- Witaj Kukliku. - powiedziała Krucha.
- Cześć Krucha. Jak kocięta?- zapytał się jej mamy i podszedł jeszcze bliżej. Teraz mógł jej dotknąć! Zabić! Skrzywdzić! Przycisnęła się jeszcze bardziej do futra mamy. Była jedyną istotą, która mogła ją teraz ochronić.
- Wszystkie śpią, oprócz jednej. - Krucha trąciła ją nosem, co lekko ją uspokoiło. Wtedy zdała sobie sprawę, że w ten sposób kotka wskazywała kocię, które nie śpi. Łezki zaczęły jej się zbierać do oczu. Czy umrę tak wcześnie? Serduszko jej waliło bardzo szybko. Gdyby nie do, że mama była obok, z pewnością starałaby się gdzieś uciec. Na razie uciekła do futerka, przyciskając się do mamy tak, że prawie nic nie było z niej widać. Chciała się w niej ukryć.
- Której? Mogę się z nią pobawić? - zapytał kocur. W ocenie kocięcia miał on niebezpieczny głos. Wprawiło do jej małe ciałko w drżenie. Potrzebowała chwilki, żeby się uspokoić. Złapała za sutka i zaczęła pić mleko. Dobre. To zawsze ją będzie uspokajało.
- Migotka nie śpi. Jasne, że możesz, przecież nie będę ci zabraniała. - powiedziała. Kicia otworzyła buzię tak, że zaplamiła futerko mamy mlekiem. Krucha ot tak podawała ją temu kocurowi na pożarcie? Z zaskoczenia sutek jej wypadł z buzi. Zaczęła wylizywać futro mamy tam, gdzie ją zaplamiła. Nie chciała, żeby ta była brudna, a jeszcze bardziej nie chciała, żeby ta była zła na nią z tego powodu. Kocur podszedł tak, że mógł bez problemu wyciągnąć łapę i ją dotknąć. Leżała tuż obok mamy pyska, miała nadzieję, że ugryzie kocura, jeśli tylko się do niej zbliży. Mimo tego zapewnienia, jej ciałko nadal drżało. Kot wyciągnął do niej łapę, a mama go nie powtrzymała. Gwałtownie odwróciła główkę. Nie potrafiła zareagować inaczej, niż wydając z siebie dziki syk. Odsłoniła kiełki i próbowała warczeć, jednak była jeszcze malutka i nie potrafiła dobrze warczeć. Kocur z zaskoczeniem cofnął łapę. Poczuła język mamy. Wylizała jej mordkę po mleku, polizała po brzuszku, aby wszystko się tam ułożyło. Wytrzeszczyła na nią oczy z przerażenia i próbowała jej w ten sposób powiedzieć, że ten ktoś próbuje ją zabić.
- Co się stało? - zapytał.
- Może podszedłeś za gwałtownie i się przestraszyła. To w końcu jeszcze małe kocię. - powiedziała z czułością.
- To mogę ją? - zapytał. Nie potrafiła jeszcze zbyt dobrze oceniać emocji, ale ten ton według niej znaczył tyle, co podniecenie. Zinterpretowała też błędnie jego słowa. Czy mogę ją zjeść? Czy mogę ją zabić? Czy mogę ją skrzywdzić? Tylko takie pomysły przychodziły jej do główki. Udało jej się uciec na drugą stronę mamy. Natychmiast ukryła się w futerku. Miała nadzieję, że ton kot jej nie uśmierci… I dlaczego mama jej nie broni?
<Kuklik?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz