Tamten dzień nadal ciążył mu na sercu. To był cud, że nie utonął na tym kawałku drewna! Krucza Gwiazda była szalona. Nie kontaktował po tym zbyt dobrze. Napięcie nie opuściło jego ciała, a umysł był zmęczony od koszmarów, które zaczęły nawiedzać go coraz częściej. Przez to skrócił swój sen do minimum i odczuwał teraz tego skutki. Nie chciał jednak znów tam być. Na jeziorze, tonąc w niemym wrzasku. Już wolał towarzystwo Zajęczej Gwiazdy, który przynajmniej do niego się odzywał, podczas gdy woda zalewała mu gardło. Przyzwyczaił się już do niego. Nocna mara chodząca za nim dzień w dzień. Zawsze jednak dostrzegał go nad wodą. Jakby czekał. Tylko na co?
Spojrzał na śpiącego Bażanta, którego boki unosiły się w rytm oddechu. Gdyby go teraz przyłapano, jak nic dostałby bure. Miał go w końcu nocą pilnować a nie spać. Nie miał mu jednak tego za złe. Ta cisza... była taka spokojna i kojąca. Odprężała. Wieczorem i tak upolowali kilka piszczek, więc teraz mógł tylko siedzieć i pilnować obozu. Wątpił jednak, by stało się coś strasznego, co zmusiłoby go do interwencji. Naprawdę daleko ich klan odszedł, pozostawiając resztę daleko za sobą.
Patrząc na pobliski krzak, przypomniał sobie ten dzień z Bławatek. Nadal gdy o tym myślał, motyle w brzuchu rosły i rosły, a na pysku pojawiał mu się uśmiech. Nie wierzył, że jeszcze mógł doświadczyć takiego szczęścia, pomimo traumy jaką zafundował mu Zajęcza Gwiazda, a teraz i Krucza Gwiazda. Naprawdę nie rozumiał, co liderzy do niego mieli. To już drugi, który życzył mu nocnych koszmarów.
- Witaj, Pędzący Wietrze - cichy, obcy a jednak znajomy głos po chwili rozległ się w jego głowie. - Czy też powinnam się zwracać do Ciebie Zdradziecka Rybko? Bohaterze?
Zadrżał, rozglądając się na boki. Nie znał głosu, który się do niego odezwał. Nie brzmiał jak ten należący do Zająca, lecz mimo to tonacja z jaką wypowiadał słowa, z nim mu się skojarzyła. Spiął się cały. Czyli jednak mieli intruza!
- Kim jesteś? Pokaż się. - syknął. - Skąd znasz moje imię? - Próbował go wypatrzeć wśród krzaków, ale mrok nocy niezbyt pomagał. Trzeba było powiadomić obóz. Głos mógł mieć wsparcie i ich w każdej chwili zaatakować.
- Oh, nawet nie wiesz, jak bardzo bym chciała Ci się teraz pokazać - zmora zamruczała gardłowo. - Jednak w obecnej sytuacji raczej jest to niemożliwe... Nie pamiętasz mnie, Rybko? Naszych wspólnych, ulotnych chwil w Klanie Burzy? Ranisz moje serce, mój miły.
Zamarł. Nie. To chyba nie może być... Pokręcił głową, orientując się, że nikogo tu nie było, a te całe słowa dobiegają z jego umysłu. Spróbował tym sposobem się go pozbyć, tak jakby zaraz dawna liderka burzaków miała wypaść mu uchem i stanąć w swojej pełnej krasie. Czarne myśli od razu go zalały. Skoro tu była to... Chyba nie chciała go opętać? Tak jak zrobiła to z białym kocurem?
- Zajęcza... Piaskowa Gwiazda? - szepnął w szoku. - Czego ode mnie chcesz? Nie oddam ci swojego ciała.
Postanowił, że będzie walczył. Nawet jeśli straci nad sobą kontrole, nie zniknie i będzie robił wszystko, by uniemożliwić kotce sterowanie swoimi łapami czy też głosem.
- Zgadłeś. A Twojego ciała nie chcę. Przyszłam tylko w krótkie odwiedziny. Żeby Ci o czymś powiedzieć.
Nie chciała? Nieco się uspokoił, chociaż serce nadal waliło mu w piersi. Pierwszy raz doświadczał takiego sposobu komunikacji z kimś, kto był zresztą martwy.
- O czym? - przełknął ślinę. Taka rozmowa miała swoje wady. Nie widział jej, przez co jego wzrok latał po otoczeniu. Nie miał pojęcia, co ta zmora od niego chciała, więc z napięciem oczekiwał jej słów.
- Dopiąłeś swego, Pędzący Wietrze. Nie żyję. Cieszysz się? Zabrano mi władzę w Klanie Burzy. Znowu. Mimo, że tyle dla nich zrobiłam... tyle poświęciłam. A oni wciąż tego nie widzą. Wciąż poniżają, wciąż żądają więcej, wciąż torturują... znasz to uczucie, Pędzący Wietrze?
Nie wiedział dlaczego jej słowa sprawiły mu żal. Czy się cieszył? Może dawniej tak. Przecież tyle wycierpiał, chciał się od niej uwolnić. Od swojego kata. Jednak jej kolejne słowa były niczym nić porozumienia. Znał to uczucie. Doświadczył już tej niesprawiedliwości. Wrócił do klanu z nadzieją na spokojne życie, a co dostał? Łatkę zdrajcy i kolejną porcję tortur.
Spuścił po sobie uszy.
- To nie moja sprawka. Ja nic nie zrobiłem... Ja... znam... bardzo dobrze. Myślałem, że... kłamałaś. Ale... ciągle słyszę słowa Zająca. Stoi na brzegu i na mnie patrzy. Mówi do mnie, jak ty, ale... inaczej. Te słowa ze szczeliny... Miał rację. Znaczy ty. Nie jestem bohaterem...
- Wiem, że nie Twoja i że Ty nic nie zrobiłeś. W zasadzie to żałuję, że poległam z łap innych niż Twoich po tym czasie... a ty? Żałujesz czegoś?
- Ja? - zawahał się, wbijając wzrok w łapy. Czy żałował? Wielu rzeczy. Ostatnio nawet myślał o tym, jak wyglądałoby jego życie, gdyby jednak nie wrócił do Klanu Nocy. Byłby wolny od tego całego bólu, szyderczych spojrzeń... - Tak... żałuje. Żałuje, że się nie zgodziłem na twoją propozycję... To piekło by zniknęło. Oni... dali mnie na środek jeziora. To było gorsze niż to co ty robiłaś... Chciałem uciec, ale... nie mogę. Bo okaże się prawdziwym zdrajcą. - Łapy mu zadrżały.
Przyznał jej się. Przyznał, że wolałby być burzakiem niż wieść taki żywot.
- Masz cel w cierpieniu?
Pokręcił głową, zaciskając oczy. W Klanie Burzy miał. Była to ochrona bliskich. A teraz? Za co cierpiał? Za to, że został skrzywdzony?
- Nie wiem. Oni mówią, że to mi pomoże się przyzwyczaić. Bym znów był jednym z nich, ale... To okrutne... Jednak jeśli tego nie będę robił, wygnają mnie... - szepnął, czując narastającą gule w gardle.
- Czyli nie masz celu? Szukasz akceptacji ceną tortur gorszych niż w Klanie Burzy? Naprawdę chcesz być jednym z nich, gdy tak cię traktują? Nie będziesz zdrajcą, nawet jeśli uciekniesz. Ale nie musisz uciekać. To wszystko co cię spotyka... myślisz, że kto teraz za to odpowiada? Za czyim rozkazem cię tak traktują?
Zacisnął pysk, czując jak łzy spływają mu po policzkach. Pokręcił głową. Nie chciał. To było chore. Nienormalne. Dlaczego mu to robili? Był przecież jednym z nich! To, że nie chciał polować na ryby, nie oznaczało, że był bezwartościowy! Jedli też inne stworzenia. Mogliby dać mu spokój. Chciał tylko tego. Tak bardzo odkąd wrócił. By go już nie dręczyli siedzeniem nad jeziorem. Po tej akcji, nawet nie chciał już na nie patrzeć. A to wszystko... jej wina.
- Krucza Gwiazda. To ona... - Zacisnął pazury na ziemi. - Ona wydała rozkaz. Przeklęta wariatka - syknął. - Mówiła, że mam tylko wejść do wody, a... a miałem upolować rybę, bo jak nie... - wziął głęboki oddech. - Ukradła władzę Niezapominajkowej Gwieździe. Jak może tytułować się tym mianem? Myślisz, że go zabiła i ukrywa przed wszystkimi ten fakt?
- Może, może nie. Krucza Gwiazda tylko szkodzi Klanowi Nocy, z tego co słyszę. Może swoje pazury kierowałeś nie w tą stronę, co powinieneś? Nie chcesz jej zniszczyć? Nie chcesz oddać władzy Niezapominajkowej Gwieździe? On na pewno by cię tak nie traktował.
Prawda. Niezapominajkowa Gwiazda był inny. Zrozumiałby go. Nie groził wygnaniem. Dałby mu czas, a nie chory limit czasowy, po którym musiał się zamoczyć. Sam fakt, że Krucza tytułowała się Gwiazdą był również niezrozumiały. Wybrała nawet swojego zastępcę. Jak nic ukradła mu władzę. Jeżeli Niezapominajek żył to... zasługiwał na powrót na swoje stanowisko. Albo przynajmniej Rudzikowy Śpiew. Był zdrajcą, fakt. To przez niego rozpoczęło się to piekło, jednak... on w roli zastępcy lepiej by się sprawdził. Zdawał sobie sprawę co przeżył. Nie zmuszałby go do tego chorego czynu.
- Chciałbym... Rudzik powinien zostać zastępcą, ale... - Spojrzał na swoje łapy. - Co ja mogę? Wszyscy się tu jej słuchają. Wrzucili mnie na kłodę i zostawili na środku jeziora. Nie pokonam jej... Dla nich jestem zdrajcą. Zabiliby mnie...
- Kto powiedział, że będziesz musiał działać jawnie, mój drogi? Być może jestem tutaj, by ci pomóc. Być może przyszłam, bo widzę, jak moglibyśmy sobie pomóc?
Pomóc? Mieli sobie pomóc? To brzmiało tak zabawnie. Wróg mojego wroga, staje się przyjacielem, co? Ale sam fakt, że przyszła... był zaskakujący. Tylko oni spędzili ostatnie księżyce razem, zdawali sobie sprawę z tego piekła, rozumiała go, zdawała sobie sprawę z tego co przeżywał. Była znajoma, ale i niebezpieczna. Jednak to wystarczyło, by się przed nią otworzyć. Bo się znali... Zdawał sobie sprawę do czego jest zdolna. Co potrafi... A Krucza Gwiazda? Była dla niego zagadką. Ciemną, nieznaną, tonią wody.
- Jak niby... pomóc? Mi? Dlaczego? To twoja wina, że boje się wody. I jak... tobie miałoby to pomóc? Jesteś duchem. Nic nie zrobisz.
- Podczas twojego pobytu w Klanie Burzy też byłam przecież duchem, mój drogi. Moje ciało od wielu księżyców leży pogrzebane w ziemi. A jak by miało pomóc... powiedzmy, że mam parę niedokończonych spraw i szykuję się, by je rozwiązać.
Skulił uszy. No tak. Zapomniał. Zawsze chodziło jej o to samo. O ich zagładę.
- Chcesz wybić Klan Nocy, prawda? Nawet jako duch nie dasz nam spokoju? Po co ci to? Przecież... Muszą istnieć cztery klany dla równowagi. Tak mówił Klan Gwiazdy. Jak jeden wyginie, wyginą wszystkie. Czemu nas tak nienawidzisz?
- Nie, źle mnie zrozumiałeś. Już dawno uznałam, że nie mam po co dłużej was męczyć. Chcę tylko udowodnić, jak niekompetentna jest nowa liderka Klanu Burzy. A Krucza Gwiazda nie wygląda na kotkę, która dotrzymuje swoich obietnic. Więc, oferuję ci pewną propozycję. Ty dasz mi więcej informacji o Kruczej Gwieździe, a ja z czasem pomogę Niezapominajkowej Gwieździe odzyskać prawowite miejsce.
Czy mówiła prawdę? Czy znów kłamała? Nie miał jednak sił nad tym myśleć. Każde jej słowo przynosiło mu dziwną satysfakcję.
- Mam dla Ciebie ją szpiegować? - miauknął nieprzekonany. W sumie to... przecież nie lubił czarnej. Raczej jej zniknięcie przysporzyłoby więcej dobrego niż złego. Zdawał sobie sprawę jaka była Piaskowa Gwiazda. Jaką dysponowała siłą. Wierzył, że zabiłaby ją z łatwością. Bez skrupułów... Klan Nocy odzyskałby wolność. On by odzyskał... To nie była zdrada... Raczej... mała pomoc. Zrzuciliby tyrankę ze swojego skradzionego stanowiska. Nikt nikogo więcej by nie topił i nie uważał za zdrajcę. Nie musiał się ujawniać. Mógł grać nieczysto, tak jak ona.
- Spróbuje... A co jeśli mnie przyłapie? Ona jest nienormalna. W przeszłości ciągle kleiła się do Niezapominajka, a jak Rudzikowy Śpiew został zastępcą, to nie pozwalała mu się z nim spotykać. A teraz jest liderką... - Położył się na ziemi. - Zasługuje na śmierć po tym co zrobiła nam wszystkim...
Z każdym swoim słowem, coraz bardziej jej nienawidził. Bardziej niż Zajęczej Gwiazdy. Przecież pod koniec życia obiecał, że go już nie skrzywdzi, że to koniec. Koniec cierpienia... Ale nie tu. Nie gdy Krucza Gwiazda wydała swoje wyroki.
- Nie przyłapie, obiecuję ci to - zamruczała. - A śmierć ją dopadnie, zobaczysz. Wystarczy tylko, że mi z tym zaufasz.
Zaufać... Nie przyłapie. Obietnica.
- Dobrze. Zrobię to. - Uśmiechnął się, czując błogość. Nie był z tym sam. Ten ciężar nie należał tylko do niego. Mógł ją obwiniać. Sama przecież tak mu powiedziała, gdy byli sami w szczelinie. Zabrała brzemię. Ona zabiję, nie on. Nikt się nie dowie. Ocali Klan Nocy, mimo tego że coraz bardziej nie czuł się tu jak w domu.
- Cieszę się. Dobrze wybrałeś - zamruczała zadowolona. - Przyjdę za parę dni. Do tej pory, zbieraj jak najwięcej informacji. Wszystko się przyda. Do usłyszenia, Pędzący Wietrze - po czym jej głos zniknął tak nagle, jak się pojawił.
- Żegnaj... Piaskowa Gwiazdo - szepnął, patrząc na swoje łapy. Zmarszczył czoło, otrzepując się. Nastała cisza. Pustka wypełniła ponownie jego ciało. Nie wiedział co się z nim działo. Dlaczego wybrał współpracę z kotką, dlaczego się zgodził na jej warunki. Nie wiedział, bo nie chciał dopuścić do siebie jednej myśli, która krążyła mu po głowie odkąd ta się pojawiła. Poczucie winy...
Gardło zacisnęło mu się boleśnie, a z pyska wyrwał się szloch. Po co tu wracał? Czemu naiwnie wierzył, że wszystko będzie dobrze, gdy wcale tak nie było.
- Przepraszam - szepnął jeszcze, lecz wiedział, że duch już zniknął i nie usłyszał jego słów.
***
Kierował kroki w stronę żłobka, gdzie urzędowała Krucza Gwiazda. Dzisiejszy dzień przywitał go podłym nastrojem. Nosiło go i to bardzo. Chciał wyjaśnić z nią swoją sytuację raz na zawsze i dowiedzieć się, dlaczego kotka ma tak zrytą banie, by kazać mu wracać z środka jeziora. Jego matka widząc go w innym humorze niż zwykle bywał, ruszyła za nim. Widząc gdzie się kieruje, zatrzymała go, mierząc spojrzeniem.
- Synu to nie najlepszy moment na wszczynanie kłótni - miauknęła.
No tak... zapomniał, że po nim było widać całą nienawiść i irytację, która wylewała się z niego odkąd poczuł, że na nowo żyje.
- Odejdź, mam do niej sprawę. Nie zajmie mi to długo - syknął i wszedł do środka. - Jesteś szalona! - rzucił na wstępie, podchodząc do czarnej, tulącej swoje kocięta. Nawet nie wiedział, że była w ciąży, lecz gdy zrobił się szum po zniknięciu jednego z kociąt, dowiedział się o tym od Bażanciego Futra. Jego zdaniem te dzieci nie były wcale magiczne, a kotka oszalała. Patrząc na czarne kulki, wątpił też czy na pewno są to dzieci Niezapominajka - Naprawdę chciałaś mnie tam zabić?!
Kotka zmierzyła go niezadowolonym spojrzeniem.
- Pragnęłam cię tylko uzdrowić - wyjaśniła.
- Uzdrowić? - zaśmiał się, zdając sobie sprawę co miała na myśli. - Zostawienie na środku jeziora to według ciebie uzdrowienie?! Prawie zginąłem! - Czuł jak gniew w nim buzuje. Jak ona mogła... Wysunął pazury, które wbił w ziemię. Nie mógł jej zabić. Nie, gdy wszyscy zwrócili na niego spojrzenia, słysząc jego krzyki - Sam fakt, że jesteś liderką mnie dziwi. Prawowitym zastępcą Niezapominajkowej Gwiazdy jest Rudzikowy Śpiew! Powinnaś dawno zrzec się władzy! Teraz przetrzymujesz ją nielegalnie. Na dodatek nikt nie widział Niezapominajka od dawna. Może go zabiłaś wariatko, a przed nami to tylko ukrywasz?
Prychnęła, tuląc do siebie kocięta.
- Rudzikowy Śpiew nas porzucił. Sam wiesz, że w Klanie Burzy nie traktowali go najgorzej z powodu futra. - syknęła, kładąc sterczącą sierść. - Niezapominajkowa Gwiazda żyje. Zapytaj Muchomorzego Jadu, jeśli mi nie wierzysz, lisia wywłoko. Nie daruje ci posądzać mnie o morderstwo Niezapominajka.
- Ty nic nie wiesz co działo się w Klanie Burzy. Porwali go i był więźniem, jednak nadal był zastępcą. Ukradłaś mu pozycję. Niezapominajkowej Gwiazdy nie ma, a tylko on mógłby zmienić swoją decyzję. Publicznie go zwolnić i mianować ciebie. A tak się nie stało. Twierdzisz, że żyje? To czemu ty nosisz człon Gwiazda, co? To miano jest równoznaczne z jego śmiercią.
- Niezapominajek wyznaczył mnie na zastępcę, gdy Rudzikowy Śpiew grzał tyłek u Burzaków. - warknęła. - Zapytaj klan. Każdy ci potwierdzi.
Spuściła wzrok na kocięta.
- Próbując chronić Ptasi Jazgot przed borsukiem złamał tylnie łapy. Zachorował. Co miałam zrobić? Pozwolić reszcie klanów by znów uznała nas za słabych? By znów wybili nas jak myszy? Chcesz znów tam trafić tylko do gorszej wersji Zajęczej Gwiazdy? Myślałam, że zależy ci na suwerenności naszego klanu. - prychnęła na niego. - Nie jestem twoim wrogiem. Zależy mi na dobru klanu. Na dobru Niezapominajkowej Gwiazdy. Jak ty byś się czuł osądzany o śmierć Bławatkowego Potoku? - syknęła.
Jej słowa miały wiele sensu. Nie było ich wtedy w Klanie Nocy. Niezapominajek mógł ją wybrać, skoro była jego partnerką. Coś w nim drgnęło na wspomnienie o złamanych tylnych łapach. Borsuk byłby do tego zdolny? Czemu obie? Dreszcze przebiegły mu po grzbiecie. Wbijał wzrok w kotkę, próbując przewiercić jej czaszkę. Jego kości aż go zabolały. Wspomnienie, gdy to on czołgał się, mając ten sam problem nie pomagał. Chyba do końca życia będzie to kojarzył z niewolą i unieruchomieniem w Klanie Burzy. Zignorował resztę jej słów, wracając do rzeczywistości.
- Ah tak? Chcesz dobrze? To czemu na cholerę kazałaś mnie zostawić na środku jeziora! Myślałaś, że wskoczę do wody i dopłynę do brzegu?! Miało być zanurzenie, jedno. Jedyne. Co to za cyrk z rybą i kłodą?! Jeżeli nie jesteś moim wrogiem to się wytłumacz, bo na ten moment jesteś taka sama jak on! Jak Zajęcza Gwiazda! - wytknął jej to, obserwując uważnie jej reakcję.
- Malinowy Pląsie, wyprowadź syna. Nie będzie sapał nad moimi kociętami. - rozkazała wojowniczce. - Twoja fanaberia na punkcie Zajęczej Gwiazdy nie przyniesie ci niczego dobrego, Zdradziecka Rybko.
Nie odpowiedziała. Kazała go wyprowadzić. Podła... zdradziecka suka. Unikała wyjaśnień. Sadystka. Teraz był pewny co do tego. Sprawiało jej to chorą przyjemność.
- Uważasz to za stek bzdur? Ale coś ci powiem. - oparł się matce, która chciała go wyciągnąć. - Wiesz czemu on przegrał? Bo popełnił błąd. Ty też w końcu jakiś popełnisz, a może już to zrobiłaś. Wtedy stracisz wszystko, a twój świat spłonie! Umiem rozpoznać sadyzm od pomocnej łapy. Ty nie jesteś dobrym kotem, nie jesteś! - W końcu Malinowemu Pląsowi udało się go wyprowadzić.
Machał niezadowolony ogonem, klnąc pod nosem, oceniany przez wojowników, którzy z niedowierzaniem wbijali w niego wzrok. Już zaczęły się szepty, których tak bardzo nie znosił. Matka zabrała go z centrum obozowiska na ubocze, gdzie stał Bażancie Futro z Bławatkowym Potokiem.
- Czyś ty oszalał do reszty?! - zbeształa go. - Ona dopiero co urodziła kocięta, jedno już straciła i ledwo zostało odnalezione, a ty na nią krzyczysz!
- Malinowy Pląs ma rację. To nie była odpowiednia pora - zgodziła się z nią jego partnerka.
- Bronisz jej? - Spojrzał zdumiony na kotkę. - Sama mówiłaś, że to co zrobiła było okrutne! A teraz jej bronisz?!
- Ja nie chciałabym po porodzie słuchać czyichś wrzasków - wyjaśniła, mierząc go wzrokiem.
O co jej chodziło? Jego matka również wbiła zaciekawiony wzrok w siostrę Złotego Runa. - Tak... Pęd, ja... chyba jestem w ciąży.
Otworzył w szoku pysk, kręcąc głową. Jak?! Tak nagle?! Poszli tylko jeden raz w krzaki i od razu wpadka?!
- No, gratulacje stary - Bażant poklepał go po ramieniu. - Teraz masz więcej motywacji, aby nie zostać wyrzuconym z klanu.
Przewrócił oczami na jego słowa. Super. Będzie miał dzieci, których nawet nie planował. Jakby nie dość miał na głowie problemów. Jego matka ucieszyła się jednak, przytulając kotkę i im gratulując. Widząc jednak wyraz jego pyska, partnerka spuściła po sobie uszy.
- Nie wyglądasz na zadowolonego.
- Nie. Znaczy... to świetnie. Po prostu to też nie był dobry moment na wyjawienie tej informacji. Mam zły nastrój - wyjaśnił.
Teraz Bławatek skończy w żłobku przy Kruczej Gwieździe. Już się bał jakich bzdur naopowiada na jego temat... Ale też... mógł to wykorzystać. Kotka mogła mu pomóc zdobyć informację. Na jego pysku od razu pojawił się uśmiech. Otarł się o nią, nagle zmieniając nastawienie do tego wszystkiego, co zaniepokoiło i Malinowy Pląs i resztę zebranych.
- Jednak się cieszę. - zmienił zdanie. - Możemy spędzić ten dzień razem? - zaproponował.
- Idźcie - kotka zwróciła się do pozostałej dwójki. - Ja się dzisiaj nim zajmę. Naprawdę nie wygląda za dobrze.
Wojownicy skinęli głowami i ich zostawili. Ruszył za kotką w miejsce, gdzie spędzali wspólne dni; pod drzewem, przy jeziorze. Ułożył się tam przy niej, przytulając do jej futra.
W odbijanym przez wodę świetle, dojrzał Zajęczą Gwiazdę.
Uśmiechał się.
Odpowiedział mu również uśmiechem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz