BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)
31 października 2022
Od Nastroszonej Łapy cd Zajęczej Łapy
Od Nastroszonej Łapy cd Paskudnej Łapy
Od Nastroszonej Łapy cd Zanikającego Echa
Od Wypłosza cd Bylicy
Od Mrocznej Gwiazdy CD Bylicy i Chłodnej Łapy (Słodkiego Kwiatuszka)
Od Mrocznej Gwiazdy CD. Łasiczego Skowytu (Szpetnego Pyska)
Od Bylicy CD Wypłosza
Był tylko jeden problem.
Szczekuszka i Skaza.
Teraz, kiedy się już w miarę ustabilizowali, głowa rodziny postanowiła, iż czas rozejrzeć się po mieście. Spróbować się dowiedzieć, czy może uda im się znaleźć ślad obecności jej przybranego dziecka i wnuczki. Wychodziła z założenia, iż dwunogi transportowały ich właśnie tutaj, więc może uda jej się dowiedzieć, czy porwani są gdzieś tutaj? Czy są w niebezpieczeństwie?
Dlatego wraz ze Skowronek wybrały się tego dnia na rekonesans, podczas gdy reszta polowała pośród złotych traw, obfitujących w zwierzynę - głównie gryzonie, które uwielbiały nasiona, oraz ptaki. Wraz z córką przemierzały tereny nowego miasta, jednocześnie próbując nie tylko znaleźć bliskich, ale także poznać teren nieco bliżej. Musiały też obserwować otoczenie, nie znały tego miejsca. To że to było miasto, tak jak to stare, wcale nie oznaczało, że było takie samo – na pierwszy rzut oka widać było wiele różnic. Było większe, zabudowania nieco się różniły. Nie mogli pozwolić sobie na większy błąd, by nie skończyć poranieni lub martwi.
Nagle, gdy matka i córka zbliżały się do wejścia w jakąś uliczkę, pojawił się bury kształt, który zderzył się ze starą kotką. Charakterystyczny smród dotarł do nosa błękitnej kocicy, a gdy ty młodszy kocur uniósł na nią wzrok, staruszka poznała go.
Widząc Bylicę Wypłosz potężnie zaklął, zrywając się do kulawego biegu.
Na chwilę kocica zaniemówiła, a w jej oczach pojawił się ogromny gniew.
- TY MAŁY NIEWYDARZONY ZDRAJCO CHOLERNY! JAK TYLKO CIĘ DORWĘ TO STNIESZ SIĘ KOTEM BEZ NÓG! - wrzasnęła, przyskakując do burego.
Ten mały, parszywy szczur! Ale miał pecha, a jej szczęście dopisało! Miała okazję zemścić się na tym niewydarzonym gnoju!
Zignorowała pieszczoszka, który zainteresowany krzykami, wszedł na płot i zaczął przyglądać się niecodziennej sytuacji. Mimo że stara, nadal miała burzacką szybkość. Miała zamiar przetrzepać mu skórę, albo i wypatroszyć. Skoczyła na swego dawnego "synka", który mimo prób był wolniejszy od niej przez posiadanie trzech, a nie czterech łap.
- JAK Z TOBĄ SKOŃCZĘ, TO BLANKA CIĘ NIE POZNA! - wrzasnęła w niebogłosy. Ten szybko zanurkował w dziurze w płocie, przeciągając się i wpadając do ogrodu Wyprostowanych.
- Zostaw mnie!
- TY MAŁY WREDNY PCHLARZU! JUŻ JA CIĘ DORWĘ! - wskoczyła na płot, ignorując prośby Wypłosza. Dostanie się mu za to, co jej zrobił! Co zrobił im wszystkim! Za tą podłą zdradę! Teraz nie miał już do czego wracać, nie namówi ją na litość! Za srebrną i burym pędziła Skowronek. Błękitna kocica zeskoczyła z ogrodzenia, biegnąc niczym strzała za powolnym podlotkiem. - U MNIE SIĘ NIE TOLERUJE ZDRADY! NIE ŻYJESZ WYPŁOSZ!
- Zostaw mnie, wariatko! – Usłyszała w odpowiedzi, aż krew ją zalała. Nie odpowiedziała mu jednak na to. Po chwili zniknął jej z oczu. Rozejrzała się. Nie widziała go, ale zdawała sobie sprawę z jego obecności.
- Wiem, że gdzieś tu jesteś, "syneczku"... - miauknęła, po czym złośliwie dodała - przez twoje wybrakowanie, nie jesteś za szybki, więc nie uciekłeś daleko...skryłeś się gdzieś tu. A ja cię znajdę. Znajdę i rozszarpię. - rzekła. Następnie zaniuchała w powietrzu, jednak do jej nozdrzy dotarł tylko smród spalin. Zmarszczyła nos, krzywiąc pysk.
- Sprawdź w kubłach, ale cicho - wyszeptała na ucho szylkretce, a sama zaczęła okrążać pojazdy. Wiedziała, iż niektóre koty lubiły się pod nimi chować. Najpewniej właśnie taką strategię obrał bury. Musiała to jednak rozegrać metodycznie, nie mogła zaglądać pod każdego blaszaka, bo ten parszywy zdrajca jej jeszcze zwieje, albo zmieni położenie.
Wiedziała, iż jeśli podejdzie do odpowiedniego potwora, to zaraz Wypłosz ją wykryje, jeśli nie będzie cicho, i jeśli on będzie mógł nieprzerwanie obserwować jej łapy. Dlatego, podeszła za oponę potwora. Następnie pochyliła się mocno, a potem szybko kuknęła aby spojrzeć, co jest pod kompanem dwunożnych. Nie dostrzegła jednak Wypłosza. Dlatego cicho zaczęła się skradać do kolejnego, starając się być niewidoczną. Z tego powodu ustawiła się tak, że była zasłonięta przez opony samochodu, przez co ten szczur nie mógłby jej zobaczyć spod innego potwora.
Obserwowała cień uważnie. Wiedziała, iż to tam chowały się ofiary. Dostrzegła Wypłosza, który był odwrócony do niej tyłem - widziała tylko kawałek jego futra, ale wiedziała, że to on. Za dobrze go znała. Za dobrze znała jego wygląd i ten charakterystyczny smród. Cicho podeszła do młodego kocura od tyłu. Czekała, aż poczuje się bezpieczny. Aż straci czujność. Niech przez chwilę myśli, że odeszła. Że już jej tam nie było. Niech uzna, że mu się udało. A wtedy ona go złapie w swe szpony, niszcząc wszystkie jego płonne nadzieje. Tak.
Czekała dalej, mimo upływu czasu, spokojnie, wiedząc, że miała nad nim przewagę. Kąciki ust delikatnie jej się uniosły. Tak. Teraz już jej nie ucieknie.
A gdy ten powoli wyszedł, oddychając z ulgą, wiedziała, że to był ten moment. Rzuciła się na niego, przygniatając go do ziemi.
- Co? Myślałeś, że stara Bylica ci odpuści? Że uciekniesz z moich szponów? Dobre sobie! - zaśmiała się, przygniatając pręgowanego kocura do ziemi.
Ten zaskoczony pisnął, krzywiąc się.
- P-przestań! - syknął do niej przerażony. - T-to nie tak!
- To tak! Oh, już zapomniałeś, co zrobiłeś? Myślisz, że zamydlisz mi oczy? Że jestem głupia? Że zapomnę, co zrobiłeś? Że uznam to za szczeniacki wybryk młodego kota? - spytała.
Dobre sobie! Był głupi, jeśli myślał, że tak łatwo mu z nią pójdzie! Nie docenił jej. Nie docenił, i teraz za to zapłaci.
- J-jak się wydostałaś? - pisnął, próbując wykaraskać się z jej objęć.
- Pff. Nie zasługujesz, by to wiedzieć. Jesteś tylko parszywym zdrajcą, pchlarzem, którego chcę się pozbyć. Powoli. Słuchając twoich pisków i błagań o litość, o szybką śmierć. - rzekła, z wrednym uśmiechem, odsłaniając szereg ostrych zębów. - coś czułam, że jak gdzieś pójdziesz, to do miasta. W końcu to było do przewidzenia. Jesteś takim tchórzem, że nie zapuściłbyś się głębiej w las.
Dobrze wiedziała, iż kocura przerażała dzicz. Ale ją nie. To był kolejny dowód na to, jakim śmieciem był.
- N-nie! Przestań! Jestem kaleką! To niesprawiedliwe, że chcesz mnie zamordować za ratowanie swojego życia! D-daj mi spokój! Nie chciałem zostać twoim niewolnikiem i leczyć cię na starość!
- Nigdy nie zostałbyś niewolnikiem. Mówię to szczerze. Szkoda, że mnie o to nie zapytałeś. Czy ja cię kiedykolwiek wcześniej skrzywdziłam, co, Wypłosz? Czy podniosłam na ciebie łapę? Nie. A ty zostawiłeś nas na pastwę dwunożnych. I to ma być niesprawiedliwe? Bardziej niesprawiedliwym było to, że zostawiłeś na śmierć kogoś, kto karmił cię i o ciebie dbał, za nic, mimo tego, jak trudno było o wyżywienie. - rzekła. - Więc teraz cierp! - zamachnęła się łapą, wysunęła pazury, przejeżdżając nimi po policzku kocura. Niech go boli. Niech go boli tak jak ją, gdy zrozumiała, że ją zdradził. Niech boli tak jak świadomość, że mogła zginąć. Niech boli tak jak wiedza, że twoi bliscy, dzieci, wnuki, przyjaciółka, są w pułapce bez wyjścia.
- Nie! - pisnął, szarpiąc się. - Zostaw mnie! Przestań! Skrzywdziłaś mnie inaczej! Krokus mnie biła, topiła w gównie i dusiła! Ty byłaś na to ślepa i głucha! Dlatego cię nienawidzę!
- Co robiła? – spytała zaskoczona. Po krótkim zastanowieniu jednak dodała - zresztą, to już nie istotne. Mogłeś do mnie z tym przyjść. Zamiast tego zostawiłeś na pastwę losu. Zapłacisz za to. Zapłacisz! - przejechała mu ponownie pazurami po pysku, w tym samym miejscu, co wcześniej, by czuł bardziej ból.
- Chciałem przyjść, ale ty mnie olewałaś! - wrzasnął. - Zostaw mnie! Wariatka! - Zaczął się szarpać bardziej, pazurami wbijając się w jej pierś i drapiąc
Nie puściła go. Kłamał. Łgał. Wszystkiego się w końcu po nim mogła spodziewać. Zdradził ją, a teraz próbował się wymigać. wgryzła mu się w futro, wyrywając je kępami. Skoro tak bardzo sam to lubił robić, to ona też chętnie się w to pobawi. Ten wrzeszczał, walcząc o przeżycie, co było muzyką dla jej uszu. Kocur w panice drapał, kopał, byle uwolnić się z uścisku kotki. Był zdesperowany…karmiła się jego strachem, który było czuć w powietrzu. Jego krwią, jego wrzaskiem i bólem.
- Nie! Błagam! Nie! Ja przepraszam! Zrobię wszystko! Wszystko! Tylko przestań!
Zatrzymała się na chwilę. Splunęła futrem tego małego zdrajcy. Oblizała pysk.
- A co niby mógłbyś mi dać? - spytała.
- N-nie wiem - zalewał się łzami. - P-proszę. N-nie zabijaj mnie! B-będę przynosił ci jedzenie! Haracz, cokolwiek... Błagam nie zabijaj!
Phi. Co za głupiec! Myślał, że czymś takim ją udobrucha? Po tym, co zrobił?
- Nie chcę jedzenia. Tutaj mam wszystko. Zaproponuj coś, co mnie zainteresuje. Rusz tym łbem Wypłosz, mimo wszystko, zwiodłeś mnie, a to nie lada sztuka. Coś wykombinujesz. Tylko nie kręć, bo tym razem to takie proste nie będzie. Byłeś dla mnie bezbronnym kocięciem, synem, i za takiego cię uważałam. Teraz będę bardziej wobec ciebie krytyczna. – rzekła twardo. Skoro taki był sprytny, to niech ruszy tą łepetyną. Bądź co bądź lubiła zysk, i wiedziała, że Wypłosz był zdolny zrobić wiele, tylko musiał się postarać. Wykorzystanie go mogło sprawić nie lada przyjemność. Mogła go zabić, tak, ale skoro sam proponował jej coś w zamian za oszczędzenie życia? Mogła wykorzystać jego słabość. W porównaniu z nią był niczym. Paprochem. Nic nie wiedział. Ale miał atuty, których brakowało wielu. Aż żal byłoby nie skorzystać.
30 października 2022
Od Paskudnej Łapy Cd Nastroszonej Łapy
- Bliżej - rozkazał. - Randki polegają na bliskości dwóch kotów
Zbliżyła się, dalej jednak nie chcąc być aż tak blisko niego. Wziął głęboki oddech. Czuła to. Znowu był zły?! Ale ona się po prostu bała.
- Nie chcę mi się z Tobą bawić. Mam parszywy dzień - wstał i usiadł wręcz stykając się z nią futrem. Zadrżała lekko, patrząc na niego z paniką. Taka bliskość… Była… Stresująca…
- T-to... C-co b-będziemy r-robić?
- Rozmawiać, całować się - szepnął jej na ucho. - Tulić... - oparł łeb o nią. Delikatnie się odsunęła. Nie chciała, by ten ją dotykał znowu! Nie chciała mieć na nim swojej głowy! Wiedziała, że mu się to nie spodoba… Ale…
- Paskudo - warknął. - Co ty robisz? Chcesz karę? Mam ci zrobić krzywdę? Jesteśmy tu sami. Nikt nie usłyszy twego głosu.
Skuliła się lekko i zaczęła cicho płakać. Nie chciała by ją dotykał i lizał! To nie było fajne! Ale też nie chciał, by jej robił krzywdę! To tak bolało ją później przecież…
- N-nie... N-nie chcę k-kary...- pisnęła, jednak nie przysunęła się do niego z powrotem.
- To skoro nie chcesz kary, to słuchaj się mnie i siadaj obok! Natychmiast! - wysunął pazury ostrzegawczo. Skuliła się jeszcze bardziej, cicho płacząc. Nie, nie! Nie chciała tego! Chciała spokoju! Ten podszedł do niej i ją uderzył.
- I co ryczysz, co? Taka słaba larwa jak ty powinna dziękować, że się tobą zainteresowałem!
Zawyła cicho z bólu, zwijając się w kłębek na ziemi. Pulsujący ból po uderzeniu nie bolał aż tak bardzo jak jego słowa. Była gorsza… Gorsza… Najgorsza… Nie zasługiwała na dobro..
- P-przepraszam!
- To za mało. Miało byc miło, ale znów mnie zawodzisz - położył się na niej, gryząc ją w ucho. - Dlatego teraz rycz, pokaż mi swój ból. Daj mi go
Rozpłakała się głośno, leżąc bezwładnie na ziemi niezdolna do większego ruchu. Znowu wszystko zepsuła. Znowu była tą głupią, która nic nie umiała. Wszystko pieprzyła i zachowywała się jak dziecko. Co jej strzeliło do głowy, że pomyślała o sobie jako kimś jego równym? Powinna się zgadzać na wszystko, ale… Nie potrafiła.
- P-przestań, p-proszę!
- Nie. Zezłościłaś mnie - warknął do niej wkurzony, gryząc ją w kark. Wrzasnęła z bólu, próbując się wyrwać kocurowi. Nie, nie! To bolało tak bardzo! Był zbyt agresywny, o wiele bardziej niż ostatnio! Zaśmiał się, przyciskając ją mocniej do ziemi. Bawiło go to. Te jej krzyki, widok cierpienia…
- Twój krzyk to muzyka na moje uszy
- P-puść mnie!- zawyła z bólu, wylewając łzy.
- Musisz trochę pocierpieć - wymruczał, znów ją gryząc w sierść Piszcząc próbowała się wydostać. Zaczęła głośno krzyczeć, licząc na czyjąś pomoc. Może… Ktokolwiek ją uratuje?! Zaśmiał się na to tylko zadowolony. Nie lubiła tego, jak się z tego tak wyśmiewał. Kiedy ona kwiczała z bólu… Chciała dość… On to uwielbiał.
- Jesteśmy tu sami. Nikt cię nie ocali... Nikt. Nikt prócz mnie... Dlatego błagaj... błagaj mnie Paskudo. Chcę słyszeć twój głos.
- P-proszę p-puść m-mnie!- krzyknęła z bólu, dalej szarpiąc się mocno.
- A gdzie słowa "przepraszam najwspanialszy"? Musisz się postarać, bo będę dalej cię gryzł.
- P-przepraszam... N-najwspanialszy- wydukała szlochając. Była gorsza, gorsza, gorsza! Przeciwstawiła się komuś lepszemu… A teraz po prostu odbierała karę… Tylko, że nie potrafiła się z nią pogodzić! Był zbyt agresywny! Mógł raz ją ugryźć przecież!
Od Zanikającego Echa Cd Nastroszonej Łapy
- Jeszcze za to oberwiesz! Idziemy!
Prychnął, kierując się za nią na trening. Czuła na sobie jego wzrok.
- Dzisiaj znowu będziesz polował. Zostawiam cię w lesie bo mam dość patrzenia się na twój ryj. Jeżeli niczego nie upolujesz... To wiesz co cię czeka.
Przewrócił oczami.
- Upoluje. Już wiem co i jak - miauknął, odchodząc od niej. Położyła się na mchu, czekając powrotu ucznia. Miała nadzieję, że już więcej nie wróci. Niech go zeżre jakiś borsuk czy coś… Byłoby świetnie. Męczyło ją to już powoli. Każda chwila z nim spędzona pozbawiała ją chęci do istnienia. Każdy dzień to w końcu było zwykłe uczenie go głupot i wysłuchiwanie ciągłych przytyków! No i niestety, przyszedł jednak… I rzucił w nią myszą!
- Masz żryj.
Zawarczała, ale chwyciła zwierzątko i bezczelnie zeżarła na jego oczach. W końcu… Tak powiedział. Niech będzie zdziwiony, ot co! Myślał, że przejęła się jego czynem? Ten zamrugał zdumiony.
- Złamałaś kodeks wojownika! - niedowierzał. - Zdrajca!
- Mam to w dupie- mruknęła, padając na mech.- Powiedziałeś, bym zjadła…
Powiedział, czyli… To nie jej wina. Oczywiście zdawała sobie sprawę z własnej winy, ale lepiej było udawać głupią i zwalić na ucznia.
- To nie było dosłownie! - fuknął. - Co z ciebie za wojownik. Widać, że trzymają cię tu z litości
Podniosła jedną brew. Co chwilę miał zamiar to powtarzać? Że jest idiotką i nic nie umie?
- Może... Ale kogo to obchodzi?
- Mnie? Bo mam mentora zakałe? - prychnął, sypiąc jej błotem w pysk. Westchnęła, ścierając z siebie maź. Naprawdę się już nudził, a ją to męczyło.
- Takie życie. Nic na to nie poradzisz. Nic nie zmienisz.
Podszedł do niej z niewinnym uśmieszkiem, po czym walnął ją w brzuch. Wrzasnęła, na chwilę tracąc oddech. Co?! Czy on naprawdę nagle przeszedł do rękoczynów? Co z nim było nie tak?
- Co ty robisz?!
- Próbuje poradzić na złamanie przez ciebie kodeksu. Skoro zjadłaś mysz, to jak ją zwrócisz, to go nie złamiesz. Proste? Proste. Więc rzygaj.
Warknęła na niego, odsuwając się jak najdalej. Czy właśnie stwierdził, że jak się zerzyga to nie złamie kodeksu? Nawet nie potrafiła tego do siebie przyjąć. On… Naprawdę miał coś z głową.
- Nie dotykaj mnie nawet.
- Czemu? Znów się popłaczesz? Buuu jaka biedna jestem. Nikt mnie nie lubi, nie kocha. Żadna kicia się nie obejrzy, bo jestem stara i napalona - udawał jej głos. - Ojoj, takiego mam złego ucznia. Nie doceniam jego poświęcenia, by mi pomóc. Lepiej iść ryczeć dalej. Chlip, chlip.
Westchnęła cicho i dała sobie już spokój z agresywną reakcją. Nie będzie go przecież bić. Niech sobie mówi co chce, jej to nie ruszało.
- Przestań. To nie jest śmieszne.
- Dla mnie jest - zaśmiał się. - Ojej przestań, to nie jest śmieszne. Chcę znów ryczeć i użalać się nad sobą. Łeee, łeeee - naśladował ją dalej, jak jakaś głupia małpa.
- Uh... Zamknij się- syknęła do niego, zwijając się w kłębek.- Robisz z siebie błazna.
Powoli dobijało ją to. Nie miała przy sobie nikogo, tylko tego dupka, który dalej, dalej ją nękał.
- Ojej, robisz z siebie błazna. Daj mi spokój, już się zwijam w kłębek, by smarkać się w mech - kontynuował, nagle gdzieś idąc. Wbiła pysk w ziemię. Nie chciała już go słuchać.
- Za. Mknij. Się. Przestań już.
- Zamknij się. Przestań już. Tak mi smutno teraz przez ciebie. Nie mogę dać dupy żadnej kotce. Łe, łe, łe - robił coś poza polem jej widzenia. Ale… Nie przejmowała się tym.
- Uh, możesz łaskawie się zamknąć? To nie jest zabawne- odburknęła. Myślał, że śmieszne jest wyzywanie jej?
- To nie jest zabawne, ranisz me uczucia. Nie jestem zboczona. Łe, łe, łe - miauknął po czym zeskoczył na nią z wysokości. Wrzasnęła i zawyła z bólu. Co on wyprawiał?!
- Co ty odwalasz?! Pogięło cię do reszty?!
- Może tak, może nie? Jak chcesz ryczeć, to daj mi tą satysfakcję i ci w tym pomogę. Lubię obserwować jak ktoś cierpi. Więc... cierp mentorko - miauknął “uroczo” się uśmiechając. Warknęła na niego, lecz dała sobie spokój. Wydostała się spod kocura i podeszła do innego drzewa, by spróbować zasnąć. Może jak się prześpi, to znajdzie jakieś siły do dalszego działania? Przynajmniej miała taką nadzieję… Już miała zasypiać, kiedy ten idiota ugryzł ją jak dziecko w ogon! Pisnęła, niemalże podskakując w miejscu.
- Możesz przestać mnie dręczyć?!
- Możesz zacząć mnie uczyć? Bo zachowujesz się wciąż i wciąż jak obrażone kocię - wytknął jej to, chociaż sam zachowywał się jak bachor.
- Uczę cię! Powinieneś uszanować to, że potrzebuję czasem odpoczynku od ciebie!
- Odpoczywasz po i przed naszym treningiem. W trakcie to już przesada, zwłaszcza że masz mnie przez ten czas uczyć, a nie spać czy topić!
- Taki odpoczynek to za mało. Zostaw mnie już- powiedziała cicho, chowając pysk łapy. Nie chciała go dalej słyszeć. Nie chciała słuchać o tym jaka jest słaba.
- Nigdy - szepnął jej do ucha. - Rycz, rycz, rycz - skandował nad nią, coraz bardziej ją złoszcząc.
- Zostaw mnie!- wrzasnęła na niego, odganiając go łapą jak głupią muchę. Odskoczył, po czym wrócił do niej ponownie, niczym właśnie taka mucha. Czy on zawsze musiał wracać? Chciała by był daleko od niej i ją zostawił w spokoju.
- Rycz, rycz, rycz. Łe, łe, łe. Dalej Obsmarkane Echo, rycz. Daj mi tą satysfakcję, że jestem od ciebie lepszy i silniejszy. Drżyj przede mną! - stanął łapami na niej, jak na jakiejś zdobyczy. Warknęła na niego, jednak powoli z jej oczu zaczęły płynąć łzy bezsilności. Nienawidziła go. Całym swoim sercem. Był najgorszą istotą jaką znała. A musiała go dalej uczyć, bo… W sumie po co? Może tylko dlatego, bo nie chciała o tym rozmawiać z Rudzikiem?
- Ojoj, jaka biedna dziecina. Głośniej, rycz głośniej. Niech las usłyszy jaką jesteś wronią strawą.
- Z-zostaw mnie!- krzyknęła na niego głośniej płacząc.- Po prostu odejdź!
- Nie odejdę, bo jestem na treningu. Z Tobą. Moją kochaną i ulubioną mentorką. Ale... możesz błagać mnie bym cię zostawił. No dalej. Czekam.
Zacisnęła pysk. Nie mogła się tak uniżyć. Nie mogła go prosić o to by się zamknął nawet jeżeli mówił straszne i raniące rzeczy.
- N-nie będę cię o nic błagać!
- To zostanę tu i będę ci mówił okropne rzeczy, których tak bardzo nie lubisz. Gotowa? - chrząknął, jakby już się do tego przygotowując. Nic nie powiedziała, tylko zatkała uszy.
Od Pokrzywowej Łapy (Pokrzywowej Skóry) CD. Skalnej Łapy (Skalnego Szczytu)
bardzo dawno temu
Pokrzywowa Łapa właśnie opuszczał legowisko uczniów, kiedy zderzył się ze Skalną Łapą. Oboje nie byli już malutkimi kociakami spędzającymi czas na beztroskich zabawach w żłobku, tylko uczniami Klanu Wilka. Pokrzywowa Łapa nie miał okazji mieć wspólnego treningu z córką Borsuczego Kroku, ale może taka jeszcze się zdarzy, w końcu mieli przed sobą kilka księżyców szkolenia, zanim zostaną mianowani na wojowników. Pokrzywowa Łapa polubił bycie uczniów, obowiązki wykonywał chętnie i uwielbiał swojego mentora. Jego posłanie w legowisku uczniów było obok tego Cisowej Łapy, także miał siostrę obok siebie. Przypominała mu swoją obecnością o dobrych czasach, gdzie cała ich mała rodzinka mogła cieszyć się wspólnym uczuciem. Jeszcze nie rozmyślał o czasie, gdy zostanie wojownikiem, ale dzień mianowania na pewno zapamięta na całe życie.
Zwrócił uwagę na koleżankę jeszcze z czasów żłobka. Lubił Skalną Łapę i zazdrościł jej waleczności. Wiedział, że będzie dobrą wojowniczką. Miał również nadzieję, że i ona jego lubi. Miał jeszcze trochę czasu przed umówionym spotkaniem z Deszczykiem. Zanim jednak zdążył się odezwać, zrobiła to Skalna Łapa. Uśmiechnął się przyjaźnie.
- Jak tam u ciebie? - zaczęła nietypowo łagodnie jak na nią. Był gotowy udzielić odpowiedzi, ale kotka go ubiegła. - Bo u mnie ogólnie jest super! Cieszę się, że jestem już uczniem, bo teraz to już łatwiejsza droga do bycia wojownikiem. A ja chcę być najsilniejsza! Moja mentorka to kotka, choć pachnie i brzmi jak kocur, ale w sumie mi to nie przeszkadza, bo jest silna, więc przynajmniej mnie czegoś nauczy.
- O, a mnie uczy Wróblo… - ledwo się odezwał, a czarna już mu przerwała.
- Współczuję, słyszałam, że nie jest zbyt silny i bywa dosyć strachliwy. Oby cię czegoś nauczył - mruknęła z pewnego rodzaju współczuciem w głosie.
Przekrzywił łebek, zdziwiony odpowiedzią towarzyszki. Przecież Wróblowa Gwiazda był wspaniałym mentorem i Pokrzywowa Łapa wiele się od niego nauczył.
- Właściwie to jest super mentorem. Dobrze nam się współpracuje. Nie mogę się doczekać aż nauczy mnie wszystkiego. - miauknął podekscytowany, po czym dodał. - Twoja mentorka też jest super i zawsze pachnie kwiatami. Pierzasta Mordka to siostra mojej mamy, także moja ciocia. Wiesz, Skalna Łapo, ty i tak zostaniesz wspaniałą wojowniczką, wiem to! Może nawet uda nam się wybrać kiedyś na wspólny patrol, gdy już oboje zostaniemy wojownikami Klanu Wilka.