Wierzył, że jego syn trafił do Klanu Gwiazdy. Wcale nie był złym kotem. Był dobrym malcem. Jedynym kto zasługiwał na znalezienie się w Mrocznej Puszczy, była właśnie Zając. Pokręcił głową, odwracając się do niej, by widzieć ten przebrzydły pysk, który mówił tak okropne rzeczy.
— Ty trafisz do Mrocznej Puszczy, a nie twój brat. Tam nie ma kociąt. Nawet jeśli nic nie dokonał w życiu, to oznacza, że nie był zły. Wierzę, że jest z dziadkiem, gdzie jego miejsce. Ty za to... ciebie tam nikt nie zechce. Jesteś... zepsuta. Wadliwa — Skrzywił pysk. — Nienormalna, okrutna, sadystyczna. Zadajesz się z duchem z Miejsca, Gdzie Brak Gwiazd. To ty zasługujesz, by tam trafić! Ty! Ty demonie! — warknął z ogniem w oczach.
Wyszczerzyła zezłoszczona kły.
— Nie masz prawda tak o mnie mówić — warknęła. — W przeciwieństwie do ciebie robię coś dobrego dla klanu. Poluję więcej, niż sama jem, żeby dbać o innych. O tych, którzy zasługują na życie. Ty za to wypinasz się na nas dupą i lecisz do Burzaków wygadywać się z naszych problemów. Dobrze się czujesz, potworze? — syknęła, strosząc futro.
Jak ona mogła, jak ona śmiała?! Dał jej życie, a tak się mu odpłacała?! Nienawidził jej! Znów to uczucie, by pozbyć się jej raz na zawsze, go ogarnęło. Przecież wtedy pozbyłby się problemu! Nie musiałby znosić jej przytyków i przykrych słów. I tak pisana mu była Mroczna Puszcza. Wiedział, że tam trafi i nie spotka się z synem. On nie był w tak okropnym miejscu. Nie mógł. Klan Gwiazdy był litościwy dla takich malców.
— Również poluje! I do nikogo nie latam, pilnują mnie. Gdybym znów zdradził, nie skończyłoby się to dla mnie dobrze, więc pomyśl nim coś powiesz! — syknął. — Skoro nie chcę umrzeć, to jasne, że nie popełnię drugi raz tego samego błędu. Nie bierz mnie na litość. Dobrze wiemy, że to ty jesteś potworem, a nie ja. Chcesz mnie zniszczyć, zamordować wraz z tą swoją ukochaną mentorką — Również jego sierść się zjeżyła. — Nie dam wam się zabić. Nie jak Bezchmurne Niebo i Goździkowe Ziele. To wasza sprawka. Wiem to. Jesteście morderczyniami. Macie gdzieś życie swoich współklanowiczów. Wszyscy to wiedzą. Krucza jest stara, to kwestia czasu, aż trafi do starszyzny i poczuje się jak swoje ofiary. A ty... Ty zawodzisz naszą rodzinę, bo zamiast wziąć sprawy we własne łapy i pozbyć się prawdziwego problemu, skupiasz się na jakichś głupotach! — warknął.
Ah, czemu nie przejrzy na oczy? Mogłaby pozbyć się tej wrony... Ale oczywiście... To były tylko marzenia. Nie spełni ich. Nigdy. Dlaczego? Bo była taka sama jak czarna. Zepsuta...
Spojrzała na niego w oszołomieniu, wbijając pazury głębiej w ziemię.
— Ja jestem zawodem rodziny? — zaczęła łagodnie, choć jej sierść na karku drastycznie się nastroszyła. — Jakim prawem śmiesz mnie nazywać zawodem rodziny, kiedy jesteś tylko nic niewartym śmieciem? — Podniosła głos, mierząc go wściekłym spojrzeniem. — Zdradziłeś klan. Zostawiłeś mamę. Jesteś bezużytecznym brzemieniem, który ciągnie się za tym klanem jak smród za gównem. Mam wymieniać dalej, czy naprawdę jesteś aż tak tępy, by nie móc dojrzeć prawdy? W przeciwieństwie do ciebie zależy mi na innych. Zależy mi na tych, którzy dbają o dobro klanu. Nie jestem jak ty zwykłym egoistą, który dba jedynie o własny zad — syknęła z obrzydzeniem. — Nie mogę na ciebie czasem patrzeć, jesteś wielką kupą nieszczęścia.
Położył po sobie uszy. Te jej słowa... Miała rację. Dostrzegał to. Nie był już dawnym sobą. Tym silnym Pędzącym Wiatrem, który wyznawał podobne wartości co córka. Cały gniew z niego natychmiast uleciał, a głowa zwiesiła się smętnie. Jak dziwnie było czuć się z powrotem tak słaby! Przez chwilę mógł zasmakować siły, tej cudownej mocy, która go pchała do działania. A teraz? Wystarczyło tylko kilka słów, by strząsnąć go z tego stanu.
— To jak nie możesz na mnie patrzeć, to odejdź. Nie zawracaj mi głowy — miauknął — Żyj swoim życiem, a mnie zostaw w spokoju.
Niech odejdzie, niech go zostawi. On nie będzie nękał jej, a ona go. Będą żyć z dala od siebie, nie przyznając do bycia rodziną.
— Nie mogę — odparła natychmiastowo. — Nie mogę pozwolić na to, by takie wyrzutki społeczne panoszyły się w obrębie szanujących się wojowników. Najlepiej byś zrobił dla siebie i dla nas wszystkich, gdybyś po prostu odszedł.
No tak... Spodziewał się tych słow. Słyszał je praktycznie zawsze, gdy córka do niego podchodziła, kpiąc i nasyłając na niego Zajęczą Gwiazdę.
Wbił pazury w ziemię.
— J-ja też nie mogę. — wyznał cicho. — J-jak tak ci zależy na oczyszczeniu klanu, to zajmij się Zanikającym Echo. Ona nie może spać nawet w obozie, w przeciwieństwie do mnie. Czyli... czyli nie jestem aż tak na dnie jak sądzisz.
Tak. Nasyłał ją na siostrę Rudzika. Czy czuł z tego powodu poczucie winy, a może wstyd? Niezbyt. Zrobiłby wszystko, by ta go zostawiła w spokoju i znalazła sobie inną ofiarę. Miał jej po prostu dość.
Spojrzała na niego z pogardą, a z jej gardła wydobyło się ciche prychnięcie.
— Sam udowadniasz w tym momencie, że jesteś gorszy. Skoro daje radę żyć poza obozem, to oznacza, że dysponuje większą siłą od ciebie. Ty jesteś zwykłą sierotą, która sama by tam nie przetrwała. A Krucza Gwiazda woli mieć oko na tych prawdziwych zdrajców — dodała.
Położył po sobie uszy, wstając. Nie chciał dalej rozwodzić się z kotką na te tematy, bo wiedział, że jej nie przegada.
— Czas ruszać dalej — burknął tylko, odchodząc.
***
Krucza Gwiazda nie żyła! Normalnie nie mógł w to uwierzyć! Promieniał szczęściem mimo faktu, że stracił córkę i byłą partnerkę, bo wariatka zrzuciła je ze wzgórza. Gdyby nie te radosne wieści, pewnie ryczałby całe dnie, ale nie potrafił. Nie potrafił! Gdy tylko zdechła, zmasakrował jej zwłoki z miłą chęcią, czując satysfakcję, że ta wronia strawa wkopała się przez te swoje intrygi. Uwielbiał ten jej martwy wyraz pyska. Napawał się nim niczym wariat, przez co niektórzy zaczęli dziwnie na niego zerkać. Ale tak się cieszył! To było cudowne uczucie! Ta wolność, zrzucenie z barków tego cierpienia.
Teraz też szedł z wielkim uśmiechem, pozbawiony na dodatek swojej obstawy. Był... Wolny! Rudzik ich ocalił! Jego bohater! Tak bardzo mu był za to wdzięczny. Nie spodziewał się, że to on zada ostateczny cios. Na samą myśl o kocurze, wzbierała w nim duma. Teraz wszystko się zmieni na lepsze.
Zaśmiał się pod nosem, nie mogąc przestać. Nawet pojawienie się Zajęczej Łapy obok niego, nie sprawiło, że skulił się ze strachu, jak to miało miejsce ostatnimi czasy.
— Wygraliśmy — Posłał jej wyszczerz. — Już niedługo Rudzik cię wygna potworku.
<Zając?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz