Budowanie schronienia szły pełną parą. Dziwił się, jak każdy wiedział co robić, wykonując zadania bez szemrania, powodując że wszystko działało jak jeden organizm. Był świadkiem wyganiania nietoperzy, które mocno wbiły się w sklepienie, nie dając się w ogóle ruszyć. A jak już to piszczały, wylatywały i wracały z powrotem.
Jego trening szedł sprawnie. Starał się przyłożyć do zajęć, ignorując radosne trajkoty mentorki. Wolał pracować w ciszy, a ona mu tego nie ułatwiała. Czasem chciał, by po prostu się zamknęła i tylko służyła za przedmiot do walki. Niestety... Nie mógł pozwolić sobie na taką bezpośredniość. Nie potrzebował kłopotów, zwłaszcza że ostatnio nad brzegiem morza, odkryto martwą kotkę. Miał nadzieję, że nie obarczą go za to winą. Nie przybył tu mordować. To było również niepraktyczne, bo pozbawiałby sam siebie siły, która go chroniła przed gangiem.
Rzucił wcześniej upolowaną mysz na dziwny stos. Dowiedział się od Złotej Pręgi, że tak to już u nich było, że zwierzyna musiała tam trafić. Na początku sądził, że to były dary dla lidera. W jego stronach płaciło się szefowi haracze za dach nad głową, więc uznał dość błędnie, że mają tu podobny system, przez co nawet nie ośmielił się wziąć stamtąd ani skrawka mięsa.
Odszedł, zamierzając po odpoczywać, gdy nagle wpadła na niego jakaś kotka. Zdążyła zatrzymać się przed zderzeniem, ale nie uniknęła nadepnięcia mu przypadkowo na łapę. Lekko się skrzywił, gdy poczuł na niej ucisk. Jakieś te koty nieuważne. On nigdy by nie podszedł tak blisko obcego, by w ogóle doprowadzić do tej sytuacji i to przypadkiem! Szybko ją jednak odsunęła i natychmiast obmierzyła go oceniającym spojrzeniem.
— Och, przepraszam najmocniej — mruknęła. — To ty... Niedźwiedzi...? — zdawała się nie pamiętać jego imienia. Strzepnęła ogonem.
— Tak, Niedźwiedź — odparł chłodno. — Ale lider dodał mi do niego człon Siła. — powiadomił ją. Nie przepadał za bardzo za takim dwuczłonowym nazewnictwem, bo nadal się do niego nie przyzwyczaił. Reagował jednak na swój pierwszy człon, więc możliwe, że to kwestia czasu, a do niego przywyknie.
— Ach, Niedźwiedzia Siła — wciąż skupiała na nim uważne spojrzenie. — No cóż, to normalne w klanach. Każdy kot, który nie jest kocięciem, ma dwuczłonowe imię. Ja na przykład nazywam się Lisi Ognik. — miauknęła swoim zimnym głosem. — Jak już los nakazał mi patrzeć na twój pysk, to możesz chociaż powiedzieć, co skłoniło cię do dołączenia — rzuciła.
Skinął łbem słysząc jej wyjaśnienia. Od Złotej Pręgi dowiedział się nieco podstaw o klanowym życiu, lecz jeszcze wiele było przed nim.
— Miło mi poznać — zwrócił się do niej, patrząc na nią, pozbawionych jakichkolwiek uczuć wzrokiem. Był niczym skała, nie dotknięta zmianami otoczenia. Zresztą czemu miałby się jej obawiać? Jej mina może i wydawała się groźna, lecz widywał takie na co dzień przez całe swoje życie, więc nie robiły na nim wrażenia. — Naszliście tereny, na których mieszkałem. Postanowiłem nie uciekać, ani nie stawać z wami do walki, a zostać, dołączając do waszej społeczności. Uznałem, że przyda wam się przewodnik, który dobrze zna tutejsze tereny oraz zagrożenia jakie na was mogą czyhać. Ja nie straciłem miejsca, które nazywam domem, a wy zyskaliście moją siłę.
Zmrużyła oczy.
— Jestem zdziwiona, że Lamparcia Gwiazda dał ci dołączyć do klanu po jednej próbie. Twoja znajomość terenu jest twoją przewagą. Nie znamy cię, nie wiemy kim jesteś, jakie czyny masz na swoim koncie... — Zrobiła krok w bok, zaczynając powoli okrążać nowego członka ich klanu. Jakby doszukiwała się odłamków jego historii w jego ciele, analizując każdy szczegół z wyjątkową nieufnością. — Nie każdy będzie ci ufać od początku, ale raczej zdajesz sobie z tego sprawę, skoro postanowiłeś tu dołączyć.
Był oceniany, czując się niczym obiekt, który za chwilę miał przejść test. Tak też jego współbracia sprawdzali przydatność kociąt, gdy odbierali je ich rodzicom. Silni byli pod tym względem najlepsi, bo nie umierali zbyt szybko.
— Nie liczę na zawieranie przyjaźni z kimkolwiek z was — mruknął obojętnie. — Nie znam się na waszych obyczajach, lecz skoro wasz lider stwierdził, że jestem godny, by do was dołączyć, to nie mam z tym żadnego problemu. Udowodnię swoją wartość w służbie. Staram się zrozumieć wasz świat, ale przyznaję, że jest... ciężko.
— Nie rozumiesz, że tu nie chodzi o przyjaźń? Bardziej o zwykłą akceptację, bez której nie obejdziesz się w klanie — miauknęła, wreszcie zatrzymując się i siadając naprzeciw niego. — Nie mam zamiaru zdradzać ci wszystkich szczegółów, ale jeśli masz być przydatny, to mogę nauczyć cię co nieco o klanie. Nie jest to tak skomplikowane, na jakie wygląda — obmierzyła go wzrokiem morskich oczu.
Nie miał pojęcia co Lisi Ognik myślała o jego osobie, skoro usiadła. Zakończyła oględziny i co? Co dalej? Nie pojmował tego wszystkiego. To było takie obce i trudne, odnaleźć się w kontaktach z tak odmienną kulturą.
— Mam akceptację waszego lidera. To mi wystarczy do spokojnego snu — powiedział, przekrzywiając leniwie łeb. — Z chęcią posłucham jak ty to widzisz. — Warto było słuchać tych samych wersji od różnych kotów. Dzięki temu upewni się, że Złota Pręga nie robiła go w balona, bo oczywiście zauważył, że miała tendencję do żarów w nieodpowiednich chwilach, gdzie wręcz powinna podejść do tej sprawy z powagą.
<Lisia?>
[przyznano 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz