BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.MIOTY
Mioty
Miot w Klanie Klifu!
(brak wolnych miejsc!)
Miot w Klanie Nocy!
(jedno wolne miejsce!)
Miot w Klanie Nocy!
(brak wolnych miejsc!)
01 listopada 2022
Od Mrocznej Gwiazdy CD. Chryzantemy (Chryzantemowej Łapy)
Od Nikogo cd Miodunki
Od Bieliczej Łapy (Bieliczego Pióra) cd Chryzantemowej Łapy
- Ja też - przyznała, zerkając zmęczonym wzrokiem na Chryzantemę. Musiały odwrócić myśli od wędrówki. Może powinna zapytać ją o to, jak szedł jej trening? Nie miały wcześniej okazji porozmawiać na te tematy, a być może one pomogą im przestać skupiać się na stanie ich ciała. - Jak tam trening? Radzisz sobie?
Od Zajęczej Łapy Do Paskudnej Łapy
Z zamyśleń wyrwał ją czyjś cichy pisk. Spojrzała zaskoczona pod siebie, na czekoladowy ogon, na który nadepnęła. W pierwszej chwili poczuła wstręt do tego koloru, który tak bardzo przypominał jej futro ojca. Tego, który na ten moment najbardziej jej zawadza i to samym swoim istnieniem.
Gdy spojrzała jednak na sylwetkę właściciela tej sierści, znacznie złagodniała.
— Przepraszam — odparowała, obserwując z uwagą kotkę. Kiedyś znała jej imię, ale teraz za nic nie mogła go sobie przypomnieć. To była ta, co zdecydowanie zbyt często zadawała się z "Niechcianym". Masochistka.
W ramach tego została obdarzona przerażonym spojrzeniem, a przy tym totalnie zignorowano jej przeprosiny. Nigdy z nią nie rozmawiała, dlatego nie wiedziała czego się spodziewać. Tym bardziej że ta gwałtownie odsunęła się od niej i skuliła, cicho piszcząc. W dodatku przez ten cały czas obserwowała ją bacznie, jakby miała zaraz skoczyć jej do gardła.
Liliowa zmarszczyła brwi, oglądając c się za siebie. Nic tam nie było, a jednak ta zachowywała się, jakby jakiś seryjny morderca ją zaatakował i wahał się zbyt długo nas zabiciem jej.
— Co ci jest? — mruknęła, może zbyt oschle, ale z lekka zirytowała ją ta reakcja. Nie miała przecież wobec niej negatywnego nastawienia.
Czekoladowa zadrżała, a następnie wydarała się, a jej głos przypominał dźwięk konającego zwierzęcia. Szlochała, wbijając w nią wzrok, ale wciąż nie odzywając się.
Biała otępiała.
Czy wszyscy czekoladowi zachowują się jak opętani wariaci? Próbowała doszukać się kogoś z tym kolorem futra, kto był normalny, ale do głowy przyszedł jej tylko ten nowy, Gorzka Wola, będący równie dziwnym na swój sposób.
— Przestań — niemalże syknęła, choć siliła się z trudem na łagodniejszy ton. — Co ten Niechciany ci zrobił, że reagujesz, jakby cię ze skóry obdzierali? — spytała. Może nagadał jakiś niestworzonych bajek, przedstawiając w nich ją jako jakiegoś potwora? Mysi móżdżek, miał za dużo wolnego czasu.
— N-nic n-nie z-zrobił... — wypiszczała jedynie, zanosząc się coraz to głośniejszym rykiem.
— To dlaczego płaczesz? — zapytała, stając o krok bliżej. — Jesteś kotką. Powinnaś być silna. Otrzyj łezki i pokaż, na co cię stać — rzekła, uśmiechając się lekko.
Czekoladowa z wrzaskiem od niej odskoczyła, kwiląc, jakby ta chciała ją co najmniej oskórować.
— N-nie z-zbliżaj się! — zaszlochała.
— Dlaczego? — dopytywała. — Kto cię tak skrzywdził? Nastroszona Łapa? Wiedziałam — rzuciła, krzywiąc się. — Następnym razem przeoram mu ten za szczęśliwy pysk. Nie ma prawa nikogo tak traktować — warknęła, wysuwając pazury.
Od Sroczej Łapy
Na jeszcze do niedawna pięknych, kolorowych gałęziach drzew, nie pozostał już prawie żaden listek. Gęste korony zostały z powodzeniem zwiane przez silny, lodowaty wiatr, obwieszczający kotom wszystkich klanów, o zbliżającej się dużymi krokami bezlitosnej porze nagich drzew.
Srocza Łapa, zgodnie z poleceniem Trzcinowej Sadzawki, stała w wejściu do legowiska medyka, mierząc wzrokiem malejące z każdym wschodem słońca sterty ziół. Nie świadczyło to o niczym dobrym – brak leczniczych roślin o tej porze roku mógł skończyć się dla wielu tragicznie. Od kiedy Lamparcia Łapa została zdegradowana ze swojej pozycji uczennicy medyka, Muchomorzy Jad miał łapy pełne roboty, z trudem nadążając z rosnącą ilością obowiązków, które spadły na niego po odejściu złotej kotki. Należało pamiętać, że kocur nie był już w swojej szczytowej kondycji, co podkreślały srebrzyste kosmyki zdobiące jego cętkowaną sierść.
– Oh, już jesteś – wymruczał, unosząc łeb znad segregowanych ziół – wybacz, że wcześniej cię nie zauważyłem. Porządki w naszych zapasach trochę mnie pochłonęły. – przyznał, owijając ogon wokół łap.
Srocza Łapa skinęła głową, przymykając spokojnie ślepia.
– Patrol łowiecki prowadzony przez Popielaty Świt doniósł mi, że w niedalekiej odległości od kolorowej łąki, nad brzegiem jeziora, dostrzegli krzaczek wrotyczu, być może ostatni w tym sezonie. – powiedział pomarańczowooki, z poważną miną – Nie jestem w stanie teraz sam się tam udać, dlatego potrzebuję twojej pomocy.
– Rozumiem, w porządku. – przytaknęła ze zrozumieniem arelkinka – Jak wygląda?
Biały ogon medyka zadrżał z zadowoleniem, słysząc odpowiedź kotki. Przez długie księżyce spędzone w towarzystwie Lamparciej Łapy, musiał odzwyczaić się od tak mało burzliwych rozmów. Kocur sięgnął łapą do małej, zasuszonej roślinki, następnie unosząc ją w stronę Sroki, aby ta mogła się lepiej przyjrzeć.
– Wrotycz jest niedużym krzaczkiem z drobnymi, białymi kwiatkami. Przypominają nieco powszechnie znane stokrotki. Powinnaś bez trudu rozpoznać go po charakterystycznym, ostrym zapachu. – objaśnił ze spokojem kocur, ruchem ogona zachęcając, by uczennica podeszła.
Kotka zbliżyła się do medyka, wyciągając głowę do trzymanej przez niego rośliny. Skrzywiła się, kiedy pikantna woń zagościła w jej nozdrzach.
– Powinnaś sobie poradzić. – zaśmiał się cętkowany – przy wyjściu z obozu czeka na ciebie Mrówczy Kopiec. – dodał, a na jego pysku dało się dostrzec troskę, kiedy wspomniał o córce poległych liderów.
Kotka skinieniem głowy pożegnała starego kocura, pospiesznie opuszczając jego legowisko. Przy trzcinach stała drobna, liliowa koteczka. Srocza Łapa nigdy nie miała szansy jej bliżej poznać, mimo, że jeszcze jakiś czas temu dzieliły wspólne legowisko. Wiedziała o niej tyle, że była bardzo cichą, niepodobną w żaden sposób do swojej matki, córką Kruczej Gwiazdy.
– Możemy ruszać – rzuciła, przystając obok Mrówczego Kopca, aby razem mogły wyjść z obozu.
Wojowniczka w ciszy do niej dołączyła, ze spuszczonym łebkiem ruszając przy boku Sroczej Łapy. Wydarzenia, które miały miejsce w trakcie ich podróży na nowe tereny, zdruzgotały już i tak delikatną koteczkę, jaką była Mróweczka. Nikogo z resztą to nie dziwiło; kto czułby się dobrze po ujrzeniu, jak matka w szale zabija ojca, tracąc życie kilka chwil później?
Kotki poruszały się wzdłuż brzegu jeziora. Nie mogły sobie pozwolić na nieuwagę - czasami widywano w tej okolicy dwunożnego, który mógł stanowić dla nich pewne zagrożenie. Uczennica kątem oka dostrzegła, że jej towarzyszka zostaje w tyle.
– Mrówczy Kopcu, nie możemy teraz zwalniać tempa. Im szybciej uwiniemy się ze zbieraniem wrotycza i opuścimy ten teren, tym lepiej dla nas. – powiedziała, pospieszając starszą kotkę.
– J-już, przepraszam. Zamyśliłam się – szepnęła speszona wojowniczka, posłusznie przyspieszając kroku.
Krótkie nóżki córki Niezapominajkowej Gwiazdy miały problem z nadążaniem za długołapą Sroką. Jeden krok Mrówki, równał się z co najmniej dwoma krokami zielonookiej terminatorki. Biało-czarna przystanęła i otworzyła pysk, smakując powietrza.
– Myślę, że się zbliżamy – mruknęła, chyląc głowę do Mrówczego Kopca.
Po krótkim czasie, odnalazły krzaczek poszukiwanego wrotyczu. Młodsza z kotek zastrzygła z zadowoleniem uszami, biorąc się pospiesznie za odgryzanie zielonych łodyżek. Ostra woń wypełniła nos uczennicy, powodując łzawienie jej błyszczących oczu. Mrówczy Kopiec przycupnęła po drugiej stronie, również biorąc się do roboty.
Po jakimś czasie przy obu kocicach leżał nieduży stosik pędów.
– Myślę, że tyle wystarczy Muchomorzemu Jadowi. Resztę zostawimy, aby po porze nagich drzew można było tu wrócić i dalej móc się zaopatrywać w zioła. – stwierdziła, podnosząc swoją część roślin. Drobne, zielone listki załaskotały ją w pyszczek – Ruszajmy.
Mrówczy Kopiec bez słowa poszła w jej ślady, biorąc do mordki zebrane przez siebie łodyżki. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, dając im znać, aby wracały do obozu.
Kotki mijały już las, kiedy do uszu Sroczej Łapy dotarło ciche pociągnięcie nosem. Spojrzała w dół, na towarzyszącą jej wojowniczkę, po której policzkach spływały drobne łezki.
– Jeśli aż tak cię drażni ich zapach, mogę je od ciebie wziąć – zaoferowała Sroka, już schylając się by przejąć od liliowej wrotycz.
– N-nie trzeba, to nie to… – wybełkotała Mrówcza, z zawstydzeniem odwracając łebek.
Terminatorka zamrugała oczami. Nie była przygotowana na nagłe rozklejenie się Mrówki. W tym momencie przypominała jej trochę Paskudną Łapę, tylko bardziej subtelną, niż zasmarkaną i głośną. Srocza musnęła ogonem bark Mrówczego Kopca, nie wiedząc za bardzo co ze sobą zrobić. Nierówny oddech dobiegł od strony maleńkiej wojowniczki. Srocza Łapa domyśliła się, że to dlatego Muchomorzy Jad wysłał liliową razem z nią. Poszukiwanie ziół było bardziej odprężające, niż spędzanie całych dni w obozie, gdzie koty otwarcie cieszą się śmiercią twojej rodzicielki.
– Jesteśmy już niedaleko – powiedziała ściszonym głosem Srocza Łapa, spoglądając z góry na niepocieszoną niebieskooką.
Drobna postać niespodziewanie się zatrzymała, wtykając łebek w paprocie. Zaciekawiona Sroka schyliła się nad nieświadomą wojowniczką, chcąc dostrzec co takiego znalazła. Z jej pyska uciekł nagły kwik, kiedy prostująca się Mrówczy Kopiec łupnęła ją głową w szczękę.
– P-przepraszam! – pisnęła, wypuszczając z pyszczka kilka pędów wrotyczu. – Z-znalazłam mewiankę… – wyszeptała płaczliwym tonem.
– Uh, nic się nie dzieje… – rzuciła w odpowiedzi Srocza Łapa, ocierając bolącą brodą o swój bark – Co to mewianka? – zapytała.
Mrówczy Kopiec rozsunęła liście, dając Sroce zobaczyć co ją tak zafascynowało.
– Pomaga, kiedy jesteś smutny albo zaniepokojony… – wyjaśniła, wskazując na roślinę o jajowatych liściach i jasnych kwiatach o unikalnym kształcie – Muchomorzy Jad podał mi ją parę razy i p-pomyślałam, że może się nam przydać – dodała niepewnie.
Oczy Sroki błysnęły podziwem dla wiedzy wojowniczki.
– To dobry pomysł. Muchomorzy Jad na pewno się ucieszy z dodatkowych zapasów – wymruczała, starając się, by jej ton brzmiał przyjacielsko.
Mrówczy Kopiec skłoniła do niej wdzięcznie łebkiem. Zebrała ze sobą kilka łodyżek mewianki, podnosząc przy okazji wcześniej upuszczony przez siebie wrotycz.
– Możemy już iść – odrzekła, stawiając pierwszy krok naprzód.
[przyznano 5%]
Od Krokus
Czemu. Znów zawiodła. Wypłosz się zbuntował. Zdradził ich. Sójka uciekła. Uciekła, bo nie zaznała dostatecznie dyscypliny. Zmarnowała potencjał kotki. A tak bardzo chciała pokazać matce, jak wiele jest w stanie dla niej zrobić, że jest wystarczająca. Dwunogi zabrały Szczekuszkę. Srebrna kotka miała ogromny potencjał, było widać wierność rodzinie w jej oczach. I teraz wszystko było stracone, bo bura nie dość się postarała. Bo nie wyczuła zagrożenia ze strony dwunogów, a potem było za późno i ich wyłapali. Bo nie dostrzegła, iż nie złamała swego ucznia. Bo nie utemperowała charakteru Sójki na tyle, by kotka się słuchała. Bo nie spróbowała nawet otworzyć klatki, przerażona tym, co się wokół niej działo, a może znalazłaby rozwiązanie. Ale nie. Nic nie zrobiła.
Czuła, że zawiodła. Zawiodła swą rodzinę, a co najważniejsze – ukochaną matkę.
Łzy spłynęły z miodowych ślipi.
Popsuła nawet próbę rekompensaty.
Była do niczego.
Jedyne na co mogła liczyć, to to, że w jakiś sposób odpokutuje swe winy. Dlatego siedziała, i pilnowała. Nie mogła pozwolić, by znów na jej grupę spadły nieszczęścia.
Spojrzała w Gwiazdy.
Czy naprawdę była tam jej prababcia, Pląsająca Sójka? Czy była jedną z Gwiazd? Czy kotka była na nią zła, iż nie zadowoliła błękitnej staruszki, śpiącej teraz spokojnie na legowisku ze słomy? Czy wielka przodkini była nią zawiedziona, iż nie udało jej się sprawić, by kocię nazwane po niej spokorniało?
- P-p-przepraszam…bardzo…p-p-p-przepraszam… - miauknęła do nieba, a łzy znów wypełniły jej ślipia. – P-p-p-przepraszam…że jestem takim przegrywem… bezużytecznym przegrywem... - miauknęła. – n-n-n-naprawdę się starałam…a-a-ale to pewnie za ma-mało… - dodała – postaram s-się to wy-wynagrodzić…b-b-będę wierna twej wnu-wnuczce…obi-obie-obiecuję…
Od Miodunki CD Nikogo
Nikt ją zdradził, a matka praktycznie wyklęła.
Była wściekła. Ruszyła w stronę siostry Nikogo, co miało być jasnym sygnałem, co się stanie, jeżeli za nią nie pójdzie.
Słysząc za sobą, że Nikt za nią idzie, zmieniła kierunek. Choć raz był naprawdę posłuszny.
Usiadła na ich wspólnym legowisku, czekając, aż kocur dołączy. Nie mogła się uspokoić. Serce waliło jej młotem ze wściekłości. Wydało się. Matka wiedziała. Była teraz kulą u nogi. Problemem, bo znała jej sekret. Bo znała jej sekret ale nie wiedziała wszystkiego i nie stała po stronie szylkretki. A to wszystko przez to, że Nikt…Nikt ją w to wkopał.
Gdy tylko czarno-biały przyszedł do niej z podkulonym ogonem, kotka odezwała się do niego:
- Idziemy – warknęła, kierując się w stronę lasu.
Nikt ruszył posłusznie za nią.
Emocje buzowały w niej. Własna matka ją zdradziła. Nie posłuchała, zbyła, nie wysłuchała…uznała za potwora. Takiego, jakim był Wiatr. Krew ją zalewała. Jak…jak ruda mogła ją porównać do NIEGO?! Do Wiatra?! Na dodatek informacja o gwałcie sprawiła, iż w umyśle liliowej pojawiła się myśl „co jeśli…?” co jeśli on był jej ojcem? Nie. Nie mogło tak być. Jej ojcem był Bez. Tak. Tak.
Teraz nawet nie wiedziała, czyją jest córką, burego gnoja, czy kochanego niebieskiego.
Ale na pewno była dzieckiem tego drugiego, prawda? Nie przypominała Wiatra! Na pewno…na pewno…
Ale on ją zdradził. Nikt ją zdradził. Szaleńcze myśli opętały jej umysł.
Niespodziewanie stanęła, obróciła się do syna Doli pyskiem w pysk, po czym dała mu z liścia.
- CO TO DO CHOLERY MIAŁO BYĆ?! – ryknęła.
Ten załkał, drżąc i wbijając wzrok w swoje łapy.
- P-przepraszam. W-wymsknęło mi się...
Jemu…jemu się wymsknęło?! CO?!
Jego wypowiedź jednak szybko utonęła pośród innych myśli i możliwości. Słowa medyczki kuły ją niczym jeżowe igły ze wszystkich stron. Niczym ciernie oplatały jej serce.
- Moja...moja własna matka...nigdy mnie pewnie nie kochała... - miauknęła, osuwając się na ziemię, i zaczynając gorzko płakać.
Nie udało jej się. Nic jej się nie udało.
Nie powstrzymała Janowca, nie pomogła babci.
Nie powstrzymała Wiatra, nie udowodniła jego winy w śmierci Błysku, pozwoliła, by zabił Brzoskwinkę.
Nie powstrzymała Lukrecji przed wypraniem jej ukochanemu mózgu, przed obróceniem go przeciw niej.
Nie powstrzymała Nikta przed powiedzeniem jej matce prawdy.
Nie powstrzymała siebie, przed myślami, że możliwe, iż kiedyś będzie musiała zabić rudą, przez tajemnicę, którą ta odkryła.
- Przepraszam. To moja wina... – do jej umysłu przebiło się skomlenie - A-ale... to prawda. Z-zgwałciłaś mnie...
Niczym wulkan wszystkie emocje wyskoczyły z niej, skrupiając się na kocurze w krzyku.
- Nie prawda! Nie dałam ci żadnej kocimiętki! – załkała, kłamiąc jak z nut. Bo nie dała! No dobra, dała, ale w ważnym celu! I przekonała się, miała rację! A może nie? A może to wszystko co wtedy powiedział było snem? Jawa mieszała jej się z marzeniami, fikcja z prawdą. Musiała. Musiała trzymać się swojej wersji. Swoich przekonań. Inaczej oszaleje. Zatopi się w niewiedzy i obłędzie, który już ją ogarniał. Potrzebowała.
Potrzebowała by jej potwierdził, że miała rację. - mówiłam ci to już! Pamiętasz bym ci ją dawała?! Pamiętasz?! - spytała, podchodząc do niego z obłędem w oczach i łzami spływającymi po polikach.
Ten odsunął się, wpadając plecami na szorstką korę drzewa.
- N-nie... nie pamiętam...
Tak. Miała rację. Nie kłamała. Nie kłamała…
- Więc widzisz! Ona...ona myśli...ona...mnie...nie kocha.... - zapłakała, kładąc się na ziemi i znów rozpłakując.
- Przepraszam... Nie chciałem cię skłócić z mamą... - pisnął.
- Ona też jest taka jak Lukrecja! - warknęła. - pewnie nigdy mnie nie kochała! Teraz to już na pewno nie! - miauczała, zalewając się łzami. Zepsuła. Wszystko zepsuła. Nie, on zepsuł, Nikt, tak? A może ona też? Może oboje zepsuli? A może ktoś namieszał medyczce w głowie? Tak…zawsze jak coś nie pasowało, to ktoś mieszał w innych głowach, wiedziała o tym! Może Janowiec? Nie, on był martwy…Wiatr? Nie, wygnany. Lukrecja?
Tak….Lukrecja! To wszystko była wina Lukrecji! Omotał Nikta, przez to Nikt powiedział źle Plusk, a Plusk ją znienawidziła! Tak! To była wina Lukrecji! Wszystko wina kremowego arlekina! Przebrzydłego zdrajcy!
- J-ja też cię nie kocham - przypomniał jej czarny.
Momentalnie uniosła głowę, wbijając w niego spojrzenie niczym sowa w nornicę, a jej źrenice zamieniły się w dwie czarne kreski. Myśli przestały krążyć. Tylko jedno teraz skupiało jej uwagę.
Stojący przed nią wojownik, który skulił się pod jej spojrzeniem.
- A-ale taka prawda. Znaczy... W-wiesz... Cieszę się, że nie będziemy rodzicami. B-byłoby mi ciężko żyć ze świadomością, że zrobiłem ci kocięta... Chodzę tylko za tobą, bo mnie zastraszasz...
Wstała, zbliżając się do niego powoli, po czym chwyciła jego pysk łapą z pazurami.
- Czy aby na pewno? - spytała, rzucając mu jednoznaczne spojrzenie.
- T-tak... jesteś... straszna - przyznał jej to w pysk, czując jak serce mu łomocze w piersi. - B-boję się ciebie.
Wbiła pazury w jego brodę.
- Jesteś taki pewien? – spytała ponownie.
- T-tak... B-bardzo boję się ciebie - zaskomlał, uderzając tyłem głowy o drzewo, chcąc się od niej bardziej odsunąć, co ją mocno zaskoczyło, a łapa nieomal wygięłaby się pod bardzo źle wróżącym kątem, gdyby nie jej refleks i zmiana nieco jej pozycji.
- Ty...prawie mi łapę wykręciłeś tym ruchem! – wrzasnęła - zostań. Tutaj. - miauknęła - nie odchodź nawet na mysią długość - dodała, znikając w pobliskich krzakach.
Nie. Nie mogła tego dłużej wytrzymać. Jego umysł był nadto skażony kłamstwami jej brata. W takim stanie nie myślał obiektywnie, nie mogła słuchać jego słów, bo były kłamstwami. Mylił się. Ranił jedynego kota poza Nic, któremu mu na nim naprawdę zależało. W taki sposób sprowadzi siebie i ją na dno, już to robił. A raczej robił to Lukrecja.
Dlatego wyruszyła na poszukiwania zioła. Zioła, którego tak bardzo potrzebowała. Nie mogła go wziąć od Plusk. Matka jej go nie da, już na pewno nie da jej go po tym, co zaszło. Szukała więc i szukała, a czas płynął nie ubłaganie, lecz ta nie przestawała. Była zdeterminowana. Musiała znaleźć. Musiała i jeszcze raz, musiała! W końcu dostrzegła mały krzaczek tego, czego szukała. Kocimiętki.
Zerwała jej trochę, po czym wróciła własnym śladem do miejsca, gdzie zostawiła Nikogo, jednak zamiast przyjść od frontu, okrążyła go, po czym od tyłu mocnym ruchem łapy uderzyła jego głowę tak, iż stracił przytomność.
Nie miała już sił. Chciała, żeby był taki, jak wtedy, kiedy ostatni raz dała mu kocimiętkę. Nie mógł na wszelki wypadek wiedzieć, że to ona, nie mogła więc dać się mu zobaczyć, żeby nie był świadkiem własnego naćpania, by nie mógł zaprzeczać. Czuła się odrealniona. Jakby to nie ona to robiła. Wepchnęła mu roślinę do gardła, po czym usiadła aby poczekać, aż czarny arlekin się ocknie.