*jeszcze przed przeprowadzką*
Wymknął z obozu. Właściwie to odkąd stał się uczniem, miał do tego większe prawo, niż gdy był małym, niewinnym kociakiem. Mimo pewności, że nikt go nie zauważył, Jeżowa Łapa poczuł niemiłe uczucie, przepływającego przez jego ciało. Bał się? Kocurek przełknął ślinę, gdy znalazł się kilka skoków lisa poza obozem. Było to jego pierwsze wyjście, bez nadzoru Pliszkowego Kroku. Mentorka odpoczywała w legowisku wojowników, mając zamiar przeprowadzić ich trening dopiero pod wieczór, gdy mieli wybrać się na patrol.
Znał tereny Klanu Burzy bardzo dobrze. Czuł się na nich bezpieczny. Nawet, gdyby po drodze spotkało go jakieś niebezpieczeństwo, kocurek był absolutnie pewien, że stawi mu czoła i sobie poradzi. W końcu był uczniem super klanu. Nie mógł zawieść swoich bliskich. Jeżowa Łapa otrzepał się, odpędzając ostatnie niespokojne uczucie, zanim ruszył przed siebie.
Wyobraził sobie zazdrosny pyszczek Psiankowej Łapy, gdy wróci ze swojej wyprawy, chwaląc się liliowej kotce, że był sam. Może nawet zgodzi się podzielić z nim posiłkiem i przestanie uważać Jeżyka, za ledwo wyrośniętego kociaka? W końcu siostra to siostra, trzeba jej czymś zaimponować. Ta myśl, dodała czekoladowemu większej determinacji. Oddalił się znacząco od obozu, znajdując się poza zasięgiem słuchu i wzroku pobratymców. Jeżowa Łapa uniósł wysoko ogon, czując malutką ekscytację. Przygoda wzywa!
Gdy tego dnia, Zajęcza Stopa poprosiła go o przysługę, syn Brzozowego Szeptu, z chęcią się zgodził. W końcu jak mógłby odmówić medyczce? Ponieważ kocica nie miała ucznia, na niektóre zajęcia poświęcała zbyt dużo czasu. Koty Klanu Burzy, pomału zaczynały odczuwać głód, spowodowany brakiem większej ilości zwierzyny. Zwiększenie patroli łowieckich niewiele dało, a jedynie bardziej wykończyło pobratymców. Zajęcza Stopa miała pełne łapy roboty, zajmując się osłabionymi kotami. Zaczynały kończyć się jej zapasy ziół. Jeżowa Łapa nie był pewny, czy znajdzie odpowiednią roślinę, o którą poprosiła go medyczka. Nie chciał jej zawieść. Mogła wybrać każdego innego terminatora, a jednak poprosiła jego, mimo, że nie był dla niej zbyt miły. Czuł się zaszczycony.
Medyczka oczekiwała, że wyruszy jutro, wraz ze swoją mentorką. Ale Jeżowa Łapa chciał znaleźć roślinę od razu! Zajęcza Stopa starannie opisała mu, jak wygląda trybula. Kocurek zapamiętał, że pomaga na rany i ból brzucha. A wyglądała tak niepozornie. Zajęcza Stopa mówiła, że ma przyjemny zapach, ale Jeżowa Łapa nie potrafił jej uwierzyć. Jeśli kot pół życia spędził pośród ziół, niektóre ostre wonie, mogą wydawać się łagodniejsze. To co innych odstraszało w zapachach medycznych roślin, Jeżyka przyciągało. Był zafascynowany. Nie potrafił zapomnieć o pamiętnym dniu, gdy pierwszy raz pojawił się w legowisku medyka.
Jeżowa Łapa wyrwał się z zamyśleń. Musiał się skupić, inaczej nie odnajdzie właściwej rośliny i wróci dopiero po zmroku, a przecież wtedy na pewno ktoś zauważy jego nieobecność. Uczeń przemykał przez terytorium, kierując się w stronę Drogi Grzmotu. Jego kroki głucho odbijały się o ziemię, łapa za łapą. Brnął przez teren, przyspieszając przy każdym kolejnym uderzeniu serca. Lekki wiatr, muskał jego pyszczek, a promienie słońca, ocierały się o jego sierść. Czekoladowy kocurek zachęcało przez naturę, puścił się biegiem. Wąsy kocurka poruszały się z zainteresowaniem. Był świadomy, że zapuścił się już bardzo głęboko w teren, docierając prawie do samej granicy. Zaczął zwalniać. Koty Klanu Burzy, były bardzo szybkie i musiał wyhamować zwinnie, żeby nie wpaść w jakiś krzak. Jeżowa Łapa otworzył pyszczek. Smakując powietrza, dotarła do niego słodka woń. Machnął wesoło ogonem, zadowolony ze swojego znaleziska. Podszedł do rośliny o wielkich, paprociowych liściach i małych białych kwiatach. Trybula. Doskonale. Czekoladowy kocurek pochylił się, chcąc ją zerwać. Od razu zaniósłby ją do Zajęczej Stopy, licząc na jej sympatię, nie śmiałby nawet myśleć o pochwale. Przecież to nic takiego, a jedynie mały obowiązek. Chwycił roślinę w zęby.
Krztusił się od gęstych liści, gdy postanowił skierować się okrężną drogą do obozu. Słyszał w oddali Potwory Dwunożnych, mknące niebezpiecznie po Drodze Grzmotu. Skrzywił się. Dwunożni byli dziwni. Jak można pozwolić żreć się jakiejś bestii? Do tego odbierali takim zachowaniem, wiele kocich żyć. Takie pieszczoszki muszą być strasznie nieszczęśliwi. Jeżowa Łapa zamyślił się. Wyłonił się zza drzewa, zamierzając oczywiście podążyć dalej.
— Hejka!
Krztusił się od gęstych liści, gdy postanowił skierować się okrężną drogą do obozu. Słyszał w oddali Potwory Dwunożnych, mknące niebezpiecznie po Drodze Grzmotu. Skrzywił się. Dwunożni byli dziwni. Jak można pozwolić żreć się jakiejś bestii? Do tego odbierali takim zachowaniem, wiele kocich żyć. Takie pieszczoszki muszą być strasznie nieszczęśliwi. Jeżowa Łapa zamyślił się. Wyłonił się zza drzewa, zamierzając oczywiście podążyć dalej.
— Hejka!
Podskoczył na dźwięk głosu. Nie był przygotowany na to, że kogoś spotka. Dzień wydawał się taki spokojny, udało mu się znaleźć trybulę, prawie wrócić do domu, a tym czasem... Jeżowa Łapa skulił się, nawet nie patrząc w stronę istoty, która się do niego odezwała. Nie mogła być borsukiem, przecież te zwierzęta nie mówiły. Podobnie jak lisy, czy króliki. Zatem była kotem. Głos nie wydał mu się znajomy. Metodą łatwej dedukcji, doszedł do wniosku, że kot pochodzi z innego klanu. Czyżby jakiś przedstawiciel Klanu Wilka, miał ochotę rzucić mu się do szyi? Jeżowa Łapa nie potrafił nawet walczyć, jedyne co umiał to polować, a przecież nie podejdzie do zagrożenia mówiąc: "Hej, poszczuję cię moją martwą myszą!". Kot, gdyby mu wcześniej nie odebrał życia, zapewne padłby ze śmiechu.
Ostatecznie zdecydował się spojrzeć na swoje zagrożenie, niepewnym, błagalnym wzrokiem. Kilka długości ogona myszy przed nim, stała z dumnie uniesioną głową kotka. Uśmiechała się wesoło, jakby las należał tylko do niej.
— C-cześć?-mruknął wciąż niepewny. Kotka wydawała się być od niego starsza, mimo iż byli równego wzrostu. Ale to tylko za sprawą tego, że Jeżowa Łapa był wyjątkowo wysoki, mimo swojego młodego wieku. — Co r-robisz na t-terenach m-mojego klanu? Klanu B-burzy?
Pokręcił pośpiesznie głową. Weź się w garść Jeżyk! Przecież jest na naszym terytorium, a nie swoim! Jest sama, bez wsparcia i... i nie wygląda na zagrożenie.-pomyślał przelotnie. Z małym trudem, wyprostował sylwetkę, jeżąc sierść na karku. Wysunął instynktownie pazury, chociaż w jego oczach dalej krył się strach.
— Klanu Burzy?-nieznajoma zmrużyła oczy, starając sobie coś przypomnieć. Najprawdopodobniej co specjalizuje klan Jeżyka. — Czyli to wasz teren?
— T-tak i... i muszę cię przegonić?-miauknął cicho, ostrożnie dobierając słowa. Podchwycił zapach kotki, niesiony z wiatrem. Zaliczył już swoje pierwsze Zgromadzenie, ale mimo ogromnego skupienia, nie potrafił rozpoznać w jej woni, żadnego poszczególnego klanu. Czyżby była włóczęgą, lub pieszczoszką? Nie. Wydawała się zbyt odważna, żeby mieszkać z Dwunożnymi. Nie była też na tyle chuda, by żyć samotnie. A zatem, skąd pochodziła nieznajoma? Jeżowa Łapa cicho podziękował Klanowi Gwiazdy, że miał dobry węch. Wyczuł bagna. Przynajmniej tak mu się zdawało. Zapragnął poznać tą kotkę, nawet jeśli miałaby go później zabić.
— Trzęsiesz się jak galareta.-sprecyzowała krótkim miauknięciem nieznajoma kotka, wbijając w niego zainteresowane spojrzenie. — Chyba się mnie nie boisz?
Czekoladowy kocurek zaszurał łapką po ziemi. Było mu wstyd, że się jej bał, ale przecież jej nie znał. Miał do tego prawo, prawda?
— T-trochę, ale... będę walczył, jeśli mnie zaatakujesz.-wymamrotał.
— Zaatakuje?-kotka wydawała się zdziwiona.
Jeżowa Łapa westchnął głośno. Czyli nie miała takich zamiarów. Poczuł się pewniej. Ukrył trybulę (którą wcześniej wypuścił z pyska) za swoją łapą. Kocur wlepił przenikliwe spojrzenie niebieskich oczu, w obcą mu kotkę. Dopiero teraz miał okazję jej się uważniej przyjrzeć. Kotka mogła poszczycić się półdługim czekoladowym futrem. Smukłe ciało, pręgowane dziko, podkreślało tylko smukłe, lecz umięśnione łapy. Wąskie uszy postawione były z zainteresowaniem, ukazując przy okazji jasny pyszczek, na którym spoczywał szeroki, śliczny uśmiech. Długie wąsy poruszały się z zainteresowaniem, podobnie jak puchaty ogon. Jeżowa Łapa nieświadomy, że otworzył z wrażenia pyszczek, wciąż śledził jej delikatne rysy. Biała skarpetka na lewej łapie, nie umknęła jego uwadze. Przy szyi futerko kotki było dłuższe, a żółte oczy, miały lekką pomarańczową obwódkę. Uczeń Klanu Burzy, poczuł, jak jego serce przyspiesza. Biło głośno, w szybkim tempie, jakby chciało wyrwać się na wolność. Przyjemne uczucie wypełniło ciało kocurka, od nosa po koniuszek ogona. To było... dziwne. Pierwszy raz czegoś takiego doświadczył, równocześnie pragnął tego więcej.
— Żyjesz?-spytała ciepłym, przyjemnym głosem.
Jeżowa Łapa szybko pokręcił głową, wyrywając się z zamyśleń i wracając "na ziemię".
— Tak. Przepraszam.-miauknął. — Pytałaś o coś?
— Jak się nazywasz.-kotka obiegła go wzrokiem.
— Jestem Jeżowa Łapa.-mruknął od razu. — A ty?
— Dziwne imię.-odparła nieznajoma. Jeżyk jeszcze bardziej zapragnął ją poznać, nie mogąc przy tym oderwać od niej wzroku. Klanie Gwiazdy, co się ze mną dzieję? — Iskra jestem.
— Iskra? A zatem jesteś samotniczką? Nie należysz do żadnego klanu?-spytał szczerze zainteresowany. Zanim jednak zdołał uzyskać odpowiedz, Iskra ruszyła z miejsca. Czekoladowa kotka minęła go, zapuszczając się głębiej w terytorium Klanu Burzy. Jeżowa Łapa otworzył zaskoczony oczy. Czy jej nie obchodziło to, że mogła zostać złapana przez patrol?
Zostawił trybulę, ruszając za Iskrą. Dogonił ją w kilku szybkich krokach. Teraz kierowali się ramię w ramię. Iskra co jakiś czas przystawała, rozglądając się, wyłapując różne zapachy, albo po prostu nasłuchując.
— Chcesz zwiedzić terytorium mojego klanu?-miauknął Jeżowa Łapa, pewien, że właśnie o to chodzi. — Pozwól, że cię oprowadzę. Pokażę ci super norkę, gdzie są króliki i mogę nauczyć cię, jak się je łapie. Poza tym, że mną na pewno nie złapie cię patrol, bo tak wyrwaliby ci wąsy pewnie. Możesz stać się towarzyszką mojej podróży.
Liczył, że Iskra się zgodzi. Nie chciał zostawić jej tak szybko samej. Choćby musiał płacić największą cenę.
Ostatecznie zdecydował się spojrzeć na swoje zagrożenie, niepewnym, błagalnym wzrokiem. Kilka długości ogona myszy przed nim, stała z dumnie uniesioną głową kotka. Uśmiechała się wesoło, jakby las należał tylko do niej.
— C-cześć?-mruknął wciąż niepewny. Kotka wydawała się być od niego starsza, mimo iż byli równego wzrostu. Ale to tylko za sprawą tego, że Jeżowa Łapa był wyjątkowo wysoki, mimo swojego młodego wieku. — Co r-robisz na t-terenach m-mojego klanu? Klanu B-burzy?
Pokręcił pośpiesznie głową. Weź się w garść Jeżyk! Przecież jest na naszym terytorium, a nie swoim! Jest sama, bez wsparcia i... i nie wygląda na zagrożenie.-pomyślał przelotnie. Z małym trudem, wyprostował sylwetkę, jeżąc sierść na karku. Wysunął instynktownie pazury, chociaż w jego oczach dalej krył się strach.
— Klanu Burzy?-nieznajoma zmrużyła oczy, starając sobie coś przypomnieć. Najprawdopodobniej co specjalizuje klan Jeżyka. — Czyli to wasz teren?
— T-tak i... i muszę cię przegonić?-miauknął cicho, ostrożnie dobierając słowa. Podchwycił zapach kotki, niesiony z wiatrem. Zaliczył już swoje pierwsze Zgromadzenie, ale mimo ogromnego skupienia, nie potrafił rozpoznać w jej woni, żadnego poszczególnego klanu. Czyżby była włóczęgą, lub pieszczoszką? Nie. Wydawała się zbyt odważna, żeby mieszkać z Dwunożnymi. Nie była też na tyle chuda, by żyć samotnie. A zatem, skąd pochodziła nieznajoma? Jeżowa Łapa cicho podziękował Klanowi Gwiazdy, że miał dobry węch. Wyczuł bagna. Przynajmniej tak mu się zdawało. Zapragnął poznać tą kotkę, nawet jeśli miałaby go później zabić.
— Trzęsiesz się jak galareta.-sprecyzowała krótkim miauknięciem nieznajoma kotka, wbijając w niego zainteresowane spojrzenie. — Chyba się mnie nie boisz?
Czekoladowy kocurek zaszurał łapką po ziemi. Było mu wstyd, że się jej bał, ale przecież jej nie znał. Miał do tego prawo, prawda?
— T-trochę, ale... będę walczył, jeśli mnie zaatakujesz.-wymamrotał.
— Zaatakuje?-kotka wydawała się zdziwiona.
Jeżowa Łapa westchnął głośno. Czyli nie miała takich zamiarów. Poczuł się pewniej. Ukrył trybulę (którą wcześniej wypuścił z pyska) za swoją łapą. Kocur wlepił przenikliwe spojrzenie niebieskich oczu, w obcą mu kotkę. Dopiero teraz miał okazję jej się uważniej przyjrzeć. Kotka mogła poszczycić się półdługim czekoladowym futrem. Smukłe ciało, pręgowane dziko, podkreślało tylko smukłe, lecz umięśnione łapy. Wąskie uszy postawione były z zainteresowaniem, ukazując przy okazji jasny pyszczek, na którym spoczywał szeroki, śliczny uśmiech. Długie wąsy poruszały się z zainteresowaniem, podobnie jak puchaty ogon. Jeżowa Łapa nieświadomy, że otworzył z wrażenia pyszczek, wciąż śledził jej delikatne rysy. Biała skarpetka na lewej łapie, nie umknęła jego uwadze. Przy szyi futerko kotki było dłuższe, a żółte oczy, miały lekką pomarańczową obwódkę. Uczeń Klanu Burzy, poczuł, jak jego serce przyspiesza. Biło głośno, w szybkim tempie, jakby chciało wyrwać się na wolność. Przyjemne uczucie wypełniło ciało kocurka, od nosa po koniuszek ogona. To było... dziwne. Pierwszy raz czegoś takiego doświadczył, równocześnie pragnął tego więcej.
— Żyjesz?-spytała ciepłym, przyjemnym głosem.
Jeżowa Łapa szybko pokręcił głową, wyrywając się z zamyśleń i wracając "na ziemię".
— Tak. Przepraszam.-miauknął. — Pytałaś o coś?
— Jak się nazywasz.-kotka obiegła go wzrokiem.
— Jestem Jeżowa Łapa.-mruknął od razu. — A ty?
— Dziwne imię.-odparła nieznajoma. Jeżyk jeszcze bardziej zapragnął ją poznać, nie mogąc przy tym oderwać od niej wzroku. Klanie Gwiazdy, co się ze mną dzieję? — Iskra jestem.
— Iskra? A zatem jesteś samotniczką? Nie należysz do żadnego klanu?-spytał szczerze zainteresowany. Zanim jednak zdołał uzyskać odpowiedz, Iskra ruszyła z miejsca. Czekoladowa kotka minęła go, zapuszczając się głębiej w terytorium Klanu Burzy. Jeżowa Łapa otworzył zaskoczony oczy. Czy jej nie obchodziło to, że mogła zostać złapana przez patrol?
Zostawił trybulę, ruszając za Iskrą. Dogonił ją w kilku szybkich krokach. Teraz kierowali się ramię w ramię. Iskra co jakiś czas przystawała, rozglądając się, wyłapując różne zapachy, albo po prostu nasłuchując.
— Chcesz zwiedzić terytorium mojego klanu?-miauknął Jeżowa Łapa, pewien, że właśnie o to chodzi. — Pozwól, że cię oprowadzę. Pokażę ci super norkę, gdzie są króliki i mogę nauczyć cię, jak się je łapie. Poza tym, że mną na pewno nie złapie cię patrol, bo tak wyrwaliby ci wąsy pewnie. Możesz stać się towarzyszką mojej podróży.
Liczył, że Iskra się zgodzi. Nie chciał zostawić jej tak szybko samej. Choćby musiał płacić największą cenę.
<Iskro? ♥️ Nie zepsułam charakteru?>
Nie, jest świetnie <3
OdpowiedzUsuń