BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)

Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)

Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)

Zmiana pory roku już 26 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

31 października 2022

Od Nastroszonej Łapy cd Zajęczej Łapy

Co. Co ona takiego powiedziała?! Powieka mu zadrgała, a pysk wykrzywił w szoku i grymasie. Jak... Jak mogła coś takiego w ogóle mówić! To było obrzydliwe! Normalnie nie spodziewał się, że mogła tak nisko upaść, by sugerować, że on będzie z jakimś kocurem! Nie był słabeuszem! Na dodatek... Sama myśl o tym sprawiała, że zaczynał drżeć z obrzydzenia i wściekłości. Wronia strawa! Jak on jej nienawidził! Praktycznie nosiło go, by dać jej lepę na pysk. Jeszcze raz tylko powie takie świństwo, a się nie pohamuje. 
— Coś ty powiedziała?! Jaki samiec?! Nie jestem gejem! Żaden kocur nie będzie nade mną, chyba cię porąbało! Nie wiedziałem, że jesteś jak Zboczone Echo, która lubuje się w tej samej płci! — syknął do niej z jadem. 
Przekrzywiła łeb, analizując przez dłuższą chwilę, o kogo mu w ogóle chodzi. 
— A co w tym złego? Dobry ma gust, nie to co ty — odparła ze spokojem.
Co?! Jaki gust?! Czyli jednak Zajęcza Łapa należała do tych świrów?! O nie... Nie, nie, nie. Teraz to miała już przechlapane. Jak teraz chciał jej tylko dać nauczę, tak teraz pragnął ją rozszarpać, by skonała w boleściach. 
— Nie ma dobrego gustu! Ygh! Fuj! Jak możesz nawet coś takiego insynuować? Skoro ją popierasz, to na pewno jesteś tak samo nienormalna jak ona! Może znaleźć mam i ci jakiegoś kocura, który sprowadzi cię do parteru?! — zawarczał do niej, machając zdenerwowany ogonem.
Najwidoczniej trzeba było. 
Prychnęła, strzygąc uszami. 
— Już się tak nie denerwuj, bo wyparujesz jak kałuża w trakcie suszy — rzekła, przewracając oczami. — Nie potrzebuję żadnego kocura, ale skoro ty tak ciągle o nim mówisz, to jest to najwyraźniej jakieś twoje skryte marzenie. Oh nie denerwuj się tak, na pewno uda ci się wkrótce spełnić twoje fantazje.
Nie wytrzymał. Przegięła. Naruszyła cienką granicę jego cierpliwości. Wziął zamach i uderzył ją w pysk, płonąc wręcz ze złości. Nienawidził jej, a te jej słowa były w tym wszystkim najgorsze! Nie miał żadnych tak chorych fantazji, ona za to najwyraźniej tak! 
— Zamknij swój ryj! — wydarł się na nią, wręcz czując buzowanie w ciele. 
Zachłysnęła się powietrzem na moment. 
— Mmm, agresywnie — westchnęła, ocierając pysk. — No już się uspokój i tylko się nie popłacz. Mam lecieć po twoją mamusie? — zapytała głosem przesączonym jadem.
Uderzył ją jeszcze raz, strosząc sierść na grzbiecie. To było tak satysfakcjonujące. Ten dźwięk plaśnięcia, odbijający się na jej pysku. Nie silił się na delikatność. Zrobił to i zrobi i ponownie, jeszcze mocniej.  
— Ja nie ryczę, za to ty zaraz będziesz. Powiedziałem coś głucha larwo. Zamknij ryj, bo dostaniesz ponownie. — wypluł z jadem.
— Widać, że cię nikt nie wychował — odparła i oddała mu z całych sił, jakie miała, a następnie odskoczyła w tył i odbiegła tam, gdzie było więcej kotów z klanu.
Zawarczał ze złością, patrząc jak daje nogę. Pysk go piekł. Musiał przyznać, że miała naprawdę masę sił w tych łapach. Dobrze, że jednak zęby miał całe, bo by jej dopiero zrobił lanie. Już nie był takim małym kociakiem. Powoli dorównywał jej wzrostem. 
— Tchórz! — krzyknął za nią, odchodząc. Nie zamierzał za nią latać. Pobiegła tam, gdzie kręciło się za dużo kotów, więc mogła tą sytuację obrócić na swoją korzyć. Nigdy więcej... nigdy więcej nie popełni tego samego błędu i nie da jej szans na zdobycie żadnego świadka, który wybroni jej tyłek. 

<Zajęcza Łapo?>

[przyznano 5%]

Od Nastroszonej Łapy cd Paskudnej Łapy

Och tak... te słowa łechtały mu wspaniale ego. Zamruczał zadowolony, liżąc ją w policzek. Była jego. Cała jego. Nie zamierzał jej już wypuszczać ze swoich łap. Na dodatek ta krew, która zaczęła spływać z jej ran... Dalej czuł ten metaliczny posmak na języku. A te jej krzyki... No normalnie poezja. Nic tylko pragnęło się, by to trwało i trwało. Wspaniała randka. Wiedziała jak zrobić nastrój. 
- Nie będziesz już sprawiać mi problemów? - zapytał, oczekując właściwej odpowiedzi. 
- P-postaram się... - pisnęła cicho, krzywiąc się lekko.
Na te słowa odsunął się od niej, dając jej przestrzeń. Tak jak jej obiecał, już nie kontynuował kąsania, chociaż bardzo go kusiło to kontynuować. Jednak... Wtedy kotka dowiedziałaby się, że jego słowa były nic nie wartę. 
- Proszę bardzo. Widzisz? Dotrzymuje obietnic. - miauknął, obserwując jak ta łapie szybkie oddechy, strosząc z przerażeniem futro. 
Zerwała się od razu do biegu, zostawiając go. 
Nie gonił jej, wylizując łapy z zadowolonym pomrukiem. I tak przed nim nie ucieknie. Jeszcze to powtórzą.

***

Wszedł do legowiska, rozglądając się po nim zmęczonym wzrokiem. Treningi dawały mu w kość. Bardziej jednak pod postacią psychiczną a nie fizyczną. Wtoczył się do środka, dostrzegając Paskudę i kierując ku niej swoje kroki. Dojrzał jak bardziej się skuliła, próbując go oszukać, że spała. Podszedł do niej, wisząc nad nią niczym sęp. Przyglądał się jej chwilę, a potem usiadł obok z ciężkim westchnięciem. Nie uszło jego uwadze jej lekkie wzdrygnięcie, a tym bardziej odsunięcie. Dojrzał jak kotka kładzie swój ogon na pysku, jakby to miało sprawić, że będzie niewidzialna. 
- Paskudo. Wiem, że nie śpisz - powiedział do niej, kończąc ten jej cyrk. 
- Ś-śpię...- wydukała, nie zdając sobie sprawy ze swojej głupoty.
- Właśnie potwierdziłaś, że nie śpisz - prychnął, kręcąc głową. Mysi móżdżek. - Wiesz... Niedługo będę wojownikiem - pochwalił się jej. - Wiesz co to znaczy? 
Pokręciła głową.
- N-nie...
Jak to nie wiedziała? Widać było jak interesowała się klanem. Wojownik w końcu to był ktoś! Uwolni się raz na zawsze od Zanikającego Echa i będzie robił co chcę! 
- Że będę w końcu kimś ważnym! Nikt nie będzie mną pomiatał i rozkazywał. Ale to będzie wolność... - powiedział, lekko się uśmiechając. Ah... Już chciał, by Rudzikowy Śpiew go mianował. Polepszył się od ostatniego razu i polowanie mu wychodziło, więc... Nadawał się. To i tak cud, że nie skonał tam jako beztalencie, skoro uczyła go taka wronia strawa. 
- T-to t-teraz n-nie b-byłeś k-kimś ważnym? - wymamrotała zdziwiona. 
Co?! Co ona insynuowała? Oczywiście, że był! I nadal jest! 
- Byłem! - warknął, tupiąc łapą. - Znaczy nadal jestem. Tylko będę dzięki temu jeszcze bardziej ważny! Będę rozkazywał młodszym od siebie i mógł ich karać za błędy. Dostane też własnego ucznia do przeszkolenia - wymieniał jej profity jakie z tego były. 
Kiwnęła łbem.
- R-rozumiem...- powiedziała cicho - T-to... D-dobranoc...- wyszeptała, próbując uniknąć dalszych rozmów z kocurem.
- Już idziesz spać? Taka jesteś wymęczona? - prychnął, odsuwając jej ogon z jej pyska. - Spójrz na mnie. - zażądał. 

<Paskudo?>

[przyznano 5%]

Od Nastroszonej Łapy cd Zanikającego Echa

Nie mógł uwierzyć, że kotka tak szybko pękła. Było mu to na łapę. Chciał ją zniszczyć, ukarać za to wszystko co mu zrobiła. Nie miał litości. Zamierzał sprawić, by ryczała z całych sił, by zapamiętała tą chwilę, gdy nad nią górował, do końca życia. W tym celu musiała go słyszeć, dlatego też odsunął jej łapy od uszu, szarpnięciem.
- Nikt cię nie kocha. Jesteś zbokiem i wariatką. Smutne życie cię czeka w samotności... No chyba, że zrobisz sobie kociaki z jakimś przystojnym panem. Skoro nie podoba ci się Orzechowe Serce to co powiesz na... Trzcinową Sadzawkę? Zastępca. Całkiem w twoim guście. - zasugerował jej, już zastanawiając się jak przekonać kocura, by zgodził się na małą randkę z siostrą lidera. 
Mentorka rozpłakała się głośno, wbijając pysk w ziemię. To był miód na jego uszy. Chciał go już słyszeć zawsze i zawsze. Ukazywała piękne cierpienie. Takie, które miało się za nią ciągnąć może i do końca życia. 
- N-nie! Z-zostaw mnie już! N-nie jestem żadnym zbokiem! Nie jestem wariatką! I n-nie chcę mieć bachorów! Z-zostaw mnie w spokoju! - jęczała, jakby dalej mając nadzieję, że ją zostawi w spokoju.
O nie... On się dopiero rozkręcał. Zniszczy ją, podporządkuję i będzie chodzić jak jej zagra. Tak jak Paskuda. Nie interesowała go jednak jakoś romantycznie, bo była stara i zagrzybiała, ale na sługusa mogła się nadać. Przynosiłaby mu jedzenie i może od czasu do czasu pochwaliła, jakim był cudownym uczniem. 
- Nie zostawię. Będę tu z tobą, aż nie zrozumiesz kim jesteś. A jesteś kotką. Masz urodzić kocięta. One mogą cię ocalić. Nie będziesz musiała mnie szkolić i już nigdy nie będziesz sama. Ktoś cię pokocha. Taką pokrakę - wymieniał plusy tej całej sytuacji, gdyby tylko na nią się zgodziła. 
Nie wiedział czemu tak się opierała. Powinna już wiedzieć, gdzie jej miejsce i że nie miała szans z nim wygrać. On był kocurem, czyli istotą znacznie silniejszą od tego lisiego łajna. Nawet jej brat został liderem, a nie ona, więc widać było kto rządził światem. Oni... Kocury. 
Zamachnęła się w niego łapą, a on sprawnie odskoczył, wracając pod jej głowę. Nie zamierzał dać się jej przegonić. Nigdy. 
- D-dosyć! P-przestań! Mam tego dość! - jęczała dalej. 
- Tak? Masz dość? Nie widzę. Gdyby tak było to byś już coś zrobiła, a nic nie robisz - zauważył. 
No bo ta inna Echo, z którą wcześniej miał treningi, jakoś z łatwością by mu wlała, plując na niego jadem. Nie lubił tego, bardzo, więc cieszył się, że mentorka wpadła ponownie w tak żałosny stan. Nauczył się go doceniać, po tym jak prawie się utopił, bo kocica zapragnęła, by ją przeprosił. Jeszcze czego. 
- Z-zostaw mnie samą. T-takie to trudne? - Siorbnęła tylko nosem.
- Tak. Bardzo trudne. Wiesz czemu? Bo podoba mi się wyraz twojego pyska - Złapał ją za niego łapami. - Jest taki żałosny. Jak ty - Uśmiechnął się. - Nareszcie wiesz gdzie twoje miejsce. 
Próbowała mu się wyrwać, niewdzięcznica. Zacisnął mocniej łapy, lekko wysuwając pazury. 
- N-nie jestem żałosna! P-puść mnie!
Poklepał ją na to po mordce. Och oczywiście. Nie była. Mhm... Jasne. 
- Jesteś. Jesteś. No dobra. To... poćwiczę walkę. Póki jesteś w stanie agonalnym, bo nic i tak mi nie zrobisz - Puścił ją, zastanawiając się gdzie najpierw uderzyć.
Praktycznie robił jej to po złości, bo jak miał czegoś się nauczyć, gdy jego mentorka była zwykłym łajnem, które na niczym się nie znało? To było niewykonalne, dlatego też wyżycie swojej frustracji na jej ciele, to było to, czego teraz bardzo pragnął. 
Skrzywiła się lekko.
- W j-jakim niby stanie agonalnym?
- Leżysz i kwiczysz. Czyli właśnie taki stan - wytłumaczył jej, a ta spojrzała na ziemię, nie odzywając się już nawet ani słowem.
Odsunął się od niej kawałek, tak by zrobić im przestrzeń, zaczynając skradać się w jej stronę. To była jego zwierzyna. Zaraz ją nadzieję na pazury i pokaże klanowi jaki był wspaniały. Gdy był w odpowiedniej odległości wyskoczył, dopadając swojego celu.
- Ha! Nie żyjesz - ogłosił zadowolony. 
Spojrzała na niego zmęczonym wzrokiem.
- Przestań. Idź się baw z innymi dziećmi.
Co takiego?! Uważała go za dziecko?! Co za... Co za śmieć! 
- Nie jestem już dzieckiem! Znaczy... prawie nie jestem. - prychnął, po czym znów ponowił skradanie i skok na nią. - Ha! Zwycięstwo! Obsrane Echo poległa - zawołał triumfalnie. 
Westchnęła ciężko, kuląc się na ziemi.
- N-naprawdę przestań. Nie żartuję - powiedziała cicho, próbując pozbyć się łez z oka.
- Ojoj, a co mi zrobisz? Pobijesz, utopisz? Już to widzę. - prychnął. - Teraz ja rządzę - powiadomił ją. - I będę na tobie ćwiczyć.

<Kochany worku treningowy?>

[przyznano 5%]

Od Wypłosza cd Bylicy

Jakiego on miał pecha! Dlaczego go to spotkało?! Był pewien, że ta starucha już dawno wyzionęła ducha, tam gdzie ją ostatnio zostawił, a ona... Ona jakimś sposobem uciekła przeznaczeniu! To było takie okropne! Ten ból, ta niemoc. Nie chciał tu umrzeć! Bał się i to cholernie! Dlatego też z całych sił starał się wziąć staruchę na litość i mieć nadzieję, że ta mu odpuści. No może i zdradził, ale zrobił to z konkretnego powodu! Skoro był jej "synem" to powinna okazać jakąś wyrozumiałość, a nie rzucać się na niego od razu z pazurami! A teraz leżał pod nią, przyciśnięty do ziemi niczym piszczka, która czeka na śmierć. 
Zaskomlał. 
- Ja chciałem tylko być wolny? To tak ciężko zrozumieć?! - warknął w jej pysk. - Wiesz dobrze, że nic nie mam!
- Każdy ma coś. Informacje też się liczą - rzekła. - Rusz, że tą głową. Daję ci trzydzieści uderzeń serca. Potem kontynuuję. 
Co takiego?! Czemu tak mało?! Strach ścisnął go boleśnie w piersi. Czy posiadał jakieś informację, które przydałyby się kotce? Może owszem, ale nie chciał ich jej zdradzać, bo stanowiły dla niego korzystniejszą przewagę. Czyli... Trzeba było znów ją oszukać. Tylko co by ją zainteresowało na tyle, aby go nie zabiła? Odpowiedź sama wpadła mu do głowy. 
- J-ja... Ja wiem, gdzie jest Sójka! P-powiem ci, tylko... tylko mnie nie zabijaj!
Słysząc to, uśmiechnęła się. Ugh... Sadystka. A zgrywała taką miłą babcie. Teraz widział jej prawdziwą twarz. 
- I to jest to, czego oczekiwałam. Skowronku! - miauknęła do córki, która wcześniej ich obserwowała. Szylkretka podeszła do nich. Popatrzyła przez chwilę na niego, po czym odwróciła wzrok. - On wie gdzie jest Sójka. zaprowadzi nas do niej. Więc? Prowadź. - rzekła, puszczając go, jednak razem z tą drugą pilnując, aby nie nawiał. 
Skulił się, leżąc dalej na ziemi. Wszystko go bolało. Nie zamierzał naprawdę pokazywać im ich kryjówki! Chociaż nie lubił Sójki i denerwowała go, to mimo wszystko nie chciał, by Bylica wyszła z tego wszystkiego wygrana. 
- Jestem ranny. Nie dam rady tam dotrzeć. Wskaże wam drogę - powiedział mając nadzieję, że dadzą się złapać na ten przekręt. 
- W takim razie zaprowadzisz nas w inny sposób. - rzekła Bylica, po czym chwyciła go za kark, zaczynając go ciągnąć - Móf gdzife mfam ifć - wycharczała przez zaciśnięte na jego futrze zęby.
Skrzywił się z bólu. To nie było miłe. 
- Nie! Wole iść! Puść mnie! To nieprzyjemne! - Zaczął się szarpać w jej pysku. 
Puściła go, na co odetchnął z ulgą. Udało się. 
- Nie próbuj uciekać. Idź i pokaż, gdzie to. - zażądała. 
Zaczął kuśtykać przed siebie. Musiał je zgubić. Był wolniejszy, więc dawanie nura przez dziurę w płocie odpadało, bo te zaraz by go dorwały. Dyskretnie rozejrzał się po otoczeniu. Mijając kanały, o których dowiedział się od samotnika, szybko do nich skoczył, wturlując się w szparę i spadając na dół. Skrzywił się z bólu, gdy uderzył o twardy grunt, po czym zaczął uciekać, kuśtykając i brocząc krwią z zadanych przez kotkę ran. 
- CO?? - usłyszał jeszcze jej wrzask. 
Zaskoczył ją. Ha! I bardzo dobrze. Z szybko bijącym sercem, przemierzał ciemności, byle kocica go ponownie nie dorwała. Ta jednak najwidoczniej nie ruszyła jego tropem, bojąc się wejść w nieznane rejony. 

***

Uciekł Bylicy i musiał wylizać rany, jakie mu zadała. Było okropnie coś znaleźć, ale pajęczyna starczyła. Starał się teraz być ostrożny, by nie zostać znów przez nią zaskoczony. Nie mógł znów popełnić błędu. Musiał jednak wyjść z kryjówki, szukając pożywienia. Nieco już się podleczył i był sprawniejszy. Wolnym krokiem przemykał od uliczki do uliczki, nasłuchując. Dotarł do jakiegoś śmietnika, wywracając go, a następnie zaczął w nim szukać czegoś do jedzenia. Było tu sporo worków i zapachy nie były zbyt miłe, ale coś za coś. Wszedł tam głębiej, rozgrzebując resztki, gdy nagle poczuł jak kosz wraca do pionu, przez co skończył w jego wnętrzu. Zaskoczony rozejrzał się, a widząc siedzącą na murku Bylice, zamarł. Czemu ona jeszcze nie zdechła?! Była już przecież taka stara! Bo właśnie teraz na to liczył. By wyzionęła ducha z tej starości albo by zeżarł ją jakiś pies! 
- No cześć - miauknęła charkotliwie z wrednym uśmieszkiem. - Tęskniłeś? - spytała. 
- O hej... Ja eee... Myślałem, że się zgubiłyście i postanowiłyście wrócić do siebie... Dlatego was nie wołałem - starał się wytłumaczyć z tej ucieczki. 
- Wypłosz. Nie kłam. - warknęła twardo, zmieniając wyraz miny na kamienny. Ale natychmiast po wypowiedzeniu tych słów, znów pojawił się na jej mordce ten sam uśmiech. - No to co? Na czym skończyliśmy? Przypomnisz mi może? Jestem już taka stara, że pamięć mi aż szwankuje - spytała z widocznie udawanym smutkiem, wyraźnie sugerując, iż to co powiedziała nie było ani trochę prawdą. 
Co teraz? Był w pułapce. Nie miał gdzie uciec. Starucha znów zaczęła na dodatek mu grozić, a strach ponownie zaczął go ogarniać. 
- J-ja... ja przepraszam no! Daj mi spokój - wystękał. - Wypuść mnie! Nie chce powtórki z zabawy. Sójka kręci się zwykle w parku o tej porze, idź i sobie ją złap. - skłamał z nadzieją, że Bylica sobie pójdzie szukać wiatru w polu, a on natychmiast da nogę do Blanki. Musieli się wyprowadzić. Gdzieś dalej od tej wariatki! 
- Oh, wiesz, mnie się całkiem podobało. - Zastrzygła uszami - Dobrze wiedzieć. Ale...najpierw...najpierw skończę twoją kwestię. - Postawiła jedną łapę na brzegu kosza.
Zjeżył sierść, patrząc na nią ze strachem. 
- Jaką kwestię? Już jesteśmy kwita!
- Nie, nie jesteśmy. Zdrada po tylu księżycach... - zacmokała - Kochany, kochany, za coś takiego to tyle co ja ci zrobiłam na pewno nie wystarczy. Serce mi złamałeś - rzekła.
Skrzywił się na to wyznanie. Że niby go kochała? Ta jasne, wykorzystywała tylko przez ten cały czas! On się już dawno na niej poznał. Na niej i tej jej córce! 
- Nie zgrywaj głupiej. Wiem, że porwałaś nas tylko po to, byś zdobyła pozycję i siłę. Nie kochasz żadnego z nas, mamy tylko być twoimi szpiegami i niewolnikami - syknął. 
- Gdyby tak było, to bym cię nie brała. Bo po co? Jesteś bez oka, ogona, łapy, wnerwiałeś z jedną trzecią mojej grupy jak nie patrzyłam. Myślisz, że nie wiem, co powiedziałeś Skowronek, gdy przyszła do miasta by cię zanieść do reszty po przegranej z Gangiem Ości? Hm? Otóż wiem. I wiem też, że uczyć się ziół ci nie chciało. Nie jestem aż tak nie uważna, jak pewnie myślałeś - dodała. 
- Nie chciałem uczyć się ziół. Chciałem polować! Krokus nie chciała mnie tego uczyć, znęcając się nade mną, więc mam wam dziękować? Powiedziała mi co planujesz mi zrobić! - wykrzyczał już całkiem w nerwach. 
Musiał coś wymyślić, bo go zabiję. Widział ten jej wzrok, tą żądzę. Jak miał kolejny raz jej uciec, gdy był w pułapce? 
- A co niby, planuję ci zrobić, skoro i tak wiedziałam już wtedy, że nie jesteś za bardzo przydatny? - spytała.
- Że mam zostać jakimś medykiem i cię leczyć na starość. Że uzależniasz mnie od siebie, bym ci się nie zbuntował i był na skinienie twojego pazura - warknął, kładąc po sobie uszy.
- Phi. Gdyby tak miało być, to twoje nauczanie wyglądało by kompletnie inaczej, nie zależnie od tego, czego twoim zdaniem dopuściła się Krokus na waszych treningach. Jak już mówiłam, widziałam, że nie za bardzo chce ci się uczyć. Na skinienie swego pazura mogłabym kazać cię zabić, albo wygnać, gdyby mi na tobie nie zależało. - miauknęła.
- Nie lubię roślin! One są takie niepraktyczne i czułem się jak debil, co wącha kwiatki! - syknął do niej. - Nawet nie zapytałaś mnie co by mi się przydało w życiu! Od razu przydzieliłaś mi rolę, której nie cierpię!
Właśnie przez to znienawidził ją bardziej. Chciał nauczyć się polować, by złapać durną mysz! To, że był kaleką nie sprawiało, że nie miał szans się tego nauczyć! Mógł! Wierzył w to, lecz kocica nawet nie dała mu takiej szansy! 
- Przydzieliłam ci ją, bo uznałam, że taka będzie dla ciebie odpowiednia. Nigdy nie przyszedłeś do mnie i nie powiedziałeś, że nie chcesz się uczyć ziół. Poza tym, uznałam, że w ten sposób będziesz się czuł przydatny, bo cały czas o tym gadałeś, jak to cię porzucę kiedyś. Jak widać to ci nie wystarczyło. Zawsze tylko grałeś na uczuciach innych kotów. No, wróćmy do tematu przewodniego, czyli co oderwać ci najpierw? Łapkę, ucho, a może wydrapać oko? Tak wiele możliwości... - jakby się rozmarzyła, wbijając w niego spojrzenie niczym w piszczkę, wysuwając pazury na łapie, którą trzymała na brzegu kubła.
Na księżyc! Musiał ją powstrzymać! Nie chciał stracić już niczego! Wtedy czekałaby go tylko śmierć! Zatrząsł się w śmieciach, kuląc najbardziej jak potrafił, by jej pazury go nie dosięgły. 
- N-nie! P-poczekaj! M-może jakiś układ? Za moje życie i nie odrywanie mi niczego? - zaproponował, mając nadzieję, że kotka się zgodzi go oszczędzić.
- A co takiego mógłbyś... - i przerwała, unosząc uszy bardziej do góry, a jej pysk rozświetlił delikatny uśmiech. Gdyby była postacią z kreskówki, na pewno nad jej głową pojawiła by się żarówka, która by się zapaliła. - Wiesz co, jest coś, co mógłbyś zrobić. To będzie twoje pierwsze zadanie. Z wielu zadań. Przynajmniej jedno na księżyc. Chcesz posłuchać, czy ci coś jednak oderwać?
- Jakie zadanie? - miauknął słabo, wiedząc że nie miał wyjścia. Był w pułapce. Nie chciał tracić żadnej kolejnej kończyny, a nawet życia.

<Bylico?>

Od Mrocznej Gwiazdy CD Bylicy i Chłodnej Łapy (Słodkiego Kwiatuszka)

*skip do nowych terenów* 

Razem z synem wyruszył nad rzekę. Mroczna Gwiazda był czujny przez całą drogę, ze względu na niebezpieczeństwa, które czyhały na nich z każdej strony lasu. Niemal nie znali własnych terytoriów, i chociaż trochę tu już mieszkali, wciąż musieli się przyzwyczaić.
Wtedy też w trzcinie dojrzał błysk srebrnego futra, które kojarzył, aczkolwiek nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Czy Bylica naprawdę fatygowałaby się aż do Klanu Wilka?
Mimo wszystko, znając tą staruchę, było to możliwe. 
Już wkrótce sylwetka podniosła głowę do góry i widząc ich, zaczęła przeskakiwać kamienie wyłaniające się zza rzecznego nurtu. Kocur nic nie powiedział, jedynie syknął na syna, by łaskawie stał i nie robił nic durnego, jak to miał w zwyczaju.
Chłoda na moment zamurowało; najwidoczniej rozpoznał Bylicę. Ostrożnie podszedł do boku lidera, obserwując staruchę zimnym wzrokiem. 
— Witaj, Mroczny Omenie. Ciebie też miło widzieć, już pewnie nie Chłodna Łapo — miauknęła — jest ktoś z wami, czy mogę wejść? Bo nie widzi mi się za bardzo stanie na śliskim kamieniu.
— Mroczna Gwiazdo — poprawił ją chłodno. — I Słodki Kwiatuszku. Możesz wejść, bo mam z tobą coś do przegadania — mruknął, obmierzając ją wzrokiem. Specjalnie użył karnego imienia syna, by go pogrążyć. Chłód jednak nie odezwał się, lustrując samotniczkę wrogim spojrzeniem. 
Bylica weszła delikatnie, acz ostrożnie mierząc go wzrokiem. Zachowywała swój stary uśmiech, choć była bardziej uważna, słysząc jego ton. 
— No no, widzę, że uzyskałeś awans, gratulacje. — rzekła z szacunkiem opuszczając głowę — I ciekawe imię twój syn otrzymał. Całkiem ładne — miauknęła. — A więc, o czym chciałeś pogadać? — spytała. 
— O naszej umowie — zmrużył oczy, spoglądając na nią uważnie. — Przyniosłaś tutaj siebie, ale czy znalazłaś Ryś? Bo jeśli nie, to uwierz mi, nie byłabyś najszczęśliwsza, gdy już dorwę twoją córkę. Hm? — mówił wbrew pozorom spokojnie, ale wymownie i pod pewną groźbą. — Mój syn także doskonale wie, o czym mówię.
Mógłby wciąż bawić się z Bylicą, ale powoli tracił cierpliwość. Srebrna była mu coraz mniej potrzebna, ponieważ zostawiła Ryś na starych terenach, a szansa na jej złapanie znacząco zmalała.
Samotniczka nie okazała strachu. Spojrzała na niego tylko chłodno z kamiennym wyrazem twarzy.
— Jak widzę grozisz mi. Ale ty też nie złapałeś swojego celu, więc ja...mogę ci zagrozić tak samo. Że nigdy przyniosę ci Ryś w zamian, jeśli dostanę tylko truchło zamiast żywej córki — miauknęła. — sam nie masz dobrych wieści, więc jak widzę, wiele lepszy ode mnie nie jesteś, o ile w ogóle. Już nie powiem, jak nierozważnym jest grozić kotu, z którym ma się umowę, a który wie, kogo chcesz w swe łapy, i jako jedyny jest w stanie tę osobę złapać. I zrobić z nią, co mu będzie na łapę. Zależnie od twego ruchu —miauknęła. — jeśli masz zamiar mi się wygrażać, to mogę sobie stąd pójść. I już więcej nie zobaczysz ani mnie, a już na pewno Rysiej. — miauknęła. — bo szczerze? Córka nie jest już taka ważna dla mnie, jak była kiedyś. Więc jeśli ją zabijesz, to nie będę jakoś strasznie rozpaczała, tylko po prostu dobiję też twoją Ryś własnołapnie. Nawet, jeśli chciałbyś ją też ukatrupić, to raczej nie będziesz się cieszył, jeśli zrobi to ktoś inny. — rzekła z powagą.
Podszedł krok do przodu, wysuwając dumnie brodę.
— Byłaś na tyle głupia, Bylico, by naopowiadać mi o swoich biednych dzieciątkach, złapanych wcześniej przez Nocniaków. Dorwanie twojej córki nie stanowi dla mnie najmniejszego problemu, moja droga; jest tuż tuż. A uwierz mi, mam doświadczenie w porywaniu. Za to ty, musiałabyś wracać na stare tereny, a wiek ci nie dopisuje — uśmiechnął się lekko. — Nie, moja droga, nie jestem głupi, nawet jeśli mnie za takiego uważasz. Jednak nie jestem tu, by cię pouczać... Mogę jednak zdradzić, że czegokolwiek nie zrobisz, będę na wygranej pozycji. — miauknął. — Od tego mam swoich wojowników, kochana, więc gdybyś postanowiła zdechnąć wcześniej, czy próbować iść na stare tereny, by zabić moją złotą rybkę, to nim przemierzysz chociaż dziesięć odległości lisa, złapią cię i rozszarpią jak najgorsze ścierwo. Nie dążę do wojny między nami, jednak jeśli tego właśnie chcesz, to nie będę się opierać. Nie radziłbym jednak.
Dojrzał, że syn także podszedł do przodu, równając się z nim w jednej linii.
— Zamiast rzucać groźbami, wykonaj swój cel. Znam twoją córkę, rozmawiałem z nią — powiedział. — Jeżeli ci na niej nie zależy, to po co tu przyszłaś? I po co w ogóle opuszczałaś tamto miejsce bez kotki, na której nam zależy? — zauważył.
— Sam mi zacząłeś grozić, kochany, więc się nie dziw, że ci odpowiadam tym samym. I ja też mam swoje szerokie możliwości, droga Mroczna Gwiazdo, a to, że jestem stara, nic a nic mi nie przeszkadza. Nie boję się o to, że coś zrobisz mojej córce, bo dla mnie też jest taką złotą rybką, jak dla ciebie Ryś. Chcę ją mieć, ale nie jest mym głównym celem, bez którego będzie mi jakoś bardzo źle. A co do twoich wojowników...to oni też mnie za bardzo nie przerażają. Znam klany, znam wasze style walki. I nawet jeśli przewodzi nimi kot taki jak ty, inteligentniejszy niż większość ze wszystkich, jakich znałam i pewnie wielu, których nie poznałam, to dalej, mam swoje sposoby. Myślisz, że bez powodu żyję tak długo? — spytała — a co do tego, co powiedziałeś ty, Słodki Kwiatuszku — rzekła, nie odsuwając się ani trochę. —Powtórzę jeszcze raz na nowo, bo chyba nie zakapowałeś, o co mi chodzi; Nie, że mi na niej nie zależy, ale jestem w stanie przeżyć jej stratę — rzekła. — jest po prostu...kimś, kogo chętnie bym znów powitała u siebie, ale nie jest to dla mnie konieczne. A po co opuszczałam? Powiedzmy, że to nie była do końca rzecz, co do której miałam wybór. Ryś raczej też nie. — rzekła. — Klany też nie miały. Chyba wszyscy wiemy, czemu opuściliśmy stare tereny i osiedliliśmy się tu, darujmy więc sobie takie głupie pytania, nie wnoszące nic do dyskusji, młodzieńcze — rzekła. — A przyszłam tu, choć nie wiedziałam, że klany poszły w to samo miejsce, co ja. Miałam nadzieję na miłą pogawędkę, ale jak widzę jednak się myliłam. — dodała.
— Groźba? Jedynie zwróciłem na coś uwagę. Wybierałaś się na nasze tereny, nie mając Rysiej Pogoni. Czy wiesz, jak to się dla ciebie może skończyć? Ja cię jedynie ostrzegam — wymruczał spokojnie, nie spuszczając z niej wzroku. — A więc zależy ci na twojej córce na tyle, by zawrzeć ze mną umowę, ale jednak nie na tyle, by jej brak był dla ciebie odczuwalny? Przeczy to niektórym twoim słowom... — zaśmiał się cicho. — Nie sądzisz, że zbyt pochlebnie o sobie mówisz? — postąpił kolejny krok do przodu. — W rzeczy samej doceniam twoje umiejętności, ale stara samotniczka z bandą podrostków nie równa się całemu klanowi. I jeśli masz w swoje garść jakiejkolwiek inteligencji, w co nie wątpię, to nie będziesz wplątywała się w wrogi stan z nami. Uwierz mi, jeśli chcę, potrafię być szczególnie okrutny. Klan Wilka nie jest taki, jak pozostałe klany. Zawiedziesz się, jeśli nas nie docenisz — dodał. — Ach, Bylico... Jeśli chcesz żyć w tym świecie, musisz się przyzwyczaić, że nie każdy będzie miał ochotę na miłą pogawędkę z tobą. — zamruczał melodyjnie. — Jesteśmy różni, ale to, co nas łączy, to fakt, iż każdy z nas ma własne cele. I każdy z nas chce do nich uporczywie dążyć. A więc nie dziw się, że mógłbym połamać ci kości i przelać całą krew, by zyskać to, co pragnę. Nie mówię, że to zrobię, ale... powinnaś zdawać sobie z tego sprawę. Jestem zdziwiony, że przeżyłaś tak długo i to ja muszę uczyć cię sztuki życia. Po co te nerwy, Bylico? Jeśli zechcesz wypełnić swojej części umowy, to nie będziemy mieli powodu do sporów, a żadne z nas nie wysunie pazurów. Przemyśl to sobie.
Chłód zmrużył oczy. Podszedł bliżej, mordując samotniczkę wzrokiem. Gdy Mroczna Gwiazda skończył mówić, syn dodał. 
— To dziwne... Chcesz ją, ale i nie chcesz... Skoro tak, to po co brałaś w ogóle udział w zawieraniu z naszym liderem umowy, wiedząc że twoja porażka może się dla ciebie źle skończyć?
— Już ja wiem, co miałeś na myśli i mej to uwadze nie uszło — powiedziała ze spokojem. — poza tym, myślisz że kot z moją inteligencją, skoro sam przyznałeś, że ją posiadam, wejdzie na twe tereny, trzymając Rysią? To nie było by mądre posunięcie. Mógłbyś mi ją zabrać, nie oddać mi tego, za co bym ci ją przyniosła i mi coś zrobić. Lepiej jest się spotkać na neutralnym, otwartym terenie. Nie mówię, że was nie doceniam, a mówię o sobie pochlebnie, bo to ty, Mroczna Gwiazdo, nie doceniasz mnie. Nie powiem ci w jaki sposób, ponieważ to by było zanadto ułatwieniem. Sam musisz to wykombinować. — miauknęła. — I nie nazywaj lepiej moich dzieci podrostkami, nie są już kociętami. Sama bym mogła ciebie nazwać podrostkiem czy też młodzieniaszkiem, w porównaniu ze mną jesteś dopiero co urodzonym kocięciem, o Chłodzie już nie mówiąc. — zaśmiała się. — naprawdę, jak ten czas szybko leci…a co do tego, co powiedziałeś o pogawędkach, to kłuje to bardzo me stare serce. Ale ostatnio tak dobrze nam się gadało, że aż mi się przykro zrobiło, że od razu o krzywdzie mej córki coś tu insynuujesz. I masz rację, nie ma potrzeby używać żadnych pazurów. Chętnie dotrzymam swojej części umowy, ale nie pod groźbą. Słodki Kwiatuszku, twój ojciec chyba rozumie, o co mi chodzi, więc nie będę strzępiła języka. — dodała tylko w odpowiedzi na wypowiedź rudego.
Czy naprawdę musiał strzępić język?
— Moglibyśmy rozmawiać tak w nieskończoność, jednak słowa czynom nie są równe i nigdy nie będą. Wiek nie jest równoznaczny z mądrością, moja droga. — rzucił. — Jeśli oboje będziemy ze sobą współpracować, żadne nie będzie musiało wykonywać poleceń pod groźbą. Wszystko zależy od ciebie, Bylico... Nie sądzisz, że się rozgadaliśmy? — uśmiechnął się. — Może i dobrze się znamy, ale wciąż jesteś traktowana jako intruz. Masz dziesięć uderzeń serca, by się stąd wynosić, a w przeciwnym wypadku mój syn zwoła patrol. Życzę miłego dnia — miauknął spokojnie.
Słysząc to,  srebrna otworzyła szeroko oczy, ale szybko wskoczyła na kamienie. Biegnąc poślizgnęła się na śliskim kamieniu, gdzieś przy końcu drogi, i nie dość, że uderzyła o niego brodą, to jeszcze wpadła do wody z piskiem.
Rudzielec wbił wzrok w Bylice, słysząc słowa Mrocznej Gwiazdy.  Widząc zwiewającą kotkę, posłał jej zaskoczone spojrzenie. Wydał z siebie niezadowolony pomruk. 
— No i po zabawie...
A lider musiał przyznać, że nie spodziewał się, że kotka stchórzy. A jaki miał ubaw, gdy wpadła do wody. Jednak nie zaśmiał się, ani nawet nie uśmiechnął; miał kamienną twarz i patrzył uważnie w tafle nurtu, ciekaw, czy jej głowa się wynurzy, czy może kotka utopi się i zdechnie.
— Niezłe widowisko nam załatwiła — wyszeptał do syna. — Hej, ty! Żyjesz? — zawołał głośniej. W międzyczasie, zwrócił głowę w kierunku syna i bez słowa zamachnął się łapą i uderzył go w mordę. Dobrze się dziś spisał.
Rudy przerwał przyglądanie się wodzie, w której tonęła srebrna i pokręcił nosem, otwierając i zamykając go parę razy, nie mogąc powstrzymać uśmiechu oraz zadowolonego spojrzenia. 
— Dzięki — mruknął, przyglądając się rzece.
Lider nic nie odpowiedział, jednak nie skomentował jego radości. Zasłużył sobie na ból... Nie dał się ponieść emocjom i w zimny sposób konfrontował się z Bylicą. 
Czarny van nie przestawał obserwować wody. Bylicy wciąż nie było widać na powierzchni. Dopiero później wynurzyła się i wyskoczyła na drugi brzeg, przemoczona do suchej nitki.

<Chłód?>

Od Mrocznej Gwiazdy CD. Łasiczego Skowytu (Szpetnego Pyska)

Po zabiciu samotnika spojrzał na córkę.
—Jedz, jeśli jesteś głodna.
— Na razie nie — odparła kotka po obmierzeniu pustym spojrzeniem leżące w śniegu ciało.
Nie protestował. Jeśli nie była głodna, to nie zamierzał wciskać jej mięsa na siłę. Wciąż jednak dobrze, aby się nie zmarnowało. Dlatego pozwolił innym kultystom się pożywić i sam oderwał kawałek od truchła, delektując się jego osobliwym smakiem. Nigdy nie rozumiał, czemu koty tak niechętnie podchodziły do kanibalizmu... To mięso było tym samym co mysz, co ptak, jedynie większe.


* * *
Leżał wygodnie na swoim legowisku, obmyślając kolejne plany co do przyszłości klanu; co do wszystkiego, z czym musiał się zmierzyć, aby zapewnić dobro i siłę miejscu, gdzie się wychował. Usłyszał kroki, ale nie odezwał się, dopóki znajomy głos pierwszy się o to nie upomniał.
— Echem. — odchrząknęła Łasiczy Skowyt. — Mroczna Gwiazdo, miałbyś chwilkę?
— Miałbym jej nie mieć dla swojej córki? — odparł spokojnie. — Wchodź. O co chodzi?
— Chciałam cię tylko poinformować, że kilka dni temu na granicy z Klanem Klifu spotkałam jednego z twoich synów. Kruka.
Podniósł wyżej łeb, zaintrygowany i wstał na łapy.
— Rozmawiałaś z nim?
— Oczywiście. Nie zmienił się bardzo. Arogancki i odklejony jak zawsze. Nawet mnie nie poznał!
— Jeśli nie widzieliście się od urodzenia, to się nie dziwię — mruknął. — Jak mu się żyje? Byłby z niego chociaż materiał na kultystę?
— Gadał coś, że ma wojownicze imię, ale już nie pamiętam. Najwidoczniej było tak beznadziejne że usunęłam je z myśli.
— Tyle dobrze, że Lampart go jeszcze nie zabił, bo w sumie mógłbym się tego po nim spodziewać. Chociaż... Jeśli nie jest chętny do dołączenia do nas, to jego los jest mi obojętny. — miauknął. — Liczyłem jednak, że z tego spotkania wyniknie coś więcej. Zebrałaś jakieś dodatkowe informacje?
— Od Kruka niestety nie, ale muszę przyznać, że na ostatnim zgromadzeniu po rozmowie z jedną z wojowniczek Klanu Burzy mogę stwierdzić, że nie mają się najlepiej. A poza tym straszne z nich niedojdy, wyobrażasz sobie, że starsza wojowniczka prawie się przy mnie popłakała? — prychnęła z oburzeniem.
Skrzywił pysk.
— Żałosne. Za coś takiego na miejscu ich liderki nie puściłbym tej wojowniczki już więcej na zgromadzenie. Gdyby tylko u nas ktoś odpierdolił coś takiego... Właśnie dlatego wysyłam na zgromadzenia tylko silnych wojowników. Może oprócz Papli, ale na to nic więcej nie poradzę. To jednak bardzo dobra informacja, Łasiczy Skowycie. Dobrze jest poznać czułe punkty swoich wrogów. Wiesz, jaka to była wojowniczka? Nazywała się jakoś?
Wciąż pamiętał kilka Burzaczek, które miał okazję spotkać na swojej drodze. Był ciekaw, czy znał tą, o której mówiła córka.
— Czarna, już lekko osiwiała. Niestety nie przedstawiła się, bo tak się bała. Z resztą to nieistotne. Skoro Klan Burzy trzyma przy życiu takie porażki, to nie sądzę by byli silni.
— Nie we wszystkich przypadkach, moja droga. W naszym klanie także jest mnóstwo słabych jednostek, ale nie mogę ich wszystkich pozabijać, bo połowa klanu by wymarła, chociaż co po niektórych się pozbyłem. Nie należy przeceniać przeciwnika, ale nie należy także zaniżać jego możliwości. Bo w przeciwnym wypadku uznamy ich za zbyt słabych i okażemy się stratni. Po wrogu trzeba się spodziewać wszystkiego. Kręć się przy Burzakach, może dowiesz się czegoś ciekawego. Co mogłoby pójść na naszą korzyść.
— Właściwie to nie takie głupie ojcze - mruknęła kotka, oblizując pysk. — Ty to jednak masz łeb na karku, wiem że wiele zawdzięczasz Jastrzębiej Gwieździe, ale sam w sobie jesteś bardzo inteligentny. — przyznała.
— Niektórzy rodzą się głupcami, a innych Mroczna Puszcza odbdarzy inteligencją. Choć jedno to ją posiadać, a drugie wykorzystywać ją we właściwy sposób — odparł jedynie. — Dlatego liczę, że przekażesz moją wiedzę młodszemu pokoleniu. Wiesz, co mam na myśli? — miauknął wymownie, wylizując swoją łapę.
— Ja ehm — przełknęła ślinę, słysząc pytanie ojca na dość drażliwy wobec niej temat. — Wiem... Naprawdę uważasz, że to dobry pomysł? — skrzywiła pysk.
Wyczuł w niej niepewność. Tak znajomą, a jednocześnie tak daleką... Niepewność, którą już ktoś przy nim kiedyś doświadczył. I która nie zwiastowała nic dobrego.
— A ty nie? — zwrócił na nią wzrok, analizując jej reakcję. — Jesteś członkinią kultu, a w dodatku moją córką. Wiesz, czego się od was oczekuje. To twój obowiązek.
— Niby tak, ale jakoś wątpię, że nadaję się na matkę. Poza tym te małe ohydztwa mnie odrzucają. — fuknęła, kątem oka obserwując mimikę pyska kocura.
— Nie martw się. Wybiorę ci dobrego kompana, przy którym będziesz czuć się jak najbardziej komfortowo. Jestem w stanie dogodzić moim dzieciom — miauknął spokojnie, bez żadnej szczególnej emocji wymalowanej na pysku. — Na razie nie musisz o tym myśleć. Jeszcze dużo czasu przed tobą.
Szylkretka zlustrowała go oceniającym wzrokiem, po czym westchnęła cicho. 
— Obyś miał rację. — mruknęła, odchodząc od legowiska. 

* * *

Podszedł do córki w trakcie postoju. Usiadł obok niej, w cieniu jakiegoś liściastego drzewa. Jego wzrok nic nie mówił ani nie zdradzał, chociaż przez moment pozwolił sobie na błysk zawodu.
— Co się z tobą do cholery stało? Nigdy nie myślałem, że będę musiał kiedykolwiek dawać ci karne imię. Chłodowi? Z pewnością, ale nie tobie. Zawsze byłaś mądrzejsza, a teraz odpierdalasz coś takiego? Zawiodłaś mnie.
Kotka jedynie prychnęła cicho, unikając kontaktu wzrokowego.
— Odpowiesz wreszcie, czy będziesz milczeć przez wieczność? — warknął i zaraz strzepnął ogonem. — Tak. Taka właśnie jest twoja wdzięczność i lojalność. Jak dostajesz słusznie i sprawiedliwie po dupie, to tupiesz nóżką i strzelasz focha. Sądziłem, że masz w sobie trochę więcej inteligencji. Tym bardziej musisz wreszcie przydać się kultowi i odpłacić się za swoje żałosne zagranie. Nie myśl, że cię to ominie.
Córka zmierzyła go lodowatym wzrokiem, wzięła głęboki wdech i na spokojnie skonfrontowała spojrzenia.
— Nie uważam, że cokolwiek mnie ominie Mroczna Gwiazdo. W-wybacz mi, spartaczyłam sprawę i żałuję. — przyznała.
— Obiecuję, że przydam się jeszcze kultowi i klanu.
— Twoje obietnice na nic się zdadzą, jeśli puścisz je lekko na wiatr. Lepiej idź do Irgowego Nektaru i ucz się od niej, jak wychowywać kocięta, bo niedługo to tobie przyjdzie to robić. I tym razem mnie nie zawiedź. — prychnął. — Dobrze jednak, że żałujesz. Powinnaś.
— Postaram się — rzuciła sucho. — A tak poza tym, to w końcu uważasz że moje blizny szpecą mi pysk czy nie? — wypaliła nagle zmieniając totalnie temat rozmowy.
— To raczej nie mnie oceniać — mruknął szorstko. — Jeśli sama je docenisz, to będą piękne, a jeśli uważasz, że są szpetne, to takie pozostaną.
Kotka przewróciła tylko oczami.
— Dobra, zapomnij, że pytałam. Tak w ogóle to jest coś do zrobienia? 
Spojrzał na nią z lekkim zniesmaczeniem.
— Idź i przekonaj się, zamiast się mnie pytać. To ty powinnaś pilnować porządku i tego, w czym twoje łapy by się przydały. — odparł, odwracając się bezceremonialnie.
Córka fuknęła w odpowiedzi machając puchatą kitą na lewo i prawo.

*po dotarciu na nowe tereny*

Klan wciąż był zapracowany, chcąc stworzyć azyl bezpieczny dla Wilczaków. Omen nawet chwilę sam pomagał przy robocie, ale nie zamierzał brudzić sobie łap na dłuższą metę, gdy nie musiał tego robić, dlatego udał się do swojej córki. Miał z nią do pogadania, nawet jeśli ostatnio ich stosunki znacznie się pogorszyły.
— Musimy porozmawiać.

<Łasica?>

Od Bylicy CD Wypłosza

*niedługo po dotarciu na nowe tereny*
Dopiero od niedawna żyli w Drewnianym Gnieździe. Tereny złotych Traw były przewspaniałe! Dostatek zwierzyny, ciepły kąt, słoma do budowy legowisk, błogi spokój…no po prostu istny raj!
Był tylko jeden problem.
Szczekuszka i Skaza.
Teraz, kiedy się już w miarę ustabilizowali, głowa rodziny postanowiła, iż czas rozejrzeć się po mieście. Spróbować się dowiedzieć, czy może uda im się znaleźć ślad obecności jej przybranego dziecka i wnuczki. Wychodziła z założenia, iż dwunogi transportowały ich właśnie tutaj, więc może uda jej się dowiedzieć, czy porwani są gdzieś tutaj? Czy są w niebezpieczeństwie?
Dlatego wraz ze Skowronek wybrały się tego dnia na rekonesans, podczas gdy reszta polowała pośród złotych traw, obfitujących w zwierzynę - głównie gryzonie, które uwielbiały nasiona, oraz ptaki. Wraz z córką przemierzały tereny nowego miasta, jednocześnie próbując nie tylko znaleźć bliskich, ale także poznać teren nieco bliżej. Musiały też obserwować otoczenie, nie znały tego miejsca. To że to było miasto, tak jak to stare, wcale nie oznaczało, że było takie samo – na pierwszy rzut oka widać było wiele różnic. Było większe, zabudowania nieco się różniły. Nie mogli pozwolić sobie na większy błąd, by nie skończyć poranieni lub martwi.
Nagle, gdy matka i córka zbliżały się do wejścia w jakąś uliczkę, pojawił się bury kształt, który zderzył się ze starą kotką. Charakterystyczny smród dotarł do nosa błękitnej kocicy, a gdy ty młodszy kocur uniósł na nią wzrok, staruszka poznała go.
Widząc Bylicę Wypłosz potężnie zaklął, zrywając się do kulawego biegu.
Na chwilę kocica zaniemówiła, a w jej oczach pojawił się ogromny gniew.
- TY MAŁY NIEWYDARZONY ZDRAJCO CHOLERNY! JAK TYLKO CIĘ DORWĘ TO STNIESZ SIĘ KOTEM BEZ NÓG! - wrzasnęła, przyskakując do burego.
Ten mały, parszywy szczur! Ale miał pecha, a jej szczęście dopisało! Miała okazję zemścić się na tym niewydarzonym gnoju!
Zignorowała pieszczoszka, który zainteresowany krzykami, wszedł na płot i zaczął przyglądać się niecodziennej sytuacji. Mimo że stara, nadal miała burzacką szybkość. Miała zamiar przetrzepać mu skórę, albo i wypatroszyć. Skoczyła na swego dawnego "synka", który mimo prób był wolniejszy od niej przez posiadanie trzech, a nie czterech łap.
- JAK Z TOBĄ SKOŃCZĘ, TO BLANKA CIĘ NIE POZNA! - wrzasnęła w niebogłosy. Ten szybko zanurkował w dziurze w płocie, przeciągając się i wpadając do ogrodu Wyprostowanych.
- Zostaw mnie!
- TY MAŁY WREDNY PCHLARZU! JUŻ JA CIĘ DORWĘ! - wskoczyła na płot, ignorując prośby Wypłosza. Dostanie się mu za to, co jej zrobił! Co zrobił im wszystkim! Za tą podłą zdradę! Teraz nie miał już do czego wracać, nie namówi ją na litość! Za srebrną i burym pędziła Skowronek. Błękitna kocica zeskoczyła z ogrodzenia, biegnąc niczym strzała za powolnym podlotkiem. - U MNIE SIĘ NIE TOLERUJE ZDRADY! NIE ŻYJESZ WYPŁOSZ!
- Zostaw mnie, wariatko! – Usłyszała w odpowiedzi, aż krew ją zalała. Nie odpowiedziała mu jednak na to. Po chwili zniknął jej z oczu. Rozejrzała się. Nie widziała go, ale zdawała sobie sprawę z jego obecności.
- Wiem, że gdzieś tu jesteś, "syneczku"... - miauknęła, po czym złośliwie dodała - przez twoje wybrakowanie, nie jesteś za szybki, więc nie uciekłeś daleko...skryłeś się gdzieś tu. A ja cię znajdę. Znajdę i rozszarpię. - rzekła. Następnie zaniuchała w powietrzu, jednak do jej nozdrzy dotarł tylko smród spalin. Zmarszczyła nos, krzywiąc pysk.
- Sprawdź w kubłach, ale cicho - wyszeptała na ucho szylkretce, a sama zaczęła okrążać pojazdy. Wiedziała, iż niektóre koty lubiły się pod nimi chować. Najpewniej właśnie taką strategię obrał bury. Musiała to jednak rozegrać metodycznie, nie mogła zaglądać pod każdego blaszaka, bo ten parszywy zdrajca jej jeszcze zwieje, albo zmieni położenie.
Wiedziała, iż jeśli podejdzie do odpowiedniego potwora, to zaraz Wypłosz ją wykryje, jeśli nie będzie cicho, i jeśli on będzie mógł nieprzerwanie obserwować jej łapy. Dlatego, podeszła za oponę potwora. Następnie pochyliła się mocno, a potem szybko kuknęła aby spojrzeć, co jest pod kompanem dwunożnych. Nie dostrzegła jednak Wypłosza. Dlatego cicho zaczęła się skradać do kolejnego, starając się być niewidoczną. Z tego powodu ustawiła się tak, że była zasłonięta przez opony samochodu, przez co ten szczur nie mógłby jej zobaczyć spod innego potwora.
Obserwowała cień uważnie. Wiedziała, iż to tam chowały się ofiary. Dostrzegła Wypłosza, który był odwrócony do niej tyłem - widziała tylko kawałek jego futra, ale wiedziała, że to on. Za dobrze go znała. Za dobrze znała jego wygląd i ten charakterystyczny smród. Cicho podeszła do młodego kocura od tyłu. Czekała, aż poczuje się bezpieczny. Aż straci czujność. Niech przez chwilę myśli, że odeszła. Że już jej tam nie było. Niech uzna, że mu się udało. A wtedy ona go złapie w swe szpony, niszcząc wszystkie jego płonne nadzieje. Tak.
Czekała dalej, mimo upływu czasu, spokojnie, wiedząc, że miała nad nim przewagę. Kąciki ust delikatnie jej się uniosły. Tak. Teraz już jej nie ucieknie.
A gdy ten powoli wyszedł, oddychając z ulgą, wiedziała, że to był ten moment. Rzuciła się na niego, przygniatając go do ziemi.
- Co? Myślałeś, że stara Bylica ci odpuści? Że uciekniesz z moich szponów? Dobre sobie! - zaśmiała się, przygniatając pręgowanego kocura do ziemi.
Ten zaskoczony pisnął, krzywiąc się.
- P-przestań! - syknął do niej przerażony. - T-to nie tak!
- To tak! Oh, już zapomniałeś, co zrobiłeś? Myślisz, że zamydlisz mi oczy? Że jestem głupia? Że zapomnę, co zrobiłeś? Że uznam to za szczeniacki wybryk młodego kota? - spytała.
Dobre sobie! Był głupi, jeśli myślał, że tak łatwo mu z nią pójdzie! Nie docenił jej. Nie docenił, i teraz za to zapłaci.
- J-jak się wydostałaś? - pisnął, próbując wykaraskać się z jej objęć.
- Pff. Nie zasługujesz, by to wiedzieć. Jesteś tylko parszywym zdrajcą, pchlarzem, którego chcę się pozbyć. Powoli. Słuchając twoich pisków i błagań o litość, o szybką śmierć. - rzekła, z wrednym uśmiechem, odsłaniając szereg ostrych zębów. - coś czułam, że jak gdzieś pójdziesz, to do miasta. W końcu to było do przewidzenia. Jesteś takim tchórzem, że nie zapuściłbyś się głębiej w las.
Dobrze wiedziała, iż kocura przerażała dzicz. Ale ją nie. To był kolejny dowód na to, jakim śmieciem był.
- N-nie! Przestań! Jestem kaleką! To niesprawiedliwe, że chcesz mnie zamordować za ratowanie swojego życia! D-daj mi spokój! Nie chciałem zostać twoim niewolnikiem i leczyć cię na starość!
- Nigdy nie zostałbyś niewolnikiem. Mówię to szczerze. Szkoda, że mnie o to nie zapytałeś. Czy ja cię kiedykolwiek wcześniej skrzywdziłam, co, Wypłosz? Czy podniosłam na ciebie łapę? Nie. A ty zostawiłeś nas na pastwę dwunożnych. I to ma być niesprawiedliwe? Bardziej niesprawiedliwym było to, że zostawiłeś na śmierć kogoś, kto karmił cię i o ciebie dbał, za nic, mimo tego, jak trudno było o wyżywienie. - rzekła. - Więc teraz cierp! - zamachnęła się łapą, wysunęła pazury, przejeżdżając nimi po policzku kocura. Niech go boli. Niech go boli tak jak ją, gdy zrozumiała, że ją zdradził. Niech boli tak jak świadomość, że mogła zginąć. Niech boli tak jak wiedza, że twoi bliscy, dzieci, wnuki, przyjaciółka, są w pułapce bez wyjścia.
- Nie! - pisnął, szarpiąc się. - Zostaw mnie! Przestań! Skrzywdziłaś mnie inaczej! Krokus mnie biła, topiła w gównie i dusiła! Ty byłaś na to ślepa i głucha! Dlatego cię nienawidzę!
- Co robiła? – spytała zaskoczona. Po krótkim zastanowieniu jednak dodała - zresztą, to już nie istotne. Mogłeś do mnie z tym przyjść. Zamiast tego zostawiłeś na pastwę losu. Zapłacisz za to. Zapłacisz! - przejechała mu ponownie pazurami po pysku, w tym samym miejscu, co wcześniej, by czuł bardziej ból.
- Chciałem przyjść, ale ty mnie olewałaś! - wrzasnął. - Zostaw mnie! Wariatka! - Zaczął się szarpać bardziej, pazurami wbijając się w jej pierś i drapiąc
Nie puściła go. Kłamał. Łgał. Wszystkiego się w końcu po nim mogła spodziewać. Zdradził ją, a teraz próbował się wymigać. wgryzła mu się w futro, wyrywając je kępami. Skoro tak bardzo sam to lubił robić, to ona też chętnie się w to pobawi. Ten wrzeszczał, walcząc o przeżycie, co było muzyką dla jej uszu. Kocur w panice drapał, kopał, byle uwolnić się z uścisku kotki. Był zdesperowany…karmiła się jego strachem, który było czuć w powietrzu. Jego krwią, jego wrzaskiem i bólem.
- Nie! Błagam! Nie! Ja przepraszam! Zrobię wszystko! Wszystko! Tylko przestań!
Zatrzymała się na chwilę. Splunęła futrem tego małego zdrajcy. Oblizała pysk.
- A co niby mógłbyś mi dać? - spytała.
- N-nie wiem - zalewał się łzami. - P-proszę. N-nie zabijaj mnie! B-będę przynosił ci jedzenie! Haracz, cokolwiek... Błagam nie zabijaj!
Phi. Co za głupiec! Myślał, że czymś takim ją udobrucha? Po tym, co zrobił?
- Nie chcę jedzenia. Tutaj mam wszystko. Zaproponuj coś, co mnie zainteresuje. Rusz tym łbem Wypłosz, mimo wszystko, zwiodłeś mnie, a to nie lada sztuka. Coś wykombinujesz. Tylko nie kręć, bo tym razem to takie proste nie będzie. Byłeś dla mnie bezbronnym kocięciem, synem, i za takiego cię uważałam. Teraz będę bardziej wobec ciebie krytyczna. – rzekła twardo. Skoro taki był sprytny, to niech ruszy tą łepetyną. Bądź co bądź lubiła zysk, i wiedziała, że Wypłosz był zdolny zrobić wiele, tylko musiał się postarać. Wykorzystanie go mogło sprawić nie lada przyjemność. Mogła go zabić, tak, ale skoro sam proponował jej coś w zamian za oszczędzenie życia? Mogła wykorzystać jego słabość. W porównaniu z nią był niczym. Paprochem. Nic nie wiedział. Ale miał atuty, których brakowało wielu. Aż żal byłoby nie skorzystać.
<Wypłosz?>

30 października 2022

Od Paskudnej Łapy Cd Nastroszonej Łapy

 Cicho pisnęła i zbliżyła się do niego, siedząc jednak w odległości od kocura. Nie potrafiła się bardziej zbliżyć, to było zbyt... Krępujące. Wolała odpocząć od treningu, od krzyków Makowego Pola, że znów coś źle robi… Nie chciała po raz kolejny słyszeć jaką durną przybłędą jest, o tym jak niczego nie umie… Starała się przecież a te starania szły na marne, bo męczyła się niepotrzebnie i nie miała jak odpocząć, bo Nastroszony się na nią uwziął!
- Bliżej - rozkazał. - Randki polegają na bliskości dwóch kotów
Zbliżyła się, dalej jednak nie chcąc być aż tak blisko niego. Wziął głęboki oddech. Czuła to. Znowu był zły?! Ale ona się po prostu bała.
- Nie chcę mi się z Tobą bawić. Mam parszywy dzień - wstał i usiadł wręcz stykając się z nią futrem. Zadrżała lekko, patrząc na niego z paniką. Taka bliskość… Była… Stresująca…
- T-to... C-co b-będziemy r-robić?
- Rozmawiać, całować się - szepnął jej na ucho. - Tulić... - oparł łeb o nią. Delikatnie się odsunęła. Nie chciała, by ten ją dotykał znowu! Nie chciała mieć na nim swojej głowy! Wiedziała, że mu się to nie spodoba… Ale… 
- Paskudo - warknął. - Co ty robisz? Chcesz karę? Mam ci zrobić krzywdę? Jesteśmy tu sami. Nikt nie usłyszy twego głosu.
Skuliła się lekko i zaczęła cicho płakać. Nie chciała by ją dotykał i lizał! To nie było fajne! Ale też nie chciał, by jej robił krzywdę! To tak bolało ją później przecież…
- N-nie... N-nie chcę k-kary...- pisnęła, jednak nie przysunęła się do niego z powrotem.
- To skoro nie chcesz kary, to słuchaj się mnie i siadaj obok! Natychmiast! - wysunął pazury ostrzegawczo. Skuliła się jeszcze bardziej, cicho płacząc. Nie, nie! Nie chciała tego! Chciała spokoju! Ten podszedł do niej i ją uderzył. 
- I co ryczysz, co? Taka słaba larwa jak ty powinna dziękować, że się tobą zainteresowałem!
Zawyła cicho z bólu, zwijając się w kłębek na ziemi. Pulsujący ból po uderzeniu nie bolał aż tak bardzo jak jego słowa. Była gorsza… Gorsza… Najgorsza… Nie zasługiwała na dobro..
- P-przepraszam!
- To za mało. Miało byc miło, ale znów mnie zawodzisz - położył się na niej, gryząc ją w ucho. - Dlatego teraz rycz, pokaż mi swój ból. Daj mi go
Rozpłakała się głośno, leżąc bezwładnie na ziemi niezdolna do większego ruchu. Znowu wszystko zepsuła. Znowu była tą głupią, która nic nie umiała. Wszystko pieprzyła i zachowywała się jak dziecko. Co jej strzeliło do głowy, że pomyślała o sobie jako kimś jego równym? Powinna się zgadzać na wszystko, ale… Nie potrafiła.
- P-przestań, p-proszę!
- Nie. Zezłościłaś mnie - warknął do niej wkurzony, gryząc ją w kark. Wrzasnęła z bólu, próbując się wyrwać kocurowi. Nie, nie! To bolało tak bardzo! Był zbyt agresywny, o wiele bardziej niż ostatnio! Zaśmiał się, przyciskając ją mocniej do ziemi. Bawiło go to. Te jej krzyki, widok cierpienia…
- Twój krzyk to muzyka na moje uszy
- P-puść mnie!- zawyła z bólu, wylewając łzy.
- Musisz trochę pocierpieć - wymruczał, znów ją gryząc w sierść Piszcząc próbowała się wydostać. Zaczęła głośno krzyczeć, licząc na czyjąś pomoc. Może… Ktokolwiek ją uratuje?! Zaśmiał się na to tylko zadowolony. Nie lubiła tego, jak się z tego tak wyśmiewał. Kiedy ona kwiczała z bólu… Chciała dość… On to uwielbiał.
- Jesteśmy tu sami. Nikt cię nie ocali... Nikt. Nikt prócz mnie... Dlatego błagaj... błagaj mnie Paskudo. Chcę słyszeć twój głos.
- P-proszę p-puść m-mnie!- krzyknęła z bólu, dalej szarpiąc się mocno.
- A gdzie słowa "przepraszam najwspanialszy"? Musisz się postarać, bo będę dalej cię gryzł.
- P-przepraszam... N-najwspanialszy- wydukała szlochając. Była gorsza, gorsza, gorsza! Przeciwstawiła się komuś lepszemu… A teraz po prostu odbierała karę… Tylko, że nie potrafiła się z nią pogodzić! Był zbyt agresywny! Mógł raz ją ugryźć przecież!

<Nastroszony?>

[przyznano 5%]

Od Zanikającego Echa Cd Nastroszonej Łapy

 Zawarczała na niego. On był jakiś nienormalny! Nagadał coś dziwnego Orzechowi, a ona tylko oniemiała potrafiła się gapić, kiedy ten kocur myślał, że z nim pójdzie w krzaki! Nie mogło mu to ujść na sucho, jeszcze dostanie po łbie za te idiotyczne żarty!
- Jeszcze za to oberwiesz! Idziemy!
Prychnął, kierując się za nią na trening. Czuła na sobie jego wzrok. 
- Dzisiaj znowu będziesz polował. Zostawiam cię w lesie bo mam dość patrzenia się na twój ryj. Jeżeli niczego nie upolujesz... To wiesz co cię czeka.
Przewrócił oczami.
- Upoluje. Już wiem co i jak - miauknął, odchodząc od niej. Położyła się na mchu, czekając powrotu ucznia. Miała nadzieję, że już więcej nie wróci. Niech go zeżre jakiś borsuk czy coś… Byłoby świetnie. Męczyło ją to już powoli. Każda chwila z nim spędzona pozbawiała ją chęci do istnienia. Każdy dzień to w końcu było zwykłe uczenie go głupot i wysłuchiwanie ciągłych przytyków! No i niestety, przyszedł jednak… I rzucił w nią myszą!
- Masz żryj.
Zawarczała, ale chwyciła zwierzątko i bezczelnie zeżarła na jego oczach. W końcu… Tak powiedział. Niech będzie zdziwiony, ot co! Myślał, że przejęła się jego czynem? Ten zamrugał zdumiony.
- Złamałaś kodeks wojownika! - niedowierzał. - Zdrajca!
- Mam to w dupie- mruknęła, padając na mech.- Powiedziałeś, bym zjadła…
Powiedział, czyli… To nie jej wina. Oczywiście zdawała sobie sprawę z własnej winy, ale lepiej było udawać głupią i zwalić na ucznia.
- To nie było dosłownie! - fuknął. - Co z ciebie za wojownik. Widać, że trzymają cię tu z litości
Podniosła jedną brew. Co chwilę miał zamiar to powtarzać? Że jest idiotką i nic nie umie? 
- Może... Ale kogo to obchodzi?
- Mnie? Bo mam mentora zakałe? - prychnął, sypiąc jej błotem w pysk. Westchnęła, ścierając z siebie maź. Naprawdę się już nudził, a ją to męczyło.
- Takie życie. Nic na to nie poradzisz. Nic nie zmienisz.
Podszedł do niej z niewinnym uśmieszkiem, po czym walnął ją w brzuch. Wrzasnęła, na chwilę tracąc oddech. Co?! Czy on naprawdę nagle przeszedł do rękoczynów? Co z nim było nie tak?
- Co ty robisz?!
- Próbuje poradzić na złamanie przez ciebie kodeksu. Skoro zjadłaś mysz, to jak ją zwrócisz, to go nie złamiesz. Proste? Proste. Więc rzygaj.
Warknęła na niego, odsuwając się jak najdalej. Czy właśnie stwierdził, że jak się zerzyga to nie złamie kodeksu? Nawet nie potrafiła tego do siebie przyjąć. On… Naprawdę miał coś z głową.
- Nie dotykaj mnie nawet.
- Czemu? Znów się popłaczesz? Buuu jaka biedna jestem. Nikt mnie nie lubi, nie kocha. Żadna kicia się nie obejrzy, bo jestem stara i napalona - udawał jej głos. - Ojoj, takiego mam złego ucznia. Nie doceniam jego poświęcenia, by mi pomóc. Lepiej iść ryczeć dalej. Chlip, chlip.
Westchnęła cicho i dała sobie już spokój z agresywną reakcją. Nie będzie go przecież bić. Niech sobie mówi co chce, jej to nie ruszało.
- Przestań. To nie jest śmieszne.
- Dla mnie jest - zaśmiał się. - Ojej przestań, to nie jest śmieszne. Chcę znów ryczeć i użalać się nad sobą. Łeee, łeeee - naśladował ją dalej, jak jakaś głupia małpa.
- Uh... Zamknij się- syknęła do niego, zwijając się w kłębek.- Robisz z siebie błazna.
Powoli dobijało ją to. Nie miała przy sobie nikogo, tylko tego dupka, który dalej, dalej ją nękał.
- Ojej, robisz z siebie błazna. Daj mi spokój, już się zwijam w kłębek, by smarkać się w mech - kontynuował, nagle gdzieś idąc. Wbiła pysk w ziemię. Nie chciała już go słuchać.
- Za. Mknij. Się. Przestań już.
- Zamknij się. Przestań już. Tak mi smutno teraz przez ciebie. Nie mogę dać dupy żadnej kotce. Łe, łe, łe - robił coś poza polem jej widzenia. Ale… Nie przejmowała się tym.
- Uh, możesz łaskawie się zamknąć? To nie jest zabawne- odburknęła. Myślał, że śmieszne jest wyzywanie jej? 
- To nie jest zabawne, ranisz me uczucia. Nie jestem zboczona. Łe, łe, łe - miauknął po czym zeskoczył na nią z wysokości. Wrzasnęła i zawyła z bólu. Co on wyprawiał?!
- Co ty odwalasz?! Pogięło cię do reszty?!
- Może tak, może nie? Jak chcesz ryczeć, to daj mi tą satysfakcję i ci w tym pomogę. Lubię obserwować jak ktoś cierpi. Więc... cierp mentorko - miauknął “uroczo” się uśmiechając. Warknęła na niego, lecz dała sobie spokój. Wydostała się spod kocura i podeszła do innego drzewa, by spróbować zasnąć. Może jak się prześpi, to znajdzie jakieś siły do dalszego działania? Przynajmniej miała taką nadzieję… Już miała zasypiać, kiedy ten idiota ugryzł ją jak dziecko w ogon! Pisnęła, niemalże podskakując w miejscu.
- Możesz przestać mnie dręczyć?!
- Możesz zacząć mnie uczyć? Bo zachowujesz się wciąż i wciąż jak obrażone kocię - wytknął jej to, chociaż sam zachowywał się jak bachor.
- Uczę cię! Powinieneś uszanować to, że potrzebuję czasem odpoczynku od ciebie!
- Odpoczywasz po i przed naszym treningiem. W trakcie to już przesada, zwłaszcza że masz mnie przez ten czas uczyć, a nie spać czy topić!
- Taki odpoczynek to za mało. Zostaw mnie już- powiedziała cicho, chowając pysk łapy. Nie chciała go dalej słyszeć. Nie chciała słuchać o tym jaka jest słaba.
- Nigdy - szepnął jej do ucha. - Rycz, rycz, rycz - skandował nad nią, coraz bardziej ją złoszcząc.
- Zostaw mnie!- wrzasnęła na niego, odganiając go łapą jak głupią muchę. Odskoczył, po czym wrócił do niej ponownie, niczym właśnie taka mucha. Czy on zawsze musiał wracać? Chciała by był daleko od niej i ją zostawił w spokoju.
- Rycz, rycz, rycz. Łe, łe, łe. Dalej Obsmarkane Echo, rycz. Daj mi tą satysfakcję, że jestem od ciebie lepszy i silniejszy. Drżyj przede mną! - stanął łapami na niej, jak na jakiejś zdobyczy. Warknęła na niego, jednak powoli z jej oczu zaczęły płynąć łzy bezsilności. Nienawidziła go. Całym swoim sercem. Był najgorszą istotą jaką znała. A musiała go dalej uczyć, bo… W sumie po co? Może tylko dlatego, bo nie chciała o tym rozmawiać z Rudzikiem?
- Ojoj, jaka biedna dziecina. Głośniej, rycz głośniej. Niech las usłyszy jaką jesteś wronią strawą.
- Z-zostaw mnie!- krzyknęła na niego głośniej płacząc.- Po prostu odejdź!
- Nie odejdę, bo jestem na treningu. Z Tobą. Moją kochaną i ulubioną mentorką. Ale... możesz błagać mnie bym cię zostawił. No dalej. Czekam.
Zacisnęła pysk. Nie mogła się tak uniżyć. Nie mogła go prosić o to by się zamknął nawet jeżeli mówił straszne i raniące rzeczy.
- N-nie będę cię o nic błagać!
- To zostanę tu i będę ci mówił okropne rzeczy, których tak bardzo nie lubisz. Gotowa? - chrząknął, jakby już się do tego przygotowując. Nic nie powiedziała, tylko zatkała uszy. 

<Ohh wspaniały uczniu, który wcale nie chce mnie załamać?>

[przyznano 5%]

Od Pokrzywowej Łapy (Pokrzywowej Skóry) CD. Skalnej Łapy (Skalnego Szczytu)

 bardzo dawno temu 

    Pokrzywowa Łapa właśnie opuszczał legowisko uczniów, kiedy zderzył się ze Skalną Łapą. Oboje nie byli już malutkimi kociakami spędzającymi czas na beztroskich zabawach w żłobku, tylko uczniami Klanu Wilka. Pokrzywowa Łapa nie miał okazji mieć wspólnego treningu z córką Borsuczego Kroku, ale może taka jeszcze się zdarzy, w końcu mieli przed sobą kilka księżyców szkolenia, zanim zostaną mianowani na wojowników. Pokrzywowa Łapa polubił bycie uczniów, obowiązki wykonywał chętnie i uwielbiał swojego mentora. Jego posłanie w legowisku uczniów było obok tego Cisowej Łapy, także miał siostrę obok siebie. Przypominała mu swoją obecnością o dobrych czasach, gdzie cała ich mała rodzinka mogła cieszyć się wspólnym uczuciem. Jeszcze nie rozmyślał o czasie, gdy zostanie wojownikiem, ale dzień mianowania na pewno zapamięta na całe życie. 
    Zwrócił uwagę na koleżankę jeszcze z czasów żłobka. Lubił Skalną Łapę i zazdrościł jej waleczności. Wiedział, że będzie dobrą wojowniczką. Miał również nadzieję, że i ona jego lubi. Miał jeszcze trochę czasu przed umówionym spotkaniem z Deszczykiem. Zanim jednak zdążył się odezwać, zrobiła to Skalna Łapa. Uśmiechnął się przyjaźnie. 
    - Jak tam u ciebie? - zaczęła nietypowo łagodnie jak na nią. Był gotowy udzielić odpowiedzi, ale kotka go ubiegła. - Bo u mnie ogólnie jest super! Cieszę się, że jestem już uczniem, bo teraz to już łatwiejsza droga do bycia wojownikiem. A ja chcę być najsilniejsza! Moja mentorka to kotka, choć pachnie i brzmi jak kocur, ale w sumie mi to nie przeszkadza, bo jest silna, więc przynajmniej mnie czegoś nauczy.
    - O, a mnie uczy Wróblo… - ledwo się odezwał, a czarna już mu przerwała.
    - Współczuję, słyszałam, że nie jest zbyt silny i bywa dosyć strachliwy. Oby cię czegoś nauczył - mruknęła z pewnego rodzaju współczuciem w głosie. 
    Przekrzywił łebek, zdziwiony odpowiedzią towarzyszki. Przecież Wróblowa Gwiazda był wspaniałym mentorem i Pokrzywowa Łapa wiele się od niego nauczył.
    - Właściwie to jest super mentorem. Dobrze nam się współpracuje. Nie mogę się doczekać aż nauczy mnie wszystkiego. - miauknął podekscytowany, po czym dodał. - Twoja mentorka też jest super i zawsze pachnie kwiatami. Pierzasta Mordka to siostra mojej mamy, także moja ciocia. Wiesz, Skalna Łapo, ty i tak zostaniesz wspaniałą wojowniczką, wiem to! Może nawet uda nam się wybrać kiedyś na wspólny patrol, gdy już oboje zostaniemy wojownikami Klanu Wilka.