Wracał z pełnym pyszczkiem z łowów. Do teraz zastanawiał się nad znaczeniem słów Kosaćcowej Grzywy, w sumie to nad całą ich konwersacją. Czuł się czasem tak, jakby ktoś go obserwował, każdy jego ruch, a szczególnie wiarę. Być może tak właśnie jest..? Wszedł do obozu i zauważył, jak jakaś kotka rozmawia z Nikłą Gwiazdą. Przy konwersacji znajdowała się też dwójka medyków oraz jeszcze jeden nieznajomy kot. O co mogło chodzić? Nie poznawał jej… Zawęszył delikatnie w powietrzu, dzięki czemu poczuł zapach… Klanu Nocy. Cóż, może i mieli razem sojusz, ale nie za bardzo spodziewał się, że jakaś kotka po prostu wejdzie im na terytorium, nie mógł tego ukrywać. Chwilka, może to medyczka? Podszedł bliżej, aby wsłuchać się w konwersację, na czym młodsza przyłapała go. Speszył się, po czym odszedł od nich zawstydzony. Kotka jednak po zakończeniu konwersacji i odejściu drugiej medyczki do obozu podeszła do niego.— Ładnie tak podsłuchiwać? — zaśmiała się, na co ten znów poczuł wstyd. Podkulił trochę ogon i spojrzał w bok.
— Nie chciałem, znaczy… Po prostu nie spodziewałem się tu kogoś z Klanu Nocy. Nie zrozum mnie źle! Nie mam nic przeciwko! To po prostu niecodzienny widok, chyba rozumiesz, o co mi chodzi… — Na jego słowa młodsza zaśmiała się. Miał teraz okazję przyjrzeć się jej bardziej. Miała dość ładnie ułożone dymne futerko, a jej oczy błyszczały łagodnie, a może i nawet psotnie?
— Tak, spokojnie, rozumiem. Nie musisz się tak tłumaczyć. Cóż, jestem tu, aby się trochę doszkolić jako wojownik.
— Doszkolić? U nas? — Spojrzał na nią pytająco. Trochę nie rozumiał… Czy u nich nie było kompetentnych do tego wojowników? Nie, to na pewno nie to… W sumie to Klan Wilka ma też inne metody walki, czy łowienia. W takim wypadku faktycznie doszkolenie się wydaje się być dobrym pomysłem.
— Tak, doszkolić. Będę już lecieć, nie ma co czasu marnować, do zobaczenia! — Kotka odeszła, a czekoladowy tylko zamrugał kilka razy, przez chwilę wpatrzony w nią.
— Och, tak, do zobaczenia…
***
Obserwowanie od czasu do czasu kotki weszło mu w nawyk. Czasami znajdowała się ona u medyków, gdy akurat potrzebowali pomocy, ale większość czasu spędzała na treningu. Większość kotów patrzyła na nią przychylnie. Przez słowa Kosaćcowej Grzywy zastanawiał się, czy to przez to, że nie chcą, aby dowiedziała się o ich wierze… Właśnie wychodził z legowiska, gdy uczennica zauważyła go z daleka. Ruszyła z uśmiechem w jego stronę, na co przełknął ślinę. Czemu się stresował? Choć u niego stres był normalny, to nie potrafił tego zrozumieć.
— Hej! Szczawiowe Serce, jak dobrze się orientuję? Może chciałbyś wyskoczyć na jakieś polowanie? — Wskazała łebkiem w stronę wyjścia z obozu. Kocur odwrócił wzrok i speszony polizał swój bark.
— No… Pewnie, czemu nie. Tak czy siak, nie mam nic do roboty. Mogę prowadzić, jeśli chcesz, w końcu pewnie jeszcze nie znasz dokładnie całego terytorium. — Trochę zdziwił siebie samego, że proponuje zostanie liderem ich wyprawy. Ta jednak chyba nie zwracała zbyt dużej uwagi na jego poddenerwowanie lub je ignorowała, gdyż tylko skinęła.
— Przyda się, chyba nie chcielibyśmy się zgubić! To choć, ruszamy. — Ruszyła w stronę wyjścia z obozu, a on podążył za nią. Wiatr lekko muskał jego futro, z resztą jej również. Spoglądał na nią jakiś czas, gdyż dotychczas szła na jego równi. Jej oczy pięknie odbijały słońce, wyglądały, jakby miała w nich miliony iskierek. Jakby na korze drewna wyryto najpiękniejsze wzroki. Potrząsnął głowę.
— To co… W którą stronę chcemy iść? — zapytał kotki.
[Dymna Piękności?]
czy ksiazeta i ksiezniczki kn potrafia nie wyrywac obcoklanowcow chociaz raz
OdpowiedzUsuń