BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

27 lipca 2019

Od Sroczego Żaru CD Mglistej Ścieżki

Sroka nie spodziewała się aż tak szybkiego mianowania rywalki. W sumie szkoda, bo już nie będzie mogła się nad nią tak wywyższać. Usiadła obok Zimorodkowe Pieśni i Koziej Łapy. Wszystkie koty spojrzały się w stronę Lisiej Gwiazdy, który przywołał Mgiełkę do siebie i rozpoczął mianowanie. Po zakończeniu ceremonii kotka podbiegła do Mglistej Ścieżki. Ta na widok kotki wypięła dumnie pierś i rzuciła jej zdegustowane spojrzenie.
— Pchełka, tak? — zapytała, podnosząc zadziornie brodę do góry. — Najwidoczniej nie jestem taką pchłą, skoro lider tak szybko mnie mianował!
Sroczy spojrzała na nią rozbawiona, powstrzymując się od parsknięcia. Została wojowniczką i już myśli, że jest od niej lepsza? Oj, jeszcze zobaczy na co ją stać.
— Hmm... — mruknęła i obeszła srebrną do około uważnie jej się przyglądając. — Może faktycznie pchłą nie jesteś... Ale chrząszczem? O no nawet! — odgryzła się, sprzedając srebrnej kuśtańca w bok.
Ta machnęła zdenerwowana ogon i otworzyła pysk, by odpowiedzieć coś na zaczepki niebieskiej, jednak powstrzymała się, widząc, że Gronostajowy Krok pilnie się jej przygląda. Ugryzła się w język i mruknęła coś pod nosem. Dla Sroki był to jasny przekaz. Będzie mogła jej dokuczać ile wlezie, a ta i tak jej nic nie zrobi. Uśmiechnęła się szyderczo. Ale się dziś zabawi.
— No co chrząszczu? Język w pysku zgubiłaś? Może sprawdzimy twoje umiejętności jako wojowniczki, co? — mruknęła niby od niechcenia. — Jak myślisz, czy chrząszcz ma szanse pokonać srokę?
Mglista Ścieżka zastrzygła uszami i spojrzała na nią zaciekawiona.
— Do czego zmierzasz?
Sroczy Żar wskoczyła na kamień, by spojrzeć na kotkę z góry. Przejechała pazurami po kamieniu, wywołując nieprzyjemny dźwięk. Widząc skrzywiony pysk Mgiełki, uśmiechnęła się dumna z siebie.
— Spotkajmy się jutro po wieczornym patrolu przy Przeprawie — burknęła, przyglądając się swoim pazurom. — Zobaczymy która z nas jest silniejszą wojowniczką... No chyba, że się cykasz? Cykasz się, co? — zadrwiła, widząc niepewną minę Mgiełki.
Świeżo upieczona wojowniczka potrząsnęła szybko łbem i tupnęła łapą.
— Ja cykać? No chyba ty! — rzuciła lekko zdenerwowana i podniosła się na tylnych łapach, by spojrzeć cętkowanej prosto w oczy.
Prawie dorównywała jej wzrostem, co niesamowicie zirytowało Srokę. Nawet ta gówniara ją przerosła. Wkurzona pachnęła kotkę w nos, sprawiając, że srebrna prawie się wywaliła. Mglista Ścieżka prychnęła na współklanowiczkę i wbiegła w tłum kotów. Gdy odeszła Sroczy Żar obserwowała jeszcze chwilę kotkę, aż ta dotarła do dawnej mentorki. Niech się nacieszy z bycia wojowniczką, póki jeszcze może. Niebieska zeskoczyła z kamienia i udała się w stronę legowiska wojowników. Miała nadzieję, że ten wkurzający chrząszcz będzie spał jak najdalej od niej.

<Mglista?>

Od Lisiej Gwiazdy CD Lawendowego Strumienia

Rudzielec przewrócił ślepiami, słysząc jojczenie jego partnerki. I co go to obchodziło, że ten żałosny samotnik jest ojcem tych bachorów. Bo co mu dała ta informacja? Nic. Zero. Null. Bo ani przez to nie miał przewagi nad innym klanem w czasie bitwy, ani nie było to żadną kartą przetargową. Ot zwykła, kolejna kotka, która poszła w krzaki z pierwszym lepszym samotnikiem. Odwrócił łeb, słysząc jak Lawenda pociąga nosem, zaś łzy spływały na ziemię.
- A, bo ty odpowiedzi chcesz - zakpił, przesuwając pazurami po ziemi - Nie obchodzi mnie to, czyje są te bachory. Mogą być nawet jakiegoś trupa. A teraz - zawarczał, kładąc uszy po sobie - Wynoś się z mojego legowiska! - dodał na koniec, strosząc futro na całym ciele.
Kocica pokiwała roztrzęsiona łbem, po czym wyszła, a on nareszcie miał spokój.
~*~
Tego dnia mianował Złamaną Łapę na Złamany Grzbiet, który mimo swojej niesprawności, nie mógł zostać pełnoprawnym wojownikiem, dlatego też Lis chlubnie nazwał go strażnikiem obozu. Rozmarynowa Łapa stała się Rozmarynowym Futrem. Zaś co do dzieci Zaskrońcowego Syku... kocica sama nalegała by jej młode zostały mianowane w wieku trzech księżyców. Mu było to nawet na rękę... a raczej łapę.
Oprawił więc ceremonię,w której kociaki stały się uczniami a na mentorów otrzymali Rubinowy Kamyk i Żurawinowe Bagno. Sam zaś po ceremonii udał się poza teren obozu, w poszukiwaniu jednego, konkretnego kota. Znalazł go bardzo szybko i nim Śniegus zdążył zorientować co się stało, leżał już martwy u jego łap z rozprutym brzuchem. Rudzielec wykrzywił pysk w okropnym uśmiechu, zlizując krew z łap oraz pyska.
- Lisia Gwiazdo! - zza pleców dobiegł go pisk, należący do nie kogo innego jak jego partnerki - Coś ty zrobił? - miauknęła przerażona. Rudy kocur wziął pysk ciało białasa w pysk, po czym wstał i podszedł do szylkretki.
- Zrywam z tobą - splunął, rzucając jej bezczelnie ciało Śniegusa pod łapy - A ty lepiej się zamknij i nikomu o tym nie mów, bo ty i twoje bachory skończycie tak, jak on - warknął na odchodnym.

< Lawendowy Strumieniu? >

Od Leszczyny

Tu normalnie byłoby opowiadanie o tym, że Leszczyna i Gągoł uciekli z domu, ruda przypominała sobie, jak to tam było w domu, a potem Leszczyna była niezadowolona z tego, że błoto przykleja jej się do łapek, a jej brat się nawet tym nie interesuje, i ona by się prawie na niego obraziła za to, że nie daje jej uwagi, ale przeszkodziłby jej w tym dźwięk w krzakach. Z tych krzaków wyszłaby Czereśnia, Oset i jeszcze ktoś, ale nie pamiętam kto i Leszczyna zaczęłaby tłumaczyć kim są itp, a Czereśnia by pytała o różne takie i inne, aż w końcu ruda kotka by zapytała, czy Czereśnia opowie o tym Klanie Lisa i czy mogą iść z nimi, bo są głodni. ALE ŻE CHOLERNE LISIE ŁAJNO ZWANE BLOGEREM JE WYPAROWAŁO, napisze tylko końcówkę, by Neko mogłaby mi odpisać Czereśnią.
- Dzień dobry. - przywitała się Leszczyna, widząc grupkę kotów. I chociaż nie wyglądali zbyt miło, kotka uznała, że nie ma się czego bać, bo przecież po co mieliby jej i Gągołowi robić krzywdę.
- Co robicie na terenach Klanu Lisa? - zapytała chłodno czarno-biała kotka, mierząc rodzeństwo wzrokiem. "Klanu? CO to Klan tak ogólnie? I oh, weszli na czyjeś tereny... nah, nadal nie mają powodu do skrzywdzenia mnie i mojego braciszka. Terenami można się podzielić, nie?"
- Więc ja jestem Leszczyna, a to mój brat, Gągoł. Jesteśmy tutaj, bo szukamy nowego domu. - przedstawiła ich ruda i prostując się pewnie, uniosła ogon ku górze. Gdy w jej główce znowu mignęło słowo "Klan", kotka usiadła przed kotami i uśmiechnęła się delikatnie. - O! I moglibyście nam opowiedzieć o tym...no, Klanie Lisa? Ładnie prosimy.

< Czereśnio? >

Leszczyna! (Samotnik > Klan Lisa)

Leszczyna | Klan Lisa


Od Miedzianej Iskry

Śmierć Borsuczej Gwiazdy mocno wstrząsnęła Miedzianą Iskrą. I chociaż, że sprawował władzę nad Klanem Wilka dłużej, niż płowa sama żyje na tym świecie, to i tak zdążyła się przywiązać do lidera. Nie przyznawała się do tego, ale nawet często zdarzało jej się uronić parę łez przed snem, na myśl o starym, dobrym Borsuku. No, ale wiedziała, że już nic nie może zrobić. W końcu trzeba będzie wrócić do zwykłego rytmu życia.
***
Liście już dawno zmieniły swoje kolory z zielonego, na odcienie żółci, pomarańczy i brązu, aby następnie odlecieć z gałęzi gdzieś na ziemię. Miedziana ostatnimi czasy bardzo upodobała sobie miejscówki wysoko w koronach w połowie ogołoconych drzew. Poruszanie się po nich nie sprawiało jej już żadnych trudności. No, może tylko ptaki trudniej się łapało z drzew.
I tym razem znowu siedziała na tym samym drzewie, w tym samym miejscu, na tej samej gałęzi. Leżała tak sobie po kolejnym nudnym, porannym patrolu, majtając zwisającym ogonem z boku na bok. Miała cichą nadzieję, że wydarzy się coś ciekawego. Na darmo. Zeskoczyła kilkoma zwinnymi susami i udała się na polowanie. Bo co innego zostało jej do roboty? Powtórzyła kilka mechanicznych czynności. Wytropić, zlokalizować, zabić. I tak już niebawem wracała do obozu z myszą, wiewiórką i wróblem. Będąc już na miejscu, odłożyła dwie piszczki na stos zwierzyny, a ostatnią - wróbla postanowiła zjeść. Usiadła nieopodal i zabrała się do spożycia posiłku.


Tak, wiem, to opowiadanie jest bardzo nudne. Podziwiam, jeśli ktoś doczytał do końca. (Co z tego że jest króciutkie)

Łabądek! (Samotnik)

Łabądek | Samotnik

Od Sroczego Żaru CD Niezapominajkowej Łapy (Niezapominajkowego Szlaku)

— Będę tęsknić, ale odwiedzę was jeszcze kiedyś! A jeśli będziesz chciała się spotkać wcześniej to róbmy spotkania tam gdzie są zgromadzenia! W końcu to najlepszy punkt spotkać. Więc do zobaczenia, tak? — rzekła siostra Zlepka z uśmiechem na mordce.
— Do zobaczenia — odparła z Sroka, kładąc pysk na barku Burzaka.
Pomimo jej gadulstwa i szaleństwa, na które Sroczy Żar zdecydowanie nie była gotowa, cętkowana polubiła kotkę. Zdecydowanie prowadzała życie i energię do obozu, której dawno tu nie było.

***

Zimny powiew wiatru targał futro kotki, powodując u niej dreszcze. Marzyła tylko by wrócić z do ciepłego posłania, jednak myśl, że może spotkać tam Zimorodkową Pieśń, skutecznie ją do tego zniechęcała. Cętkowana samotnie patrolowała granice swojego klanu, rozglądając się za jakąś zwierzyną. Powinna robić to z Jodłowym Brzaskiem i Cyprysowym Gąszczem, tak jak to wyznaczył Księżycowy Pył, jednak nie miała ochoty na towarzystwo dawnej mentorki. Wywinęła się im pod pretekstem zapolowania dla kociąt Zaskrońcowego Syku i pognała jak najdalej od córek dawnego lidera. Nie miała nic do Jodłowego Brzasku, wydawała się sympatyczną kotką, jednak sam widok mordy jej siostry przypominał Sroce o denerwującym treningu, który musiała znosić parę księżyców z zaciśniętymi zębami. Sroka zawędrowała do miejsca zgromadzenia, ciekawa jak wygląda teraz to miejsce. Wypalona trawa znikała powoli pod liśćmi drzew. Przechodząc koło Wielkiego Drzewa, dojrzała strumyk wydzielający granice pomiędzy Klanem Burzy, Wilka i Nocy. Sroczy Żar podeszła bliżej zaciekawiona, podczas zebrania była zbyt podekscytowana innymi klanami, a później ogniem, by go zauważyć. Potok różnił się od Miejscem, Gdzie Zachodzi Słońce. Nie pachniał solą, a woda spokojnie podążała z nurtem, zamiast tworzyć śmiercionośne fale. Kotka pomimo swej niechęci do wody przysiadła nad brzegiem.
Ciekawe czy wojownicy Klanu Nocy moczą tu łapy, by upolować te śliskie stworzenia, zwane rybami?
Ów zwierzyna przemknęła jej, jak na zawołanie, przed oczami, przebierając sprawnie płetwami w przezroczystej wodzie. Ryba była raczej niewielkich rozmiarów, wydawała się nie większa niż łapa Sroki. Jej szarawo-brązowe ubarwienie zlewało się z mulistym dnem strumyka. Kotkę aż kusiło by zamoczyć łapę w znienawidzonym płynie i upolować śmieszne stworzenie, jednak wiedziała nie mogła sobie pozwolić na kradzież zwierzyny. Do nosa wleciał jej znajomy odór Burzaków. Spanikowana Sroka wyskoczyła bezmyślnie w sitowie, przeklinając po chwili swą głupotę. Cała przemoczona i zdenerwowana czekała aż patrol w końcu odejdzie. Wytężyła wzrok, by przyjrzeć się tym królikojadom.
Kto wie, może uda jej się spotkać szwagierkę? 
Grupa składała się z trzech kotów, otyłej burej kluski, niskiej kotki, której brakowało z połowy futra i znajomej liliowej kulki, której nie zamykała się mordka. Sroka była niemal pewna, że miała przed sobą siostrę Zlepionej Łapy. Minęło już trochę od zgromadzenie, ale liliowa nie zmieniła się za bardzo, może trochę urosła. Sroczy Żar do dziś pamięta jak liliowa podeszła do nich na zgromadzeniu, już wtedy przewyższała ją o pół łba, a co będzie teraz? Wszystkie koty rosły z każdym księżycem w górę, aż do osiągnięcia dorosłości. Wszystkie prócz Sroczego Żaru, która zatrzymała się już będąc uczniem. Widząc jak patrol się zatrzymuje się i wpatruje w jej stronę od razu się otrząsnęła z myśli i przeklęła swą sytuację. Jak ona im to niby wyjaśni? Na pewno uznają, że ich szpiegowała! A co jeśli Niezapominajkowy Szlak ją znienawidzi?
— To na pewno kaczka, idźcie dalej zaraz dogonię — poinformowała swych towarzyszy Niezapominajka wyjątkowo zwięźle. — Sroczko? Wiem, że tam jesteś —  mruknęła rozbawiona do krzaka i weszła do strumienia. 
Sroczy Żar niepewnie wychyliła głowę z sitowia.
— Hej, N-niezapominajkowy Szlaku — zaczęła, nie wiedząc do końca do powiedzieć. — S-stęskniłam się za tobą? Co powiesz na jakiś b-babski wypad? — dodała, próbując jakoś wybrnąć z tej sytuacji.
Sroka miała ochotę skoczyć z klifu, słysząc co jąka do kotki, lecz czuła, że musi brnąć w to dalej. W końcu nie może się jej przyznać do próby kradzieży zwierzyny Klanu Nocy.

<Niezapominajko? Idziemy nad ten basen?>

Od Owczej Łapy CD Wilczego Serca

Kotka zamrugała dużymi, niebieskimi oczami, kiedy za dziwnie wyglądającym, chudym jak konar sosny kocurem, wysunęły się jeszcze dwie inne sylwetki, do których radośnie się wyszczerzyła, chcąc załagodzić możliwie zaistniałą, złą sytuacje. Na cale szczęście, wojownicy Klanu Wilka nie byli agresywni. Bo..po co mieliby być? Przecież Jemioła nie stanowiła żadnego zagrożenia! Słysząc ich śmiechy, co do wymiany zdań z Wilczym Serce, kicia nie spuszczała wzroku z kocurka, który to pierwszy się do niej odezwał od razu zalany falą przyjemnego głosu srebrzysto-niebieskiej Owieczki. Kto by się tego spodziewał? Na pewno nie koty z Klanu Wilka bo...widok pulchnej terminatorki, tka daleko od ziem własnego, nowego klanu był dość zabawny i niespotykany. A jednak! Wilk mógł poszczycić się takim, a nie innym wyjątkowym widokiem.
— A może jeszcze oprowadzić cię po terenach Wilka, ugościć w obozie piszczkami i odprowadzić pod eskortą najlepszych wojowników?
— Zbyteczna troska, kwiatuszku, wystarczy że sam mnie zaprowadzisz. Z obiadem sobie poradzę. — zapewniła, kontynuując wesoły uśmiech, przyprawiając pozostałych gapiów o powstrzymywanie się od śmiechu. Nie rozumiała tego trochę, w końcu...To bardzo miłe ze strony kocurka, że zaproponował jej aż tyle, jednak nie mogła wykorzystywać innego klanu w aż tylu celach! Samo zaprowadzenie jej w do granicy, którą zgubiła, było czymś za co na pewno się odwdzięczy. Nie ma bata! Jemioła należy zdecydowanie do tych słownych i...w dobrym sensie pamiętliwych kotek. Sumiennie zapamiętywała wszystko, co powinna. A przynajmniej się starała to robić. Dałaby sobie ogon poszczypać, że Szakłakowy Cień mówił jej coś o nieoddalaniu się od obozu - tak samo Rybi Ogon.
— Dlaczego to zawsze mi przytrafiają się takie rzeczy? — pomyślał, a na głos wojownik, wywracając przy tym jednoznacznie oczami. Chociaż i tego gestu kotka źle nie odebrała. Może miał taką potrzeba? Kto wie! Tajemnie innych kotów nigdy nie były czymś, na czym znała się świeżo mianowana terminatorka. Tym bardziej, że te dzikie koty były zupełnie inne od tych, które znała na podwórku i ogrodzie. Właściwie tu WSZYSTKO było inne niż tylko pamiętała. Drzewa, zapach, teren, trawa...Nawet myszy zdawały się zupełnie inne. Znacznie szybsze, może smaczniejsze? Nigdy nie jadła tych co przepędzała z okolic swojego ogródka. Nie lubiła ich zabijać! A teraz proszę, stanowiły większość jej diety co był dość...straszne? Można powiedzieć, że jakkolwiek się do nich przyzwyczaiła, jednak i tak gdzieś wewnątrz siebie miała lekkie opory. Dlatego też na stosie zazwyczaj wyłapywała drobne ryby czy inne ptaki. Wyrywanie piór i skubanie łusek było dla niej czymś, co mogła nazwać odstresowującym zajęciem. O ile w ogóle można powiedzieć, by ta ostoja się czymkolwiek stresowała!
— Chodź, pokażę ci drogę. Miejmy to już za sobą…
— Naprawdę bardzo, bardzo dziękuje! Słoneczko, jesteś kochany — uniosła wysoko ogon, pomrukując z zadowolenia, przyprawiając swojego towarzysza najpewniej o mdłości, od nadmiaru tej słodyczy i czystej formy życzliwości. Do tego..czekaj, ona podziękowała?? Dlaczego ta kotka wciąż się uśmiechała? Mimo, że EWIDENTNIE starał się być dla niej złośliwy. Może naprawdę jest głupia? Co też za koty przyjmuje do klanu Żwirowa Gwiazda. Szary kocur, imieniem Wilcze Serce trzepnął ogonem i po rzuceniu krótkiego komunikatu do pozostałych członków jego klanu, ruszył w stronę, gdzie powinna znajdować się granica z Klanem Nocy. To właśnie tam miał zabrać niebieskooką, pulchną kotkę nie rozumiejącą ani sarkazmu, ani złośliwości. No i jak on miał w ogóle jej dopiec? Nim się obejrzeli, patrol się oddalił, wracając do swoich czynności, chichocząc między sobą i obgadując zaistniałą sytuacje. Biedny Wilk natomiast tak jak obiecał, ruszył aby odprowadzić terminatorkę na swoje miejsce, nim coś jeszcze głupszego nasunie jej się na myśl niż samotne zwiedzanie pozostałych włości. Niezbyt interesował się tempem jakie narzucił, a było ono naturalne - szkoda, że nie dla Jemioły.Minęło sporo czasu odkąd opuściła domostwo i zarówno Puszka jak i Pstrągowy Pysk dziwnie szybko chodziły, przyprawiając młodziutką o napady zadyszki. Tak, zdecydowanie powinna zmniejszyć porcje piszczek! Jednak, czy to cokolwiek w ogóle da?
— Zwolniłbyś troszkę?
— A co? Już ci ciężko? — uśmiechnął się złośliwie, na co kotka pokręciła jedynie łbem i zachichotała pod nosem. Ciężko? Jej od samego pobytu tutaj jest ciężko! Te dzikie koty mają chyba kondycje ze stali. Skaczą, biegają, biją się...bez większego widocznego zmęczenia! To przerażające. Przecież Jemioła ledwo tu dołączyła, nie miała w małym pazurze wszystkich tych umiejętności - chociażby starała się, dwoiła i troiła nigdy nie osiągnie takiej szybkości jak koty urodzone w lesie. A...przynajmniej tak sobie wmawiała. Ze swoją wagą i masą? Prędzej wyprzedzi ją mysz, niż ta się tak rozpędzi!
— Tak, nie mam takich chudych łap jak ty kochaniutki
— ... W takim tempie prędzej schudniesz niż dojdziemy do granicy!
— Od jojczenia jeszcze nikt nie schudł słońce, ale możesz próbować dalej. Może na mnie się uda? — zachichotała rozbawiona. Nigdy nie przeszkadzała jej własna waga. Bo...czemu miałaby? Uwielbiała sobie taką, jaką była i cóż...Na ten moment nawet nie chciała tego zmieniać.
— Ty mi się nie przedstawiłeś, jak masz na imię? Wiesz, będziemy szli jakiś kawałek, warto chociaż o czymś pogadać a nie tak w ciszy iść! Chociaż...nie idziemy w takiej całkowitej, bo coś mówię ale rozumiesz o co mi chodzi prawda?? — zaświergotała, człapiąc u jego boku, starając się jakoś zrównać z nim swój krok. Na osty i ciernie, to niewykonalne! Czemu matka natura obdarowała ją takimi łapami?

<Wilcze Serce? Obiecany odpis! Wybacz, że tak długo ;^^;>

Od Wilczego Serca CD Owczej Łapy

Postanowił naprawić swój błąd i porozmawiać z Borsukiem. Lider okazał mu dużo zrozumienia (Wilcze Serce ze smutkiem patrzył na jego posiwiały pysk i zbyt szczupłą sylwetkę) i zaproponował, żeby kocur częściej wybierał się na patrole. W ten sposób, jeśli tylko nie zostanie przydzielony z burą (a o to lider dyskretnie miał zadbać), łatwiej będzie mu jej unikać.

Tym sposobem, razem z dawnym mentorem i Nocną Burzą znalazł się blisko Wielkiego Drzewa. Mijając granicę z Klanem Klifu wytężył uwagę. Nie, żeby miał nadzieję, że spotka niebieską kotkę, po prostu był ciekawy, czy nie ma jej w okolicy… Oczywiście nie było i kocur śmiał się z siebie, wymyślając od sentymentalnych głupców. Tak dotarł w okolice Wielkiego Drzewa. Pozostałe dwa koty niemal cały czas rozmawiały, on odburkiwał im tylko monosylabami.
Do ich nosów dotarł zapach kota. Dlaczego on musiał mieć zawsze takie szczęście? Dziwnym trafem ostatnio wszyscy wymyślili sobie, że będą naruszać granice jego terytorium…
Podążyli za wonią i już niedługo usłyszał kroki. Przed nimi, dosyć beztrosko, wędrowała puchata srebrzysto-biała kula futra. Wilcze Serce szybko doszedł do wniosku, że kotka nie ma pojęcia, co robi. Wędrowała, próbując nadać pozory, że wie dokąd, w rzeczywistości kręciła się w kółko. Wyglądała wyjątkowo zabawnie.
- Co robimy? - spytał Płomienisty.
Kocur tylko uśmiechnął się złośliwie. Postanowił zagadać do kotki. W zwyczajowy, złośliwy sposób.
- Wydawało mi się, że kocice w ciąży powinny leżeć w kociarni, a nie naruszać klanowe granice. - Co jak co, ale bez jedzenia byłaby w stanie wytrzymać pewnie cały księżyc, jak nie więcej. Dla pozoru nastroszył sierść, wychodząc zza krzaków.
— Nie jestem w ciąży kwiatuszku! - kotka zaśmiała się melodyjnym głosem. - Mam troszkę ciałka, jednak nie przeszkadza mi to. Mogłabym mieć kocięta, oj tak! Kocięta są urocze, nieprawdaż?
Cudownie. Kotka nierozumiejąca ironii. Swoją drogą, czy ona właśnie nazwała go ,,kwiatuszkiem”?
Przestał się jeżyć, rozbawiony. Pachniała Klanem Nocy, ale dało wyczuć się jeszcze woń samotnika. Musiała być tu nowa…
Wykorzystała jego rozkojarzenie, żeby zacząć mówić:
- Jestem Je...Osz kurde belka! Owcza Łapa i...chyba się zgubiłam. Mógłbyś mi słoneczko powiedzieć, gdzie jestem i jak szybko dojść na tereny Klanu Nocy?
Nie mylił się. Uczniem pewnie też została niedawno, skoro dalej nie przyzwyczaiła się do nowego imienia. Posłała mu promienny uśmiech.
Usłyszał cichy chichot. Zza krzaka wyszła reszta patrolu. Odzyskał fason i odpowiedział najpaskudniejszym uśmiechem, na jaki było go stać.
- A może jeszcze oprowadzić cię po terenach Wilka, ugościć w obozie piszczkami i odprowadzić pod eskortą najlepszych wojowników?
- Zbyteczna troska, kwiatuszku, wystarczy że sam mnie zaprowadzisz. Z obiadem sobie poradzę. - Dalej się uśmiechała.
Miał ochotę się roześmiać. Czy ona naprawdę była taka głupia czy tylko udawała?
- Swoją drogą, wszystko w porządku? Wyglądasz jakbyś sam potrzebował porządnego posiłku - zmartwiła się.
Stojący za nim Płomienisty i Nocna Burza ledwo powstrzymywali się od śmiechu. Westchnął tylko.
- Dlaczego to zawsze mi przytrafiają się takie rzeczy? - pomyślał, a na głos dodał - Chodź, pokażę ci drogę. Miejmy to już za sobą…
- Dokończcie patrol beze mnie - rzucił na pożegnanie do kompanów.

<Jemiołko? Opowiadanie zaginione w akcji>

24 lipca 2019

Od Mglistej Ścieżki CD Zimorodkowej Pieśni

Kotka przekrzywiła łebek.
-Dlatego nigdy nie chce mieć partnera.-powiedziała niebieska to do siebie to do Koziej Nóżki.-Spróbuj się nie przejmować. Pewno dostała czegoś w rodzaju focha bo nie może polować.-powiedziała pół żartem.
-Może-zaśmiał się cicho po chwili ruszając do sterty zwierzyny i wracając do żłobka z najpulchniejszą myszą. Mglista Ścieżka pokręciła głową z niedowierzaniem stworzonym przez zaangażowanie kocura.

-Skip Time-

Kotka właśnie wracała z patrolu myśliwskiego rozmawiając z Żurawinowym Bagnem.
-Bardzo dobrze polujesz-powiedziała przez trzymane piszczki do liliowego kocura.
-Dzięki ty też.-odparł.-Nie mogę się doczekać kociąt Śnieżnego Sopla.
-Ja też, na pewno będą przepiękne -miauknęła, Żurawinowe Bagno pokiwał głową i tak zakończyli rozmowę. Właśnie przekraczali wejście do obozu kiedy wpadli na grupę kotów.
-Co się dzieje?-zapytał dowódca patrolu w którym uczestniczyła Mglista Ścieżka. Żaden z kotów nie odpowiedział, tylko przepchnęły się dalej i zniknęły z pola widzenia niebieskiej. Wszyscy z patrolu myśliwskie weszły do środka i odłożyły zdobycze. Mglista Ścieżka natychmiast odbiegła do Zimorodkowej Pieśni.
-Co się dzieje?-zapytała z ogonem uniesionym wysoko do góry i uszami przygotowanymi do słuchania każdego słowa wojowniczki.
-Śnieżny Sopel i Kozia Nóżka zniknęli-powiedziała pointka. Puszysty ogon Mglistej Ścieżki zaczął opadać, a jej uszy leżały płasko na głowie.
-J-jak to?-jęknęła się nie dowierzając. Po chwili jednak dodała ze sztucznym uśmiechem.-Pewnie wyszli na chwilę...-miauknęła próbując przekonać samą siebie. ''To prawda... nie widziałam ich już wczoraj...'' pomyślała uświadamiając sobie rzeczywistość.
-Nie...-powiedziała współlokatorka.-Mglista Ścieżko ich naprawdę nie ma-miauknęła wojowniczka.
-Nie ma ich...-wpoiła sobie w końcu. Zimorodkowa Pieśń kiwnęła głową. ''Ale skoro uciekli to musieli mieć jakiś powód'' pomyślała.-Jaki mogli mieć powód?-zapytała to do siebie to do współlokatorki.

<Zimorodkowa Pieśń?>