Napuszony kocur w jednej chwili zamachnął się łapą z wyjętymi pazurami. Złotooka uchyliła się w ostatniej chwili, czując na pyszczku jedynie ruch powietrza. Do oczu zaczęły napływać jej łzy. Czuła się rozdarta: pamiętała jak Srebrny Deszcz opowiadał jej o swojej samotnej tułaczce i o tym, że jego jedyną rodziną pozostał klan ale przecież nie skrzywdziłby jej, prawda?
Zroszona Łapa cały czas zgrabnie unikała ciosów i kłapnięć zielonookiego kocura. Wiedziała jednak, że na dłuższą metę ta taktyka się nie sprawdzi, i bądź co bądź, będzie musiało dojść do konfrontacji.
- Nie możesz wiecznie uciekać kociaku! – zaśmiał się wywołując dreszcze u uczennicy.
Bała się go. Chociaż cichy głosik w jej duszy podpowiadał, że to jej przyjaciel to rozum szaleńczo krzyczał aby się wyniosła stamtąd i ostrzegła klan przed nowym wrogiem.
- Proszę cię, przestań! – jedna jej łza kapnęła na mierną trawę – Skoro zależało ci na tym aby mnie zabić, to czemu tego nie zrobiłeś? Żaden ze mnie przeciwnik!
- Proste rozwiązania są nudne i przewidywalne a tak przynajmniej będę miał zabawę! – skoczył i przygwoździł ją do podłoża – Jakieś ostatnie słowa?
Uczennicy przed oczami zaczęły ukazywać się wszystkie przeżyte sceny. Czas z rodzeństwem, matką, Szepczącym Wiatrem i… Srebrnym Deszczem a wraz z nim wszelkie ruchy bitewne, jakie kocur jej pokazał.
Dlaczego teraz mi się przypominają? ~ zastanawiała się do momentu, gdy zorientowała się, że kły bliźniaka jej zmarłego mentora znalazły się nienaturalnie blisko jej pyszczka. Czyżby to kocur z Klanu Gwiazd dawał jej wskazówki?
Zacisnęła szczęki, po czym z ogromną siła zaczęła kopać w miękki i odsłonięty brzuch napastnika. Kocur pisnął zdradzając swoje zaskoczenie. Kotka poczuła, że jedną z łap zrobiła mu długą ale płytką ranę na brzuchu. Wyślizgnęła się spod zamroczonego kocura. Nastroszyło futro wysuwając, dotychczas schowane, pazury przednich łap.
- Może i go zabiłeś ale niestety spóźniłeś się – pręgowany kocur przyglądał się jej zaciekawiony ale wciąż gotów ją zaatakować –Srebrny Deszcz zdążył przekazać mi kilka ruchów bitewnych!
Jej żyły rozsadzała adrenalina, negując strach czy zwątpienie. Miała tylko jeden cel – pomścić swojego przyjaciela!
Atakowała stosując wszelkie, poznane metody. Oczywiście kocur nie miał problemu z ich uniknięciem. Był od niej znacznie wyższy i szybszy. Mimo wszystko jednak, od tamtego momentu nie miał ani krzty czasu aby wyprowadzić cios, do czasu. W pewnym momencie zawahała się, jakby ktoś lub coś ją trzymało za futro na karku. I wtedy kocur wyprowadził cios. Mignęła jej tylko łapa a potem piekący ból na lewym policzku i zderzenie z trawą. Chwilę zajęło jej pozbieranie się po tym ciosie ale nie ból ją zaskoczył a wyraz pyska srebrnego kocura. Stał cały zesztywniały. Dawniej Zroszona Łapa by zaczęła się zastanawiać co mu się stało ale obecna… nie przepuściła takiej okazji. Wystrzeliła tak szybko jak wiatr szaleje na wrzosowiskach i w ciągu dwóch uderzeń serca powaliła wciąż zdezorientowanego kocura. Przytrzymała go tak jak ją nauczono i chciała zadać śmiertelny cios.
- Czekaj Zroszona Łapo! – krzyknął – To ja Srebrny Deszcz!
- Myślisz, że ci znowu uwierzę? – posłała mu niedowierzające spojrzenie.
- Naprawdę! Posłuchaj... – nabrał powietrza i wypuścił je nosem – Chciałem zrobić ci test aby sprawdzić jak dobrze walczysz.
Zroszona Łapa spoglądała w jego zielone oczy i rozpoznała w nich tego samego Srebrnego. Zeszła z kocura siadając trochę dalej. Nie wiedziała, co miała o tym myśleć. Dopiero po chwili dotarło do niej co kocur powiedział.
- Test?! – wykrzyknęła – Ojej! Gdybym wiedziała, że to tylko udawane nigdy bym tak się nie…
- Spokojnie, zachowałaś się wzorowo, jak prawdziwy wojownik. Nie spodziewałem się, że masz w sobie aż tyle siły i odwagi.
- A-ale… - zaczęła się jąkać, więc odczekała chwilę aż jej umysł ochłonie – Mogłam cię poważnie zranić albo co gorsza zabić! Właśnie! Jak twój brzuch?!
- Gorzej mnie bolało, naprawdę, ale… - podszedł bliżej – Chyba ja za to przesadziłem. Twój policzek…
Kotka przyłożyła łapę do piekącego policzka i, gdy zobaczyła krew na futerku poczuła mocniejsze ukłucie bólu.
- Oj tam… prawie w ogóle nie boli – uśmiechnęła się słabo.
- Będę spokojniej spał, jeśli obejrzy to Lawendowy Płatek – Srebrny Deszcz podniósł się.
- A ja się zgodzę na to jeśli ty też dasz się obejrzeć medyczce – doskoczyła do niego obdarzając go spojrzeniem nieznoszącym sprzeciwu, a przynajmniej próbowała, bo kot jedynie się roześmiał.
*^*^*^*^*^*^*
- Zostanie mi ślad po tej ranie? – spytała niebieską kotkę, która kazała uważnie przyglądała się jej zadrapaniu.
- Tak ale drobny. Podejrzewam, że w przyszłości, może być tylko małą szramą – niebieskooka posłała jej pokrzepiające spojrzenie.
- To dobrze – skrzywiła się z bólu, gdy medyczka przyłożyła do jej już oczyszczonej rany jakieś zioło.
- Poszczypie tylko przez chwilę.
Zroszona Łapa pokiwała głową. Zza głowy cętkowanej kotki widziała jak Srebrny Deszcz rzuca im co jakieś zaciekawione spojrzenie, chociaż przez większość czasu skupiał się na trzymaniu pajęczyny przy własnym zadrapaniu. Uparła się, żeby jej mentor jako pierwszy został zbadany. Do teraz nie miała pojęcia w jaki sposób to uprosiła ale cieszyła się, że wreszcie przełamała swoją wrodzoną nieśmiałość i postawiła na swoim.
<Srebrny Deszczu?>
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)
28 października 2017
Od Dryfującej Łapy CD Płomiennej Gwiazdy
Płomienna Gwiazda chrząknął.
- Oczywiście, Dryfująca Łapa ma chodzić na wszystkie zebrania, aby mógł spotykać się ze swoim klanem - rzekł.
- Oczywiście. - odpowiedział mu Lamparcia Gwiazda
- W takim razie dziękuję. Jestem pewien, że Dryfująca Łapa nie będzie sprawiał problemów. - uśmiechnął się i jeszcze raz spojrzał na młodego kocurka. - Do zobaczenia na następnym zgromadzeniu.
Po tych słowach ruszył ku wyjściu, odprowadzany przez Lamparcią Gwiazdę i kilku innych wojowników. Dryfująca Łapa rozejrzał się po obozie. Drżał lekko, chociaż miał nadzieję, że na tyle niezauważalnie, by nikt z burzowiczów nie zwrócił na to uwagi.
Bał się. Obawiał się nieznanego, tego, co przyniosą teraźniejsze zmiany. W końcu jeszcze chwilę temu był w obozie Klanu Nocy, szkoląc się na wojownika... A teraz? Teraz jest na zupełnie innej ścieżce, w zupełnie innym miejscu. Czuł się jednak zdeterminowany. Jego klan nie miał medyka od księżyców, co sprawiało, że ich szeregi powoli przerzedzały się. Mieli znacznie mniej kotów niż w innych klanach, co spowodowane było brakiem kota, który leczyłby ich i chronił przed śmiercią. Nawet najdrobniejsza rana była groźna i mogła okazać się śmiertelna - gdyby wdało się zakażenie, nie byłoby już ratunku. Zresztą, mieli ogromne szczęście, że w minionej Porze Nagich Drzew nie zapanowała epidemia Zielonego, bądź - broń, Klanie Gwiazd! - Czarnego Kaszlu. Wtedy, bardzo prawdopodobne, że Klan Nocy mógłby przestać istnieć.
Dryfująca Łapa, choć jednocześnie wiedział że wciąż jest niezdarny i nieporadny, czuł, że w jego łapach spoczywa przyszłość jego klanu.
<Może jakiś burzowicz? (najlepiej Grad, ale szczerze wątpię w twój odpis :'v)>
- Oczywiście, Dryfująca Łapa ma chodzić na wszystkie zebrania, aby mógł spotykać się ze swoim klanem - rzekł.
- Oczywiście. - odpowiedział mu Lamparcia Gwiazda
- W takim razie dziękuję. Jestem pewien, że Dryfująca Łapa nie będzie sprawiał problemów. - uśmiechnął się i jeszcze raz spojrzał na młodego kocurka. - Do zobaczenia na następnym zgromadzeniu.
Po tych słowach ruszył ku wyjściu, odprowadzany przez Lamparcią Gwiazdę i kilku innych wojowników. Dryfująca Łapa rozejrzał się po obozie. Drżał lekko, chociaż miał nadzieję, że na tyle niezauważalnie, by nikt z burzowiczów nie zwrócił na to uwagi.
Bał się. Obawiał się nieznanego, tego, co przyniosą teraźniejsze zmiany. W końcu jeszcze chwilę temu był w obozie Klanu Nocy, szkoląc się na wojownika... A teraz? Teraz jest na zupełnie innej ścieżce, w zupełnie innym miejscu. Czuł się jednak zdeterminowany. Jego klan nie miał medyka od księżyców, co sprawiało, że ich szeregi powoli przerzedzały się. Mieli znacznie mniej kotów niż w innych klanach, co spowodowane było brakiem kota, który leczyłby ich i chronił przed śmiercią. Nawet najdrobniejsza rana była groźna i mogła okazać się śmiertelna - gdyby wdało się zakażenie, nie byłoby już ratunku. Zresztą, mieli ogromne szczęście, że w minionej Porze Nagich Drzew nie zapanowała epidemia Zielonego, bądź - broń, Klanie Gwiazd! - Czarnego Kaszlu. Wtedy, bardzo prawdopodobne, że Klan Nocy mógłby przestać istnieć.
Dryfująca Łapa, choć jednocześnie wiedział że wciąż jest niezdarny i nieporadny, czuł, że w jego łapach spoczywa przyszłość jego klanu.
<Może jakiś burzowicz? (najlepiej Grad, ale szczerze wątpię w twój odpis :'v)>
Od Biegusia (Biegnącej Łapy) C.D Szepczącej Łapy (Szepczącego Wiatru)
Koteczce rozszerzyły się źrenice, a jej ogonek zadrżał.
- Tak! - pisnęła głośno, lecz krzykiem tego nazwać nie można było
Szepcząca Łapa uśmiechnęła się, siadając blisko wyjścia ze żłobka. Bieguś przysunęła się bliżej pręgowanej szylkretki, prawie że dotykając futrem jej sierści. Nie można się było dziwić tej kruszynie. Ostatnio nie mogła dogadać się z Promyczkiem; Ciągle się kłóciły, a przez to Milcząca Gwiazda na nie nakrzyczała! I to właśnie przez Promyczek!
Z Różyczką Bieguś miała jak obecnie najlepsze relacje, oprócz matki, Wierzbowego Nosa oraz Szepczącej Łapy rzecz jasna. Dla niej, czekoladowa koteczka była jedną z tych mądrzejszych kotów. Ona zawsze rozwiązywała problemy Biegusia, za to pointka była jej bardzo wdzięczna.
- Szepcząca Łapo - zaczęła Bieguś - Bo ja... My! - spojrzała na Różyczkę, na Promyczka już nie - My mamy tyle pytań...
- Pytajcie - Szepcząca Łapa uśmiechnęła się, patrząc wyczekująco na kocięta.
Promyczek jednak, zapewne widząc ignorancję ze strony Biegusia, machnęła ogonem i pomaszerowała w stronę matki. Bieguś prychnęła na odchodzącą siostrę, a Różyczka patrzyła na to z lekkim zażenowaniem, po chwili jednak odeszła.
Szepcząca Łapa patrzyła ze zdziwieniem na całe zajście, które trwało zaledwie kilkanaście sekund. Potem spojrzała pytająco na pointkę, która spojrzała w ziemię, jeszcze z gniewem w ślepiach...
- Tak! - pisnęła głośno, lecz krzykiem tego nazwać nie można było
Szepcząca Łapa uśmiechnęła się, siadając blisko wyjścia ze żłobka. Bieguś przysunęła się bliżej pręgowanej szylkretki, prawie że dotykając futrem jej sierści. Nie można się było dziwić tej kruszynie. Ostatnio nie mogła dogadać się z Promyczkiem; Ciągle się kłóciły, a przez to Milcząca Gwiazda na nie nakrzyczała! I to właśnie przez Promyczek!
Z Różyczką Bieguś miała jak obecnie najlepsze relacje, oprócz matki, Wierzbowego Nosa oraz Szepczącej Łapy rzecz jasna. Dla niej, czekoladowa koteczka była jedną z tych mądrzejszych kotów. Ona zawsze rozwiązywała problemy Biegusia, za to pointka była jej bardzo wdzięczna.
- Szepcząca Łapo - zaczęła Bieguś - Bo ja... My! - spojrzała na Różyczkę, na Promyczka już nie - My mamy tyle pytań...
- Pytajcie - Szepcząca Łapa uśmiechnęła się, patrząc wyczekująco na kocięta.
Promyczek jednak, zapewne widząc ignorancję ze strony Biegusia, machnęła ogonem i pomaszerowała w stronę matki. Bieguś prychnęła na odchodzącą siostrę, a Różyczka patrzyła na to z lekkim zażenowaniem, po chwili jednak odeszła.
Szepcząca Łapa patrzyła ze zdziwieniem na całe zajście, które trwało zaledwie kilkanaście sekund. Potem spojrzała pytająco na pointkę, która spojrzała w ziemię, jeszcze z gniewem w ślepiach...
~*~~ - Kilka dni/księżyców później - ~~*~
- Dzisiaj wasz wielki dzień! - miauknęła Wierzbowy Nos, leżąc obok Milczącej Gwiazdy, która myła swoje córeczki.
Bieguś siedziała, przytulona do Milczącej Gwiazdy, ignorując słowa królowej. Kiedy miała 2 księżyce nie mogła się doczekać tego czasu, kiedy zostanie mianowana na uczennicę. Chciała być najlepszym wojownikiem w całym klanie! Lecz od tego czasu się bardzo zmieniła. Na samą myśl, że musi musi opuścić to miejsce, Bieguś zaczynała drżeć. Nie tylko dla tego, że na dworze jest zimno, mokro, a jej futerko jest bardzo rzadkie. Słyszała dokładną historię o śmierci Pustułkowego Dzioba, którego nie znała. Właściwie podsłuchała od kotów, które siedziały blisko żłobka. To wystarczyło, by zniechęcić Biegusia.
Siostrzyczki jednak nie ukrywały swojego podniecenia i radości.
- Ale będzie super! - Promyczek skakała wte i wew te - Będę w końcu uczniem i w końcu zwiedzę obóz! Będę się najlepiej uczyć! I zostanę najlepszym wojownikiem!
Różyczka może i nic nie mówiła, lecz widać było zadowolenie na jej pyszczku. Tylko mała pointka siedziała przytulona do matki. Starała się nie myśleć o tych wszystkich złych rzeczach. Szepczący Wiatr też była kociakiem, potem uczennicą, a teraz jest świetnym wojownikiem! I się nie bała! Rodzice pewnie też się nie bali, więc i Bieguś też nie może...
~~~
Milcząca Gwiazda stanęła przed wyjściem ze żłobka, zachęcająco machając ogonem. Promyczek pierwsza wybiegła ze żłobka, podskakując od czasu do czasu. Widać było, że bardzo się cieszy. Za nią potruchtała Różyczka z zadowoleniem na pysku. Ostatnia, Bieguś niechętnie wygramoliła się z posłania. Odwróciła łeb, by spojrzeć jeszcze Na Wrzosowy Nos. Królowa wysłała jej krzepiące spojrzenie, uśmiechając się lekko, jednocześnie otulając ogonem swoje kocięta. Bieguś także lekko się uśmiechnęła, uważając, że więcej już tej kotki nie zobaczy, po czym opuściła żłobek.
Pointka, wychodząc poczuła zimne i mokre podłoże. Miało kolor śnieżnobiały, a ta barwa zawsze się Biegusiowi kojarzyła z ciepłem. Patrzyła na śnieg kilka sekund, po czym postanowiła dogonić siostry.
Wszystkie trzy stanęły przed mamą-liderką, która stała na podwyższeniu. Bieguś nie mogła przestać się drżeć.
- Wszystkie koty, co potrafią samodzielnie polować, niech się tu zjawią! - liderka krzyknęła głośno.
Lecz już po chwili wszyscy wojownicy Klanu Wilka, więksi i mniejsi czekali na przemówienie Milczącej Gwiazdy. Bieguś czuła na sobie ich wzrok.
- Zebraliśmy się w ten chłodny wieczór - zaczęła, patrząc na cały tłum, lecz najczęściej na swe córki - By powitać wśród nas trzy nowe uczennice. Z mocą Klanu Gwiazd otrzymają ode mnie nowe imiona oraz swoich mentorów. Różyczko, wystąp proszę - koteczka zrobiła krok do przodu - Od teraz będziesz się zwać Różaną Łapą, a twoim mentorem zostanie Borsuczy Goniec.
Oba koty dotknęły się nosami, uśmiechając się do siebie Bieguś nie zdążyła dobrze się im przyjrzeć, gdyż znów zabrzmiał głos liderki:
Oba koty dotknęły się nosami, uśmiechając się do siebie Bieguś nie zdążyła dobrze się im przyjrzeć, gdyż znów zabrzmiał głos liderki:
- Promyczku - koteczka dumnie wstała, podchodząc bliżej - Twoje imię będzie brzmiało Promienna Łapa, a twoją mentorką będę ja
Milcząca Gwiazda stanęła przed Promienną Łapą, a obie kotki, jednocześnie dotknęły się noskami. Mama z dumą spojrzała na swoją najstarszą córkę, jednak zaraz odeszła, by mianować najmłodszą Bieguś. Ogonek pointki zadrżał, a ona sama z lekkim strachem spojrzała na majestatyczną kocicę.
- Biegusiu, twoje imię będzie brzmieć Biegnąca Łapa, a twoją mentorką zostanie Szepczący Wiatr.
Szylkretka wyłoniła się z tłumu. Bieguś, a raczej Biegnąca Łapa uśmiechnęła się lekko. W głębi serca cieszyła się, że to ona została jej mentorką.
Szepczący Wiatr dotknęła swoim nosem nosek nowej uczrennicy, gdyż ta nie dała rady tego uczynić. Z zewsząd wykrzykiwane były nowe imiona trzech uczennic. Mentorka uśmiechnęła się krzepiąco w stronę Biegnącej Łapy, a co ta uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
Szepczący Wietrze? (Możesz odpisać na tamtą sytuację i zacząć trening od razu ;))
Milcząca Gwiazda stanęła przed Promienną Łapą, a obie kotki, jednocześnie dotknęły się noskami. Mama z dumą spojrzała na swoją najstarszą córkę, jednak zaraz odeszła, by mianować najmłodszą Bieguś. Ogonek pointki zadrżał, a ona sama z lekkim strachem spojrzała na majestatyczną kocicę.
- Biegusiu, twoje imię będzie brzmieć Biegnąca Łapa, a twoją mentorką zostanie Szepczący Wiatr.
Szylkretka wyłoniła się z tłumu. Bieguś, a raczej Biegnąca Łapa uśmiechnęła się lekko. W głębi serca cieszyła się, że to ona została jej mentorką.
Szepczący Wiatr dotknęła swoim nosem nosek nowej uczrennicy, gdyż ta nie dała rady tego uczynić. Z zewsząd wykrzykiwane były nowe imiona trzech uczennic. Mentorka uśmiechnęła się krzepiąco w stronę Biegnącej Łapy, a co ta uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
Szepczący Wietrze? (Możesz odpisać na tamtą sytuację i zacząć trening od razu ;))
Od Sarenki C.D Jasia
Obudziło ją głośne wołanie mojego ojca. Z początku nie była zbyt zadowolona i po prostu okręciła się na drugi bok nie mając zamiaru wychodzić spod ciepłego sianka, ale gdy kątem oka dostrzegła, że Czarna Kropla biegnie w stronę miejsca zwołań, to chcąc nie chcąc wstała. Czuła, że może to być coś ważnego, coś co wpłynie nie tylko na kilka kotów, a może i na nią albo cały Klan Lisa. Nadal przypominała sobie głos Sowy roznoszący się po stodole, a ochrypły głos Szramy w niczym go nie przypominał. Przychodziła wtedy, by patrzeć w dumne oczy matki, a nie obojętny wyraz podrapanej gęby szarego kocura. Teraz szła spokojnie, aż w końcu usiadła gdzieś z boku, żeby wszystko dobrze widzieć. Podniosła swój drewniany kijek i wlepiła w niego wzrok zastanawiając się kiedy wszyscy się zjawią i zasadniczo nie musiała długo czekać. Z każdym kolejnym słowem Szkaradnej Szramy na mój pysk wchodził coraz większy uśmieszek, aż w końcu, gdy upewniła się, że skończył to wyszła dumnym krokiem na środek. Nie była mistrzynią przemówień, ale potrafiłam mówić na żywioł i to właśnie zamierzałam zrobić.
- Teraz mogę mieć pewność, że Klan Lisa we mnie wierzy. - Zaczęła w miarę głośno i twardo, ale nie na tyle, żeby na początek wytępić sobie głos. - Jak już słyszeliście musimy dążyć do potęgi i wiem już co musimy robić. Szlifujcie swoje umiejętności każdego wieczoru, a będziemy na tyle silni, by pomścić Sowę i dokończyć jej cele. Biegnący Zając pójdzie razem z Trującym Bluszczem po potrzebna zielsko, reszta poza mną i Jasiem pójdzie na polowanie, my pójdziemy sprawdzić czy nie ma nic niepokojącego w okolicy.
Zerknęła na mini stos zwierzyny, który leżał w kącie stodoły. Ledwo, ledwo było widać, że to stos, gdyż znajdowały się tam tylko dwie zięby, kilka myszy i jeden królik, nie pożywią się tym za długo, tym bardziej jeśli zwierzęta były liche i chude. Machnęła ogonem i ruszyła ponownie ku tłumowi kotów, jednakże tym razem w kierunku Jasia.
- Słyszałeś? - Mruknęła w jego stronę i nie czekając na odpowiedź ruszyła twardym krokiem w stronę wyjścia ze stodoły. Nie traktowała Jasia najgorszej, a może nawet czuła do niego mniej niechęci niż do ojca, ale był nikim innym jak zwykłym członkiem Klanu Lisa, tylko po prostu ciupkę lepiej traktowanym przez nią, w końcu trzeba go jakoś wyszlifować na doskonałego wojownika. Czuła w tym momencie, że to jej zadanie, żeby kociak wyrósł na kogoś dorównującemu jej. Właściwie, to po tym co się stało przed chwilą wiedziała, że na jej barkach spoczywa jeszcze większa odpowiedzialność niż w poprzedni wschód słońca.
<Jaś?>
- Teraz mogę mieć pewność, że Klan Lisa we mnie wierzy. - Zaczęła w miarę głośno i twardo, ale nie na tyle, żeby na początek wytępić sobie głos. - Jak już słyszeliście musimy dążyć do potęgi i wiem już co musimy robić. Szlifujcie swoje umiejętności każdego wieczoru, a będziemy na tyle silni, by pomścić Sowę i dokończyć jej cele. Biegnący Zając pójdzie razem z Trującym Bluszczem po potrzebna zielsko, reszta poza mną i Jasiem pójdzie na polowanie, my pójdziemy sprawdzić czy nie ma nic niepokojącego w okolicy.
Zerknęła na mini stos zwierzyny, który leżał w kącie stodoły. Ledwo, ledwo było widać, że to stos, gdyż znajdowały się tam tylko dwie zięby, kilka myszy i jeden królik, nie pożywią się tym za długo, tym bardziej jeśli zwierzęta były liche i chude. Machnęła ogonem i ruszyła ponownie ku tłumowi kotów, jednakże tym razem w kierunku Jasia.
- Słyszałeś? - Mruknęła w jego stronę i nie czekając na odpowiedź ruszyła twardym krokiem w stronę wyjścia ze stodoły. Nie traktowała Jasia najgorszej, a może nawet czuła do niego mniej niechęci niż do ojca, ale był nikim innym jak zwykłym członkiem Klanu Lisa, tylko po prostu ciupkę lepiej traktowanym przez nią, w końcu trzeba go jakoś wyszlifować na doskonałego wojownika. Czuła w tym momencie, że to jej zadanie, żeby kociak wyrósł na kogoś dorównującemu jej. Właściwie, to po tym co się stało przed chwilą wiedziała, że na jej barkach spoczywa jeszcze większa odpowiedzialność niż w poprzedni wschód słońca.
<Jaś?>
Od Małej Łapy C.D Zajączka
Czarny kocur nie widział powodu, dla którego nie powinien odpowiedzieć na pytanie zadane przez pieszczoszkę.
– Urodziłem się w Klanie W-wilka – powiedział. – Moim bra-atem był S-skra, natomiast siostrą - Rosa, a-a rodzicami Łososiowy Pysk oraz Liliow-wa Łodyga. Susza zab-brała mojego brata do naszych przod-dków jeszcze przed tym, jak otrzymaliśmy nowe imiona. Moim treningiem zajął się Sre-rebrny D-deszcz. Ja jednak nie potrafiłem poradzić sobie z-ze straceniem bliskiego mi kota i to było p-powodem, dla któr-rego odszedłem z klanu. By-byłem im nie-epotrzebny...
– O-oh... – wydała z siebie dźwięk. – Czy twoja siostra nie będzie z-za tobą tęsknić? Straciła dwóch b-braci, a-a twoi rodzice? Na pewno są smut-tni.
Mały podniósł swoją głowę i oczami pełnymi goryczy oraz rozpaczy popatrzył na pyszczek burej kotki. Poczuł bardzo bolesne ukłucie w sercu, a Zajączek mogła dostrzec pojedynczą łzę płynącą po jego czarnym poliku. Dopiero jej słowa uświadomiły mu, że jego odejście mogło być bolesne dla Zroszonej Łapy oraz ich rodziców tak samo jak utrata kremowego kocura dla niego.
– Nie p-pomyślałem o-o tym... – oznajmił. – J-ja... Ja n-nie chciałem, aby ci-cierpieli przez-ze mnie i-i... – powiedział załamanym głosem i nie dokończył, ponieważ położył się na ziemi i swoimi krótkimi łapami zasłonił pyszczek, aby Zajączek nie widziała go płaczącego. Kocur był rozrywany od środka przez emocje i nie wiedział, w jaki sposób miał sobie z tym poradzić. Nienawidził siebie za bycie słabym oraz wrażliwym. Chciał chronić siostrę, a tymczasem przebywał w starej szopie w siedlisku dwunożnych i narzekał na siebie przed nieznajomą mu kotką. Istna mysia strawa.
– Nie p-pomyślałem o-o tym... – oznajmił. – J-ja... Ja n-nie chciałem, aby ci-cierpieli przez-ze mnie i-i... – powiedział załamanym głosem i nie dokończył, ponieważ położył się na ziemi i swoimi krótkimi łapami zasłonił pyszczek, aby Zajączek nie widziała go płaczącego. Kocur był rozrywany od środka przez emocje i nie wiedział, w jaki sposób miał sobie z tym poradzić. Nienawidził siebie za bycie słabym oraz wrażliwym. Chciał chronić siostrę, a tymczasem przebywał w starej szopie w siedlisku dwunożnych i narzekał na siebie przed nieznajomą mu kotką. Istna mysia strawa.
<Zajączku?>
Od Srebrnego Deszczu do C.D. Zroszonej Łapy
Mentor posłał jej szczery uśmiech. Do jej słów miał parę teorii. Pierwsza, że ma nadzieję, że nie będą się spierali. Druga , że chodzi jej o zniknięcie wszelkich problemów z życia. Trzecia... Postarał się o tej teorii zapomnieć, bo była ona według niego nie do spełnienia.
Zlustrował pierwsze przebiśniegi. Pora Nagich Drzew opuszczała las, co oznaczało większe szanse przetrwania. Liczba zwierzyny się powiększy i nie trzeba będzie się martwić Zielonym czy Czarnym kaszlem.
- Czyli tylko to chciałaś mi pokazać? - spytał.
- Na razie nie znalazłam innych kwiatów. - uśmiechnęła się Uczennica. - Na razie... Potem cały las wypełni się takimi.
Dla kocura Pora Nagich Drzew była nieprzyjemna. Nie chodzi tu o jego krótką sierść. Te wszystkie okropne zdarzenia działy się w tej porze. Jego błąkanina po lesie, wygnanie, oraz wypadek Cienistego Futra. To wszystko wydarzyło się wtedy, gdy ziemię spowijał biały puch.
Jednak nie teraz czas na rozżalanie się, ma spędzić teraz trochę czasu ze swoją terminatorką.
- No to co robimy? - Srebrny deszcz podszedł i usiadł koło niej.
- Emm... Może się gdzieś przejdziemy? - spytała.
- Dobrze. - skinął głową. - Trzeba się rozprostować...
/-----/
- Przynieś mi tutaj tą sikorkę. - rozkazał wojownik. Kotka przyniosła mu zdobycz i położyła ją koło drobnej myszy.
Panował już następny dzień. Nikt nie zorientował się, że wczoraj odpuścili trening. Jeden dzień odpoczynku nie zrobi uszczerbku w jej umiejętnościach. Srebrny deszcz na razie sprawdzał, czy niczego nie zapomniała.
- Świetnie... - pochwalił ją. - Teraz to zakop, przeniesiemy się gdzieś indziej na polowanie.
Zroszona Łapa posłusznie wykonała polecenie i ruszyła za kocurem.
Oj... Tego nie będzie się spodziewać. Mentor uknuł plan, jak sprawdzić jej umiejętności w walce...
Nagle gwałtownie się zatrzymał, a terminatorka zderzyła się z jego długą łapą. Kocur zaczął się śmiać pod swoim zabliźnionym noskiem.
- Co się stało, Srebrny Deszczu? - zapytała trochę niespokojnym tonem. Mentor odwrócił się.
- Ha ha ha! Cóż za naiwne kocię! - śmiał się.
- Srebrny Deszczu?... Co ty... - terminatorka nie dokończyła zdania.
- Och! Czyżbyś pomyliła mnie z moim bratem, Srebrnym Deszczem?! - spytał złowieszczo.
- Ale blizny... - zająkała się.
- Co blizny? A faktycznie... Kazałem samotnikom się okaleczyć, by wyglądać tak jak twój mentor...
- Co z nim zrobiłeś?! - przerwała mu. Jej złote oczy zaszkliły się.
- Zabiłem go! - wypluł. - Żeby mnie nikt nie złapał po zapachu, wytarzałem się w jego truchle. A co najlepsze, zrobiłem to tylko po to... Byś ty też mogła spotkać się z nim w tych głupich gwiazdkach!
- To niemożliwe! - łkała.
- Możliwe! - syknął i nastroszył się. - A teraz, chcesz walczyć, czy wolisz szybką śmierć?
<Zroszona Łapo? Jakby coś, to on dalej będzie udawać, ale potem się przyzna>
Zlustrował pierwsze przebiśniegi. Pora Nagich Drzew opuszczała las, co oznaczało większe szanse przetrwania. Liczba zwierzyny się powiększy i nie trzeba będzie się martwić Zielonym czy Czarnym kaszlem.
- Czyli tylko to chciałaś mi pokazać? - spytał.
- Na razie nie znalazłam innych kwiatów. - uśmiechnęła się Uczennica. - Na razie... Potem cały las wypełni się takimi.
Dla kocura Pora Nagich Drzew była nieprzyjemna. Nie chodzi tu o jego krótką sierść. Te wszystkie okropne zdarzenia działy się w tej porze. Jego błąkanina po lesie, wygnanie, oraz wypadek Cienistego Futra. To wszystko wydarzyło się wtedy, gdy ziemię spowijał biały puch.
Jednak nie teraz czas na rozżalanie się, ma spędzić teraz trochę czasu ze swoją terminatorką.
- No to co robimy? - Srebrny deszcz podszedł i usiadł koło niej.
- Emm... Może się gdzieś przejdziemy? - spytała.
- Dobrze. - skinął głową. - Trzeba się rozprostować...
/-----/
- Przynieś mi tutaj tą sikorkę. - rozkazał wojownik. Kotka przyniosła mu zdobycz i położyła ją koło drobnej myszy.
Panował już następny dzień. Nikt nie zorientował się, że wczoraj odpuścili trening. Jeden dzień odpoczynku nie zrobi uszczerbku w jej umiejętnościach. Srebrny deszcz na razie sprawdzał, czy niczego nie zapomniała.
- Świetnie... - pochwalił ją. - Teraz to zakop, przeniesiemy się gdzieś indziej na polowanie.
Zroszona Łapa posłusznie wykonała polecenie i ruszyła za kocurem.
Oj... Tego nie będzie się spodziewać. Mentor uknuł plan, jak sprawdzić jej umiejętności w walce...
Nagle gwałtownie się zatrzymał, a terminatorka zderzyła się z jego długą łapą. Kocur zaczął się śmiać pod swoim zabliźnionym noskiem.
- Co się stało, Srebrny Deszczu? - zapytała trochę niespokojnym tonem. Mentor odwrócił się.
- Ha ha ha! Cóż za naiwne kocię! - śmiał się.
- Srebrny Deszczu?... Co ty... - terminatorka nie dokończyła zdania.
- Och! Czyżbyś pomyliła mnie z moim bratem, Srebrnym Deszczem?! - spytał złowieszczo.
- Ale blizny... - zająkała się.
- Co blizny? A faktycznie... Kazałem samotnikom się okaleczyć, by wyglądać tak jak twój mentor...
- Co z nim zrobiłeś?! - przerwała mu. Jej złote oczy zaszkliły się.
- Zabiłem go! - wypluł. - Żeby mnie nikt nie złapał po zapachu, wytarzałem się w jego truchle. A co najlepsze, zrobiłem to tylko po to... Byś ty też mogła spotkać się z nim w tych głupich gwiazdkach!
- To niemożliwe! - łkała.
- Możliwe! - syknął i nastroszył się. - A teraz, chcesz walczyć, czy wolisz szybką śmierć?
<Zroszona Łapo? Jakby coś, to on dalej będzie udawać, ale potem się przyzna>
Od Wierzby CD. Słonecznej Łapy
Wierzba zamruczała cicho, uśmiechając się.
- A jeśli ktoś nie wierzy w Klan Gwiazdy? Co się wtedy z nim dzieje? - zapytał Jeżyk już głośniej, patrząc na Pręgowany Grzbiet.
- Wtedy idzie do Pustki. - odparła matka kociąt.
- Mamo, a czy ty wierzysz w Klan Gwiazdy? - zapytał Cierń, lekko zaniepokojony.
- Oczywiście. - uśmiechnęła się.
- To, gdzie znajduje się Srebrna Skóra, skoro oni nas obserwują? - Wierzba przekrzywiła lekko główkę, tak, jak to zrobił jej brat przed chwilą. Pręgowany Grzbiet i Słoneczna Łapa zachichotali cicho.
- Jak chcesz, mogę ci pokazać, ale wieczorem. - pręgowana królowa skinęła porozumiewawczo głową w kierunku ucznia.
- Naprawdę? - oczy Wierzby zalśniły z zaciekawienia.
- Tak. - miauknęła krótko kotka.
- My też chcemy! - zawołały pozostałe kociaki chórem.
- Dobrze, ale tak jak mówiłam, dopiero wieczorem. - uśmiechnęła się. W tym momencie Jeżyk ziewnął.
- Widzę, że komuś tu się oczka kleją. - powiedziała Pręgowany Grzbiet.
- Wcale nie! Ja tylko..... - Jeżyk ziewnął ponownie. Po chwili już wszystkie kociaki zaczęły ziewać.
- Przyjdę później. - miauknął cicho Słoneczna Łapa. Królowa kiwnęła głową i lekko polizała kociaki po główkach.
***
Wierzba obudziła się jako pierwsza. Zamrugała kilkakrotnie i wystawiła łepek ze żłobka. Było jeż ciemno! Koteczka zaczęła budzić wszystkich w żłobku.
- Mamo! Mamo! Już wieczór! - piszczała podekscytowana. Pręgowany Grzbiet otworzyła oczy i uśmiechnęła się. Usiadła i polizała swoją łapę, by następnie wyczyścić sobie pyszczek. Gdy rodzeństwo Wierzby już wstało, ich matka wyprowadziła je ze żłobka.
- To, gdzie jest ten Klan Gwiazdy? - zapytała zniecierpliwiona Wierzba. Usłyszała, jak jakiś kot zbliża się do nich. W ciemnościach dostrzegła, że to idzie Słoneczna Łapa. Nagle zrobiło się jaśniej. Pręgowany Grzbiet spojrzała w górę.
- Tam właśnie jest Klan Gwiazdy. - łapą wskazała nocne niebo. Wierzba spojrzała w niebo, otwierając szerzej oczy. Może inny kot byłby zawiedziony tym widokiem, ale nie Wierzba. Wpatrywała się z zachwytem w gwiazdy. W jej oczach odbijało się niebo razem z gwiazdami, a ona sama nie mogła uwierzyć, że coś takiego istnieje.
<Słoneczna Łapko?>
- A jeśli ktoś nie wierzy w Klan Gwiazdy? Co się wtedy z nim dzieje? - zapytał Jeżyk już głośniej, patrząc na Pręgowany Grzbiet.
- Wtedy idzie do Pustki. - odparła matka kociąt.
- Mamo, a czy ty wierzysz w Klan Gwiazdy? - zapytał Cierń, lekko zaniepokojony.
- Oczywiście. - uśmiechnęła się.
- To, gdzie znajduje się Srebrna Skóra, skoro oni nas obserwują? - Wierzba przekrzywiła lekko główkę, tak, jak to zrobił jej brat przed chwilą. Pręgowany Grzbiet i Słoneczna Łapa zachichotali cicho.
- Jak chcesz, mogę ci pokazać, ale wieczorem. - pręgowana królowa skinęła porozumiewawczo głową w kierunku ucznia.
- Naprawdę? - oczy Wierzby zalśniły z zaciekawienia.
- Tak. - miauknęła krótko kotka.
- My też chcemy! - zawołały pozostałe kociaki chórem.
- Dobrze, ale tak jak mówiłam, dopiero wieczorem. - uśmiechnęła się. W tym momencie Jeżyk ziewnął.
- Widzę, że komuś tu się oczka kleją. - powiedziała Pręgowany Grzbiet.
- Wcale nie! Ja tylko..... - Jeżyk ziewnął ponownie. Po chwili już wszystkie kociaki zaczęły ziewać.
- Przyjdę później. - miauknął cicho Słoneczna Łapa. Królowa kiwnęła głową i lekko polizała kociaki po główkach.
***
Wierzba obudziła się jako pierwsza. Zamrugała kilkakrotnie i wystawiła łepek ze żłobka. Było jeż ciemno! Koteczka zaczęła budzić wszystkich w żłobku.
- Mamo! Mamo! Już wieczór! - piszczała podekscytowana. Pręgowany Grzbiet otworzyła oczy i uśmiechnęła się. Usiadła i polizała swoją łapę, by następnie wyczyścić sobie pyszczek. Gdy rodzeństwo Wierzby już wstało, ich matka wyprowadziła je ze żłobka.
- To, gdzie jest ten Klan Gwiazdy? - zapytała zniecierpliwiona Wierzba. Usłyszała, jak jakiś kot zbliża się do nich. W ciemnościach dostrzegła, że to idzie Słoneczna Łapa. Nagle zrobiło się jaśniej. Pręgowany Grzbiet spojrzała w górę.
- Tam właśnie jest Klan Gwiazdy. - łapą wskazała nocne niebo. Wierzba spojrzała w niebo, otwierając szerzej oczy. Może inny kot byłby zawiedziony tym widokiem, ale nie Wierzba. Wpatrywała się z zachwytem w gwiazdy. W jej oczach odbijało się niebo razem z gwiazdami, a ona sama nie mogła uwierzyć, że coś takiego istnieje.
<Słoneczna Łapko?>
Od Ostrej Łapy CD Srebrzystego Piórka
Ostra Łapa wytrzeszczył oczy w przestrachu. Czy ta kotka... zabiła właśnie wojowniczkę z własnego klanu? Cóż za potwór, zdrajca! Kocurek nie był w stanie pojąć, jak takie okrutne koty mogą żyć w klanach. Czy naprawę nikt wcześniej nie spostrzegł, że ta kotka ma takie mordercze zapędy? A może po prostu tak zwinnie i sprytnie to ukrywała? Nie, nie. Jakby była taka sprytna nie zabiłaby nikogo przy świadkach, choćby nawet należeli do innego klanu. To po prostu... głupota.
Ostra Łapa wybrał się teraz wraz z Kruczą Gwiazdą na przechadzkę. Sam wyciągnął tu ojca, chcąc z nim porozmawiać. Ostatnio te wszystkie głosy i widma, które widział pogłębiały się coraz bardziej... Miętowy Oddech jednak zdawał się mu nie do końca wierzyć i nie traktował tego poważnie. Co prawda uczeń nie był pewien, czy jego ojciec nie zareaguje podobnie, jednak aby się o tym dowiedzieć, musiał to najpierw sprawdzić. Nie zdążył jednak nawet dojść do tego tematu, gdyż zjawiły się te dwie wojowniczki z Klanu Nocy. A teraz już jedna.
W końcu wroga kotka puściła szyje swojej towarzyszki i zeszła z niej.
- Ojej. Chyba nie zjesz dziś swojej myszy - miauknęła, a następnie spojrzała na Ostrą Łapę i Kruczą Gwiazdę, stojących obok. Kocurek najeżył sierść, gotów zaatakować, gdyby ojciec mu tak polecił. Popatrzył na niego z wyczekiwaniem. Co zrobi?
<Srebrzyste Piórko? Krucza Gwiazda?>
sry, brak weny
Ostra Łapa wybrał się teraz wraz z Kruczą Gwiazdą na przechadzkę. Sam wyciągnął tu ojca, chcąc z nim porozmawiać. Ostatnio te wszystkie głosy i widma, które widział pogłębiały się coraz bardziej... Miętowy Oddech jednak zdawał się mu nie do końca wierzyć i nie traktował tego poważnie. Co prawda uczeń nie był pewien, czy jego ojciec nie zareaguje podobnie, jednak aby się o tym dowiedzieć, musiał to najpierw sprawdzić. Nie zdążył jednak nawet dojść do tego tematu, gdyż zjawiły się te dwie wojowniczki z Klanu Nocy. A teraz już jedna.
W końcu wroga kotka puściła szyje swojej towarzyszki i zeszła z niej.
- Ojej. Chyba nie zjesz dziś swojej myszy - miauknęła, a następnie spojrzała na Ostrą Łapę i Kruczą Gwiazdę, stojących obok. Kocurek najeżył sierść, gotów zaatakować, gdyby ojciec mu tak polecił. Popatrzył na niego z wyczekiwaniem. Co zrobi?
<Srebrzyste Piórko? Krucza Gwiazda?>
sry, brak weny
Od Słonecznej Łapy CD Wierzby
Słoneczna Łapa uśmiechnął się słysząc głośne mruczenie koteczki wtulającej się w futro na jego piersi. Była śliczna, zdecydowanie najładniejsza z rodzeństwa, o ile on jako kocur może cokolwiek powiedzieć o urodzie samców. Uczeń polizał Wierzbę po uchu w czasie gdy Pręgowany Grzbiet rozpoczęła swoją opowieść:
- Klan Gwiazdy to wielcy, szlachetni wojownicy czuwający nad wszystkimi żyjącymi kotami.
- Wszystkimi? - zapytał Mech przekrzywiając łebek. Kotka zaśmiała się, a i Słoneczna Łapa cicho zachichotał.
- Wszystkimi - potwierdził uczeń uśmiechając się do kociaka.
- Jak oni to robią? - zainteresował się kocurek.
- Jest ich bardzo dużo - wytłumaczyła cierpliwie Pręgowany Grzbiet - Patrzą na nas ze Srebrnej Skóry.
- Jak oni to robią? - żywo zainteresował się Jeżyk, jednak nikt poza Słoneczkiem nie usłyszał go, gdyż właśnie w tej chwili Wierzba zapytała głośno:
- Dlaczego oni to robią?
Zapadła chwilowa cisza przerywana tylko fukaniem Jeżyka zirytowanego tym, że nikt nie usłyszał jego pytania.
- Staraj się mówić głośniej - Słoneczna Łapa pochylił się jego stronę. Kocurek małą łapką uderzył ucznia w pysk po czym odwrócił się obrażony.
- Klan Gwiazdy też kiedyś był wojownikami którzy tak jak my polowali, chodzili po tej ziemi. I im też pomagał Klan Gwiazdy i tak dalej...
- A co było wtedy, gdy żaden kot jeszcze nie zginął i nie był w Klanie Gwiazdy? Kto pomagał pierwszym kotom na świecie?
- Wydaje mi się, że Klan Gwiazdy istnieje od zawsze - powiedział Słoneczna Łapa z namysłem. Wierzba przytaknęła zadowolona z jego odpowiedzi.
<Wierzbuś?>
- Klan Gwiazdy to wielcy, szlachetni wojownicy czuwający nad wszystkimi żyjącymi kotami.
- Wszystkimi? - zapytał Mech przekrzywiając łebek. Kotka zaśmiała się, a i Słoneczna Łapa cicho zachichotał.
- Wszystkimi - potwierdził uczeń uśmiechając się do kociaka.
- Jak oni to robią? - zainteresował się kocurek.
- Jest ich bardzo dużo - wytłumaczyła cierpliwie Pręgowany Grzbiet - Patrzą na nas ze Srebrnej Skóry.
- Jak oni to robią? - żywo zainteresował się Jeżyk, jednak nikt poza Słoneczkiem nie usłyszał go, gdyż właśnie w tej chwili Wierzba zapytała głośno:
- Dlaczego oni to robią?
Zapadła chwilowa cisza przerywana tylko fukaniem Jeżyka zirytowanego tym, że nikt nie usłyszał jego pytania.
- Staraj się mówić głośniej - Słoneczna Łapa pochylił się jego stronę. Kocurek małą łapką uderzył ucznia w pysk po czym odwrócił się obrażony.
- Klan Gwiazdy też kiedyś był wojownikami którzy tak jak my polowali, chodzili po tej ziemi. I im też pomagał Klan Gwiazdy i tak dalej...
- A co było wtedy, gdy żaden kot jeszcze nie zginął i nie był w Klanie Gwiazdy? Kto pomagał pierwszym kotom na świecie?
- Wydaje mi się, że Klan Gwiazdy istnieje od zawsze - powiedział Słoneczna Łapa z namysłem. Wierzba przytaknęła zadowolona z jego odpowiedzi.
<Wierzbuś?>
Nowy członek Klanu Gwiazd!

PUSTUŁKOWY DZIÓB
Powód odejścia: decyzja właściciela
Przyczyna śmierci: upadek
Odszedł do Klanu Gwiazd
Subskrybuj:
Posty (Atom)