Ostra Łapa uśmiechnął się do koteczki pogodnie.
- Widzę, że odzywa się w tobie dusza wojownika - powiedział. - Pewnie już byś chciała zostać uczniem, co?
Oczka Wierzby błysnęły.
- No oczywiście, że tak! - miauknęła. - Ale mama mówi że muszę jeszcze długo czekać... No i teraz by mnie coś zjadło! - zadarła do góry łepek, by móc spojrzeć w złote oczy starszego kocurka - A... Poopowiadasz jeszcze trochę o trenignu?
- Hmm... A może wolałabyś zamiast posłuchać trochę o Klanie Gwiazdy? Słyszałaś już o nim?
Od razu jednak po wypowiedzeniu tych słów uznał, że to głupie pytanie - przecież każdy, nawet najmniejszy i najmłodszy kociak od kiedy już tylko jest w stanie słuchać, zna opowieści o Gwiezdnym Klanie. Jest to zawsze pierwszy temat o którym opowiadają matki, a potem również i starsi.
- Ach, mama tyyyle mi o nim opowiadała! Że nasi przodkowie patrzą na nas ze Srebrnej Skórki i czuwają nad nami... Czasem aż mi się wydaje, że umie opowiadać tylko o tym! - miauknęła przestępując z łapki na łapkę.
- Hmm... Może w takim razie... O, wiem! Chodźmy do Piaskowej Mgły, ona z pewnością zna wiele ciekawych historii.
Wierzba podskoczyła uradowana po czym, jeszcze oglądając się kilka razy czy kocur aby na pewno za nią podąża, pognała w kierunku legowiska starszyzny.
Gdy Ostra Łapa doszedł, Wierzba już prosiła Piaskową Mgłę o opowieść, jednak gdy kremowa kotka ujrzała ucznia, zwróciła się do niego.
- Widzę, że też chcesz posłuchać opowieści, Ostra Łapo? - powiedziała, siadając wygodnie. Kocurek kiwnął łbem. - Dobrze, opowiem wam o podbiciu przez nasz klan Klanu Wilka, jeszcze zza czasów Onyksowej Gwiazdy. - przeszyła ich wzrokiem - Ale pod jednym warunkiem.
- Jakim? - wyrwała się Wierzba.
- Przynieście mi coś dorodnego do jedzenia.
Wierzba zlustrowała Ostrą Łapę, który już wstawał, wzrokiem, jakby każącym mu się nie ruszać, po czym z uśmiechem i z ekscytacją miauknęła:
- Ja to zrobię!
I niczym błyskawica wybiegła z legowiska starszyzny.
Piaskowa Mgła za to przyjrzała się uczniowi z uwagą.
- Ostra Łapa... Dopiero co zacząłeś trening, prawda?
- Em... W zasadzie to ja już jestem bliżej końca niż początku...
Starsza ze zdziwieniem uniosła brwi.
- Czas jest zdecydowanie zbyt szybki - rzekła, po czym wbijając wzrok w dal dodała już trochę ciszej - I okrutny.
Ostra Łapa rzucił kotce pytające spojrzenie, ta jednak je zignorowała. Wtem kątem oka ujrzał ruch i bure futerko Wierzby. Szła w kierunku legowiska z całych sił targając w pysku niemal tak wielkiego jak ona sama drozda śpiewaka. Ostra Łapa już wstawał by do niej podejść i jej pomóc, lecz Piaskowa Mgła końcówką ogona dała mu znak, by usiadł.
- Poradzi sobie - powiedziała.
Już po chwili dotarła do nich Wierzba i, choć zadyszana, położyła przed starszą ptaka po czym z dumą wypięła pierś.
- No dobrze - zaczęła Piaskowa Mgła, biorąc kęs. - Działo się to dawno, gdy jeszcze byłam ledwie uczennicą.
- Uczennicą? - zaciekawiła się Wierzba. - to musiało być naapraaawdę dawno!
Piaskowa Mgła zaśmiała się cicho, najwidoczniej nie urażona tą bezpośrednością kociaka.
- Onyksowa Gwiazda, ówczesny lider oraz mój ojciec zaplanował wtedy podbój Klanu Wilka, by zdobyć nowe tereny - zaczęła opowieść, co jakiś czas robiąc pauzę i zostawiając słuchaczy w niepewności, zmuszonycb do czekania aż przełknie kolejny kawałek posiłku - Zaatakowaliśmy, gdy ich patrol był z dala od obozu, a sami podzieliśmy się na dwie grupy; w pierwszej byłam ja, Onyksowa Gwiazda i Dzika Burza, w drugiej zaś reszta, w tym mój brat, Promienista Łapa.
- Promienista Łapa? - zapytała Wierzba. - Nie słyszałam nigdy o nim.
Piaskowa Mgła ze smutkiem pokręciła głową.
- Niestety, nie przeżył tamtej walki. Walczył dzielnie, niczym prawdziwy wojownik, a teraz czuwa nad nami wraz z resztą naszych przodków, ze Srebrnej Skórki. - Wierzba z wyraźnyn przygnębieniem zwiesiła łepek, a starsza kotka wzięła kolejny kęs śpiewaka. - Plan był taki: pierwsza grupa wdarła się do obozu Klanu Wilka, a po sygnale Onyksowej Gwiazdy zaatakowała też druga. Nie mieli najmniejszych szans. Rozgromiliśmy ich i przegoniliśmy aż za Drogę Grzmotu...
- Aż za Drogę Grzmotu? - znów odezwala się Wierzba.
Piaskowa Mgła uśmiechnęła się lekko.
- To było jeszcze na starych terenach klanów... A to już temat na zupełnie inną opowieść. I w ten właśnie sposób Klan Klifu podbił Klan Wilka i przejął większość ich terenów.
Ostra Łapa, wciąż siedząc cicho, analizował sobie uważnie w myślach całą opowieść. Wciąż niezwykłe wydawało mu się to, że Klan Klifu z łatwością, jak to określiła Piaskowa Mgła, był w stanie przegnać Klan Wilka. Zaczął również od razu analizować strategię jaką zastosował Onyksowa Gwiazda. Nie była ona zbyt skomplikowana, ale jednak to wystarczyło, by przynieść im zwycięstwo. Najpierw pozbył się z pola walki kilku kotów, upewniając się, że w tym czasie ci będą na patrolu, daleko od obozu i możliwości wsparcia swych towarzyszy. Później zaatakował jedną, małą grupą, głównie po to, by odwrócić uwagę od drugiej, większej która mogła w ten sposób zaskoczyć przeciwników, oraz prawdopodobnie zajść ich od tyłu.
W tym czasie, gdy Ostry rozmyślał nad poczynaniami Onyksowej Gwiazdy, Wierzba otworzyła pyszczek zapowiadając potok pytań które zaraz z niego wypłyną.
<Wierzb?>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)
03 listopada 2017
02 listopada 2017
Od Milczącej Gwiazdy C.D Paprociowej Łapy
Śmierć jej zastępcy wstrząsnęła nią niczym grom z jasnego nieba.
Wpierw zastanawiała się, czy to jest jakkolwiek powiązane z Klanem Gwiazd; chcieli ją ukarać? Ale za co?
Myślała, iż dobro Lamparciej Gwiazdy i wypuszczenie jeńców to dobry znak. Może nie powinna w ogóle rozpętywać tej cholernej wojny? Czuła, że tym samym zawiązała jakiś niewidzialny sznur na swoim gardle. Czuła, że nie mogła nic zrobić, bo sama się udusi.
Nie mogła na razie podejmować żadnych pochopnych decyzji, aczkolwiek wybór nowego zastępcy bardzo naglił niebieskawą przywódczynię. Musiała to wykonać szybko, wypowiedzieć imię swego nowego zwierzchnika przy ciele dawnego zastępcy. Pustułkowy Dziób był wyjątkowym kocurem, którego kiedyś darzyła sympatią, ale taką mocną. Zauroczeniem? Coś w tym stylu. Był przykładem świetnego wojownika i dobrego przyszłego przywódcy; opanowany, lojalny i zwięzły. Nie to co ona.
Zdrady.
Śmierć liderki wrogiego Klanu, którą podobno spowodowała.
A teraz nie ma go przy boku - czuje się, jakby ktoś ukradł kawałek jej duszy. Dużo z nim rozmawiała, konsultowała. Teraz zostały jej tylko dzieci, partner i Lawendowy Płatek. Chciałaby przynajmniej ich nie zawieść. Chociaż szczerze wątpiła w te cichą obietnicę.
Wyszła ze swojego legowiska, całą piersią wdychając świeże, wiosenne powietrze. Kolejny piękny dzień bez ani jednej chmurki na niebie, ale tak smutny dla klanu. Gdyby ktoś widział tylko niezwykle błękitne niebo, drzewa z zielonymi listkami i pąkami, słońce i ptaki - uśmiech natychmiast wstąpiłby na jego pysk. Ale Milcząca Gwiazda przestała już być optymistką; widziała tylko i wyłącznie smutek. Śmierć zastępcy przytłoczyła ją niezmiernie.
Starała się nie skupiać wzroku na szarawym futrze, smaganym przez delikatną bryzę. Nigdy nie zobaczy już tych miętowych oczu kocura, w których można było się zanurzyć niczym w jeziorze.
Nigdy nie poczuje jego wspaniałego zapachu, w którym się zadurzyła.
Po prostu nigdy więcej go już nie zobaczy, gdy jego ciało zalegnie w wilgotnej ziemi, tak jak ciała ich przodków, a jego duch powędruje do Klanu Gwiazd. Przynajmniej będzie tam szczęśliwy ze swoją pręgowaną partnerką i kociętami, które nie mogły się cieszyć tym światem.
Wzięła głęboki wdech, wskakując na płaski kamień oświetlany przez słońce. Zmrużyła krystalicznie niebieskie ślepia, odwracając wzrok od ciała swego zastępcy. Z jej krtani wydarł się wrzask, na który wszystkie koty ruszyły pod miejsce przemówień.
- Jak wiecie, nasz drogi i wspaniały zastępca Pustułkowy Dziób opuścił nasz Klan Wilka i jego duch odszedł do Klanu Gwiazd. Jaszczurzy Ogon, Lawendowy Płatek i Płonący Grzbiet zaniosą jego ciało, by je zakopać, a ja wraz z moim partnerem pójdę wraz z nimi.
Przez wojowników przeszedł szmer, a w ślepiach niektórych można było zobaczyć łzy. Borsuczy Goniec schylił łeb, tak samo jak pręgowany syn Milczącej Gwiazdy. Wiedziała, jaki ból gorzeje w ich sercach.
- Wypowiadam imię nowego zastępcy nad ciałem Pustułkowego Dzioba, aby jego duch mógł poprzeć mój wybór - wargi kocicy układały się w słowa, aczkolwiek głos był pusty. Jakby odbijał się echem od obozu i wracał do uszu kotów.
Większość kocurów postawiła uszy na sztorc, zaciekawieni. Jaszczurzy Ogon wytężył wzrok, wlepiając go w swoją przywódczynię - aby Klan Wilka zgodził się z jej decyzją.
- Borsuczy Goniec to nowy zastępca Klanu Wilka.
Przez kilka uderzeń serca nic się nie stało - jakby cały las zamarł w głuchym oczekiwaniu. Potem każdy usłyszał krzyki kotów, gratulujące point'owi. Borsuczy Goniec wstał, całkowicie oniemiały, po czym zajął miejsce obok niebieskawej liderki. Niektórzy wojownicy mrużyli ślepia, oblizując pyski. Czyżby nie byli zadowoleni z wyboru swej przywódczyni?
- Z dobrych wieści mam to, iż kocięta Wierzbowego Nosa mogą zostać już terminatorami. Bagno, Czarny, Błotko i Burza, podejdźcie - jej głos był czysty, ale nadal brzmiała w nim nuta obojętności. Kiedyś cieszył się, iż terminatorzy będą przyszłością Klanu, aczkolwiek teraz...
Kocięta poderwały się, machając lekko ogonkami. Miały czyste, lśniące futerka, tak samo jak ślepia, wpatrujące się w oczekiwaniu. Jedno z kociąt podeszło niepewnie, łypiąc na boki, drugie dosłownie pośliznęło się pod kamieniem. Niebieskawa kocica stłumiła pomruk rozbawienia, a Wierzbowy Nos syknęła coś pod nosem.
- Bagno, od dzisiaj, aż do nadania imienia wojownika, będziesz zwany Bagnistą Łapą. Twoim mentorem zostanie Łososiowy Pysk, ponieważ jest już gotów przyjąć swojego pierwszego ucznia.
Niebieski kocur o klasycznym pręgowaniu wzdrygnął się i cały rozpalony podbiegł do kociaka. Zetknął się z nim nosem, uśmiechając się. Bagnista Łapa odwzajemnił gest.
- Błotko, ty będziesz zwany Błotnistą Łapą, a twoją mentorką zostanie Liliowa Łodyga - zamruczała na widok swojej przyjaciółki o pomarańczowych oczach.
Kocica poruszała się lekko i zgrabnie, cicho stawiała kroki, gdy wyłoniła się z tłumu kotów. Jej nos dotknął nosa Błotnistej Łapy, a w ślepiach Liliowej Łodygi odbił się dziwny blask. Czy to dobra decyzja, aby dawać jej kolejnego ucznia? Może ból po utracie Lawendowego Płatka jeszcze nie minął?
Następnie mianowała Zroszoną Łapę wojowniczką oraz kolejną dwójkę kociaków Wierzbowego Nosa. Potem poszła skonsultować obowiązki Borsuczego Gońcy; zaproponowała, iż to ona poprowadzi poranny patrol, aby jakoś obciążyć go z tych obowiązków.
Ruszała się pełna gracji, jej kroki były lekkie, a oczy błyszczały w promieniach porannego słońca. Nagle poczuła ostry zapach Klanu Nocy, który doskonale znała. Zmarszczyła nos, nakazując chwilowy postój.
- Burzowy Kwiecie, ruszaj dalej - mruknęła, mrużąc krystalicznie niebieskie oczy - muszę coś sprawdzić.
Kocur stanął w miejscu, niepewnie ruszając puszystym ogonem.
- Czuć tutaj Klan Nocy, Milcząca Gwiazdo - przerwał jej ostrym tonem głosu, obnażając kły - zaatakują cię.
- Prowadź patrol dalej - odparowała liderka, znikając zza zaroślami.
Gdy usłyszała głuchy odgłos kroków, wiedziała, iż Burzowy Kwiat wypełnił jej rozkaz. Wtedy zobaczyła kulącą się w krzewach kotkę. Miała rozszerzone ze strachu oczy, uszy postawione czujnie na sztorc, a sierść zjeżoną.
- Kim jesteś? - spytała trochę zdziwiona, aczkolwiek jej ton głosu był spokojny i opanowany. Musiała ją odprowadzić, a w razie problemów pojmać.
<< Paprociowa Łapo? >>
Wpierw zastanawiała się, czy to jest jakkolwiek powiązane z Klanem Gwiazd; chcieli ją ukarać? Ale za co?
Myślała, iż dobro Lamparciej Gwiazdy i wypuszczenie jeńców to dobry znak. Może nie powinna w ogóle rozpętywać tej cholernej wojny? Czuła, że tym samym zawiązała jakiś niewidzialny sznur na swoim gardle. Czuła, że nie mogła nic zrobić, bo sama się udusi.
Nie mogła na razie podejmować żadnych pochopnych decyzji, aczkolwiek wybór nowego zastępcy bardzo naglił niebieskawą przywódczynię. Musiała to wykonać szybko, wypowiedzieć imię swego nowego zwierzchnika przy ciele dawnego zastępcy. Pustułkowy Dziób był wyjątkowym kocurem, którego kiedyś darzyła sympatią, ale taką mocną. Zauroczeniem? Coś w tym stylu. Był przykładem świetnego wojownika i dobrego przyszłego przywódcy; opanowany, lojalny i zwięzły. Nie to co ona.
Zdrady.
Śmierć liderki wrogiego Klanu, którą podobno spowodowała.
A teraz nie ma go przy boku - czuje się, jakby ktoś ukradł kawałek jej duszy. Dużo z nim rozmawiała, konsultowała. Teraz zostały jej tylko dzieci, partner i Lawendowy Płatek. Chciałaby przynajmniej ich nie zawieść. Chociaż szczerze wątpiła w te cichą obietnicę.
Wyszła ze swojego legowiska, całą piersią wdychając świeże, wiosenne powietrze. Kolejny piękny dzień bez ani jednej chmurki na niebie, ale tak smutny dla klanu. Gdyby ktoś widział tylko niezwykle błękitne niebo, drzewa z zielonymi listkami i pąkami, słońce i ptaki - uśmiech natychmiast wstąpiłby na jego pysk. Ale Milcząca Gwiazda przestała już być optymistką; widziała tylko i wyłącznie smutek. Śmierć zastępcy przytłoczyła ją niezmiernie.
Starała się nie skupiać wzroku na szarawym futrze, smaganym przez delikatną bryzę. Nigdy nie zobaczy już tych miętowych oczu kocura, w których można było się zanurzyć niczym w jeziorze.
Nigdy nie poczuje jego wspaniałego zapachu, w którym się zadurzyła.
Po prostu nigdy więcej go już nie zobaczy, gdy jego ciało zalegnie w wilgotnej ziemi, tak jak ciała ich przodków, a jego duch powędruje do Klanu Gwiazd. Przynajmniej będzie tam szczęśliwy ze swoją pręgowaną partnerką i kociętami, które nie mogły się cieszyć tym światem.
Wzięła głęboki wdech, wskakując na płaski kamień oświetlany przez słońce. Zmrużyła krystalicznie niebieskie ślepia, odwracając wzrok od ciała swego zastępcy. Z jej krtani wydarł się wrzask, na który wszystkie koty ruszyły pod miejsce przemówień.
- Jak wiecie, nasz drogi i wspaniały zastępca Pustułkowy Dziób opuścił nasz Klan Wilka i jego duch odszedł do Klanu Gwiazd. Jaszczurzy Ogon, Lawendowy Płatek i Płonący Grzbiet zaniosą jego ciało, by je zakopać, a ja wraz z moim partnerem pójdę wraz z nimi.
Przez wojowników przeszedł szmer, a w ślepiach niektórych można było zobaczyć łzy. Borsuczy Goniec schylił łeb, tak samo jak pręgowany syn Milczącej Gwiazdy. Wiedziała, jaki ból gorzeje w ich sercach.
- Wypowiadam imię nowego zastępcy nad ciałem Pustułkowego Dzioba, aby jego duch mógł poprzeć mój wybór - wargi kocicy układały się w słowa, aczkolwiek głos był pusty. Jakby odbijał się echem od obozu i wracał do uszu kotów.
Większość kocurów postawiła uszy na sztorc, zaciekawieni. Jaszczurzy Ogon wytężył wzrok, wlepiając go w swoją przywódczynię - aby Klan Wilka zgodził się z jej decyzją.
- Borsuczy Goniec to nowy zastępca Klanu Wilka.
Przez kilka uderzeń serca nic się nie stało - jakby cały las zamarł w głuchym oczekiwaniu. Potem każdy usłyszał krzyki kotów, gratulujące point'owi. Borsuczy Goniec wstał, całkowicie oniemiały, po czym zajął miejsce obok niebieskawej liderki. Niektórzy wojownicy mrużyli ślepia, oblizując pyski. Czyżby nie byli zadowoleni z wyboru swej przywódczyni?
- Z dobrych wieści mam to, iż kocięta Wierzbowego Nosa mogą zostać już terminatorami. Bagno, Czarny, Błotko i Burza, podejdźcie - jej głos był czysty, ale nadal brzmiała w nim nuta obojętności. Kiedyś cieszył się, iż terminatorzy będą przyszłością Klanu, aczkolwiek teraz...
Kocięta poderwały się, machając lekko ogonkami. Miały czyste, lśniące futerka, tak samo jak ślepia, wpatrujące się w oczekiwaniu. Jedno z kociąt podeszło niepewnie, łypiąc na boki, drugie dosłownie pośliznęło się pod kamieniem. Niebieskawa kocica stłumiła pomruk rozbawienia, a Wierzbowy Nos syknęła coś pod nosem.
- Bagno, od dzisiaj, aż do nadania imienia wojownika, będziesz zwany Bagnistą Łapą. Twoim mentorem zostanie Łososiowy Pysk, ponieważ jest już gotów przyjąć swojego pierwszego ucznia.
Niebieski kocur o klasycznym pręgowaniu wzdrygnął się i cały rozpalony podbiegł do kociaka. Zetknął się z nim nosem, uśmiechając się. Bagnista Łapa odwzajemnił gest.
- Błotko, ty będziesz zwany Błotnistą Łapą, a twoją mentorką zostanie Liliowa Łodyga - zamruczała na widok swojej przyjaciółki o pomarańczowych oczach.
Kocica poruszała się lekko i zgrabnie, cicho stawiała kroki, gdy wyłoniła się z tłumu kotów. Jej nos dotknął nosa Błotnistej Łapy, a w ślepiach Liliowej Łodygi odbił się dziwny blask. Czy to dobra decyzja, aby dawać jej kolejnego ucznia? Może ból po utracie Lawendowego Płatka jeszcze nie minął?
Następnie mianowała Zroszoną Łapę wojowniczką oraz kolejną dwójkę kociaków Wierzbowego Nosa. Potem poszła skonsultować obowiązki Borsuczego Gońcy; zaproponowała, iż to ona poprowadzi poranny patrol, aby jakoś obciążyć go z tych obowiązków.
Ruszała się pełna gracji, jej kroki były lekkie, a oczy błyszczały w promieniach porannego słońca. Nagle poczuła ostry zapach Klanu Nocy, który doskonale znała. Zmarszczyła nos, nakazując chwilowy postój.
- Burzowy Kwiecie, ruszaj dalej - mruknęła, mrużąc krystalicznie niebieskie oczy - muszę coś sprawdzić.
Kocur stanął w miejscu, niepewnie ruszając puszystym ogonem.
- Czuć tutaj Klan Nocy, Milcząca Gwiazdo - przerwał jej ostrym tonem głosu, obnażając kły - zaatakują cię.
- Prowadź patrol dalej - odparowała liderka, znikając zza zaroślami.
Gdy usłyszała głuchy odgłos kroków, wiedziała, iż Burzowy Kwiat wypełnił jej rozkaz. Wtedy zobaczyła kulącą się w krzewach kotkę. Miała rozszerzone ze strachu oczy, uszy postawione czujnie na sztorc, a sierść zjeżoną.
- Kim jesteś? - spytała trochę zdziwiona, aczkolwiek jej ton głosu był spokojny i opanowany. Musiała ją odprowadzić, a w razie problemów pojmać.
<< Paprociowa Łapo? >>
Od Jastrzębiej Łapy
Trening walki. Ahh, nawalanie z całej siły w osobę, której się nienawidzi jest tak relaksujące... chociaż mogłoby być fajniejsze. Mięśnie zapiekły go zabawnie, gdy znów zaszarżował na Szkarłatnego i udało mu się go oszukać. Wykonał zaczepisty manewr miszczuf rzycia i przewalił nauczyciela. Po tym spróbował uskoczyć, ale jasny kocur złapał go zębami za łapę i ściągnął do parteru. Jastrząb zdążył się odturlać i stanąć na wprost idioty, czekając na jego ruch, aby go wyminąć. Nie wyszło mu to jednak i skończył przyciśnięty do ziemi z brzuchem odsłoniętym. Wymierzył parę mocnych kopniaków w brzuch przeciwnika, jednak gdy ten wciąż zamiast odsunąć się starał go ugryźć, uderzył z całej siły i odrzucił zamroczonego kocura od siebie. Jego wygrana nie trwała jednak długo, bo ponownie wylądował na ziemi, kopany i gryziony przez przybłędę. Po tym starszy kocur odsunął się i trening na dziś się zakończył. Pięknie. Gdzie teraz? Cóż, Jastrząb nie miał zamiaru wracać do obozu, tak więc udał się na mały spacer... minęła pora górowania słońca, było już ono właściwie w połowie drogi od szczytu do horyzontu. Nie wiedział dokładnie, gdzie był, choć na pewno nie na terenie innego klanu. Wiedział jednak, jak wrócić, więc z tym problemu być nie powinno. Na pewno przeszedł przez Drogę Grzmotu, a potem...? Gdzieś poszedł. Podczas wędrówki w pewnym momencie zatrzymał się na chwilę, gdy usłyszał szelest. To nie brzmiało jak drapieżnik, ani tym bardziej jak zwierzyna. Inny kot? Tutaj? Po co? Skąd? Samotnik. Na pewno. Przecież koty z innych klanów tu nie przychodzą... prawda?
- Kto tu jest. - syknął obojętnie, rozglądając się i prostując. Chciał wyglądać na większego, choć już był ogromny.
<Rcafa, wink wink>
- Kto tu jest. - syknął obojętnie, rozglądając się i prostując. Chciał wyglądać na większego, choć już był ogromny.
<Rcafa, wink wink>
Od Jastrzębiej Łapy cd Dryfującej Łapy
Co tu robił? Był. Spacerował. Przebywał. Co za różnica, co robił. Nie musiał się tłumaczyć, to nie jego działka. Zaś co tu robił Dryfik? Cóż, z pewnością nie myślał, skoro zapuścił się tak daleko od obozu bez wojownika? A może nie był sam? Może był zasadzką? Nie, nie mógłby być. Nikt nie użyłby tego wątłego byle czego aby się zemścić na niewinnym Jastrzębiu. A już na pewno nie inny klan. Przecież Dryf prędzej by się popłakał, niż współpracował z kimkolwiek. Był zbyt głupi. Z resztą, po co miałby być przeciwko własnemu klanowi, skąd to w ogóle przyszło czarno-białemu do głowy? W końcu o ile on nie miałby problemu ze zdradzeniem tej głupiej grupki, tym bardziej po stracie Bobra, gdy nic go już tam nie trzyma, to dziwnouchy pewnie dał się zmanipulować i owinąć wokół łapy przywódczyni, która go przyjęła. A teraz przywódcy, który zastąpił tą słabą chodzącą porażkę.
Jastrząb wolnym krokiem podszedł do ucznia. Chciał nabrać epickości zanim przemówi. Przerastał tego frajera wzrostem, więc patrzenie na niego z góry, groźnym wzrokiem trudne nie było.
- Co tu robisz? Sam? - uniósł brew i usiadł, patrząc na kocurka chłodno. Ten pod jego spojrzeniem zadrżał. Słabeusz.
- J...ja... ja... - zająknął się i cofnął lekko, kuląc się. Żaden z nich tego nie zauważył, ale obserwujący z daleka mentor kocurka uśmiechnął się lekceważąco pod nosem i odszedł, zostawiając ich samych. Oh nie, tragedia, mały tchórz spotkał kogoś, kogo może się bać jak wielu innych kotów.
- Gdzie twój mentor? Inni wojownicy? Wiesz, co by się stało, gdyby dorwał cię obcy klan? - dalej mówił obojętnym głosem, nie patrząc już na Dryfa, a jedynie myjąc swoją łapę. Groooźnie, strach się bać.
- P...prze... przep-praszam... - dziwnouchy odwrócił wzrok.
- Ohh, nie przepraszaj mnie! Przepraszaj ją. - wskazał łapą na niebo, mając na myśli Malinową Gwiazdę, którą mały przegryw tak bardzo kochał. Prawdopodobnie trafił w punkt. - Na pewno się martwi... a ty tak po prostu wystawiłeś się na ataki samotników, lisów, innych klanów. - wstał i zaczął powoli obchodzić kocura do okoła, udając zawiedziony ton i kręcąc głową, jak matka, która zawiodła się na dziecku. - Jestem pewien, że jest tobą zawiedziona. Ale co ja tam wiem... - wzruszył barkami i ruszył powoli w stronę klanu, chcąc zostawić biedną beksę samą. Upsi.
<Dryf>
Jastrząb wolnym krokiem podszedł do ucznia. Chciał nabrać epickości zanim przemówi. Przerastał tego frajera wzrostem, więc patrzenie na niego z góry, groźnym wzrokiem trudne nie było.
- Co tu robisz? Sam? - uniósł brew i usiadł, patrząc na kocurka chłodno. Ten pod jego spojrzeniem zadrżał. Słabeusz.
- J...ja... ja... - zająknął się i cofnął lekko, kuląc się. Żaden z nich tego nie zauważył, ale obserwujący z daleka mentor kocurka uśmiechnął się lekceważąco pod nosem i odszedł, zostawiając ich samych. Oh nie, tragedia, mały tchórz spotkał kogoś, kogo może się bać jak wielu innych kotów.
- Gdzie twój mentor? Inni wojownicy? Wiesz, co by się stało, gdyby dorwał cię obcy klan? - dalej mówił obojętnym głosem, nie patrząc już na Dryfa, a jedynie myjąc swoją łapę. Groooźnie, strach się bać.
- P...prze... przep-praszam... - dziwnouchy odwrócił wzrok.
- Ohh, nie przepraszaj mnie! Przepraszaj ją. - wskazał łapą na niebo, mając na myśli Malinową Gwiazdę, którą mały przegryw tak bardzo kochał. Prawdopodobnie trafił w punkt. - Na pewno się martwi... a ty tak po prostu wystawiłeś się na ataki samotników, lisów, innych klanów. - wstał i zaczął powoli obchodzić kocura do okoła, udając zawiedziony ton i kręcąc głową, jak matka, która zawiodła się na dziecku. - Jestem pewien, że jest tobą zawiedziona. Ale co ja tam wiem... - wzruszył barkami i ruszył powoli w stronę klanu, chcąc zostawić biedną beksę samą. Upsi.
<Dryf>
Od Zajączka CD Małej Łapy
Chyba powiedziałam za dużo, pomyślała zdenerwowana, widząc reakcję Małego.
Kotka drgnęła mimowolnie. Wstała szybko z kocyka i podeszła do kocurka, ignorując wracający chłód. Przysiadła się tuż obok, owijając swój ogon wokół niego. Zaczęła cicho mruczeć, próbując jakoś uspokoić Małego, który zadrżał pod jej dotykiem.
- Hej, kolegoooo - trąciła go leciutko łapką - nie płacz, zrobiłeś tak, jak uważałeś za słuszne. Teraz masz czas na przemyślenie tego wszystkiego. Przecież możesz jeszcze wrócić, prawda? - zapytała zmartwiona.
Kocurek zaczął coś mówić jednak, przez natłok emocji i zakryty łapkami pyszczek, trudno go było zrozumieć. Zajączek przekrzywiła głowę i westchnęła cicho. Widok Małego przywołał do jej głowy dawne wspomnienia, kiedy jeszcze dwa księżyce temu ona sama czuła się niepotrzebna. I jak bardzo bolało to, że własne rodzeństwo odpychało ją od siebie.
Położyła głowę obok jego, uśmiechając się lekko.
- Wiesz co? - mruknęła w momencie, w którym kocurek odkrył jedno oko, by na nią spojrzeć - bycie wrażliwym na uczucia i myśli innych wcale nie jest oznaką słabości...
Mały drgnął ponownie, odkrywając mokry pyszczek i spoglądając na nią zszokowany. Kotka podniosła głowę i odwróciła wzrok, patrząc na sypiący za rozbitym oknem śnieg.
- Słabym byłoby się wtedy, gdyby nie obchodziły cię nawet ich reakcje - mruknęła cicho, spoglądając na swoje łapki.
- T-t-tak my-yślisz? - załkał cicho, pociągająca nosem.
- Mhm~ - mruknęła wesoło - I mówię ci, po prostu przemyśl sobie wszystko jeszcze raz. Swoje uczucia staw jednak wyżej ponad innych, ponieważ to ty masz się czuć dobrze.
Kocurek opuścił głowę, wpatrując się w swoje łapki. Zajączek nie odzywała się nawet słowem, czekając na wypowiedź Małego.
Nie będzie go do niczego zmuszała. On sam musi podjąć tę decyzję, bez pomocy kota takiego jak ona, który nie ma pojęcia o życiu w lesie.
A właśnie, pomyślała, czy on czasem nie powiedział, że jest z klanu?
<Mała Łapo?>
Jejku, wena wyjechała na wakacje, wszystko pogmatwałam.
Kotka drgnęła mimowolnie. Wstała szybko z kocyka i podeszła do kocurka, ignorując wracający chłód. Przysiadła się tuż obok, owijając swój ogon wokół niego. Zaczęła cicho mruczeć, próbując jakoś uspokoić Małego, który zadrżał pod jej dotykiem.
- Hej, kolegoooo - trąciła go leciutko łapką - nie płacz, zrobiłeś tak, jak uważałeś za słuszne. Teraz masz czas na przemyślenie tego wszystkiego. Przecież możesz jeszcze wrócić, prawda? - zapytała zmartwiona.
Kocurek zaczął coś mówić jednak, przez natłok emocji i zakryty łapkami pyszczek, trudno go było zrozumieć. Zajączek przekrzywiła głowę i westchnęła cicho. Widok Małego przywołał do jej głowy dawne wspomnienia, kiedy jeszcze dwa księżyce temu ona sama czuła się niepotrzebna. I jak bardzo bolało to, że własne rodzeństwo odpychało ją od siebie.
Położyła głowę obok jego, uśmiechając się lekko.
- Wiesz co? - mruknęła w momencie, w którym kocurek odkrył jedno oko, by na nią spojrzeć - bycie wrażliwym na uczucia i myśli innych wcale nie jest oznaką słabości...
Mały drgnął ponownie, odkrywając mokry pyszczek i spoglądając na nią zszokowany. Kotka podniosła głowę i odwróciła wzrok, patrząc na sypiący za rozbitym oknem śnieg.
- Słabym byłoby się wtedy, gdyby nie obchodziły cię nawet ich reakcje - mruknęła cicho, spoglądając na swoje łapki.
- T-t-tak my-yślisz? - załkał cicho, pociągająca nosem.
- Mhm~ - mruknęła wesoło - I mówię ci, po prostu przemyśl sobie wszystko jeszcze raz. Swoje uczucia staw jednak wyżej ponad innych, ponieważ to ty masz się czuć dobrze.
Kocurek opuścił głowę, wpatrując się w swoje łapki. Zajączek nie odzywała się nawet słowem, czekając na wypowiedź Małego.
Nie będzie go do niczego zmuszała. On sam musi podjąć tę decyzję, bez pomocy kota takiego jak ona, który nie ma pojęcia o życiu w lesie.
A właśnie, pomyślała, czy on czasem nie powiedział, że jest z klanu?
<Mała Łapo?>
Jejku, wena wyjechała na wakacje, wszystko pogmatwałam.
01 listopada 2017
Od Paprociowej Łapy C.D Czarnego Piórka
- Nie zmienię swojego zdania - odpowiedziała twardym głosem Czarne Piórko. Paprociowa Łapa wiedziała, że nie przegada zastępczyni. Nie chciała tak tego zostawić, musiała się wymknąć. Wiedziała, że matka nie chciała stracić jej tak jak Bobrzą Łapę, lecz... Coś krzyczało w czekoladce, aby poszła. Nie morze pozwolić, by coś stało się jej ojcu. Lecz gdzie ma iść? Pomyślała, że morze być to klan wilka. Mogli uprowadzić go, gdy był na zgromadzeniu albo coś. Pozostaje kwestia wymknięcia się. Na patrol nie pozwoli pójść jej Czarne Piórko, będzie wiedziała co knuje. Na polowaniu, już była. Zostało jej tylko wymknąć się pod osłoną nocy.
~jakiś czas później~
Gdy wszyscy już posnęli, kotka wymknęła się z obozu. Całą noc zajęło jej dojście do terenów klanu wilka. Przez presję, nie zauważyła, że już świta. Zaalarmowało ją to, że usłyszała poranny patrol. Schowała się szybko przed trzema kotami. Była bardzo przestraszona. Nigdy nie była w takiej sytuacji. Kotka próbowała stłumić szybki oddech i mocne bicie serca, lecz nie udało jej się. Wkrótce jaki wojownik, zauważył Paprociową Łapę w nie najlepiej wybranej nią kryjówce. Była to szara kotka z blizną przechodzącą po jej barku. Nie dało się nie zauważyć jej wnikliwych niebieskich oczu. To była Liderka klanu wilka, Milcząca Gwiazda. Widziała ją na zgromadzeniu. Kotka popatrzyła na uczennicę zdziwiona i zapytała:
- Kim jesteś?
<Milcząca Gwiazdo?>
~jakiś czas później~
Gdy wszyscy już posnęli, kotka wymknęła się z obozu. Całą noc zajęło jej dojście do terenów klanu wilka. Przez presję, nie zauważyła, że już świta. Zaalarmowało ją to, że usłyszała poranny patrol. Schowała się szybko przed trzema kotami. Była bardzo przestraszona. Nigdy nie była w takiej sytuacji. Kotka próbowała stłumić szybki oddech i mocne bicie serca, lecz nie udało jej się. Wkrótce jaki wojownik, zauważył Paprociową Łapę w nie najlepiej wybranej nią kryjówce. Była to szara kotka z blizną przechodzącą po jej barku. Nie dało się nie zauważyć jej wnikliwych niebieskich oczu. To była Liderka klanu wilka, Milcząca Gwiazda. Widziała ją na zgromadzeniu. Kotka popatrzyła na uczennicę zdziwiona i zapytała:
- Kim jesteś?
<Milcząca Gwiazdo?>
Od Srebrnego Deszczu do C.D. Zroszonej Łapy
Mentor cały czas myślał o wczorajszym dniu i o słowach uczennicy. ,,Taki atrakcyjny kot jak ty pewnie niebawem stanie się celem wielu kotek z naszego klanu." Taką pochwałę słyszał właśnie na poprzednim treningu.
Czyli jednak jego trzecia teoria może stać się realna. Postanowił jednak sobie o tym zapomnieć, by nie schrzanić całego dnia.
Gdy uczennica podeszła do niego, ten tylko dał jej znak ogonem i poszedł w las.
/----------/
Gdy dotarli na miejsce, kocur usiadł i spojrzał na Zroszoną Łapę.
- Teraz spróbuj mi tu przynieść trzy porcje zwierzyny. - mruknął dość słyszalnie. Szylkretka od razu się posłuchała i zaczęła polowanie.
Może powinien z nią porozmawiać? Może to był przypadek, albo kotka myśli o tym, co on? W każdym razie przyda się szczera konwersacja.
Wtem przed nim wylądowała drobna mysz.
- Dobrze, Zroszona Łapo. - pochwalił Srebrny Deszcz. - Jeszcze dwie takie się przydadzą.
Terminatorka niepewnie skinęła łebkiem i wróciła do zadania. Chyba ona też przeżyła tą sytuację. Jego końcówka ogona zaczęła nerwowo drgać. Teraz dopiero sobie uświadomił, że boi się tej rozmowy. To wydawało mu się bardzo trudne.
Ale zaraz zaraz.... Srebro ma się bać słów? Jaki mysi móżdżek boi się słów?! Wojownik nie uważał siebie za rozlazłego ślimaka, więc te myśli go trochę uspokoiły.
Nagle zauważył, że obok myszy pojawiły się wiewiórka i mała nornica.
- Doskonale... - uśmiechnął się sztucznie. - Naprawdę... Świetnie polujesz.
Nie wiedział, co mu Klan Gwiazd zrobił z głosem, ale cóż.
- To co teraz... robimy? - odpowiedziała równie niepewnie złotooka.
- Teraz - kot zapanował nad swoją mową. - zakop swoją zdobycz, muszę jeszcze coś rozprawić...
Koteczka szybko zakopała zwierzynę i usiadła przed nim zesztywniała.
- Musimy porozmawiać. - kocur wyprostował się.
<Zroszona Łapo?>
Czyli jednak jego trzecia teoria może stać się realna. Postanowił jednak sobie o tym zapomnieć, by nie schrzanić całego dnia.
Gdy uczennica podeszła do niego, ten tylko dał jej znak ogonem i poszedł w las.
/----------/
Gdy dotarli na miejsce, kocur usiadł i spojrzał na Zroszoną Łapę.
- Teraz spróbuj mi tu przynieść trzy porcje zwierzyny. - mruknął dość słyszalnie. Szylkretka od razu się posłuchała i zaczęła polowanie.
Może powinien z nią porozmawiać? Może to był przypadek, albo kotka myśli o tym, co on? W każdym razie przyda się szczera konwersacja.
Wtem przed nim wylądowała drobna mysz.
- Dobrze, Zroszona Łapo. - pochwalił Srebrny Deszcz. - Jeszcze dwie takie się przydadzą.
Terminatorka niepewnie skinęła łebkiem i wróciła do zadania. Chyba ona też przeżyła tą sytuację. Jego końcówka ogona zaczęła nerwowo drgać. Teraz dopiero sobie uświadomił, że boi się tej rozmowy. To wydawało mu się bardzo trudne.
Ale zaraz zaraz.... Srebro ma się bać słów? Jaki mysi móżdżek boi się słów?! Wojownik nie uważał siebie za rozlazłego ślimaka, więc te myśli go trochę uspokoiły.
Nagle zauważył, że obok myszy pojawiły się wiewiórka i mała nornica.
- Doskonale... - uśmiechnął się sztucznie. - Naprawdę... Świetnie polujesz.
Nie wiedział, co mu Klan Gwiazd zrobił z głosem, ale cóż.
- To co teraz... robimy? - odpowiedziała równie niepewnie złotooka.
- Teraz - kot zapanował nad swoją mową. - zakop swoją zdobycz, muszę jeszcze coś rozprawić...
Koteczka szybko zakopała zwierzynę i usiadła przed nim zesztywniała.
- Musimy porozmawiać. - kocur wyprostował się.
<Zroszona Łapo?>
Od Borsuczego Gońcy
Borsuczy Goniec obudził się bardzo wcześnie. Musiał iść na
trening z córką, ponownie został mentorem. Przeciągnął się na posłaniu
wychodząc wprost w mroźne objęcia lasu. Nastroszył lekko sierść po czym wybrał
się pod przejście. Niektóre koty już krzątały się po obozie, na przykład
Lawendowy Płatek właśnie wynurzyła się ze swej nory medyka. Borsuk spojrzał na
jej śliczne futerko po czym przeszedł wyżej na jej parszywą bliznę. Nie mógł
zrozumieć jak można było oszpecić tak piękną kotkę. Sam jako kocię kiedy uczył
się u jej bogu, nie raz łapał się na tym, że wpatrywał się bacznie w srebrną
uczennicę. Mimo ran Lawendowy Płatek nie straciła nic w jego oczach, nadal
potrafiła być tą wesołą i miłą kotką. Jednak od śmierci jej mentora stała się
bardziej markotna i cicha. Borsuczy Goniec rozumiał jej zachowanie, sam nie wie
co by zrobił gdyby Pustułkowy Dziób umarł. Mówiąc już o nim, kocur zdał sobie
sprawę z tego jak jego były mentor upadł
podupadł na psychice od śmierci jego partnerki, Kwiecistego Śpiewu. Nie jadł,
nie pił, całe dnie siedział w swojej norze odcinając się od wszystkich, nawet
jego. Borsuk bał się, że szarak nie jest już w stanie wykonywać pracy zastępcy.
Mimo to wierzył w kocura, wiedział, że któregoś dnia wyjdzie ze swojej nory i
znowu zacznie być tym samym wspaniałym wojownikiem co wcześniej.
Bujając w obłokach point nie zauważył kiedy medyczka prześliznęła się do niego. Uderzyła go delikatnie w bark łapkę wydając z siebie ciche ,,bu!”. Wystarczyło aby wyrwać Borsuka z jego własnych myśli i przy okazji przestraszyć.
-Lawendowy Płatku, nie rób mi tak!- zaśmiał się kocur próbując przygładzić sterczące futro językiem.
- Wielki i nieustraszony Borsuczy Goniec który zabił wielką bestię boi się zwykłej, poranionej medyczki, któż to widział!- zadrwiła z niego siadając obok- na kogo czekasz?
- Na Różaną Łapę, jak pewnie wiesz znowu zostałem mentorem.
- Tak, słyszałam. Widząc twoją minę nie jesteś zbyt szczęśliwy co?- zauważyła kotka ocierając się pyskiem o jego bark.
- Jestem, w końcu to moja córka, ale wstawanie tak wcześnie nie jest przyjemne. Szczególnie kiedy pogoda jest tak okrutna- miauknął kocur czując jak jego ciałem porusza dreszcz. Wiedział, że długo w miejscu nie usiedzi. Już on ukarze Różyczkę za spóźnialstwo.
- A widzisz, ja wstaje tak prawie codziennie. Bądź co bądź zioła same się nie zbiorą.
Borsuczy Goniec kiwnął łebkiem. Tak nastała dość długa chwila ciszy przerywana jedynie przez szmer gałęzi. Nie była ona jednak niezręczna. Koty dobrze czuły się w swojej obecności. Lawendowy Płatek lekko oparła łepek o szyję kocura wzdychając cicho. Borsuk znowu czuł się jak uczeń który spędza wolną chwilkę ze swoją przyjaciółką. Znowu mógł poczuć się jak dziecko.
- Wiesz co Lawendowy Płatku?- zaczął niepewnie. Kotka spojrzała na niego zaciekawiona. Wykrzywiła pyszczek w lekki uśmiech ponaglając go kiwnięciem głowy.
- Tęsknie za takimi rozmowami. Razem się uczyliśmy…ja, ty i Motyle Skrzydło, a czuje się tak odległy od was.
- Miałeś dużo na głowie, Borsuczy Gońco. Trening z Pustułkowym Dziobem, potem to zadurzenie w Kwiecistym Śpiewie, zostałeś wojownikiem, partnerem Milczącej Gwiazdy, ojcem jej pierwszego i drugiego miotu…nie miałeś czasu dla nas, ja to rozumiem. Musiałeś szybko dorosnąć i zająć się swoimi sprawami- miauknęła medyczka spuszczając wzrok na swoje łapy- ale ja też tęskniłam.
Od boku dobiegł ich dźwięk łapek uderzających o zmrożoną ziemię, córka Borsuczego Gońcy biegła w ich stronę z otwarto rozwartymi oczkami. Dysząc zatrzymała się naprzeciw nich przepraszając ojca za spóźnienie. Wojownik uśmiechnął się liżąc kotkę po łebku, przyjął jej przeprosiny po czym razem wyszli z obozu. Borsuk odwrócił się po raz ostatni aby pozdrowić Lawendowy Płatek, po czym pobiegł w las z uczennicą.
Dni mijały a trening szedł im co raz lepiej. Różyczka nauczyła się już podstaw polowania jak i tropienia. Przygotowywana w ekstremalnych warunkach miała większe szanse na zostanie świetną łowczynią. Musiał jednak przyznać, ze za szybko się denerwowała i za długo czekała aby uderzyć.
Wracając z porannego treningu panowała między nimi dość napięta atmosfera. Różanej Łapie znowu nie udało się nic wytropić.
- Nie przejmuj się…zwierzyny jeszcze nie ma, ale pojawi się z czasem- pocieszał ją Borsuk próbując polizać ją za uszami. Kotka odwróciła się ze skwaszoną miną. Po chwili wojownik spróbował ją rozśmieszyć. Jak zawsze, stare żarty typu ,,masz na sierści pająka” zadziałały. Z początku jego córka przestraszyła się, dopiero po chwili zrozumiała, że ojciec żartował. Wściekła, ale rozbawiona, rzuciła się na niego próbując go powalić. Na takich przepychankach upłynęła im droga. Wchodząc do obozu od razu poczuli straszną atmosferę. Borsuk spróbował wyczuć o co chodzi. Wciągnął powietrze nosem, jednak zapach nie był miły. Śmierć, strach, żal, to dało się wyczuć bez problemu. Kocur spostrzegł jak na środku obozu zaczęły zbierać się koty. Odszedł od swojej córki każąc jej trzymać się z daleka od tamtego miejsca. Podbiegł szybko do zbiorowiska po czym przepchnął się na początek. To co tam zobaczył zmroziło mu krew w żyłach. Jego oddech przyśpieszył, serce zaczęło walić jak oszalałe a źrenice zważyły się do malutkich szparek. Pod jego łapami leżał kocur tak ważny dla niego, ktoś kto zastąpił mu ojca i pomógł wejść w życie Klanu Wilka. Ktoś komu zawdzięczał wszystko co umiał, nawet niektóre cechy charakteru. Pustułkowy Dziób. Jego sierść była postrzępiona, oczy mętne, boki zapadnięte. Na jego poszczególnych wąsach wisiały kropelki szkarłatnej krwi. Kark był wykręcony w dziwaczny sposób a pysk miał lekko rozchylony. Nie żył, to był fakt. Borsuk opadł bezwładnie obok byłego mentora tuląc swój pysk do jego zimnej sierści. Trząsł się z zimna jak i z bólu, zaciskał mocno zęby nie dając łzą płynąć. Nie mógł się rozkleić, nie teraz. Zaczął ocierać się o zastępcę mrucząc cicho, myślał, że w jakiś sposób może go obudzić. Obok niego położyła się Milcząca Gwiazda. Oparła swój łeb na barkach partnera próbując go pocieszyć.
- Tak mi przykro Borsuczku…- mruknęła kładąc swoją łapę na jego. Wojownik jednak nie myślał, że kotka zdaje sobie sprawę co on teraz przeżywał. Rozdzierający ból, jeszcze gorszy niż podczas pochówku Kwiecistego Śpiewu. Widział jak Pustułkowy Dziób podupada, ale nie zrobił nic. Czuł się winny z powodu jego śmierci, czuł jakby mógł temu zapobiec. Rozpacz ogarnęła go ze wszystkich stron, stracił już prawie wszystko. Nie było już Mgiełki, jego kochanej przybranej matki, Kwiecistego Śpiewu, jego ostoi spokoju i pierwszej miłości, stracił jeszcze teraz kocura który był dla niego jak ojciec. Nie mógł dalej znosić tego bólu. Po chwili obok szaraka pojawiła się nowa postać. Płonąca Łapa stanął jak wryty wpatrując się w martwego mentora, po czym odbiegł czym prędzej chowając łzy. Właśnie w tej chwili Borsuk zrozumiał jak dużo wspólnego ma ze swoim przybranym synem, nawet jeśli on go nie akceptował. Widział w nim siebie, pomimo pochodzenia i koloru futra. Oboje byli w tej chwili rozdarci emocjonalnie, czuli to samo.
Minęło kolejne kilka dni, Borsuczy Goniec otworzył swe ciężkie powieki przeciągając się na swym posłaniu. Wstał nowy dzień, Pora Nowych Liści powoli wstępowała do lasu. Kocur wyszedł z legowiska wojowników rozglądając się po obozie. Spojrzał w głąb lasu, w miejsce w którym pochowali Pustułkowy Dziób, zaraz obok jego partnerki. Point syknął z żalu wychodząc na środek obozu. Obok niego pojawiła się Lawendowy Płatek która właśnie szła w stronę wyjścia z obozu. Zmierzyła go przyjaznym spojrzeniem witając się z nim skinieniem głowy.
- Witaj Borsuczy Gońco, a może raczej zastępco- zaczęła, ostatnie słowo odbiło się w uszach kocura bardzo głośno i wyraźnie. ,,Zastępco”. Tak, po Pustułkowym Dziobie to on został wybrany na zastępcę klanu Wilka. Z jednej strony rozumiał wybór swojej partnerki, z drugiej zaś czuł, że dostał to stanowisko tylko ze względu na relację jaka go łączyła z liderką.
- Witaj Lawendowy Płatku, wybierasz się na zbieranie ziół?- zadał banalne pytanie czekając na tak samo banalną odpowiedź.
- Tak, jak co dzień- odpowiedziała kotka po czym pożegnała go skinieniem głowy, w ostatniej chwili jednak odwróciła się by powiedzieć mu coś jeszcze- przyjdź do mnie potem, dobrze? Nie wyglądasz najlepiej, chciałabym się tobie przyjrzeć.
Borsuczy Goniec kiwnął łebkiem w odpowiedzi.
Po rozstaniu listy patroli postanowił wybrać się na polowanie. Szukając odpowiedniego partnera do wspólnych łowów zawiesił wzrok na Płonącym Grzbiecie. Kocur został niedawno mianowany, jednak nie cieszył się tak jak powinien. Chodził przygnębiony i jakby czymś strapiony. Borsuk czuł się odpowiedzialny za niego, nawet jeśli nie był jego prawdziwym ojcem. Ruszył w jego kierunku w zamiarem zaproszenia go do wspólnego polowania.
- Płonący Grzbiecie- zaczął zatrzymując się obok rudego kocura który kończył poranne mycie- wybierzesz się ze mną na łowy.
- To propozycja czy rozkaz?- zapytał mierząc go przenikliwym wzrokiem- nie ważne, mogę iść.
Zastępca kiwnął łbem po czym obaj skierowali się do wyjścia. Kot miał ochotę porozmawiać z przybranym synem o jego dziwnym zachowaniu, martwił się o niego. Nie pozwoli sobie na stratę kolejnej osoby.
<<Płonący Grzbiecie?>>
Bujając w obłokach point nie zauważył kiedy medyczka prześliznęła się do niego. Uderzyła go delikatnie w bark łapkę wydając z siebie ciche ,,bu!”. Wystarczyło aby wyrwać Borsuka z jego własnych myśli i przy okazji przestraszyć.
-Lawendowy Płatku, nie rób mi tak!- zaśmiał się kocur próbując przygładzić sterczące futro językiem.
- Wielki i nieustraszony Borsuczy Goniec który zabił wielką bestię boi się zwykłej, poranionej medyczki, któż to widział!- zadrwiła z niego siadając obok- na kogo czekasz?
- Na Różaną Łapę, jak pewnie wiesz znowu zostałem mentorem.
- Tak, słyszałam. Widząc twoją minę nie jesteś zbyt szczęśliwy co?- zauważyła kotka ocierając się pyskiem o jego bark.
- Jestem, w końcu to moja córka, ale wstawanie tak wcześnie nie jest przyjemne. Szczególnie kiedy pogoda jest tak okrutna- miauknął kocur czując jak jego ciałem porusza dreszcz. Wiedział, że długo w miejscu nie usiedzi. Już on ukarze Różyczkę za spóźnialstwo.
- A widzisz, ja wstaje tak prawie codziennie. Bądź co bądź zioła same się nie zbiorą.
Borsuczy Goniec kiwnął łebkiem. Tak nastała dość długa chwila ciszy przerywana jedynie przez szmer gałęzi. Nie była ona jednak niezręczna. Koty dobrze czuły się w swojej obecności. Lawendowy Płatek lekko oparła łepek o szyję kocura wzdychając cicho. Borsuk znowu czuł się jak uczeń który spędza wolną chwilkę ze swoją przyjaciółką. Znowu mógł poczuć się jak dziecko.
- Wiesz co Lawendowy Płatku?- zaczął niepewnie. Kotka spojrzała na niego zaciekawiona. Wykrzywiła pyszczek w lekki uśmiech ponaglając go kiwnięciem głowy.
- Tęsknie za takimi rozmowami. Razem się uczyliśmy…ja, ty i Motyle Skrzydło, a czuje się tak odległy od was.
- Miałeś dużo na głowie, Borsuczy Gońco. Trening z Pustułkowym Dziobem, potem to zadurzenie w Kwiecistym Śpiewie, zostałeś wojownikiem, partnerem Milczącej Gwiazdy, ojcem jej pierwszego i drugiego miotu…nie miałeś czasu dla nas, ja to rozumiem. Musiałeś szybko dorosnąć i zająć się swoimi sprawami- miauknęła medyczka spuszczając wzrok na swoje łapy- ale ja też tęskniłam.
Od boku dobiegł ich dźwięk łapek uderzających o zmrożoną ziemię, córka Borsuczego Gońcy biegła w ich stronę z otwarto rozwartymi oczkami. Dysząc zatrzymała się naprzeciw nich przepraszając ojca za spóźnienie. Wojownik uśmiechnął się liżąc kotkę po łebku, przyjął jej przeprosiny po czym razem wyszli z obozu. Borsuk odwrócił się po raz ostatni aby pozdrowić Lawendowy Płatek, po czym pobiegł w las z uczennicą.
Dni mijały a trening szedł im co raz lepiej. Różyczka nauczyła się już podstaw polowania jak i tropienia. Przygotowywana w ekstremalnych warunkach miała większe szanse na zostanie świetną łowczynią. Musiał jednak przyznać, ze za szybko się denerwowała i za długo czekała aby uderzyć.
Wracając z porannego treningu panowała między nimi dość napięta atmosfera. Różanej Łapie znowu nie udało się nic wytropić.
- Nie przejmuj się…zwierzyny jeszcze nie ma, ale pojawi się z czasem- pocieszał ją Borsuk próbując polizać ją za uszami. Kotka odwróciła się ze skwaszoną miną. Po chwili wojownik spróbował ją rozśmieszyć. Jak zawsze, stare żarty typu ,,masz na sierści pająka” zadziałały. Z początku jego córka przestraszyła się, dopiero po chwili zrozumiała, że ojciec żartował. Wściekła, ale rozbawiona, rzuciła się na niego próbując go powalić. Na takich przepychankach upłynęła im droga. Wchodząc do obozu od razu poczuli straszną atmosferę. Borsuk spróbował wyczuć o co chodzi. Wciągnął powietrze nosem, jednak zapach nie był miły. Śmierć, strach, żal, to dało się wyczuć bez problemu. Kocur spostrzegł jak na środku obozu zaczęły zbierać się koty. Odszedł od swojej córki każąc jej trzymać się z daleka od tamtego miejsca. Podbiegł szybko do zbiorowiska po czym przepchnął się na początek. To co tam zobaczył zmroziło mu krew w żyłach. Jego oddech przyśpieszył, serce zaczęło walić jak oszalałe a źrenice zważyły się do malutkich szparek. Pod jego łapami leżał kocur tak ważny dla niego, ktoś kto zastąpił mu ojca i pomógł wejść w życie Klanu Wilka. Ktoś komu zawdzięczał wszystko co umiał, nawet niektóre cechy charakteru. Pustułkowy Dziób. Jego sierść była postrzępiona, oczy mętne, boki zapadnięte. Na jego poszczególnych wąsach wisiały kropelki szkarłatnej krwi. Kark był wykręcony w dziwaczny sposób a pysk miał lekko rozchylony. Nie żył, to był fakt. Borsuk opadł bezwładnie obok byłego mentora tuląc swój pysk do jego zimnej sierści. Trząsł się z zimna jak i z bólu, zaciskał mocno zęby nie dając łzą płynąć. Nie mógł się rozkleić, nie teraz. Zaczął ocierać się o zastępcę mrucząc cicho, myślał, że w jakiś sposób może go obudzić. Obok niego położyła się Milcząca Gwiazda. Oparła swój łeb na barkach partnera próbując go pocieszyć.
- Tak mi przykro Borsuczku…- mruknęła kładąc swoją łapę na jego. Wojownik jednak nie myślał, że kotka zdaje sobie sprawę co on teraz przeżywał. Rozdzierający ból, jeszcze gorszy niż podczas pochówku Kwiecistego Śpiewu. Widział jak Pustułkowy Dziób podupada, ale nie zrobił nic. Czuł się winny z powodu jego śmierci, czuł jakby mógł temu zapobiec. Rozpacz ogarnęła go ze wszystkich stron, stracił już prawie wszystko. Nie było już Mgiełki, jego kochanej przybranej matki, Kwiecistego Śpiewu, jego ostoi spokoju i pierwszej miłości, stracił jeszcze teraz kocura który był dla niego jak ojciec. Nie mógł dalej znosić tego bólu. Po chwili obok szaraka pojawiła się nowa postać. Płonąca Łapa stanął jak wryty wpatrując się w martwego mentora, po czym odbiegł czym prędzej chowając łzy. Właśnie w tej chwili Borsuk zrozumiał jak dużo wspólnego ma ze swoim przybranym synem, nawet jeśli on go nie akceptował. Widział w nim siebie, pomimo pochodzenia i koloru futra. Oboje byli w tej chwili rozdarci emocjonalnie, czuli to samo.
Minęło kolejne kilka dni, Borsuczy Goniec otworzył swe ciężkie powieki przeciągając się na swym posłaniu. Wstał nowy dzień, Pora Nowych Liści powoli wstępowała do lasu. Kocur wyszedł z legowiska wojowników rozglądając się po obozie. Spojrzał w głąb lasu, w miejsce w którym pochowali Pustułkowy Dziób, zaraz obok jego partnerki. Point syknął z żalu wychodząc na środek obozu. Obok niego pojawiła się Lawendowy Płatek która właśnie szła w stronę wyjścia z obozu. Zmierzyła go przyjaznym spojrzeniem witając się z nim skinieniem głowy.
- Witaj Borsuczy Gońco, a może raczej zastępco- zaczęła, ostatnie słowo odbiło się w uszach kocura bardzo głośno i wyraźnie. ,,Zastępco”. Tak, po Pustułkowym Dziobie to on został wybrany na zastępcę klanu Wilka. Z jednej strony rozumiał wybór swojej partnerki, z drugiej zaś czuł, że dostał to stanowisko tylko ze względu na relację jaka go łączyła z liderką.
- Witaj Lawendowy Płatku, wybierasz się na zbieranie ziół?- zadał banalne pytanie czekając na tak samo banalną odpowiedź.
- Tak, jak co dzień- odpowiedziała kotka po czym pożegnała go skinieniem głowy, w ostatniej chwili jednak odwróciła się by powiedzieć mu coś jeszcze- przyjdź do mnie potem, dobrze? Nie wyglądasz najlepiej, chciałabym się tobie przyjrzeć.
Borsuczy Goniec kiwnął łebkiem w odpowiedzi.
Po rozstaniu listy patroli postanowił wybrać się na polowanie. Szukając odpowiedniego partnera do wspólnych łowów zawiesił wzrok na Płonącym Grzbiecie. Kocur został niedawno mianowany, jednak nie cieszył się tak jak powinien. Chodził przygnębiony i jakby czymś strapiony. Borsuk czuł się odpowiedzialny za niego, nawet jeśli nie był jego prawdziwym ojcem. Ruszył w jego kierunku w zamiarem zaproszenia go do wspólnego polowania.
- Płonący Grzbiecie- zaczął zatrzymując się obok rudego kocura który kończył poranne mycie- wybierzesz się ze mną na łowy.
- To propozycja czy rozkaz?- zapytał mierząc go przenikliwym wzrokiem- nie ważne, mogę iść.
Zastępca kiwnął łbem po czym obaj skierowali się do wyjścia. Kot miał ochotę porozmawiać z przybranym synem o jego dziwnym zachowaniu, martwił się o niego. Nie pozwoli sobie na stratę kolejnej osoby.
<<Płonący Grzbiecie?>>
Od Wierzby CD. Ostrej Łapy
- Pożrą mnie?! - zapytała przerażona kotka.
- Tak, jeśli wyjdziesz sama. - odparł kocur.
- A jeśli wyjdę z braćmi? - zapytała, próbując się uspokoić.
- Pożrą was wszystkich. - Wierzba przestraszyła się jeszcze bardziej. Nie chciała, by jej rodzeństwo pożarła bestia.
- Ale jak będę starsza, to nas nie zjedzą?
- Nie, wtedy was nie zjedzą. - odpowiedział Ostra Łapa. Wierzba odetchnęła z ulgą. Uspokoiła się i zamyśliła. Kotce wpadł do głowy pomysł, jak na kociaka przystało. Odwróciła się powoli i jak niby nigdy nic odeszła parę kroków od kocura. W tym momencie z największą prędkością zaszarżowała na Ostrą Łapę, a dokładniej na jego ogon. Jakie był zdziwienie Wierzby, gdy jej cel ruszył się i uciekł w zupełnie inną stronę. Momentalnie zahamowała i pobiegła w stronę ogona, tym razem z mniejszą prędkością by, gdyby uciekał, mogła łatwiej zmienić kierunek biegu. W pewnym momencie zatrzymała się i zaczęła się skradać. Gdy w końcu znalazła się na tyle blisko, by skoczyć, zaatakowała. Wylądowała na końcówce ogona Ostrej Łapy i wbiła w niego małe, ostre ząbki.
- Hej! - miauknął kocur, czując, że coś wgryza się w jego ogon. Wierzba błyskawicznie wskoczyła na grzbiet Ostrej Łapy i zamiauczała tryumfalnie:
- Wygrałam!
- No, dobrze, dobrze, ale zejdź z mojego grzbietu. - uśmiechnął się Ostra Łapa. Wierzba podniosła dumnie głowę i kociakową gracją zeskoczyła z pokonanego kocura.
<Ostra Łapo?>
- Tak, jeśli wyjdziesz sama. - odparł kocur.
- A jeśli wyjdę z braćmi? - zapytała, próbując się uspokoić.
- Pożrą was wszystkich. - Wierzba przestraszyła się jeszcze bardziej. Nie chciała, by jej rodzeństwo pożarła bestia.
- Ale jak będę starsza, to nas nie zjedzą?
- Nie, wtedy was nie zjedzą. - odpowiedział Ostra Łapa. Wierzba odetchnęła z ulgą. Uspokoiła się i zamyśliła. Kotce wpadł do głowy pomysł, jak na kociaka przystało. Odwróciła się powoli i jak niby nigdy nic odeszła parę kroków od kocura. W tym momencie z największą prędkością zaszarżowała na Ostrą Łapę, a dokładniej na jego ogon. Jakie był zdziwienie Wierzby, gdy jej cel ruszył się i uciekł w zupełnie inną stronę. Momentalnie zahamowała i pobiegła w stronę ogona, tym razem z mniejszą prędkością by, gdyby uciekał, mogła łatwiej zmienić kierunek biegu. W pewnym momencie zatrzymała się i zaczęła się skradać. Gdy w końcu znalazła się na tyle blisko, by skoczyć, zaatakowała. Wylądowała na końcówce ogona Ostrej Łapy i wbiła w niego małe, ostre ząbki.
- Hej! - miauknął kocur, czując, że coś wgryza się w jego ogon. Wierzba błyskawicznie wskoczyła na grzbiet Ostrej Łapy i zamiauczała tryumfalnie:
- Wygrałam!
- No, dobrze, dobrze, ale zejdź z mojego grzbietu. - uśmiechnął się Ostra Łapa. Wierzba podniosła dumnie głowę i kociakową gracją zeskoczyła z pokonanego kocura.
<Ostra Łapo?>
Od Ostrej Łapy
Ostra Łapa szedł wraz z Miętowym Oddechem, coraz bardziej zagłębiając się w las. Kocurek czujnie nastawiał uszy i rozglądał się wokół, co jakiś czas wąchając uważnie powietrze. I nie robił tego tylko w poszukiwaniu zwierzyny, ale również przez dziwne uczucie towarzyszące mu od wyjścia z obozu. W powietrzu unosiło się wyczuwalne napięcie i oczekiwanie, jakby właśnie miało się coś zdarzyć. Ostra Łapa niemal w każdym cieniu zauważał obserwujące go ślepia, a każdy krzak zdawał się poruszać nie za sprawą silnego wiatru, a kogoś w nim ukrytego.
- Hmm... Tu może się rozdzielimy - odezwał się nagle Miętowy Oddech, po czym spojrzał w górę, w przerwę pomiędzy drzewami. - Ty pójdziesz w lewo, ja w prawo. Spotkamy się tutaj w szczytowanie słońca. - zerknął na ucznia i uśmiechnął się lekko. - Tylko bądź ostrożny.
Ostra Łapa parsknął.
- Zawsze jestem ostrożny - mruknął.
- Mam nadzieję. - odmiauknął, po czym ruszył w wyznaczonym dla siebie kierunku. Uczeń od razu zrobił to samo i już chwilę później stracił mentora zupełnie z widoku.
Nie przeszedł jednak nawet kilku kroków, gdy do jego nozdrzy doleciał dobrze mu znany zapach nornicy. Szybko namierzył gryzonia i opadł do odpowiedniej pozycji. Szedł powoli, a łapy stawiał ostrożnie, tak, że nie było słychać nawet najdrobniejszego szelestu. Nornica za to spokojnie obgryzała sobie ziarenko, nieświadoma zbliżającej się niechybnej śmierci. Ostra Łapa napiął mięśnie i przygotował się do szybkiego skoku. I już ruszał, by zatopić w zwierzaku swoje kły, gdy za nornicą pojawił się nagły cień. Z tego zaskoczenia kocurek aż zjeżył sierść i mimowolnie zaszurał łapą po ściółce, a nornica, usłyszawszy go, momentalnie zniknęła.
Ostra Łapa chciał spojrzeć z wyrzutem i złością na kota, który spłoszył mu zdobycz, lecz tego już nie było. Rozejrzał się dookoła, lecz w lesie zapanowała nagle nienaturalna wręcz cisza. Z początku widział jedynie drzewa i krzewy smagane wiatrem, jednak już po chwili z oddali zaczęły wyłaniać się liczne cienie o jarzących się na złoto lub czerwono ślepiach.
Ostra Łapa nastroszył futro i zmarszczył nos, pokazując swój wielki kieł w całej swej okazałości.
- Kim jesteście? - syknął. - Zostawcie mnie!
Cienie jednak nawet się nie poruszyły, a jedynie świdrowały go wzrokiem. Kocurek pokręcił łbem, chcąc je odgonić. Was tutaj nie ma!, powtarzał sobie, jesteście tylko wytworem mojej wyobraźni!
Jednakże te myśli i ruchy nie pomogły nic a nic. Ostra Łapa, zrezygnowany, spróbował więc po prostu zignorować natarczywe cienie i polować dalej.
<Biegnąca Łapo?>
- Hmm... Tu może się rozdzielimy - odezwał się nagle Miętowy Oddech, po czym spojrzał w górę, w przerwę pomiędzy drzewami. - Ty pójdziesz w lewo, ja w prawo. Spotkamy się tutaj w szczytowanie słońca. - zerknął na ucznia i uśmiechnął się lekko. - Tylko bądź ostrożny.
Ostra Łapa parsknął.
- Zawsze jestem ostrożny - mruknął.
- Mam nadzieję. - odmiauknął, po czym ruszył w wyznaczonym dla siebie kierunku. Uczeń od razu zrobił to samo i już chwilę później stracił mentora zupełnie z widoku.
Nie przeszedł jednak nawet kilku kroków, gdy do jego nozdrzy doleciał dobrze mu znany zapach nornicy. Szybko namierzył gryzonia i opadł do odpowiedniej pozycji. Szedł powoli, a łapy stawiał ostrożnie, tak, że nie było słychać nawet najdrobniejszego szelestu. Nornica za to spokojnie obgryzała sobie ziarenko, nieświadoma zbliżającej się niechybnej śmierci. Ostra Łapa napiął mięśnie i przygotował się do szybkiego skoku. I już ruszał, by zatopić w zwierzaku swoje kły, gdy za nornicą pojawił się nagły cień. Z tego zaskoczenia kocurek aż zjeżył sierść i mimowolnie zaszurał łapą po ściółce, a nornica, usłyszawszy go, momentalnie zniknęła.
Ostra Łapa chciał spojrzeć z wyrzutem i złością na kota, który spłoszył mu zdobycz, lecz tego już nie było. Rozejrzał się dookoła, lecz w lesie zapanowała nagle nienaturalna wręcz cisza. Z początku widział jedynie drzewa i krzewy smagane wiatrem, jednak już po chwili z oddali zaczęły wyłaniać się liczne cienie o jarzących się na złoto lub czerwono ślepiach.
Ostra Łapa nastroszył futro i zmarszczył nos, pokazując swój wielki kieł w całej swej okazałości.
- Kim jesteście? - syknął. - Zostawcie mnie!
Cienie jednak nawet się nie poruszyły, a jedynie świdrowały go wzrokiem. Kocurek pokręcił łbem, chcąc je odgonić. Was tutaj nie ma!, powtarzał sobie, jesteście tylko wytworem mojej wyobraźni!
Jednakże te myśli i ruchy nie pomogły nic a nic. Ostra Łapa, zrezygnowany, spróbował więc po prostu zignorować natarczywe cienie i polować dalej.
Okazało się to jednak nie być tak proste jak chciałby żeby było. Szedł dalej, lecz towarzyszyły mu liczne spojrzenia i szelesty, które zdawały się płoszyć wszelkie życie i potencjalne zdobycze. I nagle jeden z kocich cieni, któremu przyglądał się Ostra Łapa, poruszył się i zaczął się zbliżać do młodego kocurka. Ten, choć wystraszony, nie uciekał, lecz stał złudnie spokojnie, jedynie w duchu drżąc z niepewności. Wysunął pazury i mimowolnie nastroszył sierść. Cień szedł tym samym, wolnym tempem, jednakże prostu zmierzając w stronę ucznia. Nagle Ostra Łapa zaczął też słyszeć głosy - jakby szepty, a gdy rozglądnął się, stało się jasne, że to te odległe cienie mówią coś między sobą. Kilka z nich wysunęło się na przód, wraz z tym pierwszym zmierzając w kierunku ucznia. Reszta za to czmychnęła między drzewa. I nagle cienie przerwały swój spokojny i wolny chód, by rzucić się biegiem w kierunku kocurka. Ten jednak nie czekał aż do niego dobiegną i go dopadną, a z przestrachem zaczął uciekać. Kocie cienie okazały się jednak szybsze od niego i już po chwili wiadomym się stało, że to tylko kwestia czasu aż go dopadną.
Co robić? - to pytanie kłębiło się w głowie Ostrej Łapy tak samo jak zbudzony teraz instynkt przetrwania, który kazał mu uciekać. Zaczął powtarzać sobie w myślach słowa Miętowego Oddechu - ,,Nic tu nie ma, Ostra Łapo. Wydaje ci się". Jednakże cienie były tak realne, że ta wypowiedź wydała mu się niemal śmieszna.
Jednak... skoro ich tu nie ma, dlaczego ucieka? Może właśnie dlatego tu są? Bo się ich boi? Może jeśli stanie z nimi pysk w pysk, odrzuci strach i znajdzie w sobie odwagę, znikną i przestaną go prześladować?
Czując nagłą iskierkę nadziei i przypływ odwagi zatrzymał się i odwrócił w kierunku cieni, szczerząc złowrogo kły. Te zahamowały i zatrzymały się równie nagle. I wtedy Ostra Łapa, biorąc sobie za cel cień, który nagle, nie wiadomo jak, zjawił się z przeciwnej strony niż ta z której uciekał, skoczył na niego. Poczuł zaskoczenie, ale również i dumę, gdy bez problemu udało mu się go powalić i przyszpilić do ziemi. Zdziwił się jednak, gdy ten wydał głośny pisk przerażenia, brzmiący jak głos młodej kotki. I wtem zauważył jeszcze przed chwilą przerażający, mrożący krew w żyłach, czarny niczym ciemność i najgorszy koszmar cień, o jarzących się żądzą krwi i okrucieństwa czerwonych ślepiach, teraz był mniejszą od niego, brązową koteczką, mrużącą wręcz łzawiące z przerażenia swe błękitne, niewinne oczy.
- Zostaw mnie! - pisnęła. - Szepczący Wietrze, pomocy!
Ostra Łapa schował wbijające się w nią pazury i zeskoczył z niej jak poparzony. Koteczka z trudem wstała, lecz wciąż wpatrywała się w kocurka szeroko otwartymi oczami. Ten, dalej dysząc, przyjrzał się jej. Wygląda na młodą, lecz nie dużo młodszą od niego - może dwa, trzy księżyce. Wyglądała na uczennicę dopiero zaczynającą trening, a po jej wcześniejszym zachowaniu szybko wywnioskował, że jeszcze nie uczyła się walki. Bardziej jednak zaniepokoił go jej zapach - pachniała wyraźnie Klanem Wilka. Rozejrzał się i z przerażeniem uznał, że nie zna tej części lasu. Wtedy jednak spostrzegł też coś, co powinno go raczej ucieszyć, jednak w tej sytuacji, gdy najwidoczniej znajdował się na terytorium wroga, ten fakt wydawał mu się nieważny.
Cienie zniknęły.
Co robić? - to pytanie kłębiło się w głowie Ostrej Łapy tak samo jak zbudzony teraz instynkt przetrwania, który kazał mu uciekać. Zaczął powtarzać sobie w myślach słowa Miętowego Oddechu - ,,Nic tu nie ma, Ostra Łapo. Wydaje ci się". Jednakże cienie były tak realne, że ta wypowiedź wydała mu się niemal śmieszna.
Jednak... skoro ich tu nie ma, dlaczego ucieka? Może właśnie dlatego tu są? Bo się ich boi? Może jeśli stanie z nimi pysk w pysk, odrzuci strach i znajdzie w sobie odwagę, znikną i przestaną go prześladować?
Czując nagłą iskierkę nadziei i przypływ odwagi zatrzymał się i odwrócił w kierunku cieni, szczerząc złowrogo kły. Te zahamowały i zatrzymały się równie nagle. I wtedy Ostra Łapa, biorąc sobie za cel cień, który nagle, nie wiadomo jak, zjawił się z przeciwnej strony niż ta z której uciekał, skoczył na niego. Poczuł zaskoczenie, ale również i dumę, gdy bez problemu udało mu się go powalić i przyszpilić do ziemi. Zdziwił się jednak, gdy ten wydał głośny pisk przerażenia, brzmiący jak głos młodej kotki. I wtem zauważył jeszcze przed chwilą przerażający, mrożący krew w żyłach, czarny niczym ciemność i najgorszy koszmar cień, o jarzących się żądzą krwi i okrucieństwa czerwonych ślepiach, teraz był mniejszą od niego, brązową koteczką, mrużącą wręcz łzawiące z przerażenia swe błękitne, niewinne oczy.
- Zostaw mnie! - pisnęła. - Szepczący Wietrze, pomocy!
Ostra Łapa schował wbijające się w nią pazury i zeskoczył z niej jak poparzony. Koteczka z trudem wstała, lecz wciąż wpatrywała się w kocurka szeroko otwartymi oczami. Ten, dalej dysząc, przyjrzał się jej. Wygląda na młodą, lecz nie dużo młodszą od niego - może dwa, trzy księżyce. Wyglądała na uczennicę dopiero zaczynającą trening, a po jej wcześniejszym zachowaniu szybko wywnioskował, że jeszcze nie uczyła się walki. Bardziej jednak zaniepokoił go jej zapach - pachniała wyraźnie Klanem Wilka. Rozejrzał się i z przerażeniem uznał, że nie zna tej części lasu. Wtedy jednak spostrzegł też coś, co powinno go raczej ucieszyć, jednak w tej sytuacji, gdy najwidoczniej znajdował się na terytorium wroga, ten fakt wydawał mu się nieważny.
Cienie zniknęły.
Subskrybuj:
Posty (Atom)