༺═──────────────═༻
Wrzosowiska, wieczór,
pora opadających liści
༺═──────────────═༻
Liliowy wojownik wraz z szylkretowym stróżem został wybrany przez samego lidera do towarzyszenia starszemu w trakcie ważnego spotkania na Wrzosowiskach wraz z Zawodzącą Gwiazdą. Pręgowany wolałby teraz przebywać u boku partnerki, doglądając ją w czasie snu, w końcu już niedługo miała wydać na świat jego potomków! Już nie mógł się doczekać momentu, kiedy to będzie zajmować się kociętami, pomagając je wychować, nim te będą na tyle duże, aby wybrać drogę szkolenia. Owocniak liczył, że chociaż jedna z pociech wybierze ścieżkę wojownika niczym on, lecz nawet jeśli coś takiego nie będzie mieć miejsca, to i tak będzie wsparciem dla nich.
Jego rozmyślania nad nowymi członkami rodziny zostały przerwane przez słowa Czereśnia na widok dymnego lidera Klanu Burzy, z którym mieli sojusz.
— Witaj Zawodząca Gwiazdo.
Żółte ślepia skupiły się na trzech sylwetkach przed nimi. Pośrodku stał sam wyżej wymieniony, a po jego bokach biały kocur oraz szylkretowa kotka.
Skinął starszemu kocurowi głową.
— Dobrze Cię widzieć, Czereśnio — miauknął.
— Skoro się tu zjawiłeś, to zapewne dotarła do ciebie wiadomość o chęci spotkania — odparł, spoglądając kątem oka na Purpurę oraz Poziomka, których osobiście wybrał na to spotkanie. — Ostatnie księżyce w Owocowym Lesie były pełne zmian i wydarzeń, które nie pozwalały mi na wcześniejsze przekazanie Ci wieści, co wolałem zrobić osobiście.
Uniesiona brew oraz lekkie poruszenie końcówką ucha przez dymnego zdradzało jego zainteresowanie tematem, którego podjął się czekoladowy.
— Klan Burzy również miał łapy pełne roboty... Jak już oczywiście wiecie. O co chodzi?
— Parę księżyców temu nasz patrol znalazł na naszych terenach białą kotkę, która okazała się waszą medyczką. Od uzdrowicieli i jednego z wojowników wiem, że nosi miano Wełnistej Mszycy. Nie rozmawiałem z nią jeszcze o sposobie znalezienia się poza klanem, chcąc poczekać, aż nabierze pełni sił.
— Tak. To nasza medyczka... Zaginęła podczas pożaru — wydusił z siebie po paru uderzeniach serca, po czym zamilkł na kilka kolejnych. — Została wygnana z naszych terenów przez koty, przed którymi was ostrzegaliśmy... Jeśli wierzyć im na słowo. Nasze poszukiwania okazały się bezowocne. — Jego wąsy zadrżały. — Wszystko z nią dobrze? Była ranna?
— Podobno ledwo była w stanie utrzymać się na łapach o własnych siłach. Nasi uzdrowiciele stawali na wąsach, by pomóc jej w powrocie do zdrowia. Z tego, co się dowiedziałem, że już niedługo będzie mogła opuścić lecznicę i wrócić do rodzimego klanu, o ile tego zechce.
— Niech Klan Gwiazdy ma ją w opiece... — wymamrotał z pochyloną głową. — Dziękujemy. Jestem Wam niezmiernie wdzięczny. Możecie jej przekazać, że zawsze znajdzie się dla niej miejsce w szeregach Klanu Burzy; nie będziemy jednak trzymać tego przeciwko niej, jeśli zdecyduje się nie wracać do domu.
Na podziękowania Czereśnia jedynie skinął głową.
— Kiedy tylko uzdrowiciele uznają, że jest gotowa, by opuścić lecznicę, porozmawiam z nią. Chyba że wolisz osobiście z nią pomówić o jej decyzji, nie będzie to żadnym problemem dla nas, w końcu jesteśmy sojusznikami.
— Pozostawię jej tę decyzję — miauknął w końcu. — Nie chcę, aby czuła dodatkowy stres czy presję. Klan Burzy poniekąd ją zawiódł; nawet jeżeli będziemy się kłócić, czy to na pewno nasza wina. Niech spokojnie wraca do zdrowia.
— W takim razie przekaże ci niedługo wieści, może uda się przed zgromadzeniem — odparł. — Mam nadzieję, że Burzacy radzą sobie po pożarze i żadna tragedii was w najbliższym czasie nie spotka.
Skinął głową i uśmiechnął się delikatnie do rozmówcy.
— Dziękuję jeszcze raz — miauknął. — Dla Owocowego Lasu również życzę pomyślności. Proszę, przekaż moje pozdrowienia moim dzieciom oraz Purchawce.
— Oczywiście. Jeśli każde z was będzie chciało, to dostaniecie możliwość spotkania się na zgromadzeniu, nie widzę żadnych przeciwwskazań, by nie zabrać na nie Psianki, Modrogończyka oraz Purchawki.
— To samo tyczy się Milknącego Zewu czy Łzawej Łapy — odparł Burzak. — Nie chciałbym odbierać im relacji z drugą stroną rodziny.
Spotkanie samo w sobie nie było bardzo długie, lecz Purpura w niektórych momentach był w stanie zauważyć, jak albinos u boku lidera reaguje znacznie bardziej od Burzaczki po drugiej stronie Zawodzącej Gwiazdy. Kocur był tak samo śnieżnobiały, jak kotka, która była tematem ich rozmowy — może byli rodzeństwem. Liliowy nie wiedział, kim dla siebie są, lecz był pewnym, że kimś ważnym.
༺═──────────────═༻
Następnego dnia,
wczesne popołudnie,
pora opadających liści
༺═──────────────═༻
Żółtooki po porannym patrolu z Hiacyntem oraz Świergotkiem, skierował się do stosu ze zwierzyną, chcąc dołożyć dwie świeże piszczki z trzech, które udało mu się upolować, oraz by wybrać coś dla siebie do wspólnego posiłku z Kasztanką.
Zupełnie przez przypadek dostrzegł, jak czekoladowy kocur znika w dziupli uzdrowicieli, a tuż za nim jego dawna zastępczyni, która po niedawnych zmianach w Owocowym Lesie została jedną z radnych. Wojownik mógł jedynie się domyślać, iż Czereśnia będzie przekazywać zdrowiejącej kotce wieści na temat rozmowy z jej dawny liderem. To jednak nie stanowiło aż takiego źródła zainteresowania, więc liliowy po chwili odszedł z parą piszczek w pysku, chcąc spędzić czas z partnerką.
Wyleczeni: Figa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz