*jeszcze w lecie, poprzednie trzy opka też działy się w lecie jakby co*
Podeszła cichaczem do myszki buszującej w leśnej ściółce. Tego dnia zabrały się z matką po zioła, dzięki czemu Krokus ponownie znalazła się pod baldachimem liści. Zapach lasu, ściółki leśnej…kochała to. Do tego w takim upale było znacznie przyjemniej tu, niż w siedlisku, gdzie nie było tak cieniście. Bura wystawiła pazury, napięła mięśnie tylnych łap, po czym wyskoczyła prosto na szaro-bure stworzonko, zabijając je. Następnie podeszła do głazu i zakopała zdobycz tuż obok niego. To była jej druga upolowana piszczka dzisiaj. Szło jej całkiem nieźle. Niby miała zbierać zioła, ale jakoś tak czuła w pobliżu dużo zwierzyny, i wprost nie mogła się oprzeć pokusie zapolowania na tak znanym jej terenie.Matka chyba również zabrała się bardziej za polowanie niż zbieranie, bo Krokus przechadzając się dostrzegła, jak starsza upolowała kosa. Po drodze cętkowana zerwała jaskółcze ziele i krwawnik. Dostrzegła również liście dzikiej maliny, które także trafiły do jej zbiorów. Kiedy wracała, dostrzegła matkę, która przyniosła ze sobą trochę medykamentów i położyła je na głazie, który kotki ustaliły na ich taki „stolik” zielarski. Kiedy tylko Krokus podeszła do szarej skały, przy której stała błękitna, matka spytała ją:
- O, już jesteś! Co tam masz?
- Jaskółcze ziele, ogórecznik, liście maliny i krwawnik. – miauknęła kotka, odkładając ziola na stertę. – smak tego ostatniego zostanie mi chyba na języku aż do powrotu. – miauknęła bura.
- Niestety, taki los zielarza – odparła z uśmiechem dziko pręgowana – upolowałaś coś?
- Tak, dwie myszy – odparła młoda. – zakopałam je niedaleko. Pójść po nie? – spytała.
- Hmmm… tak, tylko mamy jeden problem. Ja upolowałam drozda i szpaka, trudno nam będzie zanieść do tego dwie myszy i jeszcze zioła. – powiedziała zamyślona kocica. Po chwili miauknęła – Krokus? Może pójdziesz szybko po rodzeństwo do siedliska? – spytała kocica.
- Hmmm… a nie możesz ty? – spytała – czuję jeszcze jedną nornicę, aż żal by było jej nie upolować, skoro kamienie dały nam tyle darów dzisiejszego dnia…
- Dobrze, tylko jak wrócę chcę widzieć twoje myszy na stosie. – miauknęła starsza. Srebrna już po chwili zniknęła w krzewach. Tymczasem Krokus zaczęła podążać w stronę świeżego zapachu nornicy. Po jakimś czasie tropienia na horyzoncie dostrzegła zwierzątko. Od razu przybrała pozycję łowiecką po czym zaczęła się skradać do swej ofiary. Była już całkiem blisko, kiedy to ptak swym świergotaniem zaalarmował gryzonia, który w te pędy czmychnął gdzieś w krzaki.
- Serio? Musiałeś? – miauknęła do siedzącej na gałęzi sierpówki, strzepując niezadowolona ogonem – już prawie ją miałam! – widząc na sobie spojrzenie ptaka burknęła – no co, moja wina, że koty nie mogą żywić się samym zielskiem? – spytała z wyrzutem, patrząc w pomarańczowe oczy ptaka. – ugh. Nie zrozumiesz tego. – dodała, po czym podążyła w powrotną drogę do pozostawionych ziół.
[przyznano 10%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz