BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Na skutek pożaru oraz spisku, który miał miejsce w szeregach Burzaków, doszło do zamachu na poprzedniego lidera oraz objęcie rządów przez jego syna, Zawodzącą Gwiazdę. Grupa spiskowców, wśród których odkryto Tańcujące Pierze, Gradobijącego Ciernia, Rudzikowe Skrzydełko, Zwiewny Mak oraz Dzikiego Berberysa, została ukarana według głosu publiczności. Jednak wydanie wyroku nie równało się z powrotem do normalnego trybu życia – klan musiał zmierzyć się ze stratą domu, bliskich, jak i terenów, na których mogli polować. Nie zostanie zapomniana pomocna łapa, którą w stronę Burzaków wyciągnęła władza Owocowego Lasu, zacieśniając tym sojusz. Tymczasowy obóz w Grocie Pamięci zamienił się w przeszukiwanie pobliskich tuneli, wybieranie jaskiń odpowiednich na legowiska, żmudne zbieranie materiałów ze starego obozu… Jednak, mimo trudności i łap pełnych roboty, Klan Burzy z powrotem staje na nogi.

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Nie brakuje intrygujących zdarzeń. Liderka, Mandarynkowa Gwiazda stworzyła nową rolę działającą u boku Rodu - Namiestników, do której włączyła Trzcinowy Szmer, Żmijowcową Wić, Nurową Łapę i Łabędzią Łapę. Niedługo później Nocniaków nawiedziła całkiem znajoma Borsuczyca, niosąc w pysku zakrwawione ciało jednej z członkiń klanu - Świteziankowego Jeziora. Obca przekazała wojownikom, iż ktoś zaatakował kota, którego przyniosła. Niedługo później wyruszyła grupa ochotników, którzy wybyli by odnaleźć mordercę, korzystając ze wskazówek drapieżnika. Grupa poszukiwawcza nie znalazła wspomnianego kota, jednak natrafili na czekoladową, nadzwyczaj wulgarną samotniczkę.
Nikt nie spodziewał się tego, co nastąpiło później. Oprócz oplucia wojowników bluzgami, kotka zaczęła przedwcześnie rodzić. Zdezorientowani wojownicy, choć z początku zagubieni, zdecydowali się na pomoc agresorce. Pierzasta Kołysanka, jedyna z zebranych, która posiadała wiedzę medyczną, próbowała kierować całym przedsięwzięciem, jednak nawet ona nie mogła przewidzieć, czego dopuści się samotniczka. W akcie szału, wiedząc, że zaraz zginie, zdecydowała się zabrać ze sobą własne kocięta, nie chcąc pozwolić na ich przejęcie przez Klan Nocy. Przed swoją śmiercią pozbawiła życia trójki z szóstki własnych potomków. Pozostałe przy życiu maluchy Nocniacy zdecydowali się zabrać do obozu, pomimo brązowego futerka dwójki z nich.
Czy Klan Nocy zaakceptuje nowych, małych członków? Co oznaczają ciągłe ataki włóczęgów? I czy śluby wojowników pozwolą na utrzymanie wysokich morali w klanie?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Nocy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 27 września, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

03 grudnia 2021

Od Jałowej Łapy (Jałowego Pyłu) CD Rozżarzonego Płomienia

Co za kretyn.
- Uciekaj, póki uszy ci miłe. Już pysk masz szpetny.
Przeciął powietrze ogonem, patrząc jak rudy warczy pod nosem i odszedł. Cóż miał zrobić.

***

Trochę mu się w życiu zmieniło. Zwłaszcza z Żarem. Nikt nie mówił o jakiejkolwiek zmianie relacji, lecz już mało co się do siebie odzywali. Klan chyba stwierdził że już z tego wyrośli. 
Ale tak nie było. Wciąż chętnie by smagnął po raz kolejny ten durnowaty pyszczek. Na szczęście rządy piasek się skończyły, a on.. może zrobić to na co miał ochotę od zawsze.
- Łapy ci już odpadają, ruda pało? No tak, polowanie raz dziennie, toż to tragedia.
- Chciałbyś. - przewrócił oczami rudas. - Nudzi ci się w życiu tak bardzo że przyszedłeś mnie podziwiać?
- Tak, pewnie. Zwłaszcza to mokre futro, śmierdzące jak nieświeża wiewióra. Zapomniałeś już jak się samemu umyć, po tym jak nierudzi ci zlizywali z sierści brud?
Kocur pufnął niewyraźnie.
- Masz tak upierdolone błotem łapy, że chyba w Klanie Klifu cię czują. 
Hm. Tylko trochę. I nie pachną brzydko.
- One wcale nie śmierdzą.
- Ja się tylko troszczę o biednych klifiaków, którzy muszą wdychać ten smród. - powiedział Żar, uśmiechając się delikatnie. 
- W takim razie nie padnij mi tu na twarz, delikatniaku. Możesz iść się uganiać za borsuczym piżme...
- Z kim się kłócisz, tato? - miauknęła uczniowska eskapada Obłocznej Łapy i Głazowej Łapy. Już odrobinę podrosły, jednak wciąż nie miał zamiaru spędzać z nimi więcej czasu. Może w końcu zapomną że jest ich ojcem?
- Z jednym takim czubkiem. Widzicie? Aż zczerwoniał ze złości. 
Żar otworzył pysk, jednak Głazowa Łapa miała talent do zamykania go każdemu.
- Wygląda jakby miał się zaraz zrzygać.
- I zjadł królika, którego chciałam zjeść! Jesteś głupi. - warknęła Obłoczek.
Parsknął śmiechem. Szczerze mógł powiedzieć, że był z nich dumny w tym momencie.

<Rozżarzony Płomieniu?>

Od Drżącej Ścieżki cd Wiśniowej Łapy

 - Chyba zabrakło maku. Może wyręczyłbyś swojego wujka i poszedł po niego ze mną?
Zabrakło? Westchnął. Naprawdę chciał już zjeść to ziarenko, które pomoże mu przez chwilę się uspokoić. Chciał zasnąć, odpocząć... 
Pokiwał głową, zgadzając się udać z kotką po roślinę. Miał nadzieję, że uda im się ją znaleźć. Na ziołach to on się nie znał, więc pokładał całą swoją nadzieję w Wiśniowej Łapie. 
- Jasne. Możemy pójść. 
Kotka od razu wyszła, a on podążył za nią. Przez te wszystkie księżyce czuł powoli jak starość puka do jego kości. Nie mógł jednak narzekać, nie był w wieku swojego wujka, który z każdym księżycem wyglądał źle. Miał nadzieję, że nie umrze tak naglę. Przez to, że sam był zapracowany, coraz mniej czasu mogli spędzać razem. A musiał przyznać, że mu tego bardzo brakowało. 
Uczennica parła do przodu, jakby wiedziała gdzie powinien rosnąć mak. Był pod wrażeniem i szanował kotkę. Wierzył, że pod naukami Jeżowej Ścieżki wyrośnie na wspaniałą medyczkę. Oby tylko nie skończyła jak swoje poprzedniczki. Mało co wiedział o tamtych zdarzeniach, ale na wujku na pewno mocno się odbiły. 
- Jesteśmy na miejscu - Głos przyszłej medyczki, wytrącił go z rozmyślań. 
Rozejrzał się po polanie, na której dostrzegł wiele roślin. 
- Szukaj czerwonego kwiatu z czarnymi ziarnami - poinstruowała go. 
Ponownie pokiwał głową i wziął się do pracy. Przyglądał się każdej roślince, próbując odnaleźć tak pomocne lekarstwo. Pierwszy kwiat był dość daleko, ale go zerwał, tak samo jak i drugi. Okazało się, że na polanie było ich więcej, więc ostatecznie wrócił do Wiśniowej Łapy z pełnym pyskiem roślin. Ona również co nieco zebrała, wracając powoli w stronę obozu, widząc że i jemy łowy się powiodły. 

***

To było tak dawno temu. Nadal jednak wspominał młodą uczennicę. Miał nadzieję, że doczekała się swojego mianowania. Mroźny wiatr mierzwił jego sierść, gdy stał na skale, otoczony przez masywne szczyty. Jakiś czas temu odłączył się od brata, który ostatnio mocno na niego nawrzeszczał. Nienawidził go. To przez niego został wygnany. Nie popierał swojej matki, a jednak... został wrzucony do jednego stosu. Był zdrajcą i nie mógł już wrócić do domu. Najbardziej jednak serce mu się ściskało na wieść, że nie pożegna się już nigdy z wujkiem. Skierował wzrok w stronę nieba i wydeptaną przez zwierzęta ścieżkę. 
Jak to mówiła Iskra? Musiał znaleźć swoją drogę. Wybrał tą, biegnącą przez masywy górskie. Jednak przez spadnięcie śniegu, musiał zrezygnować, by dalej nią podążyć. Ukrył się w jakiejś grocie, czekając na ocieplenie, mając do towarzystwa jedynie siebie i dziwne larwy, które stały się jego pokarmem. Musiał jakoś dotrwać do roztopów, a wtedy... Wtedy ruszy dalej. 

Nowa członkini Pustki!

 

RÓŻANECZNIK
powód odejścia: decyzja administracji
przyczyna śmierci: Zamordowanie przez Jałowy Pył

Odeszła do Pustki! 

Od Bluszczowego Pnącza CD. Mysiego Kroku

W pierwszej chwili ogarnął go strach, jednak szybko wyparł go spokojem. Nie miał bowiem pewności, czy kocur rzeczywiście byłby w stanie kogoś zabić, czy jedynie majaczył tak z powodu złego samopoczucia. Nie zamierzał wypytywać go o szczegóły, nie planował nawet snuć domysłów odnośnie potencjalnej ofiary kremowego. Chciał tylko zrozumieć jego obecne zachowanie i pojąć, z czego wynikają te wszelakie trudności na drodze do normalności.
Mysi Krok pomimo prawdopodobieństwa bycia ojcem Bluszcza, wydawał mu się zawsze całkiem miłym, tylko z lekka zagubionym w życiu osobnikiem. Często widział strach w pomarańczowych ślepiach wojownika, a także przewrażliwione spojrzenia, nieustannie rzucane wobec otoczenia. Medyk czuł, że wie o nim dużo, a jednocześnie jego wiedza jest zerowa. Dla liliowego był poniekąd skomplikowaną zagadką, chodzącą dookoła niego i wręcz proszącą się o rozwiązanie.
Nie wpływało to jednak na to, że młodszy traktował go wciąż jako zwykłego kota. Myszek miał uczucia i potrzebował zdecydowanie pomocy, by odnaleźć radość i równowagę w swoim bycie.
- Jesteś pewien, że ta kotka nie żyje? – spytał, nie wskazując konkretów. Nie zauważył ostatnimi dniami braków wśród Klifiaków, więc jego teoria wciąż miała wiele sensu. – Jesteś w stanie stwierdzić, że to naprawdę się stało? Nie jest to jedynie wynik otaczających cię w ostatnim czasie problemów? Możesz mieć gorszy okres, wszystko może cię przytłaczać i to jest jak najbardziej zrozumiałe. Szanuję cię Mysi Kroku i chcę zrozumieć cierpienie, które dzierżysz w sobie od pewnego czasu w tak ogromnych ilościach. Chciałbym pomóc zdjąć ci ten ciężar z grzbietu, ale potrzebuję twojej zgody i chęci do współpracy. Widzę dobro w tobie i jestem w stanie przysiąść, że nie skrzywdziłbyś kogoś w innym celu, niż w obronie, więc jestem pewien, że nikogo nie zabiłeś. Masz wielkie i dobre serce – przyznał z uśmiechem, chociaż kremowy wciąż zakrywał łapami oczy, unikając z medykiem kontaktu wzrokowego.
- J-ja… J-ja i t-tak n-nie p-powinienem ż-żyć… - powtórzył swą wcześniejszą kwestię, tkwiąc dalej w bezruchu.
- Powinieneś – stwierdził Bluszcz, zastanawiając się, w jaki sposób podejść do kocura z tego typu myślami. Nie mógł mu tylko współczuć, bo to nie zmieni jego samopoczucia. – Może zostaniesz tu na dłużej? Odpoczynek z dala od zatłoczonego legowiska wojowników dobrze ci zrobi, a tu będziemy sami i jak odpoczniesz, to będziemy w stanie jeszcze porozmawiać – zaproponował. – Mysi Kroku, twoje towarzystwo tutaj wiele dla mnie znaczy i miło by mi było, gdybyś chciał tutaj chociaż pospać. Mogę dać ci parę ziół na lepszy sen, odpoczniesz sobie. Jesteś może głodny? Przynieść ci coś? Tylko powiedz, na co masz ochotę – polecił.

<Myszku?>

Od Rudzikowego Śpiewu CD. Zbożowej Gwiazdy

Wyznanie liderki przycisnęło go do ziemi. Uchylony pysk drżał mu lekko, za każdym razem, gdy próbował wydusić z siebie jakiekolwiek słowo. Chciał zaprzeczyć winie kotki, bowiem nie uważał, by była odpowiedzialna za ostatnie zamieszania w klanie i poza nim. Wręcz przeciwna, robiła dla nich tyle dobrego, że dzięki jej zasługom jakkolwiek się trzymali.
- A-ale… - wykrztusił, czując zażenowanie swoją postawą przed tak ważną w hierarchii osobistością. – P-przecież… przecież ty nic złego nie zrobiłaś, nie rozumiem, czemu mnie za to przepraszasz – wyrzucił z siebie na jednym oddechu. Przez moment serce zabiło mu z dumy, iż potrafił wydobyć z siebie takie ładne i pełne zdanie.
- Powiedziałam ci, co uważam w tym temacie – odparła, krzywiąc się, zapewne przez wciąż tkwiące w pamięci wspomnienia. Wzrok Rudzikowego Śpiewu powędrował do jej szyi, gdzie w blasku słońca dostrzegał świeżą bliznę po ataku poprzedniego lidera, a raczej jego imitacji, bo Lisie Łajno nigdy nie zasłużył na ten tytuł.
- J-ja u-uważam i-inaczej – postawił się, a jego momentalnie zechciała opuścić rude ciało i uciec jak najdalej od tego miejsca. Wyrażanie własnego zdania było czymś powszechnym i ważnym w życiu, ale bał się, że przesadził. Nie znał granic odwagi, bo ta cecha charakteru nigdy nie dominowała w jego zachowaniu.
- Z czym się nie zgadasz? – spytała beznamiętnie, chłodno wpatrując się w rozmówcę.
- B-bo… B-bo c-cokolwiek n-nie działo s-się n-na tych z-zgromadzeniach, j-jestem wdzięczny, ż-że mnie n-na n-nie z-zabierałaś. N-nikt n-nie mógł p-przewidzieć, co s-się w-wydarzy, n-nawet, j-jeśli jeszcze wcześniejszym r-razem było źle. Żaden l-lider, a-ani nawet kot, nie ma zdolności przewidywania przyszłości – mruknął, a odpowiedź z każdym oddechem wychodziła mu coraz swobodniej. Nie wiedział, czy dla Zbożowej Gwiazdy jego słowa brzmiały logicznie, ale czuł, że mówił to, co szło mu prosto z serca. – A ja i tak d-doceniam t-to, ż-że b-byłem wybierany do uczestnictwa w tych spotkaniach. W-wiele to d-dla m-nie z-znaczyło, w-wydawało mi się, że j-jestem jakkolwiek pożyteczny. J-jeśli t-ty m-mnie p-przepraszasz, t-to ja chcę ci t-teraz podziękować, ż-że nie w-wyrzuciłaś m-mnie nigdy z k-klanu, pomimo mojej wolnej n-nauki. I że brałaś m-mnie na te z-zgormadzenia, niezależnie od panujących czasów – dokończył, uśmiechając się lekko. Nie potrafił lepiej okazać wdzięczności.
Ciemnooka nie odezwała się, tylko skinęła łbem, jakby wciąż przetwarzała wypowiedź kocura. Rudy na nowo poczuł się nieswojo, więc wstał i cicho przepraszając kotkę, usprawiedliwił się nadmiarem zajęć i odszedł, by zająć czymś burzę myśli, jaka miała miejsce w jego głowie.

***

Pierwszy raz od dawna był w stanie powiedzieć, że sobie z czymkolwiek radzi. Powoli odbudowywał relacje z siostrą, częściej spotykał się ze swoim przyjacielem z obcego klanu i wzmacniał dzięki temu swą pewność siebie. Czasami zaczynał wierzyć w nadejście dnia, w którym będzie godny nazwania się wojownikiem. Może niezbyt specjalnie odważnym, ale z zaciekłością w sercu i gotowością do bronienia klanu. Wobec jego płochliwej natury te wymagania wydawały się ogromne, ale gdzieś tam z tyłu głowy cichy głosik szeptał mu, że może to osiągnąć.
Ledwo przemieszczał się przez grubą warstwę śniegu. W poprzednią Porę Nagich Drzew Ognisty Język chciał wyciągnąć go na trening i właśnie wtedy Zbożowa Gwiazda zaproponowała rudemu zmianę mentora. To wydarzenie od razu polepszyło jego życie i do dziś wspominał to z uśmiechem na pysku, choć w tamtym momencie był śmiertelnie przerażony.
Z bólem wpatrywał się w zlodowaciałą warstwę na rzece. Uwielbiał pływać, ale teraz nie był nawet w stanie zanurzyć łapy w wodzie, chociaż myśl o chłodzie go od tego odpychała. Uznał, że powinien więcej czasu spędzać na lądzie przy aktywności fizycznej, aby rozgrzać swój organizm.
Wypatrzył bengalkę nieopodal jej legowiska. Kiedy skończyła dyskutować z Niezapominajkowym Snem, uznał, że warto porozmawiać z nią o jednej rzeczy. Liczył na jakiegoś rodzaju poparcie.
- Z-zbożowa Gwiazdo – wykrztusił, zwracając uwagę kotki. Od razu skarcił się za drżenie głosu. – P-pomyślałem, że s-skoro j-jest teraz tyle śniegu i wiatr j-jest t-taki l-lodowaty, a w d-dodatku trudniej p-poluje się na zwierzynę, t-to mogłabyś m-mnie częściej wysyłać n-na p-patrole – poprosił. – Chciałbym być p-przydatniejszy dla k-klanu – dodał, wbijając w nią wyczekujące spojrzenie.

<Zbożowa Gwiazdo?>

02 grudnia 2021

Od Leśnej Łapy

Koteczka nie leżała już w żłobku teraz mieszkała sobie w legowisku tak zwanych uczniów, nie opiekuje się nią biała kotka, nikt się nią nie opiekuje teraz ma tak zwanego mentora. 
- Leśna Łapo, choć pozwiedzamy teren - powiedziała luźno mentorka jakby wcale tego nie chciała, Leśnej Łapie nie podobało się to że ma inne imię, najpierw zmienili jej na Lasek a teraz na Leśna Łapa i czemu ten kot jej rozkazywał? 
- Idę - mruknęła kotka. 
Tortie wraz z mentorką wyszły z obozu, Leśna Łapa z jednej strony się ekscytowała ale z drugiej nie chciała opuszczać obozu. 
- NIE! Nie chceee iść ja chcę być z rodzeństwem - myślała kotka w sumie zmuszając się by wyjść. 
Makowe Ziarno pokazywał okolice mówił o wszystkim, kotka zaczęła czuć sympatię do niebieskookiego kota, poczuła że lubi spędzać czas z mentorem, na jej pyszczku pojawił się uśmiech a ogonek podniósł się do góry, czekoladowa stąpała teraz pewniej. 
Słońce zaczynało powoli zachodzić a uczennica wraz ze swoim nauczycielem wracali do obozu. 
Makowe Ziarno wrócił do legowiska wojowników a Lasek do legowiska uczniów, zobaczyła swoje rodzeństwo i od razu do nich podbiegła każdy z nich już leżał albo mył sobie futro tortie ułożyła się obok, powiedziała im wszystkim dobranoc i szybko zasnęła wtulona nosem w futerko siostry. 

Od Jastrzębiej Gwiazdy cd Kamiennej Agonii

Siedział na skale, obserwując powoli spadające z nieba płatki śniegu. Delikatnie kręciły się, opadając na ziemię i jego nos. Niby to takie małe i nieszkodliwe, a jaką miały siłę, gdy zebrało się ich więcej. Mróz z ich małych ciałek powalał nawet najsilniejsze zwierzę. To było genialnie przemyślane. Przyroda bywała równie pomysłowa co okrutna.
Leniwie skierował swój wzrok na wracające z terenów Klanu Burzy koty. Poselstwo chyba się udało, bo jego zastępczyni pokiwała głową, wskakując tuż obok niego na skałę.
- Zajęcza Gwiazda zgodził się, niedługo przyjdzie. Wiedziałeś, że zmieniła się władza? Piaskowa Gwiazda już nie stąpa po tym świecie.
Naprawdę? Nie wiedział o tym. To zmieniało postać rzeczy. Dobrze pamiętał, że w Klanie Burzy zastępcą był rudy wojownik o imieniu Wiewiórczy Pazur. Czyżby jego domysły o tym, że w Klanie Burzy źle się działo były trafne? Zrobili zamach stanu? W takim razie musiał ocenić potencjalnego sojusznika. Wybrał się przecież tutaj, nie bez powodu. Chciał zawrzeć sojusz z Klanem Burzy. Czasy stawały się dość niepewne, a po tym co zaobserwował na zgromadzeniu, to lider Klanu Klifu stracił rozum. Nie miał zamiaru pozwolić na ponowne osłabienie ich społeczności. A co mógł zrobić, by go uchronić przed kolejną klęską? Zdobyć większą siłę. Klan Burzy był najbliżej i szybko ruszą z pomocą w razie czego. Byli idealnym wyborem, zwłaszcza że co nieco wiedział o nim od pewnej czarnej kotki.
Huraganowe Wzgórze wraz z resztą przysiedli pod skała, czekając na przybycie gości. Chłód dawał nieźle po łapach, ale siedział niewzruszony, pusząc tylko sierść, która idealnie chroniła go przed mrozem.
- Jak to wyglądało? - zwrócił się do Wiśniowego Świtu.
- Są zasypani, ale nie widać po nich już takiego wychudzenia. Jedna czarna kotka mordowała nas tylko wzrokiem - zdała raport.
Na jego pysk wstąpił drwiący uśmiech. Ach tak... czyli to widziała. Pewnie już pytała nowego lidera co tu robili. Mógłby przysiąc, że widział jak jej emocję szaleją, jakby ta stała tuż przed nim. Nigdy mu się nie znudzi doprowadzanie jej do wściekłości. Była cudowną rozrywką, kawałkiem rozgrzanego węgla, który może sparzyć, ale i rozbawić swoimi małymi iskierkami lecącymi w niebo.
Teraz, gdy miał ochronę od Mrocznej Puszczy, nie obawiał się jej ani trochę. Nie zginie od jej tępych pazurków i kiełków. Był... niezwyciężony... To słowo cudownie muskało jego język.
- Idą. - Głos wojowników z dołu, skierował jego wzrok w stronę wolno poruszających się plamek.
Przybrał bardziej wyniosłą postawę, prostując grzbiet. Teraz czas było na dyplomację i zaprezentowanie się z jak najlepszej strony.
Zajęcza Gwiazda szedł przodem, był biały przez co zlewał się z śniegiem, dając przez to idealny kontrast na... czarną furiatkę. Kamienna Agonia? Co ona tutaj robiła? Zauważył jak jej wzrok od razu powędrował na niego, a pysk ozdobił grymas niezadowolenia. Poczekał aż towarzystwo zbierze się, a lider burzaków wskoczy na głaz. Kamień tu byłby niestosowny, patrząc na imię kotki, która wskoczyła tuż zaraz za swoim przywódcą. To nieco go zdezorientowało. Jednak nie zauważył innego kota, który zająłby prawice białego. Czyżby...
- Witaj, jestem Zajęcza Gwiazda, a to moja zastępczyni Kamienna Agonia - przedstawił ich kocur.
Nie dał po sobie poznać, że był bardzo zaskoczony wieścią o jej awansie. Był pewien, że nie zdobyła go bezkrwiście. Rebelianci nie działali sypiąc kwiatkami, inaczej Piaskowa Gwiazda i jej zastępca nadal by byli u władzy.
- Witajcie. - Uśmiechnął się do nich przyjaźnie, ignorując fakt, że z kotką się dobrze znał. - Nie wiedziałem o zmianie władzy w waszym klanie. Mimo to cieszę się, że przyszedłeś ze mną porozmawiać, Zajęcza Gwiazdo. Nie wiem czy widziałeś co działo się na ostatnim zgromadzeniu. Bardzo zaniepokoiły mnie te wydarzenia.  Pragnę więc ustanowić sojusz pomiędzy naszymi klanami, by w razie czego wspomóc się nawzajem w przypadku kłopotliwego położenia.
Czyjś kaszel zwrócił jego uwagę, przez co jego wzrok spoczął na zastępczyni burzaków.
- Coś nie tak? - Oba kocury wbiły wzrok w czarną, która wyglądała na naprawdę oburzoną jego słowami.
Czekał aż odpowie, ponieważ pierwszy raz widział ją w takiej roli. Jego zdaniem nie nadawała się na wsparcie dla Zajęczej Gwiazdy. Miała zbyt wybuchowy charakter i pałała nienawiścią do niego, co nie było mu teraz na łapę.
- Nie wiem czy to dobry pomysł. Sojusz w Porze Nagich Drzew, gdy klany są najsłabsze? Skąd pewność, że możemy ci zaufać?
Był pod wrażeniem, że nie uniosła głosu. Najwyraźniej się bardzo starała równie dobrze wypaść, co on.
- Właśnie dlatego jest idealny do zawierania sojuszu. Kto wie, co się stanie? Pragnę pokoju, nie wojny. Zależy mi tylko na wspólnym dobru. A łącząc siły, będziemy silniejsi i pokonamy każdą wichurę.
Zajęcza Gwiazda milczał przez chwilę. Podniósł wzrok, który zdawał się nie skupiać na niczym co było w pobliżu. Spoglądał w horyzont, a na uderzenie serca w jego zielonych ślepiach pojawił się niepokój, być może połączony nawet z nutą strachu. Jednak gdy tylko mrugnął, emocja rozproszyła się i zanikła, pozostawiając po sobie jedynie poważny spokój i chłodny wyraz pyska.
- Zgadzam się na twoją propozycję, Jastrzębia Gwiazdo. W Porze Nagich Drzew, szczególnie tak trudnej, potrzebujemy pokoju i sojuszników, którzy w razie problemów będą skłonni nam pomóc. Gdy Klan Wilka będzie w potrzebie, Klan Burzy zrobi wszystko, by was wspomóc. Tego samego oczekuję w zamian - powiedział w końcu, spoglądając bez jasnego wyrazu w oczy Jastrzębiej Gwiazdy.
Pokiwał głową.
- Oczywiście, tak będzie - zapewnił.
Poszło całkiem nieźle. Nawet Kamienna Agonia nie zdołała pokrzyżować im planów. Chociaż przez chwilę czuł obawę, że jej słowa przekonają lidera burzaków do nie zawierania żadnej umowy. Na szczęście tak się nie stało. Zajęcza Gwiazda przyznał mu rację, więc mógł ze spokojem uznać spotkanie za zakończone.
Wymienił z nową władzą pożegnanie, po czym zeskoczył z kamienia, wprost na biały puch. Jego zastępczyni ruszyła tuż za nim, a za nią reszta towarzystwa. Nie obejrzał się za siebie, chociaż czuł palący wzrok czarnej zastępczyni na swoim futrze. Powinni porozmawiać w bardziej ustronnym miejscu. Trzeba było pogratulować jej awansu.

<Kamienna Agonio?> 

Od Perkoza

 Przeciągnął się, słysząc skrzek ptaków. Koniuszek jego płomiennorudego ogona zadrgał, gdy syn Owieczki uświadomił sobie, że nastał już dzień.
O dziwo, obudził się i wstał chętnie, zmotywowany do dalszego działania. Nie dało się powiedzieć, że był to nieambitny kot. 
Rudy przejechał łapą po ciele Ćmy, miaucząc tak głośno, jak się tylko dało.
- Wstawaj!
Już się przygotowywał na poranną porcję obelg od pointa, i cóż więcej powiedzieć - przywykł. Jego ,,kolega" bywał cyniczny i wredny, ale mu to nie przeszkadzało. 
- I czego się drzesz? - Wymamrotał Ćma. - Wystarczy po prostu powiedzieć. Zresztą, nieważne. Powiedz Poziomce, że się nigdzie nie ruszam!
- Wiesz, że musisz trenować? - Miauknął Perkoz. - Ale jeśli chcesz zostać asystentem wojownika, nie mam nic przeciwko.
- Co powiedziałeś? - Warknął kocur.
- Więc jednak ci zależy! - Perkoz uśmiechnął się i podniósł ogon do góry. - Zatem chodźmy. Poziomka się ucieszy.
- Chciałeś powiedzieć, że wydrze japę, bo za głośno gadasz - Syknął niebieskooki point.
- Oczywiście - Odparł uśmiechnięty syn Owieczki. - Nic do stracenia, prawda? Nie martw się, obronię ci dupę, jeśli będzie na ciebie krzyczała. Padnie na grzbiet tylko, jak zobaczy moją błyskotliwość!
- Jeśli mam być z tobą szczery, to wyglądasz dzisiaj jak kupa łajna zmieszana z błotem - Mruknął cicho zirytowany Ćma.

**
- Przyjmując pozycję obronną, macie większe szanse, że gdy przeciwnik was zaatakuje, będziecie na to lepiej przygotowani. Po prostu powtórzcie to, co robię.
Perkoz bez najmniejszego kłopotu poradził sobie z wyzwaniem. Ćma również nie miał żadnych kłopotów z wykonaniem ,,obronnej pozycji", chociaż w obu przypadkach Poziomka musiała ich poprawiać. 
Po skończonym treningu obaj ruszyli znowu w kierunku obozowiska członków owocowego lasu. Słońce już powoli zachodziło, gdy Perkoz spojrzał się w stronę pointa, który miał zamiar się wspiąć do legowiska.
- Daj spokój! - Miauknął Perkoz. - Idziesz teraz spać? Jest jeszcze dużo dnia do wykorzystania!
- Za parę uderzeń serca będzie już ciemno, ciołku - warknął Ćma. - Zresztą jesteś pieprzonym tchórzem, jak tylko zrobi się ciemno, to sam uciekniesz do legowiska uczniów i zaczniesz mnie prosić o przepędzenie potworów. 
Perkoz przechylił głowę, a koniuszek jego ogona zadrgał w rozbawieniu.
- Tak sądzisz? - Odparł, unosząc brodę. - Nie znasz mnie. Jeśli coś by do mnie przypełzło, to pozbyłbym się tego szybciej, niż lis przechodzi przez płot. 
- Chyba zapomniałem ci uwierzyć - odburknął kocur i wbił pazury w drzewo, zaczynając wspinać się po drzewie. 
Perkoz parsknął pod nosem. Jego futro jednak błyskawicznie najeżyło się niczym kolce jeża, gdy tylko usłyszał dziwne zawodzenie.
Bez wahania popędził ku legowisku uczniów, ignorując jego zwidzenia. I to nie ze strachu. Z najzwyklejszej ostrożności. Poza tym ktoś i tak by go przepędził, gdyby zbyt długo sterczał w nocy, nie śpiąc. Naprawdę powinien udać się w końcu do medyków. Choć jego świadomość wciąż trzymała się stwierdzenia, iż jest to normalne, gdy kot jest zmęczony.

01 grudnia 2021

Od Motylej Łapy CD. Śnieżynki(Ośnieżonej Łapy)

Z dumą słuchała słowa podziwu kociaka. Niby zwykłe mianowanie na ucznia, a każdy gratulował jej tego tak, jakby osiągnęła swój najwyższy cel w życiu. Podobała jej się ta wszechobecna uwaga i z miłą chęcią wchłaniała pochlebstwa. Nikt nie wspomniał jej jeszcze, jak piękne ma futro, ale postara się przeżyć tą niegodziwość.
- No widzisz, ciebie też wkrótce to czeka - miauknęła przyjaźnie, chcąc zaprezentować się jako ta starsza i kulturalna koleżanka, która wręcz świeci dobrym przykładem, a pozytywna aura bije od niej na odległość co najmniej całego terenu przeciętnego klanu. - Wszyscy będą wołać twoje imię, a potem pochwalą cię za to, że w ogóle dożyłaś tej ceremonii - stwierdziła. Sama nie wiedziała, jak dała sobie radę tyle czasu z braćmi w żłobku. Nie raz była bliska szaleństwa, ale w końcu takie idealne istoty jak ona nigdy nie ulegają agresji. Nie może się denerwować, nawet wtedy, gdy ma ochotę wbić pazury w futro pewnego rudzielca.
- U mnie pewnie będzie trochę inaczej - przyznała młodsza, czym wzbudziła w Motylej Łapie ciekawość i zdziwienie. Dlaczego tak uważała? Przecież schemat był ten sam, przynajmniej Rozkwitający Pąk jej tak mówiła. Nic nie powinno być inaczej.
- W jakim sensie? Co to znaczy? - spytała zaintrygowana.
- A lubisz niespodzianki? - odparła pytaniem płowa. Szylkretka skrzywiła się, marszcząc nosek.
- Lubię... - zaczęła niepewnie, próbując doszukać się ukrytego podstępu.
- No to dowiesz się za jakiś czas - rzekła tajemniczo koteczka.

***

Wszystko stało się jasne, gdy Śnieżynka, zamiast standardowo wstąpić na drogę wojownika, zboczyła na ścieżkę medyka. Niby nie wywołało to wielkiego zdziwienia u czarnej, ale i tak się tego nie spodziewała.
Pewnego luźniejszego popołudnia postanowiła odwiedzić koleżankę w jej nowym środowisku. Po treningu z Cisową Kołysanką zawędrowała do miejsca, które zawsze kojarzyło jej się z chorobą i smutkiem. 
- Czyli tak to ci się teraz żyje...- mruknęła już na starcie, wchodząc do legowiska uzdrowicieli. Od razu uderzył ją smród wszelkiego rodzaju roślin i ziół leczniczych. Właściwości pewnie miało to dobre, ale pachniało paskudnie i żołądek skręcał jej się w momencie, gdy ostra woń jakiegoś zielska drażniła jej nozdrze.
- O, Motyla Łapo! Cześć. - Uśmiechnęła się do niej płowa, pojawiając się przed nią znikąd, niczym duch. - Przyszłaś mnie odwiedzić, czy masz może jakąś sprawę? Dolega ci coś? - spytała, uważnie się jej przyglądając.
- Ze mną wszystko dobrze. Jestem idealnym okazem zdrowia! - stwierdziła dumnie, siadając nieopodal kotki. - Podziwiam cię, ja bym nigdy nie została medyczką - mruknęła.
- Dlaczego tak uważasz? - spytała.
- Chciałabym mieć kiedyś kocięta, a wam tego nie wypada. Rozumiem oczywiście decyzję Klanu Gwiazd, więc wiem, że ja po prostu bym się do tego nie nadawała - przyznała. Gdyby nie obecność Jastrzębiego Podmuchu przez większość jej dzieciństwa, najpewniej wyśmiałaby idee słuchania się przodków na chmurkach. Teraz jednak wiedziała, że wiara w nich jest jednym z ważniejszych aspektów życia.

<Ośnieżona Łapo?>

Od Motylej Łapy CD. Cisowej Kołysanki

Przysłuchiwała się kotce z uwagą. Mówiła o wszystkim z takim zapałem i z taką pewnością w głosie, że nie sposób było zwątpić w jej słowa. Motylej Łapie się poszczęściło, trafiła na mentorkę idealną pod każdym względem. Co prawda srebrna ani razu nie spojrzała jej w pysk, ale młoda uznała to za część treningu. Cisowa Kołysanka zdawała się nieumiejętnie błądzić wzrokiem po jej ciele, jakby nie potrafiła się zdecydować, gdzie patrzeć w momencie zwracania się do uczennicy.
- Skoro Krocząca Gwiazda ma mysi móżdżek, to dlaczego jest liderką? - spytała żółtooka, nie rozumiejąc tej kwestii. Nie dość, że bura była brzydka, to jeszcze wychodziło na to, że była też głupia. Szylkretka nie pojmowała, jak ktokolwiek mógł dopuścić do władzy takiego nieudacznika, skoro z pewnością znalazłby się ktoś lepszy do tej roli.
- Świat niestety nie jest sprawiedliwy, czego świadkiem sama jesteś. Nie należy jednak ulegać ustawionym przez kogoś zasadom, bo nie zawsze są one słuszne. Niektóre koty próbują tylko ułatwić życie sobie, mając innych gdzieś. Nie możesz nigdy pozwolić, by ktokolwiek cię zmanipulował. Broń się przed głupimi, by nie zarazili cię swoją bezmyślnością - rzekła, jakby prawiła najwyższą mądrość.
Motyl nawet w to wierzyła. Chociaż dla niej najważniejszą wartością było piękno, tak nie uważała, by słowa kotki miały być kłamstwem. Nie widziała sensu w tym, by być przez mentorkę oszukiwaną.
- To głupota jest zaraźliwa? Można się nią zarazić przez dotyk? Bawiłam się niedawno z bratem, nie chcę skończyć jak on... - wymamrotała z lekka przestraszona byciem drugą wersją Jadowitej Łapy.
- Tylko przez rozmowy. W kontaktach fizycznych nic ci nie grozi, ale im dłużej słuchasz takiej absurdalnej paplaniny, tym większe szanse, że takowa durnowatość przejdzie na ciebie - ostrzegła, na co uczennica pokiwała ze zrozumieniem główką. Będzie musiała mniej rozmawiać z rudzielcem, bo skończy jak bezużyteczna maruda.
- To co teraz będziemy robić? - zapytała, podekscytowana samą myślą wyjścia poza obóz. - Mam nadzieję, że tam, dokąd idziemy, nie będzie tak dużo błota. Nie mogę się ubrudzić, bo nie będę w stanie wyczyścić się do jutra - dodała z takim przerażeniem, jak gdyby była to największa krzywda, jaka może zdarzyć jej się w życiu.
Jej kręcone futerko było przecudowne, miało wspaniałą barwę i wyróżniało ją z tłumu, czyniąc ją znacznie piękniejszą od reszty. Nie mówiła tego na głos, by nikomu nie było smutno, ale jak wiadomo - każdy ma oczy i widzi różnicę między jej urodą a własną. Ona była oryginalna, jedyna na wszystkie te klany, zamieszkujące las czy tam jego okolice.
- Zobaczysz - odparła tajemniczo srebrna, omal nie wpadając na stos liści. - Kto tutaj stoi?!
- Przecież to liś... - urwała, przypominając sobie wcześniejsze słowa Cis. Wszystko może być jej przeciwnikiem. - To wróg - stwierdziła ze śmiertelną powagą w głosie.

<Cis?>