Dziś wieczorem Zlepek został mianowany na Zlepioną Łapę. Srocza Łapa, choć nie przyznawała się nikomu, bardzo ucieszyła się gdy Lisia Gwiazda zwołał ceremonie. Długo czekała na ten dzień. Teraz w końcu znów będą mogli razem spędzać czas, a kto wie, może i spotka ich coś ciekawego. Młodszy kociak właśnie pośpiesznie odchodził od swojego mentora. Widać było, że myślami był gdzieś indziej. Niebieska postanowiła wykorzystać tą okazję i powolnym krokiem, by nie zdradzić swojej lokalizacji, podeszła cicho do kocurka od tyłu.
— No proszę, sam zastępca? - zawołała dosyć głośno, aby specjalnie przestraszyć liliowego. Świeżo upieczony uczeń skulił się przestraszony, zgodnie z jej przewidywaniami. — Nie spodziewałabym się. Chociaż chyba trochę spieniałeś, co? — zaśmiała się.
Zlepiona Łapa wyprostował się i spojrzał na nią zdziwiony, jakby zupełnie nie wiedział o co jej chodził.
— J-ja? Że przestraszony! — odparł zaskoczony. Miał nadzieję, że brzmi na przekonującego. — A w życiu! W ogóle, ale to wcale się nie boję, nie, j-jest super. B-będę silnym wojownikiem, który będzie w stanie obronić ciebie i klan przed wszystkim, ta... AAAK! — krzyknął tak nagle, że aż przestraszał kotkę.
Srocza Łapa dojrzała Baranią Łapę śmiejącego się z reakcji liliowego. Specjalnie musnął bok młodszego kociaka ogonem, by go wystraszyć, a teraz śmiał się w najlepsze. Arlekin coraz to częściej wkurzał cętkowaną. Nie charakteru, lecz faktu, że nawet nie może mu spuścić niezłego łomotu, kotka najbardziej nie mogła znieś. Nadzieja, że któregoś dnia dzięki ciężkim treningom będzie mogła pokazać większemu gdzie raki zimują, była jej jedyną motywacją do ćwiczeń.
— P-przepraszam! Co ja tam mówiłem? A, tak! Niczego się nie boję! — wyrwał ją z przemyśleń pewny głos Zlepionej Łapy.
Kocurek dumnie prężył się koleżanką, licząc na jakiś miły komentarz z jej strony.
— A jerze latają - zaśmiała się cicho Srocza Łapa. Liliowy spojrzał na nią pytająco.
— Nic, nic. — dodała pośpiesznie, po czym spojrzała na niego z powagą. — No, no, no widzę, że mój zastępca w końcu jakoś wygląda! No to może pojutrze razem pójdziemy na trening i sprawdzimy jaki jesteś odważny w akcji, Zlepiona Żywico? — uśmiechnęła się i szturchnęła kocurka z biodra.
— Księżycowy Pył pewnie nadal będzie mi pokazywać nasze terytorium —wydukał Zlepiona Łapa zdziwiony faktem, że kotka chce do nich dołączyć. — ale jak chcesz to chyba możesz iść z nami — napomknął szybko, by przybrana córka Poplamionego Piórka przypadkiem nie pomyślała, że nie chce z nią spędzić czasu.
Martwił się jednak trochę jak na tak wczesny wspólny trening zareaguje jego mentor. Miał cichą nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży, gdyż w sumie to się ucieszył z pytania Sroczki. Dzięki temu chociaż nie zostanie sam na sam z tym przerażającym kocurem. Cętkowaną także zadowoliła odpowiedź kolegi. Miała już dość niezręcznej ciszy jaka panowała na jej treningach. Liczyła, że zaprzyjaźni się z mentorką, gdyż ta była od niej niewiele starsza, i razem będą przeżywać niesamowite przygody. Lecz Cyprysowy Gąszcz była dość cicha i nieśmiała, tak bardzo czasem przybrana córka Poplamionego Piórka zapominała o jej obecności, a do jakichkolwiek ryzykownych przedsięwzięć starsza kotka też się jakoś nie rwała. Tylko coraz bardziej denerwowała młodą uczennicę.
— No to superowo. To czekaj, powiem tylko Cyprysowemu Gąszczowi i oprowadzę cię po nowym legowisku — odparła szybko niebieska, próbując ukryć swoje podekscytowanie i pobiegła poinformować o tym swoją mentorkę. Wiedziała, że ta się zgodzi, byle uniknąć zbędnych sprzeczek.
Szylkretowa nie wydawała się szczególnie zachwycona nieoczekiwaną zmianą planów, lecz nie chciała znów kłócić się z uczennicą, a na pewno nie o takie pierdoły. Miała już wystarczająco dużo konfliktów z nią. Sroczka dumna ze swej wygranej wróciła do Zlepka, który czekał na nią grzecznie.
— Ej, a ty o tym nie powiesz Księżycowemu Pyłowi? — spytała lekko zdziwiona cętkowana, gdy zobaczyła, że ten nie ruszył się w ogóle z miejsca. Czemu nie podszedł do mentora? Przecież ta rozmowa nie trwała by jakoś dłużej niż jej.
Coś tu jej śmierdziało i to nie była ona.
— Yyyy... powiem mu jutro na treningu, nie chcę mu teraz przeszkadzać, znaczy chyba jest bardzo zajęty w tej chwili, co nie? - zaczął pośpiesznie się tłumaczyć, widząc jak kotka wpatruje na niego uważnie. Przecież nie mógł się jej przyznać, że boi się własnego mentora. Przed oczami przeleciało mu złowrogie spojrzenia kocura. Liliowemu aż dreszcze przeszły po grzbiecie na myśl spędzenia połowy dnia z nim.
— Mówisz? — spytała podejrzliwie i spojrzała na czarno-białego. - Bo jak na mój gust siedzi sobie i patrzy w niebo. Czemu nie możesz do niego po prostu podejść? Przecież cię nie zje — rzuciła i spojrzała na kolegę. Ten odwrócił głowę i owinął ogon wokół łapek. — Zaraz. Czy ty się go boisz?
Zlepiona Łapa znieruchomiał.
<Zlepku? jednak nie udało mi się wyrobić przed 24 xd>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz