonego ucznia jej klanu. Cóż, biedaczek nie zdawał sobie jeszcze sprawy z jej sadystycznej natury i malutkich złośliwostek, które kochała serwować innym. Poznał tylko namiastkę. Ale spokojnie, mieli jeszcze wiele księżyców, aby odkrył, jak okrutnym śmieszkiem potrafiła być tam masa ciemnego futra.
— Cóż, odpowiedź na to pytanie... — zrobiła dramatyczną przerwę, aby przejść do kolejnej części zdania — zabiorę ze sobą na Srebrną Skórkę. A właśnie! Propo Srebrnej Skórki. Co o niej wiesz?
Kocurek zamrugał dwukrotnie, zdezorientowany brakiem odpowiedzi, której tak bardzo pragnął. Wybity z rytmu przechylił głowę, patrząc na liderkę, która w milczeniu oczekiwała odpowiedzi. Tylko... O co ona właściwie zapytała?
~*~
Parę wschodów słońca później miał miejsce ich kolejny trening. Tym razem pręguska miała zamiar skupić się na zmyśle węchu swojego ucznia, który był przecież kluczowym elementem polowania! Kocica i kocurek stali teraz na łące, zapełnionej soczystą, zieloną trawą i kolorowymi kwiatami, pachnącymi budzącym się do życia terenem klanu, w którym żyła od urodzenia. Przez moment, ignorując niebieskiego, wdychała tę woń, przymykając oczy. Tak, uznała to za świetny wstęp do lekcji.
— Przyjmij pozycję do skradania się — oznajmiła w końcu, obserwując uważnie dymnego. Ten posłusznie pochylił się, zniżając na łapach tak, że trawa łaskotała go w brzuszek i potrzebował całej swojej energii, aby się nie roześmiać. Sprawiało to też, że był o wiele mniej skupiony.
— Twoim dzisiejszym wyzwaniem będzie znalezienie mnie — oznajmiła krótko, w myślach jeszcze raz sprawdzając wszystkie elementy pozycji terminatora. Tak, chyba stał dobrze. Chociaż zdziwiony grymas na jego pyszczku psuł efekt, co nie satysfakcjonowało wybrednej mentorki.
— Myślałem, że gra w chowanego jest dla kociąt... — mruknął. Ciernista pokręciła głową.
— Nie gramy w chowanego, głuptasie. Ćwiczymy twój węch. Będziesz musiał zamknąć oczy i patrzeć nosem, aby mnie odnaleźć — wytłumaczyła po krótce, wprowadzając go w jeszcze większą konsternację.
— Ale czemu miałbym patrzeć nosem, skoro mogę oczami? — zapytał, przechylając głowę. Ciernista przewróciła swoimi zielonymi gałkami.
— Nigdy nie wiesz, co cię czeka. Takie ćwiczenie może ci kiedyś uratować tyłek. Albo lepiej poznać swoje zmysły i to, jak działają. No, już, powieki w dół, a ja znikam — ponagliła. Uczeń posłusznie zamknął oczy, a Cierń uśmiechnęła się. — W porządku. Jeśli je otworzysz przed znalezieniem mnie, urwę ci ogon — zagroziła uprzejmie, po czym kazała mu policzyć do trzydziestu, a sama dyskretnie się wycofała. Nie odeszła wcale tak daleko. Doskonale widziała, jego sylwetkę. Tyle jednak wystarczyło. Obserwowała, jak uczeń szuka jej, z zamkniętymi oczami.
<Mokry?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz