potwory dwunogów. Zapatrzyła się na pędzące blaszaki, kiedy to usłyszała tak dobrze znany jej głos:
- Krokus? Mieliśmy polować, pamiętasz? – miauknięcie dotarło do uszu młodej kotki z dołu.
Ta natychmiast zeskoczyła na pień i już po chwili stała przed srebrną kocicą.
Weszła na to drzewo po prostu z automatu. A może z potrzeby przypomnienia sobie, jak to było w lesie, za którym tak tęskniła? Bura bowiem uwielbiała wspinać się na drzewa. I przy tym czuła się naprawdę wolna, przeskakując z gałęzi na gałąź. Już kiedy była małym kociakiem matka uczyła ich wspinaczki. Przez to żółtooka czuła się pośród koron drzew jak ryba w wodzie, podobnie jak reszta jej rodzeństwa. Ale w mieście nie było tak dużo drzew. Co sprawiało, że okazji na wspinaczkę po nich było niewiele, nie mówiąc już o przeskakiwaniu z jednego na drugie.
- Mamo…gdzie będziemy polować? – spytała Krokus, gdyż szli już dość długo a ta nie wiedziała, do kąt. Mogli w końcu zapolować bliżej, a nie pałętać się po betonowisku.
- Zaraz dotrzemy, skarbie. Dowiedziałam się że niedaleko jest coś co może ci się spodobać… -rzekła tajemniczo podstarzała kocica, przyspieszając kroku.
Coś, co jej się spodoba? Ale co takiego mogło być w siedlisku dwunogów co…
I wtedy to zobaczyła.
- To…to las… W ŚRODKU MIASTA?! – zakrzyknęła córka Sadu robiąc wielkie oczy.
- Tak. Tutejsi zwą to „małym lasem”. Ciekawe, prawda? – spytała błękitna. – chcesz może zapolować i przy okazji go zwie…
- TAK! – miauknęła kotka przerywając swej matce, po czym pędem wbiegła prosto do tego cudownego miejsca, zaczynając się rozglądać. Jej oczom ukazały się drzewa, oraz krzewy. Młoda podeszła do bzu, po czym powąchała jego kwiaty. Następnie od razu podeszła do kolejnego kwiatu, a potem jeszcze kolejnego. Idąc tak dotarła do małego zbiornika wodnego, po którym pływały kaczki. Powierzchnia wody w pewnych miejscach była oświetlana przez promienie słońca, w innych otulał ją cień. Bura z ciekawością zaczęła okrążać jeziorko, kiedy nagle usłyszała szczeknięcia, przez które jej pręgowany ogon cały się napuszył.
Z przerażeniem odwróciła się aby dostrzec psa lisią odległość od niej, i dwunoga, na którego sznurku była zaczepiona obroża zwierza. Dwunożny próbował utrzymać skaczącego w jej stronę psa w ryzach, ale ostatecznie pupil wyrwał mu z ręki dziwny obiekt, do którego był przyczepiony sznurek.
Cętkowana pisnęła umykając spod szczęk zwierzęcia. Ile sił w łapach zaczęła pędzić w stronę najbliższego drzewa, za sobą słyszała dudniące łapy zwierzęcia i jego dyszenie. Kotka przerażona wskoczyła do krzaka, który oddzielał mały las od reszty siedliska. Przeciskając się między ostrymi gałązkami rośliny, słyszała za sobą kłapnięcia szczęk i warkoty psa. Wyskoczyła z krzewu, a jej końcówka ogona minęła się o milimetry z kłami zwierzęcia. Bura z przerażeniem wyskoczyła na chodnik, już po chwili jednak znowu prawie zeszła na zawał serca, kiedy to tuż obok niej przejechał z zawrotną prędkością rower. Kotka dysząc przebiegła przez ulicę. Nie mogła jednak nigdzie dostrzec matki. Miała nadzieję iż starsza sama nie została dopadnięta przez jakiegoś innego psa, bo nie widziała jej już pewien czas. Wtedy właśnie dostrzegła starszą kocicę wybiegającą z tych samych chaszczy, co ona wcześniej.
- Na skały, słyszałam szczekanie psa, nic ci nie jest? – spytała z troską srebrna, podbiegając do córki i oglądając ją ze wszystkich stron.
- Nie mamo, nic mi nie jest – miauknęła młodsza. – ale to było straszne – dodała drżącym głosem, wtulając się w klatkę piersiową matki.
- Spokojnie, już wszystko dobrze. – rzekła starsza, otulając cętkowaną ogonem. Słuchanie rytmu serca błękitnej oraz jej gardłowego mruczenia powoli uspokajało wystraszoną Krokus, której oddech z każdą chwilą bardziej normował się.
Kiedy po wielu uderzeniach serca odkleiła się od matki, dostrzegła małego wróbelka kąpiącego się w kałuży, padało bowiem poprzedniego dnia. Bura przyczaiła się do skoku, próbując opanować emocje. Skoczyła w stronę ptaszka, przybijając go do ziemi i zabijając. Zadowolona z siebie i z iskrami w miodowych oczętach uniosła zwierzynę w pysku do góry, pokazując ją matce, na której pyszczku pojawił się ciepły uśmiech.
[przyznano 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz